Absurd absurdem pogania. Znowu znajoma Daszy zostaje wplątana w morderstwo i tylko Dasza wierzy, że jest niewinna. Lika co chwila wychodzi za mąż i po krótkiej chwili wraca, bo stwierdza, że to nie dla niej. Dzień po swoim ósmym ślubie zostaje oskarżona o zamordowanie męża, który - wygląda na to - zirytował ją, wyznając w noc poślubną, że zakochał się w innej kobiecie, a Liki nienawidzi. Daria szybko odkrywa, że w sprawie nic się nie klei, zeznania i fakty są sprzeczne, a Lika zachowuje się jak otępiała i przyznaje się do wszystkiego bez udziału świadomości. Zaczyna śledztwo. W trakcie trafia na grupę bogaczy, zabawiających się z nudów w żebractwo (Noworuscy mają nawet garderobianą i makijażystkę, która robi z nich niewyględnych żebraków), porusza ważki problem bezdomnych dzieci z marginesu społecznego, gości w domu 13-letnią półsierotę Lenkę i złodziejaszka Griszę, popełnia idiotyzm za idiotyzmem (ale oczywiście wszystko dla dobra śledztwa, nawet kradzież przypadkowej fiolki z laboratorium i wypicie zawartości się do czegoś przydaje), a dopiero kiedy dopada ją paskudna grypa, zwierza się znajomemu milicjantowi ze swoich odkryć (jakby się zwierzyła szybciej, to by nie było fabuły, wiem).
Tym razem można dowiedzieć się, że dla uzyskania posłuchu i zdobycia zaufania kogokolwiek wystarczy odziać się zamożnie i założyć drogą biżuterię. W więzieniach siedzą bandyci, gwałciciele i złodzieje, pod warunkiem że nie są to znajomi, bo znajomi są niewinni (złodziejaszek Grisza zbłądził z drogi prawości i trzeba mu pomóc, Lika nie zabiła przecież męża, a umięśnieni młodziankowie, którzy zagrozili demolką samochodu krnąbrnemu współużytkownikowi drogi, bo nie chciał się przesunąć i pozwolić w korku zmienić Darii Wasiljewnej pasa, może i są bandytami, ale jakże przydatnymi). Dasza bez żadnych konsekwencji przedstawia się wszem wobec jako major milicji, a wszyscy wykładają przed nią duszę jak na tacy, nawet półświatek. Skądinąd dość celnie autorka przemyciła kwestię modnych obecnie rozrachunków z przeszłością - ojciec jednej z bohaterek był katem, wykonującym wyrok na spekulantach czy handlarzach walutą w czasach, kiedy było to zakazane, a po godzinach był sympatycznym staruszkiem, z którym się gawędziło i piło kawę (bo nikt nie wiedział, czym przyjazny pan się zajmuje). Królowa jest ubawiona.
Inne tej autorki tutaj.
#44
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek październik 2, 2009
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, 2009, kryminal
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Ależ oczywiście, że nie będzie przepisów kulinarnych, bo dynię to ja bym najchętniej opanierowała, podsmażyła i zapiekła z jakimś pikantnym serem i boczkiem, a nie powinnam. Utknęłam wczoraj podczas spaceru w maleńkim, umieszczonym w suterenie willi, sklepiku spożywczo-przemysłowym, bo zwabiły mnie śliwki, z których miałam wczoraj zrobić placek ze śliwkami, ale mi nie wyszło z przyczyn niezależnych. I wtedy zauważyłam dwie skrzynki z dyniami - jedną z małymi, wyglądającymi jak kostropate gruszki, drugą z wielkimi w kształcie żołędzi w pomarańczowo-zielone paski. Dałam się odciągnąć mimo wielkiej chęci zabrania ze sobą wszystkich do domu i porozstawiania ich w strategicznych miejscach. Przyniosłam tylko dwie:
Niestety, cierpię na brak miejsca do robienia zdjęć. W domu jest ciemnawo - nawet tam, gdzie pada niezłe światło, brakuje miejsca, w którym da się robić przyzwoite zdjęcia. Kuchnia miałaby potencjał, ale jedno okno zaczyna się prawie 1,5 metra od podłogi, drugie wprawdzie przyzwoicie, ale ma wąski parapet i współdzielę je z kotami. Ma to zalety, ale wolałabym coś szerszego, z lepszym światłem (bo kuchenne światło zaczyna się po po południu, czytaj: jesienią w zasadzie się nie zaczyna) i możliwością robienia zdjęć ze światłem. Ale to chyba w nowym domu. Kiedyś. Na razie pozostaje mi zazdrościć takich zdjęć.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek październik 1, 2009
Link bezpośredni -
Kategoria:
Fotografia+ -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Ależ oczywiście, że nie będzie przepisów kulinarnych, bo dynię to ja bym najchętniej opanierowała, podsmażyła i zapiekła z jakimś pikantnym serem i boczkiem, a nie powinnam. Utknęłam wczoraj podczas spaceru w maleńkim, umieszczonym w suterenie willi, sklepiku spożywczo-przemysłowym, bo zwabiły mnie śliwki, z których miałam wczoraj zrobić placek ze śliwkami, ale mi nie wyszło z przyczyn niezależnych. I wtedy zauważyłam dwie skrzynki z dyniami - jedną z małymi, wyglądającymi jak kostropate gruszki, drugą z wielkimi w kształcie żołędzi w pomarańczowo-zielone paski. Dałam się odciągnąć mimo wielkiej chęci zabrania ze sobą wszystkich do domu i porozstawiania ich w strategicznych miejscach. Przyniosłam tylko dwie:
Niestety, cierpię na brak miejsca do robienia zdjęć. W domu jest ciemnawo - nawet tam, gdzie pada niezłe światło, brakuje miejsca, w którym da się robić przyzwoite zdjęcia. Kuchnia miałaby potencjał, ale jedno okno zaczyna się prawie 1,5 metra od podłogi, drugie wprawdzie przyzwoicie, ale ma wąski parapet i współdzielę je z kotami. Ma to zalety, ale wolałabym coś szerszego, z lepszym światłem (bo kuchenne światło zaczyna się po po południu, czytaj: jesienią w zasadzie się nie zaczyna) i możliwością robienia zdjęć ze światłem. Ale to chyba w nowym domu. Kiedyś. Na razie pozostaje mi zazdrościć takich zdjęć.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek październik 1, 2009
Link bezpośredni -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Ależ oczywiście, że nie będzie przepisów kulinarnych, bo dynię to ja bym najchętniej opanierowała, podsmażyła i zapiekła z jakimś pikantnym serem i boczkiem, a nie powinnam. Utknęłam wczoraj podczas spaceru w maleńkim, umieszczonym w suterenie willi, sklepiku spożywczo-przemysłowym, bo zwabiły mnie śliwki, z których miałam wczoraj zrobić placek ze śliwkami, ale mi nie wyszło z przyczyn niezależnych. I wtedy zauważyłam dwie skrzynki z dyniami - jedną z małymi, wyglądającymi jak kostropate gruszki, drugą z wielkimi w kształcie żołędzi w pomarańczowo-zielone paski. Dałam się odciągnąć mimo wielkiej chęci zabrania ze sobą wszystkich do domu i porozstawiania ich w strategicznych miejscach. Przyniosłam tylko dwie:
Niestety, cierpię na brak miejsca do robienia zdjęć. W domu jest ciemnawo - nawet tam, gdzie pada niezłe światło, brakuje miejsca, w którym da się robić przyzwoite zdjęcia. Kuchnia miałaby potencjał, ale jedno okno zaczyna się prawie 1,5 metra od podłogi, drugie wprawdzie przyzwoicie, ale ma wąski parapet i współdzielę je z kotami. Ma to zalety, ale wolałabym coś szerszego, z lepszym światłem (bo kuchenne światło zaczyna się po po południu, czytaj: jesienią w zasadzie się nie zaczyna) i możliwością robienia zdjęć ze światłem. Ale to chyba w nowym domu. Kiedyś. Na razie pozostaje mi zazdrościć takich zdjęć.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek październik 1, 2009
Link bezpośredni -
Kategoria:
Fotografia+ -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Zrobiłam zakupy w aptece internetowej. Bepanthen, krem do skóry atopowej/dla niemowląt, mustela na pociążowy brzuch. Dostałam próbki kremów regenerujących i ulotki. Tylko czemu ulotki opiewają na środki na nadkwaśność i zgagę oraz na suplement diety dla kobiet 45+?
Napisane przez Zuzanka w dniu środa wrzesień 30, 2009
Link bezpośredni -
Kategoria:
Różne -
- 4 komentarze
- Skomentuj
Zrobiłam zakupy w aptece internetowej. Bepanthen, krem do skóry atopowej/dla niemowląt, mustela na pociążowy brzuch. Dostałam próbki kremów regenerujących i ulotki. Tylko czemu ulotki opiewają na środki na nadkwaśność i zgagę oraz na suplement diety dla kobiet 45+?
Napisane przez Zuzanka w dniu środa wrzesień 30, 2009
Link bezpośredni -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Zrobiłam zakupy w aptece internetowej. Bepanthen, krem do skóry atopowej/dla niemowląt, mustela na pociążowy brzuch. Dostałam próbki kremów regenerujących i ulotki. Tylko czemu ulotki opiewają na środki na nadkwaśność i zgagę oraz na suplement diety dla kobiet 45+?
Napisane przez Zuzanka w dniu środa wrzesień 30, 2009
Link bezpośredni -
Kategoria:
Różne -
- 4 komentarze
- Skomentuj
W Suchym Lesie nie ma automatów gazetowych. Są za to antyczne wiejskie skrzynki na skrzyżowaniach, ułatwiające pracę listonoszom. Odmalowane, z nowymi kłódkami, ale antyczne.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek wrzesień 28, 2009
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto -
- 2 komentarze
- Skomentuj
W Suchym Lesie nie ma automatów gazetowych. Są za to antyczne wiejskie skrzynki na skrzyżowaniach, ułatwiające pracę listonoszom. Odmalowane, z nowymi kłódkami, ale antyczne.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek wrzesień 28, 2009
Link bezpośredni -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
W Suchym Lesie nie ma automatów gazetowych. Są za to antyczne wiejskie skrzynki na skrzyżowaniach, ułatwiające pracę listonoszom. Odmalowane, z nowymi kłódkami, ale antyczne.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek wrzesień 28, 2009
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto -
- 2 komentarze
- Skomentuj