Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Tag: kryminał

John Le Carre - Ze śmiertelnego zimna

50-letni Leamas, brytyjski szpieg w Berlinie Zachodnim, na własne oczy widzi zamordowanie swojego agenta, który ginie podczas przedarcia się przez Mur Berliński. Złamany tym zdarzeniem wraca do Londynu, chce przejść na emeryturę, ale okazuje się, że nie ma wystarczająco dużo wypracowanych lat i ląduje za biurkiem w dziale finansowym. W pewnym momencie i stąd go wyrzucają, plotka głosi, że za defraudację. Ma głodową emeryturę, wynajmuje podłe mieszkanie i szuka niewymagającej (wszak doświadczeniem szpiegowskim nie może się publicznie pochwalić, a dodatkowo nie da się ukryć, że nadużywa alkoholu) pracy w biurze pośrednictwa. Trafia do zapyziałej biblioteki, gdzie poznaje młodą i naiwną Liz, zwolenniczkę socjalizmu; mimo jego niechęci, zostają kochankami. Nagle dzieje się coś dziwnego - Leamas prosi sklepikarza o kredyt, a gdy ten odmawia, bije go i ląduje na kilka miesięcy w więzieniu. Po wyjściu zostaje zwerbowany przez aparat szpiegowski NRD, aby dostarczył im - za sowitym wynagrodzeniem, które ukoi resztki poczucia przyzwoitości - szczegółowego opisu tego, co wywiad brytyjski wie o siatce agentów w NRD. Ale czy tak jest? Wygląda na to, że całość akcji - niechlubne zwolnienie ze służby, pijaństwo, wreszcie więzienie - została zaplanowana jako ostatni przed emeryturą występ starego agenta.

O, to jest właśnie taki Le Carre, jaki mi się kojarzył - dużo polityki i mylenia tropów, mało pracy detektywistycznej, a na końcu wygrywa tylko organizacja. Dużo gorzkich słów pada zarówno pod adresem socjalizmu, budowanego na zabijaniu lub więzieniu niepokornych, jak i zachodniego wywiadu. Podsumowuje to wschodnioniemiecki szpieg: "Pan wie, wszyscy jesteśmy tacy sami, to jest najlepszy dowcip".

Inne tego autora.

#42

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela czerwiec 18, 2017

Link bezpośredni - Tag: kryminal - 0 komentarzy - Skomentuj


John Le Carre - Ze śmiertelnego zimna

50-letni Leamas, brytyjski szpieg w Berlinie Zachodnim, na własne oczy widzi zamordowanie swojego agenta, który ginie podczas przedarcia się przez Mur Berliński. Złamany tym zdarzeniem wraca do Londynu, chce przejść na emeryturę, ale okazuje się, że nie ma wystarczająco dużo wypracowanych lat i ląduje za biurkiem w dziale finansowym. W pewnym momencie i stąd go wyrzucają, plotka głosi, że za defraudację. Ma głodową emeryturę, wynajmuje podłe mieszkanie i szuka niewymagającej (wszak doświadczeniem szpiegowskim nie może się publicznie pochwalić, a dodatkowo nie da się ukryć, że nadużywa alkoholu) pracy w biurze pośrednictwa. Trafia do zapyziałej biblioteki, gdzie poznaje młodą i naiwną Liz, zwolenniczkę socjalizmu; mimo jego niechęci, zostają kochankami. Nagle dzieje się coś dziwnego - Leamas prosi sklepikarza o kredyt, a gdy ten odmawia, bije go i ląduje na kilka miesięcy w więzieniu. Po wyjściu zostaje zwerbowany przez aparat szpiegowski NRD, aby dostarczył im - za sowitym wynagrodzeniem, które ukoi resztki poczucia przyzwoitości - szczegółowego opisu tego, co wywiad brytyjski wie o siatce agentów w NRD. Ale czy tak jest? Wygląda na to, że całość akcji - niechlubne zwolnienie ze służby, pijaństwo, wreszcie więzienie - została zaplanowana jako ostatni przed emeryturą występ starego agenta.

O, to jest właśnie taki Le Carre, jaki mi się kojarzył - dużo polityki i mylenia tropów, mało pracy detektywistycznej, a na końcu wygrywa tylko organizacja. Dużo gorzkich słów pada zarówno pod adresem socjalizmu, budowanego na zabijaniu lub więzieniu niepokornych, jak i zachodniego wywiadu. Podsumowuje to wschodnioniemiecki szpieg: "Pan wie, wszyscy jesteśmy tacy sami, to jest najlepszy dowcip".

Inne tego autora.

#42

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela czerwiec 18, 2017

Link bezpośredni - Tag: kryminal - 0 komentarzy - Skomentuj


Olga Rudnicka - Zacisze 13 / Zacisze 13 powrót

Marta, kobieta po przejściach (eks-mąż psychopata, wbrew rozsądkowi wspierany przez równie psychopatyczną matkę Marty) jest samotną nauczycielką w śremskiej szkole. Zaskakuje ją znalezienie zwłok rosłego mężczyzny z rozwaloną głową w swoim ogródku, więc - ze strachu - nie waha się przygarnąć pod swój dach przyjaciółkę ze szkoły, Anetę, której mieszkanie uległo zalaniu. Niespodziewanie pozostawiona w domu Aneta napotyka na drugiego intruza, przypadkiem zrzuca go ze schodów, ze skutkiem śmiertelnym. Ponieważ Marta ma uraz do organów ścigania (były mąż próbował ją zaatakować nożem, a kiedy przypadkiem się obroniła i go pokaleczyła, oskarżył ją o próbę zabójstwa i udało mu się doprowadzić do skazania Marty), obie panie decydują się zwłoki dyskretnie ukryć[1], co - o dziwo - udaje im się, mimo że ich dom jest obserwowany przez różne grupy zainteresowanych. Po koniec tomu wyjaśnia się, czemu pojawili się denaci, kim jest Damian i Dorota, kto obserwował dom Marty oraz kim była prostytutka o ksywie Barbie. Zwłoki spoczywają pod podłogą piwnicy.

W części drugiej Marta wyjeżdża z nowym mężem (tak, mąż został pozyskany w tomie pierwszym) i w ciąży do Krakowa, zostawiając na posesji Anetę (i zwłoki). Anetę ktoś szantażuje, tyle że Aneta jest na tyle zirytowana problemami z byłym mężem (nie psychopatą, ale wiarołomnym łajdusem), aktualnym chłopakiem i wścibską sąsiadką[2], iż nie zwraca na szantażystę uwagi. Niestety, sąsiadka zapewnia co chwilę wizyty policji, bo zgłasza każdą "dziwną" rzecz, więc trudno najpierw obu damom (a potem trzem, bo Dorota przypadkiem się dowiaduje o trefnej zawartości piwnicy) wymyślić sposób na utylizację zwłok. Ale, ponieważ to powieść, ekhm, humorystyczna, wszystko się udaje, zwłoki lądują na cmentarzu, nikt nie zadaje pytań o świeżo rozkopaną mogiłę, szantażystę dopada karma, a skruszony narzeczony Anety wraca z kwiatami.

Oba tomy zachwalane były jako "najlepsze" autorki. Niestety, mam wrażenie, że przeczytałam już te gorsze i wszystkie trzymają jeden poziom. Lokalizacja (Śrem) dalej jest potraktowana pretekstowo (wszystko dzieje się na ulicy Zacisze[3]), a pozostałe miejsca są absolutnie anonimowe (sklep, basen, cmentarz, szkoła, rozgłośnia radiowa). Tutaj dodatkowo bohaterki są wyjątkowymi idiotkami (które wysyłają sobie maile[4] "nie rozmawiajmy przez telefon o trupach, morderstwie i zakopywaniu zwłok, bo mogą nas podsłuchać... o, napisałam o tym w mailu, siet, jestem taką idiotką"), nie będącymi w stanie przeczytać instrukcji ze zrozumieniem. Cud prawdziwy, że wszystko im się udaje.

[1] Najpierw kupując zamrażarkę, potem betonując panów pod podłogą piwnicy, co jest przyczynkiem do zabawnej historii o kupnie wieprzowiny "od rolnika" oraz kilkudziesięciu stron dywagacji, jak to trudno się zorientować (mając internet i markety budowlane), w jakich proporcjach rozrobić beton oraz co jest jastrych i wylewka samopoziomująca.

[2] Zagadująca sąsiadka, włażąca do domu bez pozwolenia, zatrzymująca na ulicy i wciągająca do siebie do domu i nikt nie jest w stanie jej powiedzieć, żeby oddaliła się rączo?

[3] Clou intrygi to pomylenie numeru domu przez złoczyńców, którzy nie wiedzą, że dom numer 13 został rozebrany, a posesja połączona z sąsiadującą, więc aktualnie Zacisze 15 to Zacisze 13. W życiu nie słyszałam, żeby w takiej sytuacji ktoś przenumerowywał pozostałe domy na ulicy, ale może mało słyszałam.

[4] Ćwierć drugiego tomu to wymiana maili między Martą i Anetą, Martą i Damianem oraz Dorotą i Anetą, zawsze z nagłówkami. Wierszówka, te sprawy, bardzo szybko się czyta.

Inne tej autorki.

#40/41

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek czerwiec 15, 2017

Link bezpośredni - Tag: kryminal - 0 komentarzy - Skomentuj


Olga Rudnicka - Zacisze 13 / Zacisze 13 powrót

Marta, kobieta po przejściach (eks-mąż psychopata, wbrew rozsądkowi wspierany przez równie psychopatyczną matkę Marty) jest samotną nauczycielką w śremskiej szkole. Zaskakuje ją znalezienie zwłok rosłego mężczyzny z rozwaloną głową w swoim ogródku, więc - ze strachu - nie waha się przygarnąć pod swój dach przyjaciółkę ze szkoły, Anetę, której mieszkanie uległo zalaniu. Niespodziewanie pozostawiona w domu Aneta napotyka na drugiego intruza, przypadkiem zrzuca go ze schodów, ze skutkiem śmiertelnym. Ponieważ Marta ma uraz do organów ścigania (były mąż próbował ją zaatakować nożem, a kiedy przypadkiem się obroniła i go pokaleczyła, oskarżył ją o próbę zabójstwa i udało mu się doprowadzić do skazania Marty), obie panie decydują się zwłoki dyskretnie ukryć[1], co - o dziwo - udaje im się, mimo że ich dom jest obserwowany przez różne grupy zainteresowanych. Po koniec tomu wyjaśnia się, czemu pojawili się denaci, kim jest Damian i Dorota, kto obserwował dom Marty oraz kim była prostytutka o ksywie Barbie. Zwłoki spoczywają pod podłogą piwnicy.

W części drugiej Marta wyjeżdża z nowym mężem (tak, mąż został pozyskany w tomie pierwszym) i w ciąży do Krakowa, zostawiając na posesji Anetę (i zwłoki). Anetę ktoś szantażuje, tyle że Aneta jest na tyle zirytowana problemami z byłym mężem (nie psychopatą, ale wiarołomnym łajdusem), aktualnym chłopakiem i wścibską sąsiadką[2], iż nie zwraca na szantażystę uwagi. Niestety, sąsiadka zapewnia co chwilę wizyty policji, bo zgłasza każdą "dziwną" rzecz, więc trudno najpierw obu damom (a potem trzem, bo Dorota przypadkiem się dowiaduje o trefnej zawartości piwnicy) wymyślić sposób na utylizację zwłok. Ale, ponieważ to powieść, ekhm, humorystyczna, wszystko się udaje, zwłoki lądują na cmentarzu, nikt nie zadaje pytań o świeżo rozkopaną mogiłę, szantażystę dopada karma, a skruszony narzeczony Anety wraca z kwiatami.

Oba tomy zachwalane były jako "najlepsze" autorki. Niestety, mam wrażenie, że przeczytałam już te gorsze i wszystkie trzymają jeden poziom. Lokalizacja (Śrem) dalej jest potraktowana pretekstowo (wszystko dzieje się na ulicy Zacisze[3]), a pozostałe miejsca są absolutnie anonimowe (sklep, basen, cmentarz, szkoła, rozgłośnia radiowa). Tutaj dodatkowo bohaterki są wyjątkowymi idiotkami (które wysyłają sobie maile[4] "nie rozmawiajmy przez telefon o trupach, morderstwie i zakopywaniu zwłok, bo mogą nas podsłuchać... o, napisałam o tym w mailu, siet, jestem taką idiotką"), nie będącymi w stanie przeczytać instrukcji ze zrozumieniem. Cud prawdziwy, że wszystko im się udaje.

[1] Najpierw kupując zamrażarkę, potem betonując panów pod podłogą piwnicy, co jest przyczynkiem do zabawnej historii o kupnie wieprzowiny "od rolnika" oraz kilkudziesięciu stron dywagacji, jak to trudno się zorientować (mając internet i markety budowlane), w jakich proporcjach rozrobić beton oraz co jest jastrych i wylewka samopoziomująca.

[2] Zagadująca sąsiadka, włażąca do domu bez pozwolenia, zatrzymująca na ulicy i wciągająca do siebie do domu i nikt nie jest w stanie jej powiedzieć, żeby oddaliła się rączo?

[3] Clou intrygi to pomylenie numeru domu przez złoczyńców, którzy nie wiedzą, że dom numer 13 został rozebrany, a posesja połączona z sąsiadującą, więc aktualnie Zacisze 15 to Zacisze 13. W życiu nie słyszałam, żeby w takiej sytuacji ktoś przenumerowywał pozostałe domy na ulicy, ale może mało słyszałam.

[4] Ćwierć drugiego tomu to wymiana maili między Martą i Anetą, Martą i Damianem oraz Dorotą i Anetą, zawsze z nagłówkami. Wierszówka, te sprawy, bardzo szybko się czyta.

Inne tej autorki.

#40/41

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek czerwiec 15, 2017

Link bezpośredni - Tag: kryminal - 0 komentarzy - Skomentuj


Agatha Christie - Zabójstwo Rogera Acroyda

W małej, rozplotkowanej wiosce King's Abbot nic się nie ukryje przed siostrą lokalnego lekarza, Karoliną. Ani śmierć bogatej wdowy, która przedawkowała środki nasenne (a wcześniej podejrzewana była o zamordowanie męża-tyrana), ani obecność niepozornego dżentelmena z wąsikiem, który zgadza się, że nie jest Francuzem. Kiedy zostaje zamordowany przyjaciel wdowy, bogaty Roger Acroyd, niepozorny dżentelmen włącza się do akcji i z pomocą brata Karoliny, doktora Shepparda, rozwiązuje tajemnicę zbrodni.

Znalazłam ostatnio przypadkiem listę 100 najlepszych powieści kryminalnych i, o zgrozo, przeczytałam tylko jakieś 25-30% (nie do końca pamiętam, co czytałam niektórych autorów, a co nie). Stąd kompulsywna konieczność uzupełnienia zaległości. "ZRA" trafiło na listę zasłużenie ze względu na ciekawy zabieg fabularny (chociaż oczywiście nie przebija finału "Kurtyny" tejże autorki).

Inne tej autorki.

#39

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek czerwiec 12, 2017

Link bezpośredni - Tag: kryminal - 0 komentarzy - Skomentuj


Agatha Christie - Zabójstwo Rogera Acroyda

W małej, rozplotkowanej wiosce King's Abbot nic się nie ukryje przed siostrą lokalnego lekarza, Karoliną. Ani śmierć bogatej wdowy, która przedawkowała środki nasenne (a wcześniej podejrzewana była o zamordowanie męża-tyrana), ani obecność niepozornego dżentelmena z wąsikiem, który zgadza się, że nie jest Francuzem. Kiedy zostaje zamordowany przyjaciel wdowy, bogaty Roger Acroyd, niepozorny dżentelmen włącza się do akcji i z pomocą brata Karoliny, doktora Shepparda, rozwiązuje tajemnicę zbrodni.

Znalazłam ostatnio przypadkiem listę 100 najlepszych powieści kryminalnych i, o zgrozo, przeczytałam tylko jakieś 25-30% (nie do końca pamiętam, co czytałam niektórych autorów, a co nie). Stąd kompulsywna konieczność uzupełnienia zaległości. "ZRA" trafiło na listę zasłużenie ze względu na ciekawy zabieg fabularny (chociaż oczywiście nie przebija finału "Kurtyny" tejże autorki).

Inne tej autorki.

#39

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek czerwiec 12, 2017

Link bezpośredni - Tag: kryminal - 0 komentarzy - Skomentuj


Petr Stancik - Młyn do mumii

K. mi pożyczyła, żebym miała co czytać w Pradze. I owszem, jedynym jasnym punktem tej książki była lokalizacja - rzecz się dzieje (głównie) w stolicy Czech, a zaczyna od historii służki, co ma dwóch kochanków - z kominiarczykiem grzmoci się na strychu, a z żołnierzem - przy wzgórzu Petřín (o czym niebawem), w okolicach Ujazdu. Poza tym jest to jeden z tych niezwykłych przypadków, kiedy marketingowa notka na okładce jest rzetelna i dobrze obrazuje treść książki. Otóż jest to thriller pornograficzno[1]-gastryczny[2] (dodatkowo udaje też kryminał[3] i powieść historyczną[4], ale nie jest niestety ani jednym, ani drugim). Komisarz policji Durman, podczas uroczystego uruchomienia odnowionego zegara Orloj na praskim ratuszu, dosłownie wchodzi w rozkładające się[5] zwłoki listonosza. Kolejne morderstwa, dokonywane przez chorego psychicznie złoczyńcę, bogato przeplatane wędrówkami kulinarno-erotycznymi komisarza i jego tajemniczego współpracownika Egona Altera po Pradze i okolicach, są tylko pretekstem, żeby ponurzać czytelnika w obrzydliwościach dawnych czasów. Nad wszystkim unosi się widmo złowieszczej organizacji, Ordo Novi Ordinis, będącej połączeniem Iluminatów, masonów i żydowskiego spisku bankierów.

Wielokrotnie miałam momenty zawahania, czy nie dać sobie spokoju z czytaniem, ale stwierdziłam, że wytrzymam do końca, żebyście Wy nie musieli. Nie dziękujcie.

[1] Próbowałam zliczyć, ile razy komisarz w trakcie śledztwa zażywa rozkoszy alkowy, ale się poddałam, ponieważ dżentelmen odwiedza burdele i w Pradze, gdzie zajeżdża po kilka pracownic naraz, i w Paryżu, gdzie poznaje rozkosze oralne[6], egalitarnie, pardon my French, dyma przypadkowo spotkane damy, karczmarki i służki, nie wspominając o nastoletnich (12-16 lat) wnuczkach króla cyganów. A, ma też oficjalną narzeczoną, z którą wymienia rozkoszne pocałunki. Opisy zmasakrowanego po orgiach przyrodzenia pojawiają się na tyle często, że nie wierzę, że nic mu nie odpadło.

[2] Oprócz spółkowania, Durman (i inni bohaterowie) nieustająco jedzą, chociaż to złe określenie, bo oni nie jedzą, tylko żrą potrawy tak absurdalne, że śmieszne - gęsia szyja napychana słowikami, wołowa głowa wożona na rozpalonym piecyku, piekąca się od środka i tym podobne. Wymiotowanie w trakcie libacji, żeby zrobić miejsce na nowe potrawy i alkohole ociera się już o groteskę.

[3] Niby jest śledztwo, niby są gromadzone jakieś poszlaki, ale logiki ani sensu nie ma żadnego. Zbrodniarz na końcu zostaje zignorowany, mimo że dochodzi nawet jak u Christie do zgromadzenia wszystkich potencjalnych złoczyńców w jednym pokoju, a detektyw ma już wszystkim opowiedzieć, jak odkrył prawdę i wskazać winnego, tyle że nie. O udziale Egona Altera w śledztwie nawet nie wspomnę, bo to dość oczywiste.

[4] Rzecz się dzieje w XIX wieku, w tle akcji pojawia się wojna między Austrią i Niemcami, Czechy ciągle marzą o byciu imperium od morza do morza, a czescy wynalazcy są lepsi od Leonarda da Vinci.

[5] Logiki i wiarygodności nie ma żadnej, świeżo ukryte pod brukiem zwłoki nawet ciepłą zimą nie eksplodują gazami gnilnymi na tyle, żeby po dniu lub dwóch katapultować kostki brukowe w powietrze.

[6] Najpierw doprowadzając do wyrzucenia na bruk dzielnej damy negocjowalnego afektu, która doznała zwichnięcia szczęki, dzięki czemu nie musiał płacić za usługę(!), a następnie dzielnie przenosząc zwyczaj na grunt Czech, dzięki czemu podczas wolny wygłodniałe prostytutki mogą uzyskać porcję kalorii, napadając na bogu-ducha-winnych panów i wysysając ich do ostatniej kropli. Nie zmyślam.

#31

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota maj 20, 2017

Link bezpośredni - Tag: kryminal - 1 komentarz - Skomentuj


Petr Stancik - Młyn do mumii

K. mi pożyczyła, żebym miała co czytać w Pradze. I owszem, jedynym jasnym punktem tej książki była lokalizacja - rzecz się dzieje (głównie) w stolicy Czech, a zaczyna od historii służki, co ma dwóch kochanków - z kominiarczykiem grzmoci się na strychu, a z żołnierzem - przy wzgórzu Petřín (o czym niebawem), w okolicach Ujazdu. Poza tym jest to jeden z tych niezwykłych przypadków, kiedy marketingowa notka na okładce jest rzetelna i dobrze obrazuje treść książki. Otóż jest to thriller pornograficzno[1]-gastryczny[2] (dodatkowo udaje też kryminał[3] i powieść historyczną[4], ale nie jest niestety ani jednym, ani drugim). Komisarz policji Durman, podczas uroczystego uruchomienia odnowionego zegara Orloj na praskim ratuszu, dosłownie wchodzi w rozkładające się[5] zwłoki listonosza. Kolejne morderstwa, dokonywane przez chorego psychicznie złoczyńcę, bogato przeplatane wędrówkami kulinarno-erotycznymi komisarza i jego tajemniczego współpracownika Egona Altera po Pradze i okolicach, są tylko pretekstem, żeby ponurzać czytelnika w obrzydliwościach dawnych czasów. Nad wszystkim unosi się widmo złowieszczej organizacji, Ordo Novi Ordinis, będącej połączeniem Iluminatów, masonów i żydowskiego spisku bankierów.

Wielokrotnie miałam momenty zawahania, czy nie dać sobie spokoju z czytaniem, ale stwierdziłam, że wytrzymam do końca, żebyście Wy nie musieli. Nie dziękujcie.

[1] Próbowałam zliczyć, ile razy komisarz w trakcie śledztwa zażywa rozkoszy alkowy, ale się poddałam, ponieważ dżentelmen odwiedza burdele i w Pradze, gdzie zajeżdża po kilka pracownic naraz, i w Paryżu, gdzie poznaje rozkosze oralne[6], egalitarnie, pardon my French, dyma przypadkowo spotkane damy, karczmarki i służki, nie wspominając o nastoletnich (12-16 lat) wnuczkach króla cyganów. A, ma też oficjalną narzeczoną, z którą wymienia rozkoszne pocałunki. Opisy zmasakrowanego po orgiach przyrodzenia pojawiają się na tyle często, że nie wierzę, że nic mu nie odpadło.

[2] Oprócz spółkowania, Durman (i inni bohaterowie) nieustająco jedzą, chociaż to złe określenie, bo oni nie jedzą, tylko żrą potrawy tak absurdalne, że śmieszne - gęsia szyja napychana słowikami, wołowa głowa wożona na rozpalonym piecyku, piekąca się od środka i tym podobne. Wymiotowanie w trakcie libacji, żeby zrobić miejsce na nowe potrawy i alkohole ociera się już o groteskę.

[3] Niby jest śledztwo, niby są gromadzone jakieś poszlaki, ale logiki ani sensu nie ma żadnego. Zbrodniarz na końcu zostaje zignorowany, mimo że dochodzi nawet jak u Christie do zgromadzenia wszystkich potencjalnych złoczyńców w jednym pokoju, a detektyw ma już wszystkim opowiedzieć, jak odkrył prawdę i wskazać winnego, tyle że nie. O udziale Egona Altera w śledztwie nawet nie wspomnę, bo to dość oczywiste.

[4] Rzecz się dzieje w XIX wieku, w tle akcji pojawia się wojna między Austrią i Niemcami, Czechy ciągle marzą o byciu imperium od morza do morza, a czescy wynalazcy są lepsi od Leonarda da Vinci.

[5] Logiki i wiarygodności nie ma żadnej, świeżo ukryte pod brukiem zwłoki nawet ciepłą zimą nie eksplodują gazami gnilnymi na tyle, żeby po dniu lub dwóch katapultować kostki brukowe w powietrze.

[6] Najpierw doprowadzając do wyrzucenia na bruk dzielnej damy negocjowalnego afektu, która doznała zwichnięcia szczęki, dzięki czemu nie musiał płacić za usługę(!), a następnie dzielnie przenosząc zwyczaj na grunt Czech, dzięki czemu podczas wolny wygłodniałe prostytutki mogą uzyskać porcję kalorii, napadając na bogu-ducha-winnych panów i wysysając ich do ostatniej kropli. Nie zmyślam.

#31

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota maj 20, 2017

Link bezpośredni - Tag: kryminal - 1 komentarz - Skomentuj


Hakan Nesser - Nieszczelna sieć

Nauczyciel gimnazjum, o swojskim (chociaż nie jest Polakiem) imieniu Janek, budzi się po libacji z dziurą w pamięci, na którą nie pomaga odkrycie, że jego niedawno poślubiona żona, Eva, leży utopiona w wannie. Jak przystało na grzecznego obywatela, informuje policję, a potem zaczyna sprzątać, usuwając potencjalne dowody. Ląduje oczywiście w celi, jest kompletnie niewiarygodny z zapewnieniami, że nie zabił żony, śledztwo posuwa się więc niemrawo, bo w zasadzie tylko komisarz, prowadzący sprawę, ma wątpliwości, które dopiero wybuchają z pełną siłą, kiedy przebywający w szpitalu psychiatrycznym Janek zostaje zabity. Tuż przed śmiercią przypomniał sobie, kim był zabójca, próbował nawet skontaktować się z policją, ale trafił na absolutnie głupiego policjanta, który informacji od niego nie przekazał dalej. Zdążył jednak wysłać list do mordercy, dzięki czemu w pokrętny sposób policja odkrywa, kto zabił ich oboje.

Komisarz Van Veeteren teoretycznie miał być niesympatyczny, ale w zasadzie jest nie jest, jest tylko nudnym szczególarzem bez życia osobistego. Kiedyś miał, ale aktualnie go unika - z żoną się rozstał, córka ma swoje życie, syn siedzi w więzieniu za przemyt narkotyków, więc niespecjalnie czuje potrzebę kontaktu, a do tego umiera stary pies jego córki. Nawet sprawa, którą rozwiązuje, jakoś specjalnie na niego nie działa, upiera się, żeby szukać rozwiązania tylko dlatego, że ma przeczucie, że coś jest nie tak.

Inne tego autora

#28

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela maj 7, 2017

Link bezpośredni - Tag: kryminal - 2 komentarze - Skomentuj


Hakan Nesser - Nieszczelna sieć

Nauczyciel gimnazjum, o swojskim (chociaż nie jest Polakiem) imieniu Janek, budzi się po libacji z dziurą w pamięci, na którą nie pomaga odkrycie, że jego niedawno poślubiona żona, Eva, leży utopiona w wannie. Jak przystało na grzecznego obywatela, informuje policję, a potem zaczyna sprzątać, usuwając potencjalne dowody. Ląduje oczywiście w celi, jest kompletnie niewiarygodny z zapewnieniami, że nie zabił żony, śledztwo posuwa się więc niemrawo, bo w zasadzie tylko komisarz, prowadzący sprawę, ma wątpliwości, które dopiero wybuchają z pełną siłą, kiedy przebywający w szpitalu psychiatrycznym Janek zostaje zabity. Tuż przed śmiercią przypomniał sobie, kim był zabójca, próbował nawet skontaktować się z policją, ale trafił na absolutnie głupiego policjanta, który informacji od niego nie przekazał dalej. Zdążył jednak wysłać list do mordercy, dzięki czemu w pokrętny sposób policja odkrywa, kto zabił ich oboje.

Komisarz Van Veeteren teoretycznie miał być niesympatyczny, ale w zasadzie jest nie jest, jest tylko nudnym szczególarzem bez życia osobistego. Kiedyś miał, ale aktualnie go unika - z żoną się rozstał, córka ma swoje życie, syn siedzi w więzieniu za przemyt narkotyków, więc niespecjalnie czuje potrzebę kontaktu, a do tego umiera stary pies jego córki. Nawet sprawa, którą rozwiązuje, jakoś specjalnie na niego nie działa, upiera się, żeby szukać rozwiązania tylko dlatego, że ma przeczucie, że coś jest nie tak.

Inne tego autora

#28

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela maj 7, 2017

Link bezpośredni - Tag: kryminal - 2 komentarze - Skomentuj