Kategoria:
z-glowy-czyli-z-niczego
(Wiem, sny są mega nudne, można nie czytać).
Śniło mi się, że pan od regałów miał mi przywieźć pizzę na Podolany (800 m od domu). Pan przyjechał, pobrałam pizzę, po czym zaproponował, że pokaże mi nową szafkę, więc wsiadłam z nim do samochodu i pojechaliśmy. Szafki mi nie pokazał, ale za to mnie zawiózł na pętlę tramwajową na Dębcu (20 km od domu). I wracałam przez całe miasto, z tą wystygniętą pizzą.
Czy ja mogę zamiast tego mieć normalne sny? Nadzy mężczyźni? Podróże? (no dobrze, Dębiec też egzotyka, zwłaszcza że oddzielała go od miasta spora rzeka z ładnym mostem) Nie zimne jedzenie?
[EDIT: nie 20 km, tylko 14, oraz za rzeką jest Starołęka, Dębiec jeszcze po tej stronie Warty.]
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek luty 21, 2011
Link bezpośredni -
Kategoria:
Z głowy, czyli z niczego -
- 1 komentarz
- Skomentuj
Brakowało mi takiego poranka od dawna. Żeby wstać, wykąpać się, przejrzeć pobieżnie pocztę i RSS-y, zrobić makijaż, powybrzydzać nad bluzką i dopiero zobaczyć, że reszta domowników życzy sobie zacząć dzień. Potem słońce, kawa z "Merkurego" wprawdzie na wynos, ale gorąca i smaczna, trochę pochwał, zakupy na Rynku Jeżyckim i smaczny cytat, prawie jak z "Madagaskaru 2":
"- Szanowny panie - przemówił - (...) ponieważ konieczność podejmowania decyzji zawsze mnie przeraża (...), pragniemy zdać się od tej chwili na pana i podporządkować się pańskiej woli. Obieramy pana naszym wodzem.
Filimario wzruszył się.
- Doskonale - powiedział bardzo zadowolony. Zawsze lepiej popełniać omyłki pod rozkazami jednego człowieka, bez dyskusji, niż żeby każdy mylił się na własną rękę, tracąc czas i energię na puste słowa.
Wiecie, skąd to?
Napisane przez Zuzanka w dniu środa wrzesień 22, 2010
Link bezpośredni -
Kategoria:
Z głowy, czyli z niczego -
- 3 komentarze
- Skomentuj
Słońce świeci na tyle silnie, że nie można chodzić bez okularów przeciwsłonecznych (jakoś dziwnym trafem są zwykle czyściejsze niż niesłoneczne, ciekawe, czemu).
Pachnie powietrze. Mlecze rosną. Bez zakwitł na Wyspiańskiego. Z parku Wilsona dobiega wieczorem śpiew ptaków i zapach świeżo ściętej trawy. Wieczorem jest jasno i dalej ciepło na tyle, że można nosić vintage bluzkę z krótkim rękawem (szytą w czasach studenckich przez mamę[1]).
Słońce zachodzi, malując bezchmurne niebo na interesujący odcień różu (bardziej w kierunku amarantu). Niechętnie zgodzę się, że wiosna ma pewną wyższość nad latem - ludzie nie są spoceni i jacyś tacy bardziej stonowani niż latem.
I taką małą tęczę na ścianie widziałam.
[1] Czasach studenckich mamy, nie moich.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek kwiecień 25, 2008
Link bezpośredni -
Kategoria:
Z głowy, czyli z niczego -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
... że byłam z Hanką w jakiejś niesamowicie słonecznej miejscowości ze skałkami, zachodami słońca, egzotycznymi budynkami i dużo kotów. Czego sobie i wszystkim życzę. Wprawdzie ciągle coś gubiłam (a to torbę, a to zakrywatko od aparatu, obiektyw 18-70 mi się zapodział i miałam tylko 50mm), ale i tak było dobrze. Tyle potem się obudziłam, bo była ogromna burza z grzmotami i tyle po śnie.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota kwiecień 12, 2008
Link bezpośredni -
Kategoria:
Z głowy, czyli z niczego -
- 1 komentarz
- Skomentuj
W lokalnym sklepie promocja dnia:
Przy zakupie wyrobów piekarni Limaro za ok. 4 zł 1 op. ciasta drożdżowego gratis.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek sierpień 10, 2006
Link bezpośredni -
Kategoria:
Z głowy, czyli z niczego -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Dobija mnie, że ludzie uparcie uważają, że skoro zarabiam na życie tańcem przy rurze w klubie dla papisaniem skryptów, to NA PEWNO muszę interesować się komputerami (jakie teraz dyski są najlepsze, jakie nagrywarki, czy jak ktoś kupuje komputer, to mu doradzę jaką pamięć i procesor). Dzisiaj kolega nie mógł totalnie zakumać, że nie wiem, co to jest programowanie całkowitoliczbowe i mnie to nie interesuje. Przecież jestem INFORMATYKIEM. Muszę się interesować informatyką, znać Outlooka i doznawać niewypowiedzianej radości, jak wyjdzie nowy procesor lub jakaś geekowa pierdoła. Ziew. Wolę naleśniki usmażyć. Większy fun mam z nowego numeru "Kuchni", kolejnego odcinka serialu (aktualnie "Prison Break", o seksownym wytuatuowanym młodzianie, który spyla z więzienia o podwyższonym rygorze, korzystając z najlepszych wzorców McGyverowo-Olsenowskich), przeczytania jakieś fajnej książki i głaskania kota.
Firma Stovit poszła w kulturę i pokrywki dżemików ozdabia dziełami malarstwa polskiego. Oczywiście w miniaturze, bo jednak słoik z taką "Bitwą pod Grunwaldem" to byłoby cholernie dużo dżemu (jabłkowo-morelowo-waniliowego).
Siwa, wracaj. Ludzie odkurzacze rodzą, a Ty nie grzmisz ;-)
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek sierpień 1, 2006
Link bezpośredni -
Kategoria:
Z głowy, czyli z niczego -
- 2 komentarze
- Skomentuj