Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Kategoria: c-is-for-cinnamon

Maja

Nie umiałam sobie jej wyobrazić. Na razie nie składa mi się w żaden konglomerat cech moich i TŻ. Jest niecierpliwa i uparta, robi przeraźliwe miny, podczas czkawki wydaje dźwięki gumowej zabawki, a podczas płaczu - starej, przyrdzewiałej pompy do wody. Trochę się jej boję i jeszcze nie umiem specjalnie z nią rozmawiać. Muszę się przyzwyczaić.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek sierpień 31, 2009

Link bezpośredni - Kategoria: C is for cinnamon - - 4 komentarze - Skomentuj


34

Rok temu na liście były 33 punkty. Dzisiaj doszedł 34: Dwa dni temu urodziłam córkę. Może w punkcie 35 napiszę, że to ogarniam. Ale to za rok dopiero.

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek sierpień 28, 2009

Link bezpośredni - Kategoria: C is for cinnamon - - 34 komentarzy - Skomentuj


Względność

Zaczepia mnie koło windy A i odpytuje, kiedy termin. Wyjaśniam, że w sierpniu. "A, to już niedługo". Zaczepia mnie z tym samym pytaniem, tym razem w kuchni, J. "A, to jeszcze sporo czasu".

Obie mają po dwoje dzieci. Ke?

Napisane przez Zuzanka w dniu środa maj 13, 2009

Link bezpośredni - Kategoria: C is for cinnamon - - 1 komentarz - Skomentuj


12 prac Asteriksa

Był taki film o Asteriksie (z rysunkowych), kiedy mieli z Obeliksem załatwić coś w urzędzie w Lutecji i biegali z piętra na piętro, uzyskując kolejne punkty insan^Wsprawności. Dzisiaj i ja się wypuściłam na maraton po publicznej służbie zdrowia, albowiem badań prenatalnych nie idzie (tak wygląda, w Poznaniu są realizowane przez jedną prywatną klinikę, termin na marzec) zrobić niepublicznie. Najpierw odbiłam się od ogólnej niechęci pani w rejestracji, która odpytała na okoliczność wieku i uznała, że skoro nie mam 35 lat, to po co mi, a jak już bardzo chcę, to po 12 tygodniu. Z 12 zrobił się jakoś niespodziewanie 13, więc wymigując się z jednego zjebrania wstałam o 6:30 i poszłam w śnieg. Rejestracja zaczyna się od 8 rano, ale lepiej być wcześniej ;-)

Drugie piętro po raz pierwszy. Melduję się w rejestracji. Sympatyczna pani odsyła mnie piętro niżej po numerek do USG, bo "szybciej wychodzą".

Pierwsze piętro po raz pierwszy. Zaiste, szybciej, dostaję 23 na 25 dostępnych.

Drugie piętro po raz drugi. Rejestracja właściwa, dowód, książeczka ubezpieczeniowa, obok druga przemiła recepcjonistka odpytuje pacjentkę o intymne szczegóły typu stan pochwy. Dostaję numerek 7, zostaję zważona i obmierzona w sensie ciśnienia oraz dostaję pozwolenie na pójście na śniadanie, albowiem lekarz przychodzi o 10.

Parter po raz pierwszy (no, drugi, licząc wejście). Herbata i drożdżówa z jabłkiem i kruszonką. Laptop się przydaje, wykończam triala Chuzzli.

Drugie piętro po raz trzeci. Wizyta u ginekologa. Odpytuje o wiek, o tydzień ciąży, o choroby genetyczne w rodzinie, po czym oświadcza, że wprawdzie jest za badaniami prenatalnymi i każda kobieta powinna, ale ze względu na to, że jednak dla NFZ jestem za młoda (nie mam 35 lat), mam się udać na 1. piętro, żeby dowiedzieć się, czy nie powinnam za badanie zapłacić.

Pierwsze piętro po raz drugi. Recepcja odsyła mnie do kasy.

Trzecie piętro po raz pierwszy. Uśmiechnięta pani w kasie objaśnia mi, że tak, za młoda, mam zapłacić 70 zł za USG oraz 85 za pobranie krwi i test. Negocjuję zapłatę kartą, zapominając, że nie jestem w świecie współczesnym.

Parter po raz drugi (bądź trzeci). Oddalam się rączym kłusem do bankomatu, szczęśliwie w odległości kilkuset metrów. Wracam z gotówką.

Trzecie piętro po raz drugi. Uiszczam, dostaję kwitki.

Pierwsze piętro po raz trzeci. W gabinecie USG zostaję obsobaczona, że po pierwsze nie mam 35 lat i po co mi to badanie, na co nieśmiało macham dwoma skierowaniami od dwóch lekarzy oraz kwitkami, że już zapłaciłam. Pani pielęgniarka oznajmia, że mi podstempluje i mi zwrócą. Delikatnie sugeruję, że wolałabym jednak to USG zrobić nawet prywatnie, nie chodzi o 70 zł. Pan od USG unosi się honorem, że wiek nie wiek, USG należy mi się jak psu miska, pieniądze mi oddadzą i zrobią, a badanie krwi to po USG, jak trzeba. Z USG wychodzi, ze mam w środku sprawną 13-tygodniową kijankę długości 7,1 cm. Pani pielęgniarka stempluje mi kwitki z kasy i każe odebrać środki finansowe, gratulując dzieciątka i każąc się odziać szybko, bo ona się spieszy.

Trzecie piętro po raz trzeci. Z niejakim zażenowaniem przynoszę przed chwilą opłacone kwitki, szczęśliwie pani z kasy jest całą sytuacją ubawiona, oddaje mi pieniądze i obiecuje, że na następny raz będzie lepiej poinformowana.

Drugie piętro po raz czwarty. Oddaję zestaw papierów, który zbierałam w każdym gabinecie i dostaję pozwolenie na opuszczenie jednostki.

Parter po raz trzeci. Jak stwierdziła pani w kasie, nikt nie mówił, że będzie łatwo.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek luty 12, 2009

Link bezpośredni - Kategoria: C is for cinnamon - - 3 komentarze - Skomentuj


Prenatalnie

Jestem starą kobietą w wieku lat 34, więc wysłali mnie na badania prenatalne. Według lekarza miałam się udać między 11 a 13 tygodniem, według www - między 10 a 14. Krakowskim targiem, poszłam dziś po zakończeniu 11 tygodnia. Heil publiczna służba zdrowia. Pani w rejestracji spuściła mnie na drzewo, oznajmiając, że prenatalne robią tylko w 12 tygodniu i wcześniej mam się nie pokazywać. Czy tylko ja czegoś nie rozumiem? Chyba odpuszczę i zainwestuję w prywatne laboratorium, bo osobista rejestracja między 8 a 9 rano bez gwarancji, że się dostanę tego dnia na badania i mogę się nie zmieścić w "okienku", to jednak jest nie na moje nerwy, dziękuję bardzo.

Poza tym zygota ma się dobrze, nie spodobała się jej jedynie ryba w sosie cytrynowym na pokładzie w drodze powrotnej, co zamanifestowała zaraz po posiłku. 30 stopni i dużo spacerów robi bardzo dobrze.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek luty 2, 2009

Link bezpośredni - Kategoria: C is for cinnamon - - 0 komentarzy - Skomentuj


Predator

Wprawdzie mam w środku zarodek wielkości 1,24 cm (i jak na razie jedno bijące serduszko), ale czuję w sobie drapieżcę. Który każe mi jeść kanapki w trakcie przygotowania i patrzeć ze zdziwieniem na TŻ, który się delikatnie pyta, czy przygotowałam też chlebek dla niego.

PS Chlebek dla TŻ był, jak zjadłam.

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek styczeń 9, 2009

Link bezpośredni - Kategoria: C is for cinnamon - - 0 komentarzy - Skomentuj



Horoskop w google'u

W ramach krotochwil sobie podpięłam do igoogle'a. I teraz jestem raczona kwiatuszkami o poranku:

To czas przeżywania, współodczuwania, bycia z bliskimi. Czas integracji pierwiastka żeńskiego i męskiego. Masz w sobie ogromną siłę - ona może Ci pomóc.

I z tą ogromną siłą idę do Fabryki. Może nie zwymiotuję w ramach tej integracji na biurko.

EDIT Zdążyłam do łazienki, nie musiałam na biurko.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek styczeń 5, 2009

Link bezpośredni - Kategoria: C is for cinnamon - - 0 komentarzy - Skomentuj



Czyż róża nazwana inną nazwą...

W lokalnym radiu jest (chyba) realizator o przedźwięcznych personaliach Jędrzej Mosiężny, co nieustająco nas zachwyca. Ńiebawem staniemy przed koniecznością wymyślenia imienia, więc zaczęliśmy się przygotowywać. Łatwiej z męskimi - możemy dać piękne piastowskie mocne imiona jak Spycigniew bądź Grzmichuj. Z żeńskimi trudniej, ale wymyśliłam ładnie zdrabnialne Latryna (dla przyjaciół Lacia).

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek grudzień 30, 2008

Link bezpośredni - Kategoria: C is for cinnamon - - 0 komentarzy - Skomentuj