Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Tag: kryminał

Henning Mankell - Chińczyk

Przeraźliwie słaba i męcząca książka. Po wciągającym wstępie, opisującym brutalne masowe morderstwo w jednej ze szwedzkich wsi, jest wypełniacz - pamiętniki z XIX wieku, najpierw Szweda, potem Chińczyka, których los zetknął podczas morderczej budowy kolei na Dzikim Zachodzie, a następnie mnóstwo maoistowskiej ideologii i długi rzut oka na współczesne Chiny. I żeby przedrzeć się do wyjaśnienia morderstwa, trzeba przerzucić setki stron o tym, jak ciężko było i jest być Chińczykiem, jak bardzo główna bohaterka (a zgaduję, że i sam Mankell) była jako studentka zachwycona Mao i jego Czerwoną Książeczką, jak działają mechanizmy rządzące chińskim społeczeństwem (jest nawet streszczenie pięciogodzinnego przemówienia jakiegoś chińskiego naukowca o perspektywach przed narodem). Nuda i przerwa na reklamy.

Najgorsza z tego wszystkiego jest główna bohaterka, sędzia Birgitta Roslin. Kiedy dowiaduje się, że to przybrana rodzina jej matki zginęła w masakrze, wchodzi w śledztwo nie dość, że prywatnie, to jeszcze z gracją pancernika. Wpycha się na komisariat, zabiera ukradkiem z miejsca zbrodni pamiętniki, rozpytuje i jest nieco zdziwiona, że policja traktuje jej odkrycia chłodno[1]. Metodą kolejnych niesamowitych zbiegów okoliczności znajduje w koszu pekiński adres zleceniodawcy mordu, przypomina sobie, że jej najlepsza przyjaciółka zna się na Chinach i pac, nagle leci z nią do Pekinu. Metodą czołgową pcha pod oczy zdjęcie potencjalnego mordercy, zostaje napadnięta, trafia na siostrę przestępcy - przypadkiem ważną funkcjonariuszkę w chińskim rządzie i wraca, starając się wszystko przed wszystkimi ukryć. A już rozwiązanie historii, w którym uchodzi z życiem tylko dlatego, że przypadkowy Chińczyk wygląda jak przestępca, jest prawdziwie zaskakujące.

[1] Policja też nie rokuje. Roslin podsuwa im co chwila ciekawe tropy, które pieczołowicie ignorują. Niby śledztwo prowadzą, niby zbierają plon śledztwa Roslin, ale są tak niemrawi, że nic z tego nie wynika.

Inne książki tego autora tutaj.

#45 (chyba nie zdążę wyrobić rocznej normy do końca czerwca, foch)

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela czerwiec 26, 2011

Link bezpośredni - Tag: kryminal - 0 komentarzy - Skomentuj


Henning Mankell - Chińczyk

Przeraźliwie słaba i męcząca książka. Po wciągającym wstępie, opisującym brutalne masowe morderstwo w jednej ze szwedzkich wsi, jest wypełniacz - pamiętniki z XIX wieku, najpierw Szweda, potem Chińczyka, których los zetknął podczas morderczej budowy kolei na Dzikim Zachodzie, a następnie mnóstwo maoistowskiej ideologii i długi rzut oka na współczesne Chiny. I żeby przedrzeć się do wyjaśnienia morderstwa, trzeba przerzucić setki stron o tym, jak ciężko było i jest być Chińczykiem, jak bardzo główna bohaterka (a zgaduję, że i sam Mankell) była jako studentka zachwycona Mao i jego Czerwoną Książeczką, jak działają mechanizmy rządzące chińskim społeczeństwem (jest nawet streszczenie pięciogodzinnego przemówienia jakiegoś chińskiego naukowca o perspektywach przed narodem). Nuda i przerwa na reklamy.

Najgorsza z tego wszystkiego jest główna bohaterka, sędzia Birgitta Roslin. Kiedy dowiaduje się, że to przybrana rodzina jej matki zginęła w masakrze, wchodzi w śledztwo nie dość, że prywatnie, to jeszcze z gracją pancernika. Wpycha się na komisariat, zabiera ukradkiem z miejsca zbrodni pamiętniki, rozpytuje i jest nieco zdziwiona, że policja traktuje jej odkrycia chłodno[1]. Metodą kolejnych niesamowitych zbiegów okoliczności znajduje w koszu pekiński adres zleceniodawcy mordu, przypomina sobie, że jej najlepsza przyjaciółka zna się na Chinach i pac, nagle leci z nią do Pekinu. Metodą czołgową pcha pod oczy zdjęcie potencjalnego mordercy, zostaje napadnięta, trafia na siostrę przestępcy - przypadkiem ważną funkcjonariuszkę w chińskim rządzie i wraca, starając się wszystko przed wszystkimi ukryć. A już rozwiązanie historii, w którym uchodzi z życiem tylko dlatego, że przypadkowy Chińczyk wygląda jak przestępca, jest prawdziwie zaskakujące.

[1] Policja też nie rokuje. Roslin podsuwa im co chwila ciekawe tropy, które pieczołowicie ignorują. Niby śledztwo prowadzą, niby zbierają plon śledztwa Roslin, ale są tak niemrawi, że nic z tego nie wynika.

Inne książki tego autora tutaj.

#45 (chyba nie zdążę wyrobić rocznej normy do końca czerwca, foch)

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela czerwiec 26, 2011

Link bezpośredni - Tag: kryminal - 0 komentarzy - Skomentuj


Sue Grafton - N jak niesława

Tym razem w życiu Kinsey znienacka pojawia się jej pierwszy mąż - policjant, którego została kilkanaście lat wcześniej po krótkim pożyciu, kiedy poprosił ją o fałszywe alibi w sprawie o pobicie ze skutkiem śmiertelnym. Odmówiła, a mąż zrezygnował z pracy w policji, po czym się rozstali. Eks pojawia się w formie biernej, bo leży w szpitalu w śpiączce po postrzale, a Kinsey dociera do sprawy sprzed kilkunastu lat za sprawą dokumentów sprzedanych jej przez chciwego dekarza, który kupił na licytacji zawartość schowka eks-męża. Wśród niedojedzonej pasty do zębów, krążka antykoncepcyjnego i starych świadectw szkolnych Kinsey znajduje list od przyjaciółki męża, która wyjaśnia, że prośba o fałszywe alibi wynikała stąd, że mąż był rzeczywiście niewinny, a nie chciał jej informować o tym, że ją z ową przyjaciółką zdradza.

Kinsey wprawdzie ma żal, bo eks-mąż i tak okazał się palantem, ale uważa, że jest mu winna wyjaśnienie tej sprawy. I podjadając obrzydliwe żarcie (albo ćwierćfunciaka z McDonalda, albo siedmiozbożowy chleb, obficie posmarowany masłem orzechowym i obłożony piklami, z rzadka kolacja w zaprzyjaźnionej knajpce węgierskiej U Rosie), odwiedza znajomych sprzed lat - kochankę eks-męża, przyjaciół z policji i knajpę, w której wtedy wszyscy się spotykali. Finał jak zwykle ryzykowny - morderca atakuje ją w szkółce ogrodniczej i tylko dzięki użyciu ciężkiego sprzętu udaje się mordercę uszkodzić.

Inne tej autorki tutaj.

#41

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek czerwiec 13, 2011

Link bezpośredni - Tag: kryminal - 0 komentarzy - Skomentuj


Sue Grafton - N jak niesława

Tym razem w życiu Kinsey znienacka pojawia się jej pierwszy mąż - policjant, którego została kilkanaście lat wcześniej po krótkim pożyciu, kiedy poprosił ją o fałszywe alibi w sprawie o pobicie ze skutkiem śmiertelnym. Odmówiła, a mąż zrezygnował z pracy w policji, po czym się rozstali. Eks pojawia się w formie biernej, bo leży w szpitalu w śpiączce po postrzale, a Kinsey dociera do sprawy sprzed kilkunastu lat za sprawą dokumentów sprzedanych jej przez chciwego dekarza, który kupił na licytacji zawartość schowka eks-męża. Wśród niedojedzonej pasty do zębów, krążka antykoncepcyjnego i starych świadectw szkolnych Kinsey znajduje list od przyjaciółki męża, która wyjaśnia, że prośba o fałszywe alibi wynikała stąd, że mąż był rzeczywiście niewinny, a nie chciał jej informować o tym, że ją z ową przyjaciółką zdradza.

Kinsey wprawdzie ma żal, bo eks-mąż i tak okazał się palantem, ale uważa, że jest mu winna wyjaśnienie tej sprawy. I podjadając obrzydliwe żarcie (albo ćwierćfunciaka z McDonalda, albo siedmiozbożowy chleb, obficie posmarowany masłem orzechowym i obłożony piklami, z rzadka kolacja w zaprzyjaźnionej knajpce węgierskiej U Rosie), odwiedza znajomych sprzed lat - kochankę eks-męża, przyjaciół z policji i knajpę, w której wtedy wszyscy się spotykali. Finał jak zwykle ryzykowny - morderca atakuje ją w szkółce ogrodniczej i tylko dzięki użyciu ciężkiego sprzętu udaje się mordercę uszkodzić.

Inne tej autorki tutaj.

#41

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek czerwiec 13, 2011

Link bezpośredni - Tag: kryminal - 0 komentarzy - Skomentuj


Batya Gur - Morderstwo w szabatowy poranek

W szabatowy poranek jeden z adeptów psychiatrii, szkolących się w Izraelskim Towarzystwie Psychoanalitycznym, znalazł swoją mentorkę zamordowaną. Na miejscu zbrodni szybko pojawił się błyskotliwy i dociekliwy inspektor o dźwięcznym nazwisko Ochajon i niestety zaczyna prowadzić śledztwo. Niestety, bo zanim ujawni się morderca, Ochajon odpyta połowę Instytutu o metody analizy psychiatrycznej, system superwizji, uzyskiwania dyplomów oraz czemu w jednych gabinetach stoi fotel, a w innych leżanka, popełni trochę zaniedbań, pozwalając na nieautoryzowane przeszukanie domu zamordowanej oraz porwanie jej dokumentów z księgowości, wykona ze swoim zespołem mnóstwo pracy śledczej oraz odbędzie kawałek życia osobistego z synem, eks-żoną i kochanką. I dla inspektora Ochajona mogę przeczytać następne tomy, bo to miły i myślący glina.

I jak bardzo lubię bardziej egzotyczne kryminały, tak w tym zmęczyło mnie wszystko - wolno rozkręcająca się akcja, liczne wykłady o psychiatrii, taki trochę bezużyteczny rzut oka w środowisko arabskie i wreszcie wprowadzanie każdego z bohaterów prawie że z drzewem genealogicznym. Jerozolima jest nijaka, jak każde inne miasto, w zasadzie jedynymi oznakami potwierdzającymi lokalizację są nazwiska, świętowanie szabatu i pobrzmiewające dość wyraźnie wątki państwa militarnego.

#39

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek czerwiec 9, 2011

Link bezpośredni - Tag: kryminal - 3 komentarze - Skomentuj


Batya Gur - Morderstwo w szabatowy poranek

W szabatowy poranek jeden z adeptów psychiatrii, szkolących się w Izraelskim Towarzystwie Psychoanalitycznym, znalazł swoją mentorkę zamordowaną. Na miejscu zbrodni szybko pojawił się błyskotliwy i dociekliwy inspektor o dźwięcznym nazwisko Ochajon i niestety zaczyna prowadzić śledztwo. Niestety, bo zanim ujawni się morderca, Ochajon odpyta połowę Instytutu o metody analizy psychiatrycznej, system superwizji, uzyskiwania dyplomów oraz czemu w jednych gabinetach stoi fotel, a w innych leżanka, popełni trochę zaniedbań, pozwalając na nieautoryzowane przeszukanie domu zamordowanej oraz porwanie jej dokumentów z księgowości, wykona ze swoim zespołem mnóstwo pracy śledczej oraz odbędzie kawałek życia osobistego z synem, eks-żoną i kochanką. I dla inspektora Ochajona mogę przeczytać następne tomy, bo to miły i myślący glina.

I jak bardzo lubię bardziej egzotyczne kryminały, tak w tym zmęczyło mnie wszystko - wolno rozkręcająca się akcja, liczne wykłady o psychiatrii, taki trochę bezużyteczny rzut oka w środowisko arabskie i wreszcie wprowadzanie każdego z bohaterów prawie że z drzewem genealogicznym. Jerozolima jest nijaka, jak każde inne miasto, w zasadzie jedynymi oznakami potwierdzającymi lokalizację są nazwiska, świętowanie szabatu i pobrzmiewające dość wyraźnie wątki państwa militarnego.

#39

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek czerwiec 9, 2011

Link bezpośredni - Tag: kryminal - 3 komentarze - Skomentuj


Polina Daszkowa - Dla Nikity

Fantastycznie gładko napisany kryminał, z sensownymi psychologicznie bohaterami, dodatkowo z ładnie splatającą się fabułą, odsłanianą kolejno przez różnych uczestników akcji. Dość brutalny, jak to u Rosjan, niskie poszanowanie życia ludzkiego (trochę nie polecam rodzicom małych dzieci), duża łatwość obejścia prawa dzięki korupcji i nieuczciwości na dowolnych szczeblach. I - o dziwo - nieskorumpowany milicjant, który z własnej woli podejmuje śledztwo w sprawie oficjalnie uznanej za wypadek. Bardzo miła odmiana po niezorganizowanej bohaterce Doncowej i psychopatycznej i irracjonalnej pani detektyw u Polakowej.

Nikita Rakitin jest znanym pisarzem kryminałów i z dziwnych przyczyn podejmuje się pracy nad biografią dawnego znajomego, dziś znanego dygnitarza. I nagle musi uciekać, bo dokopał się do rzeczy strasznych a niejawnych, więc wisi nad nim wyrok śmierci. Śledztwo oprócz Nikitina prowadzi jednocześnie ojciec poszkodowanego przez tajemniczą sektę syna, wegetujacego w szpitalu psychiatrycznym, wspomniany uczciwy milicjant (mimo konsekwencji służbowych) i - po tajemniczej śmierci pisarza - żona dygnitarza, dawna miłość Rakitina.

#37

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek maj 30, 2011

Link bezpośredni - Tag: kryminal - 0 komentarzy - Skomentuj


Polina Daszkowa - Dla Nikity

Fantastycznie gładko napisany kryminał, z sensownymi psychologicznie bohaterami, dodatkowo z ładnie splatającą się fabułą, odsłanianą kolejno przez różnych uczestników akcji. Dość brutalny, jak to u Rosjan, niskie poszanowanie życia ludzkiego (trochę nie polecam rodzicom małych dzieci), duża łatwość obejścia prawa dzięki korupcji i nieuczciwości na dowolnych szczeblach. I - o dziwo - nieskorumpowany milicjant, który z własnej woli podejmuje śledztwo w sprawie oficjalnie uznanej za wypadek. Bardzo miła odmiana po niezorganizowanej bohaterce Doncowej i psychopatycznej i irracjonalnej pani detektyw u Polakowej.

Nikita Rakitin jest znanym pisarzem kryminałów i z dziwnych przyczyn podejmuje się pracy nad biografią dawnego znajomego, dziś znanego dygnitarza. I nagle musi uciekać, bo dokopał się do rzeczy strasznych a niejawnych, więc wisi nad nim wyrok śmierci. Śledztwo oprócz Nikitina prowadzi jednocześnie ojciec poszkodowanego przez tajemniczą sektę syna, wegetujacego w szpitalu psychiatrycznym, wspomniany uczciwy milicjant (mimo konsekwencji służbowych) i - po tajemniczej śmierci pisarza - żona dygnitarza, dawna miłość Rakitina.

#37

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek maj 30, 2011

Link bezpośredni - Tag: kryminal - 0 komentarzy - Skomentuj


Henning Mankell - Niespokojny człowiek

Ostatnia książka o Wallanderze. I jest mi przykro, że się skończyło, bo polubiłam gderliwego i dociekliwego komisarza, przez całe życie walczącego z tym, żeby nie być takim jak jego ojciec. Ostatnia sprawa, tym razem bardzo osobista - znika niedoszły teść Wallanderowej córki Lindy i dziadek Wallanderowej wnuczki, eks-generał marynarki. Wallander po części na zwolnieniu lekarskim, po części na urlopie (i odrobinę z powodu incydentu z bronią z konsekwencjami służbowymi) szuka go półprywatnie, bo oficjalnie sprawę prowadzi zaprzyjaźniony komisarz Ytterberg ze Sztokholmu. Ale tak naprawdę mniej ważne jest śledztwo, ale walka ze starością. Wallander czuje się mentalnie 35-latkiem, a w lustrze widzi zmęczonego 60-latka, cukrzyka z zanikami pamięci. Dużo rozważań o tym, czy warto, czy jest sens i - w przypadku wyjaśnienia ostatecznej tajemnicy zniknięcia teścia i teściowej córki - co można opowiedzieć niby-zięciowi o jego rodzicach, żeby aż tak nie zabolało.

Gdzieś z tyłu głowy cały czas pobrzmiewało mi podczas czytania "Hurt" Johnny'ego Casha [1]. Że starzenie się to sprawdzenie, czy jeszcze można coś czuć. I że wszyscy, których znasz, w końcu umrą.

Epilog, dodam, trochę mną zamiótł. Nie zostałam z poczuciem krzywdy, nie pójdę wybijać Mankellowi okien, ale mam wrażenie niesprawiedliwości. Jak to w skandynawskim kryminale, gdzie wystarczy wyjaśnić zagadkę, ale niekoniecznie wymyślić satysfakcjonujące zakończenie.

[1] Wiem, że "Hurt" jest Trenta Reznora. Ale, jak ktoś pod jutubką napisał, "if johnny cash covers your song it aint yours no more".

Inne tego autora:

#36

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota maj 28, 2011

Link bezpośredni - Tag: kryminal - 5 komentarzy - Skomentuj


Henning Mankell - Niespokojny człowiek

Ostatnia książka o Wallanderze. I jest mi przykro, że się skończyło, bo polubiłam gderliwego i dociekliwego komisarza, przez całe życie walczącego z tym, żeby nie być takim jak jego ojciec. Ostatnia sprawa, tym razem bardzo osobista - znika niedoszły teść Wallanderowej córki Lindy i dziadek Wallanderowej wnuczki, eks-generał marynarki. Wallander po części na zwolnieniu lekarskim, po części na urlopie (i odrobinę z powodu incydentu z bronią z konsekwencjami służbowymi) szuka go półprywatnie, bo oficjalnie sprawę prowadzi zaprzyjaźniony komisarz Ytterberg ze Sztokholmu. Ale tak naprawdę mniej ważne jest śledztwo, ale walka ze starością. Wallander czuje się mentalnie 35-latkiem, a w lustrze widzi zmęczonego 60-latka, cukrzyka z zanikami pamięci. Dużo rozważań o tym, czy warto, czy jest sens i - w przypadku wyjaśnienia ostatecznej tajemnicy zniknięcia teścia i teściowej córki - co można opowiedzieć niby-zięciowi o jego rodzicach, żeby aż tak nie zabolało.

Gdzieś z tyłu głowy cały czas pobrzmiewało mi podczas czytania "Hurt" Johnny'ego Casha [1]. Że starzenie się to sprawdzenie, czy jeszcze można coś czuć. I że wszyscy, których znasz, w końcu umrą.

Epilog, dodam, trochę mną zamiótł. Nie zostałam z poczuciem krzywdy, nie pójdę wybijać Mankellowi okien, ale mam wrażenie niesprawiedliwości. Jak to w skandynawskim kryminale, gdzie wystarczy wyjaśnić zagadkę, ale niekoniecznie wymyślić satysfakcjonujące zakończenie.

[1] Wiem, że "Hurt" jest Trenta Reznora. Ale, jak ktoś pod jutubką napisał, "if johnny cash covers your song it aint yours no more".

Inne tego autora:

#36

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota maj 28, 2011

Link bezpośredni - Tag: kryminal - 5 komentarzy - Skomentuj