Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Matt Ruff - Złe małpy

Chyba bardziej od kiepskiej książki, którą odkładam w połowie bądź po kilkunastu stronach albo męczę długie dni, czytając po kilka kartek, nie lubię takiej, którą się świetnie czyta prawie za jednym posiedzeniem, a potem książka się kończy bez sensu. Niestety, to ten drugi przypadek. 90% książki to kompulsywne przerzucanie kolejnych stron, żeby jak najszybciej dowiedzieć się, co dalej. Jane Charlotte w więziennym pomarańczowym uniformie siedzi w sali przesłuchań więzienia i opowiada terapeucie o popełnionym przez nią morderstwie, które de facto nie było morderstwem, tylko pracą wykonywaną na zlecenie tajemniczej Organizacji, która oczyszcza świat ze Złych Ludzi. Niestety, z wciągającej historii kolejnych odsłon, które pokazują siłę Organizacji, jej wszechstronność i możliwości, im bliżej tylnej okładki, tym historia opowiadania przez Jane zaczyna być coraz bardziej nieskładna, żeby na samym końcu dojść do finału klasy (uwaga, to nie spoiler): "a to wszystko to się śniło". Pozycja obowiązkowa dla fanów Dicka (nic dziwnego, w końcu to hołd dla pisarza) i dla usiłujących wyśledzić, czy ta rzeczywistość, w której aktualnie się jest, to ta prawdziwa czy wirtualna.

Inne tego autora:

#35

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek sierpień 7, 2009

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, sf-f, 2009 - 5 komentarzy - Skomentuj


Food and Travel 48 hrs European Cities Collection

Przyznam, że trochę rozczarowanie, bo myślałam, że za niecałe 8 funtów (z przesyłką) dostanę biblię turysty kulinarnego na najbliższe kilka wakacji. Niestety. Jak czasopismo zawiera mnóstwo dobrych artykułów, zgrabnie napisane relacje z wyjazdów, adresy i przepisy, tak przewodnik jest przeraźliwie powierzchowny. Już nawet nie będę marudzić, że Polska składa się z Warszawy (specjalności: kawior(!) i Pałac Kultury, dowcipnie nazwany "a gift from Stalin") i Krakowa, ale pół strony opisu "gdzie jeść i co zwiedzać" to żałośnie mało. Do każdego kraju krótka metryczka (jaka waluta, jak dolecieć, gdzie informacja turystyczna), ale nie są to rzeczy, których średnio inteligentna ameba nie wyklika sobie w Wiki Travel. Zaletą są piękne zdjęcia i chociażby z tego względu nie żałuję (jak również jest to jakiś plan na zaznaczenie na mapie kolejnych odwiedzonych europejskich miast). Zaryzykowałam prenumeratę "Food and Travel", mam nadzieję, że jednak naród pocztowy sucholeski nie czytuje w lengłidżu.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek sierpień 6, 2009

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


Food and Travel 48 hrs European Cities Collection

Przyznam, że trochę rozczarowanie, bo myślałam, że za niecałe 8 funtów (z przesyłką) dostanę biblię turysty kulinarnego na najbliższe kilka wakacji. Niestety. Jak czasopismo zawiera mnóstwo dobrych artykułów, zgrabnie napisane relacje z wyjazdów, adresy i przepisy, tak przewodnik jest przeraźliwie powierzchowny. Już nawet nie będę marudzić, że Polska składa się z Warszawy (specjalności: kawior(!) i Pałac Kultury, dowcipnie nazwany "a gift from Stalin") i Krakowa, ale pół strony opisu "gdzie jeść i co zwiedzać" to żałośnie mało. Do każdego kraju krótka metryczka (jaka waluta, jak dolecieć, gdzie informacja turystyczna), ale nie są to rzeczy, których średnio inteligentna ameba nie wyklika sobie w Wiki Travel. Zaletą są piękne zdjęcia i chociażby z tego względu nie żałuję (jak również jest to jakiś plan na zaznaczenie na mapie kolejnych odwiedzonych europejskich miast). Zaryzykowałam prenumeratę "Food and Travel", mam nadzieję, że jednak naród pocztowy sucholeski nie czytuje w lengłidżu.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek sierpień 6, 2009

Link bezpośredni - Kategorie: Czytam, Listy spod róży, Fotografia+ - - 3 komentarze - Skomentuj


Food and Travel 48 hrs European Cities Collection

Przyznam, że trochę rozczarowanie, bo myślałam, że za niecałe 8 funtów (z przesyłką) dostanę biblię turysty kulinarnego na najbliższe kilka wakacji. Niestety. Jak czasopismo zawiera mnóstwo dobrych artykułów, zgrabnie napisane relacje z wyjazdów, adresy i przepisy, tak przewodnik jest przeraźliwie powierzchowny. Już nawet nie będę marudzić, że Polska składa się z Warszawy (specjalności: kawior(!) i Pałac Kultury, dowcipnie nazwany "a gift from Stalin") i Krakowa, ale pół strony opisu "gdzie jeść i co zwiedzać" to żałośnie mało. Do każdego kraju krótka metryczka (jaka waluta, jak dolecieć, gdzie informacja turystyczna), ale nie są to rzeczy, których średnio inteligentna ameba nie wyklika sobie w Wiki Travel. Zaletą są piękne zdjęcia i chociażby z tego względu nie żałuję (jak również jest to jakiś plan na zaznaczenie na mapie kolejnych odwiedzonych europejskich miast). Zaryzykowałam prenumeratę "Food and Travel", mam nadzieję, że jednak naród pocztowy sucholeski nie czytuje w lengłidżu.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek sierpień 6, 2009

Link bezpośredni - Kategorie: Czytam, Listy spod róży, Fotografia+ - - 3 komentarze - Skomentuj


Fachowcy aka dialogi (2)

Majster obmierza garderobę; mizerną, bo mizerną gabarytami, ale za to jaką krzywą. W garderobie sporo pudełek, schowki na buty, dwie rury z wieszakami, na których wiszą płaszcze, kurtki, polary, koszule TŻ i moje sukienki, które się niezbyt dają trzymać w szafie.

Pani, po co pani tyle tego? Ja to bym połowę wyrzucił. A pani jeszcze i szafę ma! I komodę! Na wieś wywieźć, ludzie wezmą.

Jasne, moje wiktoriańskie aksamity od Laury Ashley (za psie pieniądze, z Allegro) to wezmą bez proszenia.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa sierpień 5, 2009

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


Fachowcy aka dialogi (2)

Majster obmierza garderobę; mizerną, bo mizerną gabarytami, ale za to jaką krzywą. W garderobie sporo pudełek, schowki na buty, dwie rury z wieszakami, na których wiszą płaszcze, kurtki, polary, koszule TŻ i moje sukienki, które się niezbyt dają trzymać w szafie.

Pani, po co pani tyle tego? Ja to bym połowę wyrzucił. A pani jeszcze i szafę ma! I komodę! Na wieś wywieźć, ludzie wezmą.

Jasne, moje wiktoriańskie aksamity od Laury Ashley (za psie pieniądze, z Allegro) to wezmą bez proszenia.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa sierpień 5, 2009

Link bezpośredni - Kategoria: Różne - - 0 komentarzy - Skomentuj


Fachowcy aka dialogi (2)

Majster obmierza garderobę; mizerną, bo mizerną gabarytami, ale za to jaką krzywą. W garderobie sporo pudełek, schowki na buty, dwie rury z wieszakami, na których wiszą płaszcze, kurtki, polary, koszule TŻ i moje sukienki, które się niezbyt dają trzymać w szafie.

Pani, po co pani tyle tego? Ja to bym połowę wyrzucił. A pani jeszcze i szafę ma! I komodę! Na wieś wywieźć, ludzie wezmą.

Jasne, moje wiktoriańskie aksamity od Laury Ashley (za psie pieniądze, z Allegro) to wezmą bez proszenia.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa sierpień 5, 2009

Link bezpośredni - Kategoria: Różne - - 0 komentarzy - Skomentuj


Dali mi, bo mnie lubią

Aczkolwiek to naprawdę nie jest tak, że jak ktoś do mnie przychodzi, to musi coś przynieść. Pierzasto-motylkowa lawenda, pachnącą miodem, to coś, co chciałabym mieć w domu kwitnące przez okrągły rok (wiem, nie u mnie). Ubolewam, że nie mogę tak jak koty wytarzać się w niej, żeby zapach został na futrze na dłużej. Ani że nie pojadę już teraz zaraz zamieszkać wśród lawendowych pól. Ani że nie pomaluję całego świata na kolor łagodnego fioletu, przetykanego zielenią. A szkoda.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek sierpień 3, 2009

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


Dali mi, bo mnie lubią

Aczkolwiek to naprawdę nie jest tak, że jak ktoś do mnie przychodzi, to musi coś przynieść. Pierzasto-motylkowa lawenda, pachnącą miodem, to coś, co chciałabym mieć w domu kwitnące przez okrągły rok (wiem, nie u mnie). Ubolewam, że nie mogę tak jak koty wytarzać się w niej, żeby zapach został na futrze na dłużej. Ani że nie pojadę już teraz zaraz zamieszkać wśród lawendowych pól. Ani że nie pomaluję całego świata na kolor łagodnego fioletu, przetykanego zielenią. A szkoda.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek sierpień 3, 2009

Link bezpośredni - Kategoria: Fotografia+ - - 0 komentarzy - Skomentuj


Dali mi, bo mnie lubią

Aczkolwiek to naprawdę nie jest tak, że jak ktoś do mnie przychodzi, to musi coś przynieść. Pierzasto-motylkowa lawenda, pachnącą miodem, to coś, co chciałabym mieć w domu kwitnące przez okrągły rok (wiem, nie u mnie). Ubolewam, że nie mogę tak jak koty wytarzać się w niej, żeby zapach został na futrze na dłużej. Ani że nie pojadę już teraz zaraz zamieszkać wśród lawendowych pól. Ani że nie pomaluję całego świata na kolor łagodnego fioletu, przetykanego zielenią. A szkoda.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek sierpień 3, 2009

Link bezpośredni - Kategoria: Fotografia+ - - 0 komentarzy - Skomentuj