[17.12.2023]
Idealne miejsce na zimowe przedpołudnie po sympatycznym śniadaniu w ostatnio ulubionym La Famme - piękne, kolorowe rybki, odwrotne meduzy, legwany i krokodyle, a do tego piękne witraże. Można połączyć z wizytą w zoo (jeden, tańszy bilet), chociaż niekoniecznie zimą. Zaskoczyło mnie, chyba po raz kolejny, że zoo jest rzut beretem od Gedächtniskirche.










GALERIA ZDJĘĆ oraz zdjęcia z 2012 i 2014.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek styczeń 1, 2024
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
berlin, niemcy, ogrod-zoologiczny
- 2 komentarze
- Skomentuj
[17.12.2023]
Idealne miejsce na zimowe przedpołudnie po sympatycznym śniadaniu w ostatnio ulubionym La Famme - piękne, kolorowe rybki, odwrotne meduzy, legwany i krokodyle, a do tego piękne witraże. Można połączyć z wizytą w zoo (jeden, tańszy bilet), chociaż niekoniecznie zimą. Zaskoczyło mnie, chyba po raz kolejny, że zoo jest rzut beretem od Gedächtniskirche.










GALERIA ZDJĘĆ oraz zdjęcia z 2012 i 2014.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek styczeń 1, 2024
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
berlin, niemcy, ogrod-zoologiczny
- 2 komentarze
- Skomentuj
Umówmy się, chodzi o jakość, a nie o ilość, tak? W tym roku skończyłam 115 książek, z czego 65 napisali mężczyźni, 49 kobiety, a jedną wspólnie. Kilka książek przeczytałam ponownie (np. opisanego już wcześniej ”Zimistrza” i zekranizowane ”Małe ogniska”) i - nic dziwnego - niektóre wylądowały na liście najlepszych:
Te, które nieco mniej, ale i tak dobrze się czytało:
17 krajów: polskie - 36, brytyjskie - 24, amerykańskie - 23, czeskie - 6, francuskie i szwedzkie - po 5, kanadyjskie - 3, izraelskie i niemieckie - po 2 i po jednej sztuce z Australii, Finlandii, Węgier, Hiszpanii, Irlandii, Indii, Norwegii i Rosji. Nie mam faworytów, zagranicznych czytam raczej po autorach, a kwestia narodowości jest drugorzędna. Natomiast jednak nośnik robi różnicę - ciężej mi czytać książki papierowe, więcej zaczynam niż kończę. Aktualnie na stosie wstydu przy łóżku czeka zaczęta Faludi, Zadie Smith i Patrick Smith (bez związku), Rendell, Wilkie Collins, Wilson, Chandler… Nie żeby na czytniku było mniej pozaczynanych - Atwood, Montgomery, Lessing, Dahl, Grzelak, Vievegh, Fforde… Jak sobie z tym radzicie? Jedna od początku do końca? Czy bez żalu zarzucacie, jeśli jest coś ciekawszego, zwłaszcza jak znajomi nieustająco coś zachwalają (tak, to o Tobie, Dorszu)? Mniej mam w tym roku takich, do których nie wrócę - 60% “Barbary Radziwiłłówny z Jaworzna-Szczakowej” Witkowskiego mi wystarczy, bo to udana fraza, ale bez fabuły.
Wyjątkowo mam postanowienie na 2024. Opowiem, jak mi się uda.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela grudzień 31, 2023
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tag:
2023
- 2 komentarze
- Skomentuj
Umówmy się, chodzi o jakość, a nie o ilość, tak? W tym roku skończyłam 115 książek, z czego 65 napisali mężczyźni, 49 kobiety, a jedną wspólnie. Kilka książek przeczytałam ponownie (np. opisanego już wcześniej ”Zimistrza” i zekranizowane ”Małe ogniska”) i - nic dziwnego - niektóre wylądowały na liście najlepszych:
Te, które nieco mniej, ale i tak dobrze się czytało:
17 krajów: polskie - 36, brytyjskie - 24, amerykańskie - 23, czeskie - 6, francuskie i szwedzkie - po 5, kanadyjskie - 3, izraelskie i niemieckie - po 2 i po jednej sztuce z Australii, Finlandii, Węgier, Hiszpanii, Irlandii, Indii, Norwegii i Rosji. Nie mam faworytów, zagranicznych czytam raczej po autorach, a kwestia narodowości jest drugorzędna. Natomiast jednak nośnik robi różnicę - ciężej mi czytać książki papierowe, więcej zaczynam niż kończę. Aktualnie na stosie wstydu przy łóżku czeka zaczęta Faludi, Zadie Smith i Patrick Smith (bez związku), Rendell, Wilkie Collins, Wilson, Chandler… Nie żeby na czytniku było mniej pozaczynanych - Atwood, Montgomery, Lessing, Dahl, Grzelak, Vievegh, Fforde… Jak sobie z tym radzicie? Jedna od początku do końca? Czy bez żalu zarzucacie, jeśli jest coś ciekawszego, zwłaszcza jak znajomi nieustająco coś zachwalają (tak, to o Tobie, Dorszu)? Mniej mam w tym roku takich, do których nie wrócę - 60% “Barbary Radziwiłłówny z Jaworzna-Szczakowej” Witkowskiego mi wystarczy, bo to udana fraza, ale bez fabuły.
Wyjątkowo mam postanowienie na 2024. Opowiem, jak mi się uda.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela grudzień 31, 2023
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tag:
2023
- 2 komentarze
- Skomentuj
Miały być obrazki z Berlina, ale jako że rok zbliża się do końca, wejdę w temat podsumowań. Dziś o ograniczaniu, jutro o nieograniczonej konsumpcji.
Pewnie że po ubiegłorocznych sukcesach nie przestałam patrzeć na dom krytycznym okiem i nie zamknęłam kramiku z odgracaniem w 2023. Znowu - cel był ambitny: 1000 przedmiotów w rok, więc cieszy mnie, że udało się osiągnąć chociaż połowę, bo 573 przedmioty mniej w domu to lepiej niż nic. A i poziom trudności większy, bo te takie oczywiste to zniknęły już rok temu. Owszem, kilka rzeczy przejęłam od rodziny w celu pozbycia się, więc to nie tak, że nagle ja uzyskałam wolną półkę po sprzedaży kilkudziesięciu wazoników, służących do odkurzania w domu rodzinnym, ale półkę odzyskał ojciec i nie musi myć kamionkowego drobiazgu. Kilka rzeczy - na przykład torba z zepsutą elektroniką - czeka na wywiezienie, zbierane przez ostatnie miesiące podniszczone ubrania wczoraj odniosłam do kontenera, pakuję też kolejną zrzutkę książek do skup szopu i jeszcze jedną na bookcrossingowy regał u K. na uczelni. W dalszym ciągu nie wiem, jak rozwiązać problem poprzedniego aparatu fotograficznego, sprawnego, ale wymagającego fachowego czyszczenia i dostosowania do obiektywu, żeby prawidłowo ostrzył - nie mam mocy się koło tego zakrzątnąć, bo już nim nie będę fotografować, a to dobry aparat i po odrobinie wysiłku komuś posłuży kilka lat; mam też zestaw obiektywów do niego, wszystko kosztowało gruby pieniądz, a leży. Ale skupię się na sukcesach, a nie na problemach. Prawie 100 sztuk rzeczy oddałam (20%), ponad 100 wyrzuciłam (20%, liczę tu rzeczy, które się zepsuły czy zniszczyły, a nie rzeczy zużyte do końca jak szampon), a niebagatelne ponad 350 sztuk sprzedałam (80%). To oczywiście nie koniec, na vinted ciągle czeka ponad 100 ofert, a z półek mogłabym od ręki zdjąć jakieś 300 książek, których już nie przeczytam. 2024, liczę na ciebie.
W kwestii motywowania innych: zasiałam ziarno u teściów; jak zaczęli zeznawać, co mają zachomikowane, to - gdybym była wierząca - bym się przeżegnała. Umówiliśmy się na wiosnę, że zamówią kontener, to, co zniszczone - wyleci, to, co rokuje - spadnie mi do dystrybucji. Absurdalnie się cieszę, u kogoś sprząta się znacznie łatwiej niż u siebie (por. pokój dziecięcy).
Jakbyście potrzebowali porad, chętnie udzielę, nawet niepytana!
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota grudzień 30, 2023
Link bezpośredni -
Kategoria:
Projekt 500 -
- 9 komentarzy
- Skomentuj
Miały być obrazki z Berlina, ale jako że rok zbliża się do końca, wejdę w temat podsumowań. Dziś o ograniczaniu, jutro o nieograniczonej konsumpcji.
Pewnie że po ubiegłorocznych sukcesach nie przestałam patrzeć na dom krytycznym okiem i nie zamknęłam kramiku z odgracaniem w 2023. Znowu - cel był ambitny: 1000 przedmiotów w rok, więc cieszy mnie, że udało się osiągnąć chociaż połowę, bo 573 przedmioty mniej w domu to lepiej niż nic. A i poziom trudności większy, bo te takie oczywiste to zniknęły już rok temu. Owszem, kilka rzeczy przejęłam od rodziny w celu pozbycia się, więc to nie tak, że nagle ja uzyskałam wolną półkę po sprzedaży kilkudziesięciu wazoników, służących do odkurzania w domu rodzinnym, ale półkę odzyskał ojciec i nie musi myć kamionkowego drobiazgu. Kilka rzeczy - na przykład torba z zepsutą elektroniką - czeka na wywiezienie, zbierane przez ostatnie miesiące podniszczone ubrania wczoraj odniosłam do kontenera, pakuję też kolejną zrzutkę książek do skup szopu i jeszcze jedną na bookcrossingowy regał u K. na uczelni. W dalszym ciągu nie wiem, jak rozwiązać problem poprzedniego aparatu fotograficznego, sprawnego, ale wymagającego fachowego czyszczenia i dostosowania do obiektywu, żeby prawidłowo ostrzył - nie mam mocy się koło tego zakrzątnąć, bo już nim nie będę fotografować, a to dobry aparat i po odrobinie wysiłku komuś posłuży kilka lat; mam też zestaw obiektywów do niego, wszystko kosztowało gruby pieniądz, a leży. Ale skupię się na sukcesach, a nie na problemach. Prawie 100 sztuk rzeczy oddałam (20%), ponad 100 wyrzuciłam (20%, liczę tu rzeczy, które się zepsuły czy zniszczyły, a nie rzeczy zużyte do końca jak szampon), a niebagatelne ponad 350 sztuk sprzedałam (80%). To oczywiście nie koniec, na vinted ciągle czeka ponad 100 ofert, a z półek mogłabym od ręki zdjąć jakieś 300 książek, których już nie przeczytam. 2024, liczę na ciebie.
W kwestii motywowania innych: zasiałam ziarno u teściów; jak zaczęli zeznawać, co mają zachomikowane, to - gdybym była wierząca - bym się przeżegnała. Umówiliśmy się na wiosnę, że zamówią kontener, to, co zniszczone - wyleci, to, co rokuje - spadnie mi do dystrybucji. Absurdalnie się cieszę, u kogoś sprząta się znacznie łatwiej niż u siebie (por. pokój dziecięcy).
Jakbyście potrzebowali porad, chętnie udzielę, nawet niepytana!
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota grudzień 30, 2023
Link bezpośredni -
Kategoria:
Projekt 500 -
- 9 komentarzy
- Skomentuj
Doktor Tadek Żeleński budzi się z monstrualnym kacem, obowiązek (dyżur w szpitalu) wzywa, a tu nie ma płaszcza i torby. Dookoła krajobraz jak po kataklizmie, szybko wychodzi, że Witkacy zarzucił mu i innym wesołym chłopakom - Josephowi Conradowi i Bronkowi Malinowskiemu - pejotl. Poranek jakich wiele w Zakopanem, problem w tym, że w chacie walają się też zwłoki, a u drzwi żandarm, który informuje, że doktor Żeleński nie żyje. To rozpoczyna pełną zmyłek i dygresji historię w stylu “Kac Vegas”, gdzie kwiat młodopolskiej awangardy musi odkryć, co zdarzyło się na wczorajszym balecie.
Jakie to uroczy i zabawny, chociaż czasem dość niewybredny, z mnóstwem aluzji do polskiego kina (narkomanów i pijaków banda!). Świetna obsada - Kot, Dorociński, Seweryn, Mecwaldowski, mnóstwo erudycyjnego humoru, doprawionego sporą dawcą szydery z posągów - Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, Szymanowskiego, Lenina i Krupskiej, Piłsudskiego, Rubinsteina. Dawno tak dobrze nie bawiłam się na polskim filmie. I nie, nie zamierzam sprawdzać, czy realia się zgadzają.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek grudzień 29, 2023
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Doktor Tadek Żeleński budzi się z monstrualnym kacem, obowiązek (dyżur w szpitalu) wzywa, a tu nie ma płaszcza i torby. Dookoła krajobraz jak po kataklizmie, szybko wychodzi, że Witkacy zarzucił mu i innym wesołym chłopakom - Josephowi Conradowi i Bronkowi Malinowskiemu - pejotl. Poranek jakich wiele w Zakopanem, problem w tym, że w chacie walają się też zwłoki, a u drzwi żandarm, który informuje, że doktor Żeleński nie żyje. To rozpoczyna pełną zmyłek i dygresji historię w stylu “Kac Vegas”, gdzie kwiat młodopolskiej awangardy musi odkryć, co zdarzyło się na wczorajszym balecie.
Jakie to uroczy i zabawny, chociaż czasem dość niewybredny, z mnóstwem aluzji do polskiego kina (narkomanów i pijaków banda!). Świetna obsada - Kot, Dorociński, Seweryn, Mecwaldowski, mnóstwo erudycyjnego humoru, doprawionego sporą dawcą szydery z posągów - Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, Szymanowskiego, Lenina i Krupskiej, Piłsudskiego, Rubinsteina. Dawno tak dobrze nie bawiłam się na polskim filmie. I nie, nie zamierzam sprawdzać, czy realia się zgadzają.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek grudzień 29, 2023
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Lata 50. W tytułowych ruinach zostają znalezione zwłoki Janette Worek, młodej repatriantki z Francji. Akcja milicji jest dość chaotyczna - młody prokurator Jacek Trzebiński, niewyspany po nocy nad brydżem[1] prowadzi sprawę, bo jako jedyny ma telefon[2], a zgon i wstępną ocenę ciała robi internistka z łapanki. Akcja prowadzona jest dwutorowo: opis śledztwa, które głównie skupia się na Janie Worku (it’s always a husband) przeplatają relacje z procesu, gdzie młodego prokuratora, przekonanego o winie męża bezlitośnie punktuje z zaniedbań w śledztwie stary wyga, adwokat Wisłocki. Sam oskarżony przyznaje się do tego, że planował niewierność (Moja żona była chorowita, w nocy była zawsze zmęczona, senna, nie dała się obudzić i dlatego miałem zamiar ją zdradzić…), ale wystarczyło skłamać, a nie mordować. Wtem książeczka kończy się słowami “Sędzia podejmie decyzję”. I tyle, bez wyjaśnienia, co się stało i kto zabił. Tak się nie robi.
Się nosi: angielski battle-dress.
Się pali: wczasowe, chesterfieldy i caporale (dla świadków, bo jak zapalą dobry papieros, to chętniej mówią).
Się je: krem sułtański (Janette), czarny chleb z formy i bułki paryskie, które Janette przywozi z drugiego końca miasta, kiełbasę, wędlinę i ogórki (na szkolnej imprezie).
Się pije: kawę i herbatę, wino (na szkolnej potańcówce). Za kulisami się pije więcej, bo zwłoki znajduje zbierająca butelki staruszka.
Humor codzienny:
- On [Jan Worek] tam rozumów za wiele nie zjadł. A jak się taka mądra na niego zezłości, to mu coś powie takiego, że nie zrozumie i wstyd mu będzie powiedzieć, że nie rozumie. To się zezłości i babę zleje. Mówię, jak myślę, bo sam bym taką zlał. A ta jego Żanieta, czy jak, to i do bicia się nie nadaje.
Na sali rozległy się tłumione chichoty. Sędzia Lepiński też nieco poczerwieniał na twarzy. Jego grdyka wykonywała ruchy, jakby połykał śmiech.
[1] Powodem zarwanej nocy był bridge - jedyna naganna słabostka młodego prokuratora o proletariackim sumieniu i piastowanej w zetempowskiej duszy wrogości dla wszystkiego, co choć trochę pachniało „zachodnim stylem życia”. (...) Więc nawet, w dobie bezpardonowej walki klasowej młody prokurator pozwalał sobie czasem na spędzenie nocy w składzie dobranej czwórki. (...) Cóż tu bowiem ukrywać — Jacek grał już znakomicie, a że dawni koledzy ojca posiadali jeszcze resztki przedwojennych fortun, a w brydża grali ostro, taka spędzona przy kartach noc przynosiła mu niejednokrotnie więcej , niż cały miesiąc spędzony przy biurku podprokuratora dzielnicowego.
[2] (...) tę pierwszą poważną sprawę dostał prokurator Trzebiński tylko dzięki nie najlepszemu pochodzeniu społecznemu. Znakomita bowiem większość młodzieży z zespołu prokuratury Warszawa-Praga pochodziła z mocnych klasowo, robotniczych rodzin. A takie rodziny - jak wiadomo - telefonu w domu nie posiadały.
Inne tego autora, inne z tej serii.
#112
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek grudzień 28, 2023
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, prl, kryminal, 2023
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Lata 50. W tytułowych ruinach zostają znalezione zwłoki Janette Worek, młodej repatriantki z Francji. Akcja milicji jest dość chaotyczna - młody prokurator Jacek Trzebiński, niewyspany po nocy nad brydżem[1] prowadzi sprawę, bo jako jedyny ma telefon[2], a zgon i wstępną ocenę ciała robi internistka z łapanki. Akcja prowadzona jest dwutorowo: opis śledztwa, które głównie skupia się na Janie Worku (it’s always a husband) przeplatają relacje z procesu, gdzie młodego prokuratora, przekonanego o winie męża bezlitośnie punktuje z zaniedbań w śledztwie stary wyga, adwokat Wisłocki. Sam oskarżony przyznaje się do tego, że planował niewierność (Moja żona była chorowita, w nocy była zawsze zmęczona, senna, nie dała się obudzić i dlatego miałem zamiar ją zdradzić…), ale wystarczyło skłamać, a nie mordować. Wtem książeczka kończy się słowami “Sędzia podejmie decyzję”. I tyle, bez wyjaśnienia, co się stało i kto zabił. Tak się nie robi.
Się nosi: angielski battle-dress.
Się pali: wczasowe, chesterfieldy i caporale (dla świadków, bo jak zapalą dobry papieros, to chętniej mówią).
Się je: krem sułtański (Janette), czarny chleb z formy i bułki paryskie, które Janette przywozi z drugiego końca miasta, kiełbasę, wędlinę i ogórki (na szkolnej imprezie).
Się pije: kawę i herbatę, wino (na szkolnej potańcówce). Za kulisami się pije więcej, bo zwłoki znajduje zbierająca butelki staruszka.
Humor codzienny:
- On [Jan Worek] tam rozumów za wiele nie zjadł. A jak się taka mądra na niego zezłości, to mu coś powie takiego, że nie zrozumie i wstyd mu będzie powiedzieć, że nie rozumie. To się zezłości i babę zleje. Mówię, jak myślę, bo sam bym taką zlał. A ta jego Żanieta, czy jak, to i do bicia się nie nadaje.
Na sali rozległy się tłumione chichoty. Sędzia Lepiński też nieco poczerwieniał na twarzy. Jego grdyka wykonywała ruchy, jakby połykał śmiech.
[1] Powodem zarwanej nocy był bridge - jedyna naganna słabostka młodego prokuratora o proletariackim sumieniu i piastowanej w zetempowskiej duszy wrogości dla wszystkiego, co choć trochę pachniało „zachodnim stylem życia”. (...) Więc nawet, w dobie bezpardonowej walki klasowej młody prokurator pozwalał sobie czasem na spędzenie nocy w składzie dobranej czwórki. (...) Cóż tu bowiem ukrywać — Jacek grał już znakomicie, a że dawni koledzy ojca posiadali jeszcze resztki przedwojennych fortun, a w brydża grali ostro, taka spędzona przy kartach noc przynosiła mu niejednokrotnie więcej , niż cały miesiąc spędzony przy biurku podprokuratora dzielnicowego.
[2] (...) tę pierwszą poważną sprawę dostał prokurator Trzebiński tylko dzięki nie najlepszemu pochodzeniu społecznemu. Znakomita bowiem większość młodzieży z zespołu prokuratury Warszawa-Praga pochodziła z mocnych klasowo, robotniczych rodzin. A takie rodziny - jak wiadomo - telefonu w domu nie posiadały.
Inne tego autora, inne z tej serii.
#112
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek grudzień 28, 2023
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, prl, kryminal, 2023
- 0 komentarzy
- Skomentuj