Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

In between

Męczy mnie ten stan zawieszenia. Już nie zima, ale dalej zimno i buro. Nieśmiałe świeże zielone pączki, ale trzeba bardzo się schylić, bo są przy samej ziemi. Dalej zimno, w sobotę wyszłam bez czapki i odpadły mi uszy (i jak ja teraz będę okulary nosić?). Dalej nie wiem, jak zorganizować sobie życie od 1. kwietnia, bo - chociaż wolałabym, żeby było to żartem - wracam w świat, jak to się nazywało?, samorealizacji i kariery. Maj będzie odbywał poranki i przedpołudnia w prywatnej placówce oświatowej, pełnej dzieci w wieku komplementarnym, pełnej basenów z piłeczkami, kolejek z puf-pufającymi pociągami, książeczek o zwierzątkach, kredek i miękkich poduszek. I tak naprawdę obawiam się, że będzie mu tam lepiej niż ze mną w domu. Bo mnie lepiej chyba nie.

W poszukiwaniu koloru (i, żeby nie zmarnować kuponu Groupona) wybrałam się do Shivaz Restaurant. W środku sen aksamitowego fetyszysty z odchyłem w kierunku fioletu, zdobionego złotem i czernią (szczęśliwie w głośnikach zamiast bollywoodzkiego soundtracku - best of smooth jazz z anglojęzycznego radia). W menu hinduskie oczywistości - dobry naan z czosnkiem, łagodnie pikantne tam, gdzie nie określone, a bardzo pikantne tam, gdzie pikantne. Raita, mój prywatny i niereprezentatywny miernik fajności hinduskich restauracji, taka sobie - smaczna, ale nie przyprawiona tak, żeby zwalało z nóg. Natomiast jedna rzecz w Shivaz jest doskonała - wielkie okna od podłogi do sufitu, wychodzące na ulicę Podgórną. Można patrzeć na grzechoczące i iskrzące tramwaje i obserwować, jak powoli zapada zmierzch, a światła latarni zaczynają odbijać się w szkle, stojącym na stole.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek marzec 21, 2011

Link bezpośredni - Kategorie: Fotografia+, Moje miasto, Maja - - 3 komentarze - Skomentuj

« Aleksander McCall Smith - Niebiańska randka i inne odmiany flirtu - Z kronikarskiego »

Komentarze

oshin
jakkolwiek badziewne to pocieszenie, to Majowi nie będzie tam lepiej. Te dzieci dziwne są i nawet moim ze mną lepiej niż wśród radosnych i pełnych cierpliwości opiekunek z przybytków różnorakich.
Zuzanka
Ja bym chciała jednak, żeby jej tam było dobrze.
wonderwoman
będzie dobrze. i z radosnym uśmiechem wróci do domu, bo przy mamie lepiej. zwłaszcza, jak jest jej mniej niż dotychczas.

:-)

Skomentuj

Ten formularz jest chroniony przez reCAPTCHA. Obowiązują Polityka prywatności i Warunki korzystania z usługi Google.