Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Tag: amsterdam

O przygodach na lotniskach

Wylot do Amsterdamu reklamowałam nastolatce jako super opcję, albowiem do tej pory tylko latała tanimi liniami, a to miał być pierwszy lot KLM. Wchodzimy więc na lotnisko o 5 rano, niewyspani, ale zadowoleni, zwłaszcza że nie trzeba wyjmować bambetli na kontroli, ja odkrywam, że nie wzięłam kindla, więc w panice znajduję w lotniskowej księgarence najnowszą Marian Keyes (o czym niebawem, b. zadowolona), a dla zabicia czasu opowiadam młodzieży o moich i eloya przygodach z KLM AD 2007. I wykrakałam. 6:20, podjechaliśmy 50 metrów autobusem pod samolot i czekamy. Po 20 minutach wchodzi pilot[1] i grzecznie wyjaśnia, że nie wpuszczają nas do samolotu, bo mają techniczne wyzwanie w samolocie i dopóki nie ustalą, co dalej, to winszują cierpliwości. Long story short, wróciliśmy na lotnisko, a o 8:15 zostaliśmy wypuszczeni do domu (notatka na przyszłość: iść przez Baltonę, nie przez kontrolę non-Schengen) z sugestią, że może polecimy jeszcze dziś, proszę czytać wiadomości. Wróciliśmy do domu, przespaliśmy się, zjedliśmy śniadanie, wzięłam kindla i polecieliśmy kolejnym lotem o 14:15. Tak, wystąpiłam z reklamacją, wszak dzień w plecy, ciągle czekam na rozpatrzenie wniosku. Sam lot, jak już się wzbiliśmy, bardzo miły, niecałe 1,5h, bez reklam zdrapek i z darmową kanapką i napojami (również alko!). Steward miał uroczy sweter z napisem ALL I WANT FOR CHRISTMAS IS BLUE, a przez całą drogę świeciło słonko. Wracając, udało mi się zostawić na Schiphol telefon podczas kontroli, ale odzyskałam, chociaż przejechał dwa razy przez skaner. Z zabawnych rzeczy - ta sama butelka z wodą z domu przejechała bez wzbudzania alarmu o 5 rano, ale już o 13 została dodatkowo przeanalizowana w Innej Maszynie Do Analizy Płynów. Kiedy leciałam do Salonik, zostałam poproszona o pozwolenie odlania próbki do analizy.

Zdjęcia pozbierane z różnych lotów, wcześniej niepublikowane. W kolejności: Poznań - Malaga w kwietniu, Poznań - Saloniki w listopadzie i wreszcie Poznań - Amsterdam 24/27 grudnia 2025.

[1] Nie, nie był to holenderski król incognito, sprawdziłam.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek styczeń 27, 2026

Link bezpośredni - Tag: amsterdam - 1 komentarz - Skomentuj


Kawałek metra (10) - Amsterdam

Metro w Amsterdamie jest najlepsze, bo połączone jest elegancko z pociągiem o dźwięcznej nazwie Sprinter z lotniska i można sobie jak sołtys przejechać z drobną przesiadką do samego centrum. Zaskakująco, poza kolorami, linie metra mają trochę losowe numery 50–54. Częściowo jeżdżą na świeżym powietrzu, a w samym centrum wjeżdżają pod ziemię. Co ciekawe, metro jest stosunkowo nowe, pochodzi z lat 90. i przy okazji budowy były spore kontrowersje typu wyburzanie starych, zabytkowych budynków; ślad po tym widać na ścianach stacji Nieuwmarkt. Na Rokin podobno są wystawione arfekty archeo, ale nie byłam. Bilety na Sprintera (ma przepierzenia w "mondriany") kupiłam w automacie, ale nie ogarnęłam zakupu karty na metro, więc odbijałam się na bramkach telefonem, jak zwierzę.
Trasa: Schiphol - Station Lelylaan - Henk Sneevlietweg - Waterlooplein - Nieuwmarkt - Amsterdam Centraal. I z powrotem.

Dotychczas: Berlin * Budapeszt * Buenos Aires * Dublin * Praga * Lizbona * Porto * Wiedeń * Saloniki * Amsterdam.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa styczeń 21, 2026

Link bezpośredni - Tag: amsterdam - 0 komentarzy - Skomentuj


Wesołe miasto Amsterdam, 17 lat później

[24-27.12.2025]

Od dawna miałam takie marzenie, żeby wyjechać na święta. Zero zmartwień, przygotowań (nie żebym jakoś specjalnie, ale wiecie, o co chodzi), czysty relaks. I wyjechałam, znęcona faktem, że samolot do Amsterdamu lata z Poznania. A do Amsterdamu chciałam wrócić od dawna, tylko czekałam, aż młodzież będzie na tyle duża, żeby nie władowała się do kanału. O przygodach z KLM-em opowiem oddzielnie, a sam świąteczny wyjazd udał się nadzwyczaj. Cichy i wygodny hotel tuż przy metrze (będzie i o metrze!), śniadania o poranku jako motywator do wstawania oraz dobre, niekoniecznie świąteczne, jedzenie[1]. Był też hotelowy basen i spa, ale kalendarzowo się nie wstrzeliliśmy z dostępnością, jeśli wiecie, o czym mówię, więc lenistwo było pod kołderką, a nie w wodzie. Poza częścią zorganizowaną - muzeum, pałacem królewskim i rejsem - pokręciłam się po uliczkach nad kanałami, ponownie niespodziewanie weszłam w Red Light District, nastolatka nieco zdziwiona, ale nie oburzona, odwiedziłyśmy kilka wcale nie tanich sklepów z używaną odzieżą, sklepik z gumowymi kaczuszkami (nie pytajcie, nie rozumiem fenomenu, populacja gumowych kaczek w domu jest duża), nie trafiłam na pchli targ na placu Waterloo, bo święta[2]. Czy zrobiłam sobie listę miejsc, żeby wrócić, jak będzie cieplej? Ależ oczywiście.

Adresy:

GALERIA ZDJĘĆ.

[1] No dobrze, przyznam się, zatęskniłam za sałatką jarzynową, zwaną kaczym żerem i zrobiłam sobie już w styczniu miskę. Kto bogatemu zabroni jeść po świętach?

[2] Ale wbrew komentarzom rodziny pozbierałam klocki LEGO leżące na ziemi i już z aprobatą nastolatki pobrałam prawie nowego słonia Elmera, którego ktoś zostawił pod murkiem. Serio, LEGO leży na ziemi, takie miasto.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota styczeń 17, 2026

Link bezpośredni - Tag: amsterdam - 0 komentarzy - Skomentuj


Koninklijk Paleis Amsterdam

[26.12.2025]

Było zimno, więc poszłam się ogrzać do - jak się pewnie po skomplikowanej nazwie da wydedukować - apartamentów holenderskiego króla, który akurat wyjechał na święta, peszek. Pałac mieści się przy Placu Dam, w zimowy dzień raczej skromnym estetycznie, aczkolwiek wierzę, że w innej części roku czy wieczorem jest ładniej. W środku niespecjalnie dużo do zwiedzania - reprezentacyjne hole, trochę zacisznych pokoi, zamknięta część prywatna, tak że nie wiem, czy złote sedesy i kryształowe kieliszki. Na mocno umownej mozaikowej mapie na podłodze jest POLONIA i VISTULA, chociaż ewidentnie nie ma jeszcze Kanady. Nie zawsze można zwiedzać (zgaduję hasło: rodzina królewska jest w domu), młodzież do 17 lat darmo, dorosłe bilety nie za tanie, więc jak są lepsze opcje, to niekoniecznie.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa styczeń 14, 2026

Link bezpośredni - Tag: amsterdam - 0 komentarzy - Skomentuj


Oude Kerk, czyli stało się światło

[26.12.2025]

Jedną z zalet zimy w Holandii jest ta sama strefa czasowa co Poznań, mimo że 1000 kilometrów na zachód, więc dłuższy dzień, a i rano można pospać dłużej. Do tego trafiłam całym wyjazdem w słońce, trzy dni światła. I światło miało najwięcej do pokazania w Starym Kościele, najstarszym kościele parafialnym w Amsterdamie. Budynek oczywiście jest z gatunku “siekiera dziadka”, więc niekoniecznie cokolwiek zostało z XIII wieku, zmieniał się kawałek po kawałku, kamień zastąpił drewno, wiadomo. W środku, poza okazjonalnymi mszami, można oglądać wspomniany kamień w postaci płyt nagrobnych na podłodze, drewno na sufitach i rzeźbionych stallach, szkło w witrażach i sztukę - trafiłam na instalacje Minne Kersten, był kotek i obracające się spiralne schody. Poza tym w kościele jest przestrzeń i światło, warte wcale nie taniej (czy teraz po nowemu jest już “nietaniej”?) wejściówki; młodzież do lat 17 ulgowo, nie płacą tylko dzieci do 12 lat.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela styczeń 11, 2026

Link bezpośredni - Tag: amsterdam - 0 komentarzy - Skomentuj


O światełkach i kanałach

[25.12.2025]

Świadoma tego, że Amsterdam 25 grudnia jest raczej pozamykany, w przeciwieństwie do 26 grudnia, kiedy już nie, szukałam rzeczy, które mimo świąt będą czynne (czytaj: turystyczne). Padło na rejs po kanałach, tym bardziej, że w grudniu i styczniu trwa Amsterdam Light Festival, gdzie oprócz zwykłych światełek nad kanałami, są też wystawione iluminacje. Można oczywiście oglądać je z ulic, ale trochę się trzeba nachodzić, a aura była nieco niesprzyjająca (czytaj: piździło jak w kieleckiem). Z nabrzeża pod Centraal Station (o czym niebawem) wypływają barki, a płynie ich mnóstwo. Różnią się komfortem i wyposażeniem, można all inclusive, można ekonomicznie. Zaleta jest taka, że nie pada na głowę i jest ciepło oraz można na przykład takie grzane wino, nawet jeśli się człowiek nieco poleje, a potem dostaje migreny. Nie mówię, że nie warto, chociaż napitek był raczej podły. Wodzirejem imprezy był holenderski Strasburger, opowiadający suchary oraz przeurocza androgyniczna osoba płci nieistotnej, opowiadająca o kolejnych instalacjach. Zdjęcia czasem pretekstowe, przez szybkę, bez szybko pewnie lepiej, ale za zimno. Rejs się przedłużył ponad planowaną godzinę i 15 minut, bo nawet na kanałach można stać w korku.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela styczeń 4, 2026

Link bezpośredni - Tag: amsterdam - 0 komentarzy - Skomentuj


O tym, że w Rijksmuseum na bogato

[25.12.2025]

O tym, skąd Amsterdam w święta, to już w przyszłym roku.

Mimo dwóch (i dwóch tylko-przesiadka-na-lotnisku) wcześniejszych wizyt w Amsterdamie, nie widziałam w zasadzie nic z kanonu atrakcji, poza kameralnym i w 2008 nieciekawym Muzeum Kotów. A że w pierwszy dzień świąt w zasadzie wszystko miało być zamknięte, to czemu nie do największego i najbogatszego muzeum, zwłaszcza że można kupić z wyprzedzeniem oraz nastolatki darmo. Przyznam się od razu - nie obejrzałam całego, tak z jedną trzecią, rzeźby, meble, obrazy, cuda niewidy - bo zwyczajnie się przeładowałam od ładnego. “Nocna straż”, kudłaty piesek centralnie na ogromnym obrazie z mnóstwem ludzi, Vermeer, martwa natura ze ślimakami, samo dobro. Jako wisienka na czubku biblioteka, może nie taka wielka jak w Wiedniu, ale też gustowna i z drabinką. Sam budynek jest ogromny i z efektem wow, z oszklonym atrium i kawiarnią, do której kolejka, ale można zamówić QR-codem, nowoczesność. Na Museumplein lodowisko i płatne atrakcje, przeszłam mimo, bo zmęczyk po kontakcie ze sztuką. (Niedźwiedź wie)

GALERIA ZDJĘĆ (wierzcie mi, można tam milion).

Napisane przez Zuzanka w dniu środa grudzień 31, 2025

Link bezpośredni - Tag: amsterdam - 2 komentarze - Skomentuj


Nad kanałem

Wspaniałe miasto Amsterdam ma wiele różnych twarzy.

Dla setek tysięcy turystów najważniejszym miejscem jest Czerwona Dzielnica, gdzie nader skromnie odziane damy negocjowalnego afekty malowniczo wyginają się w oknach; czasem oświetlone są tylko ultrafioletowym światłem, dzięki czemu lepiej widać, jak skąpą noszą bieliznę. Dla chyba liczniejszej grupy, już bardziej zróżnicowanej w kwestii płci, mekką są niespecjalnie ładnie pachnące miejsca, myląco nazwane coffeeshopami, choć bynajmniej nie kawę się tam pija. Dla znawców sztuki są liczne, wspaniale wyposażone muzea, a dla mnie najważniejsze okazały się amsterdamskie kamieniczki.

Amsterdam to Wenecja Północy - miasto wąskich kanałów i kamiennych mostów (a także koślawych chodaków i rowerów). Któryś ze sprytnych monarchów wymyślił podatek związany z szerokością frontu kamienicy, stąd domy zamiast wszerz rozbudowywały się wgłąb i wzwyż. Długie i wąskie korytarze, częściowo zajęte przez wąskie schodki, ciągnęły się na kilkanaście metrów aż do ogrodów za posesją. Żeby wnieść do domu szerokie mieszczańskie meble, które nie mieściły się na wąskich schodach, na szczytach domów mocowano haki, za pomocą których do dziś wciąga się fortepiany czy inne trzydrzwiowe szafy i instaluje w mieszkaniu przez okno. O tym, jak wąskie bywają amsterdamskie kamieniczki, najlepiej można się przekonać, odwiedzając lokal przy kanale Singel pod numerem 7, gdzie front - zajęty całkowicie przez drzwi - ma około metra szerokości. Nie jest więc bardzo dziwną rzeczą, że po pierwszym spacerze wzdłuż kanałów zamarzyłam o tym, żeby zamieszkać w takiej kamienicy, a przynajmniej - jako że posiadane środki pozwalają mi na spędzenie miłego weekendu w kraju depresyjnego tulipana, ale nie na zakup nieruchomości tamże - spędzić w niej chociaż jedną noc. Okazało się, że jest to jak najbardziej możliwe.

Oprócz poprawnych i nie różniących się od siebie hoteli znanych sieci, w Amsterdamie istnieją hotele, hostele i pensjonaty mieszczące się w klimatycznych XVI czy XVIII-wiecznych wnętrzach. Czasem na hotel przeznaczona jest cała budowla, przez co bywa ekskluzywniej i drożej, a w ofercie jest śniadanie, winda i stojaczek z ulotkami, czasem do wynajęcia jest kilka pokoi "przy rodzinie". Mój pierwszy weekend w Amsterdamie spędziłam w czystym i nijakim hotelu, z oknem wychodzącym na dachy i kominy. Na następny wypad jednak zarezerwowałam noclegi w wąskiej kamienicy nad Brouwersgracht. Przy rodzinie. Na początku odczuwałam pewne skrępowanie, bo władowałam się z walizą do czyjegoś domu, gdzie na ścianach przypięte były dziecięce rysunki, z kuchni dobiegał dźwięk sztućców, a w otwartych drzwiach do salonu leniwie rozkładał się puchaty kot. Holendrzy to jednak ludzie dość bezpośredni i asertywni, więc gospodyni wręczyła mi klucz, pobrała opłatę w gotówce, pokazała strome schody, po czym zgodziła się ze mną, że ciężka waliza poczeka na dole na męża, który poszedł był zaparkować i życzyła nam miłego pobytu.

Weekend na poddaszu z widokiem na ogród i tylną ścianę budynku przy sąsiednim kanale doprecyzował mi dość szybko potencjalne plany na przyszłość na tyle, że już wiem, że nie chcę mieć na własność kamienicy. Na samą górę nie dochodzi czasem gorąca woda, ba - czasem nie dochodzi woda w ogóle. Można oczywiście mieszkać niżej, ale do takiej sutereny niespecjalnie często zagląda słońce. I schody. Pierwszego wieczora i następnego poranka wbiegałam i zbiegałam po nich jak gazela. Wieczorem wracałam, odliczając każdy wąski, skrzypiący stopień i podpierając się o ścianę. Przyznaję jednak sama przed sobą, że to takie kwaśne winogrona, bo dalej fascynują mnie wielkie, rzadko zasłonięte okna, w które można zaglądać podczas spacerów wąskimi uliczkami. Wysokie pomieszczenia, często ze zdobieniami, stiukami i pięknymi żyrandolami. Mnóstwo zakarmarków - komórek pod schodami, drzwi tajemniczo odchodzących na półpiętrze w bok, pozwalających się zastanawiać, czy za ścianą jest już sąsiedni dom czy może jeszcze jeden pokój. I chyba najważniejsze - na kilka dni dostałam klucze od zabytkowych, choć nieco zacinających się, drzwi i z dumą chwilowej właścicielki mogłam do kamienicy wchodzić i z niej wychodzić.

Wybór hoteli w kamienicach nad kanałem jest spory, rozrzut cenowy również. Za pokój w małym hostelu czy pensjonacie bez śniadania można zapłacić już 60 euro za noc. Za apartament w bardziej luksusowo wyposażonym miejscu - około 200-300 euro. Warto jednak rezerwować noclegi wcześniej, bo popyt na łyk prawdziwego holenderskiego klimatu jest spory. O tym, że na urodziny Królowej, czyli 30 kwietnia, wszystkie miejsca są wyprzedane z półrocznym wyprzedzeniem, nie muszę chyba wspominać?

Następnym razem, żądna nowych wrażeń, planuję zamieszkać na barce, leniwie kołyszącej się na jednym z kanałów. Słuchać rozmów turystów, wracających nad ranem ze świata amsterdamskich uciech. Wypić poranną kawę na tarasiku z widokiem na któryś z mostów, tupiąc nogą, żeby odpędzić żebrzące o kawałek bułki kaczki.

Kilka adresów:

http://www.canalhouse.nl/
http://www.hotelamstelzicht.com/
http://www.hotelagora.nl/
http://www.booking.com/hotel/nl/canal-house-amsterdam.en.html

[Tekst "Noc w amsterdamskiej kamienicy" do Magazynu Business&Beauty, kwiecień 2011].

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek marzec 4, 2011

Link bezpośredni - Tag: amsterdam - 0 komentarzy - Skomentuj


O szyby deszcz dzwoni


... deszcz dzwoni jesienny
I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,
Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...

To jeden z piękniejszych dźwięków poranka, kiedy za oknem słyszę krople stukające w szybę. Szaro, mgliście, małe koty mruczą, duży kot trzyma mnie miękką łapą, żebym sobie nie poszła. I mogłoby tak być codziennie, oczywiście pod warunkiem, że nie musiałabym iść do pracy (ilu z Was po pierwszym zdaniu zadało sobie pytanie, czy łykam prozak?). Bardzo lubię, kiedy pada, oczywiście jeśli wychodzenie z domu oznacza tylko wyjście na pobliski (note to self: mieć pobliski) ryneczek w celu dokonania zakupów na śniadanie, podczas gdy w domu czeka pachnąca kawa (note to self: mieć miejsce na ekspres do kawy).

Amsterdamskie ryneczki to z jednej strony folklor (nie wiedziałam, że Holendrzy mają odpowiedniki swoich Heimat Melodie i dobrze mi z tą niewiedzą było) , z drugiej strony - jeden z fajniejszych widoków świata. Stoiska z serami, owoce poukładane w stosiki (porzeczki i agrest jesienią? ależ proszę bardzo, zaraz obok kasztanów), mnóstwo pachnącego chleba (tak, poza Polską nie ma pieczywa), wędliny za szybką, podręczny blacik do pieczenia naleśników i kwiaty. Kwiaty SĄ MIŁE. Poza tym - jak to na ryneczku - starocie, odzież w stylu etnicznym i vintage, a zaraz obok Noorderkerk, plac zabaw i cukiernia Winkel z tartą jabłkową.

GALERIA ZDJĘĆ

Napisane przez Zuzanka w dniu środa październik 29, 2008

Link bezpośredni - Tag: amsterdam - 4 komentarze - Skomentuj


Z kuchni

W niedzielę padało (google przepowiedziało, że w sobotę słońce, a w niedzielę mżawa/deszcz i rację miało). Przed rekreacyjną (bo po sobotnim skakaniu z kanału na kanał nogi bolą, kondycja jednak nie ta) wizytą w Instytucie Techniki NEMO[1] poszliśmy na śniadanie na Westerstraat. To, że w Amsterdamie mają obłędną kawę, to wiadomo. Ale oprócz kawy mają też obłędne kanapki - ciężko wybrać, kiedy jest łosoś z twarożkiem, sałatka tuńczykowa, Old Amsterdam i inne dobra. Dlatego zdecydowałam się na inne dobra: częściowo roztopiony kozi ser (na brzegach płynny, a w środku krucho-twarożkowy), ciemna zgrillowana bułka, orzechy włoskie i miód.

Obok kawiarenki była pizzeria, zamknięta jeszcze w niedzielny poranek. Na stole siedział i spał (jednocześnie, koty umieją) piękny szaro-biały kot. Na widok dziwolągów za szybą się ożwawił i stwierdził, że będzie rozkoszny i chce się z nami podotykać. Nie przeszkadzała mu w tym szyba. Nam trochę tak, bo kota się nie da głaskać przez szybę.

[1] NEMO to budynek w kształcie łodzi koło Centraal Station. W środku poza wrzeszczącym holenderskim przychówkiem w liczbie milion znajduje się instytut naukowy, pokazujący w jedynie słuszny, bo przez doświadczenia, jak działa świat. Skąd się biorą bańki mydlane (i czy można zrobić takie duże, żeby w środku zmieścił się człowiek [2]), co to siła odśrodkowa, czy można zrobić z wody prąd, skąd się biorą dzieci (o, holenderski przychówek jest naprawdę dobrze wyedukowany) i czy myszy legną się ze zgniłych liściów[3]. Więc ja się pytam - czemu tak nie można w polskiej szkole? Czemu nie można pokazać procesu łańcuchowego (i dać wersji demo Incredible Machines)? Czemu nie uczyć ekologii i fizyki?

[2] Można, po części też, że człowiek był mały.

[3] Nie. Od czasów Sapkowskiego okazało się, że jednak potrzebne są myszy i myszowe.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek październik 28, 2008

Link bezpośredni - Tag: amsterdam - 10 komentarzy - Skomentuj