Kategoria:
rozne
Jestem w stanie zrozumieć, że jak żona (czy inna politycznie poprawna partnerka, konkubina czy inna TŻ) rodzi, to mąż (czy inni polityczne poprawny partner, konkubent czy inny TŻ) ma bóle i się czuje, jakby sam własną macicą wam oszczędzę reszty zabawnych szczegółów. Ale nie bardzo rozumiem, czemu mam TŻ-ową raisefieber - łącznie z przedpodróżnym rozstrojem żołądka, myśleniem, czy wszystko spakowane i bezsennością. Przy okazji pobłogosław Bogini Wszystkich Małych zwierzątek stronom www lotnisk za pokazywanie przylotów i odlotów on-line oraz za telefony komórkowe, za pomocą których można wysłać sms-a z dowolnego odrobinę cywilizowanego miejsca na Ziemi. Jak sobie przypomnę hocki z książek Chmielewskiej, kiedy to dwa dni po wylocie się dzwoniło na lotnisko, czy powrotny jest o czasie, bo to znaczyło, ze wylądował u celu i wraca, to naprawdę niezmiernie mi lekko na duszy przed monitorem.
Nie rozumiem też, czemu pogoda mnie tak nie lubi. Siedzę w zakładzie pracy ("zakładamy, że ludzie tu pracują") - śliczne słońce, ciepła wiosenka i ogólnie jakby był bunkry. Mam najbliższe trzy dni wolne - piździ jak w Kielcach, polewa zimny deszczyk i ogóle nie jest zachęcająco. Miałam się dziś przespać (checked), ogarnąć kuchnię (checked), wstawić pranie (checked), posiedzieć przy podsumowaniach miesiąca, które czasem kapryśne bywają i trzeba je pchnąć (checked), a potem odziać się w miarę ciepło i komfortowo i iść popstrykać kawałek Jeżyc. A tak zamiast relaksującego spaceru po Jeżycach z pożyczonym aparacitkiem mam początku bólu zęba (tak, tego samego, co latem, taka jego chędożona mać) i chęć zakopania się w kołdrę z kotem, co nie je bez wspomagania chemicznego.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota marzec 1, 2008
Link bezpośredni -
Kategoria:
Różne -
- 5 komentarzy
- Skomentuj
Od tygodnia zaglądając do pracowej lodówki mam za każdym razem tę samą myśl - ktoś kupił sobie Almette wersję limitowaną z czosnkiem niedźwiedzim, której chętnie bym spróbowała. Dzielna jestem, nie okradam (zwłaszcza że nie wiem, czyje i nie mam jak wyżebrać trochę na chlebek), więc w sobotę poszłam kupić sobie w sklepie i dumna i blada przyniosłam do pracy. Zjadłam razowy chlebek z serkiem, smakowało, ale nie było na tyle egzotycznie, żeby coś mnie nie tknęło. I tak, od tygodnia kusił mnie serek, który sobie sama kupiłam, spróbowałam i odstawiłam na następny dzień do pracowej lodówki. Rzut oka i przegrzebanie pamięci podręcznej wykazało, że mam w lodówce plastrowany hochland, dżem porzeczkowy, pojemnik ze zmurszałą sałatką (boję się go otwierać) i pastę salami. I może coś jeszcze, ale zapomniałam.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek luty 26, 2008
Link bezpośredni -
Kategoria:
Różne -
- 5 komentarzy
- Skomentuj
"Shoe-shopping" w "Scrubs" to był sygnał, że panowie mogą zacząć myśleć o czymś zupełnie innym, co zupełnie serio polecam. Bo będzie o butach. W kwestii butów jestem marudna do obrzydzenia i kupienie czegokolwiek zajmuje mi wieki. A to podeszwa nie taka (tak, ma być prosta, nie zachodząca na but), a to obcas zupełnie nie (albo prosty albo szpilka, żadnych rozklapcianych konstrukcji, wyglądających tak, jakby ktoś na nie nadepnął i nie dały rady się już podnieść), a to całość buta obfajdana ozdóbkami, cekinami, szwami w kolorach zupełnie innych niż trzeba, a to z lakierowanej skóry (i się świeci jak psu części frywolne), a to z czubem, który budzi jedynie silne uczucie umieszczenie go w zadku pożal się Bogini projektanta albo - równie okropne - wyciętym w kwadrat. I mniej więcej tak wygląda każde moje wyjście po nowe buty. TŻ jest człowiekiem cierpliwym i ofiarnym, nie zraża się, jak obdarzam niechętnym spojrzeniem każde pokazywane przez niego obuwie, ale staram się go nie męczyć specjalnie. Dlatego w tym roku kupiłam sobie akurat na zakończenie zimy kozaczki za pomocą trzech przypadkowych kliknięć na stronie butyk.pl. Wyglądają jak obuwie noszone przez Mimblę w "Dolinie Muminków w listopadzie" (ogólnie mam wrażenie, że wszystkie Mimble nosiły takie same ciuchy i obuw) i może dlatego budzą u mnie bardzo pozytywne konotacje.
I tyle (jak nie ma się o czym pisać, to można pisać o butach *eg*). Na zakończenie - "lace bra" (tym się w "Scrubsach" przywraca panów do życia).
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek luty 26, 2008
Link bezpośredni -
Kategoria:
Różne -
- 10 komentarzy
- Skomentuj
Na kota. Bo kot nie ji. Szczęśliwie po wspólnej drzemce dał się przekonać do skłusowania kawałka tuńczyka. Fajnie się siedzi w domu, mniej fajnie, że za oknem jest ohydnie buro, potem trochę jaśniej, ale dalej buro, a po południu dla odmiany zaczyna się ściemniać na jeszcze burzej. I wieje. Czy ja już wspominałam, że nie głosowałam, żeby przez pół roku było tu zimno, mokro i obleśnie? Chcę dom z ogórk^Wogródkiem, słońce, leżaczek pod mym liściem, basen i świeże truskawki z grządki. Dziękuję.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek luty 7, 2008
Link bezpośredni -
Kategoria:
Różne -
- 5 komentarzy
- Skomentuj
Konkretnie dla mnie. Mam starego Zemlera (umiał mleć, ale już nie), który ubija pianę i robi ciasto oraz oryginalnie umiał (bo, jak wspomniałam, już nie - wydziela swąd i się nożyki nie kręcą) zmielić cebulę, zrobić koktajl z truskawek czy co tam w naczyniu rozprowadzić na paćkę. Co chcę:
- coś małego i nieskomplikowanego (jeden korpus, ewentualnie wysokie naczynie z nożykiem na dnie czy miska do tego),
- żeby mieliło mięso, cebulę, warzywa na paćkę i umiało np. takie kotlety ukleić - miskę może mieć własną, ale nie musi,
- miało końcówki do mieszania ciasta i bicia z przeproszeniem piany,
- umiało pokroić warzywa w wiórki czy inne nie za duże kawałki,
- zmielić czekoladę, orzechy czy migdały,
Wstępnie rozważałam Brauna Miltiquicka, bo ma ładną reklamę, ale przeraziła mnie liczba dostępnych końcówek do wyboru. Nie umiem wybierać i nie chcę dokupywać co chwila nowego cudu. Kitchenaid odpada, bo za wielki, a poza tym no jak rany nie dam 2,5k zł za coś, co zrobi ciasto, a i to leniwie. Any hints?
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek styczeń 21, 2008
Link bezpośredni -
Kategoria:
Różne -
- 9 komentarzy
- Skomentuj
Jestem, ale taka bardziej z Elbląga. Wegetuję, patrząc, jak kot odżywa (a do tego jutro przywozimy drugiego) i starając się nie myśleć, że w lutym trzeci etap leczenia. Oglądam seriale i filmy (ale paradoksalnie mam straszny problem, żeby jakieś emocje przelać w literki), czytam książki (jak wyżej), codziennie rano pluję na widok tego, co za oknem (no, metaforycznie, bo nie po to okna myłam, żeby je opluwać). Wkurzam się, że ciągle jest ciemno i ohydnie buro. Nawlekam na niteczkę kolejne małe wady życia zawodowego. Nową kołdrę mam, z IKEI. Dzisiaj po jodze wszystko mnie boli (bo opuściliśmy miesiąc zajęć), a jutro pewnie będzie mnie bolało jeszcze bardziej. Nie lubię zimy, no. Nic się nie dzieje. Nuda. Zżera mnie. Już mnie zeżarło, o.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek styczeń 4, 2008
Link bezpośredni -
Kategoria:
Różne -
- 2 komentarze
- Skomentuj
Dzisiaj trafił mi się pan niezadowolony. Ze służby zdrowia (że kiepska), stanu dróg (że jak wyżej), ZUS-u (wiadomo), polityki (wiadomo), pór roku (że zima) i poza innymi rzeczami, o których nie zdążył wspomnieć, z polskiego stanu prawnego.
- Jeśli panią potrącę samochodem i zabiję, to mnie wsadzą od razu.
- Wolałabym nie.
- A jak panią zabiję na przykład nożem, to dłużej potrwa, zanim mnie wsadzą.
- Nieustannie wolałabym nie.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek grudzień 6, 2007
Link bezpośredni -
Kategoria:
Różne -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Dwa dni temu wsiadłam do samochodu obcego faceta, stojącego pod Fabryką tylko dlatego, że miał ciemny kolor (samochód, nie facet) i stał zaparkowany w tym miejscu, co zwykle TŻ parkuje. Marka się już nie zgadzała. Facet siedzący w samochodzie też, bo zaprotestował uprzejmie, kiedy otworzyłam drzwi.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek listopad 23, 2007
Link bezpośredni -
Kategoria:
Różne -
- 1 komentarz
- Skomentuj
Zachichotałam w damskiej szatni, kiedy jednocześnie z dziewczęciem obok zdjęłyśmy bluzki i zaczęłyśmy zapinać identyczne koraliki. Dziewczę popatrzyło na mnie jak na insekta i wymamrotało coś typu "No, zdjęłam, bo niewygodnie się ćwiczy". Po dłuższej chwili zerknęła jeszcze raz i zrozumiała, czemu się roześmiałam.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek listopad 22, 2007
Link bezpośredni -
Kategoria:
Różne -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Miałam śliczną okolicznościową nocię, ale jogger mi ją zeżarł. W skrócie, bo nie chce mi się jeszcze raz - restauracja Cafe Plotka zacna, ciepło, doskonała szarlotka na ciepło, miłe wnętrze, bardzo bogata karta, niezbyt pasująca, ale i niezbyt przeszkadzająca muzyka z radia, stosunkowo drogo (nie drogo Bażanciarnia-like, ale za dwie osoby z deserem i ogólną rozpustą 80 zł). Udało nam się z TŻ w trakcie obiadu ustalić, że on jest socjopatą, a ja introwertyczką. Wystawa Alfonsa Muchy - a must dla każdego, kto lubi secesję i interesuje się rzeczami ładnymi, fotografią i lubi poparzeć na damski[1] nagi biust (ja się domyślam, co dyplomowani artyści myślą o Musze, ale mnie się podoba ICMPTZ). A w komisji wyborczej dostałam płachtę wielkości rozkładówki z Rzeczpospolitej (niestety lub stety, tylko z tekstem, a nie z fotkami posłów), o którą prawie że się potknęłam, a po złożeniu utkła mi w otworku urny. Pani z komisji poprosiła, żeby nie głosować na posłankę Samoobrony z pozycji nr 13, bo ją sama Samoobrona już skreśliła. Solennie obiecałam, że nie zagłosuję na tę panią, bardzo starannie nie dodając, że musiałabym solidnie na głowę upaść, żeby głosować na kogoś z Samoobrony.
A poza tym zimno i chyba zgubiłam nowe rękawiczki w paski. Kot nie chce jeść w zasadzie niczego, przegryza czasem suchym, ale nie idzie mu wsunąć w czymkolwiek tabletki. Poza tym ma się świetnie, tylko mu się nudzi bez drugiego kota.
EDIT: [1] Damski w odróżnieniu od męskiego. Jakby kto chciał popatrzeć na nagi męski biust, zachęcam do wpisania w google-obrazki słowa ginekomastia. Na własną odpowiedzialność[2].
[2] Znam takiego kogoś. Nawet kilku. Aww.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek październik 22, 2007
Link bezpośredni -
Kategoria:
Różne -
- 3 komentarze
- Skomentuj