Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Tag: panowie

Harlan Coben - Bez pożegnania

Absolutnie zgadzam się z tezą, że każda (przynajmniej z tych przeczytanych przeze mnie) książka Harlana Cobena opiera się na podobnym szkielecie. Jest bohater, ma za sobą traumę z przeszłości, po czym nagle przeszłość powraca, wciąga bohatera w niebiezpieczny wir (obowiązkowo koniecznie z ucieczką przed policją/FBI), tajemnica się wyjaśnia, jest twist, tajemnica się wyjaśnia ponownie w zupełnie inny sposób. Tak jest i tutaj - Will Klein przyjeżdża na pogrzeb matki do rodzinnego miasteczka, na pogrzebie nie ma wielu osób ze względu na społeczny ostracyzm, bo kilkanaście lat wcześniej została zgwałcona i zamordowana Julie, sąsiadka Kleinów i była dziewczyna Willa, a podejrzany o to brat Willa, Ken, zniknął. Rodzina wierzyła w jego niewinność i uważała, że morderca Julie zabił też Kena. Tymczasem umierająca matka szepnęła, że Ken żyje, a w jej rzeczach Will znalazł zdjęcie brata sprzed dwóch lat. Niedługo potem znika i zostaje zamordowana aktualna dziewczyna Willa, Sheila, policja zaczyna zadawać pytania, niedwuznacznie sugerując, że Will jest w kontakcie z Kenem. To wszystko sprawia, że Will wraz z dość nietypowym przyjacielem Squaresem (trener jogi, nawrócony nazista) rozpoczynają własne śledztwo.

Przyznam, że rozwiązanie tej historii było dość męczące - mnóstwo dodatkowych postaci komplikowało wszystko, rozbicie finału na trzy rundy nie było już za drugim i trzecim razem zaskakujące. Niektórych rozwiązań się domyślałam (Xra mavxaął j cebtenzvr bpuebal śjvnqxój), niektóre były dość toporne (kto faktycznie zabił Julie, postać Ducha czy wreszcie hxeljnavr cemrq Jvyyrz snxgh, żr Whyvr hebqmvłn wrtb qmvrpxb).

Inne tego autora tu.

#20

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota marzec 30, 2019

Link bezpośredni - Tag: panowie - 0 komentarzy - Skomentuj


Arkadij Strugacki, Borys Strugacki - Drugi najazd Marsjan

"Drugi najazd Marsjan"[1] to dziennik, pisany przez Apolla - emerytowanego prowincjonalnego nauczyciela. Mieszkający gdzieś w małym, nieznaczącym miasteczku, czekający na decyzję o przyznaniu renty, Apollo opisuje wydarzenia od lądowania obcych (określanego jako wielki pożar albo fajerwerki) przez powolne odkrywanie, że świat właśnie zostaje powoli skolonizowany do momentu, kiedy już jest za późno na walkę. Marsjanie nie pojawiają się w ogóle, wysyłają elegancko ubranych (i uzbrojonych) przedstawicieli. Nie zmieniają wiele - ot, jest zakazy picia alkoholu z ziemskich zbóż, zamiast tego są szybkorosnące zboża marsjańskie, z których też można pędzić procenty, nie ma niektórych lekarstw, a kilka osób znika bez śladu. I o wiele nie proszą - tylko o mało inwazyjne i odpłatne oddawanie kwasu żołądkowego. Mimo obdarzenia mieszkańców mitologicznymi greckimi imionami (Minotaur obsikujący posiadłość Laomedona nieustająco mnie bawi), wszystko jest tu bardzo radzieckie w duszy – począwszy od postawy władzy, skończywszy na sposobie myślenia i działania ludzi (na przykład Apolla, skupiającego się na moralnym prowadzeniu się córki czy kolekcji znaczków). Strugaccy zadają ciekawe pytania: co będzie, jeśli obcy nie przybędą na statkach kosmiczny z laserowym uzbrojeniem, a po prostu nas kupią? Jak zachowają się ludzie, jak wyglądać będzie ruch oporu, jak zmieni się życie zwykłego człowieka?

[1] Pierwszy był u Wellsa, gdzie statki kosmiczne i uzbrojeni obcy.

Inne tego autora tutaj.

#19

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota marzec 30, 2019

Link bezpośredni - Tag: panowie - 0 komentarzy - Skomentuj


Marcin Wroński - Skrzydlata trumna / Pogrom w przyszły wtorek (?)

Niestety z przykrością muszę cofnąć moje słowa dotyczące przyjemności lektury śledztw (pod)komisarza Maciejewskiego. “Skrzydlata trumna”, dziejąca się w 1936 roku, jest przeplatana wydarzeniami z 1945 roku, kiedy to Maciejewski jest więźniem nowej, socjalistycznej władzy, która za pomocą brutalnych tortur chce go nauczyć kochać nowy porządek (kiedy już ustala, że Zyga nie był jednak stronnikiem Gestapo jako pracownik Polskiej Policji Kryminalnej w czasie wojny). Podobny jest początek “Pogromu”, gdzie Maciejewski zostaje wypuszczony warunkowo z więzienia w celu przeprowadzenia śledztwa nad morderstwami bogatych Żydów. Doceniam zgrabne skoki po linii czasu, zwłaszcza że historia Lublina jest niełatwa w każdym okresie, ale podziękuję za kolejne tomy. Nie odpowiada mi zwiększający się poziom brutalności i wulgarniejący z tomu na tom język (od międzywojennego Ćwirleja przechodzimy do Krajewskiego). Odpadłam w 1/3 "Pogromu" i zwyczajnie nie chcę go kończyć.

Tytułowa “Skrzydlata trumna” to samolot produkowany w Lublinie, nieco wadliwa (a może sabotowana) polska myśl techniczna). Maciejewski zostaje wezwany do fabryki w celu zamknięcia sprawy samobójczej strażnika; problem w tym, że nie ma ciała do obejrzenia i całość śmierdzi na kilometr próbą zatuszowania, na co komisarz się nie zgadza najpierw z czystej przekory, potem - gdy okazuje się, że sprawa może mieć związek z narkotykami - już z przyczyn osobistych. Przyczyny osobiste są dość istotne w tym tomie - kochanka Zygi, pielęgniarka Róża, wyszła z nałogu morfinowego, ale Maciejewski nie dowierza jej i nieustająco przeszukuje mieszkanie, żeby upewnić się, że wszystko jest w porządku. Tak się tym upewnianiem stresuje, że regularnie się upija oraz na poważnie rozważa czyny nierządne z przesłuchiwaną w sprawie fertyczną krawcową. Wiele wątków - niemieccy szpiedzy, handlarze narkotyków, polski wywiad wywierający presję na tyle silną, że Maciejewski prawie traci swój związek - wyjaśnia się ostatecznie dopiero w kazamatach w 1945 roku.

Po roku więzienia i tortur, Maciejewski zostaje nagle wypuszczony przez demonicznego majora Grabarza, żeby wyjaśnić serię zabójstw dokonanych na oko przypadkowo na obywatelach żydowskiego pochodzenia. Zgadza się, bo szantażowany jest życiem Róży i ich dziecka oraz pozostającego w kazamatach Fałniewicza, poza tym to jedyna szansa, żeby odetchnąć wolnością. Słaby, niedożywiony, z wybitymi zębami, wraca przez zrujnowany Lublin do swojego dawnego domu. Okazuje się, że antysemityzm i brutalna przemoc w imię wyższego porządku nie zakończyła się wraz z wojną, a hitlerowcy nie do końca byli najgorszą opcją. Problem w tym, że absolutnie nie mam siły się przebijać przez tę książkę, czytać o wspólnym korzystaniu z profesjonalnych uciech erotycznych podczas zebrania radzieckich wojskowych (czy płatnych to nie wiem, bo przecież im się należało) i odnajdować tzw. ludzkiej strony u oprawców. Sorry not sorry.

Inne tego autora tutaj.

#18 1/3

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota marzec 23, 2019

Link bezpośredni - Tag: panowie - 0 komentarzy - Skomentuj


Carlos Ruiz Zafón - Labirynt duchów

Czwarta i - mam wrażenie ze względu na podomykanie wątków - ostatnia część cyklu o Cmentarzu Zapomnianych Książek, opowiada zdarzenia z przełomu 1959 i 1960 roku. Alicja Gris, wojenna sierota, uratowana przed śmiercią podczas bombardowania w 1938 roku przez Fermina, ale dotkliwie ranna (i odczuwająca konsekwencje do dziś), jest ni to tajną policjantką, ni to detektywem. Jej opiekun, szara eminencja tajnej policji, Leandro, oprócz dostępu do łagodzących ból narkotyków, proponuje jej układ - pozwoli na rezygnację z pracy pod warunkiem rozwiązania ostatniej sprawy. Alicja niechętnie się zgadza, nie pomaga też narzucony współpracownik z Komendy Głównej Policji, Vargas (mimo że obiektywnie jest świetnym współpracownikiem, lojalnym i niegłupim). Duet ma znaleźć zaginionego ministra edukacji, Vallsa, który w swojej błyskotliwej karierze w rządzie frankistowskim był między innymi dyrektorem więzienia Montjuic w czasach, kiedy pensjonariuszami byli znani z poprzednich tomów pechowy pisarz Martin (Gra anioła), złodziejaszek Salgado (Więzień nieba), czy wreszcie Fermin. Alicja szybko odkrywa, że Valls był również zainteresowany Isabellą primo voto Sempere, matką Daniela, co prowadzi ją do Barcelony i księgarni. Tu się sprawa komplikuje, bo wychodzi na to, że nie jest pierwszą osobą, która prowadzi to śledztwo, jej poprzednik zniknął, ona sama jest śledzona, a dodatkowo do gry wchodzi następca komisarza Fumaro, przystojny Hendaya, najgorszy z najgorszych brutali i zwyrodnialców.

Objętość książki jest tym razem należyta, wszystkie wątki są właściwie wygrane, nawet mam poczucie pewnego przesytu ze względu na wprowadzenie postaci Juliana Sempere, syna Daniela, który na zamknięcie historii - jako 10-latek - postmodernistycznie obiecuje ojcu, że napisze czterotomową sagę o historii rodziny i ludziach, których napotkali (o Julianie Caraxie, Davidzie Martinie, Ferminie Romero de Torres i Alicji Gris). 20 lat po opisanych w tym tomie wydarzeniach udaje mu się to we współpracy z cudownie odnalezionym Caraxem. Można to całkowicie zignorować, książka jest emocjonująca, śledztwo ciekawe, intryga wiarygodna (wiadomo, rozmawiamy o reżimie, w którym u władzy można było bezkarnie dopuszczać się zbrodni oraz o świecie, gdzie istnieje Cmentarz), wiele wątków - dotychczas luźno ze sobą związanych - się wyjaśnia, a dialogi skrzą się humorem, nawet nieco przegięta femme fatale, Alicja w czarnych pończochach ze szwem, uszkodzona laleczka bez duszy, w której każdy mężczyzna się kocha, nie jest niewiarygodna.

Gdybym miała wypisać szczególnie zabawne cytaty, musiałabym wkleić pół książki. Więc dwa:

Barcelończyk to istota, która nie przepuszcza najmniejszej okazji, by sprzeciwić się wszelkim autorytetom, jak chociażby mapa izobaryczna czy też logika arystotelesowska.
A, jeszcze jedno. Przyszła do pana paczka – powiedział Jenario. – Nie jest to raczej bomba, bo spadła mi na podłogę, a nadal jesteśmy cali i zdrowi.

Inne tego autora tutaj.

#17

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota marzec 16, 2019

Link bezpośredni - Tag: panowie - 0 komentarzy - Skomentuj


Tom Hanks - Kolekcja nietypowych zdarzeń

Nie wiem, w jakim stopniu Hanks (znany raczej z bycia aktorem) jest autorem opowiadań, ale nie jest to o tyle istotne, że są w większości nieźle napisane i ciekawe. Motywem łączącym historie jest - dość pretekstowo - maszyna do pisania, pojawiająca się jako rekwizyt w każdym; pojawia się w życiu niespełnionej aktorki i dziecka, które usiłuje uratować wiarę w Mikołaja swojej mlodszej siostry. Dodatkowo, kilka opowieści łączy grupa znajomych - nadaktywna (Amerykanie to ładnie nazywają overachieving) Anna, Dywiz-M pochodzenia XXX, naturalizowany Amerykanin pochodzenia azjatyckiego Wong, mistrz kręgli i narrator; narrator ma krótki, acz wyczerpujący romans z Anną, przyjaciele lecą rakietą na księżyc, Wong wygrywa w kręgle. Niektóre historie są z zupełnie innego świata - urodziny 10-latka z rozwiedzionej rodziny, kiedy to matka mieszkająca gdzie indziej zabiera go na przelot awionetką czy dramatyczna historia emigranta z Europy, który usiłuje znaleźć swoje miejsce w Nowym Jorku. Niestety, po przeczytaniu nie zostaje wiele, po kilku dniach od lektury części opowiadań już nie pamiętałam. Podsumowując - nie jest źle (nie tylko nazwisko autora jest największą wartością zbiorku), ale też nie jest to lektura obowiązkowa.

#16

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek marzec 15, 2019

Link bezpośredni - Tag: panowie - 0 komentarzy - Skomentuj


Evžen Boček - Arystokratka i fala przestępstw na zamku Kostka

Ku mojemu przyjemnemu zaskoczeniu, kolejny odcinek (bo długość książczyny jest dalej mizerna, 80 kindlowych ekranów, na pozostałych 20 są streszczenia wszystkich innych książek wydawnictwa, podobnie jak w poprzednich) jest znacznie ciekawszy. Zamiast powtarzalnego sitcomu z życia nierentownego zamku, zarządzanego przez wiecznie odurzonych Amerykanów i równie nieefektywnych pracowników zasiedziałych, Maria Kostka po nagłych oświadczynach Maxa odwozi go do szpitala, bo zaatakowała go borelioza. Omija ją przez to szereg wydarzeń, które 31 sierpnia 1997 roku miały kulminację w zamku - żałoba po śmierci księżniczki Diany, napad dwóch niezależnych grup przestępczych oraz wjazd policji. Jedna z grup - Sony i Andżela - chciała ukraść dla tajemniczego zleceniodawcy czaszki z katakumb, niestety oboje legitymowali się tak mizernym IQ, że gdyby nie mieli rąk przymocowanych na stałe, to niechybnie by je zgubili. Druga ekipa - rodzina Majerów (i pies), pragnąca pozyskać drogą grabieży obraz Rembrandta - była znacznie inteligentniejsza, ale jak stwierdził porucznik Nowotny, “według policyjnych statystyk ludzie z wyższym wykształceniem są najgorszymi przestępcami. Normalny człowiek nad niczym się nie zastanawia, tylko bierze z domu pończochę, w sklepie zabawkowym kupuje atrapę pistoletu, wpada do banku i dość często taki napad się udaje”. Niestety Majerom, ze względu na nadużywanie środków uspokajających i psychoaktywnych jednocześnie, bliżej było do innej sytuacji, opisywanej przez Nowotnego, “(...) o niedawnym włamaniu do mieszkania, podczas którego patrol policyjny wezwany przez sąsiadów zastał złodzieja na fotelu przed telewizorem, oglądającego Szklaną Pułapkę z Bruce'em Willisem. Przy aresztowaniu nie stawiał oporu, tylko prosił, żeby pozwolono mu obejrzeć film do końca”.

Tak jak poprzednio wspominałam, warto poczekać z lekturą, aż cały “cykl” się skończy (jeszcze nie), żeby przeczytać to jako uczciwą objętościowo książkę, a nie poszarpane odcinki.

Inne tego autora tutaj.

#15

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek marzec 11, 2019

Link bezpośredni - Tag: panowie - 1 komentarz - Skomentuj


Erle Stanley Gardner - Aksamitne pazurki

Nie pamiętam, czy zawsze intryga u ESG była właśnie tak zawiązywana, ale tutaj jest sklejona na ślinę i spinacze - do biura detektywa przychodzi zamężna dama, przedstawia się fałszywym nazwiskiem i prosi o pomoc w kwestii potencjalnego szantażu. Udała się z pewnym politykiem na niezobowiązującą kolację, wtem strzelanina, policja, spisywanie zeznań, ale udało się jej zniknąć tylnym wejściem (tyle o niezobowiązującej kolacji). Problem w tym, że plotkarskie czasopismo usiłuje wyśledzić, kim był nieujęty w protokołach gość i jego flama, co może prowadzić do skandalu. Perry się zgadza i błyskawicznie sprowadza problemy, bo ignoruje prośbę klientki o zachowanie anonimowości, śledzi ją i zamiast dowiedzieć się o wysokość kwoty szantażu, wykrywa, że właścicielem czasopisma jest mąż klientki, co jakby utrudnia załatwienie sprawy polubownie czy na stopie dżentelmeńskiej. Kiedy zostają znalezione zwłoki wspomnianego męża, klientka informuje o tym Masona, niedwuznacznie sugerując (w panice albo z wyrachowania), że według niej to właśnie adwokat go zabił, ale ponieważ łączy ich pakt, to tego nie zezna policji.

To, co mnie zafascynowało, to Mason jako pracodawca. Kiedy zostają odkryte zwłoki w okolicach północy, adwokat budzi swoich współpracowników o 3 i każe im przyjść pracować, informując, że to będzie długi dzień - Paul Drake trochę narzeka, zaspana Della natomiast ofiarnie przybiega, mimo że jej praca ma polegać na “trzymaniu fortu” i czekaniu na telefon od szefa. Etyka też kuleje - Mason chętnie korzysta z przekupstwa, oszustwa, namawiania do fałszywych zeznań czy wręcz potencjalnego szantażu, szukając haków w przeszłości dziennikarza, żeby go uciszyć. Ale to nic - w strategicznym momencie wkręca swojego klienta, podstawiając nic nie wiedzącego świadka, dzięki czemu klient wyznaje zbrodnię. Wchodzi policja i Perry Mason, adwokat-geniusz, informuje funkcjonariuszy o przyznaniu się do zbrodni, proszę, tu protokół przygotowany przez pannę Street, wszyscy są pełni zachwytu, jakże on to sprytnie zrobił. To był ten moment, kiedy chciałam sobie wsadzić widelec w ucho (bo audiobook).

Inne tego autora:

#14/#3

Napisane przez Zuzanka w dniu środa marzec 6, 2019

Link bezpośredni - Tag: panowie - 0 komentarzy - Skomentuj


Wojciech Kuczok - Gnój

Po spokojnym, choć czasem dramatycznym, jak przystało na losy rodziny na Śląsku, przerwane II wojną światową, ale oddanym z ironicznym dystansem prologu o historii rodu i domu rodziny K., nie ma żadnego ostrzeżenia przed przejściem do Wtedy. Do polskiego domu z tradycjami i ojcem, Starym K., egzekwującym wychowanie za pomocą bestialskiego bicia. Bicia, które oczywiście jest wyrazem miłości i troski o potomka, bez tego junior by się stoczył. Kuczok używa słów mistrzowsko, budując obraz wewnętrzny kilkuletniego narratora, przedszkolaka-pierwszaka, marzącego o wojnie, która pozwoliłaby na usprawiedliwione, jednorazowe użycie karabinu (wszak dzieci w czasie wojny mogą mieć karabiny, patrz Pomnik Małego Powstańca) do usunięcia Starego K. (bo byłby wtedy żołnierzem, a nie ojcobójcą). Przemocy jest więcej, zarówno w związku małżeńskim państwa K., wśród rodzeństwa (terror wprowadzany przez Starego K. i jednoosobowy zakon siostrzany nieelokwentnemu bratu ich obojga), jak i wśród rówieśników, egzekwujących falę za pomocą pięści, kopniaków i śliny.

To bardzo dobrze zaprojektowana książka, ze znaczącym podziałem zarówno tematycznym, jak i nastrojowym. Część pierwsza - Przedtem - jest nostalgiczna, nieco baśniowa mimo scen wojennych i biedy przeświecającej przez pozory jak przez przesiany materiał. Pojawia się sporo różnorodnych postaci, pełnokrwistych, z problemami i własnymi traumami. To, co znamienne, przedtem nie ma przemocy ani patologii. Część druga - Wtedy - to dorastanie w okolicach Stanu Wojennego, tu raczej (poza epizodem w sanatorium), uwaga skupiona jest na Starym K., ojcu-oprawcy, inteligentnym psychopacie, którego brutalne zapędy próbuje hamować matka, również niszczona psychicznie przez Starego K. Potem - oniryczna wizja zatopienia domu ze starzejącymi się rodzicami w gnojówce - nie przynosi narratorowi katharsis. Czytelnikowi też, niestety. Ale jest warta lektury.

#12/#2 (w trakcie słuchania wzięłam i przeczytałam, bo przez repetycje miałam wrażenie, że ciągle słucham tego samego, a tu nie)

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek luty 15, 2019

Link bezpośredni - Tag: panowie - 4 komentarze - Skomentuj


Maeve Binchy - Szklane jezioro

Lata 50., Irlandia. Mieszkająca w małym miasteczku przy tytułowym jeziorze (które bynajmniej nie jest szklane) rodzina aptekarza McMahona doświadcza tragedii - znika Helen, żona i matka dwójki nastoletnich dzieci. Ponieważ wcześniej kobieta była depresyjna, unikająca kontaktów i często znikająca na samotne spacery, 14-letnia córka Kit uważa, że jej matka popełniła samobójstwo. Żeby uniknąć wstydu i problemów zbawienia duszy matki (nie komentuję, szkoła katolicka, Irlandia, lata 50.), pali znaleziony w sypialni list zaginionej do męża. Po długich poszukiwaniach zostają znalezione jakieś zwłoki, odbywa się katolicki pogrzeb i żałoba. Tyle że oczywiście to nie są zwłoki Helen, która uciekła do kochanka, prawdziwej miłości[1] sprzed lat, bo zaszła z nim w ciążę, a dla uniknięcia łez męża zdecydowała się powiadomić go o tym fakcie listem (i nie, nie jest to dramatyczny zwrot akcji, rzecz się dzieje w zasadzie na początku książki). Helen zmienia imię na Lena, nazwisko na nazwisko kochanka i choć technicznie martwa, rozpoczyna nowe życie w Londynie. Po przeczytaniu w lokalnej irlandzkiej gazecie o tragedii w miasteczku i po początkowej wściekłości na męża, który ewidentnie zataił nawet przed dziećmi fakt, że ich matka i owszem, jest wiarołomna, ale żyje, Lena decyduje się na udawanie “swojej najlepszej przyjaciółki” i zaczyna korespondować z córką za pośrednictwem zakonnicy-pustelniczki. Oczywiście córka decyduje się na wyprawę do Londynu, żeby poznać przyjaciółkę matki i sprawa się sypie, tyle że nie. Kit arbitralnie decyduje, że jej ojciec zasługuje na szczęście i może bigamicznie pojąć za żonę sympatyczną Maurę, a jej brat już stratę przepracował (oraz chyba nie chce odpowiadać za spalenie listu i sprowadzenie na rodzinę kilkuletniej żałoby). Dwa wątki - życia Leny z bawidamkiem Louisem i jej sukcesów biznesowych oraz dorastania Kit - splatają się ze sobą aż do (nagłego) finału.

Nie zakładałam, że będzie to literatura ambitna, ale i tak mnie zaskoczyła poziomem dramy porównywalnym z “Klanem”. Pomijam już samo zawiązanie intrygi (wielką miłość, która pozwala z lekkim sercem zostawić kilkunastoletni związek i dzieci w imię), ale potem nie jest lepiej. Chory psychicznie/opóźniony w rozwoju napadający mieszkańców miasteczka i chroniony przez zakonnicę-pustelniczkę, Kit szantażująca bogatego chłopaka, który rozpowiadał, że z nią sypiał, ale potem ją przeprosił i byli przyjaciółmi (a ojciec zapłacił słoną nawiązkę), toksyczna przyjaciółka Kit, wżeniająca się w rodzinę bogaczy czy wreszcie pomysł brata Kit, żeby jego siostra odciągnęła od jego ukochanej lokalnego lowelasa, w którym Kit się oczywiście zakochuje mimo jego przeszłości. Autentycznie nie mogłam się oderwać, czekając, aż całość grzmotnie z wielkim hukiem. Nie wiem, czy zalety książki - klimat małego irlandzkiego miasteczka, pozytywistyczny rozwój zahamowanej przez “życie przy mężu” żony, wielka akcja odnawiania zaniedbanego hotelu w celu spektakularnego Sylwestra, trochę historyjek o różnie pojmowanej przyjaźni (Kit i Clio, Lena i Ivy) - rekompensują mizerię fabuły.

[1] Prawdziwą miłość poznajemy po tym, że ona go kochała nad życie, on ją też, ale zdecydował się na ślub z bogatą dziedziczką. Kiedy dziedziczka się wymydliła po kilkunastu latach, zbankrutowany on wrócił, żeby o sobie przypomnieć.

Inne tej autorki tutaj.

#11

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek luty 14, 2019

Link bezpośredni - Tag: panowie - 1 komentarz - Skomentuj


Kamil Bałuk - Wszystkie dzieci Louisa

Mężczyzna o (zmienionym) imieniu Louis był w latach 80. dawcą nasienia w Holandii. Na skutek kilku czynników - nieokreślonego prawodawstwa w kwestii anonimowości dawców, braku kontroli klinik, dzięki czemu dochodziło do niedozwolonych praktyk podczas zapładniania, rewolucji seksualnej czy wreszcie autystycznego mężczyzny, owładniętego poczuciem misji spłodzenia jak najwięcej potomków - urodziła się bliżej nieokreślona liczba spokrewnionych ze sobą dzieci. Brązowookich, o ciemniejszej skórze, nie podobnych do danych anonimowych dawców, opisanych w "paszportach dawcy". W poszukiwaniu biologicznego ojca dwójka z nich, nastoletnich, wzięła udział w programie telewizyjnym, w wyniku czego zaczęły odnajdywać się kolejne dzieci o podobnym garniturze genów. Zgłosił się wreszcie, mimo wysiłków kliniki, dawca, tytułowy Louis, z pochodzenia Surinamczyk; nadzwyczaj chętny do poznania swoich licznych potomków.

Autor reportażu na barwnym tle Holandii lat 80., z samotnymi z wyboru matkami, opisuje ewolucję koncepcji dawstwa nasienia - od pełnej anonimowości, do warunkowej, wreszcie do uporządkowania tego kawałka medycyny regulacjami Unii Europejskiej. Odrębnymi historiami są opowieści dzieci z dawstwa: o odkrywaniu prawdy o swoim pochodzeniu, czasem skrywanej, przewadze biologii nad wychowaniem i odwrotnie, więziach łączących pół-rodzeństwo ze sobą, czy wreszcie ich stosunku do człowieka, którego komórka stała się zaczątkiem ich istnienia. Trzecia perspektywa to historia samego Louisa, człowieka w spektrum autyzmu, który nie mając realnych szans na trwały związek z kobietą, wybrał inną metodę rozsiania swoich genów.

#10

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek luty 5, 2019

Link bezpośredni - Tag: panowie - 0 komentarzy - Skomentuj