Tag:
portugalia
Miałam przewrotnie zacząć od listy Czego Nie Widziałam w Porto, ale jednak do kilku fajnych miejsc trafiłam, motywem przewodnim będzie kolej. Jedną z najpiękniejszych stacji kolejowych jest São Bento, nieco niepozorna z zewnątrz, na tyle, na ile niepozorny jest piękny kamienny budynek z wieżyczkami, gdzie wewnątrz ściany wyłożone są tysiącami biało-błękitnych kafelków. Stąd można metrem, konkretnie jedną z sześciu linii (siódma, różowa, w budowie) - Amarelo / Żółtą - przejechać wielkim żelaznym mostem z pracowni tego Eiffela na drugą stronę rzeki Duoro, z zabytkowej dzielnicy Ribeira do Jardim do Morro w Villa Nova de Gaia. Dowcip jest taki, że pociągi metra jadą sobie mostem wśród podziwiających widoki turystów, bez żadnego odgrodzenia, trochę trąbią, wtedy wiadomo, że trzeba schodzić. Za pomocą tzw. Społecznego Instruktora do Spraw Sprzedaży Automatem, nieco zniszczonego trybem życia, zakupiłam trzy bilety i przejechałam z rodziną chociaż jedną stację, b. zadowolona.
Na zdjęciach stacja São Bento, most Ponte Luis I i kawałek dzielnicy Ribeira. CNW: księgarni Lello i Torre dos Clérigos - trzeba było rezerwować bilety na godzinę i jeszcze swoje odstać, więc może następnym razem, Rua de Santa Catarina, Café Majestic, Mercado do Bolhão, katedry Porto i kościoła Św. Franciszka oraz pałacu Bolsa. Zerknęłam do Jardim do Morro, ale nie zwiedzałam winiarni i piwnic z winem porto, lokalny napitek zakupiłam w Lidlu i zdegustowałam z przyjemnością na balkonie.
GALERIA ZDJĘĆ
Dotychczas:
Berlin *
Budapeszt *
Buenos Aires *
Dublin *
Praga *
Lizbona * Porto *
Wiedeń * Saloniki * Amsterdam.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek wrzesień 23, 2024
Link bezpośredni -
Tag:
portugalia
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Miałam przewrotnie zacząć od listy Czego Nie Widziałam w Porto, ale jednak do kilku fajnych miejsc trafiłam, motywem przewodnim będzie kolej. Jedną z najpiękniejszych stacji kolejowych jest São Bento, nieco niepozorna z zewnątrz, na tyle, na ile niepozorny jest piękny kamienny budynek z wieżyczkami, gdzie wewnątrz ściany wyłożone są tysiącami biało-błękitnych kafelków. Stąd można metrem, konkretnie jedną z sześciu linii (siódma, różowa, w budowie) - Amarelo / Żółtą - przejechać wielkim żelaznym mostem z pracowni tego Eiffela na drugą stronę rzeki Duoro, z zabytkowej dzielnicy Ribeira do Jardim do Morro w Villa Nova de Gaia. Dowcip jest taki, że pociągi metra jadą sobie mostem wśród podziwiających widoki turystów, bez żadnego odgrodzenia, trochę trąbią, wtedy wiadomo, że trzeba schodzić. Za pomocą tzw. Społecznego Instruktora do Spraw Sprzedaży Automatem, nieco zniszczonego trybem życia, zakupiłam trzy bilety i przejechałam z rodziną chociaż jedną stację, b. zadowolona.
Na zdjęciach stacja São Bento, most Ponte Luis I i kawałek dzielnicy Ribeira. CNW: księgarni Lello i Torre dos Clérigos - trzeba było rezerwować bilety na godzinę i jeszcze swoje odstać, więc może następnym razem, Rua de Santa Catarina, Café Majestic, Mercado do Bolhão, katedry Porto i kościoła Św. Franciszka oraz pałacu Bolsa. Zerknęłam do Jardim do Morro, ale nie zwiedzałam winiarni i piwnic z winem porto, lokalny napitek zakupiłam w Lidlu i zdegustowałam z przyjemnością na balkonie.
GALERIA ZDJĘĆ
Dotychczas:
Berlin *
Budapeszt *
Buenos Aires *
Dublin *
Praga *
Lizbona * Porto *
Wiedeń * Saloniki * Amsterdam.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek wrzesień 23, 2024
Link bezpośredni -
Tag:
portugalia
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[11-13.08.2024]
W Porto nie było aż tak gorąco, ale na tyle, żeby z przyjemnością pomyśleć o kąpieli i plażingu. Odwiedziłam kilka plaż na północ od ujścia rzeki Duoro i nie byłam rozczarowana.Przy kamienistej Praia do Aquário jest przyjemny bar, gdzie drinki i przekąski, podobno dobre miejsce na zachody słońca. Tego dnia było śmiesznie, bo chłodno w samym Porto - rano mgły i temperatura poniżej 25 stopni, a nad oceanem ściana gorącego powietrza przy nieco zachmurzonym niebie. Nieco na północ, za Praça de Gonçalves Zarco, jest przepiękna piaszczysta, i jak mówię, że piaszczysta, to uczciwie, drobny złoty piaseczek, Praia Internacional. Są muszelki, a ludzie zbierają do wiaderek jakieś jadalne tałatajstwo ze skał. Tu trafiłam na słonko, które w pewnym momencie zaczęło się zasnuwać surrealistyczną mgłą, bez straty na temperaturze, zakrywając okrągły budynek Porto Leixões Cruise Terminal i dochodząc do Castelo do Queijo (tak, naprawdę nazywa się to Zamek Ser). Protip: można za nieduże pieniądze parkować pod rondem. Na wybrzeżu też trafiliśmy do najlepszej śniadanowni w Porto (o innych niebawem), tuż przy parczku Jardim do Passeio Alegre. Nastolatka była obiektem westchnień pięknego labradora, który próbował pozbawić ją pieczywa, na szczęście bez efektu. Opodal kończyły trasę zabytkowe drewniane tramwaje, można było oglądać bez przerywania posiłku.
Adresy:
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota wrzesień 14, 2024
Link bezpośredni -
Tag:
portugalia
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[11-13.08.2024]
W Porto nie było aż tak gorąco, ale na tyle, żeby z przyjemnością pomyśleć o kąpieli i plażingu. Odwiedziłam kilka plaż na północ od ujścia rzeki Duoro i nie byłam rozczarowana.Przy kamienistej Praia do Aquário jest przyjemny bar, gdzie drinki i przekąski, podobno dobre miejsce na zachody słońca. Tego dnia było śmiesznie, bo chłodno w samym Porto - rano mgły i temperatura poniżej 25 stopni, a nad oceanem ściana gorącego powietrza przy nieco zachmurzonym niebie. Nieco na północ, za Praça de Gonçalves Zarco, jest przepiękna piaszczysta, i jak mówię, że piaszczysta, to uczciwie, drobny złoty piaseczek, Praia Internacional. Są muszelki, a ludzie zbierają do wiaderek jakieś jadalne tałatajstwo ze skał. Tu trafiłam na słonko, które w pewnym momencie zaczęło się zasnuwać surrealistyczną mgłą, bez straty na temperaturze, zakrywając okrągły budynek Porto Leixões Cruise Terminal i dochodząc do Castelo do Queijo (tak, naprawdę nazywa się to Zamek Ser). Protip: można za nieduże pieniądze parkować pod rondem. Na wybrzeżu też trafiliśmy do najlepszej śniadanowni w Porto (o innych niebawem), tuż przy parczku Jardim do Passeio Alegre. Nastolatka była obiektem westchnień pięknego labradora, który próbował pozbawić ją pieczywa, na szczęście bez efektu. Opodal kończyły trasę zabytkowe drewniane tramwaje, można było oglądać bez przerywania posiłku.
Adresy:
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota wrzesień 14, 2024
Link bezpośredni -
Tag:
portugalia
- 0 komentarzy
- Skomentuj
W ubiegłym roku odkryłam, że do Lizbony da się polecieć z Poznania i w Lizbonie da się miło spędzić czas, ale do tego wrócimy. Na dobry początek z Lizbony pojechałam do Porto, bo nie byłam. I powiem Wam, że jak L. jest piękna, majestatyczna i ogromna, tak Porto ma klimat - i to dosłownie - jest o te robiące różnicę kilka stopni chłodniej), jest mniejsze i takie do życia. Znalazłam tzw. duplex - oddzielny piętrowy domek z jednym apartamentem w środku, który z wad miał mnóstwo schodów, ale znacznie więcej zalet: balkon z widokiem, przemiłego właściciela, który przygotował listę must-have w mieście (dzięki czemu mogę podsumować, CNW) oraz doskonałą lokalizację kilkaset metrów od przepięknego parku z Widokiem (“W” zamierzone).
W parku wprawdzie nie ma już Kryształowego Pałacu, który w latach 50. zastąpiła hala identyko jak poznańska Arena, ale są pawie, kury, kaczki, gęsi, brzydkie gęsi i mewy. Oraz z jednej strony widok na zabytkową dzielnicę Ribeira i Vila Nova de Gaia po przeciwnej stronie Duoro, z drugiej fantastyczny widok na Ponte da Arrábida, piękny o poranku (czasem we mgle), piękny o zachodzie słońca. I ten park jest taki codzienny, rano biegacze i zraszacze, wieczorem piknik, para uprawia akrojogę na kocu, dzieci biegają za ptactwem, kwiaty, trawa, a po zapadnięciu zmroku kino letnie w sobotę. Chodziłam bladym świtkiem, rodzinę zabrałam na zachód słońca, b. zadowolona. Nie ma tłumów, nie trzeba biletów.

GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota wrzesień 7, 2024
Link bezpośredni -
Tag:
portugalia
- 0 komentarzy
- Skomentuj
W ubiegłym roku odkryłam, że do Lizbony da się polecieć z Poznania i w Lizbonie da się miło spędzić czas, ale do tego wrócimy. Na dobry początek z Lizbony pojechałam do Porto, bo nie byłam. I powiem Wam, że jak L. jest piękna, majestatyczna i ogromna, tak Porto ma klimat - i to dosłownie - jest o te robiące różnicę kilka stopni chłodniej), jest mniejsze i takie do życia. Znalazłam tzw. duplex - oddzielny piętrowy domek z jednym apartamentem w środku, który z wad miał mnóstwo schodów, ale znacznie więcej zalet: balkon z widokiem, przemiłego właściciela, który przygotował listę must-have w mieście (dzięki czemu mogę podsumować, CNW) oraz doskonałą lokalizację kilkaset metrów od przepięknego parku z Widokiem (“W” zamierzone).
W parku wprawdzie nie ma już Kryształowego Pałacu, który w latach 50. zastąpiła hala identyko jak poznańska Arena, ale są pawie, kury, kaczki, gęsi, brzydkie gęsi i mewy. Oraz z jednej strony widok na zabytkową dzielnicę Ribeira i Vila Nova de Gaia po przeciwnej stronie Duoro, z drugiej fantastyczny widok na Ponte da Arrábida, piękny o poranku (czasem we mgle), piękny o zachodzie słońca. I ten park jest taki codzienny, rano biegacze i zraszacze, wieczorem piknik, para uprawia akrojogę na kocu, dzieci biegają za ptactwem, kwiaty, trawa, a po zapadnięciu zmroku kino letnie w sobotę. Chodziłam bladym świtkiem, rodzinę zabrałam na zachód słońca, b. zadowolona. Nie ma tłumów, nie trzeba biletów.

GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota wrzesień 7, 2024
Link bezpośredni -
Tag:
portugalia
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[2/5.11.2023]
Oczywiście, że to nie dziś. Dziś i przez ostatnie kilka dni zarejestrowano w całej Polsce 6 minut światła słonecznego. Dlatego ostatnia porcja zdjęć z Lizbony, a w zasadzie z trasy Poznań - Lizbona i z powrotem. Wprawdzie nastolatka chciała siedzieć przy oknie, ale wynegocjowałam, że na start ja zostaję przy oknie, a potem się zmieniamy. Ale zanim pokażę Poznań i Lizbonę z lotu (stalowego) ptaka, pokażę, gdzie mieszkałam. Ponieważ to był mój pierwszy nocleg w tym mieście, nie miałam wielkiego pojęcia, gdzie chcę. W kwestii cen - sky is the limit, więc wybrałam opcję ekonomiczną - apartament w suterenie blisko lotniska i metra. Bliskość lotniska okazała się nieco iluzoryczna, bo i owszem - samoloty latały mi nad głową - ale dojazd wymagał przesiadki. Bliskość metra - idealna, dom mieści się 5 minut od krańcowej stacji zielonej linii. I jakkolwiek apartament był wygodny, z dostępem do patio i miał wszystko, co trzeba, to niestety nie miał ogrzewania. Zimno nie było, ale ekstremalnie wilgotno (nawet banknoty się marszczyły). Okolica spokojna, cicha, ale przypominała mi poznański Dębiec - nie było tam nic. W pierwszy wieczór w poszukiwaniu restauracji obeszliśmy spoko, żeby odbijać się od kolejnych drzwi, bo chyba Dzień Zaduszny, wreszcie wylądowaliśmy w Burger Kingu. Serdecznie nie polecam. Dwa dni później, złachani po Oceanarium chcieliśmy uniknąć jeżdżenia metrem, padło na obiecujące miejsce o nazwie Dom Churrasco (R. Prof. Paulo Merêa), które okazało się, hm, tanie, ale dość niewyrafinowane - mieli mięso i frytki oraz nikt nie mówił po angielsku. Eloyowi się podobało, nastolatce nie za zbytnio. Więc jeśli planujecie lokalne restauracje bez jeżdżenia, to lepiej się zawczasu rozejrzeć. Albo jeździć.
Listopad w Lizbonie, cytryny i pomarańcze z krzaka
Poznań - Lizbona




Lizbona-Poznań






GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota grudzień 9, 2023
Link bezpośredni -
Tag:
portugalia
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[2/5.11.2023]
Oczywiście, że to nie dziś. Dziś i przez ostatnie kilka dni zarejestrowano w całej Polsce 6 minut światła słonecznego. Dlatego ostatnia porcja zdjęć z Lizbony, a w zasadzie z trasy Poznań - Lizbona i z powrotem. Wprawdzie nastolatka chciała siedzieć przy oknie, ale wynegocjowałam, że na start ja zostaję przy oknie, a potem się zmieniamy. Ale zanim pokażę Poznań i Lizbonę z lotu (stalowego) ptaka, pokażę, gdzie mieszkałam. Ponieważ to był mój pierwszy nocleg w tym mieście, nie miałam wielkiego pojęcia, gdzie chcę. W kwestii cen - sky is the limit, więc wybrałam opcję ekonomiczną - apartament w suterenie blisko lotniska i metra. Bliskość lotniska okazała się nieco iluzoryczna, bo i owszem - samoloty latały mi nad głową - ale dojazd wymagał przesiadki. Bliskość metra - idealna, dom mieści się 5 minut od krańcowej stacji zielonej linii. I jakkolwiek apartament był wygodny, z dostępem do patio i miał wszystko, co trzeba, to niestety nie miał ogrzewania. Zimno nie było, ale ekstremalnie wilgotno (nawet banknoty się marszczyły). Okolica spokojna, cicha, ale przypominała mi poznański Dębiec - nie było tam nic. W pierwszy wieczór w poszukiwaniu restauracji obeszliśmy spoko, żeby odbijać się od kolejnych drzwi, bo chyba Dzień Zaduszny, wreszcie wylądowaliśmy w Burger Kingu. Serdecznie nie polecam. Dwa dni później, złachani po Oceanarium chcieliśmy uniknąć jeżdżenia metrem, padło na obiecujące miejsce o nazwie Dom Churrasco (R. Prof. Paulo Merêa), które okazało się, hm, tanie, ale dość niewyrafinowane - mieli mięso i frytki oraz nikt nie mówił po angielsku. Eloyowi się podobało, nastolatce nie za zbytnio. Więc jeśli planujecie lokalne restauracje bez jeżdżenia, to lepiej się zawczasu rozejrzeć. Albo jeździć.
Listopad w Lizbonie, cytryny i pomarańcze z krzaka
Poznań - Lizbona




Lizbona-Poznań






GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota grudzień 9, 2023
Link bezpośredni -
Tag:
portugalia
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[4.11.2023]
W zasadzie już post factum dowiedziałam się, że Oceanarium leży na terenie dawnego Expo 1999, stąd monumentalne budynki, nowoczesność i rozmach. Wysiada się z czerwonej linii metra na przepięknej, ażurowej stacji Oriente i już stamtąd widać kolejkę teleférico, o której za moment. Zaczęliśmy od śniadania, bo wprawdzie ja już zdążę zawsze coś opędzlować, zanim rodzina się ogarnie do wyjścia, ale oni nie. I głodni. A głodna rodzina = marudna rodzina. Zjedliśmy w bezpretensjonalnym Re-Sugar Brunch & Coffee z widokiem na zatokę; bezpretensjonalnym, bo lokal kawiarni współdzielony jest z hipsterskim punktem restaurowania dizajnerskiego obuwia sportowego. Bo czemu nie. Trochę padało, potem nie padało, jak się przypatrzycie, to gdzieś będzie widać delikatną tęczę. Ponieważ po drodze mijaliśmy Oceanarium i ogromną kolejkę do, poszliśmy w zakup biletów on-line - da się na następną pełną godzinę, a dodatkowo można bilet łączony na przejazd kolejką wagonikową (w dwie strony). I tu druga pułapeczka na turystów - jakkolwiek bardzo miło zawsze w kolejce, zwłaszcza jak popaduje, tak jedzie się wzdłuż wybrzeża i przy ładnej pogodzie można się przespacerować po parku i nabrzeżu, mijając sztukę i architekturę, po czym - tak samo jak kolejką - dociera się do futurystycznego hotelu Myriad i widoku na most Vasco da Gamy. W kolejce robią nieobowiązkową fotkę, którą za jedyne 10 euro można odebrać na drugiej stacji. Być może ją odebraliśmy.
Oczywiście przy podejściu pod Oceanarium okazało się, że kolejki już nie ma, ale i tak wykonałam klasyczną Zuzankę, podchodząc do losowych ludzi i anonsując, że mam e-bilety. Pogratulowali, bo też mieli. Samo Oceanarium jest… no fajne, ale szczerze mówiąc bardziej podobało mi się to w Stralsundzie, sorry. Straszliwy hałas, tłum ludzi, dużo chodzenia, przy czym cały czas krąży się wokół jednego wielkiego akwarium, obserwując to samo z różnych perspektyw. Na jeden raz, ale nie ma sensu wracać.













Adresy:
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota grudzień 2, 2023
Link bezpośredni -
Tag:
portugalia
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[4.11.2023]
W zasadzie już post factum dowiedziałam się, że Oceanarium leży na terenie dawnego Expo 1999, stąd monumentalne budynki, nowoczesność i rozmach. Wysiada się z czerwonej linii metra na przepięknej, ażurowej stacji Oriente i już stamtąd widać kolejkę teleférico, o której za moment. Zaczęliśmy od śniadania, bo wprawdzie ja już zdążę zawsze coś opędzlować, zanim rodzina się ogarnie do wyjścia, ale oni nie. I głodni. A głodna rodzina = marudna rodzina. Zjedliśmy w bezpretensjonalnym Re-Sugar Brunch & Coffee z widokiem na zatokę; bezpretensjonalnym, bo lokal kawiarni współdzielony jest z hipsterskim punktem restaurowania dizajnerskiego obuwia sportowego. Bo czemu nie. Trochę padało, potem nie padało, jak się przypatrzycie, to gdzieś będzie widać delikatną tęczę. Ponieważ po drodze mijaliśmy Oceanarium i ogromną kolejkę do, poszliśmy w zakup biletów on-line - da się na następną pełną godzinę, a dodatkowo można bilet łączony na przejazd kolejką wagonikową (w dwie strony). I tu druga pułapeczka na turystów - jakkolwiek bardzo miło zawsze w kolejce, zwłaszcza jak popaduje, tak jedzie się wzdłuż wybrzeża i przy ładnej pogodzie można się przespacerować po parku i nabrzeżu, mijając sztukę i architekturę, po czym - tak samo jak kolejką - dociera się do futurystycznego hotelu Myriad i widoku na most Vasco da Gamy. W kolejce robią nieobowiązkową fotkę, którą za jedyne 10 euro można odebrać na drugiej stacji. Być może ją odebraliśmy.
Oczywiście przy podejściu pod Oceanarium okazało się, że kolejki już nie ma, ale i tak wykonałam klasyczną Zuzankę, podchodząc do losowych ludzi i anonsując, że mam e-bilety. Pogratulowali, bo też mieli. Samo Oceanarium jest… no fajne, ale szczerze mówiąc bardziej podobało mi się to w Stralsundzie, sorry. Straszliwy hałas, tłum ludzi, dużo chodzenia, przy czym cały czas krąży się wokół jednego wielkiego akwarium, obserwując to samo z różnych perspektyw. Na jeden raz, ale nie ma sensu wracać.













Adresy:
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota grudzień 2, 2023
Link bezpośredni -
Tag:
portugalia
- 0 komentarzy
- Skomentuj