Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Tag: kryminal

Robert Galbraith - Serce jak smoła

Okazało się, że mam trzy zaległe tomy to przeczytania, co cieszy, zwłaszcza że mam urlop. Miałam nie pisać, tylko czytać, ale potem zapomnę, więc.

Zaczyna się od tego, że w urodziny Robin Cormoran zabiera ją na kolację, po czym - podochocony alkoholem - próbuje pocałować, co Robin na tyle zaskakuje, że unika zbliżenia. Oczywiście Strike odczytuje to jako niechęć, więc szybko a niefrasobliwie wchodzi w związek ze znajomą z kręgów Charlotte. Czy Robin przez cały czas akcji pluje sobie w brodę? Być może? Czy Cormoran ciągle myśli o Robin? Również prawdopodobne. Ale “will they won’t they” nie jest oczywiście treścią książki. Poza pomniejszymi śledztwami na zlecenie, Robin nie przyjmuje sprawy cyberśledztwa, z którą zgłasza się Eddie Ledwell, współtwórczyni ekscentrycznej animacji “Serce jak smoła”; tajemniczy fan o nicku Anomia, który zaskakująco dużo wie o samej Eddie, stworzył grę na wątkach animacji, a ponieważ artystka jej nie pochwaliła, zaczął ją prześladować w Internecie i nawoływać do prześladowania. Efekt jest oczywisty - ktoś zabija Ledwell, a ciężko rani jej eks-przyjaciela, drugiego współtwórcę, Josha Blaya. Teraz, kiedy jest namacalny dowód nienawiści, a za wyjaśnienie płaci agencja, której zbrodnia pokrzyżowała plany przerobienia “Serca” na netflixowy serial, detektywi rozpoczynają śledztwo na dwóch płaszczyznach - w otoczeniu obojga autorów i wirtualnie. Nie zdziwi Was zapewne, że Robin się przebiera i udaje kogoś innego, a Strike usiłuje zachować incognito, przez co uszkadza sobie kikut nogi. Rozwiązanie jest… karkołomne, z wieloma fałszywymi tropami, ale dość satysfakcjonujące.

Są we mnie dwa wilki - jeden szuka wszelkich niedociągnięć technicznych i powiązań między akcją książki, a realnym światem (konflikt fandom vs. JKR, ruchy incelskie, ableizm, terfizm), drugi zaś cieszy się dynamiczną fabułą i próbuje zgadnąć, kto z wielu przewijających się bohaterów jest zbrodniarzem. Nie wiem, czy podoba mi się tłumaczenie wszelkich znaczących imion - Paperwhite to Narcyzka, co w ma pewne konotacje psychologiczne. Mogłam poprzewracać oczami nad korowodami, jakie Strike z Ellacot robili, żeby wejść do gry, ale niech będzie, każde konto było weryfikowane. W kindlu zapisy z czatów, zwłaszcza jeśli np. dzieją się trzy jednocześnie i ma to znaczenie) są w zasadzie nieczytalne, musiałam się jak zwierzę przesiadać do niektórych rozdziałów na duży ekran komputera. Ale poza tym absolutnie guilty pleasure, nie mogłam się oderwać.

Inne tej autorki.

#80

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela czerwiec 28, 2026

Link bezpośredni - Tag: kryminal - 4 komentarze - Skomentuj


Anna Kańtoch - Samotnia

(Co, myśleliście, że skończyłam z tą autorką? Nie ma obaw, jeszcze mam na trochę; zalety późnego odkrycia pisarki, jak już dużo napisała).

Leon, pisarz powieści kryminalnych, na wakacjach we Włoszech poznaje Julię. Jest świeżo rozwiedziony, po kilku dniach znajomości oświadcza się i para bierze spontaniczny, cichy ślub w Bari. Nie dziwmy się jego dezorientacji, kiedy budzi się w szpitalu, ktoś w niego wjechał samochodem tuż pod jego domem, tytułową Samotnią, więc raczej nie był to przypadek, ale nic nie pamięta. Obrażenia Leona są poważne, a poza złamaniami doznał uszkodzeń głowy i stracił w zasadzie wzrok. Do tego jest pandemia, szpitale są odizolowane i w chaosie, więc jedyną osobą, którą - poza lekarzami - spotyka, jest jego świeżo poślubiona żona. Tyle że coś jest nie tak, Julia mówi niby właściwe rzeczy, ale coś się nie zgadza, to chyba nie jest ta osoba, z którą się ożenił. Leon wraca do domu, adaptacja do zmienionej rzeczywistości jest trudna, kiedy próbuje prowadzić samodzielnie śledztwo, otoczenie - była żona, znajomi i rodzina - patrzą na niego jak na wariata. Po czym zaczynają się dziać coraz bardziej niepokojące rzeczy - odnajduje zwłoki bliskiej osoby, a Julia Druga - już jest pewien, że to inna osoba, niż ta, którą poznał we Włoszech - znika.

Znowu, mnóstwo tropów i zmyłek, bohater, który ma bardzo ograniczone narzędzia do kontaktu ze światem, gęsta atmosfera narastającego zagrożenia, trust no one, a przede wszystkim poczucie postępującego obłędu. Czytałam, prawie że obgryzając paznokcie z napięcia (nie obgryzam, ale rozumiecie), zwłaszcza że utraty wzroku obawiam się chyba najbardziej, a autorka złośliwie wpędza bohatera w coraz większą kabałę. Po czym elegancko wszystko rozwiązuje.

Inne tej autorki.

#77

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek czerwiec 19, 2026

Link bezpośredni - Tag: kryminal - 0 komentarzy - Skomentuj


Anna Kańtoch - Pokuta

Nadmorskie Przeradowo, 1986. Pola skończyła szkołę i nie bardzo wie, co ze sobą zrobić, chwilowo pomaga w prowadzonym przez matkę pensjonacie, nic prestiżowego, recepcja, odbieranie telefonów. Po sezonie nuda, prawie nie ma gości, dlatego Pola ma dużo czasu na myślenie. A ma o czym myśleć, bo jakiś czas temu znaleziono zwłoki jej koleżanki ze szkoły, Reginy. Kiedyś były przyjaciółkami, a potem już niekoniecznie, ale śmierć Reginy, małomiasteczkowej gwiazdy, nią wstrząsnęła. Nie do końca wierzy, że zamordował ją aresztowany właśnie Andrzej, który twierdzi, że był jej chłopakiem i go zostawiła. Takiego samego zdania są też milicjanci, tym bardziej, że dwa miesiące po zbrodni zgłasza się niejaki Kowalski, z zawodu menel, ale zaskakująco elokwentny i z zaplombowanymi zębami i twierdzi, że Regina była jego ostatnią ofiarą, a zabija regularnie od 7 lat.

Niesamowicie wciągająca, intrygująca historia, która tak naprawdę nie jest o morderstwie, tylko o samotności, nieprzystosowaniu i dawaniu drugiej szansy. Oczywiście, motyw zamordowania Reginy brzmi jak nawiązanie do “Twin Peaks”, a mroczny, listopadowy klimat małego miasteczka po sezonie podnosi atmosferę nierealności. A finał jest jak najbardziej rzeczywisty i ma fabularnie sens.

Inne tej autorki.

#75

Napisane przez Zuzanka w dniu środa czerwiec 17, 2026

Link bezpośredni - Tag: kryminal - 0 komentarzy - Skomentuj


Anna Kańtoch - Łaska

Październik 1955. Grzybiarz znajduje w lesie zaginioną 6-letnią Marysię, brudną, ale w zaskakująco dobrej formie fizycznej jak na tydzień w zimnym juz lesie. Psychika jednak nie jest w porządku, dziewczynka nie pamięta nic, a o tym, że mogła doświadczyć traumy, wiele mówi krew pokrywająca jej ubranie i włosy. Mija 30 lat. Dorosła już Maria jest nauczycielką, wróciła po studiach do rodzinnej miejscowości, żeby zaopiekować się umierającą, coraz mniej obecną ciotką. Wtem jeden z jej uczniów, Wojtek, 14-latek z deficytami, którego się przepycha z klasy do klasy, bo nawet jakby się zostawiło na drugi rok, to i tak nie ma sensu, zostaje znaleziony martwy. Milicja ocenia to jako samobójstwo, ale Maria przypomina sobie dziwną scenę sprzed kilku dni, kiedy zamiast sprawdzianu Wojtek oddał rysunek, który prawdopodobnie ilustrował scenę morderstwa. Maria zaczyna miewać przebłyski wspomnień sprzed lat, które wiążą się jakoś z obecnymi wydarzeniami. Milicja nie jest zbyt chętna, żeby wysłuchiwać teorii jakiejś nauczycielki, ale kiedy giną kolejne dzieci, narysowane przez Wojtka, jednak skłaniają się do teorii, że obie sprawy coś może łączyć.

Jak to się pysznie czyta. Depresja, czy raczej SAD Marii brzmi jak moje coroczne potyczki z brakiem światła i sensu życia zimą. Małe miasteczko skrywa wiele tajemnic, a śledztwo - czasem również z zastosowaniem środków pomagających pamięć, bo jak milicja pyta, to się odpowiada - wyciąga na jaw różne niekoniecznie dobre historie. Zgadłam osobę mordercy dość wcześnie, co nie przeszkadzało mi się zastanawiać prawie do samego końca, czy jednak się nie mylę.

Inne tej autorki.

#74

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek czerwiec 11, 2026

Link bezpośredni - Tag: kryminal - 0 komentarzy - Skomentuj


Jerzy Edigey - Mister MacAreck i jego business

Narrator, dziennikarz Jerzy E., zostaje oddelegowany do pięknego miasta Szczecin w celu uzyskania relacji z głośnego procesu poszlakowego (jak już ogarnia, że przestępstwa nie popełnił znany podróżnik Vasco da Gama). Na miejscu okazuje się, że jest spiętrzenie przyjezdnych i nie ma szans na żaden hotel. Wtem Edigey w przypadkowo spotkanym amerykańskim milionerze Henrym MacArecku rozpoznaje kolegę ze szkoły, Henia Makarka, dzięki czemu nie dość, że dostaje pokój, to jeszcze panowie się spotykają co wieczór i Makarek opowiada swoje życiowe przygody. A jest o czym opowiadać, bo jak się okazuje, do wszystkiego w życiu doszedł sprytem i kosztem ludzi, którzy chcieli go oszukać. Nie wiem, czy współcześnie można by nazwać McArecka grifterem, bo uczciwie o wszystkim mówił, a jego kontrahenci nabierali się na własne wyobrażenia, ale jest to fucha zupełnie nie do pomyślenia w czasach PRL. Oryginalny cel podróży dziennikarza - relacja z procesu[1] - jest potraktowany dość po łebkach, bo oskarżony nie przyznaje się do zamordowania żony, a twardych dowodów nie ma, więc sprawa kończy się i owszem, wyrokiem skazującym, ale nie oczekiwaną przez wszystkich karą śmierci. Za to historie opowiadane przez Henia - tu jest dużo zdziwienia, bo i ogromne kwoty, jakimi operował, i amerykańskie realia (czeki, luksusowe statki wycieczkowe, kopalnie złota, brylanty…) są dość niespotykane.

Pamiętam, że czytałam tę książkę ładne kilka razy z ogromną uciechą, teraz już raczej widziałam grube nici, jakimi była szyta. Autor w usta ekspata wkłada mnóstwo “obiektywnych” ocen kraju - piękna odrestaurowanego (nie zrekonstruowanego!) Szczecina, urody wioseczek i małych zabytkowych miast (gdzie absolutnie można byłoby powiesić bannery Coca-cola), zaś narrator wprawdzie widzi niedostatki PRL-u, ale oczywiście cieszy się, że pobyt w szpitalu darmo, w przeciwieństwie do zgniłego Zachodu.

Się zarabia na przemycie: z opium wytwarza morfinę, a następnie przerabia na heroinę (?!).

Się pije: kawę, Hennessy, starkę i inne polskie wódki, bo to luksus za granicą, oranżadę, winiaczek, kwaśne mleko.

Się je: słynne parówki na poznańskim lotnisku; wyrafinowane frykasy w restauracjach, acz bez szczegółów; domowy razowiec ze świeżym domowym masłem.

Się tańczy: “ukulele” (sic! Ukulele tańczone było przez piękne hawajskie dziewczęta).

Się zachwyca: asortymentem polskich monopolowych, bo czego jak czego, ale wódki to nie brakuje.

Bawiąc-uczyć: Hitler w Trzcińsku-Zdroju.

[1] I okazuje się, że proces rzeczywiście się toczył, bo odciętą głowę Walentyny M. (z pochodzenia Rosjanki) autentycznie znaleziono w Odrze w 1957 roku.

Inne tego autora, inne z tej serii.

#70/#11

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek czerwiec 4, 2026

Link bezpośredni - Tag: kryminal - 0 komentarzy - Skomentuj


Anna Kańtoch - Wiara

Lipiec 1986. Chwilę temu wybuchła elektrownia w Czarnobylu, nie dziwią więc protesty hipisów przeciw budowie elektrowni atomowej koło wsi Rokitnica pod Żywcem. Dziwi jednak znalezione przez proboszcza na torach ciało młodej kobiety, elegancko ubranej i nie tutejszej; nie przejechał jej pociąg, ale została zabita nożem. Milicja, a konkretnie oddelegowany z komendy wojewódzkiej kapitan Witczak, człowiek nietypowo niepijący, usiłuje wyjaśnić sprawę morderstwa, a mimo że ma do pomocy lokalną ekipę - rzutką szeregową Gierasównę, wycofanego kaprala Synowca oraz ewidentnie nadużywającego alkoholu starszego sierżanta Waśkowiaka - to mieszkańcy wsi bynajmniej nie kwapią się do pomocy, nikt nic nie widział, nikt nic nie słyszał, mimo że miejsce zamordowania było dość widoczne. Dopiero kiedy proboszcz Marczewski apeluje po mszy o współpracę, coś zaczyna się dziać. Po czym ginie druga dziewczyna. Nie są to pierwsze nietypowe zdarzenia w okolicy - ponad 20 lat wcześniej nastolatek zabił swoją rodzinę, po czym wylądował w szpitalu psychiatrycznym, jeden duszpasterz popełnił samobójstwo, a drugi nagle został gdzieś oddelegowany.

Nie wiem czemu broniłam się przed tą autorką, bo książka wciągnęła mnie od samego początku. Świetnie oddany klimat leniwego lata na PRL-owskiej wsi, nic się nie dzieje, ale wszystko aż wibruje od plotek, domysłów, zatargów z przeszłości i tajemnic. Mieszkańcy rzucają aluzjami, milicja też niespecjalnie ze sobą współpracuje, raczej współzawodniczy, narzędzia są na miarę epoki - mało mikrośladów, raczej mozolna praca polegająca na telefonicznym poszukiwaniu potencjalnie zaginionych i rozmowach, z których z czasem wyłania się coraz więcej szczegółów. Nie byłam sprytniejsza od śledczych, w zasadzie tylko trafnie podejrzewałam, co stoi za aferą ze zdechłą myszą. Jako fanka kryminałów z epoki jestem absolutnie usatysfakcjonowana realiami i jednocześnie zadowolona, że w przeciwieństwie do niektórych autorów, osadzających akcję w przeszłości, stylizacja nie poszła w pastisz, ale w uczciwy, klimatyczny dreszczowiec.

Inne tej autorki:

#69

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek czerwiec 2, 2026

Link bezpośredni - Tag: kryminal - 0 komentarzy - Skomentuj


Patrick Quentin - Mój syn mordercą?

Wracają znajomi bohaterowie, chociaż drugoplanowo - pojawia się wyrozumiały, acz dociekliwy detektyw Trant oraz znani z innych książek Iris i Peter Duluthowie - ale narratorem jest Jake Duluth, brat Petera, skromny wydawca książek. Skromny, bo od lat żyje w cieniu przebojowego i zamożnego wspólnika, Ronny’ego. I wtem Ronny wraca ze swojej podróży po Europie, przywożąc młodziutką żonę, Jean, która mogłaby być jego córką, oraz jej rodzinę - egotystycznego pisarza Leightona, jego potulną żonę i opryskliwą muzę/kochankę. I wszystko poszłoby zgodnie z planem - wydawnictwo inwestuje w nowego genialnego literata, na rynku pojawiają się bestsellery, a młoda żona uszczęśliwia męża - tyle że Jean zakochuje się w synu Jake’a, Billu. I wtedy okazuje się, że Ronny - owszem, znany z gwałtowności i łatwego wpadania w gniew, ale też szybkiego powrotu do normalności - decyduje się podjąć zdecydowane kroki: zamknąć wydawnictwo, doprowadzając do ruiny Jake’a i przekreśli szansę debiutu Leightona. Tyle że zanim kontaktuje się ze swoim prawnikiem, ktoś go zabija, a jedyną osobą bez alibi jest Bill. Co gorsza, jego ojciec też nie jest na początku przekonany co do niewinności jedynaka, a mimo aresztowania w jego winę powątpiewa sam inspektor Trant.

Nie wiem, gdzie w tej książce znajduje się zapowiadany humor, to rzetelny thriller z twistem, zwłaszcza że rodzina Duluthów została kilka lat wcześniej dotknięta tragedią - żona Jake’a i matka Billa wypaliła ostatniego papierosa i skoczyła z parapetu okna ze skutkiem śmiertelnym. Teraz w dodatkowo trudne stosunki między mężem i synem, z których każdy obwinia się o śmierć żony i matki, weszła dodatkowa nieufność, najpierw na tle finansowym, potem - czy młody jednak nie jest winny. No chyba że zabawne są wstawki typu zaskakujący opis kobiety w spodniach, “nie wolno nosić serca na dłoni, szczególnie jeśli się ma szerokie biodra” czy “zauważyłem, że jest rudy, ale poza tym nie zainteresowałem się nim”.

Inne tego autora, inne z tej serii.

#66

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek maj 26, 2026

Link bezpośredni - Tag: kryminal - 0 komentarzy - Skomentuj


Zygmunt Zeydler-Zborowski - Pasta do zębów

Pani Aniela Jaworska wraca od szwagra nieco pod wpływem śliwowicy, ale szybko trzeźwieje, kiedy do jej drzwi puka kuzynka nielubianej sąsiadki i pada martwa. Kuzynka, nie pani Aniela. Okazuje się, że ktoś zmyślnie zatruł pastę do zębów cyjankiem, za co oczywiście zostaje aresztowana kuzynka, salowa[1] Dorota Barańska. Sprawę wstępnie prowadzi kapitan Motycz[2], ale pechowo niebawem wpada pod samochód prowadzony przez pijanego kierowcę i ląduje w szpitalu. Dzięki temu śledztwo przejmuje porucznik Anna, na której presję wywiera mąż, lekarz ze szpitala, w którym Barańska pracuje, a do tego jej były kochanek. Barańskiej, nie Anny. Związek Anny i Pawła nie jest w najlepszym miejscu, on się irytuje o wszystko, bo w domu nienagotowane i nieposprzątane, a do tego Anna wraca późno i im parówki stygną. Anna zgadza się więc oczyścić Barańską z zarzutów, żeby zapunktować u męża. Okazuje się, że zamordowana kuzynka parała się szantażem, ale niedoszła ofiara szantażu decyduje się również na porcję cyjanku, żeby uniknąć blamażu. Wtedy pojawia się kolejny trop - hospitalizowany Motycz zaczyna opowiadać o cudotwórcy, który za drobną opłatą wysyła fluidy[3] w czasie operacji i jest większa szansa, że się uda. Okazuje się, że salowa Barańska była jedną z osób, które z dobrego serca łączyły potrzebujących z cudotwórcą, profesorem Mortinberem.

Się je: zimne parówki (na urodzinową kolację, były gorące, ale wystygły); bułki, twarożek, jajka na twardo, sałatę i szczypiorek (na śniadanie), kruche ciasteczka, kurczaka z rożna, pudełko sardynek i kawałek znakomitego keksu (w ramach “luksusowej” kolacji); najrozmaitsze przystawki, sardynki, łosoś, ryba w galarecie, pasztet z drobiu, potem pieczone i wędzone kurczęta z sałatą, na deser ciasta, kompoty, owoce (również na kolację, tym razem z okazji zakończenia śledztwa).

Się pije: wino, gorące mleko, herbatkę po angielsku i coca colę, śliwowicę, koniaczek “Hennessy” u hrabiny, białe wino, koniak gruziński.

Się ma toksyczny związek: “Moja cierpliwość ma swoje granice, doprowadzisz w końcu do tego, że cię pobiję”.

Się pali: na przykład “Sporty”, ogólnie się pali za dużo, również lekarze, ale się rzuca. W finale Anna wyrzuca symbolicznie paczkę “Winstonów” za okno.

[1] Wszyscy się dziwią, że jest tylko salową, wszak jest piękna, elegancka, a w domu ma srebrne łyżeczki i ciotkę-hrabinę, a do tego zaopatruje się we francuskie perfumy w Peweksie. Zagadnięta o źródła dochodu odpowiada arogancko, że może się kurwi.

[2]

Kapitan Władysław Motycz był z natury człowiekiem pogodnym i wesołym. Niezbyt pasował do Wydziału Zabójstw. Lubił muzykę, tańce, zabawę. Zawsze był w dobrym humorze, pamiętał masę najrozmaitszych kawałów, którymi przy lada okazji częstował swoich kolegów. W młodych latach uczył się śpiewu i podobno miał dobry głos. Złośliwi powiadali, że jest najlepszym śpiewakiem wśród detektywów i najlepszym detektywem wśród śpiewaków. Zrezygnował z kariery artystycznej, ponieważ miewał częste chrypki, co jest wprawdzie cenną zaletą u piosenkarzy jazzowych, ale wyraźnie przeszkadza w występach na scenach operowych, a Motycz miał właśnie takie operowe ambicje.

[3] Nawet w Związku Radzieckim zaczynają się naukowo zajmować telepatią.

Inne tego autora, inne z tej serii.

#63/#10

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela maj 17, 2026

Link bezpośredni - Tag: kryminal - 0 komentarzy - Skomentuj


Tana French - Z dala od świateł

Emerytowany policjant z Chicago, Cal Hopper, osiedla się na irlandzkiej prowincji. Chce wyremontować zrujnowany dom, który kupił i chce spokoju. Problem w tym, że na jego progu pojawia się nastoletni dzieciak i od słowa do słowa okazuje się, że starszy brat zaginął kilka miesięcy wcześniej, matka twierdzi, że wyjechał, ale to nie możliwe, żeby tak bez pożegnania. Oczywiście Cal się ogania, już nie jest policjantem, nie ma żadnego umocowania prawnego, chce tynkować, heblować, łowić ryby i strzelać do królików (brr, w ogóle temat przemocy wobec zwierząt nie jest tu absolutnie niezbędny), a do tego ma wścibskiego sąsiada i jest swatany z siostrą właścicielki sklepu. I jak się łatwo domyślić, sielska okolica wcale taka sielska nie jest.

Miałam się wstrzymać, aż całość cyklu będzie dostępna po polsku, ale A. mi pożyczyła (dziękuję!) i kimże jestem, żeby się opierać. Tom 2 ma się pojawić już w październiku, nie mogę się doczekać. Nie wiem, jak autorka to robi, ale od żadnej z jej książek nie mogę się oderwać. Nawet jeśli bohater jest antypatyczny, a Cal tak naprawdę nie budzi specjalnej sympatii, to cały drugi i trzeci plan są pełne życia.

Inne tej autorki.

#62

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek maj 15, 2026

Link bezpośredni - Tag: kryminal - 0 komentarzy - Skomentuj


Kazimierz Korkozowicz - Będę zamordowana

Koniec sierpnia, polskie wybrzeże. Piękna panna Justyna przybywa do nadmorskiego pensjonatu dla odpoczynku po tragedii - zmarł jej ojciec, profesor Skoroń. Jak się okazuje, ktoś go otruł w zaskakujący sposób, a że przed śmiercią wraz z córką kończył strategiczne badania nad farbą prześwietlającą kliszę, teraz w niebezpieczeństwie jest i Justyna, a odpoczynek jest tak naprawdę strategią w celu wykrycia przestępcy. Panna Justyna jest przekonana, że zarówno przestępca, jak i chroniący ją śledczy jest już na miejscu w pensjonacie, a w celu rozpoznania ma prowadzić dziennik, w którym zapisuje obserwacje dla oficera prowadzącego, zwanego przez nią Czarnym Jegomościem. Poza śledztwem i podejrzewaniem każdej osoby, jest jak na wakacjach - słońce, plaża, podrywki i sojusze. Panie szukają wielbicieli, panowie nie ukrywają spojrzeń na doskonałe figury w kostiumach kąpielowych, nawet jeśli buzia jest brzydka albo właścicielka jest histeryczką (sic!). Dramatyczny zwrot akcji następuje w połowie, kiedy to panna Justyna zostaje znaleziona martwa, co jest nieco nieortodoksyjnym rozwiązaniem fabularnym. Gnx, qboemr fvę qbzlśynpvr, wrw mtba wrfg fsvatbjnal j pryh cebjbxnpwv moebqavnemn.

Się je: bułkę z masłem i jajka (na śniadanie w pensjonacie), jabłka, winogrona.

Się pije: kawę, wino do brydża.

Się zażywa: cholamid na bóle wątroby.

Się pali: powszechnie, a dla konspiracji papierosy “Mewa”.

Się wpada w afekt (sic!):

Zesztywniałam, stawiając opór, ale go pokonał. W jego oczach ujrzałam pożądanie.
— Najdroższa, nie opieraj się...
Próbowałam wyrwać się z uścisku, jednak trzymał mnie mocno. Jego twarz zwisała nad moją. W tej chwili ujrzałam przed sobą inną twarz, tamtą, zatroskaną twarz cyrkowego klowna...
— Nie, Robercie! Nie w ten sposób! — Oparłam mu obie dłonie o piersi i zdołałam oderwać się od niego.
— Każdy sposób jest dobry, aby cię zdobyć! — wykrzyknął, rzucając się ku mnie.

Inne tego autora, inne z tej serii.

#59

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek maj 12, 2026

Link bezpośredni - Tag: kryminal - 0 komentarzy - Skomentuj