Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Kategoria: czytam

Astrid Lindgren - Dzieci z Wyspy Saltkråkan

Nie wiem jak Wy, ale ja nie byłam świadoma, że Astrid napisała książkę w stylu “Dzieci z Bullerbyn”, ale bardziej dojrzałą. Na szczęście mam przyjaciół, którzy o takich ważnych rzeczach wspominają, dzięki, siwo!

Na małą wysepkę Saltkråkan płynie rodzina Melkersonów, planują spędzić tam całe wakacje; dzieci - najstarsza, pełnoletnia już Malin, dwaj nastoletni chłopcy Niklas i Johan oraz najmłodszy Pelle - początkowo nie są zachwycone, bo chociażby dach chaty stolarza cieknie (“proszę o oznaki radości!”), ale szybko odkrywają uroki wyspy. Starsi chłopcy znajdują towarzystwo w chacie obok, gdzie mieszkają również nastoletnie Freddie i Teddie, zaś Pelle - uwielbiający zwierzęta, taki szwedzki Gerry Durrell - kręci się z małą Stiną i rządzącą wszystkimi nieco starszą Tjorven, która wszystko wie i wszystkich zna, a do tego ma pięknego psa Bosmana. To opowieść o idealnym lecie, pełnym wycieczek, przygód, psot, odstraszania zalotników starszej siostry, obserwowania #nieustającegopasmasukcesów złotej rączki Melkera Melkersona, wreszcie wnikliwego, choć nieco naiwnego obserwowania świata dorosłych - czasem niesłownych, skąpych i podstępnych, czasem uczciwych, dobrych i opiekuńczych. Zdarzają się sytuacje dramatyczne - dzieci uwięzione na morzu w czasie mgły; podejrzenie, że Bosman zagryzł królika i poranił owce; przykra sprawa z młodą foką, którą chciwy znalazca chciał sprzedać, mimo że obiecał ją dzieciom; wreszcie groźba sprzedaży chaty stolarza bogaczowi, który planował ją zburzyć. Oczywiście, spoiler alert, ze wszystkich opałów udaje się wyjść szczęśliwie, chociaż są miejsca, gdzie - jako współczesny rodzic - mam dreszcze (matka umierająca przy porodzie, sugestia zastrzelenia Bosmana, dzieci samotnie pływające łódką po morzu).

Słuchałam audiobooka z Youtuba, niespecjalnie polecam, bo osoba czyta głosem Cejrowskiego i prawie bez intonacji.

#116/#2

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek listopad 15, 2022

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - - 4 komentarze - Skomentuj


Michał Witkowski - Fototapeta

To była pierwsza książka Witkowskiego, której nie dałam rady skończyć i to nie dlatego, że to zbiór opowiadań. Nieustająco lubię język, wnikliwą, ironiczną obserwację świata przez kogoś “trochę z boku” (aczkolwiek, co ciekawe, nie ma tu żadnych nawiązań do nieheteronormy), niektóre z historii były ciekawe i - co zwykle mi przeszkadza w opowiadaniach - nie urywały się nagle, tylko tworzyły całość z finałem. Niestety, nie przedarłam się przez ostatnie opowiadanie (niedokończoną powieść), w której narracja przeskakuje bez żadnego ostrzeżenia między różnymi osobami, opowiadającym niezależne od siebie historie. Zwyczajnie mi się odechciało, bo czytałam po dwie-trzy strony, odkładałam, zapominałam, wracałam i wreszcie dotarło do mnie, że po co się męczyć.

”Grosz” to chaotyczny monolog przewrażliwionego hipochondryka o wizycie u lekarza. “Kolaboracja” opowiada pijacko-oniryczną historię wyjazdu syna i ojca Witkowskich do socjalistycznej Rosji. “Mosina” to wspomnienie z wizyt u babci w podpoznańskiej mieścinie, którą - tak się składa - mam za miedzą. “Pierroty” są również podróżniczo-wspomnieniowe - mały Michał jedzie z rodzicami na wymianę do Lipska i śpi w opuszczonym na czas wakacji akademiku niemieckich studentek. Króciutkie “Na gapę do raju” to Międzyzdroje zimą, twórczo rozwinięte w “Drwala”. “Kamera” to etiudka o amatorskim nagraniu z rodzinnego grilla. “Po sezonie” i niedokończone “Psie pole” zlały mi się w jedno, małe miasteczko, urywana narracja, raczej szkice niż pełnoprawne historie.

Inne tego autora.

#115

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek listopad 11, 2022

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - - 0 komentarzy - Skomentuj


Petra Dvořáková - Wrony

Basieńka[1], młodsza siostra Kasieńki, żyje w porządnej, kochającej rodzinie. Przynajmniej z zewnątrz. Bo z bliska to matka kocha grzeczną Kasieńkę, a wszystko, co robi Basia, niepomiernie ją wkurza, więc na każdym kroki robi krnąbrnej Baśce awantury, a kiedy i to nie działa, wywiera presję na niezainteresowanego niczym męża, żeby spuścił młodszej córce wychowawczy łomot. Basieńka jakoś sobie to układa w głowie, wszak zasługuje na karę, nie jest idealna jak jej starsza siostra. Nie umie sobie jednak poukładać tego, że jej ojciec patrzy na nią coraz bardziej dziwnym wzrokiem. Oraz ma dysonans poznawczy, bo nowy nauczyciel plastyki ją chwali i próbuje uzmysłowić niechętnym rodzicom, że to właśnie młodsza - nieuporządkowana, pechowa, impulsywna - ma talent. Dwutorowa narracja - matki i córki - odsłania po kolei przerażające kulisy “porządnej” rodziny, z przemocą psychiczną i fizyczną, zaniedbaniem emocjonalnym, niesprawiedliwością, na którą nie ma się komu poskarżyć, bo kto uwierzy oraz pewnie wszystkie dzieci są bite i poniżane, tylko o tym nie mówią. Wizja świata matki, zmęczonej i wiecznie zirytowanej, zaniedbywanej przez męża, nadmiernie krytycznej, toksycznej i niesprawiedliwej, jest równie bolesna, chociaż na innym poziomie.

[1] Tłumaczenie imion nieco mnie gryzło, zwłaszcza w zestawieniu z Vaclavem i czeskimi nazwiskami.

#114

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek listopad 8, 2022

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - - 0 komentarzy - Skomentuj


Dominika Słowik - Samosiejki

Oczywiście że byłam srodze rozczarowana, kiedy opowieść o matce, która zapadała w zimowy sen i sprowadzała zimę na świat, wtem zakończyła się, żeby przejść do kolejnego opowiadania. Bo pewnie pamiętacie, nie lubię opowiadań. Ale zanim zdążyłam ponarzekać w głowie, przeczytałam kolejne, kolejne i skakałam z coraz bardziej dziwnych światów w jeszcze dziwniejsze. Bo Słowik opisuje pogranicza snu i jawy - pleśń w kosmosie; pandemię i konsekwencje praktykowania jogi; egzotyczny kurort nad solankowym jeziorem z zasugerowanym kataklizmem w tle; wakacje nad Bałtykiem w latach 80.; fasolę kiełkującą w nosie bohaterki; pogłębiającą się paranoję osoby, która przez kilka tygodni nie widziała i inne. A opisuje to tak, że te kilkanaście stron wystarczy, żeby wejść w światy z innymi zasadami, nie do końca realne, czasem surrealistyczne. Nie było słabego opowiadania, większość przeczytałabym jako pełnoprawne powieści.

Treść niesponsorowana - e-booka przeczytałam w promocji czytajpl.pl - w listopadzie darmo można przeczytać (lub czasem przesłuchać) 18 książek. Z zestawu czytałam też ”Kirke” Miller, również polecam.

Inne tej autorki.

#113

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota listopad 5, 2022

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - - 0 komentarzy - Skomentuj


Terry Pratchett - Zadziwiający Maurycy i jego uczone szczury

W małym miasteczku pośrodku niczego pojawia się Keith, zwyczajny sierota, wychowany przy Gildii Muzyków; ma ze sobą flet i kiedy zagra, słuchają go szczury. Jest szansa, że - jako szczurołap - zarobi na oczyszczeniu miasteczka ze szczurów. Co ciekawe, szczury słuchają go też wtedy, kiedy mówi, bo z jakiegoś dziwnego powodu związanego z resztkami wyrzucanymi na śmietnisko przy Niewidocznym Uniwersytecie, rozumieją ludzką mowę, same mówią, a nawet potrafią zapisywać rzeczy. Maurycy, ostatni z wesołej grupy, jest kotem i wprawdzie rozumie ludzką i szczurzą mowę, ale niekoniecznie słucha kogokolwiek innego, wszak jest kotem. Problem w tym, że w miasteczku nie widać żadnego szczura, gorzej, jest już dwóch szczurołapów, czeszących od mieszkańców srogą kasę za kolejne szczurze ogony, dziwnie przypominające sznurówki, a dodatkowo nie ma jedzenia. W to wszystko wprowadza Keitha Malicia, nieletnia córka burmistrza, dobrze przygotowana czytelniczka bajek i legend.

Może to i bardziej literatura young adult, ale trzyma w napięciu niby rasowy thriller. Szczury i ich pączkująca cywilizacja, jaką zaczęły budować po tym, jak wbrew swojej woli zyskały świadomość, przedstawiona jest z typową dla autora łagodną pobłażliwością, wszak nie do końca o szczurach to historia. Pochichotałam nad imionami (Szynkawieprz, Najlepszyprzed), mocno zaszkliły mi się oczy, kiedy Maurycy spotkał Śmierć Szczurów i jego Zwierzchnika, ludzie i ich wady, przez które powstało w miasteczku Zło, nie zdziwiły mnie ani trochę, ale zasmuciły. Można odczytać książkę przez pryzmat pytania, czy powinniśmy zabijać i zjadać zwierzęta, można potraktować ją jako parafrazę książki o “Piotrusiu Króliku” z elementami baśni braci Grimm.

Inne tego autora.

#112

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek listopad 1, 2022

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - - 0 komentarzy - Skomentuj


Adelajda Truścińska - Życie Adelki

Doskonale bawiłam się, czytając krótkie - czasem na pół, czasem na 2-3 strony, ni to humoreski, ni to parodie, no to scenki z życia - formy o tym, co Adelkę, jej jamniczkę Teklę i świat w przyszłości spotkało. Adelka jest osobą doświadczoną w kwestii życiowych pomyłek i porażek, dość pesymistycznie nastawioną do teraźniejszości i przyszłości, jak sama się określa, ma nienaprawialną depresję. Ale jednocześnie ma też poczucie humoru, umie w sarkazm i groteskę i jest zwyczajnie miła. I jeśli nie macie pod ręką jej książki, to można ją czytać na Facebooku.

#111

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek październik 28, 2022

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - - 0 komentarzy - Skomentuj


Rachel Cusk - Ostatnia wieczerza

Z Cusk mam taki trochę love-hate relationship: uwielbiam jej obserwacje macierzyńsko-feministyczne, ale nudzi mnie jej przeintelektualizowanie, dodatkowo kompletnie nie umie w fabułę. “Ostatnia wieczerza” to reportażowa relacja z trzymiesięcznych wakacji we Włoszech, na które autorka pojechała z dwiema małymi wtedy córkami i mężem (którego jednak w zasadzie w narracji nie ma). Wszystko jest detalicznie rozpisane - trasa, ludzie spotkani po drodze, wynajęte domy, reakcja córek na opuszczenie lokum w Toskanii, gdzie spędzili najwięcej czasu, wizyty w muzeach[1] czy zatrzymanie pociągu na nieplanowany postój. Ta warstwa ciekawiła mnie nader, zwłaszcza że kilka lat temu sama spędziłam tydzień na styku Umbrii i Toskanii, odwiedzając wspomniane przez Cusk Arezzo i Asyż. Trochę rozważań o idei podróży jako takiej, to też dobrze rezonowało ze mną. Niestety, to wszystko polane zostało typowo brytyjskim poczuciem wyższości i niezmienności; Cusk nie pojechała do Włoch, żeby otworzyć się na nowe doznania, zrozumieć, poszerzyć, tylko żyć takim samym życiem, jakim żyła w rodzinnym angielskim mieście. Z każdej strony wybrzmiewało rozczarowanie innością, z rzadka pojawiał się zachwyt. W pewnym momencie przyznała się nawet, że boi się odpowiedzieć sama przed sobą na pytanie zadane w Neapolu: "Co my tu w zasadzie robimy?". Ciekawym podejściem z kolei jest odbiór podróży oczami dzieci - ich porównywalny do żałoby żal po stracie angielskich przyjaciółek, podróż jako kontakt z rodzicami w stopniu nieograniczonym (rzecz się dzieje przed rokiem 2009, przed rozwodem rodziców, opisanym w uznanym za skandalistyczne "Po. O małżeństwie i rozstaniu"), marzenia o powrocie do Włoch jako osoby dorosłe, pozbawienie codziennych rytuałów i stabilizacji.

Od zawsze mnie ten pomysł fascynuje - jak by wyglądało moje życie, jakbym mogła po prostu podróżować. Zostać w jakimś miejscu tak długo, ile chcę, nie patrzeć na kalendarz, żyć w stanie zawieszenia pomiędzy przeszłością ze zobowiązaniami, znajomymi i codziennością, a anonimową przygodą. Ciekawe, jak szybko by mi się znudziło. Autorka przyznaje, że w pewnym momencie zwyczajnie skończyły im się pieniądze i gdyby nie niespodziewany zakup jednej z jej książek przez chyba koreańskie wydawnictwo, wróciliby wcześniej. Opowieść urywa się w momencie zbliżania się do promu do Anglii, bez kody o powrocie.

[1] I tu wjeżdża kilkanaście stron szczegółowo rozpisanego życia Rafaela Santi, wraz z analizą obrazów, wpływem innych artystów na jego sztukę i czarno-białymi zdjęciami wybranych obrazów. Po co, ja się pytam. Wierszówka i chwalenie się researchem, cynicznie odpowiadam w duchu.

Inne tej autorki tutaj.

#110

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek październik 24, 2022

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - - 0 komentarzy - Skomentuj


Ignacy Karpowicz - Balladyny i romanse

Ponownie przyznam się do wszechstronnej ignorancji literackiej, albowiem - jakkolwiek doceniam rozmach i frazę - tak kompletnie nie zrozumiałam, jaki był zamysł stojący za napisaniem “Balladyn i romansów”. Książka składa się z trzech części - w części pierwszej opisany jest skomplikowany wielokąt erotyczny: Janek dostaje w głowę i traci umiejętność robienia złych rzeczy, więc za pomocą skopiowanych kluczy zamiast okraść mieszkanie Olgi, która go opatrzyła i przenocowała, zaczyna jej to mieszkanie remontować. Idzie do łóżka z Anką, siostrzenicą Olgi, która wcześniej przespała się z Arturem, narzeczonym Kamy (zapomniałam już, jak były skoligacone). Potem zaczyna sypiać z Olgą, ku irytacji Anki i jej rodziców. Jest jeszcze Paweł i Maciek, jeden drugiego zdradził, więc się rozeszli. Oraz Łukasz i Bartek, którzy są przyjaciółmi, więc razem grają w gry i piją. Artur nagle traci pamięć i zaczyna zachowywać się jak 11-latek, potem wyjaśnia się, że spadła na niego kropka wody z rzeki Lete, powodując amnezję. W drugiej części akcja przeskakuje w świat bogów - olimpijskich, egipskich, chrześcijańskich oraz bohaterów literackich i innych bliżej nieokreślonych bytów - gdzie po jakimś wprowadzeniu, kto z kim sypia i jakie to ma konsekwencje (na przykład Apollo przespał się ze wspomnianym wcześniej Maćkiem, przez co Maciek zniknął z powierzchni Ziemi) podjęta zostaje decyzja o powrocie bogów do świata, do kraju wiecznej promocji (czytaj Polska, Warszawa). W trzeciej części, bogato inkrustowanej artystycznymi minetami (nie, nie żartuję), łagodną akceptacją lub irytacją z powodu braku genitaliów u niektórych bogów, zamyka się niebo, bogowie tracą swoją nieśmiertelność, wszystkie wątki się ze sobą wiążą. Czy prowadzi to do czegokolwiek poza wielopiętrowymi dywagacjami o kulturze pop, metatekstualności i zabawie słowami? Nie.

Owszem, jest w tej książce mnóstwo świetnych, zabawnych tekstów, obserwacje są celne, sporo ironii i sarkazmu, ale warstwy fabularnej ewidentnie nie dowieziono. Ja przeczytałam, Wy już nie musicie.

#109

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek październik 20, 2022

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - - 0 komentarzy - Skomentuj


Grzegorz Sobaszek - Muszę kończyć, umieram

Maksymilian, mężczyzna z fobiami i natręctwami, jest mężem od 14 lat i od 14 lat nienawidzi swojej żony, mimo że "wyciągnęła" go z pracy przy sex-telefonie i zaoferowała stabilne życie u swojego boku. Nie jest więc specjalnie zaskoczony czy zasmucony, kiedy żona znika, chyba bardziej martwi go utrata pracy, do której notorycznie nie docierał z powodów natury psychicznej. Tyle że sąsiadom z zamkniętego osiedla Lazur III jego bezrobocie nie przeszkadza, za to fakt, że zniknęła jego żona, i owszem; organizują więc przeszukanie piwnicy Maksymiliana, gdzie - jak podejrzewają - zawekował szczątki pani Maksymilianowej, podpisując słoiki cynicznie "Konserwa wieprzowa 2003". I rzeczywiście, policja potwierdza, że to szczątki ludzkie, ale ponieważ nie ma dowodów na to, że "it's always the husband", Maksymilian zostaje wypuszczony za kaucją, chętnie wpłaconą przez obrzydliwie zamożną świeżo poznaną kochankę.

Tak, mimo dopisku na okładce, że jest to "komedia kryminalna", nie to było moim głównym zarzutem do książki. Zasadniczo to przyzwoity kryminał z literacko przewrotną narracją, gdzie czyjeś wyobrażenia są opisane równie realnie co rzeczy, które się naprawdę wydarzyły. Autor ma świetną frazę, doskonale spisuje dialogi, a już język osiedlowych niań z "tutej", "wczorej" i "wziąść" to jak zgrzytanie paznokciem po szybie. Całość psuje się dopiero w finale, gdzie autor burzy czwartą ścianę i zaczyna sugerować, żeby czytelnik zdecydował, co się z bohaterami stanie. No tak to ja się nie lubię bawić.

Inne tego autora:

#108

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek październik 7, 2022

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - - 0 komentarzy - Skomentuj


Ruth Rendell - Próżność niełatwo umiera

Alice, bogata, choć niepozorna prawie 40-latka, nieustająco nie umie zrozumieć, czemu Andrew, niesamowicie przystojny oraz młodszy od niej o, bagatela, 10 lat, zdecydował się z nią ożenić. Mimo że są od kilku lat razem, Alice ciągle wątpi, że jest w stanie utrzymać przy sobie męża, znosi też nieustająco szydercze uwagi wuja, który załatwił jej mężowi pracę w swojej firmie. Nieco znudzona, decyduje się odwiedzić swoją przyjaciółkę Nestę, która trzy miesiące wcześniej wyprowadziła się do Londynu. Na miejscu okazuje się, że podany adres nie istnieje, poczta jest przekierowywana do hotelu, skąd odbiera ją raz na jakiś czas tajemniczy mężczyzna. Do Alice zaczyną dochodzić plotki, że Nesta nie była taka, za jaką Alice ją uważała - utrzymywała z nią kontakt głównie merkantylnie, wdzięczyła się do wielu mężczyzn i plotkowano, że spotyka się tajemnicy z jakimś znanym w miasteczku mężczyzną. Do Alice dociera, że tak naprawdę to nie Nesta pisała do niej przez ostatnie trzy miesiące, a sądząc ze śladów - rzeczy pozostawionych na przechowanie i nagłego zniknięcia w pewną sierpniową noc, kiedy rozpoczęto budowę obwodnicy - jej przyjaciółka chyba została zamordowana. Jednocześnie jej stan zdrowia znacznie się pogarsza, mdleje, targają nią potworne wymioty, słabnie. Dodając dwa do dwóch - ktoś z jej otoczenia jest tajemniczym kochankiem i mordercą Nesty, a teraz planuje otruć i ją.

Uwaga, gruba podpowiedź - to nie jest kryminał. Nesta pvrecvnłn an avrqbpmlaabść gnepmlpl, nyr m ceóżabśpv bqznjvnłn cemlwzbjnavn yrxój, jvęp manwbzl qbxgbe j bfgngavrw pujvyv mnoenł wą qb fmcvgnyn, żr wą hengbjnć. Pnłn fcenjn m yvfgnzv, emrpmnzv vgc. olłn glzpmnfrz, xgóel jlejnł fvę fcbq xbagebyv. Skąd wzięła się nagła choroba Alice - tu autorka używa tak oczywistych tropów, że domyśliłam się już przy drugim ataku “choroby”. Wciągające, ale w finale rozczarowujące.

Inne tej autorki; przeczytałam też ponownie i z większą przyjemnością ”Tajemnicę Tancred House”.

#106-107

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota październik 1, 2022

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - - 0 komentarzy - Skomentuj