Rowan, profesjonalna niania, znajduje fantastyczne ogłoszenie - zamożne małżeństwo potrzebuje opiekunki do czwórki dzieci, płacą świetne pieniądze i dają darmowe zakwaterowanie i wyżywienie, jedyna nietypowa rzecz to lokalizacja na szkockim odludziu. Mimo że nieco podkoloryzowała rzeczywistość w CV, dostaje posadę marzeń. Dom okazuje się być wiktoriańskim dworzyszczem, tyle że w wersji smart. Państwo Elincourt są architektami i “na swoim” testują różne nowatorskie rozwiązania, zanim zaproponują je klientom; inteligentna lodówka, monitorujące kamery, aplikacja w telefonie do zarządzania dźwiękiem, prysznicem, światłem i wchodzeniem do domu[1]. Rowan liczy, że nauczy się wszystkiego przez pierwsze dni, kiedy wtem zostaje sama z dziećmi - no, z dochodzącą gospodynią i mieszkającym obok pomocnikiem-złotą rączką - bo pani Elincourt nagle wyjeżdża. Od tego momentu zaczyna się prawdziwy horror, bo dzieją się rzeczy dziwne: w nocy słychać kroki, giną rzeczy, dzieci opowiadają jej o poprzednich nianiach, które znikały czasem z dnia na dzień, a do tego wspominają o małej dziewczynce, która umarła w tym domu. Rowan oczywiście nikomu nie mówi o tym, co się dzieje, bo wyda się, że nie jest tym, za kogo się podaje, ale w pewnym momencie już nie wytrzymuje. A czytelnik wie o tym wszystkim, bo Rowan opisuje wydarzenia w listach do prawnika, zaczynając od zapewnienia, że to nie ona zabiła jedno z powierzonych jej pod opiekę dzieci.
Jaka to pyszna lektura, zaskakująca i wciągająca. Stary dom z nowoczesnym, niezrozumiałym oprogramowaniem, tajemniczy ogród, legenda z przeszłości, nadnaturalne zjawiska, dziwnie zachowujący się rodzice - oschła, pedantyczna matka-karierowiczka i egotyczny, pewny siebie ojciec, wreszcie dzieci - kapryśna półtoraroczna Petra, przymilna 5-letnia Ellie, antagonistyczna, wredna 8-latka Maddie i pojawiająca się w połowie akcji kłopotliwa nastolatka Rhiannon, to wszystko dodatkowo komplikują tajemnice Rowan i poczucie, że nie może nikomu ufać. Finał jest należycie wyjaśniony, nie że “a potem się obudziła”, doceniam, bo to nie jest częste. Zdecydowanie dopisuję autorkę na listę książek czytalnych.
[1] I to już jest moja prywatna fobia, podsycona zwłaszcza atakiem hackerskim na inteligentny dom w “Mr Robot”. Analogowe przyciski, klucze i prowadnice do zasłon, a nie aplikacja. W moim domu wystarczy, że nie ma prądu i bez klucza nie wejdzie się przez furtkę i drzwi do budynku, bo domofon jest zablokowany. Nie polecam.
#117
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek grudzień 27, 2024
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, kryminal, 2024
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Rowan, profesjonalna niania, znajduje fantastyczne ogłoszenie - zamożne małżeństwo potrzebuje opiekunki do czwórki dzieci, płacą świetne pieniądze i dają darmowe zakwaterowanie i wyżywienie, jedyna nietypowa rzecz to lokalizacja na szkockim odludziu. Mimo że nieco podkoloryzowała rzeczywistość w CV, dostaje posadę marzeń. Dom okazuje się być wiktoriańskim dworzyszczem, tyle że w wersji smart. Państwo Elincourt są architektami i “na swoim” testują różne nowatorskie rozwiązania, zanim zaproponują je klientom; inteligentna lodówka, monitorujące kamery, aplikacja w telefonie do zarządzania dźwiękiem, prysznicem, światłem i wchodzeniem do domu[1]. Rowan liczy, że nauczy się wszystkiego przez pierwsze dni, kiedy wtem zostaje sama z dziećmi - no, z dochodzącą gospodynią i mieszkającym obok pomocnikiem-złotą rączką - bo pani Elincourt nagle wyjeżdża. Od tego momentu zaczyna się prawdziwy horror, bo dzieją się rzeczy dziwne: w nocy słychać kroki, giną rzeczy, dzieci opowiadają jej o poprzednich nianiach, które znikały czasem z dnia na dzień, a do tego wspominają o małej dziewczynce, która umarła w tym domu. Rowan oczywiście nikomu nie mówi o tym, co się dzieje, bo wyda się, że nie jest tym, za kogo się podaje, ale w pewnym momencie już nie wytrzymuje. A czytelnik wie o tym wszystkim, bo Rowan opisuje wydarzenia w listach do prawnika, zaczynając od zapewnienia, że to nie ona zabiła jedno z powierzonych jej pod opiekę dzieci.
Jaka to pyszna lektura, zaskakująca i wciągająca. Stary dom z nowoczesnym, niezrozumiałym oprogramowaniem, tajemniczy ogród, legenda z przeszłości, nadnaturalne zjawiska, dziwnie zachowujący się rodzice - oschła, pedantyczna matka-karierowiczka i egotyczny, pewny siebie ojciec, wreszcie dzieci - kapryśna półtoraroczna Petra, przymilna 5-letnia Ellie, antagonistyczna, wredna 8-latka Maddie i pojawiająca się w połowie akcji kłopotliwa nastolatka Rhiannon, to wszystko dodatkowo komplikują tajemnice Rowan i poczucie, że nie może nikomu ufać. Finał jest należycie wyjaśniony, nie że “a potem się obudziła”, doceniam, bo to nie jest częste. Zdecydowanie dopisuję autorkę na listę książek czytalnych.
[1] I to już jest moja prywatna fobia, podsycona zwłaszcza atakiem hackerskim na inteligentny dom w “Mr Robot”. Analogowe przyciski, klucze i prowadnice do zasłon, a nie aplikacja. W moim domu wystarczy, że nie ma prądu i bez klucza nie wejdzie się przez furtkę i drzwi do budynku, bo domofon jest zablokowany. Nie polecam.
#117
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek grudzień 27, 2024
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, kryminal, 2024
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[25.08 - 15.10.2023]
Kręcę się po tych samych miejscach, mimo że oczywiście mam całą listę nowych zakamarków, gdzie jeszcze nie byłam a chcę być; być może pomogłoby, gdybym tę listę miała w jednym miejscu i najlepiej pod ręką, ale przecież to by było za łatwe. Dygresja: to jeden ze sposobów na robienie rzeczy, który u mnie działa - robienie list. Już samo zrzucenie tego, co wprawia mój mózg w stan niepokoju, na papier lub ekran sprawia, że porządkuję myśli, ale przede wszystkim zwerbalizowanie, co mam do zrobienia czy jakie mam przed sobą możliwości pozwala na zabranie się do robienia, a nie mętne zastanawianie się, co bym, jak już mam moce przerobowe. Koniec dygresji, 1,15 zł się należy za nieproszoną radę. Schyłek lata i wczesna jesień to najlepszy czas na miasto - nie jest gorąco, dalej jest jasno, dni jeszcze całkiem długie. Poznacie niektóre miejsca z poprzednich odcinków - poza Wildą i Łazarzem jest centrum: plac Cyryla, Mielżyńskiego, Nowy Rynek, Aleje Marcinkowskiego i Śródka. A Wy, macie w swoich miastach takie miejsca, których nigdy nie macie dość?
GALERIA ZDJĘĆ i więcej kawałków Poznania:
listopad 2020 (1),
listopad 2020 (2),
listopad 2020 (3),
grudzień 2020 (4),
luty 2021 (5),
maj 2021 (6),
maj 2021 (7),
październik 2021 (8)
luty 2022 (9),
marzec 2022 (10),
październik 2022 (11),
styczeń 2023 (12),
kwiecień 2023 (13),
styczeń 2024 (14),
grudzień 2024 (15).
Napisane przez Zuzanka w dniu środa grudzień 25, 2024
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[25.08 - 15.10.2023]
Kręcę się po tych samych miejscach, mimo że oczywiście mam całą listę nowych zakamarków, gdzie jeszcze nie byłam a chcę być; być może pomogłoby, gdybym tę listę miała w jednym miejscu i najlepiej pod ręką, ale przecież to by było za łatwe. Dygresja: to jeden ze sposobów na robienie rzeczy, który u mnie działa - robienie list. Już samo zrzucenie tego, co wprawia mój mózg w stan niepokoju, na papier lub ekran sprawia, że porządkuję myśli, ale przede wszystkim zwerbalizowanie, co mam do zrobienia czy jakie mam przed sobą możliwości pozwala na zabranie się do robienia, a nie mętne zastanawianie się, co bym, jak już mam moce przerobowe. Koniec dygresji, 1,15 zł się należy za nieproszoną radę. Schyłek lata i wczesna jesień to najlepszy czas na miasto - nie jest gorąco, dalej jest jasno, dni jeszcze całkiem długie. Poznacie niektóre miejsca z poprzednich odcinków - poza Wildą i Łazarzem jest centrum: plac Cyryla, Mielżyńskiego, Nowy Rynek, Aleje Marcinkowskiego i Śródka. A Wy, macie w swoich miastach takie miejsca, których nigdy nie macie dość?
GALERIA ZDJĘĆ i więcej kawałków Poznania:
listopad 2020 (1),
listopad 2020 (2),
listopad 2020 (3),
grudzień 2020 (4),
luty 2021 (5),
maj 2021 (6),
maj 2021 (7),
październik 2021 (8)
luty 2022 (9),
marzec 2022 (10),
październik 2022 (11),
styczeń 2023 (12),
kwiecień 2023 (13),
styczeń 2024 (14),
grudzień 2024 (15).
Napisane przez Zuzanka w dniu środa grudzień 25, 2024
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Po wielokroć narzekałam, że krótkie formy Munro są niepełne, brakuje im point, czasem zostawiają czytelnika w zawieszeniu. Zupełnie nie mam tego zarzutu do para-powieści, bo trudno mi nazwać “Dziewczęta i kobiety” powieścią; to raczej zbiór chronologicznych nowel dotyczących kolei losu Del Jordan, dziewczynki, nastolatki, a finalnie młodej kobiety z małego kanadyjskiego miasteczka. Jej ojciec ma lisią farmę, która po wojnie nie przynosi specjalnie dochodu, matka zajmuje się obwoźnym handlem, sprzedaje dość luksusowe encyklopedie, co nie jest zbyt chodliwym asortymentem. Dookoła Del jest rodzina i znajomi, postaci czasem kuriozalne (nieco opóźniony wuj), czasem traktowane ironicznie (pretensjonalne, przejęte opinią publiczną ciotki), ale nikt nie jest dla niej wzorem, nawet autonomiczna jak na tamte czasy matka, ateistka i prawie że feministka. Del szuka oparcia w kościele, chociaż zamiast w dewocję, wchodzi w pozycję obserwatorki, tym bardziej, że i tu nie znaduje odpowiedzi na rzeczy związane z dojrzewaniem i narastającym zainteresowaniem seksualnością. Chyba właśnie ta część, beznamiętnie opisująca odkrywanie płciowości, pierwsze eksperymenty erotyczne, niebezpieczną zabawę ze skądinąd nieatrakcyjnym partnerem współlokatorki, odkrywanie ciemnej strony dorosłości i sposobów, w jaki można zostać skrzywdzoną - opuszczoną, w ciąży, ulec przemocy czy wreszcie zgodzić się na niekorzystny układ tylko w celu utrzymania związku - jest najciekawsza. Wyzuta z łagodności, miejscami drastyczna i nawet dość obrzydliwa, przypomina mi moje własne dojrzewanie i przepracowanie poczucia grzeszności i nieczystości związanego z wejściem w dorosłość; nie miałam kogo zapytać, bo to tematy, o których się kiedyś nie mówiło, a i teraz często tylko na zewnątrz widać wersję reklamową i z brokatem.
Mam z Munro też problem o tyle, że po wyjściu na jaw jej zachowania w stosunku do molestowanej córki, czytam jej książki ostrożnie, szukając echa tych wydarzeń. Wiem, że opisy podobnych sytuacji - molestowanie, matka ignorująca krzywdę dziecka - pojawiały się w jej opowiadaniach, uznawanych za odważne i nietypowe, a po latach odkryto ich drugie dno. Od pewnego momentu nie mogę już oddzielać autorki od twórczości, czytam więc z zainteresowaniem (chociaż tę książkę zaczynałam chyba ze trzy razy, nie do końca wina książki, tylko tego, że wpadały mi w ręce inne, ciekawsze), ale nie z przyjemnością.
Inne tej autorki.
#116
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek grudzień 23, 2024
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, beletrystyka, 2024
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Po wielokroć narzekałam, że krótkie formy Munro są niepełne, brakuje im point, czasem zostawiają czytelnika w zawieszeniu. Zupełnie nie mam tego zarzutu do para-powieści, bo trudno mi nazwać “Dziewczęta i kobiety” powieścią; to raczej zbiór chronologicznych nowel dotyczących kolei losu Del Jordan, dziewczynki, nastolatki, a finalnie młodej kobiety z małego kanadyjskiego miasteczka. Jej ojciec ma lisią farmę, która po wojnie nie przynosi specjalnie dochodu, matka zajmuje się obwoźnym handlem, sprzedaje dość luksusowe encyklopedie, co nie jest zbyt chodliwym asortymentem. Dookoła Del jest rodzina i znajomi, postaci czasem kuriozalne (nieco opóźniony wuj), czasem traktowane ironicznie (pretensjonalne, przejęte opinią publiczną ciotki), ale nikt nie jest dla niej wzorem, nawet autonomiczna jak na tamte czasy matka, ateistka i prawie że feministka. Del szuka oparcia w kościele, chociaż zamiast w dewocję, wchodzi w pozycję obserwatorki, tym bardziej, że i tu nie znaduje odpowiedzi na rzeczy związane z dojrzewaniem i narastającym zainteresowaniem seksualnością. Chyba właśnie ta część, beznamiętnie opisująca odkrywanie płciowości, pierwsze eksperymenty erotyczne, niebezpieczną zabawę ze skądinąd nieatrakcyjnym partnerem współlokatorki, odkrywanie ciemnej strony dorosłości i sposobów, w jaki można zostać skrzywdzoną - opuszczoną, w ciąży, ulec przemocy czy wreszcie zgodzić się na niekorzystny układ tylko w celu utrzymania związku - jest najciekawsza. Wyzuta z łagodności, miejscami drastyczna i nawet dość obrzydliwa, przypomina mi moje własne dojrzewanie i przepracowanie poczucia grzeszności i nieczystości związanego z wejściem w dorosłość; nie miałam kogo zapytać, bo to tematy, o których się kiedyś nie mówiło, a i teraz często tylko na zewnątrz widać wersję reklamową i z brokatem.
Mam z Munro też problem o tyle, że po wyjściu na jaw jej zachowania w stosunku do molestowanej córki, czytam jej książki ostrożnie, szukając echa tych wydarzeń. Wiem, że opisy podobnych sytuacji - molestowanie, matka ignorująca krzywdę dziecka - pojawiały się w jej opowiadaniach, uznawanych za odważne i nietypowe, a po latach odkryto ich drugie dno. Od pewnego momentu nie mogę już oddzielać autorki od twórczości, czytam więc z zainteresowaniem (chociaż tę książkę zaczynałam chyba ze trzy razy, nie do końca wina książki, tylko tego, że wpadały mi w ręce inne, ciekawsze), ale nie z przyjemnością.
Inne tej autorki.
#116
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek grudzień 23, 2024
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, beletrystyka, 2024
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Imhotep jest kapłanem i bogatym człowiekiem, wdowcem z czwórką dzieci - również owdowiałą Renisenb i trzema synami: Yahmosem, Sobkiem i Ipym. Ku zdziwieniu rodziny przywozi z jednego z wyjazdów w interesach nową konkubinę, piękną Nofret; Nofret zaczyna się rządzić, jest nieprzyjemna i skłóca się ze wszystkimi. Kiedy Imhotep wyjeżdża po raz kolejny, znienawidzona konkubina podczas spaceru spada ze skały i ginie. To wydarzenie zaczyna czarną kartę w historii rodu - po śmierci Nofret ze skały spada w tym samym miejscu żona jednego z braci, a ich samych ktoś podtruwa, kolejne śmierci sugerują, że to zemsta konkubiny z zaświatów. Renisenb wraz z prawie niewidomą, ale ciągle inteligentną babką Esą (por. młodzieżowe słowo roku) oraz zaprzyjaźnionym z nią od dziecka rodzinnym pisarzem Horim prowadzi śledztwo, w które ciągle wtrąca się przylepna i fałszywa zaufana służąca Henet.
Po pierwszym zaskoczeniu, że o, akcja książki dzieje się w starożytnym Egipcie, gdzieś w okolicy “czasów 11 dynastii”, cokolwiek to znaczy, okazuje się, że tak naprawdę to nie istotne, bo sztafaż jest zupełnie pretekstowy, analogiczna historia mogłaby się zdarzyć gdziekolwiek, na przykład w odciętej od świata angielskiej posiadłości, wszędzie tam, gdzie starzejący się nestor rodu dostał przypływu animuszu przy młodej dziewczynie i zaniedbał skłócone ze sobą dzieci i służbę. Bez względu na miejsce akcji, to jest solidny kryminał, nienudny, a czytelnik dostaje wystarczająco poszlak, żeby samemu wyśledzić, kto jest mordercą.
Inne tej autorki.
#115/#30
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela grudzień 22, 2024
Link bezpośredni -
Kategorie:
Czytam, Słucham (literatury) -
Tagi:
panie, cwa, kryminal, 2024
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Imhotep jest kapłanem i bogatym człowiekiem, wdowcem z czwórką dzieci - również owdowiałą Renisenb i trzema synami: Yahmosem, Sobkiem i Ipym. Ku zdziwieniu rodziny przywozi z jednego z wyjazdów w interesach nową konkubinę, piękną Nofret; Nofret zaczyna się rządzić, jest nieprzyjemna i skłóca się ze wszystkimi. Kiedy Imhotep wyjeżdża po raz kolejny, znienawidzona konkubina podczas spaceru spada ze skały i ginie. To wydarzenie zaczyna czarną kartę w historii rodu - po śmierci Nofret ze skały spada w tym samym miejscu żona jednego z braci, a ich samych ktoś podtruwa, kolejne śmierci sugerują, że to zemsta konkubiny z zaświatów. Renisenb wraz z prawie niewidomą, ale ciągle inteligentną babką Esą (por. młodzieżowe słowo roku) oraz zaprzyjaźnionym z nią od dziecka rodzinnym pisarzem Horim prowadzi śledztwo, w które ciągle wtrąca się przylepna i fałszywa zaufana służąca Henet.
Po pierwszym zaskoczeniu, że o, akcja książki dzieje się w starożytnym Egipcie, gdzieś w okolicy “czasów 11 dynastii”, cokolwiek to znaczy, okazuje się, że tak naprawdę to nie istotne, bo sztafaż jest zupełnie pretekstowy, analogiczna historia mogłaby się zdarzyć gdziekolwiek, na przykład w odciętej od świata angielskiej posiadłości, wszędzie tam, gdzie starzejący się nestor rodu dostał przypływu animuszu przy młodej dziewczynie i zaniedbał skłócone ze sobą dzieci i służbę. Bez względu na miejsce akcji, to jest solidny kryminał, nienudny, a czytelnik dostaje wystarczająco poszlak, żeby samemu wyśledzić, kto jest mordercą.
Inne tej autorki.
#115/#30
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela grudzień 22, 2024
Link bezpośredni -
Kategorie:
Czytam, Słucham (literatury) -
Tagi:
panie, cwa, kryminal, 2024
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Emerytowani szpiedzy, Tommy - zawodowo i Tuppence - hobbystycznie, przenoszą się do małego miasteczka, gdzie kupili domek o dźwięcznej nazwie “Wawrzyny”. Domek wymaga remontu, a przy okazji zostało w nim trochę szpargałów - stare książki, graty w zaniedbanej oranżerii, Tuppence zajmuje się więc sprzątaniem, a konkretnie zaczyna czytać znalezione powieści. I odkrywa, że w jednej z nich 14-latek sprzed prawie 60 lat umieścił informację, że niejaka Mary Jordan nie umarła przypadkiem, tylko została zabita przez kogoś znajomego. Trop idzie w przeszłość, jeszcze w czasy przed I wojną światową, a Mary Jordan jest znana w opowieściach jako niemiecki szpieg (szpieżka? szpiegini?). Niby staroć, ale małżeństwo Beresfordów dwuwątkowo - Tommy przez oficjalne ścieżki zawodowe, zaś Tuppence rozpytując lokalnie i zaprzyjaźniając się ze staruszkami lub ich (pra)wnukami - dowiaduje się prawdy sprzed lat. Oczywiście zanim to nastąpi, ktoś zabija starego ogrodnika oraz dybie na życie Tuppence.
Zawsze mam takie wątpliwości, kiedy czytam o śledztwie dotyczącym zamierzchłej przeszłości - skąd doskonale zachowane ślady, których przez kilkadziesiąt lat nie odkryli kolejni mieszkańcy domu, cudowne zbiegi okoliczności - spis powszechny dzień przed śmiercią Mary Jordan, pozwalający na otrzymanie szczegółowej listy osób nocujących w “Wawrzynach”, doskonała pamięć przypadkowych osób, wreszcie mroczna organizacja, oczywiście ukrywających się na widoku faszystów, którzy mimo zmiany klimatu politycznego dalej chcą judzić i niszczyć. I jakkolwiek czyta się (słucha) sympatycznie, tak książka jest poza ostatnim rozdziałem przenudna, pełna powtórzeń, analizowania ciągle tych samych faktów (przypominało mi to powtarzane u Deavera tablice z podsumowaniem śledztwa), a niby zabawne przekomarzanki starszych państwa są… takie miałkie, oględnie mówiąc.
Punkcik dla Tuppence za mozolne odtwarzanie ogródka i sadzenie cebulek tulipanów typu viridiflora i papuzich, na pewno efekt się jej spodobał wiosną.
Inne tej autorki.
#114/#29
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota grudzień 21, 2024
Link bezpośredni -
Kategorie:
Czytam, Słucham (literatury) -
Tagi:
panie, kryminal, 2024
- 2 komentarze
- Skomentuj
Emerytowani szpiedzy, Tommy - zawodowo i Tuppence - hobbystycznie, przenoszą się do małego miasteczka, gdzie kupili domek o dźwięcznej nazwie “Wawrzyny”. Domek wymaga remontu, a przy okazji zostało w nim trochę szpargałów - stare książki, graty w zaniedbanej oranżerii, Tuppence zajmuje się więc sprzątaniem, a konkretnie zaczyna czytać znalezione powieści. I odkrywa, że w jednej z nich 14-latek sprzed prawie 60 lat umieścił informację, że niejaka Mary Jordan nie umarła przypadkiem, tylko została zabita przez kogoś znajomego. Trop idzie w przeszłość, jeszcze w czasy przed I wojną światową, a Mary Jordan jest znana w opowieściach jako niemiecki szpieg (szpieżka? szpiegini?). Niby staroć, ale małżeństwo Beresfordów dwuwątkowo - Tommy przez oficjalne ścieżki zawodowe, zaś Tuppence rozpytując lokalnie i zaprzyjaźniając się ze staruszkami lub ich (pra)wnukami - dowiaduje się prawdy sprzed lat. Oczywiście zanim to nastąpi, ktoś zabija starego ogrodnika oraz dybie na życie Tuppence.
Zawsze mam takie wątpliwości, kiedy czytam o śledztwie dotyczącym zamierzchłej przeszłości - skąd doskonale zachowane ślady, których przez kilkadziesiąt lat nie odkryli kolejni mieszkańcy domu, cudowne zbiegi okoliczności - spis powszechny dzień przed śmiercią Mary Jordan, pozwalający na otrzymanie szczegółowej listy osób nocujących w “Wawrzynach”, doskonała pamięć przypadkowych osób, wreszcie mroczna organizacja, oczywiście ukrywających się na widoku faszystów, którzy mimo zmiany klimatu politycznego dalej chcą judzić i niszczyć. I jakkolwiek czyta się (słucha) sympatycznie, tak książka jest poza ostatnim rozdziałem przenudna, pełna powtórzeń, analizowania ciągle tych samych faktów (przypominało mi to powtarzane u Deavera tablice z podsumowaniem śledztwa), a niby zabawne przekomarzanki starszych państwa są… takie miałkie, oględnie mówiąc.
Punkcik dla Tuppence za mozolne odtwarzanie ogródka i sadzenie cebulek tulipanów typu viridiflora i papuzich, na pewno efekt się jej spodobał wiosną.
Inne tej autorki.
#114/#29
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota grudzień 21, 2024
Link bezpośredni -
Kategorie:
Czytam, Słucham (literatury) -
Tagi:
panie, kryminal, 2024
- 2 komentarze
- Skomentuj