Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Tag: komiks

Alison Bechdel - Sekret nadludzkiej siły

Mimo trochę zmyłkowego tytułu, tym razem rzecz jest o usiłowaniu dojścia do stanu oświecenia i jedności ze światem. Trochę, bo autorka właśnie przez wysiłek fizyczny była w stanie - do pewnego momentu - uzyskać jasność w głowie, poczucie celu i przynależności, separację od codziennych lęków i traum, które opisywała w poprzednich tomach: bycia osobą homoseksualną, samobójstwa ojca, trudnego procesu twórczego i skomplikowanych stosunków z matką. Na to nakłada się silne osadzenie w kulturze - spora część historii to nawiązania do romantyków (Yeats, Wordsworth, Fuller, Coleridge, Emerson) czy bitników (Kerouac), którzy w niespotykanym wtedy zamiłowaniu do aktywności fizycznej dla relaksu i zjednoczeniu z naturą chcieli poczuć więcej; ponownie, te elementy strasznie mi się dłużyły, tak wiem, autorka jest erudytką. Jest jeszcze warstwa społeczno-komercyjna, dotycząca pojawiających się powoli artykułów do uprawnia sportu, podręczników, miejsc, gdzie można robić to z innymi ludźmi albo sposobów, żeby tych ludzi unikać.

Inne tej autorki.

#52 (tu wstaw doroczny żarcik)

Napisane przez Zuzanka w dniu środa czerwiec 7, 2023

Link bezpośredni - Tag: komiks - 0 komentarzy - Skomentuj


Sandman

Z jednej strony mój stosunek do Gaimana jest, oględnie mówiąc, skomplikowany. Czytam, często z przyjemnością, bo umie chłopak pisać, jest niespodziewanie, eklektycznie, nikt tak nie umie w łączenie rzeczy, których wcześniej inni ze sobą nie łączyli. Jednocześnie po lekturze nie zostaje mi zwykle albo nic, albo takie smętne “meh”, żadnych emocji. Z drugiej strony równie skomplikowany stosunek mam do samego “Sandmana”: od lat wszystkie chyba wydane w Polsce tomy oczekują na półce, bo przeczytałam jeden czy dwa, potem - zmęczona oczekiwaniem na wydanie kolejnych - odłożyłam sprawę, jak wyszedł kolejny, zapomniałam, co czytałam, w efekcie nigdy nie przeczytałam w całości. Teraz, skoro serial, mam przynajmniej pretekst, żeby wreszcie kultowy komiks nadrobić, a żeby się nie przepracować, to wybrałam sobie opcję czytania w tempie oglądania, dla mnie i mojej coraz krótszej pamięci optymalną.

Najpierw komiks - dla porządku zanotuję, że przeczytałam 4 i ½ tomu - “Sen Sprawiedliwych”, “Nadzieję w piekle”, dwa tomy “Domu Lalki” i pół “Krainy snów”[1]. Wspomniałam, że kultowy? Więc niestety, jak to u Gaimana, wyszłam z lektury raczej z poczuciem, że o co ten cały hałas. To jest przyzwoita, ciekawa historia, należycie wielowątkowa, problem w tym, że… miałka. Zabawa mitami, element nadnaturalny zestawiony z ludzkim życiem, nikt się niczemu nie dziwi, niby te dwa światy są ze sobą połączone, ale nikt nie wnika, czemu coś się stało. Dodatkowo niektóre wątki w komiksie mocno się zestarzały, są niektóre dialogi, od których wiało krindżem. Możliwe, że zweryfikuję moją opinię po przeczytaniu kolejnych tomów, ale to trochę potrwa.

Dlatego nie ukrywam, że jestem zachwycona, jak kreatywnie serial podszedł do otrzymanego materiału. Wygładził krindż, dopisał fabułę tam, gdzie jej zabrakło, czasem zwyczajnie nieestetyczne rysunki zastąpił świetnymi aktorami. Niestety, najsłabsza jest postać głównego protagonisty - Króla Snu, Morfeusza - jeśli go nie ma, są emocje, wzrasta moje zainteresowanie tym, co się dzieje, kiedy wchodzi Morfeusz, zaczynam tracić zainteresowanie. I tak, za najlepszy epizod uznaję ostatni, składający się z przepięknie animowanego, przejmującego “Snu tysiąca kotów” i mrocznej “Kalliope”. Fabuła pierwszego sezonu to trzy powiązane ze sobą historie - przypadkowe uwięzienie Morfeusza przez ezoteryka Burgessa i w efekcie uśpienie na 70/100 lat grupy ludzi, w tym Unity Kincaid; poszukiwanie przez Króla Snu skradzionych mu artefaktów; wreszcie, próba przywrócenia świetności Królestwa i walka z Wirem Snów, a przy okazji przywrócenie do świata snu zbiegłych pod nieobecność władcy marzeń i koszmarów sennych.

PS Oczywiście nie przeszkadza mi, że postacie białe w komiksie grają czarni aktorzy czy że zamiast Johna Constantine’a jest Johanna, a Gwiazda Zaranna czy Lucienne grane są przez kobiety. Niestety, moja przyjaciółka H. zepsuła mnie bezpowrotnie, mówiąc, że rolę Pożądania (Desire) gra Agata Kornhauser-Duda i niestety to mi przysłaniało wszystko podczas oglądania, więc nie umiem docenić uroku tej osoby, której nie umiem prawidłowo zdeklinować (Mason Alexander Park).

[1] Czemu pół, zapytacie. Albowiem, zanim wyjdzie kolejny sezon, zapomnę, co przeczytałam i będę czytać ponownie, a trochę szkoda mi czasu.

#99

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota wrzesień 10, 2022

Link bezpośredni - Tag: komiks - 2 komentarze - Skomentuj


Alison Bechdel - Jesteś moją mamą?

Po rozrachunkowej książce z trudnym wspomnieniem po ojcu, niewyoutowanym homoseksualiście, który mógł zginąć śmiercią samobójczą, Bechdel pokazuje mozolną pracę nad próbą zdefiniowania swoich powiązań z matką. Wspomnienia z dzieciństwa przeplatają się z dziejącymi się równolegle z pisaniem książki wydarzeniami - psychoterapią, niekończącymi się rozmowami telefonicznymi z matką, jej reakcją (lub brakiem) na pokazywane jej komiksy o niej, wyimkami z literatury psychologicznej, które maniakalnie czytała Bechdel, wreszcie z życiem samej autorki, jej związkami, pracą i zazdrością o innych. Rzeczy dziejące się współcześnie, wiedza, jaką pozyskuje z książek i ze swoich spotkań z terapeutkami, na które często autorka przenosi swoje uczucia do matki, pozwalają powoli zrozumieć, czemu jej dzieciństwo i życie wyglądało tak, a nie inaczej. Część dotycząca snów i ich znaczenia czy analiz życiorysów i dzieł wiodących psychiatrów czy pisarzy (Woolf, Freud, Winnicott) jest dość kryptyczna dla mnie, nie że nudna, ale pomijalna, natomiast wiele z opisów kontaktów z matką - rozpaczliwe pragnienie przytulenia dziecka w środku dorosłego człowieka, potrzeba docenienia, zwłaszcza w kwestii twórczości czy nawet samo bezkrytyczne zainteresowanie tym, co córka robi - o, to uderzyło bardzo blisko czułego miejsca.

Inne tej autorki.

#76

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek czerwiec 30, 2022

Link bezpośredni - Tag: komiks - 0 komentarzy - Skomentuj


AJ Dungo - Fale

Przepięknie narysowany komiks o tym, co w życiu autora ważne - śmierci ukochanej dziewczyny i surfowaniu. Opowieść o Kristen, której złośliwy nowotwór przekreślił wszystkie plany, w tym radość z surfingu, malowana jest w tonacjach turkusu i niebieskiego. Historia hawajsko-kalifornijskiego surfingu z kolei to brąz i sepia. Mało tekstu, ale są momenty, że w gardle zatyka, mnóstwo pięknych rysunków, w zasadzie co drugi kadr, zwłaszcza te architektoniczne, mogłabym z przyjemnością powiesić na ścianie.

#41

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek marzec 28, 2022

Link bezpośredni - Tag: komiks - 0 komentarzy - Skomentuj


Watchmen

Na początku był komiks, osadzony w 1985 roku. To świat podobny do naszego, ale z małymi zmianami. Dalej świat żyje w cieniu wyścigu zbrojeń, ale USA trzyma Związek Radziecki w szachu dzięki doktorowi Manhattanowi, amerykańskiemu nadczłowiekowi. Ktoś morduje Komedianta, jednego z Gwardzistów, zamaskowanych bohaterów, którzy od lat 40. dbali o ład na świecie jako zbrojne ramię USA, jeszcze zanim ustawą Keene’a maski zostały zakazane. Ktoś próbuje zabić bogatego przedsiębiorcę Veidta, dawniej znanego jako superbohater Ozymandiasz, na szczęście zamach się nie udaje. Wreszcie media dyskredytują doktora Manhattana, zarzucając mu powodowanie raka u swoich dawnych współpracowników, przez co nadczłowiek ucieka przed ludzkością na Marsa. Rorschach, jedyny wciąż zamaskowany superbohater, wyjęty spod prawa, usiłuje zdobyć współpracę potomków dawnych Gwardzistów - córki Jedwabnej Zjawy i następcy Nocnego Puchacza, żeby odkryć, kto i czemu chce usunąć dawnych strażników porządku.

Komiks, jak to u Moore’a, jest bogaty w wycinki prasowe, kilka historii pobocznych, w tym komiks w komiksie (dzieciak przy budce z gazetami czyta dramatyczną historię o jedynym ocalałym rozbitku, który usiłuje wrócić do domu, żeby uratować swoich bliskich przed piratami); brutalny i smutny w swojej wymowie. O legendach, mniejszym złu (źle?!), traumie i o refleksji, czy można jeszcze zmienić coś w świecie na pięć minut przed zagładą.

Potem był film, w zasadzie klatka po klatce skopiowany z komiksu. Doskonale zrobiony, z idealnie dobranymi aktorami (Jeffrey Dean Morgan w trudnej roli Komedianta), byłby niezłym substytutem oryginalnego tekstu dla tych, co wolą film niż komiks, tyle że zakończenie filmu psuje wszystko: beltvanyavr Irvqg jlflłn an Abjl Wbex zbafgehnyaą bśzvbeavpę, flzhyhwąp ngnx xbfzvgój j pryh cbłąpmravn fvł zbpnefgj qb boebal cemrq avrormcvrpmrńfgjrz m mrjaągem, n avr jnyxą b cemrjntę; j svyzvr flzhyhwr mavfmpmravr obzo boh xenwój cemrm qbxgben Znaunggnan, xgóel mbfgnwr anpmryalz jebtvrz yhqmxbśpv. I nawet nie czepiam się logiki samego zakończenia w filmie, ale po co pieczołowicie odtwarzać komiks, żeby na końcu wprowadzić zmianę?

Współczesny serial wraca do tzw. originu, wprowadzając epizodycznie pojawiającą się w “Strażnikach” postać Zamaskowanego Sędziego, wywodząc jego losy od niewygodnej medialnie masakry w Tulsie w 1921 roku. Akcja właściwa zaczyna się w 2019, policja na mocy ustawy kolejnego senatora z rodu Keene’ów nosi maski, żeby ochronić swoją prywatność. Angela Abar, oficjalnie właścicielka nie otwartej jeszcze restauracji, jest policjantką incognito, używając stroju Siostry Noc. Kiedy ginie jej przyjaciel, szef policji, na miejscu zbrodni znajduje staruszka na wózku inwalidzkim, porozumiewającego się z nią aluzjami; sama nie wie czemu nie przekazuje tej informacji ani kolegom z policji, ani agentce specjalnej Laurie Black (bardzo dawno temu znanej jako Jedwabna Zjawa II). Wraca wątek katastrofy z finału komiksu, w wyniku której kilka milionów nowojorczyków zginęło, a wiele osób do dziś leczy traumy; czytelnicy komiksu wiedzą, kto i czemu ją spowodował, nie dziwi więc pojawiający się równolegle wątek Ozymandiasa i niejako powielający pomysł wątek imperium Trieu.

Tak jak komiks, to ponura historia o odpowiedzialności, walce o dominację i o tym, czy możliwość odczuwania każdego momentu swojego życia (dzień dobry, doktorze Manhattan) pozwoli na uratowanie świata po raz kolejny. I po raz kolejny pada pytanie, quis custodiet ipsos custodes. Serial jest świetnym i twórczym dopełnieniem komiksu, uwspółcześnionym tam, gdzie trzeba, dodatkowo zgrabnie rozgrywającym wątki rasizmu we współczesnych USA.

#126 (trzy całkiem obszerne tomy komiksu)

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela październik 11, 2020

Link bezpośredni - Tag: komiks - 2 komentarze - Skomentuj


End of the F*** World

James uważa, że jest psychopatą, bo nie czuje nic (skoro nawet nie czuł nic, kiedy włożył rękę we wrzący olej). Zabijał już zwierzęta, teraz chciałby zobaczyć, jak to jest zabić człowieka i czy wtedy coś poczuje. Na ofiarę wybiera Alyssę, która nie wiadomo czemu wydaje się być nim zainteresowana. Uciekają z domu, on od niewydolnego wychowawczo ojca (od lat w nieprzepracowanej żałobie, chociaż wkładającego wysiłek w kontakt z synem), ona od matki, która wyszła za palanta i córka jest nisko na jej liście priorytetów. W skradzionym samochodzie planują odwiedzić ojca Alyssy, ale najpierw zniszczenie samochodu, a potem włamanie i nocleg w przypadkowym domu psują ich plany. To, co się dzieje w serialu, jest mniej istotne od przemiany obojga (w drugim sezonie też trzeciej bohaterki) bohaterów. Skrzywdzeni nieszczęśliwym dzieciństwem, zirytowani wszechobecną obłudą, narażeni na groźny świat, na który nikt ich nie przygotował, uciekają, żeby ułożyć sobie świat na własnych warunkach. Można oczywiście kłócić się, czy wybierają do tego najlepszą metodę, ale w końcu kto miał im pokazać, na czym to wszystko polega?

Serial jest bardziej komediowy (chociaż to komedia w stylu braci Coen) niż komiks Charlesa Forsmana, ponury i rysowany prostą, żeby nie powiedzieć prymitywną, kreską. Owszem, początkowo oglądałam z poczucie #wtf, dopiero z czasem nauczyłam się lubić bohaterów. Wyjątkowo uważam też, że ekranizacja udała się doskonale, wprowadzając sprawnie ogrom dodatkowych wątków - chociażby niekomunikatywne policjantki, szerzej pokazując ojca Alyssy, czy - mimo sporego narzekania - drugi sezon wraz z postacią Bonnie, wychowanej przez ultrareligijną matkę.

#8

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek styczeń 20, 2020

Link bezpośredni - Tag: komiks - 0 komentarzy - Skomentuj


Roz Chast - Porozmawiajmy o czymś przyjemniejszym

Jest taki moment w życiu dorosłego człowieka, kiedy odkrywa, że jego rodzice nie będą żyli wiecznie. Ba, nagle okazuje się, że tego czasu jest mało, a rodzice ze sprawnych i zdolnych do opiekowania się sobą nagle stali się zależni i coraz bardziej chorzy. Takiego odkrycia dokonała autorka, kiedy po 10 latach skupienia na mężu, dzieciach i pracy, dotarło do niej, że jej rodzice wymagają wsparcia. „Porozmawiajmy o czymś przyjemniejszym” to powieść graficzna o starości, zniedołężnieniu i powolnym procesie umierania obojga rodziców. Jej matka - zawsze silna i apodyktyczna - zaczęła mieć problemy z utrzymaniem równowagi i jelitami, ojciec zaczął obsuwać się w demencję. Mimo ironicznego sposobu narracji, jest to mocna i trudna opowieść o nowej roli w życiu, na którą nikt autorki - jedynaczki - nie przygotował. Roz musi odpowiedzieć sobie na szereg pytań: jak długo rodzice mogą zostać w dotychczasowym mieszkaniu sami, bez wsparcia? Jak namówić ich na dom spokojnej starości? Co zrobić z rzeczami nagromadzonymi przez 50 lat ich życia? Ile razy tłumaczyć ojcu, że nikt nie ukradnie mu książeczek oszczędnościowych, a szczególnie sąsiadka z niemieckim akcentem? Wreszcie, na ile miesięcy i lat starczy pieniędzy, żeby rodzice mogli odejść w spokoju? Oraz kiedy zacząć o tym rozmawiać, skoro żadna pora nie jest dobra?

#87

Napisane przez Zuzanka w dniu środa listopad 13, 2019

Link bezpośredni - Tag: komiks - 0 komentarzy - Skomentuj


Alison Bechdel - Fun House

Alison dorasta w małym miasteczku, Beech Creek. Mieszka w domu-muzeum, pracowicie i nieustająco przerabianym przez jej ojca, nauczyciela angielskiego i właściciela tytułowego[1] domu pogrzebowego. Jej matka jest aktorką, zwykle oddychającą pełną piersią tylko pod nieobecność męża, z którym - jak ma wrażenie Alison - niewiele ją łączy. Alison dużo czyta, dzieląc tę pasję z ojcem, który raczej zachowuje się tu jak mentor, a nie rodzic. Obserwuje swoje dojrzewanie i odkrywa orientację seksualną, dygresyjnie opowiadając różne epizody ze swojego domu rodzinnego, czasem dopiero sporo później odkrywając ich dwuznaczność. Głównym wątkiem jest skomplikowana relacja z ojcem, który - jak się okazuje - był homoseksualistą i to w znacznej mierze rzutowało na życie całej rodziny, choć nikt nie zdawał sobie wtedy z tego sprawy. Wszystkie obserwacje autorki obudowane jest odniesieniami do literatury światowej.

To nie jest łatwa i pogodna opowieść - ojciec Alison ginie w wypadku, choć rodzina podejrzewa samobójstwo. Tragikomiczne epizody pokazują rodzinę o mocno zaburzonych stosunkach: ojca z zaburzeniami obsesyjno-kompulsywnymi (które dziedziczy po nim córka), odległą uczuciowo matkę, która na coming out (listowny!) córki robi jej wyrzuty i planuje rozwód z ojcem. Mimo wszystko, komiks zawiera dużą dozę ironicznego humoru, czy to są rozważania o rolach płciowych[2], rośnięciu piersi czy znalezieniu węża na biwaku.

[1] W angielskim gra słów, fun - skrót od "funeral" (pogrzeb), oznacza też "zabawę". Powiedzmy.

[2] Tak, tym strasznym genderze, przed którym drży pół Polski.

Inne tej autorki:

#52

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek lipiec 23, 2019

Link bezpośredni - Tag: komiks - 0 komentarzy - Skomentuj


Will Eisner - Nowy Jork. Życie w wielkim mieście

Niby są to historie o ludziach, ale właściwym bohaterem komiksu jest miasto. Ulice, dźwięki, zapachy, architektura, pogoda, parki, budynki. Komiks składa się częściowo z historyjek na jedną stronę, częściowo z trochę dłuższych opowieści o mieszkańcach Nowego Jorku - dzielnic biednych, bogatszych i takich zupełnie nijakich; ludzi, którzy zbiegiem okoliczności wylądowali na ulicy, mimo że nic tego nie zapowiadało. A dookoła miasto - naszkicowane sepiowo-brązową kreską, niby niewidoczne a pierwszoplanowe. Dużo czasu zajęło mi przejście przez komiks, mimo że treści w nim niespecjalnie dużo, ale warto patrzeć na kolejne alejki, napisy na murach, kota przy śmietniku czy detale budynków.

Ładne wydanie, twarda oprawa, dla fanów - wstęp Neila Gaimana.

#29

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela lipiec 12, 2009

Link bezpośredni - Tag: komiks - 0 komentarzy - Skomentuj


Marjane Satrapi - Persepolis

Dzieciństwo, dojrzewanie i wczesna dorosłość młodej Iranki, ascetycznie wyrysowana w postaci czarno-białego komiksu. Mocna, gruba kreska i uproszczone rysunki. Co mnie ujęło - znalazłam bardzo dużo podobieństw do życia w PRL-u. U nas wszyscy pamiętali czy to czasy sprzed wojny czy gierkowskie, gdzie nie było dobrze, ale było lepiej (zaopatrzone sklepy, jakaś tam wolność, również w głowach), w Iranie - czasy Szacha. Potem przyszedł wojujący Islam (stan wojenny) i nagle z 3000 więźniów politycznych zrobiło się 300 tysięcy, ze sklepów zniknęło zaopatrzenie, a ludziom zabrano tę resztę wolności, którą mieli. Mała Marjane jest takim samym dzieckiem (a potem nastolatką) jak dzieci w krajach, gdzie sięga telewizja - nie chce nosić chusty, chce dżinsową kurtkę z samodzielnie napisanym napisem "PUNK NOT DED", kasetę Michaela Jacksona czy Iron Maiden (kupowaną pokątnie od handlarzy na targowisku) czy firmowe obuwie Nike. Rodzice w obawie o to, że chlapnie coś w szkole bądź na ulicy, co może sprowadzić na nią i resztę rodziny konsekwencje, wysyłają ją do Europy. Austria nie jest jednak miejscem, w którym komukolwiek zależy na tym, żeby Marjane była dumną z siebie Iranką, po kilku latach wraca do Teheranu i rodziny, żeby nie zostać bezkulturową narkomanką w kosmopolitycznej i olewającej wszystko Europie. Bardzo przypomina mi to tęsknoty pani Hołówki (tej od "Delicji ciotki Dee"), która odkryła, że w Stanach - krainie wolności - zupełnie nie docenia tego, że jest kobietą polityczną, refleksyjną, oczytaną i chce prowadzić nocne Polaków rozmowy na tematy ważkie a humanistyczne, tylko panuje small talk, keep smiling, "thanks, great, and you?" i miała straszny żal o to. Persepolisowa Marjane po powrocie również nie bardzo znajduje sobie miejsce w świecie, który nie zmienił się przez czas jej nieobecności, ale i nie tęskni za postępową Europą. O tym, na ile kreacja komiksowej Marjane to autoportret, można przeczytać tu.

IMO nie warto zaczynać od oglądania filmu - wprawdzie jest bardzo wierny, ale wycina ponad połowę treści z komiksu. Nie psuje to całości, bo animacja dodaje komiksowi życia, ale wiele sytuacji upraszcza i spłaszcza.

#28

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek lipiec 7, 2009

Link bezpośredni - Tag: komiks - 1 komentarz - Skomentuj