Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Tag: beletrystyka

John Steinbeck - Podróże z Charleyem

Steinbeck zabiera psa, pudla o imieniu Charley i kampera, zwanego Rosynantem i w takim składzie wyrusza na wyprawę po Ameryce. Po napisaniu wielu książek, w latach 60. stwierdził, że zbytnio odsunął się od tych, których opisuje. Zaczął zastanawiać się, czy rzeczywiście zna kraj, o którym pisał. Podróż miała mu dać odpowiedź na to pytanie. Ton gawędy się zmienia - od kpiarskiego i lekkiego na Północy do minorowego i pełnego wstydu na Południu, gdzie w dalszym ciągu trwa segregacja rasowa. Nie jest to przewodnik, raczej metaopowieść o podróżowaniu jako takim, samotności, balansie między potrzebą kontaktu a unikaniem go, spotykaniu ludzi, z którymi rozmowa sprawia przyjemność i takich, od których trzeba uciec.

Wynotowałam sobie dwie bliskie mojej naturze podróżniczej obserwacje:

Kiedy byłem bardzo młody i czułem uporczywe pragnienie znalezienia się gdzie indziej, ludzie dojrzali zapewniali mnie, że dojrzałość uleczy te zachcianki. Kiedy zaś lata określiły mnie jako dojrzałego, przepisanym lekarstwem miał być wiek średni. W średnim wieku zapewniano mnie, że starszy wiek uśmierzy moją gorączkę, a teraz, kiedy mam lat pięćdziesiąt osiem, może załatwi to zgrzybiałość. Nic nie poskutkowało.


Myślę, iż w długofalowym planowaniu podróży jest utajone przeświadczenie, że do niej nie dojdzie. W miarę jak zbliżał się ów dzień, ciepłe łóżko i wygodny dom stawały się coraz bardziej pożądane, a moja droga żona nieskończenie cenna. Wyrzekanie się tego na trzy miesiące dla okropności niewygód i niewiadomego wydawało się szaleństwem. Nie miałem ochoty jechać.

Zaskoczyło mnie przede wszystkim to, że wbrew przekonaniu nie czytałam nigdy wcześniej tej książki. Smuteczek, bo przez to omijałam ją przed długie lata z przekonaniem, że przecież już znam. Mam nadzieję, że to jednostkowy przypadek, a nie postępująca powoli amnezja.

Inne tego autora.

#21

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek kwiecień 1, 2016

Link bezpośredni - Tag: beletrystyka - 0 komentarzy - Skomentuj


Maciej Płaza - Skoruń

Wieś pod Sandomierzem, lata 80. (i później). Skoruń - urwis, ladaco i nic dobrego, bezimienny mały chłopiec dorasta wśród sadów i z pozoru leniwej Wisły między religijną matką i skomplikowanym, trudnym w kontakcie ojcem. 7 opowiadań, zazębiajacych się w kolejne ogniwa łańcucha pór roku - zbiór jabłek, spotkanie z handlarzem wodą sodową w miasteczku, budzenie się dojrzałości płciowej, dygresyjna historia powodzi sprzed lat, która zaznaczyła życie ojca, matka użądlona przez pszczołę, śmierć starej sąsiadki; wszystko to splata się w niezbyt łatwe dojrzewanie. Co mnie zachwyciło przede wszystkim, to język. Mocne, gęste znaczeniowo zdania, niespotykane zbyt często słowa; widziałam kolory, czułam zapachy, a na języku smak potu. Jednocześnie nie jest to rzecz do szybkiego czytania, rozkładałam sobie lekturę na kilka miesięcy.

Doskonale się czyta książki napisane przez znajomych (ludzie, ilu ja mam pięknie piszących znajomych, nieustająco mnie to zachwyca), ale niesamowicie trudno się je opisuje. Z wrodzonego lenistwa dodam link do wnikliwej recenzji.

Maciek, czekam na następną.

Inne tego autora:

#19

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela marzec 20, 2016

Link bezpośredni - Tag: beletrystyka - 0 komentarzy - Skomentuj


Evzen Bocek - Arystokratka w ukropie

Więc z przykrością muszę stwierdzić, że jak pierwszy tom miał dużo ożywczego humoru, językowego i sytuacyjnego, tak tutaj w zasadzie nie ma nic. Pamiętnik Marii przeplata się z listami do Maxa Launa, który mieszka dwa zamki dalej (a w zasadzie to w leśniczówce, bo w zamku się pozostali krewni biją) i w obu arystokratka opisuje to, co w zamku dzień po dniu się dzieje. Ślub fanów Vondrackovej, Józef ukrywający się w kazamatach przed turystami, pan Spock (ogrodnik) nadużywający prozaku, ojciec skrzętnie liczący pieniądze i narzekający na to, że pracownicy chcą wynagrodzenia i matka, w dalszym ciągu nie mówiąca po czesku, za to chętna na spotkanie z księżną Dianą (która już od lat nie żyje, ale w Kostce mamy rok 1996). Wszystko jest zabawne, ale w sposób tak przewidywalny, że nie zaskakuje. Oczywiście ten rom kończy się równie nagle, co - mimo braku zachwytu lekturą - odnotowałam z pewnym smutkiem.

Inne tego autora.

#16

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela marzec 6, 2016

Link bezpośredni - Tag: beletrystyka - 0 komentarzy - Skomentuj


Tove Jansson - Wiadomość

Wspominałam, że nie czuję opowiadań i każdy tom to dla mnie rozczarowanie? Otóż tutaj zupełnie nie. Nie wiem, jak to Jansson robi, ale każde, nawet kilkustronicowe opowiadanie, jest całością. Zwykle melancholijną, opowiedzianą z perspektywy nieco poza bohaterami historią o rzeczach zwykłych. Emerytowana pisarka, sama na wysepce, usiłuje tak nawiązać kontakt z wiewiórką, żeby jej nie oswoić. Malarka po latach wraca do swojej pracowni, w której mieszka jej dawna znajoma, żyjąca w przerażający sposób w dalszym ciągu jej życiem. Kilkunastolatka opływa szkier kajakiem. Tove pisze listy do swojej przyjaciółki Evy (pochodzenia żydowskiego), która w obawie przed hitlerowcami wyemigrowała do Ameryki. Matka z córką spędzają lato na Lazurowym Wybrzeżu w willi zajmowanej przez ekscentrycznego Anglika, którego nie ma. Każde jest o czymś innym, ale jakoś się ze sobą łączą.

Inne tej autorki tutaj.

#13

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek luty 16, 2016

Link bezpośredni - Tag: beletrystyka - 1 komentarz - Skomentuj


Weronika Murek - Uprawa roślin południowych metodą Miczurina

Dwie dyskwalifikujące cechy - opowiadania oraz realizm magiczny. Przemęczyłam, znęcona zachętami, że nowatorskie, świetna proza, język. Owszem, język jest bogaty, świetnie opisane dźwięki, sceny, dialogi boleśnie realne, ale całość zdecydowanie nie dla mnie. Dziewczyna, która zmarła, ale dowiaduje się o tym ostatnia , Matka Boska dziergająca skarpetki dla Jezusa przed telewizorem, pogrzeb generała Sikorskiego na straganach i inne, które już zapomniałam, bo mam tak z opowiadaniami, że zapominam.

#11

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek luty 4, 2016

Link bezpośredni - Tag: beletrystyka - 3 komentarze - Skomentuj


Małgorzata Halber - Najgorszy człowiek na świecie

Zostając w temacie uzależnień, alkoholizm naprawdę niewiele różni się od zakupoholizmu. I tu, i tu chodzi o szybką gratyfikację, której w pewnym momencie zaczyna coraz częściej brakować, a dodatkowo wcale nie jest społecznie niemile widziana. Co, ze mną się nie napijesz? To tylko jedno piwo? Jak to tak, tańczyć i nie pić drinków? Przecież wszyscy czasem piją, a jeden joint nikomu nie zaszkodził. Nie podejmuję się oceniać, ile w "Najgorszym człowieku..." jest autobiografii, ile rzetelnego dziennikarskiego researchu, ale to bardzo mocna, smutna i - patrząc na pointę - dość beznadziejna książka o tym, że walka z uzależnieniem (jeśli się ją w ogóle podejmie) to cel na resztę życia.

Krystyna ma 30 lat, lekką i dobrze płatną pracę w telewizji, fajnego chłopaka i lubi poimprezować. Wypić, zapalić, czasem się przewróci i złamie nos, bywa, przygoda, będzie co opowiadać. Tyle że nie, bo kilkanaście lat budzenia się ze wstydem uświadamia jej, że niczym nie różni się od zasikanego żula, który pije swoje śniadanie w bramie. Rozgląda się i nie widzi drogi do trzeźwości oraz w zasadzie sama nie wie, po co jej ta trzeźwość, skoro fajnie się jest napić i wtedy nie boli w srodku. Kilku terapeutów, terapia zinstytucjonalizowana, spotkania ze współuzależnionymi, AA, 12 kroków, wreszcie MONAR - okazuje się, że nawet jak się chce, to nie jest to proste i samemu ciężko jest z nałogu wyjść. Nie ma ekskluzywnej kliniki Betty Ford dla celebrytów, droga dla wszystkich - kierowcy ciężarówki, gospodyni domowej i patologicznej matki, której dzieci lądują w systemie - jest taka sama. I niekoniecznie prowadzi do spokoju.

Biorę poprawkę, że to książka (auto)terapeutyczna, szczera, niełatwa, celowo nieprzyjemna. Nie traktuję jej jako powieści (nawet z morałem).

Inne tej autorki:

#9

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela styczeń 31, 2016

Link bezpośredni - Tag: beletrystyka - 1 komentarz - Skomentuj


Evzen Bocek - Ostatnia arystokratka

Zacznę od tego, że miałam cierpliwie poczekać, aż wyjdzie kontynuacja (a ma wyjść w styczniu tego roku), bo niczego tak nie lubię, jak doczytać książkę do połowy, po czym czekać, co dalej. Ale jak wiadomo, silna wola robi ze mną, co zechce, więc nie poczekałam i nie żałuję.

Niespełna 20-letnia Mary Kostka dowiaduje się nagle, że jej rodzina to ostatni właściciele zamku gdzieś na czeskiej prowincji; nie wahają się długo, rzucają całe dotychczasowe życie (kota o dźwięcznym imieniu Caryca porzucić im się nie udało, mimo próby i utraty 300 dolarów) i z pomocą uczynnego czeskiego prawnika przejmują zamek. I pewnie sytuacja wyglądałaby inaczej, gdyby byli bogatymi Amerykanami, ale nie są. Zamek jest - nic niespodziewanego - mocno zaniedbany, pełen przeciągów i uszkodzeń, wymagający grubych nakładów na inwestycje oraz na pensje dla służby. Wspomaga ich adwokat, ale i tak nie da się utrzymać zamku bez udostępnienia go do zwiedzania. Nie pomaga to, że wszyscy mają amerykańskie przyzwyczajenia (zwłaszcza matka), niespecjalnie znają i chcą się uczyć czeskiego (również matka), popijają (matka i ojciec) oraz kolekcjonują fakty z historii rodu, które wyjaśniają, czemu nie odziedziczyli pieniędzy (ojciec).

Książka jest prześmieszna[1] i piszę to z pełnym przekonaniem, a nie że tak napisali na okładce - z gatunku takich, że cytuje się domownikom fragmenty, zarykując się ze śmiechu. Bardzo pomaga, że beznamiętną i nie zaangażowaną narratorką jest Maria (dawniej Mary), której dwie imienniczki nie dożyły 20. urodzin - jedna została pochowana żywcem w krypcie, druga eksplodowała podczas eksperymentu. Znając potencjalną przyszłość, Maria nie przejmuje się specjalnie tym, że wypchany kucyk w sypialni śmierdzi i toczy go robactwo, a w apartamencie Himmlera w łazience są kafelki ze swastykami czy że w zamku obok inna rodzina toczy otwartą wojnę o dziedzictwo.

[1] Kilka akapitów poświęconych jest nabijaniu się z edukacji waldorfskiej, temat bardzo na czasie, łezka mi spłynęła po licu.

Inne tego autora:

#6

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek styczeń 26, 2016

Link bezpośredni - Tag: beletrystyka - 11 komentarzy - Skomentuj


Dodie Smith - Zdobywam zamek

Z wrodzonego lenistwa posłużę się recenzją dees. Wiele nastolatek marzy, żeby mieszkać w zamku, bo to romantycznie, stylowo i na pewno któregoś dnia na horyzoncie pojawi się rycerz na białym koniu. Cassandrze się udało - od lat mieszka w resztkach przebudowanego, gotyckiego zamku na angielskiej wsi wraz z ojcem, macochą i dwójką rodzeństwa. Ojciec, niegdyś autor znanej i cenionej książki, od lat nic nie napisał, rodzina nie ma więc żadnych dochodów i żyją z tego, co dobrzy ludzie dadzą. Trójka dzieci - dorosła już Rose, 17-letnia Cassandra i chyba 14-letni Thomas snują się po pełnym przeciągów, niemożliwym do ogrzania i nieustająco przeciekającym zamku, pożyczają sobie ogarki świec po zmroku i wegetują z dnia na dzień. Ekscentryczna macocha, modelka Topaz, głównie martwi się tym, że nie ma z czego zrobić obiadu oraz że dziewczętom drą się ostatnie sukienki. Któregoś dnia podczas zabawy najstarsza zaklina rzeźbę pod kuchennym sufitem (rzucającą diabelski cień), żeby ich życie się odmieniło. I wtem do drzwi pukają dwaj młodzieńcy prosto ze Stanów, spadkobiercy okolicznego majątku oraz faktyczni właściciele dzierżawionego zamku. Starsza, Rose, decyduje, że bez względu na wszystko, musi się wyrwać z biedy nawet kosztem związku bez miłości.

To wszystko opisuje Cassandra w pamiętniku, najpierw pełnym dziecięcej naiwności, potem, gdy zaczyna rozumieć mechanizmy rządzące światem uczuć - już bez złudzeń, samokrytycznie i analitycznie. Ale tak naprawdę warstwa emocjalna jest tu mniej ważna - fantastycznie bogaty jest opis angielskiej wsi, czuć zapach, wilgoć mgły, kolory i faktury. Owszem, książka raczej dla nastolatek, ale na zimne jesienne wieczory - pyszna.

#96

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela listopad 29, 2015

Link bezpośredni - Tag: beletrystyka - 0 komentarzy - Skomentuj


Zadie Smith - Londyn NW

Etnicznie zróżnicowane środowisko północno-zachodniego Londynu. Ciemnoskóra Keisha, która każe się nazywać Nathalie, wyszła z biedy, została wziętą prawniczką, poślubiła bogatego ciemnoskórego Włocha, urodziła dwójkę pięknych dzieci; piękny apartament, w którym można przyjmować gości. Rudowłosa i białoskóra Leah, jej przyjaciółka ze szkoły, nie zrobiła kariery, ale ma pięknego, czarnoskórego męża Michela, któremu mogłaby urodzić równie piękne dzieci, ale ich nie rodzi. Felix ma ambitną dziewczynę, która pomaga mu w uporządkowaniu swojego życia, wyrwaniu się z kręgu wiecznie palącego marihuanę ojca i destrukcyjnej kochanki. Nathan, niegdyś najbardziej pożądany chłopak w szkole, piłkarz, teraz diluje na ulicy i ludzie unikają jego wzroku. Oni i kilka innych osób, chodzących kiedyś do tej samej szkoły, kręcą się wokół siebie, czasem ich orbity się przecinają, nawet jeśli o tym nie wiedzą. Tyle że w przeciwieństwie do "Białych zębów" nie ma spektakularnego końca, nitki wątków zostają luźne.

Podobałoby mi się znacznie bardziej, jakby Smith nie poszła w "Masłoską". Bardzo męcząca, zmieniająca się z rozdziału na rozdział narracja. Nieopisane dialogi między bohaterami, czasem zapis czatu; nie łapię wyższości takich zabiegów nad tradycyjną narracją. Pewnie książka zyskuje po drugim czytaniu, bo znajomość skrywanych historii poszczególnych bohaterów nieco odwraca pierwotną wymowę scen, ale niespecjalnie mi się chce do niej wracać.

Inne tej autorki.

#90

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek listopad 2, 2015

Link bezpośredni - Tag: beletrystyka - 5 komentarzy - Skomentuj


John Steinbeck - Myszy i ludzie

Kalifornia, lata 30. Dwóch robotników najemnych - silny, łagodny acz upośledzony umysłowo Lenny oraz znerwicowany George, opiekujący się Lennym - trafia na farmę do pracy. Mają marzenie - zebrać pieniądze na zakup małego gospodarstwa i już zawsze być "na swoim". Lenny ciągle prosi o pozwolenie opiekowania się królikami, bo mimo gabarytów uwielbia małe puchate zwierzątka. Niestety, gabaryty sprawiają, że niechcący krzywdzi - zadusza mysz, szczeniaczka, a z poprzedniej (a i pewnie wcześniejszych) farm musieli uciekać szybko, bo Lenny chciał głaskać ładną dziewczynę (a ona niekoniecznie). Na tej farmie od początku wiadomo, że może być sytuacja wymagająca kolejnej ucieczki - chorobliwie zazdrosny o młodą żonę syn właściciela, rwący się do bitki, nudząca się żona z przypadku, z którą nikt nie rozmawia i znudzeni robotnicy, z chęcią żartujący z opóźnionego Lenny'ego.

Steinbeck używa bardzo prostych zdań, prostych słów, a mimo to doskonale buduje napięcie. Krótka, prosta historia, mimo spodziewanego finału i tak zostawiła mnie z poczuciem krzywdy.

Inne tego autora.

#70

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela lipiec 26, 2015

Link bezpośredni - Tag: beletrystyka - 0 komentarzy - Skomentuj