Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Tag: kryminal

Zygmunt Zeydler-Zborowski - Złoty centaur

[Miałam napisaną noteczkę o Berlinie, ale mi zeżarło, więc.]

Ewa wzywa 07 #6

Lista osób:

  • Marceli Doniecki - dziennikarz, wpada w kłopoty przez upał i lenistwo
  • Joanna Doniecka - żona Marcelego, wyjechała do matki do Świdra na weekend
  • dziewczyna w kinie - niby zalotna, a podkłada świnię, jeszcze się pojawi
  • kapitan Władysław Nowicki - służbista
  • major Stefan Downar - znajomy Marcelego i celebryta Pałacu Mostowskich
  • Godziszewski - fotoreporter, kulturalny gość
  • Tomasz Wakus - tatuażysta, specjalista od aligatorów
  • stara Wakusowa - małżonka, niby upośledzona na umyśle od wojny, ale się orientuje
  • Wikary - po seminarium, ale zrzucił suknie duchowne i wszedł na drogę występku
  • Bob Snobes - amerykański dziennikarz z szerokim, ale niezbyt inteligentnym uśmiechem
  • Liza - luksusowy kociak, Polka na obczyźnie z pięknymi zębami
  • Edward - mąż Lizy, tylko wspomniany
  • Edmund Łosiecki - przyjaciel męża Lizy, owłosiony
  • Alicja - słodka blondynka, zaborcza
  • Joachim Tarnowiecki - wielki oryginał z Jastrzębiej Góry
  • sierżant Mielnicki - idiota z Warszawy
  • sierżant Kolec - kierowca
  • Ahmed Bakelis - jednoręki cudzoziemiec, może Grek, może Arab, a matka podobno była Niemką
  • Ryszard Welnik - entuzjasta brylantyny, najmuje się do prac zleconych

To znany motyw w literaturze, że podczas upalnego lata żona wyjeżdża, a mąż dostaje małpiego rozumu i wpada w kłopoty. Marceli, dziennikarz, wymigał się z wizyty u teściowej i został w Warszawie, żeby napisać artykuł. A że było gorąco, to mu się nie chciało, więc poszedł do kina[1] (na film z Simone Signoret). Kupił bilet od konika, obok usiadła oczywiście piękna dziewczyna i bęc - wyszedł z kina z paczką zawierającą narkotyki. Chwilę potem wylądował w areszcie, na szczęście znał Downara, który mu po starej znajomości uwierzył, że nie jest w szajce przerzucającej "towar" z Iranu na zgniły Zachód. Downar szybko też wydedukował, że sprawa się łączy z inną sprawą narkotykową, w której znaleziono denata z tatuażem aligatora (co było oczywiste, bo narkotyki nie były wysoko reprezentowane w PRL-u). Tym tropem dotarł nad morze, do tatuażysty, który jednak go spławił[2] mimo udawania, że Downar też jest szemrany. Pozostała plaża, gdzie łasy na kobiece wdzięki major od razu wybiera panią o zagranicznym wyglądzie, która...

Obok stał leżak, a na nim ładna dziewczyna. Wyciągnęła się na całą długość zwracając twarz ku słońcu. Opalone na ciemny brąz ciało opinał biały elastyczny kostium zagranicznego pochodzenia. Gęste, jasne włosy dotykały ramion. Nogi miała smukłe, muskularne, zakończone zgrabnymi, drobnymi stopami, starannie wypielęgnowanymi. Fajna babka - pomyślał Downar, rzucając od czasu do czasu dyskretne spojrzenie w kierunku kolorowego leżaka. Nie była taka bardzo młodziutka, jak mu się początkowo wydawało. Mogła mieć trzydzieści kilka lat, ale nie straciła nic ze swej atrakcyjności, przeciwnie, przyciągała wzrok mężczyzn kobiecą dojrzałością. Wyczuwało się, że w pełni zdaje sobie sprawę z wrażenia, jakie wywiera jej uroda. Nie trzeba było zbyt bystrego obserwatora, żeby się zorientować, że to nie jest skromna urzędniczka spędzająca urlop nad morzem. Wszystko, począwszy od kostiumu kąpielowego, a kończąc na plażowym kapeluszu, torbie i pantofelkach, kosztowało dużo i było kupione za dolary, funty lub franki. Nie wyglądała mimo to na jedną z tych, co krążą po luksusowych hotelach, polując na walutowych klientów. Downar z rosnącym zainteresowaniem obserwował piękną nieznajomą. Po pierwsze, co tu ukrywać, podobała mu, się. A po drugie przyszło mu na myśl, że za jej pośrednictwem mógłby może nawiązać kontakt z pewnymi sferami.

I voila, kontakt się nawiązał. Epizodycznie pojawia się amerykański dziennikarz, noszący flanelową koszulę z nonszalancko zakasanymi rękawami, wiedząc, że dolarowym gościom wszystko wolno. Do szajki dociera poprzez udział w nielegalnym pokazie filmów soft-porno[3], gdzie rozpoznaje samochód i maskotkę złotego centaura, która już się w poprzednim śledztwie pojawiła.

Dla uczczenia zamknięcia przestępców milicjanci udają się na Puławską do bistro rybnego, gdzie piją pod tę rybkę.

[1] To były czasy - zamiast reklam na scenie paradowały kościste modelki, pokazując ubrania CDT-u, których i tak nie można było kupić w sklepach.

[2] - Przy żonie może pan wszystko mówić. Ona i tak niespełna rozumu. Od czasu wojny jej to zostało.

[3]

Krótkometrażówki nie były zbyt przyzwoite. Błyskawiczne scenki realizowane przez amatorów. Co chwila wybuchały śmiechy i słychać było niewybredne komentarze. Wypity alkohol sprzyjał swobodnej atmosferze. Downarowi nie bardzo podobała się ta zabawa. Czuł niesmak. Miał ochotę wrócić do hotelu i położyć się spać. Nie mógł jednak tego zrobić. Kiedy wejdziesz miedzy wrony... - pomyślał i cierpliwie czekał końca tej zabawy.

Inne tego autora, inne z tego cyklu.

2/3

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota maj 2, 2015

Link bezpośredni - Tag: kryminal - 0 komentarzy - Skomentuj


Zygmunt Zeydler-Zborowski - Złoty centaur

[Miałam napisaną noteczkę o Berlinie, ale mi zeżarło, więc.]

Ewa wzywa 07 #6

Lista osób:

  • Marceli Doniecki - dziennikarz, wpada w kłopoty przez upał i lenistwo
  • Joanna Doniecka - żona Marcelego, wyjechała do matki do Świdra na weekend
  • dziewczyna w kinie - niby zalotna, a podkłada świnię, jeszcze się pojawi
  • kapitan Władysław Nowicki - służbista
  • major Stefan Downar - znajomy Marcelego i celebryta Pałacu Mostowskich
  • Godziszewski - fotoreporter, kulturalny gość
  • Tomasz Wakus - tatuażysta, specjalista od aligatorów
  • stara Wakusowa - małżonka, niby upośledzona na umyśle od wojny, ale się orientuje
  • Wikary - po seminarium, ale zrzucił suknie duchowne i wszedł na drogę występku
  • Bob Snobes - amerykański dziennikarz z szerokim, ale niezbyt inteligentnym uśmiechem
  • Liza - luksusowy kociak, Polka na obczyźnie z pięknymi zębami
  • Edward - mąż Lizy, tylko wspomniany
  • Edmund Łosiecki - przyjaciel męża Lizy, owłosiony
  • Alicja - słodka blondynka, zaborcza
  • Joachim Tarnowiecki - wielki oryginał z Jastrzębiej Góry
  • sierżant Mielnicki - idiota z Warszawy
  • sierżant Kolec - kierowca
  • Ahmed Bakelis - jednoręki cudzoziemiec, może Grek, może Arab, a matka podobno była Niemką
  • Ryszard Welnik - entuzjasta brylantyny, najmuje się do prac zleconych

To znany motyw w literaturze, że podczas upalnego lata żona wyjeżdża, a mąż dostaje małpiego rozumu i wpada w kłopoty. Marceli, dziennikarz, wymigał się z wizyty u teściowej i został w Warszawie, żeby napisać artykuł. A że było gorąco, to mu się nie chciało, więc poszedł do kina[1] (na film z Simone Signoret). Kupił bilet od konika, obok usiadła oczywiście piękna dziewczyna i bęc - wyszedł z kina z paczką zawierającą narkotyki. Chwilę potem wylądował w areszcie, na szczęście znał Downara, który mu po starej znajomości uwierzył, że nie jest w szajce przerzucającej "towar" z Iranu na zgniły Zachód. Downar szybko też wydedukował, że sprawa się łączy z inną sprawą narkotykową, w której znaleziono denata z tatuażem aligatora (co było oczywiste, bo narkotyki nie były wysoko reprezentowane w PRL-u). Tym tropem dotarł nad morze, do tatuażysty, który jednak go spławił[2] mimo udawania, że Downar też jest szemrany. Pozostała plaża, gdzie łasy na kobiece wdzięki major od razu wybiera panią o zagranicznym wyglądzie, która...

Obok stał leżak, a na nim ładna dziewczyna. Wyciągnęła się na całą długość zwracając twarz ku słońcu. Opalone na ciemny brąz ciało opinał biały elastyczny kostium zagranicznego pochodzenia. Gęste, jasne włosy dotykały ramion. Nogi miała smukłe, muskularne, zakończone zgrabnymi, drobnymi stopami, starannie wypielęgnowanymi. Fajna babka - pomyślał Downar, rzucając od czasu do czasu dyskretne spojrzenie w kierunku kolorowego leżaka. Nie była taka bardzo młodziutka, jak mu się początkowo wydawało. Mogła mieć trzydzieści kilka lat, ale nie straciła nic ze swej atrakcyjności, przeciwnie, przyciągała wzrok mężczyzn kobiecą dojrzałością. Wyczuwało się, że w pełni zdaje sobie sprawę z wrażenia, jakie wywiera jej uroda. Nie trzeba było zbyt bystrego obserwatora, żeby się zorientować, że to nie jest skromna urzędniczka spędzająca urlop nad morzem. Wszystko, począwszy od kostiumu kąpielowego, a kończąc na plażowym kapeluszu, torbie i pantofelkach, kosztowało dużo i było kupione za dolary, funty lub franki. Nie wyglądała mimo to na jedną z tych, co krążą po luksusowych hotelach, polując na walutowych klientów. Downar z rosnącym zainteresowaniem obserwował piękną nieznajomą. Po pierwsze, co tu ukrywać, podobała mu, się. A po drugie przyszło mu na myśl, że za jej pośrednictwem mógłby może nawiązać kontakt z pewnymi sferami.

I voila, kontakt się nawiązał. Epizodycznie pojawia się amerykański dziennikarz, noszący flanelową koszulę z nonszalancko zakasanymi rękawami, wiedząc, że dolarowym gościom wszystko wolno. Do szajki dociera poprzez udział w nielegalnym pokazie filmów soft-porno[3], gdzie rozpoznaje samochód i maskotkę złotego centaura, która już się w poprzednim śledztwie pojawiła.

Dla uczczenia zamknięcia przestępców milicjanci udają się na Puławską do bistro rybnego, gdzie piją pod tę rybkę.

[1] To były czasy - zamiast reklam na scenie paradowały kościste modelki, pokazując ubrania CDT-u, których i tak nie można było kupić w sklepach.

[2] - Przy żonie może pan wszystko mówić. Ona i tak niespełna rozumu. Od czasu wojny jej to zostało.

[3]

Krótkometrażówki nie były zbyt przyzwoite. Błyskawiczne scenki realizowane przez amatorów. Co chwila wybuchały śmiechy i słychać było niewybredne komentarze. Wypity alkohol sprzyjał swobodnej atmosferze. Downarowi nie bardzo podobała się ta zabawa. Czuł niesmak. Miał ochotę wrócić do hotelu i położyć się spać. Nie mógł jednak tego zrobić. Kiedy wejdziesz miedzy wrony... - pomyślał i cierpliwie czekał końca tej zabawy.

Inne tego autora, inne z tego cyklu.

2/3

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota maj 2, 2015

Link bezpośredni - Tag: kryminal - 0 komentarzy - Skomentuj


Jerzy Edigey - Siedem papierosów Maracho

Ewa wzywa 07 #122

Spis osób:

  • Zosieńka Kolanko - przystojna blondynka, po czterdziestce[1], przy mężu, pali “Carmeny”
  • Rysio Kolanko - dobrze po pięćdziesiątce, z twarzą pooraną bruzdami, właściciel wytwórni mas plastycznych
  • Jan Ceglewicz - młody wysoki szatyn o przystojnej, wesołej twarzy, zaopatrzeniowiec, pali “Maracho”, bo od sportów ma chrypkę
  • Jadwiga Mariańska - emerytka, nie służą jej “Ekstra mocne”, pali “Caro”
  • Edward Strzelczyk - starszy, szpakowaty, prezes spółdzielni, woli “Marlboro”
  • Zygmunt Chodysz - wysoki o bardzo jasnych włosach, z zawodu ślusarz, ale też lewy napastnik “Gwiazdy”
  • Elka Grzankowska.- konduktorka w zgrabnym granatowym kostiumie i trochę śmiesznej furażerce, nie pali
  • porucznik Marian Balerski - od 6 tygodni w służbie, nie mniej przestraszony niż ofiary kradzieży
  • Piotr - muzyk, długie czarne kudły i długa broda, opowiada kawały i częstuje “Sportami”
  • Wacuś Daleczny - kelner z „Warsu", z niejednego pieca chleb jadł
  • Krystyna Fajencka - roznosicielka napojów i papierosów, z wykształcenia krawcowa
  • Andrzej Pakulski - kierownik „Warsu”, człowiek z zasadami

Żeby kupić bilet na miejsce w wagonie sypialnym na trasie Warszawa-Szczecin, należało się zorientować co najmniej trzy miesiące wcześniej. Punktualność pociągów pozostawiała wiele do życzenia (- Według rozkładu o szóstej trzydzieści pięć - wyjaśniła konduktorka. - A tak naprawdę? - upewnił się szpakowaty. - Jak Bóg da (...) - odpowiedziała konduktorka), warto było się spieszyć. Państwo Kolankowie (a konkretnie pan Kolanko, bo pani Kolanko wolała być obsługiwana) się nie ogarnęli, więc jechali w zwykłym przedziale, do tego dla palących. A że wszyscy palili, to nikomu nie przeszkadzało. Problem w tym, że niedługo po spróbowaniu egzotycznych papierosów "Maracho" (nowość, wyrabiana na licencji greckich "Papastratos") wszyscy zasnęli, a kiedy się obudzili, byli w zamkniętym przedziale bez pieniędzy i precjozów. Do akcji wkracza podporucznik Marian Balerski, przypadkiem znajdujący się w pociągu, nieco przerażona świeżynka, bo do tej pory zajmował się pijaczkami i drobnymi złodziejami. Organizuje kawę dla zatrutych pasażerów (- Kto zapłaci za kawę? - O tym porozmawiamy później). I jak w uczciwym kryminale z zamkniętym pokojem, milicjant po kolei eliminuje (a i dokłada, bo klucze uniwersalne miała załoga pociągu) podejrzanych.

W pewnym momencie pojawia się urocze, chociaż zdradzające pointę, nawiązanie do innego kryminału autora, "Wagonu pocztowego GM 38552".

Się pali: wiadomo, Maracho, ale oprócz tego Sporty (chociaż powodują chrypkę) i Carmeny. Caro wyszło. W ogóle, ze względu na intrygę, dużo się paleniu mówi, w tonie radosnym i z dowodami anegdotycznymi. Bo może i rakotwórcze, ale nikt w przedziale nie ma raka, a mimo palenia czasem i dwóch paczek dziennie od 40 lat starszy pan świetnie się czuje.
Się pije: ciepłe piwo, prosto z butelki, bo nie ma szklanek i kubków jednorazowych.
Się zarabia: etat w fabryce - 7 tysięcy. Ale jak się jest zawodnikiem pierwszoligowym, to za wygrany mecz jest premia 6 tysięcy. Do tego klub dokłada 150 tysięcy na przeprowadzkę, mieszkanie M-4 oraz talon na dużego Fiata albo Poloneza. W pociągu się zarabia na sprzedaży "lewych" papierosów i alkoholu, ze sporą marżą (co w socjalizmie nie jest dobrze widziane mimo obopólnej korzyści).
Genderyzm: ”A papierosa zapaliłam z prostej ciekawości. Kobiety są przecież ciekawe”.

[1]

... ale robiła wszystko. by wyglądać młodziej (...) Miał temu dopomóc dość ryzykowny makijaż i ubranie według stylu młodzieżowego pani Hoff. Liczne złote pierścionki, takaż bransoletka ,,pancerka" oraz nie mniej bogaty złoty zegarek miały wyraźnie wskazywać, że właścicielka tych błyskotek zalicza się do grona kobiet zamożnych.

Inne tego autora.

1/3

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek kwiecień 30, 2015

Link bezpośredni - Tag: kryminal - 0 komentarzy - Skomentuj


Jerzy Edigey - Siedem papierosów Maracho

Ewa wzywa 07 #122

Spis osób:

  • Zosieńka Kolanko - przystojna blondynka, po czterdziestce[1], przy mężu, pali “Carmeny”
  • Rysio Kolanko - dobrze po pięćdziesiątce, z twarzą pooraną bruzdami, właściciel wytwórni mas plastycznych
  • Jan Ceglewicz - młody wysoki szatyn o przystojnej, wesołej twarzy, zaopatrzeniowiec, pali “Maracho”, bo od sportów ma chrypkę
  • Jadwiga Mariańska - emerytka, nie służą jej “Ekstra mocne”, pali “Caro”
  • Edward Strzelczyk - starszy, szpakowaty, prezes spółdzielni, woli “Marlboro”
  • Zygmunt Chodysz - wysoki o bardzo jasnych włosach, z zawodu ślusarz, ale też lewy napastnik “Gwiazdy”
  • Elka Grzankowska.- konduktorka w zgrabnym granatowym kostiumie i trochę śmiesznej furażerce, nie pali
  • porucznik Marian Balerski - od 6 tygodni w służbie, nie mniej przestraszony niż ofiary kradzieży
  • Piotr - muzyk, długie czarne kudły i długa broda, opowiada kawały i częstuje “Sportami”
  • Wacuś Daleczny - kelner z „Warsu", z niejednego pieca chleb jadł
  • Krystyna Fajencka - roznosicielka napojów i papierosów, z wykształcenia krawcowa
  • Andrzej Pakulski - kierownik „Warsu”, człowiek z zasadami

Żeby kupić bilet na miejsce w wagonie sypialnym na trasie Warszawa-Szczecin, należało się zorientować co najmniej trzy miesiące wcześniej. Punktualność pociągów pozostawiała wiele do życzenia (- Według rozkładu o szóstej trzydzieści pięć - wyjaśniła konduktorka. - A tak naprawdę? - upewnił się szpakowaty. - Jak Bóg da (...) - odpowiedziała konduktorka), warto było się spieszyć. Państwo Kolankowie (a konkretnie pan Kolanko, bo pani Kolanko wolała być obsługiwana) się nie ogarnęli, więc jechali w zwykłym przedziale, do tego dla palących. A że wszyscy palili, to nikomu nie przeszkadzało. Problem w tym, że niedługo po spróbowaniu egzotycznych papierosów "Maracho" (nowość, wyrabiana na licencji greckich "Papastratos") wszyscy zasnęli, a kiedy się obudzili, byli w zamkniętym przedziale bez pieniędzy i precjozów. Do akcji wkracza podporucznik Marian Balerski, przypadkiem znajdujący się w pociągu, nieco przerażona świeżynka, bo do tej pory zajmował się pijaczkami i drobnymi złodziejami. Organizuje kawę dla zatrutych pasażerów (- Kto zapłaci za kawę? - O tym porozmawiamy później). I jak w uczciwym kryminale z zamkniętym pokojem, milicjant po kolei eliminuje (a i dokłada, bo klucze uniwersalne miała załoga pociągu) podejrzanych.

W pewnym momencie pojawia się urocze, chociaż zdradzające pointę, nawiązanie do innego kryminału autora, "Wagonu pocztowego GM 38552".

Się pali: wiadomo, Maracho, ale oprócz tego Sporty (chociaż powodują chrypkę) i Carmeny. Caro wyszło. W ogóle, ze względu na intrygę, dużo się paleniu mówi, w tonie radosnym i z dowodami anegdotycznymi. Bo może i rakotwórcze, ale nikt w przedziale nie ma raka, a mimo palenia czasem i dwóch paczek dziennie od 40 lat starszy pan świetnie się czuje.
Się pije: ciepłe piwo, prosto z butelki, bo nie ma szklanek i kubków jednorazowych.
Się zarabia: etat w fabryce - 7 tysięcy. Ale jak się jest zawodnikiem pierwszoligowym, to za wygrany mecz jest premia 6 tysięcy. Do tego klub dokłada 150 tysięcy na przeprowadzkę, mieszkanie M-4 oraz talon na dużego Fiata albo Poloneza. W pociągu się zarabia na sprzedaży "lewych" papierosów i alkoholu, ze sporą marżą (co w socjalizmie nie jest dobrze widziane mimo obopólnej korzyści).
Genderyzm: ”A papierosa zapaliłam z prostej ciekawości. Kobiety są przecież ciekawe”.

[1]

... ale robiła wszystko. by wyglądać młodziej (...) Miał temu dopomóc dość ryzykowny makijaż i ubranie według stylu młodzieżowego pani Hoff. Liczne złote pierścionki, takaż bransoletka ,,pancerka" oraz nie mniej bogaty złoty zegarek miały wyraźnie wskazywać, że właścicielka tych błyskotek zalicza się do grona kobiet zamożnych.

Inne tego autora.

1/3

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek kwiecień 30, 2015

Link bezpośredni - Tag: kryminal - 0 komentarzy - Skomentuj


Francis Durbridge - Moja żona Melissa

Brytyjska ramotka z przyjaznym inspektorem policji, Cameronem (tęgim, ale dobrze ubranym mężczyzną szkockiego pochodzenia). Guy Foster, niespecjalnie dobrze zarabiający pisarz, ma rozrzutną żonę. Okazuje się, że jednak gorzej jest, jak rozrzutna żona zostaje uduszona, a na niego wskazują wszelkie poszlaki. Niby w momencie zabójstwa pisał powieść w domu, ale nikt tego nie potwierdza, za to znany psychiatra ujawnia, że ma Guya w kartotece z diagnozą "schizofrenia/zaniki pamięci". Znajomi się od niego delikatnie odsuwają, w prasie artykuły niedwuznacznie dają do zrozumienia, że jest głównym podejrzanym. Dodatkowo w domu pojawiają się nagle ślady po zamordowanej żonie - jej pudło z kapeluszem, które wcześniej zniknęło, drogie rękawiczki, które miała feralnego wieczoru zanieść jako prezent na przyjęcie znajomego, list zostawiony na maszynie do pisania, włączona jej ulubiona płyta. Sytuacja się komplikuje, kiedy przyjaciel żony dostarcza mu zostawioną na przechowanie szkatułkę, w której Guy odkrywa bardzo drogą biżuterię i weksle na spore sumy, a przyjaciele plączą się w zeznaniach. Wyjątkowo - jak na kryminały - podejrzany ochoczo współpracuje z policją, a komisarz mu bez wahania wierzy. Ba, nawet zachęca go do prowadzenia samodzielnego śledztwa (a przynajmniej nie zniechęca).

Inne z tej serii.

#41

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela kwiecień 26, 2015

Link bezpośredni - Tag: kryminal - 0 komentarzy - Skomentuj


Francis Durbridge - Moja żona Melissa

Brytyjska ramotka z przyjaznym inspektorem policji, Cameronem (tęgim, ale dobrze ubranym mężczyzną szkockiego pochodzenia). Guy Foster, niespecjalnie dobrze zarabiający pisarz, ma rozrzutną żonę. Okazuje się, że jednak gorzej jest, jak rozrzutna żona zostaje uduszona, a na niego wskazują wszelkie poszlaki. Niby w momencie zabójstwa pisał powieść w domu, ale nikt tego nie potwierdza, za to znany psychiatra ujawnia, że ma Guya w kartotece z diagnozą "schizofrenia/zaniki pamięci". Znajomi się od niego delikatnie odsuwają, w prasie artykuły niedwuznacznie dają do zrozumienia, że jest głównym podejrzanym. Dodatkowo w domu pojawiają się nagle ślady po zamordowanej żonie - jej pudło z kapeluszem, które wcześniej zniknęło, drogie rękawiczki, które miała feralnego wieczoru zanieść jako prezent na przyjęcie znajomego, list zostawiony na maszynie do pisania, włączona jej ulubiona płyta. Sytuacja się komplikuje, kiedy przyjaciel żony dostarcza mu zostawioną na przechowanie szkatułkę, w której Guy odkrywa bardzo drogą biżuterię i weksle na spore sumy, a przyjaciele plączą się w zeznaniach. Wyjątkowo - jak na kryminały - podejrzany ochoczo współpracuje z policją, a komisarz mu bez wahania wierzy. Ba, nawet zachęca go do prowadzenia samodzielnego śledztwa (a przynajmniej nie zniechęca).

Inne z tej serii.

#41

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela kwiecień 26, 2015

Link bezpośredni - Tag: kryminal - 0 komentarzy - Skomentuj


Krystyn Ziemski - Uśmiech fortuny

Ewa wzywa 07 #105

Spis osób:

  • Jurek - zamiast pikniku organizuje trekking po Kampinosie, co nie jest jego najlepszym pomysłem
  • Mariola - zdecydowanie woli piknik
  • kapitan Andrzej Korcz - mówi się w komendzie, że śpi z ręką na słuchawce
  • sierżant Konopka - komendant posterunku w Kampinosie
  • Jolanta Sannicka - z Mławy, piękna zaginiona sekretarka
  • major Wacław Gałęza - szef Korcza z intuicją śledczą, o której krążą w komendzie legendy.
  • Barbara Malinowska - sąsiadka Gąsowskiego, na wczasach w Łącku
  • Andrzej Gąsowski - dziwak i odludek, ale podobno spodziewał się spadku
  • porucznik. Gryżewski - z Mławy, szuka Jolanty
  • Anna Rajewska - mała drobna brunetka, znajoma Jolanty
  • Janka Niemczyńska - schorowana żona Jabłkowskiego, trochę podobna do Sannickiej
  • Stanisław Jabłkowski - wzięty ginekolog z Warszawy
  • Roman Jaguszko - kupił działkę w Ursusie, ale ją uwłaszczyli pod fabrykę
  • Zofia Knutek z Mławy - widzi widmo na wojażach w Paryżu

Naiwnością jest sądzić, że jak aktywny harcersko chłopak zabiera pannę na wycieczkę do lasu, to ideą jest leżenie na kocyku i ładne wyglądanie. Mariola wprawdzie ma modnie wyszywaną bluzkę, nowe dżinsy i drewniaki, ale narasta jej irytacja, bo niespecjalnie to wszystko się nadaje na całodzienną wyprawę pieszą. A jak już znajduje zwłoki, wiszące na gałęzi, nastrój siada nieodwracalnie.

Kapitan Andrzej Korcz zaczyna śledztwo z rozmachem, robi odlew śladów opony z uszkodzeniem protektora, a z krzaków zbiera mikroślady lakieru, a następnie - ponieważ znalazł w kieszeni denata liścik od pewnej Joli - rozpoczyna szukanie grafologiczne wszystkich Jolant, które umieściły podpis na podaniu o wydanie paszportu bądź dowodu osobistego. Ba, nawet zamawia samochód i jedzie 2 godziny do uzdrowiska, skąd zgłosiła się sąsiadka denata (bo nie da się zamówić rozmowy błyskawicznej). Szef major Gałęza jest ze starej szkoły i woli, żeby zamiast ekspertyz używać głowy.

Denat - przy którym znaleziono złotego tissota i plik tysiączłotówek - chodził zawsze w jednym garniturze, dopiero niedawno uszył sobie drugi, odświętny (miał też dwie pary butów).

Drugie morderstwo udaje się wykryć dzięki socjalistycznej polityce deweloperskiej - ziemię pod budowę nowego osiedla w Ursusie pozyskano za pomocą wywłaszczania dotychczasowych mieszkańców. Zbrodniarza za to pogrąża kolejny ślad - oderwany kawałek gumy od podeszwy, zostawiony w mieszkaniu denata.

Się pije: armagnaca (częstuje doktor-ginekolog). Się nie je i nie pali, tylko praca.
Problemy kadrowe w milicji: “W wydziale brak ludzi. Jeden chory, dwóch na urlopie”.
Kobiety są z Marsa:

Skąd Jola wzięła to imię? - myśli o autorce listu. - Mogło się jej nie podobać imię Andrzej i przemianowała go na Stanisława. Możliwe. Kobiety wykazują w tej materii dużo inwencji.

Inne tego autora, inne z tej serii.

#30 (mocno zaległe)

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota kwiecień 18, 2015

Link bezpośredni - Tag: kryminal - 0 komentarzy - Skomentuj


Krystyn Ziemski - Uśmiech fortuny

Ewa wzywa 07 #105

Spis osób:

  • Jurek - zamiast pikniku organizuje trekking po Kampinosie, co nie jest jego najlepszym pomysłem
  • Mariola - zdecydowanie woli piknik
  • kapitan Andrzej Korcz - mówi się w komendzie, że śpi z ręką na słuchawce
  • sierżant Konopka - komendant posterunku w Kampinosie
  • Jolanta Sannicka - z Mławy, piękna zaginiona sekretarka
  • major Wacław Gałęza - szef Korcza z intuicją śledczą, o której krążą w komendzie legendy.
  • Barbara Malinowska - sąsiadka Gąsowskiego, na wczasach w Łącku
  • Andrzej Gąsowski - dziwak i odludek, ale podobno spodziewał się spadku
  • porucznik. Gryżewski - z Mławy, szuka Jolanty
  • Anna Rajewska - mała drobna brunetka, znajoma Jolanty
  • Janka Niemczyńska - schorowana żona Jabłkowskiego, trochę podobna do Sannickiej
  • Stanisław Jabłkowski - wzięty ginekolog z Warszawy
  • Roman Jaguszko - kupił działkę w Ursusie, ale ją uwłaszczyli pod fabrykę
  • Zofia Knutek z Mławy - widzi widmo na wojażach w Paryżu

Naiwnością jest sądzić, że jak aktywny harcersko chłopak zabiera pannę na wycieczkę do lasu, to ideą jest leżenie na kocyku i ładne wyglądanie. Mariola wprawdzie ma modnie wyszywaną bluzkę, nowe dżinsy i drewniaki, ale narasta jej irytacja, bo niespecjalnie to wszystko się nadaje na całodzienną wyprawę pieszą. A jak już znajduje zwłoki, wiszące na gałęzi, nastrój siada nieodwracalnie.

Kapitan Andrzej Korcz zaczyna śledztwo z rozmachem, robi odlew śladów opony z uszkodzeniem protektora, a z krzaków zbiera mikroślady lakieru, a następnie - ponieważ znalazł w kieszeni denata liścik od pewnej Joli - rozpoczyna szukanie grafologiczne wszystkich Jolant, które umieściły podpis na podaniu o wydanie paszportu bądź dowodu osobistego. Ba, nawet zamawia samochód i jedzie 2 godziny do uzdrowiska, skąd zgłosiła się sąsiadka denata (bo nie da się zamówić rozmowy błyskawicznej). Szef major Gałęza jest ze starej szkoły i woli, żeby zamiast ekspertyz używać głowy.

Denat - przy którym znaleziono złotego tissota i plik tysiączłotówek - chodził zawsze w jednym garniturze, dopiero niedawno uszył sobie drugi, odświętny (miał też dwie pary butów).

Drugie morderstwo udaje się wykryć dzięki socjalistycznej polityce deweloperskiej - ziemię pod budowę nowego osiedla w Ursusie pozyskano za pomocą wywłaszczania dotychczasowych mieszkańców. Zbrodniarza za to pogrąża kolejny ślad - oderwany kawałek gumy od podeszwy, zostawiony w mieszkaniu denata.

Się pije: armagnaca (częstuje doktor-ginekolog). Się nie je i nie pali, tylko praca.
Problemy kadrowe w milicji: “W wydziale brak ludzi. Jeden chory, dwóch na urlopie”.
Kobiety są z Marsa:

Skąd Jola wzięła to imię? - myśli o autorce listu. - Mogło się jej nie podobać imię Andrzej i przemianowała go na Stanisława. Możliwe. Kobiety wykazują w tej materii dużo inwencji.

Inne tego autora, inne z tej serii.

#30 (mocno zaległe)

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota kwiecień 18, 2015

Link bezpośredni - Tag: kryminal - 0 komentarzy - Skomentuj


Jerzy Edigey - Nagła śmierć kibica

Mam wrażenie, że to książka z gatunku sf albo napisana bez żadnego zbadania realiów. Gospodarze przyjęcia, odbywającego się w willi na ulicy Prezydenckiej w Warszawie, w której dochodzi do śmierci jednego z gości, mają 6-letniego syna. Podobno. Bo od rozpoczęcia przyjęcia o godzinie 17 w sobotę nie pokazuje się, mimo głośnej kłótni, a potem śmierci gościa, przyjazdu karetki i milicji. Jasne. Nie znam sześciolatka, który takie akcje przesiedziałby grzecznie w swoim pokoju.

Zaczyna się grubo, bo od próby zatajenia zgonu (przez byłego lekarza milicyjnego, najsławniejszego polskiego kardiologa[1]), po próbę zatuszowania sprawy (przez adwokata, znajomego pułkownika Niemirocha). Wszystko to w celu uniknięcia skandalu, bo gospodarz jest na tajnej liście kandydatów do Nobla z chemii (poniewczasie już wiemy, że nie dostał). I pewnie by się udało, gdyby nie uparty lekarz pogotowia, który zarządził sekcję, dzięki czemu szybko wyszło, że jednak nie atak serca, a cyjanek. Co ciekawe, śledztwo w zasadzie prowadzi sam Niemiroch, zirytowany próbami podejścia wymiaru sprawiedliwości. Porucznik Mierzejewski jest głównie protokolantem, widzem, służy do załatwiania spraw poza Pałacem Mostowskich, czasem tylko przesłuchuje, zwłaszcza panie, bo młodszy. Unosi się bardzo (aż do sugestii, że dałby przesłuchiwanemu w mordę, gdyby mógł), kiedy zeznaje emigrant, profesor Cambridge, który przestawia pochwałę wolnego rynku, niedwuznacznie sugerując, że próba podkupienia polskiego wynalazku jest czynnością chwalebną, a nie szpiegostwem przemysłowym[2].

Zamordowany docent mimo wstępnie wystawionych laurek okazuje się być nie lada kanalią - wyrzucił z domu młodą żonę na bruk, po czym - już po rozwodzie - podważył męskość jej kolejnego męża, twierdząc, że to on był ojcem ich dziecka. Donosił na kolegów, żeby nie otrzymali paszportu, rujnował ich kariery, wyciągając kułackie pochodzenie, był uważany (chociaż niesłusznie) za źródło wpadki komórki ruchu oporu podczas wojny, oszukał kolegę-naukowca i zdyskredytował jego instytut. Do tego wyglądało na to, że zamierza sprzedać na Zachód wynalazek cudownej masy plastycznej (lżejszej a bardziej wytrzymałej od stali). Solidarność przesłuchiwanych pęka, najpierw panie zaczynają "sypać" (również pogrążając urodę i prowadzenie się rywalek), panowie opowiadają o coraz większych świństwach, ale każdy twierdzi, że jednak urazy do docenta po latach aż takiej nie miał. Tym razem sprawę udaje się wyjaśnić dzięki niesztampowemu podejściu Niemirocha do śledztwa - eksperymentu na podejrzanym i niezobowiązującej rozmowie ze świadkiem.

Realia epoki:

* Się pije (na bogato, bo w domu luminarza nauki): wino Egribikawer (pani domu), koniaczek (Martell), likiery (fiołkowy, ananasowy). Do drinków podjada się migdały, co poniekąd wyjaśnia nieuwagę w kwestii zatrucia cyjankiem.
* Cena gazety - 50 groszy (po podwyżkach 1 zł).
* Samochodu się nie opłaca mieć, bo po co narażać nerwy na kontakty z warsztatami naprawczymi i sklepami "Pomozbytu".
* W kawiarni "Danusia" koło dworca bywają tylko dziewczęta "drugiego rzutu", "panowie na delegacji" i - oczywiście - milicyjni wywiadowcy.
* Przyjęcie brydżowe polega na tym, że pani domu jest "wychodzącą" i w trakcie zajmuje się gotowaniem i zmywaniem, wspomagana przez inne panie. Panowie czasem wychodzą po lód do napojów.
* Narzeczona zamordowanego, głupiutka aktoreczka, wyśmiewa niskie według niej zarobki denata, który zarabiał 8-9 tysięcy miesięcznie. Przesłuchujący ją Mierzejewski nie odzywa się, bo to dwukrotność jego pensji.

[1] Który nie może się powstrzymać od palenia.

[2] Ekspat sugeruje też niedwuznacznie, że jedną z opcji wyjaśnienia morderstwa jest udział służb szpiegowskich. Pojawia się przepiękny dialog:



Niemiroch śmiał się widząc wzburzenie porucznika Mierzejewskiego.
- Mój drogi, do pewnego stopnia Lepato [Lepatowicz] miał rację. Tam, na Zachodzie, w Stanach Zjednoczonych czy w jakimś stopniu w Anglii, walka konkurencyjna jest bezpardonowa. Jeden trup to żaden ewenement w tym zapasach.
- Ale nie nasz kontrwywiad.
- Nasz na pewno nie. Ale czy inny nie postąpiłby w ten sposób? Nie wiem.

Inne tego autora, inne z tej serii.

#38

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek kwiecień 17, 2015

Link bezpośredni - Tag: kryminal - 2 komentarze - Skomentuj


Jerzy Edigey - Nagła śmierć kibica

Mam wrażenie, że to książka z gatunku sf albo napisana bez żadnego zbadania realiów. Gospodarze przyjęcia, odbywającego się w willi na ulicy Prezydenckiej w Warszawie, w której dochodzi do śmierci jednego z gości, mają 6-letniego syna. Podobno. Bo od rozpoczęcia przyjęcia o godzinie 17 w sobotę nie pokazuje się, mimo głośnej kłótni, a potem śmierci gościa, przyjazdu karetki i milicji. Jasne. Nie znam sześciolatka, który takie akcje przesiedziałby grzecznie w swoim pokoju.

Zaczyna się grubo, bo od próby zatajenia zgonu (przez byłego lekarza milicyjnego, najsławniejszego polskiego kardiologa[1]), po próbę zatuszowania sprawy (przez adwokata, znajomego pułkownika Niemirocha). Wszystko to w celu uniknięcia skandalu, bo gospodarz jest na tajnej liście kandydatów do Nobla z chemii (poniewczasie już wiemy, że nie dostał). I pewnie by się udało, gdyby nie uparty lekarz pogotowia, który zarządził sekcję, dzięki czemu szybko wyszło, że jednak nie atak serca, a cyjanek. Co ciekawe, śledztwo w zasadzie prowadzi sam Niemiroch, zirytowany próbami podejścia wymiaru sprawiedliwości. Porucznik Mierzejewski jest głównie protokolantem, widzem, służy do załatwiania spraw poza Pałacem Mostowskich, czasem tylko przesłuchuje, zwłaszcza panie, bo młodszy. Unosi się bardzo (aż do sugestii, że dałby przesłuchiwanemu w mordę, gdyby mógł), kiedy zeznaje emigrant, profesor Cambridge, który przestawia pochwałę wolnego rynku, niedwuznacznie sugerując, że próba podkupienia polskiego wynalazku jest czynnością chwalebną, a nie szpiegostwem przemysłowym[2].

Zamordowany docent mimo wstępnie wystawionych laurek okazuje się być nie lada kanalią - wyrzucił z domu młodą żonę na bruk, po czym - już po rozwodzie - podważył męskość jej kolejnego męża, twierdząc, że to on był ojcem ich dziecka. Donosił na kolegów, żeby nie otrzymali paszportu, rujnował ich kariery, wyciągając kułackie pochodzenie, był uważany (chociaż niesłusznie) za źródło wpadki komórki ruchu oporu podczas wojny, oszukał kolegę-naukowca i zdyskredytował jego instytut. Do tego wyglądało na to, że zamierza sprzedać na Zachód wynalazek cudownej masy plastycznej (lżejszej a bardziej wytrzymałej od stali). Solidarność przesłuchiwanych pęka, najpierw panie zaczynają "sypać" (również pogrążając urodę i prowadzenie się rywalek), panowie opowiadają o coraz większych świństwach, ale każdy twierdzi, że jednak urazy do docenta po latach aż takiej nie miał. Tym razem sprawę udaje się wyjaśnić dzięki niesztampowemu podejściu Niemirocha do śledztwa - eksperymentu na podejrzanym i niezobowiązującej rozmowie ze świadkiem.

Realia epoki:

* Się pije (na bogato, bo w domu luminarza nauki): wino Egribikawer (pani domu), koniaczek (Martell), likiery (fiołkowy, ananasowy). Do drinków podjada się migdały, co poniekąd wyjaśnia nieuwagę w kwestii zatrucia cyjankiem.
* Cena gazety - 50 groszy (po podwyżkach 1 zł).
* Samochodu się nie opłaca mieć, bo po co narażać nerwy na kontakty z warsztatami naprawczymi i sklepami "Pomozbytu".
* W kawiarni "Danusia" koło dworca bywają tylko dziewczęta "drugiego rzutu", "panowie na delegacji" i - oczywiście - milicyjni wywiadowcy.
* Przyjęcie brydżowe polega na tym, że pani domu jest "wychodzącą" i w trakcie zajmuje się gotowaniem i zmywaniem, wspomagana przez inne panie. Panowie czasem wychodzą po lód do napojów.
* Narzeczona zamordowanego, głupiutka aktoreczka, wyśmiewa niskie według niej zarobki denata, który zarabiał 8-9 tysięcy miesięcznie. Przesłuchujący ją Mierzejewski nie odzywa się, bo to dwukrotność jego pensji.

[1] Który nie może się powstrzymać od palenia.

[2] Ekspat sugeruje też niedwuznacznie, że jedną z opcji wyjaśnienia morderstwa jest udział służb szpiegowskich. Pojawia się przepiękny dialog:



Niemiroch śmiał się widząc wzburzenie porucznika Mierzejewskiego.
- Mój drogi, do pewnego stopnia Lepato [Lepatowicz] miał rację. Tam, na Zachodzie, w Stanach Zjednoczonych czy w jakimś stopniu w Anglii, walka konkurencyjna jest bezpardonowa. Jeden trup to żaden ewenement w tym zapasach.
- Ale nie nasz kontrwywiad.
- Nasz na pewno nie. Ale czy inny nie postąpiłby w ten sposób? Nie wiem.

Inne tego autora, inne z tej serii.

#38

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek kwiecień 17, 2015

Link bezpośredni - Tag: kryminal - 2 komentarze - Skomentuj