Pociąg relacji Gdynia - Słupsk wyjechał o 6 rano, zadziwiająco punktualnie. Prywatny detektyw Alan Ronin zauważa, że jeden ze współpasażerów nie żyje, zamordowany narzędziem z drewnianą rączką. Jako że przejście do przedziału konduktorskiego jest niemożliwe z powodu zamkniętego WARS-u, decyduje się zaangażować kilka osób do przepytania obecnych w pociągu. Znajdują jeszcze drugie zwłoki, a tuż przed 9 odkrywają mordercę.
To bardziej humoreska, a nie kryminał; jak to u Ulmana, nawał zabawnych nazwisk (Pieczyng, Ronin, Obotrytowicz, Tartar) i sporo zabawnych fraz typu “kobietę o twarzy tak brzydkiej jak otoczenie dworca kolejowego w Słupsku”. Ma to wartość rozrywkową, ale niekoniecznie merytoryczną.
Inne tego autora.
#11
Napisane przez Zuzanka w dniu środa styczeń 28, 2026
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, prl, kryminal, 2026
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Pociąg relacji Gdynia - Słupsk wyjechał o 6 rano, zadziwiająco punktualnie. Prywatny detektyw Alan Ronin zauważa, że jeden ze współpasażerów nie żyje, zamordowany narzędziem z drewnianą rączką. Jako że przejście do przedziału konduktorskiego jest niemożliwe z powodu zamkniętego WARS-u, decyduje się zaangażować kilka osób do przepytania obecnych w pociągu. Znajdują jeszcze drugie zwłoki, a tuż przed 9 odkrywają mordercę.
To bardziej humoreska, a nie kryminał; jak to u Ulmana, nawał zabawnych nazwisk (Pieczyng, Ronin, Obotrytowicz, Tartar) i sporo zabawnych fraz typu “kobietę o twarzy tak brzydkiej jak otoczenie dworca kolejowego w Słupsku”. Ma to wartość rozrywkową, ale niekoniecznie merytoryczną.
Inne tego autora.
#11
Napisane przez Zuzanka w dniu środa styczeń 28, 2026
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, prl, kryminal, 2026
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Wylot do Amsterdamu reklamowałam nastolatce jako super opcję, albowiem do tej pory tylko latała tanimi liniami, a to miał być pierwszy lot KLM. Wchodzimy więc na lotnisko o 5 rano, niewyspani, ale zadowoleni, zwłaszcza że nie trzeba wyjmować bambetli na kontroli, ja odkrywam, że nie wzięłam kindla, więc w panice znajduję w lotniskowej księgarence najnowszą Marian Keyes (o czym niebawem, b. zadowolona), a dla zabicia czasu opowiadam młodzieży o moich i eloya przygodach z KLM AD 2007. I wykrakałam. 6:20, podjechaliśmy 50 metrów autobusem pod samolot i czekamy. Po 20 minutach wchodzi pilot[1] i grzecznie wyjaśnia, że nie wpuszczają nas do samolotu, bo mają techniczne wyzwanie w samolocie i dopóki nie ustalą, co dalej, to winszują cierpliwości. Long story short, wróciliśmy na lotnisko, a o 8:15 zostaliśmy wypuszczeni do domu (notatka na przyszłość: iść przez Baltonę, nie przez kontrolę non-Schengen) z sugestią, że może polecimy jeszcze dziś, proszę czytać wiadomości. Wróciliśmy do domu, przespaliśmy się, zjedliśmy śniadanie, wzięłam kindla i polecieliśmy kolejnym lotem o 14:15. Tak, wystąpiłam z reklamacją, wszak dzień w plecy, ciągle czekam na rozpatrzenie wniosku. Sam lot, jak już się wzbiliśmy, bardzo miły, niecałe 1,5h, bez reklam zdrapek i z darmową kanapką i napojami (również alko!). Steward miał uroczy sweter z napisem ALL I WANT FOR CHRISTMAS IS BLUE, a przez całą drogę świeciło słonko. Wracając, udało mi się zostawić na Schiphol telefon podczas kontroli, ale odzyskałam, chociaż przejechał dwa razy przez skaner. Z zabawnych rzeczy - ta sama butelka z wodą z domu przejechała bez wzbudzania alarmu o 5 rano, ale już o 13 została dodatkowo przeanalizowana w Innej Maszynie Do Analizy Płynów. Kiedy leciałam do Salonik, zostałam poproszona o pozwolenie odlania próbki do analizy.
Zdjęcia pozbierane z różnych lotów, wcześniej niepublikowane. W kolejności: Poznań - Malaga w kwietniu, Poznań - Saloniki w listopadzie i wreszcie Poznań - Amsterdam 24/27 grudnia 2025.
[1] Nie, nie był to holenderski król incognito, sprawdziłam.
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek styczeń 27, 2026
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
grecja, amsterdam, hiszpania, holandia, malaga, saloniki
- 1 komentarz
- Skomentuj
Wylot do Amsterdamu reklamowałam nastolatce jako super opcję, albowiem do tej pory tylko latała tanimi liniami, a to miał być pierwszy lot KLM. Wchodzimy więc na lotnisko o 5 rano, niewyspani, ale zadowoleni, zwłaszcza że nie trzeba wyjmować bambetli na kontroli, ja odkrywam, że nie wzięłam kindla, więc w panice znajduję w lotniskowej księgarence najnowszą Marian Keyes (o czym niebawem, b. zadowolona), a dla zabicia czasu opowiadam młodzieży o moich i eloya przygodach z KLM AD 2007. I wykrakałam. 6:20, podjechaliśmy 50 metrów autobusem pod samolot i czekamy. Po 20 minutach wchodzi pilot[1] i grzecznie wyjaśnia, że nie wpuszczają nas do samolotu, bo mają techniczne wyzwanie w samolocie i dopóki nie ustalą, co dalej, to winszują cierpliwości. Long story short, wróciliśmy na lotnisko, a o 8:15 zostaliśmy wypuszczeni do domu (notatka na przyszłość: iść przez Baltonę, nie przez kontrolę non-Schengen) z sugestią, że może polecimy jeszcze dziś, proszę czytać wiadomości. Wróciliśmy do domu, przespaliśmy się, zjedliśmy śniadanie, wzięłam kindla i polecieliśmy kolejnym lotem o 14:15. Tak, wystąpiłam z reklamacją, wszak dzień w plecy, ciągle czekam na rozpatrzenie wniosku. Sam lot, jak już się wzbiliśmy, bardzo miły, niecałe 1,5h, bez reklam zdrapek i z darmową kanapką i napojami (również alko!). Steward miał uroczy sweter z napisem ALL I WANT FOR CHRISTMAS IS BLUE, a przez całą drogę świeciło słonko. Wracając, udało mi się zostawić na Schiphol telefon podczas kontroli, ale odzyskałam, chociaż przejechał dwa razy przez skaner. Z zabawnych rzeczy - ta sama butelka z wodą z domu przejechała bez wzbudzania alarmu o 5 rano, ale już o 13 została dodatkowo przeanalizowana w Innej Maszynie Do Analizy Płynów. Kiedy leciałam do Salonik, zostałam poproszona o pozwolenie odlania próbki do analizy.
Zdjęcia pozbierane z różnych lotów, wcześniej niepublikowane. W kolejności: Poznań - Malaga w kwietniu, Poznań - Saloniki w listopadzie i wreszcie Poznań - Amsterdam 24/27 grudnia 2025.
[1] Nie, nie był to holenderski król incognito, sprawdziłam.
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek styczeń 27, 2026
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
grecja, amsterdam, hiszpania, holandia, malaga, saloniki
- 1 komentarz
- Skomentuj
Trochę nie wiem, czemu sobie to robię, wszak wiem, że u Louisa nie będzie miło, ale czytam. Tym razem to krótka historia gwałtu i traumy po, autobiograficzna. 20-letni Édouard wraca nieco pijany z imprezy wigilijnej, niesie książki, zaczepia go Reda, młody Kabyl, wydaje się być zainteresowany i nie daje się spławić. Lądują w mieszkaniu narratora, na początku jest miło i konsensualnie erotycznie, po czym Édouard przyłapuje Redę na kradzieży, co prowadzi do eskalacji - próby morderstwa i przemocy erotycznej. Historię poznajemy niejako zza węgła, Édouard słucha zza drzwi, jak jego siostra opowiada ją swojemu mężowi, czasem dopowiada jakieś komentarze. Widać, że już ma dosyć, bo opowiadał wielokrotnie, w różnych miejscach - w szpitalu, na policji, przyjaciołom, ale ciągle siedzi w nim jak zadra, bo może była szansa, żeby ta noc skończyła się inaczej. A może nie.
Inne tego autora.
#10
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek styczeń 26, 2026
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, beletrystyka, 2026
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Trochę nie wiem, czemu sobie to robię, wszak wiem, że u Louisa nie będzie miło, ale czytam. Tym razem to krótka historia gwałtu i traumy po, autobiograficzna. 20-letni Édouard wraca nieco pijany z imprezy wigilijnej, niesie książki, zaczepia go Reda, młody Kabyl, wydaje się być zainteresowany i nie daje się spławić. Lądują w mieszkaniu narratora, na początku jest miło i konsensualnie erotycznie, po czym Édouard przyłapuje Redę na kradzieży, co prowadzi do eskalacji - próby morderstwa i przemocy erotycznej. Historię poznajemy niejako zza węgła, Édouard słucha zza drzwi, jak jego siostra opowiada ją swojemu mężowi, czasem dopowiada jakieś komentarze. Widać, że już ma dosyć, bo opowiadał wielokrotnie, w różnych miejscach - w szpitalu, na policji, przyjaciołom, ale ciągle siedzi w nim jak zadra, bo może była szansa, żeby ta noc skończyła się inaczej. A może nie.
Inne tego autora.
#10
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek styczeń 26, 2026
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, beletrystyka, 2026
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Piękna Krystyna Nechayowa poznała doktora Łukasza Zdanowicza w Zakopanem, wykluł się romans, niestety na drodze ich miłości stoi zaborczy acz oziębły mąż, który nie chce dać żonie rozwodu. I wtem Teodor Nechay zostaje znaleziony martwy, otruty zastrzykiem ze strychniny. Podejrzenie pada na kochanka żony, który zostaje aresztowany po znalezieniu dość oczywistych dowodów. Krystyna w to nie wierzy i prosi męża przyjaciółki, nieco szemranego, ale wziętego mecenasa Mitelskiego, o obronę ukochanego. Proces się przeciąga, Zdanowicz zapada na zdrowiu, a w międzyczasie Downar czuje, że jest w sprawie drugie dno. Zaczyna odkrywać, że Nechaya nienawidziło wielu ludzi - na przykład wzgardzona kochanka i jej platoniczny wielbiciel, a do tego są istotne podejrzenia, że jako pracownik MON[1] sprzedawał wojskowe tajemnice obcemu wywiadowi. Autor zdecydowanie nie wyznaje maksymy, że o zmarłych albo dobrze, albo wcale, bo zza kulis dopowiada cały wachlarz przestępczych działań: mafia w Neapolu, narkotyki, stręczycielstwo, wyjazd do USA… W sprawie pojawiają się same piękne panie, Downar jest zachwycony, bo to jego hobby; nie waha się udać na przesłuchanie do prywatnego mieszkania w niedzielę, całować rączki i prawić tak grube komplementy, że kobiety czują się zażenowane. Dodatkowo ocenia również panów pod względem wyglądu, czując niechęć do rudawego blondyna z czerwonymi dłońmi o grubych palcach. Finał jest należycie zaskakujący, z podwójnym blefem i wkroczeniem milicji tuż przed potencjalnym usunięciem świadka zbrodni.
Szowinizm codzienny: kochanek ignoruje obawy swojej flamy, która obawia się brutalności męża, uspokajając ją wyważonymi słowami, żeby przestała się egzaltować. Nie znosi też, kiedy kobieta płacze, bo wtedy robi się brzydka. Kobiety tracą poczucie czasu, bo się zagadują z kumami o pierdołach. Kiedy są wzgardzone, nie są skłonne do zachowania tajemnicy. Oraz nigdy z nimi nic nie wiadomo, trzeba być przygotowanym na niespodzianki.
Się pije: koniak (noname i Martell), czystą eksportową (pod bigos), kawę, sok pomarańczowy, sok pomidorowy, Chablis, wermut, pomidorowy koktajl, jałowcówkę, wino (pod słone paluszki); drink z gold ginu, soku z grejpfruta i wody sodowej.
Się je: ciastka kruche (do kawy); razowy chleb, grubo posmarowany masłem i z szynką; karpia w galarecie i łososia z rusztu z chrupiącymi bułeczkami (w barze rybnym); kiełbasę, szynkę, jaja na twardo (pod wódkę).
Się pali: Giewonty, a poza tym palą wszyscy, w tym lekarze, a piękne panie dzielą się opinią, że mężczyźni niepalący są mniej męscy.
[1] Nie może to przecież być szef Nechaya, bo przecież to “dawny ideowy komunista, bardzo mocny partyjnie, cieszy się całkowitym zaufaniem Komitetu Centralnego. Nonsens”.
Inne tego autora, inne z tej serii.
#9/#3
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela styczeń 25, 2026
Link bezpośredni -
Kategorie:
Czytam, Słucham (literatury) -
Tagi:
panowie, prl, kryminal, klub-srebrnego-klucza, 2026
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Piękna Krystyna Nechayowa poznała doktora Łukasza Zdanowicza w Zakopanem, wykluł się romans, niestety na drodze ich miłości stoi zaborczy acz oziębły mąż, który nie chce dać żonie rozwodu. I wtem Teodor Nechay zostaje znaleziony martwy, otruty zastrzykiem ze strychniny. Podejrzenie pada na kochanka żony, który zostaje aresztowany po znalezieniu dość oczywistych dowodów. Krystyna w to nie wierzy i prosi męża przyjaciółki, nieco szemranego, ale wziętego mecenasa Mitelskiego, o obronę ukochanego. Proces się przeciąga, Zdanowicz zapada na zdrowiu, a w międzyczasie Downar czuje, że jest w sprawie drugie dno. Zaczyna odkrywać, że Nechaya nienawidziło wielu ludzi - na przykład wzgardzona kochanka i jej platoniczny wielbiciel, a do tego są istotne podejrzenia, że jako pracownik MON[1] sprzedawał wojskowe tajemnice obcemu wywiadowi. Autor zdecydowanie nie wyznaje maksymy, że o zmarłych albo dobrze, albo wcale, bo zza kulis dopowiada cały wachlarz przestępczych działań: mafia w Neapolu, narkotyki, stręczycielstwo, wyjazd do USA… W sprawie pojawiają się same piękne panie, Downar jest zachwycony, bo to jego hobby; nie waha się udać na przesłuchanie do prywatnego mieszkania w niedzielę, całować rączki i prawić tak grube komplementy, że kobiety czują się zażenowane. Dodatkowo ocenia również panów pod względem wyglądu, czując niechęć do rudawego blondyna z czerwonymi dłońmi o grubych palcach. Finał jest należycie zaskakujący, z podwójnym blefem i wkroczeniem milicji tuż przed potencjalnym usunięciem świadka zbrodni.
Szowinizm codzienny: kochanek ignoruje obawy swojej flamy, która obawia się brutalności męża, uspokajając ją wyważonymi słowami, żeby przestała się egzaltować. Nie znosi też, kiedy kobieta płacze, bo wtedy robi się brzydka. Kobiety tracą poczucie czasu, bo się zagadują z kumami o pierdołach. Kiedy są wzgardzone, nie są skłonne do zachowania tajemnicy. Oraz nigdy z nimi nic nie wiadomo, trzeba być przygotowanym na niespodzianki.
Się pije: koniak (noname i Martell), czystą eksportową (pod bigos), kawę, sok pomarańczowy, sok pomidorowy, Chablis, wermut, pomidorowy koktajl, jałowcówkę, wino (pod słone paluszki); drink z gold ginu, soku z grejpfruta i wody sodowej.
Się je: ciastka kruche (do kawy); razowy chleb, grubo posmarowany masłem i z szynką; karpia w galarecie i łososia z rusztu z chrupiącymi bułeczkami (w barze rybnym); kiełbasę, szynkę, jaja na twardo (pod wódkę).
Się pali: Giewonty, a poza tym palą wszyscy, w tym lekarze, a piękne panie dzielą się opinią, że mężczyźni niepalący są mniej męscy.
[1] Nie może to przecież być szef Nechaya, bo przecież to “dawny ideowy komunista, bardzo mocny partyjnie, cieszy się całkowitym zaufaniem Komitetu Centralnego. Nonsens”.
Inne tego autora, inne z tej serii.
#9/#3
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela styczeń 25, 2026
Link bezpośredni -
Kategorie:
Czytam, Słucham (literatury) -
Tagi:
panowie, prl, kryminal, klub-srebrnego-klucza, 2026
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Nie pisałam, bo kot mi się pochorował, dawno nie miałam takich rozrywek, nie tęskniłam. Chorobę nagłą powoli się leczy, ale trzeba jeszcze dodiagnozować właśnie odkrytą chorobę przewlekłą.
Sarah, konserwatorka sztuki w Oxfordzie, prowadzi stabilne życie - naprawia stare obrazy, czasem sarkastycznie komentuje rzeczywistość muzealną, a po pracy przygotowuje przyjęcie dla klienta męża. Klient okazuje się straszliwym bucem, ale nie to przesądza o klęsce mężowskiego przedsięwzięcia, tylko to, że podczas kolacji wybucha dom obok. Sarah dowiaduje się, że przeżyła tylko dziewczynka, którą spotkała poprzedniego dnia, znajoma dzieci jej przyjaciółki, proponuje więc, że zawiezie w drodze do pracy kartkę z życzeniami. Tyle że w szpitalu zostaje spławiona, a potem w ogóle się okazuje, że żadnego dziecka oficjalnie nie było. A to już za dużo i kobieta zatrudnia prywatnego detektywa, żeby jej pomógł. Tylko że chwilę później detektyw zostaje znaleziony martwy, co dla odmiany jest za dużo dla Zoe, jego byłej żony, która nie wierzy, że to samobójstwo. Sytuacja się zaognia i wychodzi, że obie panie niechcący wdepnęły w aferę związaną z obronnością kraju.
Jeśli podobały się Wam “Kulawe konie”, to absolutnie spodoba się też “W stronę prawdy”, też na podstawie książki Mike'a Herrona. Świetne panie - Emma Thompson i Ruth Wilson, idą jak przecinaki i bynajmniej nie dają sobie wciskać kitu. A kit wciskają wszyscy wszystkimi - policja obywatelkom, kontrwywiad ministerce, zwierzchnicy podwładnym, maż żonie i partner partnerce, ludzie wstają z martwych, a wszystko podlane jest sarkazmem i licznymi przekleństwami. I trup pada gęsto, czasem nawet za. I jak nie lubię o szpiegach, tak ogląda się świetnie i nawet oczywiste cliffhangery nie irytują.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota styczeń 24, 2026
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Nie pisałam, bo kot mi się pochorował, dawno nie miałam takich rozrywek, nie tęskniłam. Chorobę nagłą powoli się leczy, ale trzeba jeszcze dodiagnozować właśnie odkrytą chorobę przewlekłą.
Sarah, konserwatorka sztuki w Oxfordzie, prowadzi stabilne życie - naprawia stare obrazy, czasem sarkastycznie komentuje rzeczywistość muzealną, a po pracy przygotowuje przyjęcie dla klienta męża. Klient okazuje się straszliwym bucem, ale nie to przesądza o klęsce mężowskiego przedsięwzięcia, tylko to, że podczas kolacji wybucha dom obok. Sarah dowiaduje się, że przeżyła tylko dziewczynka, którą spotkała poprzedniego dnia, znajoma dzieci jej przyjaciółki, proponuje więc, że zawiezie w drodze do pracy kartkę z życzeniami. Tyle że w szpitalu zostaje spławiona, a potem w ogóle się okazuje, że żadnego dziecka oficjalnie nie było. A to już za dużo i kobieta zatrudnia prywatnego detektywa, żeby jej pomógł. Tylko że chwilę później detektyw zostaje znaleziony martwy, co dla odmiany jest za dużo dla Zoe, jego byłej żony, która nie wierzy, że to samobójstwo. Sytuacja się zaognia i wychodzi, że obie panie niechcący wdepnęły w aferę związaną z obronnością kraju.
Jeśli podobały się Wam “Kulawe konie”, to absolutnie spodoba się też “W stronę prawdy”, też na podstawie książki Mike'a Herrona. Świetne panie - Emma Thompson i Ruth Wilson, idą jak przecinaki i bynajmniej nie dają sobie wciskać kitu. A kit wciskają wszyscy wszystkimi - policja obywatelkom, kontrwywiad ministerce, zwierzchnicy podwładnym, maż żonie i partner partnerce, ludzie wstają z martwych, a wszystko podlane jest sarkazmem i licznymi przekleństwami. I trup pada gęsto, czasem nawet za. I jak nie lubię o szpiegach, tak ogląda się świetnie i nawet oczywiste cliffhangery nie irytują.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota styczeń 24, 2026
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 0 komentarzy
- Skomentuj