Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

99,4 zł

Wygrałam w Lotto. Ph34r my h4ck3ur sk1ll5.

A konkretnie to wczoraj dorabialiśmy klucze, miałam 100 zł w jednym kawałku, pan dorabiacz nie miał wydać i poszłam rozmienić do kiosku. A że pani patrzyła z wyczekiwaniem, to coś kupiłam. Kuponik, bo nie było niczego fajnego w gazetach...

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek sierpień 31, 2006

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


Kochanie, podaj mi sól

Mam w Fabryce nową pannę "techniczną". No, stosunkowo nową, bo od lipca pracuje. Ale z dnia na dzień jest coraz lepiej. Panna zaczęła jak w żydowskim dowcipie, w którym stary Żyd jedzie pociągiem, co chwila śmieje się, a potem macha z lekceważeniem ręką (opowiada sobie dowcip, a potem sobie przypomina, że go zna). "Oracle? Żaden problem, znam. CVS? Żaden problem, znam. Php? Żaden problem, znam". W praniu okazało się, że znać to i zna, ale codzienna obsługa jest dość kłopotliwa. A to nie umie wyszukać, w jakim pliku jest jaka definicja funkcji, co oznacza zmienna o jakże mylącej nazwie "uid", zdefiniowana jako integer (dla nietechnicznych - liczba całkowita), czy jest to może login (tekst) i w jakim kodowaniu jest zakodowany... Po zadaniu pytania co 10 minut pytanie ponawia w przypadku braku odpowiedzi, bo skoro nie odpowiadam, to raczej nie może być tak, że mnie nie ma albo jestem zajęta. Przed chwilą pisząc do niej na GG, przypadkiem zamiast "globalnie" napisałam "głupalnie". Zupełnie nie wiem, skąd mi się ta literówka wzięła.

Czemu takie trujdupy za mną się snują?

Napisane przez Zuzanka w dniu środa sierpień 30, 2006

Link bezpośredni - Kategoria: SOA - - 1 komentarz - Skomentuj


Kochanie, podaj mi sól

Mam w Fabryce nową pannę "techniczną". No, stosunkowo nową, bo od lipca pracuje. Ale z dnia na dzień jest coraz lepiej. Panna zaczęła jak w żydowskim dowcipie, w którym stary Żyd jedzie pociągiem, co chwila śmieje się, a potem macha z lekceważeniem ręką (opowiada sobie dowcip, a potem sobie przypomina, że go zna). "Oracle? Żaden problem, znam. CVS? Żaden problem, znam. Php? Żaden problem, znam". W praniu okazało się, że znać to i zna, ale codzienna obsługa jest dość kłopotliwa. A to nie umie wyszukać, w jakim pliku jest jaka definicja funkcji, co oznacza zmienna o jakże mylącej nazwie "uid", zdefiniowana jako integer (dla nietechnicznych - liczba całkowita), czy jest to może login (tekst) i w jakim kodowaniu jest zakodowany... Po zadaniu pytania co 10 minut pytanie ponawia w przypadku braku odpowiedzi, bo skoro nie odpowiadam, to raczej nie może być tak, że mnie nie ma albo jestem zajęta. Przed chwilą pisząc do niej na GG, przypadkiem zamiast "globalnie" napisałam "głupalnie". Zupełnie nie wiem, skąd mi się ta literówka wzięła.

Czemu takie trujdupy za mną się snują?

Napisane przez Zuzanka w dniu środa sierpień 30, 2006

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


Edmund Niziurski - Izba wytrzeźwień

Tak, wiem, mam, co chciałam. Nie zawsze to, co się kupi jest sensowne i warte czytania. Skusił mnie i tytuł, i autor. Spodziewałam się zajadłego socjalizmu, i to akurat dostałam. Niestety, oprócz tego nic. Lekarz-alkoholik w małej miejscowości co chwilę ląduje w izbie wytrzeźwień, co chwila wywalają go z kolejnej pracy, a kolejni znajomi się od niego odwracają. Podejmuje heroiczną próbę powrotu do stolicy, gdzie na pewno mu się uda. Nie udaje się. Lekarz laduje w izbie wytrzeźwień. Kurtyna. Nudne, negatywne i jeszcze raz nudne.

Inne tego autora:

#54

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek sierpień 29, 2006

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, beletrystyka, prl, 2006 - 0 komentarzy - Skomentuj


Edmund Niziurski - Izba wytrzeźwień

Tak, wiem, mam, co chciałam. Nie zawsze to, co się kupi jest sensowne i warte czytania. Skusił mnie i tytuł, i autor. Spodziewałam się zajadłego socjalizmu, i to akurat dostałam. Niestety, oprócz tego nic. Lekarz-alkoholik w małej miejscowości co chwilę ląduje w izbie wytrzeźwień, co chwila wywalają go z kolejnej pracy, a kolejni znajomi się od niego odwracają. Podejmuje heroiczną próbę powrotu do stolicy, gdzie na pewno mu się uda. Nie udaje się. Lekarz laduje w izbie wytrzeźwień. Kurtyna. Nudne, negatywne i jeszcze raz nudne.

Inne tego autora:

#54

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek sierpień 29, 2006

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


Terry Pratchett - Monstrous Regiment

Pratchett od dawna nie jest "śmieszny". To, co pokazuje w lustrze swoich książek, ubrane w dyskowy sztafaż, jest dość ponurym obrazem tego, co widzimy w TV. Wojna między dwoma państewkami, niszczącymi się wzajemnie w imię źle pojętego honoru/religii/władcy/masaja (niepotrzebne skreślić). W wojnę wkracza Ankh-Morpork w osobie Sama Vimesa i kawałka jego oddziału z misją pokojową. Państewka wojnę ciągną siłą rozpędu, brakuje jedzenia, mężczyzn zdolnych do walki (o mężczyznach do uprawy roli czy pracy w fabrykach nie wspominając). Do wojska w poszukiwaniu zaginionego na wojnie brata trafia Polly, przebrana za chłopaka (ze spodniami strategicznie wypchanymi parą skarpetek, dłubiąca w nosie i umiejąca puścić głośno bąka). Dziwnym trafem cały oddział jest jakiś zupełnie nie taki, mimo że to kilku wiejskich chłopców, Igor i młody wampir uzależniony od kawy.

W ciągu tygodnia oddział przechodzi kawałek Borogravii (zupełnie nie kojarzy się z Jugosławią, zupełnie), dociera do ostatniej obleganej twierdzy wroga i czeka na ostateczną bitwę. Dużo gorzkich słów, sporo o tym, jaki byłby (jest?) świat z kobietami w roli głównej. Trochę o tym, czemu Igory mają ręce chirurgów i skąd je przypuszczalnie wzięli. I o wojnie.

Inne tego autora.

#53

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek sierpień 29, 2006

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, sf-f, 2006 - 2 komentarze - Skomentuj


Terry Pratchett - Monstrous Regiment

Pratchett od dawna nie jest "śmieszny". To, co pokazuje w lustrze swoich książek, ubrane w dyskowy sztafaż, jest dość ponurym obrazem tego, co widzimy w TV. Wojna między dwoma państewkami, niszczącymi się wzajemnie w imię źle pojętego honoru/religii/władcy/masaja (niepotrzebne skreślić). W wojnę wkracza Ankh-Morpork w osobie Sama Vimesa i kawałka jego oddziału z misją pokojową. Państewka wojnę ciągną siłą rozpędu, brakuje jedzenia, mężczyzn zdolnych do walki (o mężczyznach do uprawy roli czy pracy w fabrykach nie wspominając). Do wojska w poszukiwaniu zaginionego na wojnie brata trafia Polly, przebrana za chłopaka (ze spodniami strategicznie wypchanymi parą skarpetek, dłubiąca w nosie i umiejąca puścić głośno bąka). Dziwnym trafem cały oddział jest jakiś zupełnie nie taki, mimo że to kilku wiejskich chłopców, Igor i młody wampir uzależniony od kawy.

W ciągu tygodnia oddział przechodzi kawałek Borogravii (zupełnie nie kojarzy się z Jugosławią, zupełnie), dociera do ostatniej obleganej twierdzy wroga i czeka na ostateczną bitwę. Dużo gorzkich słów, sporo o tym, jaki byłby (jest?) świat z kobietami w roli głównej. Trochę o tym, czemu Igory mają ręce chirurgów i skąd je przypuszczalnie wzięli. I o wojnie.

Inne tego autora.

#53

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek sierpień 29, 2006

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj



Fazola

Więgierski kolega oglądał fotki z wyjazdu. Przy tej zapytał, czy to mnie śmieszy. No, tak, bo fazola to po polsku "beanz". Otóż Węgrów śmieszy bardziej, bo fazola to "penis-ola". Fantastic country.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek sierpień 28, 2006

Link bezpośredni - - 0 komentarzy - Skomentuj


Budapeszt-Eger 2006

  • nocleg - czyste apartamenta na Szentkiralyi utca 5
  • nie dojechaliśmy na pchli targ - w praktyce okazało się, że wysiedliśmy za wcześnie, a Pchli Targ jest za siódmą górą i rzeką
  • Wyspa Małgorzaty (Margit Sziget) - fontanna z wodą plumkającą w rytm muzyki, langosze (480 HUF z czosnkiem, śmietaną i serem żółtym), ruinki, wieża widokowa (200 HUF wstęp), obywatele IV RP na wakacjach, ogród japoński i kotek
  • ulice Budapesztu, również nocą i kotek
  • Wzgórze Zamkowe - kolejka zębata na Górę Zamkową (700 HUF), wzgórze Zamkowe, widok na Budę i Peszt, pokazy samolotów
  • Wzgórza Budańskie - kolejka zębata na Wzgórza (w ramach sieciówki miejskiej), Wzgórza i wyciag krzesełkowy (500 HUF), nie jeździ w co drugi poniedziałek
  • Tropicarium - płaszczki i rekiny
  • Eger - kościół franciszkanów, minaret (200 HUF) i Dolina Pięknej Kobiety
  • Varosliget
  • Wzgórze Gellerta - 2500 HUF

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela sierpień 27, 2006

Link bezpośredni - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Tagi: budapeszt, wegry, eger - 0 komentarzy - Skomentuj