Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Tag: 2026

Robert Galbraith - Wartka śmierć

Do agencji Ellacot/Strike zgłasza się zmartwiony rodzic, którego dorosły i samodzielny syn Will zamieszkał w sekcie zwanej Powszechny Kościół Humanitarny i odciął się od rodziny. Niby sam podejmuje decyzje o sobie, ale listy, jakie wysyłał z sekty, sugerują, że przeszedł pranie mózgu, a dodatkowo jako osoba w spektrum autyzmu nie do końca jest w stanie radzić sobie z manipulacją psychiczną. Niby nie ma tu zbrodni, ale detektywi podejmują śledztwo dwutorowo - Strike szuka osób, które opuściły, czy raczej uciekły z sekty, zaś Robin decyduje się na pracę pod przykrywką i zgłasza się jako ochotniczka do sekty. Patrząc na to, czego doświadcza podczas kilku miesięcy na farmie w Norfolk, nie jest to bardzo rozsądna decyzja. W tle ukochany wujek Cormorana osuwa się w demencję, więc ten krąży między Norfolk a rodzimą Kornwalią, dodatkowo wplątuje się w romans z pewną niestabilną (a to nowość) prawniczką, żeby zapomnieć o Robin, która w finale poprzedniego tomu pozyskała chłopaka. I jak nieświeży obiad wraca po rozwodzie dawna flama detektywa, Charlotte.

Nie będę analizować logiki postępowania bohaterów, bo jakże to jest wciągające - odizolowana sekta, groźba ujawnienia na każdym kroku, przemoc fizyczna i psychiczna, a jedynym kontaktem ze światem są zostawiane pod płotem ręczne notatki. Próba infiltracji zamkniętego, specyficznego środowiska jest trudna, a jeszcze trudniejszy jest powrót do świata, bo - jak się okazuje - sekta ma macki wszędzie. Pewnych rozwiązań fabularnych się domyślałam, niektórych zupełnie nie, ale całość jest spięta całkiem logicznie.

PS Tytuł, zarówno polski, jak i oryginału, jest… bez sensu.

Inne tej autorki.

#83

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek lipiec 9, 2026

Link bezpośredni - Tag: 2026 - 0 komentarzy - Skomentuj


Gabrielle Zevin - Gdzie Indziej

16-letnia Liz budzi się w piżamie na ogromnym statku wycieczkowym, nie pamięta, jak się na niego dostała. Ze szczątków informacji orientuje się, że zginęła w wypadku i statek wiezie ją w zaświaty. Nic nie rozumie, nie może się pogodzić z tym, co się stało, ale nie ma w zasadzie żadnych opcji. W zaświatach, zwanych Gdzie Indziej, czeka na nią babcia, która umarła przed jej urodzeniem. Do nastolatki powoli dociera, że mimo możliwości podpatrywania świata żywych, nie ma dla niej możliwości powrotu innej niż przeżycie swojego życia “do tyłu”, stopniowo młodniejąc o 16 lat i ponownie się rodząc.

Myślałam, że będzie to kalka z ”Nostalgii anioła”, ale mimo podobnego zawiązania akcji to opowieść o drugich szansach, akceptacji nieuchronnego i szukania pozytywów w nietypowych okolicznościach, a nie śledztwo w sprawie własnej śmierci. Ciekawy jest koncept egalitarnych, niewyznaniowych zaświatów, gdzie jest czasowo miejsce dla tych, co odeszli, ale też i dla zwierząt domowych. Bardziej dla YA niż dla dorosłych.

Inne tej autorki.

#82

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek lipiec 6, 2026

Link bezpośredni - Tag: 2026 - 0 komentarzy - Skomentuj


Gillian McAllister - Wszystko oprócz prawdy

Słowo, miałam pisać, ale wybrałam dolce far niente na wakacjach, niczego nie żałuję, może poza tym, że powinnam była używać więcej filtra UV, to bym się nie poparzyła tu i ówdze.

Rachel dowiaduje się po śmierci matki, że ta zdradzała swojego męża, a jej ukochanego ojca. To niszczy jej ufność, zaczyna więc podejrzewać swojego ówczesnego chłopaka o zdradę, co doprowadza do końca ich związku. I nie, nie wiadomo, czy rzeczywiście ją zdradzał. Poznaje nowego chłopaka, Jacka, są dla siebie stworzeni, po kilku miesiącach następuje wpadka-nie wpadka, oboje są zachwyceni, planują poznanie obu rodzin i ślub. Wtem Rachel przypadkiem spogląda na iPad narzeczonego i widzi nagłówek dziwnej wiadomości; pewnie zignorowałaby temat, ale Jack udaje, że tej wiadomości nie było. To oczywiście podsyca podejrzenia, że jej nowy ukochany ma mroczną tajemnicę. I okazuje się, że rzeczywiście ma. Rachel z radości oczekiwania na dziecko z ukochanym przechodzi w tryb “w co ja się wrąbałam”. A do tego ma swoje tajemnice z przeszłości, którymi bynajmniej się nie chce z partnerem dzielić.

To taka książka moralnego niepokoju z pytaniami do dyskusji na koniec. Czy można komuś zaufać? Kiedy w związku jest miejsce na zwierzenie się z dramatycznej przeszłości? Od czego zależy, że ktoś, kto doprowadził do śmierci innej osoby jest całkiem zły, a kiedy jednak nie do końca? Dobrze się czyta, ale jest to tak topornie napisana historia, że jednak niekoniecznie.

Inne tej autorki.

#81

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota lipiec 4, 2026

Link bezpośredni - Tag: 2026 - 0 komentarzy - Skomentuj


Robert Galbraith - Serce jak smoła

Okazało się, że mam trzy zaległe tomy to przeczytania, co cieszy, zwłaszcza że mam urlop. Miałam nie pisać, tylko czytać, ale potem zapomnę, więc.

Zaczyna się od tego, że w urodziny Robin Cormoran zabiera ją na kolację, po czym - podochocony alkoholem - próbuje pocałować, co Robin na tyle zaskakuje, że unika zbliżenia. Oczywiście Strike odczytuje to jako niechęć, więc szybko a niefrasobliwie wchodzi w związek ze znajomą z kręgów Charlotte. Czy Robin przez cały czas akcji pluje sobie w brodę? Być może? Czy Cormoran ciągle myśli o Robin? Również prawdopodobne. Ale “will they won’t they” nie jest oczywiście treścią książki. Poza pomniejszymi śledztwami na zlecenie, Robin nie przyjmuje sprawy cyberśledztwa, z którą zgłasza się Eddie Ledwell, współtwórczyni ekscentrycznej animacji “Serce jak smoła”; tajemniczy fan o nicku Anomia, który zaskakująco dużo wie o samej Eddie, stworzył grę na wątkach animacji, a ponieważ artystka jej nie pochwaliła, zaczął ją prześladować w Internecie i nawoływać do prześladowania. Efekt jest oczywisty - ktoś zabija Ledwell, a ciężko rani jej eks-przyjaciela, drugiego współtwórcę, Josha Blaya. Teraz, kiedy jest namacalny dowód nienawiści, a za wyjaśnienie płaci agencja, której zbrodnia pokrzyżowała plany przerobienia “Serca” na netflixowy serial, detektywi rozpoczynają śledztwo na dwóch płaszczyznach - w otoczeniu obojga autorów i wirtualnie. Nie zdziwi Was zapewne, że Robin się przebiera i udaje kogoś innego, a Strike usiłuje zachować incognito, przez co uszkadza sobie kikut nogi. Rozwiązanie jest… karkołomne, z wieloma fałszywymi tropami, ale dość satysfakcjonujące.

Są we mnie dwa wilki - jeden szuka wszelkich niedociągnięć technicznych i powiązań między akcją książki, a realnym światem (konflikt fandom vs. JKR, ruchy incelskie, ableizm, terfizm), drugi zaś cieszy się dynamiczną fabułą i próbuje zgadnąć, kto z wielu przewijających się bohaterów jest zbrodniarzem. Nie wiem, czy podoba mi się tłumaczenie wszelkich znaczących imion - Paperwhite to Narcyzka, co w ma pewne konotacje psychologiczne. Mogłam poprzewracać oczami nad korowodami, jakie Strike z Ellacot robili, żeby wejść do gry, ale niech będzie, każde konto było weryfikowane. W kindlu zapisy z czatów, zwłaszcza jeśli np. dzieją się trzy jednocześnie i ma to znaczenie) są w zasadzie nieczytalne, musiałam się jak zwierzę przesiadać do niektórych rozdziałów na duży ekran komputera. Ale poza tym absolutnie guilty pleasure, nie mogłam się oderwać.

Inne tej autorki.

#80

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela czerwiec 28, 2026

Link bezpośredni - Tag: 2026 - 4 komentarze - Skomentuj


Olga Rudnicka - Klątwa babci Józi

Trzy kuzynki - Hania, Dorota i Amelia - żyją w cieniu klątwy, którą podobno na żeńskie potomkinie rzuciła tytułowa babcia Józia, skrzywdzona przez nieuczciwego narzeczonego. Otóż jeśli nie wyjdą za mąż do 25. urodzin, czeka je nieszczęście w związku. Klątwę propagują ich matki, wszystkie trzy dewotki, dodatkowo z problemem alkoholowym, co owocuje nie tylko pijackimi planami typu swatanie wbrew woli, ale też przemocą psychiczną i próbami szantażu. Każda z dziewcząt radzi sobie z tym inaczej - Hania wychodzi naprędce (choć na skutek przypadku tuż po 25. urodzinach) za mąż i szybko zachodzi w ciążę; Amelia kłamie rodzicom, bo spotyka się z - fuj - ateistą; Dorota poznaje fajnego chłopaka, który potrzebuje żony, organizują więc ślub na papierze, ale mąż okazuje się być nie tylko wdowcem, ale i rozwodnikiem z trójką dzieci, co w katolickim świecie jest gorsze od bycia mordercą. W międzyczasie dzieje się pandemia, a w finale jedna osoba idzie po rozum do głowy i próbuje ustalić, jak wiarygodna jest ta cała klątwa.

To nie jest tak, że spodziewałam się salw śmiechu i doskonałej rozrywki, nie. Ale zamiast wesołej opowiastki o nieco ekscentrycznej rodzinie, dostałam detaliczny opis toksyczności w rodzinie na co dzień, z grożeniem wydziedziczeniem i zmuszaniem do małżeństwa. Przykro się słuchało, zwłaszcza że naczelnym motywem było wchodzenie w spiralę kłamstwa (pozorowana ciąża, ukrywanie zdrad partnera, fikcyjne studia itp.), z której wyjścia specjalnie nie ma. Zupełnie nie śmieszne, mocno niekoniecznie.

Inne tej autorki.

#79/#12

Napisane przez Zuzanka w dniu środa czerwiec 24, 2026

Link bezpośredni - Tag: 2026 - 0 komentarzy - Skomentuj


Anna Kańtoch - Czarne

(Aniemówiłam?)

Przedwojnie, ale nie do końca wiadomo, czy przed pierwszą, czy drugą wojną. Narratorka właśnie przebywa w “sanatorium”, który raczej jest psychiatrykiem dla zamożnych. Jej wspomnienia niedawnych wydarzeń się zacierają, ale świetnie pamięta wydarzenia z dzieciństwa, kiedy do tytułowego Czarnego, letniska rodzinnego, przyjechał ojciec, znany lekarz i malarz-amator i przywiózł ze sobą piękną Jadwigę, warszawską aktorkę. Pretekstem oczywiście było malowanie portretu, ale żona malarza wiedziała, jak takie sesje się kończą. Z kawałków wspomnień wynika, że 14-letnia wtedy dziewczynka była zafascynowana piękną panią, ale weekend nie zakończył się dobrze, bo znaleziono aktorkę martwą, a narratorka rozpoczęła swoją pielgrzymkę od zakładu do zakładu. Minęło kilkadziesiąt lat, narratorka odczuwa coraz większe odklejenie od realności, obserwuje dookoła siebie przenikanie czasów, widzi przyszłość, a dzięki wsparciu jasnowidzki trafia do kawiarni, w której spotyka swojego młodszego ojca. Udaje aktorkę Jadwigę, żeby pojechać do Czarnego i dowiedzieć się, co się wydarzyło w ostatni weekend pamiętnego sierpnia.

Nie jest to typowy kryminał, raczej gotycka powieść grozy. Od pewnego momentu jest dosyć oczywiste, co odkryje narratorka, chociaż wprowadzenie traumy sprzed lat, podejrzenia schizofrenii, która jednak może być źle zdiagnozowana, jeśli pozwolimy sobie uwierzyć w element nadprzyrodzony, nie do końca pozwala przewidzieć finał. Ładnie napisane, ale jednak wolę realizm.

Inne tej autorki.

#78

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek czerwiec 23, 2026

Link bezpośredni - Tag: 2026 - 0 komentarzy - Skomentuj


Anna Kańtoch - Samotnia

(Co, myśleliście, że skończyłam z tą autorką? Nie ma obaw, jeszcze mam na trochę; zalety późnego odkrycia pisarki, jak już dużo napisała).

Leon, pisarz powieści kryminalnych, na wakacjach we Włoszech poznaje Julię. Jest świeżo rozwiedziony, po kilku dniach znajomości oświadcza się i para bierze spontaniczny, cichy ślub w Bari. Nie dziwmy się jego dezorientacji, kiedy budzi się w szpitalu, ktoś w niego wjechał samochodem tuż pod jego domem, tytułową Samotnią, więc raczej nie był to przypadek, ale nic nie pamięta. Obrażenia Leona są poważne, a poza złamaniami doznał uszkodzeń głowy i stracił w zasadzie wzrok. Do tego jest pandemia, szpitale są odizolowane i w chaosie, więc jedyną osobą, którą - poza lekarzami - spotyka, jest jego świeżo poślubiona żona. Tyle że coś jest nie tak, Julia mówi niby właściwe rzeczy, ale coś się nie zgadza, to chyba nie jest ta osoba, z którą się ożenił. Leon wraca do domu, adaptacja do zmienionej rzeczywistości jest trudna, kiedy próbuje prowadzić samodzielnie śledztwo, otoczenie - była żona, znajomi i rodzina - patrzą na niego jak na wariata. Po czym zaczynają się dziać coraz bardziej niepokojące rzeczy - odnajduje zwłoki bliskiej osoby, a Julia Druga - już jest pewien, że to inna osoba, niż ta, którą poznał we Włoszech - znika.

Znowu, mnóstwo tropów i zmyłek, bohater, który ma bardzo ograniczone narzędzia do kontaktu ze światem, gęsta atmosfera narastającego zagrożenia, trust no one, a przede wszystkim poczucie postępującego obłędu. Czytałam, prawie że obgryzając paznokcie z napięcia (nie obgryzam, ale rozumiecie), zwłaszcza że utraty wzroku obawiam się chyba najbardziej, a autorka złośliwie wpędza bohatera w coraz większą kabałę. Po czym elegancko wszystko rozwiązuje.

Inne tej autorki.

#77

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek czerwiec 19, 2026

Link bezpośredni - Tag: 2026 - 0 komentarzy - Skomentuj


Fredrik Backman - Moi przyjaciele

Louisa tuła się po domach tymczasowych, jedynym jasnym promyczkiem jest rysowanie i przyjaźń z Rybką. Niestety, Rybka wcześniej niż Luisa zostaje pełnoletnia i wsparcie systemowe już jej nie obejmuje, co dość szybko kończy się odejściem dziewczyny, która za bardzo lubiła narkotyki. Louisa zostaje z pękniętym sercem i decyduje się tuż przed swoimi 18. urodzinami na ucieczkę i wyprawę do galerii sztuki. Jedną z relikwii jest dla niej pocztówka z obrazem “Ten z morzem” niszowego, choć cenionego artysty C. Jata; nie może więc opuścić okazji, kiedy oryginał obrazu jest wystawiony na licytację. Na skutek zupełnego przypadku zderza się pod miejscem aukcji, skąd została wyrzucona, z niepozornie wyglądającym, ewidentnie chorym człowiekiem, który… oczywiście, jest samym C. Jatem. Gdy Artysta umiera, jego najlepszy przyjaciel, Ted, odnajduje cudem Louisę i oddaje jej - według ostatniego życzenia Artysty - obraz, co rozpoczyna szaloną podróż pociągiem i początek opowieści o dawnej i współczesnej przyjaźni.

Obiecywałam sobie, że będę twarda, nie rozpłaczę się bez względu na to, czym autor we mnie rzuci, to tylko historia, to się nie wydarzyło. Nie zdziwicie się zapewne, jak przyznam się do porażki, bo łezka mi pociekła, a od książki się nie mogłam przez dwa dni oderwać. Nie pisałam, bo czytałam. Nie wiem, skąd Backman bierze tę ogromną wrażliwość na niedostosowanych do świata ludzi, często w spektrum, często nie rozumianych i pogardzanych, ale jeśli potrzebujecie budującej opowieści o tym, że bycie innym może być trudne, ale nie zawsze źle się kończy, to to jest lektura dla Was. A, jest też dość zabawna.

Inne tego autora.

#76

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek czerwiec 18, 2026

Link bezpośredni - Tag: 2026 - 1 komentarz - Skomentuj


Anna Kańtoch - Pokuta

Nadmorskie Przeradowo, 1986. Pola skończyła szkołę i nie bardzo wie, co ze sobą zrobić, chwilowo pomaga w prowadzonym przez matkę pensjonacie, nic prestiżowego, recepcja, odbieranie telefonów. Po sezonie nuda, prawie nie ma gości, dlatego Pola ma dużo czasu na myślenie. A ma o czym myśleć, bo jakiś czas temu znaleziono zwłoki jej koleżanki ze szkoły, Reginy. Kiedyś były przyjaciółkami, a potem już niekoniecznie, ale śmierć Reginy, małomiasteczkowej gwiazdy, nią wstrząsnęła. Nie do końca wierzy, że zamordował ją aresztowany właśnie Andrzej, który twierdzi, że był jej chłopakiem i go zostawiła. Takiego samego zdania są też milicjanci, tym bardziej, że dwa miesiące po zbrodni zgłasza się niejaki Kowalski, z zawodu menel, ale zaskakująco elokwentny i z zaplombowanymi zębami i twierdzi, że Regina była jego ostatnią ofiarą, a zabija regularnie od 7 lat.

Niesamowicie wciągająca, intrygująca historia, która tak naprawdę nie jest o morderstwie, tylko o samotności, nieprzystosowaniu i dawaniu drugiej szansy. Oczywiście, motyw zamordowania Reginy brzmi jak nawiązanie do “Twin Peaks”, a mroczny, listopadowy klimat małego miasteczka po sezonie podnosi atmosferę nierealności. A finał jest jak najbardziej rzeczywisty i ma fabularnie sens.

Inne tej autorki.

#75

Napisane przez Zuzanka w dniu środa czerwiec 17, 2026

Link bezpośredni - Tag: 2026 - 0 komentarzy - Skomentuj


Anna Kańtoch - Łaska

Październik 1955. Grzybiarz znajduje w lesie zaginioną 6-letnią Marysię, brudną, ale w zaskakująco dobrej formie fizycznej jak na tydzień w zimnym juz lesie. Psychika jednak nie jest w porządku, dziewczynka nie pamięta nic, a o tym, że mogła doświadczyć traumy, wiele mówi krew pokrywająca jej ubranie i włosy. Mija 30 lat. Dorosła już Maria jest nauczycielką, wróciła po studiach do rodzinnej miejscowości, żeby zaopiekować się umierającą, coraz mniej obecną ciotką. Wtem jeden z jej uczniów, Wojtek, 14-latek z deficytami, którego się przepycha z klasy do klasy, bo nawet jakby się zostawiło na drugi rok, to i tak nie ma sensu, zostaje znaleziony martwy. Milicja ocenia to jako samobójstwo, ale Maria przypomina sobie dziwną scenę sprzed kilku dni, kiedy zamiast sprawdzianu Wojtek oddał rysunek, który prawdopodobnie ilustrował scenę morderstwa. Maria zaczyna miewać przebłyski wspomnień sprzed lat, które wiążą się jakoś z obecnymi wydarzeniami. Milicja nie jest zbyt chętna, żeby wysłuchiwać teorii jakiejś nauczycielki, ale kiedy giną kolejne dzieci, narysowane przez Wojtka, jednak skłaniają się do teorii, że obie sprawy coś może łączyć.

Jak to się pysznie czyta. Depresja, czy raczej SAD Marii brzmi jak moje coroczne potyczki z brakiem światła i sensu życia zimą. Małe miasteczko skrywa wiele tajemnic, a śledztwo - czasem również z zastosowaniem środków pomagających pamięć, bo jak milicja pyta, to się odpowiada - wyciąga na jaw różne niekoniecznie dobre historie. Zgadłam osobę mordercy dość wcześnie, co nie przeszkadzało mi się zastanawiać prawie do samego końca, czy jednak się nie mylę.

Inne tej autorki.

#74

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek czerwiec 11, 2026

Link bezpośredni - Tag: 2026 - 0 komentarzy - Skomentuj