Tag:
mlodziezowe
W życiu Lary Jean zmienia się wszystko, kiedy jej starsza siostra Margot - najbliższa osoba - wyjeżdża na studia do Szkocji. Tuż przed wyjazdem Margot zrywa z Joshem, chłopakiem z sąsiedztwa, w którym też kochała się Lara Jean, co powoduje niespodziewany ciąg wydarzeń: Lara kłóci się z najmłodszą Kitty, po czym w jakiś sposób[1] jej listy, które pisała do kolejnych chłopców, w których się kochała, trafiają do adresatów, w tym do Josha. Żeby dochować wierności siostrze, nastolatka twierdzi, że to nieprawda i wdaje się w udawany związek z Peterem, adresatem nr 2. I się w nim ponownie zakochuje. Po czym następuje mnóstwo detalicznie nastolatkowych will-they won’t-they, koniec tomu pierwszego.
Świetna książka na leżaczek, tak ogromnie się wciągnęłam, że tydzień po lekturze nie pamiętałam, jak ma bohaterka na imię. Trochę klisz - rodzina osierocona przez matkę (tu uderzyła się w głowę, bo poślizgnęła się na właśnie umytej przez siebie podłodze i zasnęła snem ostatecznym), rywalizacja dwóch (a nawet trzech, bo najmłodsza się też w Joshu kocha), trochę niezręcznych sytuacji, od których przewracałam oczami, oczywiście muszę wygrzebać pozostałe dwa tomy. A i film jest.
[1] Serio, autorka próbowała zmylić tropy, wprowadzając idiotyczną akcję pt. bardzo zapracowany i nieobecny ojciec wtem decyduje się oddać “potrzebującym” rzeczy Lary, ale kto ma młodsze rodzeństwo, ten wie, do czego jest zdolne po kłótni.
Inne tej autorki.
#45
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota lipiec 6, 2024
Link bezpośredni -
Tag:
mlodziezowe
- 2 komentarze
- Skomentuj
Kasia uczy się w gimnazjum, dobrze jej idzie, dodatkowo tańczy też salsę w zespole i szykuje się do zawodów, z dużą szansą na wygraną, bo w parze z jej przyjacielem - Piotrem - są świetni. Nie sprawia kłopotów rodzicom, czasem zajmie się bratem, dziecko idealne. Problem pojawia się nagle, kiedy nastolatka orientuje się, że się jej spóźnia okres; nietrudno się domyślić, że winna ta jedna noc na zimowisku, kiedy zdecydowała się na inicjację z niedawno poznanym Tomkiem. Mimo że Kasia ma teoretycznie dobry kontakt z rodzicami, dziadkami, nowoczesną ciotką Hanią i przyjaciółkami, postanawia nie mówić o swoim stanie nikomu, licząc chyba na to, że pewnego dnia przestanie być w ciąży. Nie przestaje, sprawa się w pewnym momencie sypie i Kasia musi wszystko przewartościować.
Biorę poprawkę, że to książka dla młodzieży, ale nawet z tą poprawką jest to bardzo toporny przegląd rodzinnych patologii. Matka Kasi jest skupiona na zarabianiu pieniędzy, bo chce kupić większe mieszkanie, jedynym zajęciem ojca jest oglądanie sportu w telewizji. Dziadek jest przyklejony do komputera, babcia krząta się po domu i karmi. Kiedy wjeżdża temat nastoletniej ciąży, następuje powrót do lat 50. - wstyd przed sąsiadami, jak my się w kościele pokażemy, hańba. W domach przyjaciół Kasi są inne typy problemów - Iza zajmuje się chorą, nieporadną matką i trójką mniejszego rodzeństwa (ojciec zniknął po urodzinach najmłodszych); matka Olki jest skupiona na karierze córki, rekompensując sobie pozostawienie jej przez męża dla innej kobiety (niech żałuje, że nas zostawił); Piotr obserwuje obojętnego, nadużywającego alkoholu i raczej inwestującego emocjonalnie poza domem ojca i zabiegającą o względy męża zaniedbywaną matkę; wreszcie matka Tomka wyrzuca z domu Kasię, twierdząc, że jej Tomuś na pewno nie jest sprawcą ciąży. Jedynymi osobami stającymi na wysokości problemu są oschła wychowawczyni, zwana Wredzią i ciotka Hania, niezamężna i niezależna (obowiązkowe kolczyki w twarzy i kolorowe włosy), która decyduje się przygarnąć dziecko siostrzenicy, bo Kasia nie czuje się jeszcze dojrzała do roli matki, co zapewnia “powrót do normalności” i szczęśliwe zakończenie.
Jak macie przeczytać coś młodzieżowego Kosmowskiej, to idźcie czytać "Bubę", "Buba" zdecydowanie bardziej.
Inne książki tej autorki tu.
#76
Napisane przez Zuzanka w dniu środa lipiec 14, 2021
Link bezpośredni -
Tag:
mlodziezowe
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Kasia uczy się w gimnazjum, dobrze jej idzie, dodatkowo tańczy też salsę w zespole i szykuje się do zawodów, z dużą szansą na wygraną, bo w parze z jej przyjacielem - Piotrem - są świetni. Nie sprawia kłopotów rodzicom, czasem zajmie się bratem, dziecko idealne. Problem pojawia się nagle, kiedy nastolatka orientuje się, że się jej spóźnia okres; nietrudno się domyślić, że winna ta jedna noc na zimowisku, kiedy zdecydowała się na inicjację z niedawno poznanym Tomkiem. Mimo że Kasia ma teoretycznie dobry kontakt z rodzicami, dziadkami, nowoczesną ciotką Hanią i przyjaciółkami, postanawia nie mówić o swoim stanie nikomu, licząc chyba na to, że pewnego dnia przestanie być w ciąży. Nie przestaje, sprawa się w pewnym momencie sypie i Kasia musi wszystko przewartościować.
Biorę poprawkę, że to książka dla młodzieży, ale nawet z tą poprawką jest to bardzo toporny przegląd rodzinnych patologii. Matka Kasi jest skupiona na zarabianiu pieniędzy, bo chce kupić większe mieszkanie, jedynym zajęciem ojca jest oglądanie sportu w telewizji. Dziadek jest przyklejony do komputera, babcia krząta się po domu i karmi. Kiedy wjeżdża temat nastoletniej ciąży, następuje powrót do lat 50. - wstyd przed sąsiadami, jak my się w kościele pokażemy, hańba. W domach przyjaciół Kasi są inne typy problemów - Iza zajmuje się chorą, nieporadną matką i trójką mniejszego rodzeństwa (ojciec zniknął po urodzinach najmłodszych); matka Olki jest skupiona na karierze córki, rekompensując sobie pozostawienie jej przez męża dla innej kobiety (niech żałuje, że nas zostawił); Piotr obserwuje obojętnego, nadużywającego alkoholu i raczej inwestującego emocjonalnie poza domem ojca i zabiegającą o względy męża zaniedbywaną matkę; wreszcie matka Tomka wyrzuca z domu Kasię, twierdząc, że jej Tomuś na pewno nie jest sprawcą ciąży. Jedynymi osobami stającymi na wysokości problemu są oschła wychowawczyni, zwana Wredzią i ciotka Hania, niezamężna i niezależna (obowiązkowe kolczyki w twarzy i kolorowe włosy), która decyduje się przygarnąć dziecko siostrzenicy, bo Kasia nie czuje się jeszcze dojrzała do roli matki, co zapewnia “powrót do normalności” i szczęśliwe zakończenie.
Jak macie przeczytać coś młodzieżowego Kosmowskiej, to idźcie czytać "Bubę", "Buba" zdecydowanie bardziej.
Inne książki tej autorki tu.
#76
Napisane przez Zuzanka w dniu środa lipiec 14, 2021
Link bezpośredni -
Tag:
mlodziezowe
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Byłam przekonana, że do pewnego momentu czytałam Jeżycjadę na bieżąco, ale brak notek pokazuje, że chyba nie albo się tego wstydziłam (ja? wstydzić się nawet najgorszych lektur? phleeze). I teraz tak się zastanawiam, czy nadrobić całość, co pewnie samo w sobie dużo czasu nie zajmie, ale czas pisania o książkach to już piechotą nie chodzi.
Noelkę swego czasu uwielbiałam, czytałam ją ładne kilka razy, zachwycona wigilijną podróżą bohaterki po jeżyckich mieszkaniach, siorbiąca razem z nią na potencjalnie niesłownego chłopaka, co miał przyjść, a nie przyszedł (licealne story of my life). Tak bardzo mnie ujął opis wigilii pod Kaponierą i kamienicy na Roosevelta 5, że zaczęłam rozważać studia z Poznaniu, efekt znacie. Ale do brzegu. Elka Stryba, mająca na wyłączność dziadka, stryjecznego dziadka i dzieląca ojca tylko z jego pracą, wpada w furię, kiedy dowiaduje się, że dziadek spuścił na drzewo chłopaka, egzotycznego Baltonę, na którego czekała, stryj zaprosił na wigilię handlarę spod Kaponiery (swoją dawną miłość, malarkę sprzedającą obrazy), a ojciec planuje spędzić wigilię z jakąś obcą babą. Szukając Baltony, trafia najpierw do domu Borejków, gdzie na wejściu zostaje zaliczona do rodziny, a potem do Kowalików, skąd z Tomciem Kowalikiem w stroju Gwiazdora wyrusza - jako Aniołek - na świąteczną fuchę rozdawania prezentów. Jak to w opowieści wigilijnej, wszyscy się ze wszystkimi godzą, magia świąt, a na końcu pocałunek.
Tyle że w tej na pozór uroczej opowiastce autorka zawarła tyle krinżu, uprzedzeń i cudownych zbiegów okoliczności, że więcej chyba nie można. Wypukłe czoło zdradza inteligencję, małe oczka chytrość. Ludzie bogaci są prymitywni, biedni są wielcy duchem. Dla zawiązania intrygi kobiety u Strybów giną tuż po urodzeniu dziecka - najpierw żona dziadka Metodego, przez co Grzegorz nie zaznał kobiecej ręki, potem matka Elki, której owdowiały ojciec nie potrafił okazać miłości. Grzegorz przez *rok* umawiał się z - spoiler alert - Gabrysią i mimo jej wielkiej miłości do całej rodziny, nigdy w rozmowie nie wyszło, jacy są, więc na wigilię idzie przekonany, że to straszne snoby. Cała historia wizyty u Dominikanów, w ostoi miłości i prawości, gdzie azyl znajdą wszyscy, zakończona zgarnięciem żebraczek z Rumunii (nazywanych zamiennie Cygankami), jest słodka do momentu, kiedy dziewczynki są w obcym domu rozebrane i wykąpane, mimo że nikt nie jest się z nimi w stanie porozumieć. Wolna duchem Aniela Kowalik skarży się, że Bernard jest bezrobotny i *tylko* zajmuje się dziećmi, zaś doktor Kowalik traktuje zamążpójście Idy jako koniec jej kariery. Na każdym kroku odbywa się okrutny fat-shaming, jako że dystynktywną cechą Pulpecji jest żarłoczność, podobnie Elka - poza loczkami i orzechowymi oczami - jest, po wielokroć podkreślane, obfita. Najlepsza babcia, Mila Borejko, ostoja tolerancji, nie lubi swojej “dziwnej” wnuczki, bezosobowego Tygryska, który mógłby mieć jakąś dziewczęcą ksywkę. Mnie osobiście boli rozciagnięcie topografii, gdzie Tomcio z Elką wychodzą z Noskowskiego 2, wsiadają w tramwaj pełen wesołej gwiazdkowej ekipy, jadący w kierunku Ogrodów, jadą, jadą, jadą, śmiechom i facecjom nie ma końca, wreszcie wysiadają pod Teatrem Nowym. Dla tych nie z Poznania - miejsca te dzieli 400 metrów, jeden przystanek tramwajowy. Nie mam siły się już pastwić nad czasem, gdzie przez chyba 4 godziny Tomcio i Elka odwiedzają jakieś 10 domów, rozsypanych po całej dzielnicy, w każdym jedząc pierogi i makowce, śpiewając i rozdając prezenty. Tym wszystkim, którzy chcą dać swoim dzieciom trochę sielskiej, poznańskiej opowieści, radzę dodanie didaskaliów w wielu miejscach, nie tylko w tych, które się zdezaktualizowały historycznie jak Delikatesy “To Tu” na Dąbrowskiego albo wysokość emerytury w milionach.
EDIT Zapomniałam o tej śmiesznej scenie, kiedy Grzegorz stoi nad karpiem miotającym się w przedśmiertnych drgawkach i bezrefleksyjnie stwierdzającym, że chyba ryba umiera i można by ją dobić.
#145
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek grudzień 4, 2020
Link bezpośredni -
Tag:
mlodziezowe
- 5 komentarzy
- Skomentuj
Byłam przekonana, że do pewnego momentu czytałam Jeżycjadę na bieżąco, ale brak notek pokazuje, że chyba nie albo się tego wstydziłam (ja? wstydzić się nawet najgorszych lektur? phleeze). I teraz tak się zastanawiam, czy nadrobić całość, co pewnie samo w sobie dużo czasu nie zajmie, ale czas pisania o książkach to już piechotą nie chodzi.
Noelkę swego czasu uwielbiałam, czytałam ją ładne kilka razy, zachwycona wigilijną podróżą bohaterki po jeżyckich mieszkaniach, siorbiąca razem z nią na potencjalnie niesłownego chłopaka, co miał przyjść, a nie przyszedł (licealne story of my life). Tak bardzo mnie ujął opis wigilii pod Kaponierą i kamienicy na Roosevelta 5, że zaczęłam rozważać studia z Poznaniu, efekt znacie. Ale do brzegu. Elka Stryba, mająca na wyłączność dziadka, stryjecznego dziadka i dzieląca ojca tylko z jego pracą, wpada w furię, kiedy dowiaduje się, że dziadek spuścił na drzewo chłopaka, egzotycznego Baltonę, na którego czekała, stryj zaprosił na wigilię handlarę spod Kaponiery (swoją dawną miłość, malarkę sprzedającą obrazy), a ojciec planuje spędzić wigilię z jakąś obcą babą. Szukając Baltony, trafia najpierw do domu Borejków, gdzie na wejściu zostaje zaliczona do rodziny, a potem do Kowalików, skąd z Tomciem Kowalikiem w stroju Gwiazdora wyrusza - jako Aniołek - na świąteczną fuchę rozdawania prezentów. Jak to w opowieści wigilijnej, wszyscy się ze wszystkimi godzą, magia świąt, a na końcu pocałunek.
Tyle że w tej na pozór uroczej opowiastce autorka zawarła tyle krinżu, uprzedzeń i cudownych zbiegów okoliczności, że więcej chyba nie można. Wypukłe czoło zdradza inteligencję, małe oczka chytrość. Ludzie bogaci są prymitywni, biedni są wielcy duchem. Dla zawiązania intrygi kobiety u Strybów giną tuż po urodzeniu dziecka - najpierw żona dziadka Metodego, przez co Grzegorz nie zaznał kobiecej ręki, potem matka Elki, której owdowiały ojciec nie potrafił okazać miłości. Grzegorz przez *rok* umawiał się z - spoiler alert - Gabrysią i mimo jej wielkiej miłości do całej rodziny, nigdy w rozmowie nie wyszło, jacy są, więc na wigilię idzie przekonany, że to straszne snoby. Cała historia wizyty u Dominikanów, w ostoi miłości i prawości, gdzie azyl znajdą wszyscy, zakończona zgarnięciem żebraczek z Rumunii (nazywanych zamiennie Cygankami), jest słodka do momentu, kiedy dziewczynki są w obcym domu rozebrane i wykąpane, mimo że nikt nie jest się z nimi w stanie porozumieć. Wolna duchem Aniela Kowalik skarży się, że Bernard jest bezrobotny i *tylko* zajmuje się dziećmi, zaś doktor Kowalik traktuje zamążpójście Idy jako koniec jej kariery. Na każdym kroku odbywa się okrutny fat-shaming, jako że dystynktywną cechą Pulpecji jest żarłoczność, podobnie Elka - poza loczkami i orzechowymi oczami - jest, po wielokroć podkreślane, obfita. Najlepsza babcia, Mila Borejko, ostoja tolerancji, nie lubi swojej “dziwnej” wnuczki, bezosobowego Tygryska, który mógłby mieć jakąś dziewczęcą ksywkę. Mnie osobiście boli rozciagnięcie topografii, gdzie Tomcio z Elką wychodzą z Noskowskiego 2, wsiadają w tramwaj pełen wesołej gwiazdkowej ekipy, jadący w kierunku Ogrodów, jadą, jadą, jadą, śmiechom i facecjom nie ma końca, wreszcie wysiadają pod Teatrem Nowym. Dla tych nie z Poznania - miejsca te dzieli 400 metrów, jeden przystanek tramwajowy. Nie mam siły się już pastwić nad czasem, gdzie przez chyba 4 godziny Tomcio i Elka odwiedzają jakieś 10 domów, rozsypanych po całej dzielnicy, w każdym jedząc pierogi i makowce, śpiewając i rozdając prezenty. Tym wszystkim, którzy chcą dać swoim dzieciom trochę sielskiej, poznańskiej opowieści, radzę dodanie didaskaliów w wielu miejscach, nie tylko w tych, które się zdezaktualizowały historycznie jak Delikatesy “To Tu” na Dąbrowskiego albo wysokość emerytury w milionach.
EDIT Zapomniałam o tej śmiesznej scenie, kiedy Grzegorz stoi nad karpiem miotającym się w przedśmiertnych drgawkach i bezrefleksyjnie stwierdzającym, że chyba ryba umiera i można by ją dobić.
#145
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek grudzień 4, 2020
Link bezpośredni -
Tag:
mlodziezowe
- 5 komentarzy
- Skomentuj
Kierowana półprzytomnym imperatywem o poranku w hotelu, że teraz natychmiast muszę przeczytać “Błękitny zamek”, bo wieki nie czytałam oraz czemu by nie po angielsku, skoro książka jest już w domenie publicznej, pobrałam plik i z ogromnym zdziwieniem odkryłam, że są fragmenty książki, których nie pamiętam. A umówmy się, ja wprawdzie zapominam, co czytam (i - jak się ostatnio okazało przy ponownym oglądaniu “Flight of the Conchords” - również, co oglądam), ale są takie książki, które w czasach nastoletnich przeczytałam kilkanaście razy i pamiętam do poziomu frazy. W zestawieniu z posiadanym w domu wydaniem Naszej Księgarni z 1988 okazało się, że polska wersja jest oberżnięta lekko o ⅓, czasem brakuje kilku akapitów, czasem całych rozdziałów (dla porównania wersja oryginalna ma rozdziałów 45, polska - 27). Zniknęło lustrowanie całej rodziny Stirlingów przez krytyczne oko Joanny, pogrzeb Cesi Gay, wiele z uroczych opisów życia na wyspie na jeziorze Mistawis, opinie Joanny o architekturze; co ciekawe, swoistej cenzurze uległa większość fragmentów dotyczących kościoła[1] i sympatii Joanny (i Edwarda) do kotów. Ponieważ włączyło mi się moje OCD, przeczytałam jednocześnie książkę po polsku i po angielsku, a zauważone braki zaznaczyłam w pdf, żebyście Wy nie musiały.
Jakkolwiek uważam, że tłumaczenie nieznanego autora nie jest złe (mimo kilku niezgrabności typu to piece a quilt - sztukować kołdrę czy drobnych logicznych błędów typu robienie pikniku w marcu zamiast w maju), tak wiele decyzji o spolszczeniu uważam za chybione. Poniżej skrócona lista zmian co najmniej dziwnych. Nie ma na niej tłumaczenia imienia protagonistki - Valancy Jane (zwanej infantylnie Doss) - na Joannę Walencję (Bubę) czy zamiany Barneya na Edwarda, albowiem jestem w stanie zrozumieć, co za tym stało. Przy innych - niezbyt.
Cousin Stickles to ciocia Tekla.
Cousin Gladys to kuzynka Lodzia (dlaczego!).
Redfern’s Purple Pills to Czerwone Pigułki Redferna.
Wasbarras (ród, z którego pochodziła matka Joanny) to Barracludowie.
Edward Beck (staruszek z guzem) to Rudolf Schultz (sic!).
Cecil Bruce to Robert Price.
Dla tych, co nie czytali i są ciekawi treści: Joanna to 29-letnia stara panna, uważana przez rodzinę za nijaką i bez perspektyw, potulnie wypełniająca obowiązki narzucane przez matkę, drżąca w obawie przed ubóstwem na starość (trzeba być grzeczną dla niemiłego wuja Benjamina, może coś zapisze w testamencie). W swojej głowie Joanna jest panią na zamku - piękną, pożądaną, otoczoną pięknymi rzeczami, przyjaciółkami i zalotnikami; czasem to wystarcza, żeby przechodzić nad codziennymi upokorzeniami, czasem to jednak za mało. W rzadkiej chwili buntu wybiera się sama do lekarza, gdzie dowiaduje się, że jest śmiertelnie chora i został jej najwyżej rok życia. Absurdalnie, to daje dziewczynie energię do tego, żeby ten krótki czas przeżyć tak, jak sama chce, a nie jak chce jej zakuta w konwenanse rodzina. I teraz to rodzina cierpi, kiedy Joanna wprowadza się do znanego pijaka, żeby pielęgnować jego umierającą, upadłą córkę. Jak to u Montgomery, w tle są fantastyczne kanadyjskie pejzaże, wielka miłość i szczęśliwe zakończenie. Może i jest to powieść dla romantycznych gąsek, trudno, najwyżej jestem romantyczną gąską.
Inne tej autorki tutaj.
[1] Nawet w tak niewinnym kontekście jak żarty z wujenki, którą pies ugryzł w okolicy poczty (a w oryginale “just below the Catholic church”).
#94
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek lipiec 27, 2020
Link bezpośredni -
Tag:
mlodziezowe
- 14 komentarzy
- Skomentuj
Kierowana półprzytomnym imperatywem o poranku w hotelu, że teraz natychmiast muszę przeczytać “Błękitny zamek”, bo wieki nie czytałam oraz czemu by nie po angielsku, skoro książka jest już w domenie publicznej, pobrałam plik i z ogromnym zdziwieniem odkryłam, że są fragmenty książki, których nie pamiętam. A umówmy się, ja wprawdzie zapominam, co czytam (i - jak się ostatnio okazało przy ponownym oglądaniu “Flight of the Conchords” - również, co oglądam), ale są takie książki, które w czasach nastoletnich przeczytałam kilkanaście razy i pamiętam do poziomu frazy. W zestawieniu z posiadanym w domu wydaniem Naszej Księgarni z 1988 okazało się, że polska wersja jest oberżnięta lekko o ⅓, czasem brakuje kilku akapitów, czasem całych rozdziałów (dla porównania wersja oryginalna ma rozdziałów 45, polska - 27). Zniknęło lustrowanie całej rodziny Stirlingów przez krytyczne oko Joanny, pogrzeb Cesi Gay, wiele z uroczych opisów życia na wyspie na jeziorze Mistawis, opinie Joanny o architekturze; co ciekawe, swoistej cenzurze uległa większość fragmentów dotyczących kościoła[1] i sympatii Joanny (i Edwarda) do kotów. Ponieważ włączyło mi się moje OCD, przeczytałam jednocześnie książkę po polsku i po angielsku, a zauważone braki zaznaczyłam w pdf, żebyście Wy nie musiały.
Jakkolwiek uważam, że tłumaczenie nieznanego autora nie jest złe (mimo kilku niezgrabności typu to piece a quilt - sztukować kołdrę czy drobnych logicznych błędów typu robienie pikniku w marcu zamiast w maju), tak wiele decyzji o spolszczeniu uważam za chybione. Poniżej skrócona lista zmian co najmniej dziwnych. Nie ma na niej tłumaczenia imienia protagonistki - Valancy Jane (zwanej infantylnie Doss) - na Joannę Walencję (Bubę) czy zamiany Barneya na Edwarda, albowiem jestem w stanie zrozumieć, co za tym stało. Przy innych - niezbyt.
Cousin Stickles to ciocia Tekla.
Cousin Gladys to kuzynka Lodzia (dlaczego!).
Redfern’s Purple Pills to Czerwone Pigułki Redferna.
Wasbarras (ród, z którego pochodziła matka Joanny) to Barracludowie.
Edward Beck (staruszek z guzem) to Rudolf Schultz (sic!).
Cecil Bruce to Robert Price.
Dla tych, co nie czytali i są ciekawi treści: Joanna to 29-letnia stara panna, uważana przez rodzinę za nijaką i bez perspektyw, potulnie wypełniająca obowiązki narzucane przez matkę, drżąca w obawie przed ubóstwem na starość (trzeba być grzeczną dla niemiłego wuja Benjamina, może coś zapisze w testamencie). W swojej głowie Joanna jest panią na zamku - piękną, pożądaną, otoczoną pięknymi rzeczami, przyjaciółkami i zalotnikami; czasem to wystarcza, żeby przechodzić nad codziennymi upokorzeniami, czasem to jednak za mało. W rzadkiej chwili buntu wybiera się sama do lekarza, gdzie dowiaduje się, że jest śmiertelnie chora i został jej najwyżej rok życia. Absurdalnie, to daje dziewczynie energię do tego, żeby ten krótki czas przeżyć tak, jak sama chce, a nie jak chce jej zakuta w konwenanse rodzina. I teraz to rodzina cierpi, kiedy Joanna wprowadza się do znanego pijaka, żeby pielęgnować jego umierającą, upadłą córkę. Jak to u Montgomery, w tle są fantastyczne kanadyjskie pejzaże, wielka miłość i szczęśliwe zakończenie. Może i jest to powieść dla romantycznych gąsek, trudno, najwyżej jestem romantyczną gąską.
Inne tej autorki tutaj.
[1] Nawet w tak niewinnym kontekście jak żarty z wujenki, którą pies ugryzł w okolicy poczty (a w oryginale “just below the Catholic church”).
#94
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek lipiec 27, 2020
Link bezpośredni -
Tag:
mlodziezowe
- 14 komentarzy
- Skomentuj
W warstwie fabularnej to przygody rudowłosej, ambitnej dzieweczki na uniwersytecie w Redmond - nauka, nauka, jeszcze raz nauka oraz życie towarzyskie. Pierwsze oświadczyny, kolejne, wreszcie odrzucenie wiernego Gilberta, pojawienie się księcia z bajki i wreszcie zrozumienie, że jednak Gilbert.
Ale. Jestem skłonna zrozumieć, że były takie czasy, że się topiło kocięta (Phil/Iza, ciotka Jamesina/Kubcia), a stare psy się wieszało w stodole (pan Harrison), ale nijak w poetyce romantycznej powieści dla dziewcząt nie mieści mi się, że Ania zdecydowała się uśpić chloroformem Rusty'ego, kota-znajdę, który ją pokochał. Na szczęście się nie udało, ale ten kawałek dość mi całość zbrzydził.
Inne tej autorki.
#78
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela wrzesień 6, 2015
Link bezpośredni -
Tag:
mlodziezowe
- 0 komentarzy
- Skomentuj
W warstwie fabularnej to przygody rudowłosej, ambitnej dzieweczki na uniwersytecie w Redmond - nauka, nauka, jeszcze raz nauka oraz życie towarzyskie. Pierwsze oświadczyny, kolejne, wreszcie odrzucenie wiernego Gilberta, pojawienie się księcia z bajki i wreszcie zrozumienie, że jednak Gilbert.
Ale. Jestem skłonna zrozumieć, że były takie czasy, że się topiło kocięta (Phil/Iza, ciotka Jamesina/Kubcia), a stare psy się wieszało w stodole (pan Harrison), ale nijak w poetyce romantycznej powieści dla dziewcząt nie mieści mi się, że Ania zdecydowała się uśpić chloroformem Rusty'ego, kota-znajdę, który ją pokochał. Na szczęście się nie udało, ale ten kawałek dość mi całość zbrzydził.
Inne tej autorki.
#78
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela wrzesień 6, 2015
Link bezpośredni -
Tag:
mlodziezowe
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Pewnie przemawia przeze mnie wiecznie nastoletnia gąska, ale to dalej jest pełna ciepła historia o tym, że jeśli się da dziecku dom i pokocha (nawet z kiepskimi umiejętnościami pedagogicznymi), to się potem zyska mądrego człowieka. Wiadomo, egzaltacja 11-letniej dziewczynki z nadczynną wyobraźnią jest czasem zbyt lukrowana, ale tło obyczajowe nieustająco urocze.
Tym razem, ponieważ nie czytałam wcześniej w oryginale, głównie skupiłam się na warstwie językowej. Tłumaczenie polskie utrwaliło we mnie ładnie przetłumaczone nazwy geograficzne (Jezioro Lśniących Wód), ale pozostawiło przerażające zamieszanie w kwestii imion. Nie wiem, czemu Rachela została Małgorzatą, Dave i Dora - Tadziem i Tolą, Charlotta - Katarzyną, a Paul - Jasiem. Wyrywkowe porównanie języka również nie stawia tłumaczenia w dobrym świetle - zdania są dość toporne, czasem gubią oryginalny humor, a do tego sporo pomijają; wreszcie wyjaśniła mi się na przykład kwestia uporu Ani w nazywaniu jej Anią (Anne), a nie Andzią (Ann), która to różnica była oczywiście widoczna tylko w pisowni.
Książki są dostępne w ramach projektu Gutenberg: Anne of Green Gable, Anne of Avonlea.
Inne tej autorki:
#73-74
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek sierpień 13, 2015
Link bezpośredni -
Tag:
mlodziezowe
- 10 komentarzy
- Skomentuj