Tag:
hiszpania
[22.04.2025]
Nastolatka niespecjalnie życzyła sobie chodzić, ale zdecydowanie życzyła sobie popływać. Stąd łódka. W teorii jeszcze nie zaczął się sezon, ale praktyka pokazała, że wystarczy pojechać do Puerto Deportivo w Fuengiroli i już w drugim punkcie były miejsca i to na za chwilę. Mała łódź, 12 osób, trzy inne rodziny, w tym jedna bardzo zdeterminowana dama, która chciała popływać na pełnym morzu. Ok, 16 stopni, pozdrawiam serdecznie. Dama okazała się być Finką, rzeczywiście się zanurzyła, zebrała brawa, wszyscy zadowoleni. Wiał wiatr, słonko świeciło, rose i oliwki, tak można żyć w kwietniowy wtorek, mimo że delfiny nie dopisały. Po powrocie oczywiście musiałam zjeść w przybrzeżnej restauracji o dźwięcznej nazwie Wilda Schnitzelhaus, nie było opcji, żeby nie; czy nastolatka wolała KFC? Być może. W drodze do pobliskiej Benalmádeny, o czym za chwilę, urocze rondka - z autkiem albo, bez zdjęcia, ze słoniami (poszukajcie Rotonda de los Elefantes). Szanuję. Same miasteczko ma typowy deptak wzdłuż plaży, zatrzęsienie knajpek oferujących full english breakfast cały dzień, sklepów z mydłem i powidłem, w tym ulubiony nastolatkowy Ale-Hop i okazjonalnie karaoke.










Adresy:
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela maj 4, 2025
Link bezpośredni -
Tag:
hiszpania
- 2 komentarze
- Skomentuj
[20.04.2025]
W Granadzie zapragnęłam obejrzeć wielkanocną procesję, ale się nieco spóźniłam i zobaczyłam już tylko, jak sprzątają ulice. Sądząc po wysiłku w czyszczeniu, Działo Się. Przez to też pobłądziliśmy w drodze na parking, bo kazało objeżdżać opłotkami, skoro główne ulice zamknięte, bo procesja. Plan miałam minimalny - punkty widokowe, katedra oraz jedzenie. Udało się dwa punkty z trzech, no, dwa i pół - na San Miguel Alto, gdzie rzut z góry na Alhambrę, da się wjechać samochodem na bogato, a na Mirador de la Churra da się wejść schodkami wprost z obiadu, ale w przypadku Mirador de San Nicolás okazało się, że wjeżdża się na górę wąskimi uliczkami przez gęstą zabudowę, nie ma parkingu, a potem się zjeżdża. Więc widoki podziwiałam z okna, na następny raz muszę wymyślić, jak się na samą górę dostać; wiem, można wejść, ale musiałybyście usłyszeć, jak rodzina wyrzekała na chodzenie pod górkę. Katedra też wymaga powtórki, bo weszłam tylko do bocznej kaplicy, gdzie nielicho dawało kadzidłem, do katedry właściwej była spora kolejka, a naród się domagał jedzenia. Granada nieustająco piękna, nawet przy załamaniu pogody - deszcz, grad i 10-13 stopni.
















Adresy:
- Parking Victoria - C. San Antón, 1 (jest znak zakazu wjazdu i drobnym maczkiem, że oprócz tych, co na parking)
- Bab mansour - kuchnia marokańska, C. Elvira, 11, Albaicín, Granada
- Mirador de San Miguel Alto - Cam. del Sacromonte
- Mirador de San Nicolás - Plaza Mirador de San Nicolás 2
- Mirador de la Churra - C. Almanzora Alta 32
- Katedra w Grenadzie - Pl. de las Pasiegas
- Chök Pastelería - C. Mesones 10
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek maj 1, 2025
Link bezpośredni -
Tag:
hiszpania
- 1 komentarz
- Skomentuj
[19.04.2025]
W ubiegłym roku do Nerji wjechałam tylko na obiad, zerknęłam w stronę tarasu widokowego, zwanego Balkonem Europy i tyle; w tym roku chciałam więcej. Ale zanim zeszłam stromymi schodkami na plażę w urokliwej zatoczce, utknęliśmy w wąziutkich, jednokierunkowych uliczkach w drodze na parking, na który policja nie wpuszczała, bo na ten sam pomysł wpadli wszyscy mieszkańcy okolicy, jakby w przedświąteczną sobotę nie mieli co innego robić. Pro tip: można zaparkować dosłownie 750 metrów dalej na parkingu w Carrefourze (C. Antonio Ferrandis Chanquete, darmo przez dwie godziny) i się przespacerować zamiast się stresować w korku. Plaża jest prześliczna - w zasadzie to kilka odrębnych plaż po obu stronach tarasu, w sezonie zapchane pewnie po wręby, ale pewnie jakieś miejsce w zatoczce można sobie znaleźć. Nieco kamienista, ale widoki na turkus pierwsza klasa, woda w kwietniu jeszcze w temperaturze bałtyckiej.
Motril, Nerja za chwilę.










Adresy: Mum Nerja - kuchnia indyjska, C. Pintada 3, Nerja.
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela kwiecień 27, 2025
Link bezpośredni -
Tag:
hiszpania
- 1 komentarz
- Skomentuj
[1.07.2024]
O Alhambrze marzyłam od lat, nasiąknięta zdjęciami i legendami, zapewne nie bez związku z Mickiewiczem i Zwierzem Alpuhary (bo to zaraz obok). I doznałam pewnego rozczarowania, bo jakkolwiek to bardzo przyjemny zespół pałacowo-parkowy, tak całość jest stosunkowo nieduża, a wnętrza eksponują jedynie architekturę, czytaj: są puste. I nie zrozumcie mnie źle - to jest naprawdę ładny, zadbany (chociaż z okazjonalnymi remontami) kawałek historii, bo najpierw Maurowie, potem katoliccy królowie, którzy niekoniecznie się przysłużyli temu, co zastali, wreszcie XIX i XX-wieczna restauracja. Przy zakupie biletów na okienko godzinowe należy się umówić do Palacios Nazaries, resztę można sobie oglądać dowolnie, a i to okienko nie jest jakoś bardzo przestrzegane. Architektura pałaców z XIII wieku jest niesamowita, zwłaszcza w zestawieniu z tym, co w katolickiej Europie zostało z tego samego okresu i nie jest to dla katolickiej Europy pochlebne; dość powiedzieć, że kopie kafli znalazłam w Lizbonie, a w Poznaniu odwiedzam Fuente de los Leones. Ominęłam wieżę w IX-wiecznej fortecy Alcazába, ograniczając się do spaceru po murach, bo jednak było lekutko za ciepło na wspinanie się po schodach. W ogrodach Generalife potykałam się o kolejne sesje zdjęciowe w każdym prześwicie, przy każdej fontannie, w każdej arkadzie, nie dziwię się, pięknie jest, ale nie zazdroszczę modelkom odzianym w stylowe i ciężkie stroje. Dla podreperowania sił spożyłam pyszną tartę czekoladowo-pomarańczową i kawę w klimatycznej hotelowej restauracji (WC darmo).
W Granadzie zrobiłam sobie krótki spacer po etnicznej dzielnicy Albaicín, zlokalizowanej tuż przy Alhambrze i zjadłam jeden z lepszych obiadów w marokańskiej restauracji. Potem zabrałam rodzinę na lody opodal, ale to już było za dużo, chociaż lody pyszne.
Adresy:
- Alhambra - C. Real de la Alhambra, Granada
- Bab mansour - kuchnia marokańska, C. Elvira, 11, Albaicín, Granada
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota sierpień 31, 2024
Link bezpośredni -
Tag:
hiszpania
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[2.07.2024]
W Hiszpanii latem jest nyeco gorąco, więc wpadłam na pomysł, żeby zejść pod ziemię, do jaskiń w Nerja (Nersze?). I jakkolwiek plan miał sens, a jaskinie obiecywały sporo - największy na świecie stalagmit i ogromne podziemne pieczary z naskalnymi malunkami sprzed tysięcy lat, tak w rzeczywistości… W jaskiniach wcale nie było chłodniej, a na pewno bardziej wilgotno, szczęśliwie nie wzięliśmy z auta ciepłej odzieży. Wnętrza były piękne i majestatyczne, ale - co zabawne - wchodziło się do nich jak do piwnicy, schodami z budynku z mini muzeum, a w środku schody, chodniki, barierki, lampy i strzałki, nie da się zgubić ani zajrzeć za załom. Łatwe do zwiedzania, ale oczekiwanego elementu przygody nie ma. Można ściągnąć sobie appkę po polsku z opisem poszczególnych elementów ekspozycji. Darmowy parking, restauracja z widokiem na morze, a tuż obok maleńki ogród botaniczny.
Z jaskiń pojechałam do Frigiliany, zwanej najbardziej instagramowym pueblo blanco Andaluzji. Na terenie dawnej mauretańskiej osady przez wieki powstała Barrio Morisco, labirynt wąskich uliczek między białymi budynkami z kolorowymi drzwiami i okiennicami. Dużo schodów, w górę i w dół, w pełnym upale bywa dość wyczerpująco, na szczęście zdarzają się wodopoje. To miejsce raczej do oglądania niż do mieszkania w, ale są i tacy, którzy ciągną walizki po drobnych kamyczkach.
Wreszcie sama Nerja - miasteczko typowo turystyczne, pełne sklepów i restauracji, z przepięknym deptakiem przy wybrzeżu, punktem widokowym Balcon de Europa, z którego widać malowniczą plażę Calahonda.
Adresy:
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa sierpień 21, 2024
Link bezpośredni -
Tag:
hiszpania
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[29.06.2024]
Z powodu nieprzyjaźnie ustawionych lotów musiałam do Malagi zrobić osobny wypad z Haza del Trigo, ale niczego nie żałuję. Autostrada całą drogę, a miasto daje przewiew i przyjemny cień. Kawa, muzeum Picassa, Santa Iglesia Catedral Basílica de la Encarnación, niestety nie było zwiedzania dachu, bo zamknięte z powodu remontu (tu wstaw rodzinę zacierającą ręce, że nie muszą się wspinać), przyjemny obiad. Jak na jeden dzień, całkiem nieźle, ale planuję wrócić chociażby po to, żeby wejść do Alcazaby czy innych muzeów, nie wspominając o dachu katedry.
Adresy:
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek sierpień 9, 2024
Link bezpośredni -
Tag:
hiszpania
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Nie lubię się opalać, aczkolwiek lubię już być opalona. Ale leżenie na plaży plackiem, w pełnym słońcu - zdecydowanie nie. Tyle że lubię wodę, zwłaszcza błękitną i przezroczystą i lubię plaże, zwłaszcza takie z muszelkami. Więc krem z filtrem, chusta na ramiona i plaże Andaluzji.
Piątek, 28 czerwca. Najpiękniejsza Playa de La Rijana - parking po prawej stronie drogi, trzeba przejść kamienistą, na oko nierokującą drogą pod wiaduktem na drugą stronę (ignorując wielki napis “Entrada”) i jak w filmie, na wylocie tunelu pojawia się rajska wyspa. Drobne kamyczki, trochę oglonionych kamieni w wodzie, ale przejrzysta woda i widoki za miliony. Płatne parasole i leżaki, bar z napojami. Bez tłumów.
Niedziela, 30 czerwca. Playa de Carchuna, proste wybrzeże za dzielnicą przemysłową, bez falochronu, mocne fale, dużo ostrych kamieni, maleńkich i wielkich. Nastolatka zachwycona, ja nie, eloy sobie zdarł skórę ze stopy. Żadnej infrastruktury, woda przyjemna.
Sobota / poniedziałek 1 lipca. Restauracja Lancemar, pośrodku niczego, ale z plażą i widokiem.
Wtorek, 3 lipca. Przy miasteczku Castel de Ferro, gdzie zwykle docieraliśmy na lancz, jest piękna playa del Sotillo, najdrobniejsze kamyczki, brak dużych kamieni, woda przejrzysta jak kryształ, małe rybki. Są parasole, uczciwie chciałam zapłacić, ale nikt się przez 3 godziny nie pojawił. Z Mirador Castell de Ferro przepiękny widok na miasteczko. Z restauracji El Paraíso widoki na morze i kamulce.
Adresy:
- Restaurante La Brisa - Pl. España 7, Castell de Ferro, restauracja hiszpańska
- Restaurante Lancemar - Antigua, N-340, Rubite, restauracja hiszpańska, widok + plaża
- Restaurante ''El Paraíso' - C. Gran Vía 12, Castillo de Baños, restauracja hiszpańska, widok i sałatka[1]
- Cafetería Caferini - Calle Catalanes Nº1, Castell de Ferro, kawiarnia z kanapkami i słodkim
[1] O co chodzi z sałatką? Słowem wstępu, nastolatka ma silną wybiórczość pokarmową, a dodatkowo nienawidzi, jak się jedzenie dotyka na talerzu. Ziemniaczki osobno, kotlecik osobno, broń bogini frytki polane keczupem. I wtem wjeżdża moja ensalada tropicana de la casa, gdzie na warstwie sałaty jest zwiórkowana marchewka i burak, tuńczyk, cebula, jajka na twardo, a do tego pół miski pysznych, dojrzałych owoców, z ananasem włącznie. Nie, pomidora nie ma, co to ja jestem, zwyrodnialcem? W każdym razie pycha, a nastolatka na ten widok odpaliła 20-minutowy rant o tym, że włożenie tego wszystkiego do jednej miski to prosta droga do wiecznego potępienia i kucharza powinno się smagać pokrzywami po gołych piętach. Dawno się tak dobrze nad miską sałatki nie bawiłam.
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa sierpień 7, 2024
Link bezpośredni -
Tag:
hiszpania
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[27.06 - 4.07.2024]
Droga, jaką dotarłam do wioski Haza del Trigo, jest co najmniej intrygująca. Kilka lat temu moja przyjaciółka objęła przyczółek w andaluzyjskiej wsi, bo jej zdaniem, które zdecydowanie podzielam, lepiej zimę spędzać w Hiszpanii niż w Polsce. Albo gdziekolwiek, gdzie nie jest przez cały czas jednocześnie szaro albo ciemno, mokro i zimno. Byłam faktem zaintrygowana, śledziłam z entuzjazmem, ale ze wględu na odległość - prawie 3k kilometrów z Poznania i braku sensownej możliwości lotu bezpośredniego - rzecz pozostawała raczej w strefie marzeń. Wtem okazało się, że można samolotem z Poznania do Malagi, więc potrzymajcie mi latte. Mimo zdecydowanie nieprzyjaznych godzin lotów - 6:00 tam (opóźniona na 7:00, czy mogłam wstać godzinę później? Być może) i 9:55 z powrotem (tu trzeba doliczyć dojazd na lotnisko, ogarnąć samochód z wypożyczalni, te sprawy, więc też pobudka o 5 rano, cała rodzina nie zachwycona) - było całkiem sprawnie, choć nie bez przygód. Dojazd wygodną autostradą, zakupy w Lidlu po drodze i wtem wjeżdżamy w dość egzotyczną okolicę, gdzie autostrada przechodzi płynnie raczej w szutrówki niż w asfalt. Wrażenie, kiedy trzeba zjechać wąziutką drogą o sporym nachyleniu czy analogicznie podjechać - bezcenne. Dojechaliśmy wreszcie do wsi ze wsparciem znajomego drugiego stopnia, zostawiliśmy samochód na parkingu nad wsią, z niejakim przerażeniem obserwując wąskie drogi, spadki i zakręty dalej. Po kilku dniach okrzepliśmy na tyle, że eloy zaryzykował podjechanie ostatniego dnia po walizki pod drzwi. Oględnie powiem, że nie była to najlepsza decyzja, zdecydowanie dyskontująca w kategorii Przypał Wakacji wszystkie inne typu zgubienie się w drodze z kolacji. I kierowca, i samochód wyszedł z tego bez strat, nie licząc moralnych, sława na całą wieś, mnóstwo rad udzielonych przez starszych lokalesów a jakże po hiszpańsku (albo w pokrewnym języku). Na zdjęciach widać drobne szczegóły wioski, placyk przy posesji, a także widok na Afrykę (z tarasu). Oraz lokalne koty (w porywach do 17, przy czym niekiedy ekipa się zmieniała), które nie brały zakładników w kwestii punktualności posiłków, a że nie znają się na zegarku, to głośne oczekiwania były wyrażane przy każdym wyjściu za drzwi. Poza tym cykady, owce, szczekające psy, drące się papugi i pawie, gorąco w dzień, sympatyczny przewiew nocą. Oraz rozmawiałam po hiszpańsku jak rasowa signora!
Tak, wioska jest pośrodku niczego, z udogodnień ma widoki i źródełko z wodą oraz sklep, do którego jednak wahałam się wejść, bo stanowił lokalne miejsce posiadówek, jeździliśmy do pobliskiej wioski na wybrzeżu do marketów Dia albo Suma oraz do restauracji, o czym niebawem. W kategorii miejsce do nic-nie-robienia - wysoka pozycja, nastolatka była zachwycona, jak już zjeżdżaliśmy z obowiązkowej części rozrywkowo-turystycznej. A ja wieczorami na tarasie czytałam książki i czekałam, aż o 21 włączą się zraszacze na tarasie.

















GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek sierpień 2, 2024
Link bezpośredni -
Tag:
hiszpania
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Bardzo lubię latać, a jeszcze bardziej siedzieć w samolocie przy oknie. Jednym z plusów fuchy w Pradze było to, że mogłam przefrunąć w 45 minut z lotniska Ławica na lotnisko im. Havla zamiast tłuc się godzinami autokarem, bo pociągu bezpośredniego z Poznania do Pragi nie ma, może będzie w grudniu). Nie mam uwag, Poznań z góry i Praga z góry w dwie strony - idealnie, a dodatkowo miałam okazję zobaczyć jedną z rzeźb Davida Černego na praskim lotnisku; więcej o twórczości tego artysty niebawem.






Z podróżą do Malagi, o czym również niebawem, może jeszcze w tym roku, patrząc na tempo obróbki zdjęć, było już zabawniej. W obie strony obejrzałam wschód słońca - z Poznania wylatywałam teoretycznie o 6 rano (ostatecznie wystartowaliśmy dobrze po 7:30), z Malagi niby o 9:55, ale że mieszkałam o 1,5 godziny od lotniska, to wstawałam o 5:00, a słońce wychodziło koło 7:00. Widoki przepiękne w locie do, nastolatka pozwoliła mi na siedzenie przy oknie na starcie, jakieś strzępiaste górki, b. zadowolona. W drodze powrotnej natomiast… okazało się, że pieczołowicie wybrane pod kątem “żeby skrzydło nie zasłaniało widoku” miejsce 11A owszem, nie ma widoku na skrzydło, ale oprócz tego nie ma żadnego innego, bo nie ma okna. Dziękuję, nie pozdrawiam. Jeśli wybieracie miejsca pod tym kątem, podobno 11F i ostatni rząd (33 lub 36, zależy od typu) miewa taką przypadłość.



GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela lipiec 14, 2024
Link bezpośredni -
Tag:
hiszpania
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Nie ukrywam, że zaplanowałam głównie odpoczynek. Leniwe Costa Teguise zdecydowanie temu sprzyjało (o czym w ostatnim odcinku), ale żeby się wyspa nie zmarnowała, wybieraliśmy opcje krótkoterminowe i niewyczerpujące. Odwiedzenie Mirador del Haría pozwala na przejechanie przez piękną dolinę Haría z miasteczkiem o takiejż nazwie, tu i ówdzie można się zatrzymać. Nie zdziwi Was zapewne to, że w miasteczku mieszkał Manrique; tu można zwiedzić drugi z jego domów-muzeów, podobno zawiera bardziej osobiste rzeczy niż siedziba fundacji w Tahiche (podobno, bo wycieczka była bardziej zainteresowana kawą i lodami). Za miasteczkiem Haría, na drodze LZ-10, teoretycznie można znaleźć punkt widokowy (darmowy, tym razem). Teoretycznie, bo w miejscu oznaczonym jako Mirador jest w 2019 tylko droga i rozbabrana budowa; szczęśliwie kilkaset metrów i dwa ostre zakręty dalej jest restauracja Los Helechos z parkingiem i widokiem na sielską Dolinę Haría (w gratisie podeszczowe chmurki). To był jedyny dzień, kiedy zmarzłam z gołymi nogami (bo deszcz i wysokość).
O tym, czemu Jardín de Cactus jest unikalny, można przeczytać w notce sprzed 5 lat. Wprawdzie miałam poczucie, że jak już raz widziałam, to nie chcę ponownie, ale oczywiście dało się to łatwo wyprostować, bo to przemiłe miejsce. Robiłam dwa podejścia - jednego dnia wtem okazało się, że po burzy padła infrastruktura, nie działały bankomaty i płatność kartą (nie wiem czemu gotówka jakoś się mnie nie trzyma, nawet na takie okazje), dopiero drugiego udało się przejść przez kasę. W środku budyneczki zaprojektowane przez tego Bobka, zwłaszcza urocze są wolnostojące toalety i oświetlenie w kawiarni. Można kupić kaktus, aloes[1] i zjeść hamburgera z kaktusem.
GALERIA ZDJĘĆ.
[1] Otóż jak wiadomo, Kanary aloesem stoją i wszędzie można kupić pudełka z grubą sadzonką. Problem w tym, że sadzonka okazuje się być zwyczajnie odciętą gałązką, która - pozostawiona na dłużej - zwyczajnie zwiędnie. Warto sprawdzać, czy sadzonka ma doniczkę i korzeń, a nie tylko kartonik.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek luty 28, 2019
Link bezpośredni -
Tag:
hiszpania
- 1 komentarz
- Skomentuj