Na specjalne życzenie telewidzów
Można lajkować na fb, jak kto sobie życzy. Jeszcze nie wiem, jak zrobić, żeby nie było tak szerokiego paska do lajków, ale i tak jest LEPIEJ niż było.
Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu
Można lajkować na fb, jak kto sobie życzy. Jeszcze nie wiem, jak zrobić, żeby nie było tak szerokiego paska do lajków, ale i tak jest LEPIEJ niż było.
W samochodzie, wracając z przedszkola, śpiewamy razem z madame. Kiedy już skończy się piosenka o kolorowym lecie, stryszakach, o mamie na antydepresantach[1], przychodzi czas na kołysanki, mimo że nie jest jeszcze pora utulania i usypiania. Fascynuje mnie łatwość, z jaką Turnau i Magda Umer śpiewają o tym, że tak naprawdę najlepsze życie jest we śnie: "We śnie wszystko jest ciekawsze. We śnie wierzysz, że na zawsze tak szczęśliwie i tak dobrze może być, może być. We śnie mogą wszyscy wrócić. we śnie możesz się nie smucić, we śnie możesz jeszcze piękniej żyć". Często wraca w moich snach motyw katharsis. Że ktoś, z kim drogi mi się rozeszły na tyle dawno, że na jawie o tym nie pamiętam, był tuż obok, zrozumieliśmy się i wybaczyliśmy sobie wzajemnie. Budzę się wtedy z takim poczuciem wewnętrznego spokoju i zazdroszczę tej sobie ze snu, że rzeczywiście jest tam łatwiej i bez myśli, które jednak mówią, że wcale tego nie chcę. Miałam taki okres w życiu, że nie chciałam się budzić. Umiałam po obudzeniu zapadać jeszcze w drzemkę, podczas której było tak, jak chciałam, a nie jak chciał świat. Można przespać tak całe życie, jak bohater "Jak we śnie". A to nie jest wniosek, którym chcę się dzielić z melodyjną trzy-i-pół-latką z fotelika na tylnym siedzeniu.
[1] Albo się do spartakiady młodzieżowej szykuje.
Pochwaliłam się TŻ-owi zakupem legginsów, wyjątkowo modnych, w pionowe czarno-białe pasy. TŻ obejrzał i skonstatował: O, takie same miał Obelix. Kazałam mu przemyśleć odpowiedź. Przemyślał. Jakbym była trunkowa, to bym już wyciągała trzeci korek.
Nie mogłam się też w sklepie oprzeć narzędziu do wyczesywania przędzy z kotów. No ale kto się może oprzeć, jak w sklepie na półce leży gustownie opakowany Furminator. Kot Koka już je kocha (dwa kłębki burego futra), Burszyk nie zaszczycił, pozwolił sobie przejechać po grzbiecie i oddalił się na z góry upatrzone pozycje, a Szarsz uznał, że to świetny cel polowania (tak samo jak wielka i ciężka miska z wodą, którą w nocy przepchał z odgłosami brzmiącymi jak suwanie nocnika na sam środek kuchni; dalibóg - nie wiem, po co).
+19 stopni, wspominałam?
PS Niespodziewanie przy okazji wiosennych porządków TŻ odkrył w jednym z plecaków GPS, który zginął nam chyba 4 lata temu. Ja z kolei odkryłam w kieszeni kurtki (na swoją obronę mam, że odpadł guzik i czeka na zmiłowanie) zagubione prawie 3 lata temu rękawiczki.
W ramach uprawiania parapetowej tęsknoty za wiosną nauczyłam się, że jak się sieje rzodkiewki, to jednak lepiej je nieco przysypać, bo inaczej wyrastają śliczne liście z czerwonymi łodyżkami.
Weszłam do Arsenału; wprawdzie nie miałam ochoty kupować żadnej książki, ale na zapowiedź urlopu (bo to już w sierpniu!) kupiłam sobie eye-candy z pięknymi zdjęciami nadatlantyckiej prowincji. I konsekwentnie w ramach postanowienia, że mam do przeczytania kilkadziesiąt książek w domu, kupiłam nowego Ćwirleja.
Zirytowało mnie moje ulubione lokalne radio. Ale tak naprawdę. Poranna audycja z udawaniem menela, który dzwoni do personelu szpitala w Goleniowie, żeby zapytać przepitym głosem, jak ta kobieta z 10 promilami uciekała, piechotą czy na rowerze, przekroczyła moją barierę obciachu.
Napisałabym coś o proporcji chętnych do pomocy w trakcie w stosunku do tych, którzy wyrażają opinię po, ale nie napiszę.
Za każdym razem, kiedy wchodzę we frazę Couplanda, zastanawiam się, czemu to, co z pozoru wydaje się takie łatwe - ot, opis dzień po dniu życia geeka - jest w rzeczywistości takie trudne. Jak znaleźć tę linię, która odcina nudną relację z życia od stworzenia historii, od której się nie można oderwać. Order z buraka dam, jak mi to ktoś w łatwy i przystępny sposób wyjaśni.
Łatwo ulegam fascynacjom, wiem. Ale lubię, kiedy tak zupełnie znikąd nagle pojawia się ktoś, kto kilkoma zdaniami potrafi sprawić, ze chcę go poznać.
... a lubię dziś zimowy Toruń. I parasolkę w wysokiej szklance. Zaraz obok mieszadełka z ananasem.
- Czy to są te tabletki, po których nie miałaś już kaszleć? - zapytał TŻ po tym, jak po raz kolejny wyplułam sobie parę kawałków płuc. - Kul!
Dziś na ten przykład dowiedziałam się, że...
... próba generalna wychodzi zawsze lepiej, niż premiera.
... jeśli jest podany link do oryginału, frajerstwem jest pozostawanie przy tłumaczeniu.
... jeśli się sprawdza w google'u miary i wagi, warto sprawdzić w więcej niż jednym miejscu.
... antybiotyk, co go od wtorku łykam, to jednak nie działa na tę zarazę, która się rozpanoszyła w moim gardle.
Jutro się dowiem, jak bardzo obciachowe są moje niewyrośnięte ptysie.
Chciałabym, żeby moje życie bardziej przypominało książkę. Albo film. Narrator nigdy nie dałby się nabrać na taką niedoróbkę w akcji jak gruźliczy atak kaszlu na poczcie, zakończony łzami, pełnym nosem i innymi atrakcjami. Każdy sensowny autor przemyślałby też zawartość mojej torebki, dzięki czemu nie jechałabym na zakupy bez portfela. Nie wspominając o wychodzeniu bez kluczyków do samochodu.
Fikcji proszę, fikcji.
Miesiąc, w którym rano po dźwięku budzika mam tylko jedną myśl - kiedy dziś uda mi się najwcześniej wrócić do łóżka. Nie, kłamię, dwie myśli - druga to: a może dziś nie wychodzić? Świat beze mnie się nie zawali.
Ale wstaję. Dziwnie człowiek jest skonstruowany.
Wielostronnie nie wiem dziś, co napisać. Poza tym, że szkoda.