Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Tag: reportaz

David Attenborough - Przygody młodego przyrodnika

Lata 50. XX wieku. Tytułowy młody przyrodnik przypadkiem trafia do BBC, żeby popularyzować zwierzęta. Początkowo pomaga tylko przy organizacji programów, w których na żywo w studiu prezenter pokazuje zwierzę i o nim opowiada, ale kiedy prezenter ciężko choruje, zastępuje go, co rozpoczyna jego wielką telewizyjną karierę. Wtem telewizja sypie kasą i zatrudnia Attenborough i innych do wypraw w celu pozyskania zwierząt z ich naturalnych miejsc przebywania. Przypominam, lata 50 - Europa świeżo po wojnie, reszta świata jeszcze kolonialna i w taki klimat wjeżdża trzech gostków, którzy nie znają języka, ale mają trochę znajomości i dużo towarów na wymianę (są wspomniane paciorki!) i zaczynają rozpytywać o dzikie zwierzęta. Podróżują do Gujany (jeszcze Brytyjskiej) po mrówkojady, potem do Indonezji po warana z Komodo, wreszcie po pancerniki z Paragwaju. I jakkolwiek trudne jest pozyskanie żywego i zdrowego zwierzęcia, tak znacznie trudniejsze jest utrzymanie go przy życiu i skomplikowania logistyka transportu. Jak wiadomo skądinąd z książek Geralda Durrella, bardzo pomocna jest wykafelkowana łazienka.

Książka jest urocza, staromodna, trochę trzeba przymknąć oko na białych w dziczy, załatwiających wszystko przez kolonialne znajomości, spierających się z lokalnymi urzędnikami, którzy bynajmniej nie są nastawieni frontem do klienta; nie ma Internetu i komórek, a co gorsza, nawet w zasadzie nie ma telefonów, zdarza się, że jest tylko radio. Cały ekwipunek, w tym wyżywienie, trzeba wlec ze sobą i mieć nadzieję, że umówiony kilka tygodni wcześniej kapitan z łodzią pojawi się tam, gdzie ma się pojawić, a łódź nie będzie przeciekać. Gorzej, trzeba znać zwierzęta, ich potrzeby i wymagania oraz zapewnić je do czasu odtransportowania do jednego z brytyjskich ogrodów zoologicznych. I jak w przypadku karmienia warchlaka pekari mlekiem co trzy godziny trzeba mieć mleko, butelkę i dwie sprawne ręce, tak żeby dowieźć warana czy manata, trzeba trochę więcej wysiłku. Bardzo przyjemna lektura, nie wiem, czemu skończyłam dopiero za drugim podejściem.

#25

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek marzec 9, 2026

Link bezpośredni - Tag: reportaz - 1 komentarz - Skomentuj


Patrick Smith - Pilot ci tego nie powie

Spodziewałam się bardziej zbeletryzowanej formy opowieści o byciu amerykańskim pilotem rejsowym, ale zamiast tego dostałam wywiad-rzekę, czy raczej współcześnie Q&A na setkę tematów w różnym stopniu związanych z lotnictwem. Może dlatego przeczytanie tej książki, mimo że obiektywnie ciekawej, wszak latanie to magia, a czytanie analiz katastrof lotniczych jest fascynujące z inżynierskiego punktu widzenia, zajęło mi kilka lat. Autor odpowiada na pytania związane z technikaliami latania, sensem zaostrzenia zasad bezpieczeństwa po zamachu 11 września (w większości przypadków brak), opłacalnością niektórych rozwiązań, logistyką czy wpływie pracy na życie prywatne itp. Większość wiedzy jest całkiem przydatna i rozwijająca, aczkolwiek to książka aktualizowana w 2018 roku (przed pandemią), co czasem czuć. Są też elementy, które są niespecjalnie cenne, typu rozdział w całości poświęcony narzekaniu na identyfikacje wizualne różnych amerykańskich linii lotniczych (jeszcze bym zrozumiała, jakby były załączone opisywane loga, ale nie, goły tekst). Czasem też egzotyczna jest stricte amerykańska perspektywa autora, który wprawdzie lata na międzynarodowych trasach, ale pracuje w amerykańskiej firmie; o innych liniach lotniczych wspomina trochę na zasadzie ciekawostek. Podsumowując - nie ma fabuły, można dowiedzieć się ciekawych rzeczy, ale zdecydowanie nie jest to pozycja obowiązkowa. Na plus - rozładowuję papierowy stosik wstydu.

#19

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek luty 13, 2026

Link bezpośredni - Tag: reportaz - 0 komentarzy - Skomentuj


Susan Faludi - W ciemni

”W ciemni” to też taki długi czytelniczy ogon, czytany kawałeczkami od ponad roku, po części dlatego, że oryginalnie chciałam przeczytać “Reakcję” tej autorki, ale nie ma w ebooku, a papier kosztuje absurdalnie, po części, że coraz ciężej mi idzie czytanie książek papierowych. Ale to nie wina książki, bo jest bardzo dobrym kawałkiem reportażu.

Autorka spisuje swoje rozmowy i odkrycia związane z osobą jej ojca, Istvana Faludi, węgierskiego Żyda, który w jesieni życia zdecydował się na operację uzgodnienia płci, żeby stać się Stephanie Faludi. Przez wiele lat nie utrzymywali kontaktu, co nie dziwi, patrząc na wspomnienia o ojcu - despocie, furiacie, przemocowcu, który po rozwodzie z matką Susan zniknął z ich życia. Książka to próba zrozumienia przemiany, jaka dokonała się w ojcu autorki na podstawie analizy szerszego tła historycznego; wyciągana jest paralela ukrywania prawdziwego “ja” przez węgierskich Żydów, udawania kogoś, kim nie byli, żeby przeżyć. Czy jest to interpretacja specyficzna do przypadku - możliwe, to długa i dość skomplikowana opowieść o skomplikowanej osobie, która dodatkowo nie zawsze mówiła prawdę, a innych źródeł informacji zwyczajnie nie było. Albo były ukryte, jak cudem odnalezione fotografie autorstwa ojca, bo tytuł jest tutaj dwuznaczny. To też historia odchodzenia - późno nawiązanych kontakt odcina większość wcześniejszego życia, znika perspektywa rodzic-dziecko, zostaje rozmowa dwojga dorosłych, którzy w zasadzie się nie znają. W finale to też odchodzenie dosłownie - demencja ojca i jego śmierć to finał opowieści.

#2

Napisane przez Zuzanka w dniu środa styczeń 7, 2026

Link bezpośredni - Tag: reportaz - 0 komentarzy - Skomentuj


Marek Wałkuski - Wałkowanie Ameryki

Autor był (jest?) korespondentem Polskiego Radia od 2002 roku, a książka to jego podejście do wyjaśnienia Stanów Zjednoczonych tym, którzy ich nie znają. Oględnie powiem, że Ameryki nie odkrył, ale może w roku 2012 było to świeże i ciekawe. Niestety, w 2025 roku luźna relacja z pomieszkiwania w Waszyngtonie i kilku podróży przez USA, bogato przetykana rocznikami statystycznymi, wydaje się bardzo naiwna. Wałkuski jest zwolennikiem prawdopośrodkizmu i z kamienną twarzą, a nawet w tonie entuzjastycznym opowiada o zaletach szeroko pojmowanej wolności osobistej, nawet jeśli kosztem tego są strzelaniny na porządku dziennym. Zżyma się, że media eksponują spaczony obraz tego kraju, podczas gdy według niego to najlepsze miejsce na Ziemi, najbogatsze, z najlepszą opinią (wydano w 2012, przypominam, nie kopcie leżącego) i z najlepszymi perspektywami. Broni nawet najbardziej idiotycznych rzecz - kolosalnych kredytów studenckich, braku opieki zdrowotnej, palenia papierosów i jeżdżenia wysokolitrażowym samochodem w opozycji do wyśmiewanej europejskiej ekologii, gdzie transport publiczny, sortowanie śmieci, rowery i miasta z ograniczonym ruchem w ścisłym centrum. Jak już myślę, że nie przeczytam nic bardziej egzotycznego, trafiam na passus o tym, że lepiej, żeby półślepy 90-latek jeździł ciężkim samochodem i powodował wypadki, niż żeby męczył się w autobusie albo wręcz nie wychodził z domu. Rozśmieszyło mnie też szermowanie polskimi nazwiskami i ich ważnością dla Amerykanów (spoiler alert: mało kto kojarzy, że Kościuszko, Pułaski, Wałęsa, Brzeziński, Sikorski i JP2 to Polacy), a już kąciki ust mi popękały, kiedy dojechałam do dobroczynnej działalności rządu USA dla świata, nieco tylko wspomaganego rękami bogatych filantropów. Mocno niekoniecznie, chyba że autor wyda książkę ponownie z aktualnym komentarzem.

Obiecałam sobie, że wyczyszczę zaczęte książki z czytnika, zanim kupię stos nowych; jak już kupiłam i zaczęłam, to mi się zmarnuje. Kiedyś się nauczę, że jeśli przerwałam lekturę książki, to był po temu powód. Wałkuskiego zaczynałam dwa razy, nie zachwycił, mogłam zostawić niedoczytanego.

#118

PS Spokojnych świąt.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa grudzień 24, 2025

Link bezpośredni - Tag: reportaz - 0 komentarzy - Skomentuj


Agata Romaniuk - Krótko i szczęśliwie. Historie późnych miłości

M. mi pożyczyła. To nie jest tak, że miłość jest domeną tylko pięknych i młodych, to kilkanaście reportaży o późnych związkach, gdzie pary spotkały się w jesieni życia i było to zrządzenie losu, wbrew poczuciu, że już ich nic dobrego w życiu nie czeka. Czasem na dłużej, czasem na krócej, czasem w okolicznościach niesprzyjających, czasem naprzeciw światu, czasem z błogosławieństwem. Raczej są to miłości ostatnie, już do końca, i co ważne dla wszystkich opisanych - szczęśliwie. Ładne, miejscami wzruszające, czasem niepokojące, ale opisane z dużą życzliwością i bez oceny.

#94

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek listopad 11, 2025

Link bezpośredni - Tag: reportaz - 0 komentarzy - Skomentuj


Małgorzata Czyńska - Dom polski. Meblościanka z pikasami

Wbrew moim oczekiwaniom, że dostanę przekrojowy reportaż o trendach w mieszkalnictwie i wnętrzarstwie z rysem historycznym, to zbiór wywiadów z losowo wybranymi designerami z okresu PRL-u, którzy opowiadają o swoich zainteresowaniach, dziedziczności i ścieżkach, jakie doprowadziły ich do miejsca, w których są. Nie znałam żadnej z tych osób i po lekturze wywiadów kojarzę tylko twórcę marki Vox, w pozostałych przypadkach nie zapamiętałam kompletnie nic, bo opowiadają o swojej rodzinie, wojnie, socjalizmie (bardzo oględnie i jakby zawsze obok), zrealizowanych niszowych projektach (niestety bez zdjęć!) czy innych przypadkowych wydarzeniach. Czyta się przyjemnie, to sensownie przeprowadzone wywiady, ale zdecydowanie to rzecz do błyskawicznego zapomnienia po lekturze.

#79

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek październik 7, 2024

Link bezpośredni - Tag: reportaz - 0 komentarzy - Skomentuj


Roxane Gay - Głód

”Głód” to po części autobiograficzny zapis zmagań autorki z jej nadwagą trzeciego stopnia (nazywanej w USA “morbid obesity”), po części próba zrozumienia osobistych powodów tego stanu oraz analiza stosunku otoczenia do osób otyłych. Roxane to osoba po traumie - kiedy była nastolatką, została brutalnie zgwałcona i objadanie się było dla niej próbą odzyskania utraconej kontroli nad ciałem, ale też barierą obronną, jaką zaczęła stawiać między sobą a światem. Jeśli będzie gruba, a więc w myśl kanonu urody - nieatrakcyjna seksualnie - to nikt jej już nie skrzywdzi tak, jak została skrzywdzona. Kiedy z nabywaniem doświadczenia życiowego, terapią i pracą nad sobą przestała czuć potrzebę chronienia się w taki sposób przed światem, okazało się, że nie wystarczą chęci i silna wola, żeby nagle przestać być grubym. Efekt jojo, brak wsparcia, również systemowego, na przykład sprzęt sportowy nieprzystosowany dla osób o takiej wadze, traktowanie otyłości jako przyczyny jakichkolwiek problemów zdrowotnych (np. bólu gardła), ignorowanie potrzeb osób otyłych, wytykanie niedostatków diety przez otoczenie czy nadmierna kontrola (bo gruba, to na pewno głupia i nieświadoma, co robi), to wszystko nie jest pomocne bez względu na determinację osoby otyłej, żeby schudnąć. Wreszcie wstyd - jak sobie radzić z szyderczymi spojrzeniami obcych czy życzliwymi, ale pełnymi niezrozumienia ze strony rodziny, która nie rozumie, jak mogła dojść do takiego stanu. To wszystko autorka obudowuje bliskim sobie feminizmem, odnajdując w świecie wiele przyczyn takiego stanu rzeczy.

”Głód” to też manifest odwagi i samostanowienia, autoterapia i próba opowiedzenia światu o wielostronności takiego problemu jak otyłość (czy innych, uznawanych za szkodliwe, reakcji na traumę). Trudne do czytania, ale ważne.

#47

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek lipiec 11, 2024

Link bezpośredni - Tag: reportaz - 0 komentarzy - Skomentuj


Ben Aitken - Anglik w Poznaniu

Już sam podtytuł - “Mój nieprawdopodobny rok w Polsce” - powinien być ostrzeżeniem, ale rzuciłam się na ten tytułowy Poznań. Jest rok 2016, początkujący angielski pisarz przyjeżdża na wariata do Polski, żeby zrozumieć, czemu Polacy emigrują do Wielkiej Brytanii. Ląduje w Poznaniu, dobrzy ludzie ogarniają mu mieszkanie i kolejne kiepsko płatne prace, co pozwala autorowi prowadzić miałkie rozmowy o życiu w kraju nad Wisłą. I jakkolwiek pomysł jest fajny, tak jest to książka, która pokazuje, czemu nie każda beletryzacja “blogowych” notatek ma sens. Obserwacje Aitkena są raczej powierzchowne, typu brudny chodnik, zaskakująco dobre jedzenie, ludzie się nie uśmiechają, spóźniłem się na pociąg, opowiedz mi o socjalizmie, czy wtedy ludzie byli bardziej życzliwi niż teraz, co myślcie o Brexicie, często powtarza się motyw “zapiłem, wydałem całą dniówkę na dwa drinki i mam kaca” oraz smętne rozważania, czemu pewna Polka się nim nie interesuje. Nawet Poznań oczami osoby w przelocie nie ma specjalnego uroku. Autor dokłada trochę lokalnych wyjazdów - Łódź, Oświęcim, Katowice, Kraków, w finale opisuje epicką wyprawę okazją, pociągiem i promem z Polski do Anglii. Na plus - czuć sarkastyczny humor i sporo autoironii, chociaż ewidentnie wiele zdań lepiej brzmiało w oryginale. Mocno niekonieczne, nawet dla Poznaniaków.

#66

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek lipiec 18, 2023

Link bezpośredni - Tag: reportaz - 0 komentarzy - Skomentuj


Aleksandra Boćkowska - Księżyc z peweksu. O luksusie w PRL

Pod koniec książki autorka konstatuje, że “opowieść o luksusie w PRL okazuje się w dużym stopniu opowieścią o smutku i biedzie. Po pierwsze luksus trudno było sobie wyobrazić - konsumpcyjnych pokus było niewiele. Po drugie pieniądze, zupełnie inaczej niż dziś, nie dawały poczucia stabilizacji. Przeciwnie - w każdej chwili mogło się coś przytrafić”, co w zasadzie powinno być mottem tego reportażu. W efekcie II wojny światowej i PRL-u zniknęły różnice statusowe i majątkowe, wszyscy mieli równie mało, w sklepach za wszystkim trzeba było stać, a niezbędne rzeczy się “załatwiało”, odstawało w kolejkach albo uzyskiwało metodą łapówki. W takiej sytuacji każda w miarę normalna rzecz miała szanse stawać się tytułowym “luksusem” - łazienka w mieszkaniu, telefon, prochowiec, koszula non-iron, elektroniczny zegarek, pomarańcze czy banany. Reportaż rozpoczyna rozprawienie się z mitem zamożności marynarzy w Gdyni, uznawanych za ówczesną elitę - mogli bez ograniczeń wyjeżdżać z Polski i mogli przywieźć rzeczy, których dostępnych nie było. “Bezeci”, czyli pozbawieni majątków, ale bogaci w etos arystokraci, z wielkimi, przedwojennymi nazwiskami skontrastowani są z nuworyszami przy władzy, którzy głosząc równość jednak zachowywali dla siebie to, co lepsze. Nowoczesna, rozwijająca się za sprawą wojewody Śliwińskiego Piła, hotel “Kasprowy” na Gubałówce, Saska Kępa jako ostoja zamożnej inteligencji, prywaciarze i badylarze oraz czyhający na nich domiar; z jednej strony to budujące przykłady, że nawet w gospodarce niedoboru było można, ale też w tle czai się mroczne wspomnienie tajnych służb, donosicielstwa, patrzenia, czy ktoś za bardzo się nie wychyla z ostentacyjnym bogactwem.

Męczyłam tę książkę długo, jedna z tych, którą zaczynałam, odkładałam, czytałam ponownie. Nie jest zła, ale w zestawieniu z setkami kryminałów z epoki, gdzie właśnie pozorny powiew luksusu był motywacją do działalności przestępczej, mało dla mnie odkrywcza.

#93

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek sierpień 26, 2022

Link bezpośredni - Tag: reportaz - 0 komentarzy - Skomentuj


Renee Engeln - Obsesja piękna

Jednym z aspektów seksizmu jest postrzeganie osób żeńskich głównie (a czasem tylko) przez pryzmat ich wyglądu. Młode i ładne są więcej warte niż stare i nijakie, zadbane więcej warte niż niezadbane. Autorka analizuje pod kątem postrzegania kobiet nie tylko media, ale też przeprowadzania wiele badań i wywiadów wśród kobiet, ze smutną konstatacją, że lata celowego eksponowania tzw. kanonu urody (wyjątkowo szczupła, bardzo wysoka osoba o pięknej twarzy, gładkiej skórze, gęstych zadbanych włosach i dużym biuście) poczyniły dużo złego w kilku pokoleniach, ze szczególnym nasileniem w ostatnich latach za sprawą social mediów. Z jednej strony to sposób na stworzenie sobie rynku zbytu przez przemysł modowy, kosmetyczny i medyczny (kup X, będziesz miała takie włosy, skórę, figurę jak modelka, kiedy zoperujesz skądinąd świetnie działający nos, odniesiesz w życiu sukces, nie możesz wyjść z niewydepilowanymi nogami...), z drugiej to systemowe odcinanie kobietom zasobów, które są zmuszone poświęcić na bycie zadbaną. Autorka proponuje proste ćwiczenie - policzenie, ile środków (pieniędzy, czasu) kobiety inwestują w utrzymywanie urody w porównaniu z mężczyznami, cytuje wypowiedzi kobiet, które przyznają, że wielokrotnie zrezygnowały z jakiejś aktywności, bo czuły się brzydkie, grube, niewystarczające. Że są miejsca - na przykład siłownia czy basen, a nawet ulica - gdzie każdy krok jest oceniany, padło porównanie do wybiegu dla modelek, przy czym nikt się nie umawia, że ocena będzie miała miejsce dziś, więc na wszelki wypadek trzeba być zawsze przygotowanym. I tak, są osoby, które na to kładą zen, wychodzą z domu z niewyregulowanymi brwiami (i nikt tego nie kontroluje, to jest poza systemem), ale problemem jest nieustające przekonanie, że wartość kobiety leży w jej urodzie i staraniach, powielana od najwcześniejszego dzieciństwa. Jest i o fatfobii, i o badaniach, które dowodzą, że zawstydzanie i skupianie się na wyglądzie nie ma bynajmniej dobroczynnego wpływu (nie wspominając już o tym, że "troska" stojąca za tym podejściem z troską nie ma wiele wspólnego).

Dużo sobie obiecywałam po tej pozycji, zwłaszcza patrząc na solidną bibliografię i tytuł naukowy autorki. Lektura nie przynosi jednak rozwiązań, poza "nie myśl o wyglądzie, odcinaj toksyczną sferę, w której ciało jest towarem, skup się zamiast tego na działaniu swojego ciała i dbaniu o umysł". Nie jest to zła książka, świetnie odsłania systemową nierówność i wszystkie pułapki, w jakie łatwo wpaść, patrząc na przykład na instagramowe celebrytki, ale - jak na razie - wyrwanie się ze stricte estetycznego patrzenia na siebie jest zwyczajnie trudne.

#91

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek sierpień 19, 2022

Link bezpośredni - Tag: reportaz - 0 komentarzy - Skomentuj