Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Tag: prl

Tomasz Helner - Komisarz Bonetti szuka Magdaleny

Tomasz Helner to jeden z pseudonimów Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego, łatwo się domyślić po zamiłowaniu ZZZ do Włoch (i pięknych pań).

Magdalena, młoda i niespecjalnie rozważna[1], jedzie do Rzymu na spotkanie z mężem, który ma wyjść po nią na stację i dowieźć do Neapolu, w którym pracuje. Niestety męża nie ma, bo - czego oczywiście Magda nie wie - jego gospodyni zapomniała oddać mu telegram, więc niezasobna finansowo chwyta się okazji i jedzie samochodem z przygodnie poznaną parą Szwajcarów - Edwinem i Karoliną Walderami, którzy cudownym zbiegiem okoliczności planują wycieczkę w dół półwyspu. Najpierw jednak jadą do willi pod Rzym, gdzie zmęczona kilkudziesięcioma godzinami w pociągu Magdalena zasypia, a gdy się budzi, znajduje zwłoki Edwina. Porywają ją gangsterzy, wiozą nie wiadomo gdzie, po czym okazuje się, że wzięto ją za niejaką Ingryd, Szwedkę zajmującą się przemytem narkotyków. Magda zostaje uprowadzona przez szefa gangu, niejakiego Nordona, który szantażuje ją sfingowanymi dowodami jej udziału w morderstwie Edwina, ale też twierdzi, że się w niej zakochał[2], tyle że jest dżentelmenem, nie pcha się do jej sypialni, tylko czeka, aż i ona zachwyci się jego opalonym i umięśnionym ciałem. Plan bezbłędny, Magdalena oczywiście ma syndrom sztokholmski[3] (aczkolwiek znudzona trywialnym pięknem wyspy tęskni za Polską[4]), tyle że Stefan, bezsensownie kręcący się po Rzymie w poszukiwaniu zaginionej żony, trafia przypadkiem - przez wuja swojego kolegi - na piękną signorę Manganello[5], która okazuje się należeć do tego samego gangu. Przed konsumpcją znajomości ustrzega Stefana tylko fakt, że ktoś signorę znienacka morduje.

Widzę dużo podobieństw do "Całego zdania nieboszczyka" Chmielewskiej; Magdalena jest łudząco podobna do jednej z przestępczyń, przez co Walderowie wyłuskują ją na dworcu i wplątują w intrygę, pojawia się też motyw samotnej ucieczki chybotliwą łódką z wyspy. Reszta akcji jest raczej przypadkowa - kolega Stefana nieświadomie prowadzi go do wuja-gangstera, a Bonetti - fan malarstwa - prywatnie trafia na doroczną wystawę obrazów na via Margutta, gdzie znajduje portret Yngrid. Oczywiście włoska policja w ogóle nie podejrzewa Stefana ani Magdaleny o bycie w szajce, ponieważ to biedni Polacy.

Się je: suchą kiełbasę i jajka na twardo (w pociągu), świeże bułeczki z szynką i serem (we włoskiej restauracji), zimne karczochy i sandwicze z szynką oraz ciasto biszkoptowe (w willi Szwajcarów), kawę, grzanki, masło i marmeladę (w kawiarni), makaron i twarde, wysmażone na oliwie mięso (na odludnej wyspie), doskonałe ravioli, wyśmienite risotto i smażone karczochy oraz budyń czekoladowy z biszkoptami (Eleonora, żona komisarza Bonnettiego), skromna zupa z soczewicy i omlecik z groszkiem, zupę ryżową i rybę smażoną, pływającą niesmacznie w oliwie i w pomidorowym sosie, pomarańcze, drożdżowe bułki (na śniadanie), zimne mięsa, pieczone kurczęta sery i owoce, różne gatunki win, ciasta, słodycze (u barona). Cała rzecz kończy się ucztą u Bonettiego, gdzie Eleonora upiekła trzy kury, do tego smażone kartofle, sałata, a na deser zrobiła tort orzechowy.
Się pije: czaj serwowany przez rosyjskiego konduktora w pociągu Warszawa-Wiedeń-Rzym, wermuth, koniak, whisky, martini dry.
Patriotycznie: Na zakończenie rozmowy uprzejmy pocztowiec powiedział, że bardzo lubi Polaków i ceni ich za męstwo, odwagę i miłość ojczyzny. — My, Włosi, mamy wiele wspólnego z wami, Polakami.
Się pali: cygara (Bonetti), Nazionale (Franco).
Szowinizm powszechny: Bonetti zwrócił uwagę na fakt, że nic z tych wszystkich przedmiotów nie wskazywało na obecność kobiety. Wiedział przecież z własnego doświadczenia, ile przedstawicielki płci pięknej potrafią gromadzić niepotrzebnych gratów.

Wolski w tej chwili poczuł, że jest bardzo głodny. — Z przyjemnością, ale pod warunkiem, że to ja panią zapraszam. Jestem Polakiem, a u nas w Polsce jest taki zwyczaj, że mężczyzna zaprasza kobietę.

Etyka gangstera: Największe fortuny na świecie zaczynały się przeważnie od niezbyt czystych machinacji, od oszustw, kradzieży, nawet od zbrodni. Jakbyśmy się zaczęli doszukiwać rodowodu majątków miliarderów amerykańskich to zapewniam panią, że doszukalibyśmy się gangsterskich metod ich samych albo ich przodków. Widzi pani, ja jestem o tyle uczciwszy, w swym działaniu, że nie udaję człowieka uczciwego, nie każę ludziom otaczać się czcią i szacunkiem.

[1]

(...) może kokietować spokojnie innych mężczyzn, pewna, iż masywna sylwetka Stefana zapewni jej należyty szacunek otoczenia Wiedziała, że zawsze ją ochroni, że wydobędzie ją z każdej trudnej sytuacji, w jakiej może się znaleźć dzięki swej wrodzonej lekkomyślności Tak bardzo lubiła być lekkomyślną. Taką ogromną przyjemność sprawiało jej nieliczenie się z konsekwencjami niezbyt przemyślanych i niezbyt rozsądnych czynów. (...) Mimo, że groziło jej nieznane niebezpieczeństwo, cała ta historia zaczynała ją ekscytować. Przypominała sobie podobne sceny, oglądane wielokrotnie na ekranie i wyobrażała sobie jak jej przyjaciółki zzielenieją z zazdrości, kiedy będzie opowiadała swoją sensacyjną przygodę. Widziała już niedowierzający uśmieszek Leny i zawiedzione spojrzenie Baśki, która z zapartym tchem będzie czekała na scenę gwałtu. — E, nawet cię nie zgwałcili — powie z pogardą. —Też mi gangsterzy.

[2] Nie był człowiekiem sentymentalnym i potrafił zabijać z zimnym wyrachowaniem, strzelać jednak do bezbronnej dziewczyny, a potem ciało topić w jeziorze... Nie. To mu się wydawało niesmaczne, jakieś po prostu nietaktowne. Pochodził z dobrej rodziny i nawet w swej zbrodniczej działalności lubił utrzymywać, jak mówił, wytworny styl. Ojciec jego był austriackim baronem, a matka angielską lady. Musiał przecież szanować swe arystokratyczne tradycje.

[3] (...) I nagle złapała się na tym, że dla tego człowieka zaczyna odczuwać coś w rodzaju sympatii. (...) Nie widziała już w nim bezwzględnego, idącego po trupach gangstera, ale ofiarę przeciwności życiowych, fatalnych zbiegów okoliczności, przypadkowych powikłań. (...) Człowiek to dziwne stworzenie, często ulega złudzeniom, a jeszcze częściej jest nieświadomym niewolnikiem utartych obyczajów. Utarło się, iż uczciwa, szanująca się kobieta powinna kochać męża, no i kobieta wmawia w siebie, że tak jest istotnie, chociażby jej rzeczywiste uczucia wcale się nie pokrywały z tym założeniem.

[4] Prawie z nienawiścią patrzyła na niebieskie morze, na porcelanowy błękit nieba i na sypiące złotym blaskiem słońce. Dosyć już miała tego słodkiego, pocztówkowego krajobrazu, dosyć upałów, dosyć makaronu z pomidorowym sosem. Marzyła o tym, żeby jak najprędzej wrócić do kraju, zobaczyć prawdziwy las, prawdziwą wieś, prawdziwe, ogromne łany zbóż, ożywione czerwienią maków. Tęskniła też za krwistym befsztykiem wielkim jak dłoń, za młodymi kartoflami i, za razowym chlebem i za talerzem barszczu. Żona rybaka niezmiennie smażyła ryby na oliwie i gotowała makaron.

[5] Była tak piękna, że Wolski aż się zmieszał, a Alberto wpatrzył się w nią oszołomiony i z trudem wykrztusił grzecznościowe słowa powitania. Wysoka, postawna, świetnie zbudowana. Jasno blond, gęste, nietlenione włosy upięte w wysoki kok kontrastowały w niepokojący sposób z ogromnymi zupełnie czarnymi oczami o miękkim, aksamitnym połysku. (...) Profil greckiej bogini. Usta mocno zarysowane, zmysłowe.

Inne tego autora, inne z tej serii.

#83

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek sierpień 5, 2021

Link bezpośredni - Tag: prl - 0 komentarzy - Skomentuj


Danuta Frey - Dom, w którym straszy

Ewa wzywa 07, zeszyt 146

Ostatni z cyklu! Czas na małe podsumowanie i prosecco.

Uzupełnienie braków, przeczytanie i spisanie całości zajęło mi prawie trzy lata - zaczęłam w lipcu 2019, skończyłam w czerwcu 2021.
25% tomików (36) napisały kobiety, 75% mężczyźni.
Rekordziści wśród autorów:
  • Zygmunt Zeydler-Zborowski - 11
  • Danuta Frey (raz jako Frey-Majewska) - 8
  • Helena Sekuła (raz jako Turbacz) - 7
  • Jerzy Edigey - 6

Spis osób:

  • Piotr Walczak - z wykształcenia historyk sztuki, z zawodu marszand, Polonus z Wiednia
  • Kazimierz Zych (ps. Introligator) - wysokie czoło z czarnym znamieniem na prawej stronie, zaostrzony nos i policzki jak suchotnik
  • proboszcz z Górska - siwy i nieco przygarbiony
  • Czyżewski - organista, niepozorny mężczyzna o rzadkich włosach przyklejonych do czaszki, grube okulary w staromodnej drucianej oprawie
  • Baśka - bufetowa, apetyczna brunetka w różowej obcisłej bluzce, klamerki w kształcie stokrotek w długich, ciemnych włosach
  • Janek Brylak (pan Janek) - właściciel strzelnicy i kawiarni, brat panny Basi, pospolita twarz, obcisła koszula w kratkę, czarna chusta na szyi i dżinsy z metalowymi napami
  • Wacław N. (ps. Jubiler) - nieoficjalnie zajmuje się importem i eksportem
  • Szczęsny/Feliks Koterba - niegdyś popularny aktor, starszy, o długiej kostycznej twarzy, z profilu przypomina sępa
  • Adam Bolesta - kiepski aktor, zachodzi do Basi, ciemne, gładko zaczesane włosy, przystojna twarz o regularnych rysach, podobny do Alaina Delona
  • W. Smolarski - ajent kiosku ze słodyczami na Zamkowej Górze, zięć Koterby, krępy, łysiejący blondyn o pucołowatej twarzy
  • wikary z Górska - młody, blada piegowata twarz, kręcone rudawe włosy
  • kapitan Maciek - współpracownik Walczaka

Walczak, emigrant z Austrii, przyjeżdża do małego miasteczka, Górska, i rozpytuje dyskretnie o srebrne wyroby. Dyskretnie, bo kilka lat wcześniej miała miejsce zuchwała kradzież w lokalnym kościele; przestępstwo przypisano organiście, który zniknął w dniu kradzieży. Budzi to niepokój mieszkańców, niektórzy się zasobnym Polonusem interesują dość intensywnie, w tym panna Basia, barmanka, która nie waha się nawet wskoczyć do łóżka Walczaka, żeby przegrzebać jego rzeczy. Kiedy przypadkiem zostają znalezione zwłoki organisty, wiadomo już, że za kradzież odpowiada ktoś z miasteczka, a wszystkie wątki prowadzą do opuszczonego domu w Pustelniku pod Warszawą. Jak się łatwo domyślić, Walczak jest tajniakiem, a dodatkowo lowelasem[1], twardzielem, którego zapalenie wyrostka nie zwalnia z pracy.

Się pije: kawę i colę, likier pomarańczowy pod czekoladowe herbatniki, koniak (ale tylko 25g, bo autem).
Się klei: włosy na cukier.
Się słucha: Madonny.
Się łyka: gardan na ból głowy i ropne zapalenie wyrostka.
Się jeździ: porschem, nyską, daihatsu, polonezem.

[1]

- Złotko, zawsze powtarzam, żę takie pięknie jak pani kobiety w żadnych wypadku nie powinny się wtrącać ani do polityki, ani do interesów. Bozia stworzyła je do zupełnie czego innego. A ja, przysięgam, należę do facetów, którzy potrafią to docenić. Sama się pani może o tym przekonać.
[Po czym rzucił obietnicami przejażdżki do Krakowa, obiadu u Wierzynka i kawy u Hawełki].
Sytuacja zaczęła się klarować i nie byłbym mężczyzną, gdybym tego nie zrozumiał...
Pielęgniarka była nieprzyzwoicie młoda. Miała zgrabne nogi (...)

Inne tej autorki, inne z tego cyklu.

#82

Napisane przez Zuzanka w dniu środa sierpień 4, 2021

Link bezpośredni - Tag: prl - 2 komentarze - Skomentuj


Marianna Szymusiak - Zemsta

Ewa wzywa 07, zeszyt 145

Spis osób:

  • Martyna Szamiłło - drobna 30-latka o szarych oczach i dość dziecinnie wyglądającej twarzy, wściekła wygląda jak harpia
  • Rysiek - szwagier Martyny, internowany w Białołęce
  • Magda - siostra Martyny, żona Ryśka
  • Szamiłło senior - ojciec Martyny i Magdy, z przeszłością w partyzantce
  • Stach Sliwiński - leśniczy, przyjaciel ojca Martyny z czasów partyzantki
  • Śliwińska - leśniczyna, zaciąga po kresowemu
  • Grzegorz Markowski - serdeczny przyjaciel Martyny
  • Witold Otecki - mąż Martyny, z zawodu wicedyrektor, jak z żurnala dla podstarzałych playboyów
  • Patrycja Barańska - nowa flama Oteckiego, wygląda na kobitkę, co do dziesięciu nie umie zliczyć
  • Cezary Kraczek - dyrektor szpitala w Wydarzynie, z wyglądu raczej rzeźnik, a nie lekarz, z wydatnym, mięsistym czerwonym nosem
  • Szul - osobisty parobek Oteckiego
  • Basia Haczkowska - organizuje w Paryżu dary dla Polaków
  • Bolesław Nowak - komendant posterunku MO w Wydarzynie, śniady i przysadzisty, z charakteru porywczy i ostry
  • Andrzej Zieliński - przyrodni brat Bolesława, oceanograf, z wyglądu typowy Szwed, nieśmiały flegmatyk
  • Zośka Nowakowa - żona komendanta, zna bieżące plotki
  • Napoleon (Poldek, zwany Waterloo) - prokurator z Pruszkowa, młody, Nowak uważał go za stażystę
  • kapitan Niziołek

Stan wojenny. Do domu Martyny wpada jej siostra, każe się pakować, bo trzeba uciekać - ZOMO zabrało Ryśka, męża siostry, a w liście ojciec ostrzega ją przed aresztowaniem i każe ukryć się u znajomych. Po trzech miesiącach okazuje się, że Martyna wcale nie była w niebezpieczeństwie, a plotkę rozpuścił jej mąż w separacji, który skrzętnie wykorzystał nieobecność żony na wymeldowanie jej z odziedziczonej willi i zameldowanie swoich znajomych (durnymi artykułami przeszkadza mężowi w karierze zawodowej). Wściekła Martyna chce odzyskać dom po babci, mimo że jej przyjaciel i rodzina zniechęcają ją do tego[1], bo dziewczynki nie powinny być zawzięte i mściwe. Rozpoczyna się wojna podjazdowa - Martyna wchodzi oknem, zakładają kraty, Martyna podlewa resztki swojego ogrodu, odcinają wodę, wreszcie - zrywają złośliwie nawet niedojrzałe truskawki. Kiedy więc któregoś dnia Martyna widzi czerwone owoce na krzaczkach, budzi to jej podejrzliwość. Słusznie, bo niedługo potem giną Barańska i Szul, poplecznicy męża. Milicja usiłuje ustalić, kto zaprawił truskawki silną trucizną i kto tak naprawdę miał zginąć.

W tle, poza ewidentnym zluzowaniem cenzury (internowanie i ZOMO), rozgrywa się dramat Bolka Nowaka, którego matka zapisała swój dom drugiemu synowi, przez co nastąpił rozłam między i tak dalekimi od siebie przyrodnimi braćmi.

Się pije: ziółka na chorą duszę (po których człowiek idzie spać, a rano budzi się radosny).
Się je: jajecznicę.
Się żartuje: Znasz przysłowie gruzińskie? Rozum dziesięciu kobiet zmieści się w jednej skorupie orzecha i jeszcze wolne miejsce pozostanie. Poczekajcie, pójdę przyszyć oderwane ze śmiechu boki.
Się cytuje: “Działalność tajnych związków zawsze kończyła się ścinaniem członków” (Przekrój).
Się pali: dużo, chociaż papierosy są na kartki.
Się łyka: tabletki z krzyżykiem na ból głowy.
Się pije: czystą, wódkę z pieprzem (na przeziębienie), lipę z miętą (jw.)
Się ma związek partnerski: ha ha ha, nie. Nowak, poproszony o umycie wanny po swojej kąpieli, twardo rzuca, że to robota żony, która to tylko “ploty i latanie po kumach”.

[1] Oczywiście w tonie patronizujacym:

- Ale głupiejesz i to z dnia na dzień! - krzyknął. - Martyna, co z tobą się dzieje? Zawsze wiedziałaś, co jest naprawdę ważne, a co nie, nie przejmowałaś się drobiazgami, tak fajnie umiałaś cieszyć się życiem, a teraz… Nerwowa kobitka rozpaczająca z powodu utraty jakiejś tam cholernej willi, Kiedy ty ostatnio byłaś u fryzjera?
Przygładziła włosy ze smętną resztką trwałej, zerknęła na cajgową spódnicę w stylu “szmata” i na rozciągnięty sweter (...)
Na młodym prokuratorze nie zrobiła korzystnego wrażenia. Niewysoka, drobna, ale o ostrych, prawie męskich ruchach. Spodnie, nazbyt obszerna bluzka, parciana torba nijakiego koloru dalekie były od elegancji. I ani śladu makijażu tuszującego wiek. Nie zależało jej chyba na dobrym wyglądzie.
Za to, kiedy tylko się postarała…
Martyna wyglądała doskonale. Zwiewna sukienka, fantazyjnie upięte włosy, staranny makijaż sprawiały, że wydawała się dużo młodsza.

Inne tej autorki, inne z tego cyklu.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek sierpień 3, 2021

Link bezpośredni - Tag: prl - 0 komentarzy - Skomentuj


Helena Sekuła - Noc bliskiego księżyca

Ewa wzywa 07, zeszyt 144

Spis osób:

  • ”Medyk” - odsiaduje za atak skalpelem
  • ”Szambelan” - bryła mięśni o sile wołu obdarzoną sprytem, przed odsiadką wywoził szamba
  • ”Alkor” - narrator, absolwent fizyki, okradał Peweksy na bezczelnego
  • Łukasz - inżynier, siedzi za nieumyślne spowodowanie śmierci na budowie
  • ”Hef” (Hefajstos) - obrzękła twarz, podpuchnięte worki pod oczami, rozdęty nos
  • ”Płowy” - mocna klatka piersiowa i węzły mięśni na ramionach, odgrywa światowca, wbrew przezwisku smagły
  • Mecenasowa/Chrzestna/Jadwiga - bizneswoman, sztywny od lakieru lśniący hełm tlenionych włosów
  • Iwa - striptizerka ze snopem włosów barwy dostałego żyta, zwiniętych w węzeł nad karkiem, ciało jak antycznego posągu, kochanka Alkora
  • Lala - dziwka, dyskretnie umalowane oczy, powód odsiadki Medyka
  • Elka od Blacharza - “narzeczona” Alkora, modnie uczesana fryzjerka
  • ”Blacharz” - najbogatszy na całej uliczce dzięki przyszłemu zięciowi (do czasu)
  • Harabatszaty - Ormianin z Lwowa, właściciel drogiej restauracji w Sztokholmie
  • Kukułka - egipsko przedłużone czarnym tuszem oczy, ciężkie powieki i ładne, za duże usta

Alkor wychodzi z więzienia, nie czuje jednak euforii, bo nie dość, że musi podzielić się zachomikowanym łupem ze wspólnikami, których nie wydał, to jeszcze jego dziewczyna niespecjalnie się cieszy, że wrócił po siedmiu latach. Planuje uciec z pieniędzmi, zabierając Iwę; wygląda na to, że jego plan się częściowo powiódł, bo zniknął z pieniędzmi, ale Iwa zostaje i musi zmierzyć się z nachodzącymi ją Płowym i Hefem, wspólnikami Alkora oraz Mecenasową, która trzyma w garści czarny rynek.

Sekuła znana jest z tego, że bardzo dba o sztafaż odzieżowy powieści[1] oraz o realia społeczno-gospodarcze - wspomina o HIV[2], Alkorowi ciężko kupić po odsiadce współczesne ubranie, bo w butikach kosztowało drogo, w uspołecznionym handlu brakowało, dziwią go też ceny oraz zmiany w handlu[3]. Ciekawostka - nie ma w ogóle udziału milicji, o sprawiedliwość występują eks-skazańcy z kodeksem moralnym.

Się kupuje w więzieniu: herbatniki, słone paluszki i cytronadę (przypominającą smakiem i kolorem rozwodniony żółty tusz kreślarski).
Się je: zupę bez tłuszczu, befsztyk à la książę Radziwiłł, wodę po kompocie i kawę z kolejnego naparu (w lokalu “z zadęciem do wysokiej kategorii” za 900 zł), grochówkę i pierogi z serem (w Caritasie za 80 zł), pieczone mięso i węgierskie salami na kolację, skorupiaki, szwedzki półmisek i parówki na gorąco (powiew luksusu), suchary z razowego chleba nasączane smalcem i plaster boczku (w więzieniu), duńskie szynki, różowe jak prosięta z marcepanu, w kołnierzykach z przezroczystej galarety (z Peweksu), szproty w oleju, peklowany ozór i rzodkiewki, kraby z puszki (z cytryną, majonezem albo grzybkami), kindziuk, chiński schab.
Się pije: szkota i koniaki, ostrygę na odtrucie (żółtko, oliwa, sok z cytryny, koniak), mrożoną kawę, brandy.
Się pali: camele, dunhille, sporty, carmeny i klubowe.
Się nosi: japońskie seiko z bransoletką z rodowanego srebra.
Się stoi: w kolejce za odrobiną herbaty, nie ma oliwy ani cytryn (jest olej rzepakowy, a cytryny tylko za dolary).
Się płynie: promem (18 godzin Gdańsk-Nynasham, co ciekawe, tyle płynie i dziś).

[1] Alkor wychodzi z więzienia i powątpiewa w swoje zdrowie psychiczne na widok ludzi na ulicach:

Przypominali statystów, którzy zeszli z planu filmowego i nie zdejmując kostiumów niecierpliwym tłumem podążali na obiad. Supermeni w bluzach z obszernymi rękawami, w gęstwinie patek, pasów, lśniących capów, w ostrych kolorach zestawionych kontrastowo, jakby wyskoczyli wprost z komiksów o istotach z kosmosu, sunęli sportowcy w opiętych dresach i treningowych pantoflach, maszerowały kopie Robin Hooda w sajanach o poszerzonych ramionach jeszcze hardziej podkreślonych pikowanymi wałkami umieszczonymi na szwach, w barwnych, krótkich botach o wydłużonych noskach. (...) Zmieniła się moda. Zrozumiał to spoglądając na swoje oliwkowe drelichy od Woolworth'a z Londynu i buty z cholewkami do pół łydki ze ściemniałego juchtu. Gdy brali go za mury, szyk stanowiły ubrania w stylu militarnym. Młodzi mężczyźni na warszawskiej ulicy przypominali południowoamerykańskich partyzantów na prze­pustce. Przez miasta Europy maszerowały żołnier­skie trzewiki i mundurowe trencze.

[2] Trochę mi zajęło, zanim zrozumiałam, czym jest “ajcza”:

(...) mógł złapać salmonellę albo jakiego ajcza - tak brzmiała w jej wymowie nazwa siejącej grozę choroby. - Od małp się wzięła, a czarni ją roznoszą. Odkąd się ta nowa wenera ujawniła, ni czarneckich, ni szejków na kwaterę nie biorę, żeby mnie nawet afrykanerami inkrustowali, zresztą złoto teraz nie w cenie, dzisiaj kurs na angielskiej giełdzie po trzysta sześćdziesiąt sałaty za uncję, a w naszych bankach zawsze płacą mniej, widać mają trudności ze słuchaniem radia, pewno im zagłuszają w tym temacie!

[3]

- Eee, niewiele straciłeś, tu się kotłowało, niespokojnie było, jedzenia nie było, niczego nie było, gorzała na kartki. Niewiele szefa ominęło, można powiedzieć, spokojnie sobie na państwowym pomieszkał.

Inne tej autorki, inne z tego cyklu.

#77

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek lipiec 19, 2021

Link bezpośredni - Tag: prl - 2 komentarze - Skomentuj


Danuta Frey - Zabawa w chowanego

Ewa wzywa 07, zeszyt 143

Spis osób:

  • Michał Malanowski - profesor, masywny, dobrze umięśniony 60-latek, ze zrośniętymi brwiami
  • Artur Horosz - asystent profesora, rudawy wypłosz
  • Justyna Horosz - żona Artura, dość pulchna, długowłosa, zachowuje młodzieńczą świeżość mimo 30 lat
  • Mira Malanowska - profesorowa, wręcz chuda 50-latka, nosi szeroką sukienkę w kwiaty
  • Patrycja, Pat - siostrzenica Malanowskiego, długie czarne sfalowane włosy, szczupła, trochę południowa twarz o śniadej cerze, pół Szkotka
  • Monika - córka Malanowskiej, niska pulchna blondyna, zbyt jasna na naturalny kolor, przydymione okulary
  • Bruno Jankowski - narzeczony Moniki, wysoki i szczupły, podobny do bociana kroczącego na długich nogach
  • Andrzej Kostrzewski - przypadkowy turysta, brodaty, do wizerunku pirata brakuje mu tylko przepaski na oko
  • Elżbieta Kostrzewska - żona Andrzeja, drobna, szczupła ciemnowłosa, dawna studentka Malanowskiego
  • major Marek Wanacki (41) - znajomy Elżbiety, ma dość zebrań i narad

Horoszowie przyjeżdżają na daczę do profesora Malanowskiego; profesor chce poznać bliżej swojego asystenta, bo waha się, czy powierzyć mu następstwo w zarządzaniu instytutem. Na miejscu okazuje się, że asystent nienawidzi swojej małżonki i zaczyna adorować bratanicę profesora, Patrycję. Patrycja z kolei usiłuje odbić pasierbicy profesora, Monice, jej chłopaka, Bruna. Podczas wyprawy do bunkrów i zabawy w chowanego znika Justyna, jej mąż twierdzi, że kazała się zawieźć na przystanek PKS-u, bo po raz kolejny od niego uciekła, tyle że tego dnia nie ma już żadnych kursów autobusu, a wszystkie rzeczy Justyny zostały w domu Malanowskich. Przypadkowi turyści, którzy już wcześniej pomogli Justynie po kłótni z mężem, odnajdują jej zwłoki. Śledztwo podejmuje znajomy Elżbiety, major Wanacki - hobbystycznie, biorąc urlop w pracy (ale będąc cały czas umocowanym służbowo), a przed żoną udając, że wyjeżdża na delegację; od profesora dostaje list, przekazany mu przez zmarłą przed śmiercią[1], w którym kobieta oskarża o potencjalną zbrodnię męża. Pada też pytanie, czy rzeczywiście Justyna miała być ofiarą, a nie podobna do niej Monika.

Powtarzającym się motywem jest szowinizm. I w związku - Justyna w domu obcych ludzi, znajomych męża, rozpakowuje bagaże, jej mąż idzie na spacer, przeciągający się do nocy, i w rodzinie - profesor poucza trzpiotowate dziewuszki, że mają się nie kłócić[2].

Sie je: kaczkę z winem (w Kamiennych Schodkach), pieczone kurczaki i białe wino.
Bawiąc-uczyć: historia bunkrów w Brzozowie.

[1] “List [w którym żona boi się o swoje bezpieczeństwo i wskazuje męża jako potencjalnego mordercę] aż do końca utrzymany był w owym łzawo-melodramatycznym stylu, w jakim zwykły się wyrażać o swych partnerach kobiety przez nich nierozumiane, nie doceniane i lekceważone albo zranione w swoich uczuciach. I gdyby nie dramatyzm sytuacji, może i mogłoby to nawet wzbudzić cień melancholijnego uśmiechu”. Bo to takie egzaltowane, że kobieta boi się o swoje życie, mieszkając z mężem, który jej nienawidzi. Zabawne, prawda?

[2]

- No, no, moje drogie - rzekł strofująco. - Znowu jakieś nieporozumienie między wami? Takie ładne dziewczyny, a takie kłótliwe - dodał żartobliwie.

Inne tej autorki , inne z tego cyklu.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela lipiec 18, 2021

Link bezpośredni - Tag: prl - 0 komentarzy - Skomentuj


Anatol Ulman - Polujący z brzytwą

Ewa wzywa 07, zeszyt 142

Spis osób:

  • Lusia Nanercz - narratorka, może nawet za bardzo otyła, ale z ładną twarzą i ślicznym noskiem
  • Zochna Mimośród - ładna pulchna blondynka, okrągła, niewysoka, ze świeżą cerą mimo 35 lat
  • ”Kwartalnik” - gwałciciel, ma taki sympatyczny głos skurwysyna, zupełnie jak Łapicki
  • doktorowa Daniela Gretz - szczupła dama po czterdziestce, po ciemku mogła się podobać
  • Mimośród - mąż Zochny, kurduplowaty śmierdziel o żółtej skórze, damski bokser
  • Tadek Krągajłło - prokurator, uczył się prawa, a nie filozofii, tak pomocnej w naprawianiu babskich majtek
  • Sylwia Narzynkowicz - bez ucha, bardzo droga dziwka, szczupła, niewysoka, bardzo smutna i dosyć pijana
  • Szymon Turlupaj - znany w mieście złotnik, o nieposzlakowanej nieuczciwości
  • Grażyna Turlupaj - córka jubilera, pulchna, niewysoka blondynka
  • kapitan Karol Małgorzatko - podstarzały gbur, ma chłopski rodowód, który się na wiosnę odzywa
  • Wanda Gawrowa - daleka kuzynka Luśki
  • Hanka - pracuje na stoisku chemicznym
  • Jolanta Julia Polajtis - potrafi dla draki naśladować głos prawie każdego aktora, muskularna i chodzi tak jak pantera
  • woźny - drobny, żywy staruszek, niestety z reumatyzmem[1]
  • Anita Tarnikowska - znajoma Luśki, zna osobiście ofiarę Kwartalnika
  • Beata Powrósełko - młoda małżonka frezera w fabryce wagonów, sztuczna słomiana blondyna z solidnym siedzeniem
  • Joaśka - studentka pedagogiki, dobrze poinformowana tłuściocha
  • Tarnikowski - brodaty mąż Anity, doktor astronomii, prowadzi jednoosobowy interes pod nazwą: „Czyszczenie dywanów w domu klienta, usługa najwyższej jakości”
  • Zbigniew Gretz - lekarz specjalista ginekolog położnik[2], najlepszy, bo najdroższy
  • Wioletta Wiśniewska/Maria Kostrzewska - pyzata zdrowa twarz, słoneczne włosy w licznych świderkowatych lokach, wesoły uśmiech na ładnych ustach

Luśka Nanercz, 30-latka z nadwagą, oficjalnie zajmuje się repasacją pończoch i artystycznym cerowaniem bielizny w domu handlowym. Nieoficjalnie służy sporej części damskiej populacji miasta jako powierniczka, terapeutka, źródło krótkoterminowych pożyczek i detektyw. Usiłuje odkryć, kim może być Kwartalnik, przestępca okradający swoje ofiary (zwykle pulchne blondynki), gwałcący je i grożący odcięciem ucha za pomocą brzytwy, jakby któraś wzywała pomocy[3]. Milicja się szybko orientuje w podchodach amatorki, zaczyna robić złotoustej Luśce problemy[4], ale w pewnym momencie dociera do nich, że tylko w ten sposób złapią zbrodniarza, bo wszystko inne zawiodło. A zawiodło, bo tjnłpvpvryrz wrfg jlfcbegbjnan xbovrgn, xgóen - gnx, gra jągrx whż olł j "Xjnqenghemr geówxągn" - qyn fjbwrw pupvjrw hxbpunarw bxenqn cbqboar qb avrw xbovrgl, n tjnłpv wr fxenqmvbalz m tnovargh tvarxbybtvpmartb qvyqrz. Żnqan m mnngnxbjnalpu xbovrg avr mrmanwr zvyvpwv, żr jlzhfmbar cbżlpvr olłb "wnxvrś qmvjar", zvyvpwn avr jlpvątn javbfxój, żr avr olłb śynqój anfvravn, n fnzn Yhśxn, wnx fvę bxnmhwr, wrqan m cvrejfmlpu bsvne cemrfgęcpl, olłn qmvrjvpą v zlśynłn, żr gb gnx mnjfmr wrfg.

Ponieważ narratorka jest kobietą, hobbystycznie zajmuje się jedzeniem i gotowaniem (patrz niżej). Przy okazji autor pokazuje cały przekrój społeczny związków - kobiety bite przez mężów, utrzymanki bogatych staruchów, zamożne studentki czy wreszcie krętaczki, które na gwałciciela zrzucają swoją niewierność.

Się pije: koniak (w szklance), wermut, białego półsłodkie wino grzane z żółtkiem, poncz.
Sie je: solone orzeszki, fasolę po staropolsku (z boczkiem, suszonymi śliwkami, rodzynkami i miodem), wedlowskie nadziewane czekoladki, suflet kawowy (z łyżeczką kakao), kluski z makiem, miodem i rodzynkami (na polską wigilię), kruche rogaliki z konfiturą, miodem i tartymi orzechami laskowymi, budyń(?) z białego sera, ryżu i pieczarek, wiśniową galaretkę z orzechami włoskimi, kluski francuskie z trzech jaj z siekaną natką pietruszki, jaja zapiekane z ryżem w sosie pieczarkowym, kruche ciastka cytrynowe, surówkę z cebuli i jabłek, słodkie bułeczki posypane makiem, zupę bananową[2] z kluseczkami ze śmietany i żółtek, zapiekane w sosie pieczarki z sosem cebulowym z bazylią oraz znowu siekaną nacią zielonej pietruszki, faworki.
Się improwizuje: dezodorant Stetson w roli gazu pieprzowego.
Się organizuje tajną akcję:

- Kto szukał? - spytałam, żeby coś wymyślić.
- Nie udawaj. Tajniaki. Bardzo tajne tajniaki, bo przyjechali samochodem z napisem „Milicja”.

Się (nie używa) używa antykoncepcji: - Te nasze krajowe zabezpieczenia - rzekłam ze znawstwem - są podobno tak dziurawe, że nie chronią nawet przed gradem, i trzeba do nich wpuszczać supertakon. Taki chytry klej stosowany w dętkach samochodowych..

[1] - Ja bym czasem - stwierdził z animuszem - choćby rękę pod spódnicę babie wsadził. Ale reumatyzm kręci, czujności w ręce nie mam.

[2] Zeszyt wydano w 1988, ale mógł być napisany wcześniej. Przy wymianie pieniędzy w 1995 roku nowy 1 zł = 10000 zł starych, ale 7 lat wcześniej nie było jeszcze takiej dramatycznej inflacji.
„PORADA 1000 zł
ZABIEG 4000-6000 zł
USUNIĘCIE CIĄŻY U NIERÓDKI 12000-16000 zł
USUNIĘCIE CIĄŻY U WIELORÓDKI 9000-14000 zł
DOBA POBYTU W LECZNICY 8000 zł”

[3] - Oto jak jest - rzekł brutalnie - kiedy baba nie ma się czym zająć. Dlaczego nie skupi pani swej niewyżytej energii raczej na poszukiwaniu jakiegoś chłopa na męża?

[4] Żeby uniknąć złapania, każe ofiarom z twarzą przy ścianie recytować klasykę polskiej poezji - “Odę do młodości”, „Deszcz jesienny”, “Zaczarowaną dorożkę”, „Grób Agamemnona” czy satyrę „Żona modna”. Niektóre nie znały, więc akceptował to, co pamiętały - „Pieśń panny dwunastej” i fraszkę „Na lipę”. Gwałciciel-polonista, tego jeszcze nie było w PRL-u.

[5] Na dwa banany w prywatnym kiosku wydałam prawie cały dzienny zarobek.

Inne z tego cyklu, inne tego autora:

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela lipiec 18, 2021

Link bezpośredni - Tag: prl - 0 komentarzy - Skomentuj


Andrzej Strzelczyk - Skok

Ewa wzywa 07, zeszyt 141

Spis osób:

  • Ryszard Ludwiczak - narrator, słabo zarabiający naukowiec, woli stać w kolejce niż słuchać jazgotu żony
  • Grzegorz Matyja - był na dłuższej praktyce w Moskwie i nauczył się zamawiać wódkę na trzech
  • Rafał - najmłodszy, więc biega po flachę, biedny i skąpy
  • Lena - pierwsza miłość narratora, aktualnie callgirl, zarabia więcej niż pęczek profesorów zwyczajnych
  • Zocha - małżonka narratora, albo zrzędzi, albo się drze
  • Zdzisiek, Stefan - synowie narratora, bez wpływu na akcję
  • Edward Waldemar Jon - docent dr hab., piekielna inteligencja, niespożyta energia, kolosalna ambicja i konfliktowy charakter, wysoki, bardzo chudy i zgarbiony
  • Ona - tajemnicza konkubina Grzegorza, pracuje na drugą zmianę, bez wpływu na akcję
  • Milena - sekretarka w SCENTII, pulchnawa apetyczna blondynka z kręconymi włosami i zadartym nosem, ma niewyrafinowane słownictwo
  • Jolka - pracowniczka kwestury, wiecznie zła, przestraszona i spiesząca się (do czasu)
  • Herr Weinmann - mówi twardą, ale poprawną polszczyzną
  • Czesiek, ps. Okoń - pływa na promach, niezbyt błyskotliwy na pierwszy rzut oka
  • Jasia - cipa Cześka, ma zalotnie rozchylony szlafroczek
  • ”Miętus” - były kochanek Leny, sponsor z Kopenhagi
  • Kulesza - prywaciarz, kontrahent SCENTII
  • Knud Jensen - duński profesor, ma 4 czy 5 dzieci, już nie pamięta
  • Irma L. - zakochana w EWJ bez wzajemności, dziennikarka

Naukowcy, wyrzuceni w połowie lat 80. z instytutów naukowych (m.in. z doświadczeniem internowania) zrzeszyli się w SCENTII, prywatnym przedsięwzięciu błyskotliwego Edwarda Jona (zwanego “i dabju dżejem”, bo wtedy to było modne). Ale że rynek pracy dalej był limitowany przez zaszeregowania i przydziały, więc mimo ciężkiej pracy nie mają legalnej możliwości rozwoju. Narrator jest wściekły z braku perspektyw (wiecznie zirytowana żona, uciążliwości życia w wielkiej płycie na Targówku, rozsypujący się maluch, telefon w planach 10-letnich, marzy chociaż o domku na Zaciszu). Początkowo dla zgrywy, potem już całkiem na serio, Ryszard, Grzegorz i Rafał planują zbrodnię doskonałą. Kiedy się okazuje, że jednak nie da się popełnić przestępstwa nie krzywdząc nikogo, Rafał się wycofuje, a Ryszard raczej skupia się na podbojach erotycznych[1], niejako mimochodem wchodząc w przemyt narkotyków. Po jakimś czasie przestają mu wystarczać zarabiane sumy, planuje więc przejęcie całego łańcucha dostaw, co sytuację mocno komplikuje. Do tego odkrywa, w jaki sposób Grzegorz pomnaża swoje dochody i dwa wątki łączą się ze sobą w dramatyczną scenę tuż przed zakończeniem, które niczego nie wyjaśnia.

Więc jak poprzedni tomik chwaliłam, tak ten w zasadzie to nie wiem, co miał na celu. Napiętnowanie gospodarki nierynkowej, w której cenieni fachowcy nie są w stanie wyżyć z zarobków i muszą zejść na drogę przestępczą? Niewierności małżeńskiej, z której przez seks z profesjonalistką płynnie przechodzi się do przemytu narkotyków? Pokazania, że luksusy bycia ekskluzywną call-girl są naprawdę złudne i krótkotrwałe, a przypadkowe kontakty erotyczne nie są tak emocjonujące jak te z uczuciami? Wiele wątków jest otwartych, podobnie zakończenie, co sugeruje jednak niedoróbki.

Się ma: limit benzyny do malucha na 330 km miesięcznie.
Się pije: wódkę, soviet brandy Ararat, whisky (u damy negocjowalnego afektu), Ballantines (black label).
Się je: elegancko podane ohydne dania z mrożonek (w restauracji), kanapki z pasztetem pod wódeczkę.
Szowinizm powszedni: “Typowa przedstawicielka lepszej połowy ludu polskiego: albo bez sensu chichocze, albo się nadyma, bo wtedy - uważa - nie jest łatwa, natomiast jest elegancka”; “kurewski charakter kobiet czyni z nich naciągaczki” przy jednoczesnej bezrefleksyjnej obserwacji, że żona narratora zarabia najwyżej ⅔ tego, co on.
Się wspomina: Raskolnikowa.
Bawiąc-uczyć: Lisowczycy.

[1] Niestety, jest to taka książka, ja przeczytałam, Wy już nie musicie. W szczytowym momencie narrator obraca kochankę-profesjonalistkę, sekretarkę szefa[2], pracowniczkę kwestury, konkubinę przemytnika i jeszcze znajduje siłę na zaspokajanie żony w celu zachowania miru domowego.

[2] Która to sekretarka oczywiście sypia z szefem i - jak się okazuje w trakcie - nie tylko.

Inne z tego cyklu tutaj.

#73

Napisane przez Zuzanka w dniu środa lipiec 7, 2021

Link bezpośredni - Tag: prl - 0 komentarzy - Skomentuj


Zofia Krajewska-Szukalska, Zygmunt Bohdanowicz - Bezpieczny świadek

Ewa wzywa 07, zeszyt 140

Spis osób:

  • Jan Makowicz - niski i szczupły, o twarzy steranego wieloma walkami boksera wagi ciężkiej
  • Krzysztof - współpracownik Makowicza, zazdrości mu zarobków i kariery
  • Juliusz Popowicz - prowadził sprawę śmierci żony Jana, a mimo to tym razem mu nie wierzy
  • Wojtek - funkcjonariusz, wysoki, na wyraźnie krzywych nogach, z wyłysiałą głową i krótką, otaczającą całą twarz starannie utrzymaną rudo-siwą brodą
  • Andrzej Kwiatkowski - prokurator, ubrany z nienaganną elegancją, podpatrzoną w tanich filmach telewizyjnych
  • Paweł Wojtys - jasnobłękitne, niemal przezroczyste oczy i gęste, zrośnięte między sobą czarne brwi
  • doktor Halina - psychiatra, lekarz Makowicza
  • Marek, ps. Defraudant - w starych, znoszonych dżinsach i kraciastej flanelowej koszuli robi wrażenie kontestującego intelektualisty
  • Lusia - z wyglądu przypomina starą niedźwiedzicę, prowadzi kawiarnię „Gawra" w szpitalu psychiatrycznym
  • Kazio - potężny sanitariusz, dzięki wieloletniej praktyce nawet nie denerwuje się na swych podopiecznych
  • Elżbieta - pielęgniarka, po czterdziestce, ze śladami urody, która nie zdążyła jeszcze przeminąć
  • terapeutka - naiwna dziewczyna, podobno sypia z ordynatorem
  • Marzena Kliś - prostytutka zamordowana nad Wisłą

Tym tomikiem mogę machać przed oczami wszystkim tym, którzy twierdzą, że kryminały z PRL-u były prymitywne i na jedno kopyto. Makowicz, nagradzany architekt, po przepracowanej nad prestiżowym projektem nocy wychodzi odetchnąć na balkon i widzi mężczyznę zabijającego prostytutkę i wrzucającego jej ciało do Wisły. Niestety, wezwana milicja nie odnajduje żadnych śladów zajścia, a nikt poza architektem tego nie widział. Makowicz rozpoczyna poszukiwania samodzielnie, znajduje pantofel zamordowanej, ale kiedy próbuje go dowieźć na posterunek, dzieje się szereg rzeczy, które w tym mu przeszkadzają - żółta furgonetka chce go staranować, mężczyzna rzuca mu się pod koła, po czym - dowieziony na pogotowie - znika razem ze znalezionym dowodem. Jako że świadek ma za sobą traumę (morderstwo żony) i leczył się psychiatrycznie, milicja mu nie wierzy, a - co gorsza - odkrywa to przestępca i postanawia wykorzystać, żeby potencjalnego świadka zdyskredytować. Włamuje mu się do samochodu i dostaje do mieszkania, gdzie bestialsko morduje kota (nie-czytać-nie-czytać) i niszczy wszystko, przez co Makowicz po próbie samobójczej ląduje w szpitalu psychiatrycznym.

W powieszonym niedawno napisie „Służba zdrowia twoim przyjacielem” brakowało już kilku liter. Historie o tym, jak z normalnej osoby zrobić szaleńca, a potem otępiałą kukłę, są w literaturze znane. Psychiatryk opisany tutaj nie odbiega od nich znacząco - można ignorować rzeczy dziwne, opowiadane przez pacjenta, a kiedy ten będzie próbował dochodzić swoich racji albo - jak tu - odkryje, że morderca dostał się do szpitala, żeby go ostatecznie uciszyć, można zgłuszyć go skutecznie silnymi lekami. Poza głównym wątkiem autorzy pokazują całą galerię barwnych pensjonariuszy szpitala - sprytnego Defraudanta, Gubernatora na odległej placówce dyplomatycznej, Magnetofona bez zębów czy posłusznego Świętego.

Się łyka: “Meprobamat” na zmęczenie (a tak naprawdę na załamanie nerwowe).
Się pije: drogi koniak.
Się pali: marlboro (z Pewexu).

Inne z tego cyklu tutaj.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek lipiec 6, 2021

Link bezpośredni - Tag: prl - 0 komentarzy - Skomentuj


Wojciech Piotr Kwiatek - Za żadne pieniądze

Ewa wzywa 07, zeszyt 139

Spis osób:

  • Paweł Niewczas - krytyk literacki, pogardliwie nazywany “naprawiaczem świata”
  • porucznik Rafał Ryski, ps. Artysta - otarł się kiedyś o tak zwane środowisko, studiował z Pawłem
  • major Janisz - szef Ryskiego, trochę moralizuje, ale bez urzędniczej pedanterii
  • Rysio Żak - kolega Ryskiego z Komendy Stołecznej, dyżurny przyjmujący zgłoszenie o Niewczasie
  • Antoni Koliński - cieć o aparycji zdeklasowanego urzędnika magistrackiego
  • Iwona Bogusz - narzeczona Pawła, podobno nie markowała scen erotycznych w filmach
  • Grzegorz Gołdyń - drab ze dwa metry, zwalisty, z brodą na pół gęby, formalnie jaskiniowiec
  • Ania Niewczasowa - matka Pawła
  • Niewczas senior - fanatyk praworządności, uczciwości, zwolennik czynów otwartych, jednoznacznych
  • Adam Dumała - redaktor naczelny “Nowin Wydawniczych”
  • Bożenka - sekretarka, kobieta nieco po trzydziestce[1]
  • Niemczak - stażysta, w obowiązkach ma spełnianie poleceń naczelnego
  • Piotr Olgierd Ellman - intelektualista klasyczny, nie wstaje przed południem, znajomy Ryskiego
  • Wituś - mężczyzna o twarzy zapitego pinczera
  • Kazimierz Wilczek, ps. Robert Wolfie - pisze zaskakująco popularne kryminały dla ćwierćinteligentów
  • Dionizy Kwapisz - przyszły wieszcz, duże nakłady, duży szum, duża, dobra prasa - tylko czytelników niedużo
  • Jan Duda - recenzent-pochlebca
  • Apolinary Socha - autor miałkich, ale poczytnych fraszek
  • redaktor Magda Rowińska - świetna figura[2], bystra, inteligentna i oczywiście cudownie złośliwa (w granicach, rzecz jasna, przyzwoitości)
  • Klemens Tyski - emerytowany prawnik, znany z niesłabnącej miłości do młodych aktorek[3]
  • Jerzy Jarski - wicedyrektor wydawnictwa „Oficyna Autorów"

Jesień 1979 (chociaż tomik z 1986). Co ciekawe, narrator - absolwent polonistyki, który maszynę do pisania zamienił na legitymację milicyjną - tytułuje się policjantem. To właśnie jego szef wysyła do ustalenia mordercy Niewczasa, krytyka literackiego o idealistycznym zacięciu. Po przejrzeniu oczywistych tropów (donos na kolegę w 1968, zaniedbywana narzeczona w ciąży), Ryski zaczyna się interesować kolegami krytyka po piórze, zwłaszcza że z maszyny do pisania zniknął przełomowy dokument, mający pogrążyć kogoś znanego. Poza śledztwem trochę szydery ze środowiska artystycznego.

Się pali: carmeny, fajkę, drogie zagraniczne - marlboro, amerykańskie kenty.
Się pije: wódkę Krakus, domowy kompot, coca colę, piwo (tylko pod konsumpcję), herbatę i wodę mineralną (na kaca), wermut, martineau (do brydża), żytniówkę (choć to trucizna, bo robią ją z proszku), śliwowicę, winiak klubowy.
Się kupuje: nielegalną wódkę na placu Zbawiciela, a fakt ten przydaje się do odkrycia osoby mordercy.
Turystyka: malowniczy opis bazaru Różyckiego (“nadwiślańskie corso czy Campo di Fiori”).
Się je: kiepskiej jakości społemowskie krakersy, całkiem dobre flaki w barze.
Się słucha: ballad Okudżawy.

[1] “ z gatunku tych, o których panowie na delegacjach rozmawiają zwykle nieprzyzwoicie, deklarując, co oni by takiej, jak i z jakiego powodu”.

[2] Narrator, zachwycony świetną figurą pani redaktor, ze złośliwą uciechą porównuje ją z koleżanką, przezwaną wdzięcznie “pulpecikiem”: “W dziale umów przedstawiła mnie kilku pracującym tam kobietom i wyjaśniła, z czym przychodzę. Słysząc to urzędniczka o dwukrotnej chyba nadwadze podniosła się z trudem zza biurka, otworzyła drzwi jednej z identycznych jak w poprzednim pokoju szaf i przystawiła do niej taką samą jak poprzednio Magda drabinkę. Reszta różniła się jednak zasadniczo, bo gdy ujrzałem ją wspinającą się z niemałym trudem po uginających się szczebelkach, natychmiast odwróciłem wzrok nie tyle z powodu niesmaku, ile raczej ze strachu”.

[3] “Był przedmiotem kpin połowy miasta, o jego wyczynach opowiadano legendy, dowcipy mnożyły się piętrami, znałem kilku takich, co osobiście asystowali niegdyś przy największych blamażach erotycznych mecenasa, o które zresztą było tym łatwiej, im bardziej starszy pan napalał się, by udowodnić, że mimo nadchodzącej siedemdziesiątki nie powiedział jeszcze w dziedzinie seksu ostatniego słowa”.

Inne z tego cyklu tutaj.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek lipiec 5, 2021

Link bezpośredni - Tag: prl - 1 komentarz - Skomentuj


Barbara Nawrocka, Ryszard Doński - Akcja "Chirurg"

Wyjątkowo ciepły czerwiec. Ktoś bezczelnie napada na sklep jubilerski na Hożej, zostawia karteczkę sugerującą akcję polityczną i - uciekając - strzela do milicjanta. Kapitan Korda cieszy się, bo wreszcie “trafił na przeciwnika, który pozwala ocenić rangę własnego zawodu, wysiłku, inteligencji, przenikliwości”. Na podstawie mizernych śladów i enigmatycznych zeznań świadków, Korda ogromną pracą[1] całego aparatu buduje portret pamięciowy (przydają się charakterystyczne okulary przeciwsłoneczne, wyprodukowane tylko w jednym rozmiarze) i powoli odkrywa, kim jest przestępca. W drugim wątku Andrzej, obiecujący student 3. roku Politechniki Warszawskiej, zakochuje się od pierwszego wejrzenia w maturzystce Katarzynie, a ponieważ “ma klasę”, obiecuje dziewczynie, że dotknie ją dopiero wtedy, gdy zabierze ją do Paryża. I nie próbuje nawet jej dotknąć, gdy się spotykają, tylko planuje zdobycie funduszy na wyjazd; rozważa okradzenie ciotki, która “sprzed wojny” ma trochę sreber, ale w końcu wymyśla inny plan - napad na sklep jubilerski za pomocą skradzionej w tramwaju broni. Podczas ucieczki zawodzi go jednak osławiona inżynierska logika i strzela do przypadkowego milicjanta, od tej pory jest zbiegiem (i, ależ to zabawne, nie spotka już nigdy Katarzyny, z którą chciał od pierwszego wejrzenia pod paryskim niebem). Ten wątek to wgląd w głowę Raskolnikowa bez wyrzutów sumienia, psychopaty, który z każdej sytuacji wyciąga dla siebie korzyść (ba, nawet spowiada się z przestępstwa, żeby uzyskać psychiczną ulgę[2]). Jako że w Polsce nie udaje mu się sprzedać skradzionych precjozów, usiłuje uciec do NRD albo Danii, w tym celu rozkochuje w sobie przypadkiem poznaną w pociągu Agnieszkę, naiwną córkę rolnika, która widzi w nim szansę na lepsze życie dla siebie.

Się pali: na zabawie, ale potem głowa boli (no bo przecież nie od wódki), fajkę.
Się je: rzodkiewki, jajka na miękko i bułki.
Szowinizm powszechny: “rzucała głową jak pensjonarka”, “ślepa kobieca satysfakcja”, kiedy kobieta widzi, że zrobiła wrażenie na mężczyźnie, irytacja kobiety z powodu spóźnienia i odrzucającego zachowania to “humory” i “miłosne gierki”. Korda obiecuje żonie popołudnie w domu, ale praca wygrywa (“A nawet gdybym został ― pomyślał ― kobieta tkwi z dziećmi przed telewizorem, potem zajmie się kolacją. Na kolację wrócę”). O zachowaniu Andrzeja w stosunku do Agnieszki (“nieznaczna tępota rysów dowodziła, że dziewczyna nie uczyła się długo, nie spędzała czasu na czytaniu” czy w scenie z aparatem[3]) nawet nie wspominam.
Się pije: cytrynówkę, bo od wina boli głowa, pomarańczówkę (żeby przetrwać do rana w marynarskiej knajpie).
Się podróżuje: latami zbiera się 20 tysięcy i z Orbisem płynie “Batorym” na Wyspy Kanaryjskie przez trzy tygodnie.

[1] Milicja rozsyła funkcjonariuszy do wszystkich miejscowości skomunikowanych kolejowo z Gdańskiem, a dodatkowo zawozi znajomych Andrzeja z Warszawy do Szczecina w celu rozpoznania zwłok, na co studenci się cieszą, bo…

― Przepraszam panów za tę nieoczekiwaną podróż ― powiedział głośno ― ale to obywatelski obowiązek, którego mamy prawo wymagać od każdego.
― Oczywiście, oczywiście ― rzucił prędko Laskowski. ― Nie byłem jeszcze w Szczecinie. Całkiem ładna podróż nad morze za państwowe pieniądze. Do tego w lecie. Kto by się krzywił na taką propozycję!

[2]

Andrzej szedł wzdłuż konfesjonałów, starając się tłumić odgłos kroków. Potrzebował ciszy, skupienia. Zatrzymał się przed jednym z konfesjonałów.
― Chciałbym się wyspowiadać ― powiedział wyraźnie. Jego słowa zabrzmiały na tyle głośno, aby mógł utwierdzić się w swojej odwadze.
Od ołtarza rozległ się delikatny dźwięk dzwonka. Zaczęła się msza. Andrzej wstał z klęcznika i przeszedł do bariery dzielącej wiernych i kapłana. Wstąpił uroczyście na schodek. Był pewny, że coś przełomowego dzieje się w jego życiu. Nie miał podobnego wrażenia nigdy dotąd ― ani po maturze, ani po zdaniu egzaminu na pierwszy rok studiów. Uczucie lekkości, spowodowane postem, wzmogło się. Przyjął komunię i stanął znów na placu. Chciało mu się fruwać, jakby miał skrzydła u ramion. Obrzucił spojrzeniem krzyżujące się ulice, obejmując nim cały świat. Naprzeciw kościoła mieścił się bar samoobsługowy.
Andrzej zażądał setki i wypił ją jednym haustem.

[3] Nie załadował kasety aparatu i teraz dostrzegał cały komizm sytuacji ― biegającą, podnieconą Agnieszkę, przekręcającą nie istniejący film. Wszystko jedno ― myślał. ― Robimy zdjęcia. Przyszliśmy tu robić zdjęcia.

Inne z tego cyklu, inne tej autorki.

#67

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek lipiec 1, 2021

Link bezpośredni - Tag: prl - 0 komentarzy - Skomentuj