Tag:
2019
TL;DR It’s complicated w czasach przed FB.
Gęsto opisana mnóstwem słów fabuła jest prosta - Florentino Ariza, dwudziestoparoletni pomocnik pocztowy, dostarcza telegram ojcu nastoletniej wtedy Ferminy Dazy i się w niej zakochuje. Mimo kontroli ojca, odesłania do rodziny i podobnych utrudnień, młodzi wymieniają korespondencję, aż do momentu, kiedy Fermina Daza[1] stwierdza, że jednak nie czuje nic do Florentina Arizy. Wychodzi za mąż za wpływowego doktora Juvenala Urbino, spędza z nim 50 lat w związku (z różnymi życiowymi zakrętami), a kiedy Juvenal Urbino umiera, okazuje się, że Florentino Daza ją cały czas kochał[3] i tylko czekał na okazję, żeby jej to ponownie wyznać. Autor nie szczędzi oczywiście szerokiego tła społeczno-historycznego: burzliwych czasów wojen XIX i początku XX wieku w Ameryce Południowej, postępu technicznego, zwyczajów towarzyskich czy wreszcie szczegółowych opisów fizjologicznych. Błyskotliwa językowo (zwłaszcza złotouste frazy Ferminy Dazy: “A pieprzyć arcybiskupa!” czy “Oszczać wachlarz, bo wiatr wieje”, albo barwne opisy typu “z wąsami powalanymi wściekłością wymieszaną z przeżutym tytoniem”), z wieloma komicznymi sytuacjami, zwłaszcza małżeńskimi, ze sprytną strukturą klamrową (współczesność - przeszłość - współczesność), czyta się doskonale (choć mozolnie, to nie jest książka na jedno popołudnie), ale…
… jednocześnie jest tu tyle szkodliwych wątków, że ich nagromadzenie irytuje niepomiernie. Kobiety, mimo wielokrotnie podkreślanej zaradności, mądrości życiowej i rozwagi, są ciągle przedmiotami w rękach mężczyzn, ofiarami chuci - służąca, którą jurny Florentino Ariza zwyobracał na schodach, bo akurat miał ochotę, zapłodnił, a że był ludzkim panem, to dał jej mieszkanie albo mężatka, której krotochwilny Florentino Ariza namalował zabawne obrazki na nagim brzuchu, a kiedy to zobaczył prawowity małżonek, poderżnął niewiernej gardło brzytwą (tu trzeba przyznać, że Florentinowi Arizie było smutno wtedy). Ale na to mogę jeszcze od biedy położyć signum temporum, czego już nie mogę zrobić z jedną z bardziej obrzydliwych scen przysposobienia sobie przez Florentina Arizę 12-latki, którą ubodzy krewni przekazali mu pod opiekę. Bogaty wujek kupuje drogie ubrania, prezenty oraz przed dwa lata rozkłada na łóżku w tajnym pokoiku za biurem, co niedziela, ucząc wesołych zabaw, określanych jako “koci koci łapci”, prosząc tylko o dyskrecję przed rodzicami. Też mu jest na końcu jest trochę smutno, gdy 14-yrgavn qmvrjpmlaxn cbcrłavn fnzboówfgjb, ob qbjvnqhwr fvę, żr qboel jhwrx avr xbpunł wrw gnx, wnx Srezvaę Qnmę; trochę smutno, ale raczej dba tylko o to, żeby problem zrzucić na problemy dziewczynki w szkole. Naczelny romantyk opowieści, Florentino Ariza, jest tak naprawdę nachalnym stalkerem, śledzącym swoją wybrankę, wystającym pod jej oknem, szukającym sposobu, żeby zjednać ją sobie i wymóc obietnicę spotkania, a potem miłości. Owszem, jest w pewnym momencie feminizm i girl power, kiedy 70-letnia Fermina Daza stwierdza wreszcie, że serdecznie ma w dup^Wgłębokim poważaniu opinię publiczną i zamierza odzyskać utracone 50 lat miłości, ale patriarchalno-przemocowy smrodek zbyt mocno unosi się tu nad wszystkim.
Pewnie w wieku 17 lat zaczytywałabym się “Miłością” wielokrotnie, do odpadnięcia okładek. Nawet dziś uważam, że zawiera sporo wnikliwych obserwacji miłości naiwnej i romantycznej i takiej dojrzałej, opartej na wieloletnim przebywaniu razem (chociaż zwyczaj wąchania przez Ferminę Dazę każdej części garderoby męża uważam za dość obrzydliwy), studium wdowieństwa ze wszystkimi etapami żałoby czy wreszcie odkrycie, że można żyć na własny rachunek i dla własnej przyjemności. Tyle że teraz już ponownie tej książki do ręki nie wezmę, patrz akapit wyżej.
[1] Trochę mi zajęło, żeby przestać przewracać oczami na manierę autora adresowania wszystkich pełnymi[2] personaliami.
[2] No dobrze, nie pełnymi, wszak to latynosi z kilkoma imionami i tylomaż nazwiskami, ale imieniem i nazwiskiem, zawsze.
[3] Co oczywiście nie przeszkadzało mu chędożyć (prawie) wszystkie poznane panie. Ale ponieważ robił to dyskretnie, to był wierny ukochanej.
#55
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek lipiec 30, 2019
Link bezpośredni -
Tag:
2019
- 0 komentarzy
- Skomentuj
W prasie pojawia się anons: "...PRAGNĄC ZAŁATWIĆ OSTATECZNIE SWOJE SPRAWY RODZINNE PROSZĘ WSZYSTKICH MOICH KREWNYCH, ABY MI WYBACZYLI DAWNE DZIWACTWA I W DNIU MOICH URODZIN A ZARAZEM IMIENIN, CZYLI SZÓSTEGO MAJA, ZECHCIELI PRZYBYĆ DO MNIE. JAN BORZĘCKI". W efekcie w willi profesora, znanego, acz ekscentrycznego wynalazcy, spotyka się cała jego rodzina. Atmosfera nie jest zbyt lekka, mimo że celem spotkania miało być rozwiązanie wszystkich waśni i konfliktów, bo i profesor ma ciężki charakter, tu kogoś obrazi, tam kogoś wydziedziczy. Dookoła szaleje burza, słychać strzał, profesor zostaje znaleziony martwy. W willi znajduje się 12 spokrewnionych osób (dwie dorosłe siostry przyrodnie ze swoimi dorosłymi już dziećmi, bratanek z żoną czy wreszcie kuzynka profesora z mężem) oraz służba i współpracownicy profesora - zarządca jego majątku i głuchoniemy totumfacki, który chyba jako jedyny jest śmiercią pracodawcy zasmucony. Do skłóconej rodziny zabitego dołącza młody, inteligentny piłkarz o tym samym nazwisku co denat (acz o nieustalonym stopniu pokrewieństwa, zwabiony ogłoszeniem) i kapitan Huber, próbujący ze sprzecznych zeznań i zapiekłych waśni wyciągnąć ziarno prawdy.
To ramotka (z tego, co czytałam, to uwspółcześniona wersja historii z międzywojnia), w stylu “zamkniętego pokoju”. Ktoś kradnie testament, wszyscy podejrzewają wszystkich, chęć uzyskania spadku jest powodem wielu zdarzeń, w tle odbywają się romanse i wyjaśniają się tajemnice z przeszłości. Bohaterowie są obdarzeni całą gamą cech: ktoś zdradza żonę, ktoś inny jest tchórzem, jedna z pań jest wyjątkową idiotką, ktoś jest chciwy. Wisienką na torcie jest nieco przypadkowo[1] pojawiający się sportowiec, którego ironiczne komentarze doskonale puentują niektóre zachowania uczestników. Ale pomijając czasem zabawne dialogi, to tak niekoniecznie.
[1] Michał Borzęcki pojawia się w willi z ciekawości, zanim jeszcze następuje feralny wystrzał i padają kolejne trupy. Trudno uwierzyć w dogodne zdolności detektywistyczne młodego człowieka, dzięki którym[2] udaje się zbrodnie wyjaśnić.
[2] Albowiem kapitan Huber jest absolutnie pozbawiony błyskotliwości, ignoruje oczywiste ślady, nie zleca przeszukania całej willi, co w zasadzie od razu rozwiązałoby tajemnicę oraz nie kwestionuje niczyjej tożsamości[3].
[3] Qmvęxv pmrzh xnexbłbzan zvfglsvxnpwn m fvbfgemrńprz cemroenalz mn tłhpubavrzrtb fłhżąprtb, xgóel qbtbqavr hzneł v bq qjópu gltbqav tavwr an fgelpuh, gejn cemrm xbyrwar xvyxnanśpvr qav.
Audiobook doskonale czyta Roch Siemianowski.
#54/#8
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek lipiec 26, 2019
Link bezpośredni -
Tag:
2019
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Jacek Wołowski - Anastazja lubi reklamę #004
Lista osób:
- Adam Bebo - inżynier, denat
- Ewa Bebo - młoda żona denata (po czym okazuje się, że wcale nie był jej mężem!)
- Pijaczyna - słup wykorzystany do nadania paczki z bombą
- Major Szary - postawny mężczyzna, głęboko osadzonych, błękitnych, prawie bladych oczach i wyjątkowo białych świetnie utrzymanych zębach
- Porucznik Franio/Rudy(?) - przejmuje sprawę od majora
- Krysia - maszynistka, incognito zaprzyjaźnia się i wprowadza się do wdowy po inżynierze, superwoman
- Sierżant Motylak - udaje strażnika więziennego i przenosi gryps
- Kapitan Jerzy - tzw. red shirt
- Władzio - członek gangu, ale z wyrzutami sumienia (ale czy na pewno?)
- Żona Władzia - niby pojawia się epizodycznie, ale wraca w wielkim stylu
- Technik - członek gangu, szczupły blondyn, zawsze z papierosem
- Dziobaty - członek gangu, tęgi postawny mężczyzna
- Mały - członek gangu, sprzedawca w sklepie
- Prezes - członek gangu, niski łysawy, nie waha się przed mokrą robotą
- Szef - lubi szum, hałas i artykuły w gazetach
Okładka jak ze snu naćpanego LSD (wybuch, ręka z nożem, aparat fotograficzny, helikopter na tle jaskrawożółtego nieba, psychodeliczne kwiatki i twarz kobiety) opisuje w zasadzie całą chaotyczną fabułę. W mieszkaniu wybucha bomba i zabija właściciela, o napadzie na pocztę donosi uczciwy obywatel, ale nie wiadomo, czy naprawdę uczciwy, czy wtyka przestępców. W prasie pojawiają się enigmatyczne anonsy, podpisane nazwą firmy “Anastazja”. Milicjanci na każdym kroku robią potworne głupoty (gubią śledzonego, pozwalają na przemycenie do więzienia koperty z klejem zaprawionym arszenikiem, mylą tropy i dają się wmanewrować sprytnym przestępcom oraz dzieją się rzeczy zupełnie niezwiązane ze śledztwem - ginie milicjant, który przypadkiem obezwładnia pijaczka na dworcu w drodze na odprawę albo majora Szarego przenoszą do rozwiązania zupełnie innej sprawy, bo tak). Maszynistka (czyli rola bądź co bądź cywilna) jest zmuszona najpierw do inwigilacji gangu, a potem do latania na szybowcu i pościgu za przestępcami (“– A Krystyna? – pyta podpułkownik. – Słyszałem, że skacze, a poza tym szybowniczka. – Skakała dwa razy i powiedziała, że więcej nie będzie. Boi się. – Co to znaczy boi się? – podpułkownik Wilczek jest cały zjeżony. – Ja nigdy nie skakałem, a gdyby było trzeba…). Książka kończy się zupełnie w połowie (prawie że "a potem mieli inne przygody").
Się je: ciastka z kremem (pan Władzio, ogólnie lubił słodkie), sznycle.
Się pije: egzotyczny alkohol z butelki (ale tak naprawdę metanol!), ćwiartkę wódki i dwa piwa (mimo oporu sierżanta tłumaczącego, że jest na służbie).
Adrian Czobot - Skok śmierci #005
Lista osób:
- August Horodecki - jubiler, ofiara napadu
- As - wilczur, dobry piesek, niestety otruty
- Hanka - żona Horodeckiego, ofiara przemocy
- Klotylda - gosposia na przychodne u Horodeckich, krewna Hanki
- Maciej Łazaryk - ksiądz, również ofiara napadu
- Genowefa - gospodyni księdza
- doktor Markowski - lekarz, ale pokątnie handluje klejnotami z Japonii
- Franciszka Gózd - pomoc domowa u doktora
- Major - nie znosi dymu z papierosów, za to je nałogowo iryski, dla gości trzyma “wawele”
- porucznik Jargiełło - miał się żenić, ale się pokłócił z narzeczoną o zupę[1]
- Porucznik Wit - pali “mazury”
- Katarzyna - cyrkowa akrobatka, lubi błyszczącą biżuterię
- Adam - aktualny partner Katarzyny, również intymnie, podaje się za inżyniera Turczyna
- Konstanty Szczerbic - były partner Katarzyny, specjalista od polityki dalekowschodniej i nie tylko
- Jan - dubler Adama, aspiruje do Katarzyny, więc może dlatego się kręci blisko
- Władzio Kawulak - bileter w cyrku
- Kazimierz - socjolog, często wyciąga Katarzynę na spytki, bo pisze pracę o cyrku
- Chrupek - treser zwierząt, trudny w pożyciu
- Alojzy Soroka - niepozorny chłopina, ale cinkciarz i oszust
Do protokołu zeznaje jubiler, którego napadnięto we własnym domu (a wcześniej ktoś mu zabił psa), przyduszono żonę, więc zdradził lokalizację sejfu z precjozami powierzonymi do naprawy. Do protokołu zeznaje również ksiądz, którego napastnicy zaszantażowali śmiercią gospodyni, jeśli nie wyda dolarów otrzymanych od Polonii z USA. W zeznaniach powtarza się ekipa - dwóch zamaskowanych mężczyzn, jeden z kresowym akcentem i złotym zębem, drugi bez znaków szczególnych, ale z podobną posturą. Milicja zbierając informacje o tych i 10 innych napadach z całej Polski, łączy fakty i odkrywa, że podczas każdego z napadów w okolicy pojawiał się cyrk. Drugim wątkiem jest pamiętnik Katarzyny, akrobatki, która powoli odkrywa prawdę o swoich współpracownikach.
[1]
– Z nami jest inaczej... – mruczy Jargiełło. – Ona zawsze musi postawić na swoim.
– A wy na swoim – uśmiecha się major. – Znów poszło o mecz?
– Nie... O zupę. Zaprosiła mnie na obiad i ugotowała grochówkę, a ja na widok grochówki mdłości dostaję. Wiedziała o tym!
– Mogła zapomnieć – łagodnie perswaduje major.
– Wcale nie zapomniała! – oburza się Jargiełło. – Postanowiła przekonać mnie do grochówki! Albo zjem, powiedziała, albo nici ze ślubu, bo ona żyć bez grochówki nie może.
– Na boczku? – pyta major z błyskiem w oczach.
– Na boczku – przytakuje porucznik. – Z grzankami.
– Wspaniała dziewczyna – mówi major. – Kiedy się w końcu pobierzecie, przyjdę do was na grochówkę. Uwielbiam!
Się pije: jarzębiak, martel, czystą.
Inne z tego cyklu tutaj.
#53 (przeczytałam też po raz kolejny EW006, siłą rozpędu)
Napisane przez Zuzanka w dniu środa lipiec 24, 2019
Link bezpośredni -
Tag:
2019
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Alison dorasta w małym miasteczku, Beech Creek. Mieszka w domu-muzeum, pracowicie i nieustająco przerabianym przez jej ojca, nauczyciela angielskiego i właściciela tytułowego[1] domu pogrzebowego. Jej matka jest aktorką, zwykle oddychającą pełną piersią tylko pod nieobecność męża, z którym - jak ma wrażenie Alison - niewiele ją łączy. Alison dużo czyta, dzieląc tę pasję z ojcem, który raczej zachowuje się tu jak mentor, a nie rodzic. Obserwuje swoje dojrzewanie i odkrywa orientację seksualną, dygresyjnie opowiadając różne epizody ze swojego domu rodzinnego, czasem dopiero sporo później odkrywając ich dwuznaczność. Głównym wątkiem jest skomplikowana relacja z ojcem, który - jak się okazuje - był homoseksualistą i to w znacznej mierze rzutowało na życie całej rodziny, choć nikt nie zdawał sobie wtedy z tego sprawy. Wszystkie obserwacje autorki obudowane jest odniesieniami do literatury światowej.
To nie jest łatwa i pogodna opowieść - ojciec Alison ginie w wypadku, choć rodzina podejrzewa samobójstwo. Tragikomiczne epizody pokazują rodzinę o mocno zaburzonych stosunkach: ojca z zaburzeniami obsesyjno-kompulsywnymi (które dziedziczy po nim córka), odległą uczuciowo matkę, która na coming out (listowny!) córki robi jej wyrzuty i planuje rozwód z ojcem. Mimo wszystko, komiks zawiera dużą dozę ironicznego humoru, czy to są rozważania o rolach płciowych[2], rośnięciu piersi czy znalezieniu węża na biwaku.
[1] W angielskim gra słów, fun - skrót od "funeral" (pogrzeb), oznacza też "zabawę". Powiedzmy.
[2] Tak, tym strasznym genderze, przed którym drży pół Polski.
Inne tej autorki:
#52
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek lipiec 23, 2019
Link bezpośredni -
Tag:
2019
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Białystok. Miejsce na styku różnych krajów, gdzie obok siebie żyli Polacy, Ukraińcy, Białorusini, Żydzi i Tatarzy. To tu Ludwik Zamenhof wymyślił esperanto, żeby ułatwić porozumienie w neutralnym języku. Miasto, które nazywa siebie europejską stolicą kultury i miastem wielokulturowym. Tyle że takim nie jest, wbrew hasłom.
Początek zmiata z nóg - Żydzi, wywożeni do Treblinki, świadomi już tego, że jadą na śmierć, próbują ratować niemowlęta i dzieci, wyrzucając je z okien jadącego pociągu. Liczą na to, że ktoś dzieci uratuje, zaopiekuje się nimi i przeżyją, że uda się ukryć je przed Niemcami. Ale mieszkańcy okolic nie zaryzykują dla ratowania Żyda, wolą wydać te dzieci, których nie zastrzelono od razu przy torach. Oficjalnie wiadomo o jednej uratowanej i ukrytej dziewczynce, żyje do dziś. Na jej klatce schodowej ktoś maluje swastyki. I jak myślałam, że po tym początku nie przeczytam nic bardziej szokującego, myliłam się. Celowo zapomniana i ignorowana przeszłość, blokowanie jakichkolwiek inicjatyw związanych z historią Żydów (i w mniejszym stopniu, ale również, z kulturą prawosławną), obecny także w innych nurtach prawdopośrodkizm (może i wydawaliśmy Żydów, ale oni ukrzyżowali Pana Jezusa!) i dążenie do źle pojętej “równości” (jeśli ONI stawiają pomnik żydowski, to my stawiamy katolicki), czy wreszcie niemaskowana niczym nienawiść, wywodząca się z wielopokoleniowego przekazu o mniej lub bardziej wyimaginowanej krzywdzie Prawdziwych Polaków, to wszystko sprawiało, że spoglądałam na kalendarz (tak, książka była wydana w 2015, nie w 1955) i kręciłam głową z niedowierzaniem. Ruchy faszystowskie, mocne podziały, wspierani finansowo kibice terroryzujący miasto, podpalane zabytki, uznanie swastyk za “azjatyckie symbole szczęścia” (“MSWIA po pół roku działań przygotowało raport, chwaląc się, że do końca 2013 roku przeszkolono wszystkich policjantów (...), by rozpoznawali przestępstwo z nienawiści albo nauczyli się, jak wyglądają swastyki”), manipulacja statystykami, dewocyjny katolicyzm również na uczelni wyższej (“Ale czy pan jest w łasce?” i “jedyna w Polsce pracownia zajmująca się cudami (...) Pracownia Badań i Dokumentacji Zjawisk Mirakularnych”).
Kącki szuka śladów po wymordowanych nie-katolikach, odwiedza Sokółkę z “oficjalnie” uznaną przez naukę (patrz wyżej) krwawiącą hostią, czyta tablice pamiątkowe i akta prokuratorskie. Rozmawia z osobami zaangażowanymi w ratowanie tego, co zostało z zamazanej przeszłości, z przedstawicielami władzy i Kościoła, z ludźmi, którzy próbowali, ale się poddali. Pokazuje, że nie ma niegroźnego nacjonalizmu oraz do czego prowadzi rasizm, ksenofobia i brak tolerancji.
Inne tego autora tutaj.
#51
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota lipiec 20, 2019
Link bezpośredni -
Tag:
2019
- 2 komentarze
- Skomentuj
Lucas Corso jest łowcą książek, znanym w środowisku jako ten, który potrafi znaleźć każdą książkę, chociaż czasem jego metody ocierają się o obrzeża legalności. Jednocześnie dostaje dwa zlecenia: ma sprawdzić dla przyjaciela autentyczność manuskryptu jednego z rozdziałów “Trzech muszkieterów” Dumasa oraz dla bogatego i ekscentrycznego kolekcjonera Borji ustalić, która z trzech istniejących książek “Dziewięciu wrót” jest autentyczną ewangelią Szatana. Corso rozpoczyna peregrynacje po Europie, nie dziwiąc się zupełnie, że podąża za nim śliczna 19-latka, przedstawiająca się na zmianę jako Irene Adler (z Baker Street 221B) albo Upadły Anioł, robiąca za jego ochroniarza i gumową kaczuszkę. Szczegółowa analiza najpierw manuskryptu Dumasa, a potem porównanie kolejnych wersji “Dziewięciu wrót” (te kawałki są autentycznie ciekawe poznawczo, w przeciwieństwie do naciąganej intrygi) prowadzi do (prawdopodobnie) trzech śmierci i kilku bijatyk.
Tylko że chyba się zestarzałam, bo książka mnie tym razem niepomiernie zirytowała. Corso jest egzaltowanym idiotą, snuje w głowie jakieś oszalałe wizje, że jest bohaterem książki i nieustająco usiłuje łączyć ze sobą wątki, o których wiadomo, że się zupełnie nie kleją. Dodatkowo jest absolutnym no-lifem, albo popija Bolsa (jakaż zabawna kryptoreklamka), ustawiając żołnierzyki w symulacji jednej z bitew napoleońskich, albo wspomina swoją byłą ukochaną Nikon (fotografkę, srsly), albo myśli o książkach. Przedstawiany jest jako fascynat książek jako przedmiotów kolekcjonerskich, ale tak naprawdę równie dobrze mógłby przemycać papierosy. Jego superspryt jest nieco przereklamowany - kiedy właściciel księgozbioru odmawia sprzedaży książki, Corso organizuje kradzież, która ma być upozorowana na zwykłe włamanie, bo przecież nikt nie powiąże ze sobą wizyty łowcy, pytającego o egzemplarz książki i następującego zaraz po nim włamaniu, przy którym właśnie ta książka ginie. W ogóle to raczej literatura dla chłopców, bo bohaterowie skupiają się na erekcji i za jej pomocą rozwiązują różne rzeczy. Stosunek bohaterów do dam jest w ogóle dość XX-wieczny - a to Corso obiecuje wdowie, że odda jej rękopis, dzięki czemu odbywają stosunek na kanapie, po czym on ją wyśmiewa i dziwi się, że staje się ona jego wrogiem; jakiś czas potem podejmuje współżycie ze śpiącą dziewczyną i tylko z przyzwoitości pyta, czy “można” tuż przed finałem (wierząc w moc coitus interruptus). Oczywiście czyta się całość świetnie, nieustająco, ale jednak z rosnącą irytacją.
Mocną stroną książki (w przeciwieństwie do ekranizacji) jest dwuwątkowość - wątek tytułowego Klubu Dumas jest poprowadzony ciekawie i z satysfakcjonującym wyjaśnieniem, zwłaszcza szanuję użycie postaci Balkana jako narratora kilku rozdziałów. Problem w tym, że nałożony na to wątek poszukiwania “Dziewięciu wrót” klei się z wątkiem pierwszym tylko za pomocą osoby Corsa, postać Irene jest typowym deus ex machina, a rozwiązanie intrygi (Pbefb, qbcvreb an fnzlz xbńph bevraghwąpl fvę, żr wrtb myrpravbqnjpn wrfg zbeqrepą v fmnyrńprz, wnxvzś phqrz j fcbfóo avrjvqbpmal qyn pmlgryavxn zn pmnf an cemltbgbjnavr snłfmljrw elpval mr fcrpwnyvfgnzv bq snłfmrefgj, qmvęxv pmrzh Obewn tvavr cbqpmnf avrhqnartb rxfcrelzragh cemljbłnavn Fmngnan) jest niewiarygodne.
Inne tego autora tutaj.
#46/#7
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota lipiec 13, 2019
Link bezpośredni -
Tag:
2019
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Główną bohaterką jest Linda, córka Wallandera. Po nieudanej próbie pozostania aktorką i tapicerem zdecydowała się pójść w ślady ojca, skończyła szkołę policyjną i teraz ma ostatni tydzień “wolnego” przed rozpoczęciem pracy na posterunku ojca (ku niechęci tego ostatniego). Przypadkiem uczestniczy w początku śledztwa dotyczącego płonących zwierząt, potem przykleja się do ojca, nieustająco wtrącając się do prowadzonego przez niego śledztwa w sprawie zamordowanej i rozczłonkowanej kobiety. Jednocześnie znika jej dawna przyjaciółka ze szkoły, Anna; Linda zaczyna więc samodzielne amatorskie śledztwo, włamując się do domu Anny, przeglądając jej pamiętnik i znajdując powiązania z prowadzoną przez ojca sprawą. W toku śledztwa łamie wiele przepisów, kilkukrotnie doznaje uszkodzenia fizycznego (wpada we wnyki i obrywa w głowę), przesłuchuje samodzielnie świadków, szermując argumentem, że już za tydzień będzie w prewencji, zataja informacje przed resztą ekipy śledczej. Trochę usprawiedliwia ją to, że wszyscy traktują ją jak natrętnego insekta i - dość niekonsekwetnie - odsuwają ją od śledztwa, co tylko motywuje ją do samodzielnego węszenia. Sama intryga kryminalna jest dość dziwna i przypadkowa - Anna widzi swojego ojca, który odszedł 24 lata wcześniej i okazuje się, że właśnie on jest spiritus movens bestialskich podpaleń zwierząt i zabójstw.
To zupełnie inne oblicze Wallandera - oschłego i kontrolującego furiata, wiecznie zirytowanego (ale nie powiem, że nie bez powodu, bo patrz wyżej) zachowaniem córki, małostkowego i niechętnie rozmawiającego o czymkolwiek (co też nie pomaga ani w śledztwie, ale w kontaktach rodzinnych). W tle wychodzą różne niefajne sceny z przeszłości - Wallander uderzający żonę w twarz i zarzucający jej kradzież pieniędzy, wieczne awantury nie tylko na tle pracy (z karkołomnym wyjaśnieniem, że dopiero teraz Linda zrozumiała, że ojciec miał tyle na głowie służbowo, że już nie miał miejsca na żonę i dziecko) czy próby samobójcze Lindy.
Inne tego autora tutaj.
#47 + ponownie przeczytane #48 Prawda i #49 Upiorny regiment.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek lipiec 12, 2019
Link bezpośredni -
Tag:
2019
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Nazneen, nastolatka z bengalskiej wioski, zostaje przez ojca wydana za mąż za starszego o dwadzieścia lat mężczyznę, żyjącego w Londynie. Mimo że nie zna angielskiego, jedzie do Londynu i w zasadzie zostaje zamknięta w domu, bo to mąż zarabia, a jej nie wypada samej wychodzić. Tęskni za Hasiną, siostrą, która wybrała ucieczkę i wyjście za mąż z miłości, narażając się na rodzinny ostracyzm. Narracja nieszczęśliwego londyńskiego życia Nazneen i jej stopniowego dojrzewania przeplatana jest niegramatycznymi listami od Hasiny, w których ta druga odbija w lustrze optymistyczne opowieści siostry (“żeby się nie martwiła”) oraz opowiada o życiu “wolnej kobiety” w Bangladeszu. Chani, mąż Nazneen, jest dość niechlujnym grubasem, z wyższym wykształceniem, na każdym kroku wygłasza pouczające przemowy i czuje się poniżany koniecznością pracy z ludźmi gorszymi od siebie. Całe życie podporządkowuje powrotowi do Bangladeszu, który jest w jego wspomnieniach krainą o wiele piękniejszą od Anglii i miejscem, gdzie byłby o wiele bardziej doceniony. Mimo początkowej niechęci Nazneen, która szczerze mężem pogardza za jego niezdarność i pyszałkowatość, związek między nimi trwa przez lata mimo tragedii, która ich spotyka i wielu przeszkód (również spowodowanych przez samą Nazneen).
Historia jest dwupłaszczyznowa - współczesne (lata 90.) życie emigrantów w Londynie kontrastowane jest ze światem bengalskiej prowincji ze wspomnień Nazneen. Początkowy różnica między strasznym, nieprzyjaznym, nieznanym światem zimnych londyńskich ulic (ograniczonych do dzielnicy muzułmańskich ekspatów), szarych i niebezpiecznych a zielonymi, bezpiecznymi żyznymi ziemiami dookoła wioski, z czasem zaczyna być coraz mniejsza. W redukcji kontrastu pomagają listy od siostry, która zwierza się z biedy, trudności niskopłatnej pracy szwaczki, doświadczanej przemocy (również seksualnej) czy wreszcie rzuca światło na trudne losy matki obu kobiet. Na doświadczenia wyrwanej i przesiedlonej Nazneen nakładają się już całkiem przeciwne odczucia jej córek, zmuszanych przez ojca do kultywowania obcych im zwyczajów i w pewnym momencie stających przed koniecznością “powrotu” do rodzinnego kraju.
#43 + ponownie przeczytane #44 Piąty elefant i #45 Straż nocna.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek lipiec 1, 2019
Link bezpośredni -
Tag:
2019
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Pewnego dnia na środku Okrągłego Morza, pomiędzy Ankh-Morpork i Klatchem, wynurza się wyspa Leshp, co oczywiście wzbudza chęć podboju w obu krajach. Nie pomaga też, że ktoś strzela w Ankh-Morpork do przedstawiciela rodu królewskiego z Klatchu, co powoduje silne dyplomatyczne reperkusje. Elita ogłasza stan wyjątkowy, zdejmuje Patrycjusza ze stanowiska oraz rozwiązuje Straż, żeby rozpocząć przygotowania do wojny. Patrycjusz się tym faktem nie przejmuje, uruchamia tzw. opcję niespodzianki i wyrusza do Klatchu okrętem podwodnym wraz z Leonardem z Quirmu oraz ekipą fizyczną w postaci sierżanta Colona i kaprala Nobbsa. Vimes odkrywa, że bycie świeżo mianowanym szlachcicem ma swoje zalety, powołuje własną armię, rekwiruje statek i w pogoni za okrętem 71-godzinnego Ahmeda (na pokładzie którego jest tajemniczy pakunek i Angua) również rusza w tym samym kierunku, co Vetinari. Obie ekspedycje mają na celu utrzymanie pokoju, podczas gdy flota ankh-morporskiej szlachty chce wojny, zdobyczy i dominacji.
Poza szczegółową analizą wojny jako siły niszczącej i sytuacji, w której nagle zawiesza się bycie człowiekiem (zwłaszcza w odniesieniu do drugiej strony konfliktu) z wieloma aluzjami do mocarstwowości i szlachty Wielkiej Brytanii, Pratchett opisuje trudności emigracji i po raz pierwszy rozdziela czas na dwie linie. Vimes, z niewłaściwą wersją De-terminarza z coraz większym przerażeniem słucha informacji o wydarzeniach ze scenariusza, w którym mógł zostać w Ankh-Morpork i jakie byłyby tego konsekwencje. Autor dla równowagi też pokazuje, czemu warto wybierać wróżbę za 10 dolarów zamiast tej tańszej, jaka jest kobieca strona Nobby’ego Nobbsa, w jaki sposób sprowadzić osła z minaretu oraz czy Patrycjusz potrafi żonglować (potrafi, i to jak).
Inne tego autora tutaj.
#42
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek czerwiec 18, 2019
Link bezpośredni -
Tag:
2019
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Dwóch starszych mężczyzn - skromny kapłan i kustosz Muzeum Chleba Krasnoludów - zostają znalezieni martwi. Nowy nabytek Straży - krasnolud płci żeńskiej, Cudo Tyłeczek, zajmująca się badaniem śladów - odkrywa, że ostatnim obrazem, zapisanym w źrenicach zmarłego, są płonące oczy golema. Niedługo potem do Straży zgłasza się golem Dorfl, przyznający się do zabójstw. Przez Ankh-Morpork przetacza się fala nienawiści w stosunku do glinianych… nie wiadomo czego - stworzeń, przedmiotów, część z nich zostaje zniszczona, część popełnia samobójstwo. Jednocześnie ktoś truje Patrycjusza Vetinariego, Vimes podejmuje więc szeroko zakrojoną akcję, żeby wykryć, kto za tym stoi i jak to robi. Ponieważ Patrycjusz jest chwilowo osłabiony, ankh-morporkska elite planuje kolejną edycję akcji “A może jednak przywróćmy monarchię”; Marchewa w poprzednich tomach okazał się być zbyt prostolinijny i uczciwy do wywierania wpływu na, więc tym razem pada na Nobby’ego Nobbsa, doskonały materiał na diuka Ankh, nieprawdaż.
Oprócz śledztwa pojawiają się wątki równouprawnienia i feminizmu wśród krasnoludów, którzy zakładają, że kobiety mają takie same możliwości jak mężczyźni, pod warunkiem, że nie można ich od mężczyzn odróżnić. Kiedy Cheri (która zmieniła imię, bo jednak Cudo w zestawieniu z nazwiskiem Tyłeczek nie jest bardzo prestiżowe) używa szminki, lakieru do paznokci, pokazuje kolana i, gasp, instaluje w metalowych butach obcasy, nawet Marchewa jest nieco zdegustowany. Pysznym tematem jest emancypacja golemów, które - otrzymawszy wolną wolę - stają się Trudnymi Partnerami W Każdej Dyskusji. Jako cameo pojawia się Ciut Szalony Artur, przedstawiciel Ciut Ludzi w Ankh-Morpork (i niechętny członek Straży pod koniec tomu).
Inne tego autora tutaj.
#41
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek czerwiec 14, 2019
Link bezpośredni -
Tag:
2019
- 0 komentarzy
- Skomentuj