Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu
W naszej telewizji łopatologicznie - "Seks, kasa i kłopoty", podczas gdy amerykański tytuł lepiej oddaje ideę serialu. Nick George, prawnik spokojnie żyjący z żoną i córeczką w Nowym Jorku, dowiaduje się, że w tajemniczym wypadku zginął jego ojciec, również prawnik. Niejako w spadku dostaje ultimatum - otrzyma zarządzanie fundacją charytatywną ze sporym budżetem i wolnością wyboru, ale jednocześnie będzie musiał zająć się obsługą prawną bogatej rodziny Darlingów. Mimo początkowych prób rozdzielenia pracy od życia okazuje się, że rodzina zleceniodawców - nestor rodu, jego żona, czworo dzieci i ich rodziny - zajmuje cały wolny czas prawnika, powoli wkraczając wszędzie. Jednocześnie próbuje prowadzić śledztwo w sprawie śmierci swojego ojca. W międzyczasie pojawia się demoniczny przeciwnik, który chce przejąć majątek rodziny.
I jak pierwszy sezon oraz połowa drugiego zachwyciła mnie dowcipem, kontrastem między logiką prawnika a idiotycznymi zachowaniami rodziny, tak niestety potem to już równia pochyła - zamiast budowanych tajemnic, twistów zaczęła się Dynastia - wszyscy sypiają ze wszystkimi, każdy ma tajemnice, tworzą się aliansy i rozsypują dotychczasowe porozumienia. Do końca dociągnęłam tylko siłą rozpędu, szczęśliwie twórcy dali sobie spokój i dość strategicznie zakończyli serial (cliffhangerem, a jak) po drugim sezonie.
Co jest silną stroną serialu - aktorzy. Świetny Donald Sutherland, który z roku na rok wygląda coraz lepiej i starzeje się jak wino, bardzo ładnie obsadzona w roli demonicznej prawniczki Lucy Liu i budzący najwięcej sympatii (niestety, do czasu) Peter Krause. Pod paroma względami serial podobny jest do "Arrested Development", o którym niebawem, bo większość kontaktów bogatych Darlingów ze światem rzeczywistym jest tak przerysowana, że ogląda się to jak bardzo dobrą komedię (ale "AD" zdecydowanie bardziej).
Ten formularz jest chroniony przez reCAPTCHA. Obowiązują Polityka prywatności i Warunki korzystania z usługi Google.