Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu


Hot in Cleveland

Uroczy serialik komediowy z trzema paniami w wieku okołobalzakowskim: Victorii - aktorce serialowej, Joy - kosmetyczce specjalizującej się w wyskubywaniu brwi celebrytom oraz Melanie - świeżej rozwódce, autorce jednego, acz bardzo poczytnego, poradnika. Panie z Los Angeles przypadkiem lądują awaryjnie w Cleveland, gdzie - jak się okazuje - kobieta nie będąca 20-latką z blond grzywą i oszałamiającym biustem ma powodzenie wśród mężczyzn nie będących całkowitymi ofiarami losu. Melanie wynajmuje piękny dom tamże, jak się okazuje z dobrodziejstwem inwentarza - 80-letnią cyniczną i ironiczną Elką Ostrovski, pochodzenia, a jakże, polskiego. I tak sobie panie randkują, rozmawiają, rozmawiają, rozmawiają i jeszcze raz rozmawiają, rozwiązując mniej lub bardziej absurdalne problemy. Bardzo miły, dowcipny i sympatycznym zaczątek serii (12 odcinków). Świeżutki (z 2010), ale realizowany w stylu seriali z lat 80., co dodaje takiego przewrotnego wdzięku aluzjom do najświeższych wydarzeń czy aluzji do innych seriali.

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek grudzień 3, 2010

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


Hot in Cleveland

Uroczy serialik komediowy z trzema paniami w wieku okołobalzakowskim: Victorii - aktorce serialowej, Joy - kosmetyczce specjalizującej się w wyskubywaniu brwi celebrytom oraz Melanie - świeżej rozwódce, autorce jednego, acz bardzo poczytnego, poradnika. Panie z Los Angeles przypadkiem lądują awaryjnie w Cleveland, gdzie - jak się okazuje - kobieta nie będąca 20-latką z blond grzywą i oszałamiającym biustem ma powodzenie wśród mężczyzn nie będących całkowitymi ofiarami losu. Melanie wynajmuje piękny dom tamże, jak się okazuje z dobrodziejstwem inwentarza - 80-letnią cyniczną i ironiczną Elką Ostrovski, pochodzenia, a jakże, polskiego. I tak sobie panie randkują, rozmawiają, rozmawiają, rozmawiają i jeszcze raz rozmawiają, rozwiązując mniej lub bardziej absurdalne problemy. Bardzo miły, dowcipny i sympatycznym zaczątek serii (12 odcinków). Świeżutki (z 2010), ale realizowany w stylu seriali z lat 80., co dodaje takiego przewrotnego wdzięku aluzjom do najświeższych wydarzeń czy aluzji do innych seriali.

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek grudzień 3, 2010

Link bezpośredni - Kategorie: Oglądam, Seriale - - 1 komentarz - Skomentuj


Hot in Cleveland

Uroczy serialik komediowy z trzema paniami w wieku okołobalzakowskim: Victorii - aktorce serialowej, Joy - kosmetyczce specjalizującej się w wyskubywaniu brwi celebrytom oraz Melanie - świeżej rozwódce, autorce jednego, acz bardzo poczytnego, poradnika. Panie z Los Angeles przypadkiem lądują awaryjnie w Cleveland, gdzie - jak się okazuje - kobieta nie będąca 20-latką z blond grzywą i oszałamiającym biustem ma powodzenie wśród mężczyzn nie będących całkowitymi ofiarami losu. Melanie wynajmuje piękny dom tamże, jak się okazuje z dobrodziejstwem inwentarza - 80-letnią cyniczną i ironiczną Elką Ostrovski, pochodzenia, a jakże, polskiego. I tak sobie panie randkują, rozmawiają, rozmawiają, rozmawiają i jeszcze raz rozmawiają, rozwiązując mniej lub bardziej absurdalne problemy. Bardzo miły, dowcipny i sympatycznym zaczątek serii (12 odcinków). Świeżutki (z 2010), ale realizowany w stylu seriali z lat 80., co dodaje takiego przewrotnego wdzięku aluzjom do najświeższych wydarzeń czy aluzji do innych seriali.

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek grudzień 3, 2010

Link bezpośredni - Kategorie: Oglądam, Seriale - - 1 komentarz - Skomentuj


Money, money, money

Nienawidzę zawodzić. A przez pazernego sprzedawcę z Allegra, który po trzech dniach milczenia oznajmił, że wprawdzie sanki miały być od zaraz, ale będą za 10 dni (nie precyzując, od kiedy liczy i czy chodzi o normalne, czy robocze), mogę dziecko powozić w miednicy. Więc zamiast opowieści o tym, jak to poszłam z dzieckiem na sanki, pokażę[1] produkt zastępczy z czasów, kiedy ludzie sprzedawali to, co mieli, a nie to, co mieli mieć (a że był to rok chyba 1989, to mieli niewiele). Czytałam sobie wtedy uroczy kryminał Grodzickiego o mordercy na statku, posługującym się trucizną i szczurami z ładowni. Pojawiała się tam urocza młoda kobieta, zdaje się o imieniu Janet, podzwaniająca bransoletką zrobioną z obiegowych monet. Byłam dziewczęciem przedsiębiorczym i zgromadziłam małe stadko monet[2] (a łatwo nie było, bo jak wspomniałam, był rok 1989) i z pomocą taty, który wywiercił w monetach otworki, zrobiłam sobie przeraźliwie brzęczące cudo, którym irytowałam nauczycieli w szkole, bo miałam fantazję nie zdejmować. A teraz, 21 lat później, nie chce mi się iść do sklepu po sanki.

[1] Tak sobie ponownie zużytkuję zdjęcia zrobione na potrzeby serwisu z ładnymi rzeczami.

[2] To zabawne, jak na takim drobiazgu widać upływ czasu. Mam monety z krajów, których nie ma (10 dinarów z Socjalistycznej Federacyjnej Republiki Jugosławii na przykład), monety z krajów, w których jest już euro (zamiast na przykład półfranków francuskich, belgijskich centów czy austriackich groszy) czy monety, które i dziś są egzotyczne (faliste egipskie 5 millemes). Teraz mogłabym zrobić bransoletkę z eurocentów z poszczególnych krajów. Chyba dorzucę współczesną monetkę jednogroszową, bo za kolejne 21 lat może już ich nie być, tak jak nie ma starej jednogroszówki, którą uznałam za zbyt oczywistą, żeby nosić na nadgarstku.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek grudzień 2, 2010

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


Money, money, money

Nienawidzę zawodzić. A przez pazernego sprzedawcę z Allegra, który po trzech dniach milczenia oznajmił, że wprawdzie sanki miały być od zaraz, ale będą za 10 dni (nie precyzując, od kiedy liczy i czy chodzi o normalne, czy robocze), mogę dziecko powozić w miednicy. Więc zamiast opowieści o tym, jak to poszłam z dzieckiem na sanki, pokażę[1] produkt zastępczy z czasów, kiedy ludzie sprzedawali to, co mieli, a nie to, co mieli mieć (a że był to rok chyba 1989, to mieli niewiele). Czytałam sobie wtedy uroczy kryminał Grodzickiego o mordercy na statku, posługującym się trucizną i szczurami z ładowni. Pojawiała się tam urocza młoda kobieta, zdaje się o imieniu Janet, podzwaniająca bransoletką zrobioną z obiegowych monet. Byłam dziewczęciem przedsiębiorczym i zgromadziłam małe stadko monet[2] (a łatwo nie było, bo jak wspomniałam, był rok 1989) i z pomocą taty, który wywiercił w monetach otworki, zrobiłam sobie przeraźliwie brzęczące cudo, którym irytowałam nauczycieli w szkole, bo miałam fantazję nie zdejmować. A teraz, 21 lat później, nie chce mi się iść do sklepu po sanki.

[1] Tak sobie ponownie zużytkuję zdjęcia zrobione na potrzeby serwisu z ładnymi rzeczami.

[2] To zabawne, jak na takim drobiazgu widać upływ czasu. Mam monety z krajów, których nie ma (10 dinarów z Socjalistycznej Federacyjnej Republiki Jugosławii na przykład), monety z krajów, w których jest już euro (zamiast na przykład półfranków francuskich, belgijskich centów czy austriackich groszy) czy monety, które i dziś są egzotyczne (faliste egipskie 5 millemes). Teraz mogłabym zrobić bransoletkę z eurocentów z poszczególnych krajów. Chyba dorzucę współczesną monetkę jednogroszową, bo za kolejne 21 lat może już ich nie być, tak jak nie ma starej jednogroszówki, którą uznałam za zbyt oczywistą, żeby nosić na nadgarstku.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek grudzień 2, 2010

Link bezpośredni - Kategoria: Fotografia+ - - 7 komentarzy - Skomentuj


Money, money, money

Nienawidzę zawodzić. A przez pazernego sprzedawcę z Allegra, który po trzech dniach milczenia oznajmił, że wprawdzie sanki miały być od zaraz, ale będą za 10 dni (nie precyzując, od kiedy liczy i czy chodzi o normalne, czy robocze), mogę dziecko powozić w miednicy. Więc zamiast opowieści o tym, jak to poszłam z dzieckiem na sanki, pokażę[1] produkt zastępczy z czasów, kiedy ludzie sprzedawali to, co mieli, a nie to, co mieli mieć (a że był to rok chyba 1989, to mieli niewiele). Czytałam sobie wtedy uroczy kryminał Grodzickiego o mordercy na statku, posługującym się trucizną i szczurami z ładowni. Pojawiała się tam urocza młoda kobieta, zdaje się o imieniu Janet, podzwaniająca bransoletką zrobioną z obiegowych monet. Byłam dziewczęciem przedsiębiorczym i zgromadziłam małe stadko monet[2] (a łatwo nie było, bo jak wspomniałam, był rok 1989) i z pomocą taty, który wywiercił w monetach otworki, zrobiłam sobie przeraźliwie brzęczące cudo, którym irytowałam nauczycieli w szkole, bo miałam fantazję nie zdejmować. A teraz, 21 lat później, nie chce mi się iść do sklepu po sanki.

[1] Tak sobie ponownie zużytkuję zdjęcia zrobione na potrzeby serwisu z ładnymi rzeczami.

[2] To zabawne, jak na takim drobiazgu widać upływ czasu. Mam monety z krajów, których nie ma (10 dinarów z Socjalistycznej Federacyjnej Republiki Jugosławii na przykład), monety z krajów, w których jest już euro (zamiast na przykład półfranków francuskich, belgijskich centów czy austriackich groszy) czy monety, które i dziś są egzotyczne (faliste egipskie 5 millemes). Teraz mogłabym zrobić bransoletkę z eurocentów z poszczególnych krajów. Chyba dorzucę współczesną monetkę jednogroszową, bo za kolejne 21 lat może już ich nie być, tak jak nie ma starej jednogroszówki, którą uznałam za zbyt oczywistą, żeby nosić na nadgarstku.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek grudzień 2, 2010

Link bezpośredni - Kategoria: Fotografia+ - - 7 komentarzy - Skomentuj


Jak wykryłam w sobie lokalną patriotkę

Jadę z Majem windą, dosiada się pani w wieku słusznym oraz dwóch panów, z czego jeden z siwą brodą. Pani objaśnia Majowi, że pan wygląda jak Mikołaj i że przyniesie niedługo prezenty. Zupełnie nie wiem sama, skąd wyrwało mi się "Tylko że pani wie, tu jest Wielkopolska, tu prezenty przynosi Gwiazdor". Pani zachichotała, wyraziła aprobatę, po czym po wyjściu z windy wzięła mnie na stronę i szepnęła, że Gwiazdor Gwiazdorem, ale niedługo mi dziecko przyniesie 6. grudnia wyczyszczone buty i mogę twierdzić, że Mikołaja nie ma, ale prezent się będzie należał.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek listopad 30, 2010

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


Jak wykryłam w sobie lokalną patriotkę

Jadę z Majem windą, dosiada się pani w wieku słusznym oraz dwóch panów, z czego jeden z siwą brodą. Pani objaśnia Majowi, że pan wygląda jak Mikołaj i że przyniesie niedługo prezenty. Zupełnie nie wiem sama, skąd wyrwało mi się "Tylko że pani wie, tu jest Wielkopolska, tu prezenty przynosi Gwiazdor". Pani zachichotała, wyraziła aprobatę, po czym po wyjściu z windy wzięła mnie na stronę i szepnęła, że Gwiazdor Gwiazdorem, ale niedługo mi dziecko przyniesie 6. grudnia wyczyszczone buty i mogę twierdzić, że Mikołaja nie ma, ale prezent się będzie należał.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek listopad 30, 2010

Link bezpośredni - Kategoria: Maja - - 8 komentarzy - Skomentuj


Jak wykryłam w sobie lokalną patriotkę

Jadę z Majem windą, dosiada się pani w wieku słusznym oraz dwóch panów, z czego jeden z siwą brodą. Pani objaśnia Majowi, że pan wygląda jak Mikołaj i że przyniesie niedługo prezenty. Zupełnie nie wiem sama, skąd wyrwało mi się "Tylko że pani wie, tu jest Wielkopolska, tu prezenty przynosi Gwiazdor". Pani zachichotała, wyraziła aprobatę, po czym po wyjściu z windy wzięła mnie na stronę i szepnęła, że Gwiazdor Gwiazdorem, ale niedługo mi dziecko przyniesie 6. grudnia wyczyszczone buty i mogę twierdzić, że Mikołaja nie ma, ale prezent się będzie należał.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek listopad 30, 2010

Link bezpośredni - Kategoria: Maja - - 8 komentarzy - Skomentuj