Kategoria:
fotografia
Wracałam wczoraj z Y. późnym wieczorem przez obrzeża miasta. Widoczność na kilka metrów, poza tym miękko i biało. W samym mieście latarnie oświetlały kawałki pomarańczowego świata, poza miastem stricto sensu zostawały już tylko reflektory samochodu i droga. I bez względu na to, jaką muzykę było słychać, w głowie i tak miałam "Deranged" Davida Bowie. Dwa snopy świateł, przerywana linia rozdzielająca wąskie pasy jezdni i nierzeczywistość. Żałowałam, że jak zwykle wybrałam subtelną damską torebkę bez mojego Nikona, ale i tak nie umiałabym pokazać tego na zdjęciu.
A dzisiaj mgła przyniosła zimno. Mimo to poranek był jednym z przyjemniejszych ostatnio, mimo zmarznięcia, zmęczenia i uporczywego sąsiada łupiącego młotkiem w porze drzemki.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek październik 15, 2010
Link bezpośredni -
Kategoria:
Fotografia+ -
- 1 komentarz
- Skomentuj
Wykazałam się dziś zaskakującą jak na mnie przemyślnością, dzwoniąc do pałacu Wojnowo, żeby upewnić się, że nas wpuszczą i nakarmią, albowiem okazało się, że już nie wpuszczają i nie karmią, a pałac jest własnością prywatną. Mam nadzieję, że nie przerwałam aktualnym właścicielom wymontowywania elementów wyposażenia (wzorem dzierżawców z Owińsk), to jest, chciałam napisać, popołudniowej drzemki, ale trochę żal, bo pamiętałam sprzed lat, że było tam ładnie.
Jest szczególny rodzaj światła, który mi się czasem śni (w przerwach między snami na przykład o starcie statku kosmicznego, który w prześwicie między wieżowcami robi nad moją głową takie charakterystyczne, acz dość przerażające, flip-flip i odlatuje strasznie szybko, a ja się budzę i nie pamiętam, z jakiego filmu/serialu to). Popołudniowe, mocne, ciepłe światło, padające ukośnymi pasmami, już nie oślepiające oczu, nawet gdy się patrzy w samo słońce. Zwykle śni mi się to w jakichś egzotycznych miejscach, w których znajduję się nagle bez aparatu. Dziś może i nie było egzotycznie, ale światło u Zasłużonych Wielkopolan było właśnie takie, jakie chcę zapamiętać na całą zimną, ciemną, szarą i posępną zimę. Soczyście zielona trawa, małe muszki, fruwające jak mali ciutludzie (czy inne fairies), kolorowe klonowe liście i równe pasy światła.
Najjaskrawiej widać zmiany, kiedy się wraca w te same miejsca. W lipcu Maj przemieszczała się na czterech i spożywała czarnoziem. Teraz radośnie zaanonsowała, że widzi czarno-białego kota, maszerującego alejką, schodziła z górki, zrywała stokrotki[1] i z zaangażowaniem brała ode mnie kolorowe liście. 13 i pół miesiąca, pasiaste porcięta i szeroko rozpostarte ramionka.
GALERIA ZDJĘĆ.
[1] Do spożycia, ale i tak jest to postęp w stosunku do gleby.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek październik 11, 2010
Link bezpośredni -
Kategoria:
Fotografia+ -
- 5 komentarzy
- Skomentuj
Śpię albo prokrastynuję zamiast korzystać z tego, że jeszcze jest jasno i ciepło.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela październik 10, 2010
Link bezpośredni -
Kategoria:
Fotografia+ -
- 2 komentarze
- Skomentuj
To zrobiło mi dzień.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota październik 9, 2010
Link bezpośredni -
Kategoria:
Fotografia+ -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Słońce w oczy i poczucie obowiązku, które wywleka mnie czasem o poranku, zostawiając za sobą posapująca jeszcze we śnie resztę domowników (wliczając koty), daje mi takie poczucie wewnętrznego entuzjazmu. Nic nie jest za ciężkie, dzień może rozwinąć się w dowolną stronę, można zrobić wszystko, a każdy plan wydaje się być tym właściwym. W radiu "Moonlight Shadows"[1], na przystanku kobieta z szalikiem w szkocką kratę, zapach kawy o poranku i skrzynki ze świeżymi owocami i warzywami. I żółte, jesienne tulipany.
Chciałabym takie całe życie. Wstać rano, przez dłuższą chwilę (ale tak z dwie-trzy godziny, bo ja z tych, co łatwo tracą zapał) popracować dla przyjemności nad czymś fajnym i cieszyć się leniwą resztą dnia, ze zmartwień mając wybór potraw do dzisiejszego menu. Czy są jakieś kasety motywacyjne na bycie rentierem?
A potem przychodzi godzina 16 i już mi się nie chce. Zdrzemnęłabym się zamiast przenosić góry. I tak to już od ręki mam codziennie, bez czekania na emeryturę.
PS Poniewczasie przypomniałam sobie, jaki utwór najlepiej by pasował:
i choć na ten stan nie wskazuje
powierzchowności mojej żaden rys
wciąż coś zbiera i pulsuje
powołanie jakieś czuję więc rozpędzam się i
już za chwilę to mija mi
[1] Z dostępem do nieograniczonej gamy muzyki straciłam umiejętność wyboru. Świadomie wybieram ciszę, a to, co przypadkiem usłyszę gdzieś w radiu, traktuję jako dobrą wróżbę na resztę dnia.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek październik 5, 2010
Link bezpośredni -
Kategoria:
Fotografia+ -
- 1 komentarz
- Skomentuj
Po weekendzie w hotelu "Habenda" w Budzyniu (zwanym pieszczotliwiej Budyniem) do listy rzeczy obłędnych, które sprawiają, że czuję się jak zachwycona kilkulatka, dorzucam puszczane w powietrze lampiony.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek październik 4, 2010
Link bezpośredni -
Kategoria:
Fotografia+ -
- 2 komentarze
- Skomentuj
Nie wiem, czy to kruk, ale ma oczy jak z obrazów Stasysa Eidrigeviciusa. Nie wiem, kto wpadł na pomysł, żeby Stasys ilustrował książki dla dzieci, ale zawsze się bałam tych rysunków, zwłaszcza w bajkach Andersena.

(Stary Rynek, pomnik Św. Jana Nepomucena)
Napisane przez Zuzanka w dniu środa wrzesień 29, 2010
Link bezpośredni -
Kategoria:
Fotografia+ -
- 10 komentarzy
- Skomentuj
Właściwie to trochę żałuję, że nie poszliśmy do Chimery, tylko do Ceskiej Hospody.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek wrzesień 27, 2010
Link bezpośredni -
Kategoria:
Fotografia+ -
- 6 komentarzy
- Skomentuj
Czerniejewa w planach[1] nie miałam, po czym nagle się okazało, że to miejsce z gatunku bardziej zapierających dech w piersiach. Poniżej pałac en face w pełnej[2], już częściowo jesiennej, krasie.
(kliknij, żeby zobaczyć większą panoramkę, którą też skleił mi ^Valwit)
Tu wszystko jest jak trzeba. W pałacu hotel z pięknymi wnętrzami (nie jestem daleka od myśli, żeby w piękny wiosenny weekend wybrać się tam, bo noclegi nie są okrutnie drogie), lokalny leniwy kot grzał się w popołudniowych promieniach słońca, a z okolic przypływał jesienny zapach dymu. Trochę smutne jest puste podwórze przed pałacem, sam piach i nic więcej. Brakuje takiej wisienki na czubku tortu, małego ogrodu, fontanny, wysypanych żwirem ścieżek, czegokolwiek.
Dookoła spory park, który odłożyliśmy na następny raz, bo wieczór powoli się zbliżał, a lokalna komarra się właśnie zaczęła bezczelnie uaktywniać. Za pałacową bramą stajnie i wozownie. W wozowni mieści się niezła restauracja z kuchnią staropolską (kaczka z jabłkiem bardzo dobra, smażone buraczki wyśmienite, kapusta zasmażana mocno taka sobie, a na kawę-plujkę jednak spuszczę zasłonę milczenia, nie jestem przyzwyczajona do cedzenia fusów między zębami). Ze stajni przez okno wyglądał smutny koń[3] i wylatywało stado much (co poniekąd wyjaśnia smutek konia).

GALERIA ZDJĘĆ.
[1] Kończy się pora ciepła, tak mi się na podsumowanie zebrało. Skąd Wielkopolska w weekend? Kiedy chodziłam jeszcze do pracy z brzuchem pod brodę, byłam pełna planów na ten czas, który spędzać będę z moją latoroślą. Podzieliłam się pomysłem na małe, niekłopotliwe, bliskie wyjazdy w ładne okolice i zostałam przez Z. ofukana, że urodzę i zakopię się w pieluchy, a nie że będę jeździć, robić zdjęcia i relaksować się nad kawą, patrząc na słodko uśpione świeżym powietrzem niemowlę. Owszem, nie ruszyłam w szeroką Wielkopolskę jesienią 2009, ale głównie dlatego, że pogoda niespecjalnie pozwalała na cokolwiek, a i ja rzeczywiście potrzebowałam chwili na nabranie macierzyńskiej pewności. Tak czy tak, wolę podejście, że świat jest moją ostrygą, drogi Z. I nie tylko moją...
[2] Lubię bardzo mój obiektyw Nikkor 50mm, żadna tajemnica. Od kiedy go dostałam, w zasadzie przestałam używać jakichkolwiek obiektywów z zoomem (50mm też ma zoom, tylko trzeba czasem się trochę nachodzić), czasem tylko robiąc wyjątek dla fish eye'a, bo śmieszny i pokazuje szeroki świat, a nie urocze detale z ładnym bokeh. Teraz dodatkowo obiektyw dostał kilka punktów wow-factoru, bo wychodzą z niego przeurocze panoramy. Robienie szerokiego ujęcia to był jedyny powód, dla którego gotowa byłam zdradzać wąski kadr 50-tki. Ale nie muszę, bo najpierw z pomocą przyjaciół, teraz samodzielnie za pomocą małego zgrabnego darmowego programiku mogę pokazywać to, co widzę, trochę bardziej bogato. Poniżej pałac w Czerniejewie na tle Katedry na Ostrowie Tumskim.
[3] Nie będzie tak, że moje dziecko będzie chodzić do zoo, żeby oglądać konika, no przecież. Aczkolwiek większy entuzjazm wzbudził piękny kudłaty pies marki owczarek collie, zdecydowanie.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela wrzesień 26, 2010
Link bezpośredni -
Kategoria:
Fotografia+ -
- 2 komentarze
- Skomentuj
Kiedy za oknem jest słońce i 24 stopnie Celsjusza, szkoda mi siedzieć w domu, zwłaszcza że mam przykrą świadomość tego, że za chwilę zmrok zacznie zapadać o 14, a temperatura spadnie do poziomu, który wprawdzie pozwoli mi na zakładanie bordowych rękawiczek bez palców, za to z frywolnym mankietem ze sztucznego futerka, ale sprawi, że będzie mi źle, ciężko, niewygodnie i zimno bez względu na to, jak starannie się ubiorę. Uwielbiam tę część jesieni, kiedy w powietrzu unosi się zapach dymu, mgła delikatnie zaciera kontury budynków, które są o kilkanaście kroków dalej, ciągle świeci ciepłe słońce, dając złote światło i można jeszcze chodzić w sandałkach po jesiennych liściach. W Iwnie [2020 - link nieaktualny] zaplanowałam sobie kawę, ale nie odbyła się, bo ślub (co jest częstą przypadłością w dowolnie wybraną sobotę w takim miejscu). Nie planowałam za to polowania na kasztany, które tutaj utraciło cały element przygody, bo kasztany w pałacowym parku w Iwnie są wszędzie, dodatkowo spadając na głowę i pod nogi podczas zbierania tych, które już leżały w zielonych łupinkach. Zapomniałam już chyba, jaka to przyjemność odkrywać podwójne kasztany, rozdzielone białą wyściółką. TŻ nabijał się nieco, że przypominam chomika z pełnymi policzkami, bo wyładowałam sobie kasztanami kieszenie i gdyby nie to, że jeszcze za bardzo nie mam co z nimi robić, nazbierałabym ich jeszcze więcej.
Sam pałac jest nieduży, ale uroczy. Trochę niechlujnie odremontowany z zewnątrz, ale sądząc ze zdjęć na stronie hotelu, wnętrza są pyszne i bogate. W uroczym owalnym wykuszu, oprócz kolekcyjki kaktusów (^siwa ma bardziej imponującą) była mała kolekcja niedużych piesków.

Ścieżki pałacowego ogrodu prowadzą nad jezioro. Na początku nie widać jeziora, tylko drugi brzeg. Po chwili okazuje się, że świat odbity w jeziorze jest tak samo realny jak ten powyżej. Pewnie dlatego niektórzy mylili gwiazdy z ich odbiciem.

(kliknij po większe; panoramkę skleił mi ^Valwit)
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela wrzesień 26, 2010
Link bezpośredni -
Kategoria:
Fotografia+ -
- 4 komentarze
- Skomentuj