Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu
Nigdy nie lubiłam wyznaczania cezur za pomocą momentów nieznaczących jak Sylwester i Nowy Rok, koniec miesiąca czy wreszcie bilans roku księgowego. Dla mnie świat zmienia się zgodnie z porami roku. Zwłaszcza czuję to jesienią, kiedy zmiana jest najmocniejsza. Słońce daje jeszcze trochę nadziei, są ciepłe dni, trawa i liście bywają zielone, chociaż nie tą soczystą zielonością majową, ale dni są krótkie i trzeba bardzo uważać, żeby nie przegapić zachodu słońca, bo wieczór przychodzi znienacka. I "Oh by the way" Floydów, które właśnie słyszę, też jest takie złoto-melancholijno-jesienne.
Teraz też pewną cezurę wprowadza moja córka. Rok temu była, jak to ślicznie napisała If. [coreczko.blox.pl - link nieaktywny], mała jak kasztanek i leżała spokojnie w wózku, kiedy obwoziłam ją po wioskowych uliczkach. Dzisiaj wyrywa się z chusty do każdego widzianego zza ogrodzenia psa, sygnałem dźwiękowym oznajmia, że zauważyła każdą latarnię czy znak drogowy, dotyka roślin i płotów, a uwolniona z moich objęć (które coraz częściej oznaczają ograniczenie wolności, protest) pomyka z szeroko rozłożonymi rękami na podbój świata. Przyznam, że po kolejnym przeraźliwym proteście, kolejnym kamyku wyjętym z ust czy brudnym papierku przemycanym w celu spożywczym, myślę z rozrzewnieniem o poprzedniej jesieni, kiedy wystarczało jej, że jestem i opowiadam świat. Teraz jej gwałtowny apetyt na poznawanie często mnie przerasta. Nie zdążyłam tak jak ona dorosnąć do tego momentu chyba jeszcze.
Nie ma jeszcze komentarzy.
Ten formularz jest chroniony przez reCAPTCHA. Obowiązują Polityka prywatności i Warunki korzystania z usługi Google.