Kategoria:
rozne
Całą dyskusję o tym, czy 6-latki nadają się do szkoły, podsumowuje mi widok mojej 6-letniej córki na scenie, śpiewającej razem z innymi aniołkami kolędę przed całą szkołą. Bez obaw, z zaangażowaniem, zaskakująco (zważywszy na moje geny) czystym i trafiającym w tonację głosem. Wzruszyłam się na widowni, mimo czarnego serduszka.
- Mamusiu, a jak będę miała dzieci, to też pójdą do tej szkoły, wiesz?
Napisane przez Zuzanka w dniu środa grudzień 23, 2015
Link bezpośredni -
Kategoria:
Różne -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Podobno powinnam zarządzać ekipą przez codzienne dzwonienie i narzekanie, że jeszcze nie gotowe. No ale jakoś nie. Próbowałam sobie więc ostatnio zwerbalizować moją podświadomą niechęć do przeprowadzki. Podświadomą, bo wszak dwa razy większa powierzchnia, ślicznie, czysto, nowe szafy, kafelki, nowa kuchnia, światło i wykusz. I ogród! Ale mam takie poczucie jak przedwyjazdowe napięcie - a może by nigdzie się nie ruszać, tylko odkurzyć półki z książkami?
Nagle policzyliśmy z TŻ-em, że to dotychczasowe mieszkanie to nasza przystań najdłużej w życiu - ponad 14 lat (2001-2015). Wcześniej nigdy tyle nie mieszkałam w jednym miejscu - w rodzinnym mieście 4-5 lat tu, 4-5 lat w kolejnym mieszkaniu i tak do studiów. I nagle 14 lat, ale jak to. Znam każdy zakątek (chociaż ostatnio pani A. zdziwiła mnie informacją, że za cmentarzem jest piesza aleja wysadzana czereśniami do wsi obok, o której nie widziałam!), wiem, gdzie po chleb, ba, nawet znam okoliczne koty.
I mam się wyprowadzić. Z własnej woli. Sama chciałam.
I jak przeprowadzka jakoś mnie nie stresuje, pakowanie jest do ogarnięcia, najwyżej będziemy jeździć przez miasto w tę i z powrotem z kartonami. Ale mam zostawić Mój Dom. Pierwszy dom.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa lipiec 15, 2015
Link bezpośredni -
Kategoria:
Różne -
- 8 komentarzy
- Skomentuj
Po długim tentegowaniu w głowie ustaliłam sama ze sobą, że jednak zrobię sobie nowy blog, o tym, że nabyłam drogą kupna nowe mieszkanie. Pisałam już o tym na facebooku, ale na wszelki wypadek proszę tędy - moje113metrow.blogspot.com.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek listopad 28, 2014
Link bezpośredni -
Kategoria:
Różne -
- 1 komentarz
- Skomentuj
Tegoroczny listopad daje mi w prezencie złote światło, niskie, mgliste; przez pół dnia trwa złota godzina i przedzierając się przez miejską tkankę w celach różnych, nie mogę się pozbierać z podziwu. I tak od ponad tygodnia, chyba że nie ma słońca. Na razie z tego złotego zachwytu udało mi się wjechać w Przepadek pod prąd, na szczęście o poranku na pasie było pusto i zgrabnie wykręciłam, udając, że tak właśnie chciałam zrobić. Bez sensu, ale bez konsekwencji.
I tak jakoś wyszło znienacka (wiadomo, nasz domowy nienacek to jakieś dwa miesiące ostrożnego krążenia), że TŻ znalazł nam nowy dom. Z większą powierzchnią. Zapewne dlatego, że mimo niemrawych ruchów nie udało mi się w jakiś spektakularny sposób zminimalizować stanu posiadania, za to zrobiłam dużo dżemów. Sprawa jeszcze nie jest sfinalizowana[1], za to mam okazję poczynić rozmaite obserwacje natury socjologicznej czy wręcz etnograficznej.
Jak to zdanie sprzedającego "nie wszyscy we wspólnocie zgadzają się, dlatego jest zarządca sądowy" okazuje się oznaczać, że to sprzedający bojkotuje ustalenia i na przykład nie zgadza się na remont dachu. Albo "z ogrodu nikt poza nami nie korzysta" okazuje się oznaczać, że sąsiedzi boją się do wzmiankowanego ogrodu zejść, bo sprzedający monopolizuje dostęp oraz uprawia grilling pod oknami na sposób głośny. Kilka takich uroczych dysonansów i zaczynamy być wyglądani nieledwie jak Mojżesz czy inny posiadacz zdrowego rozsądku. Ja chcę w ogrodzie trawę i huśtawkę (i zioła, poziomki, tulipany, paprocie i mirabelkę. I... I...).
Pewnie trochę zejdzie, zanim. Ale nawet powściągając entuzjazm, czuję się jak nie wiem co.
[1] Ale będzie spiżarnia, wykusz(!) i współwłasność nieużywanego ogrodu. Z miejscem na hamak. Może nie jest to jakieś specjalne źródło podniet w listopadzie, ale cieszy mnie to bardzo. Majut chce się przeprowadzać już, zwłaszcza że ma obiecane łóżko na antresoli.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek listopad 4, 2014
Link bezpośredni -
Kategoria:
Różne -
- 6 komentarzy
- Skomentuj
Wprawdzie za oknem słupek pokazuje nawet 33 stopnie, ale przetwarzam (ponad 6 kilo rabarbaru i 2,5 kg truskawek, ale tu sytuacja jest rozwojowa, bo babcia I. wjechała wczoraj z ponad 2 kilo w prezencie). Dziś za to w drodze na lekcję hiszpańskiego pękło niebo (wielokrotnie) i na trzecie piętro weszłam z przemoczonymi sandałami w rękach w roli miss mokrego podkoszulka, spódnicy i wszystkiego. Albowiem mam takie marzenie, żeby mówić tak jak bohaterki Almodovara, tylko jeszcze muszę się nauczyć gestykulacji. Wszystko Wam opowiem, tylko niech ktoś mi potrzyma arbuza. Hiszpański mnie nie zniechęca względną regularnością, podobieństwem słów pisanych do wymawianych (chociaż, oczywiście, są wyjątki), związkami z łaciną i angielskim. Niewiele jeszcze rozumiem z dialogu, ale sytuacja jest rozwojowa. Na wakacje jadę do Grecji, będzie jak znalazł.
Na balkonie rzodkiewka poszła w liście, słonecznik trochę niedomaga, za to z poziomki jest kilka owoców codziennie. Nie wiem, jak smakują, nie miałam okazji spróbować.
Nie mogłam się oprzeć mikroksiążeczce z "Łacińskimi przysłowiami po naszymu" i będę od dzisiaj wzbogacać moje notki o zgadywankę (chyba że mi się to znudzi, wtedy nie), co to za łacińskie przysłowie. Dziś łatwe i wyjątkowo w temacie aktualnym:
Matka smaż, póki masz!
Wracam czytać "Sagę rodu Forsythe'ów", ciutek rozczar po latach, ale miewa smaczki. Niebawem Anglia. Mam nadzieję, że trafię akurat na te trzy dni lata w tym roku.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa czerwiec 11, 2014
Link bezpośredni -
Kategoria:
Różne -
- 7 komentarzy
- Skomentuj
Krawędź lata. Najlepsza pora roku na świecie. Nawet poranek nie jest trudny.
Otwarte okno w sypialni nocą. Dźwięk pociągu, który jedzie gdzieś w świat, kiedy leżę wtulona w poduszkę i nigdzie się nie wybieram. Świat kręci się beze mnie.
Lipy. Już pachną. I piwonie. I jaśmin. W tym roku cykl kwitnienia następuje szybko i płynnie, nie zdążę się rozczarować, że skończył się bez, kasztanowce czy akacja, bo jest coś nowego.
Kot Burszyk, który jest na łóżku zawsze przede mną. A priori mruczący i absolutnie chętny na głaskanie; wyciąga w górę tygrysie łapy, pokryte futerkiem z jedwabiu i aksamitu.
I ten moment, kiedy dostaję rysunek z głowonogami. Zawsze mam na nim ogromne oczy i piękne piersi, bo wspomnienie o karmieniu jest od jakiegoś czasu najczęstszą historią, o której opowiedzenie prosi.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek czerwiec 6, 2014
Link bezpośredni -
Kategoria:
Różne -
- 1 komentarz
- Skomentuj
Rynek Wielkopolski. Niedziela, późne popołudnie. Jeden stragan, może półtora. Wprawdzie niespecjalnie miałam jeszcze siłę na zanurkowanie w koszu pachnących śliwek, ale chociaż dwa jabłka. Starszy pan waży, nagle podbiega do niego drugi starszy pan, podstawia mu pod nos torbę i każe się zaciągnąć. Pan sprzedający ofukuje drugiego, dość parlamentarnymi słowy każe mu się oddalić rączo, po czym wyjaśnia:
- No wie pani co? 30 lat sprzedaję warzywa. 30 lat. A ten przychodzi i mnie majerankiem szczuje. Czy ja majeranku nie wąchałem?
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek październik 1, 2013
Link bezpośredni -
Kategoria:
Różne -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Jest mi tak gorąco, że mogę tylko zacytować siebie sprzed roku. Mam słonecznik, stragany jeszcze stoją, nie czuć zupełnie zimnego oddechu jesieni, za 14 dni wylatuję na wakacje, ale splątanie rekurencyjnie dalej definiuje się splątaniem.
Maj rozpoczął miesięczne wakacje od przedszkola. Zdecydowanie nie podoba mi się życie z mijaniem się w drzwiach, żeby mieć zaopiekowanego Maja przez cały dzień. Na szczęście jeszcze półtora tygodnia tak.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek sierpień 2, 2013
Link bezpośredni -
Kategoria:
Różne -
- 3 komentarze
- Skomentuj
... poczucie sensu. Że to nie jest normalne, kiedy remont przejazdu kolejowego, łączącego mnie ze światem, odbywa się metodą telepatii i radiestezji, bo od dwóch dni nie pojawił się najmarniejszy robotnik z narzędziem, co skazuje mnie na codzienną drogę w wiecznym korku.
... poczucie sprawstwa. Po 6 spotkaniach dzisiaj, na których rozmawiałam i słuchałam, chcę zejść do podstaw, chcę zanurzyć ręce w glinie i coś z tej gliny ulepić. Żeby zastygło i było.
... poczucie równowagi. Żeby idiotyzmy i upierdliwości nie sprowadzały mnie do krańca irytacji, na którym marzę tylko o czymś kruchym a dźwięcznym w ręku, żeby roztrzaskać to o podłogę. Czy ścianę. I nie zbierać szczątków.
Make everything ok. I blipa też zrób.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek lipiec 2, 2013
Link bezpośredni -
Kategoria:
Różne -
- 3 komentarze
- Skomentuj
Cy juz zawse telaz będzie lato, mamusiu? - zapytała mnie wczoraj. I to chyba trudniejsze pytanie niż o sens instalowania kratki w samochodzie systemu fiat punto, bo to kwintesencja oczekiwania i zrozumienia tego, że nic nie trwa wiecznie. Cztery lata temu snułam się wielka i obła, ze spuchniętymi stopami, próbując po raz ostatni chwytać to lato samotnie. Teraz oczywiście najchętniej bym przesiedziała upał w cieniu, z książką na parkowej ławce albo przed ekranem, albowiem ludzka natura jest posklejana całkiem bez sensu. Dlatego wychodzę, żeby patrzeć na świat z poziomu metra - na piórka, trawę, patyki (mam w domu kilkanaście patyków, wstrzymuję się przed wyrzucaniem ich tak szybko, jak się w domu pojawiają), kapsle i stokrotki. Chciałabym umieć zrywać stokrotkę w parku bez poczucia, że nie przetrwa nawet godziny w małej spoconej rączce.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa czerwiec 19, 2013
Link bezpośredni -
Kategoria:
Różne -
- 0 komentarzy
- Skomentuj