Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Paul Auster - Lewiatan

Peter, literat, dowiaduje się od oficerów FBI, że w wybuchu bomby-samoróbki zginął niezidentyfikowany człowiek, w którego rzeczach znaleziono numer telefonu literata. To wystarcza, żeby Peter wszystko zrozumiał - ofiarą wybuchu jest Ben Sachs, jego najlepszy przyjaciel. Nie spieszy się jednak z podzieleniem się tą wiedzą z agentami, wybiera opcję napisania powieści o Sachsie, żeby oddać mu należną uwagę i obiektywną ocenę.

Bardzo mi w klimacie przypomina powieści Franzena. To retrospektywna opowieść o przyjaźni Petera i Bena, burzliwym małżeństwie Bena z Fran oraz o romansach obojga i wreszcie o chwili, która zmieniła życie pisarza i felietonisty, przez co stał się wyrzutkiem i terrorystą, wysadzającym w powietrze repliki Statuy Wolności. Jak to u Austera, to historia o przypadku - między innymi erotycznej rozmowie na schodach zakończonej wypadkiem, zagubieniu w lesie prowadzącym do śmierci dwóch osób, czy - wcześniej - ekscentrycznym pomyśle performerki, szukającej właściciela notesu. Każda z tych scen mogła mieć inny finał, ale zebrane w ciąg przyczynowo-skutkowy doprowadziły właśnie do tego momentu, kiedy agenci odwiedzają Petera.

Inne tego autora tu.

#90

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek lipiec 16, 2020

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, beletrystyka, 2020 - 0 komentarzy - Skomentuj


Paul Auster - Lewiatan

Peter, literat, dowiaduje się od oficerów FBI, że w wybuchu bomby-samoróbki zginął niezidentyfikowany człowiek, w którego rzeczach znaleziono numer telefonu literata. To wystarcza, żeby Peter wszystko zrozumiał - ofiarą wybuchu jest Ben Sachs, jego najlepszy przyjaciel. Nie spieszy się jednak z podzieleniem się tą wiedzą z agentami, wybiera opcję napisania powieści o Sachsie, żeby oddać mu należną uwagę i obiektywną ocenę.

Bardzo mi w klimacie przypomina powieści Franzena. To retrospektywna opowieść o przyjaźni Petera i Bena, burzliwym małżeństwie Bena z Fran oraz o romansach obojga i wreszcie o chwili, która zmieniła życie pisarza i felietonisty, przez co stał się wyrzutkiem i terrorystą, wysadzającym w powietrze repliki Statuy Wolności. Jak to u Austera, to historia o przypadku - między innymi erotycznej rozmowie na schodach zakończonej wypadkiem, zagubieniu w lesie prowadzącym do śmierci dwóch osób, czy - wcześniej - ekscentrycznym pomyśle performerki, szukającej właściciela notesu. Każda z tych scen mogła mieć inny finał, ale zebrane w ciąg przyczynowo-skutkowy doprowadziły właśnie do tego momentu, kiedy agenci odwiedzają Petera.

Inne tego autora tu.

#90

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek lipiec 16, 2020

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, beletrystyka, 2020 - 0 komentarzy - Skomentuj


W głębi lasu

Fabułę streszczałam przy okazji lektury książki, więc może nie będę szczegółowo powtarzać, bo główne wątki się zgadzają - 25 lat wcześniej zaginęła siostra głównego bohatera, aktualnie prokuratora, który do dziś usiłuje odkryć, co zaszło pewnej nocy w lasach. Dodatkowo jest wdowcem, samotnie wychowuje córkę, współpracuje ze szwagierką w fundacji prowadzonej wcześniej przez żonę, a aktualnie prowadzi trudną sprawę o gwałt. Problem tylko tkwi w szczegółach. Zadam to pytanie wprost - po co brać amerykańską do bólu książkę i tłumaczyć ją na polskie realia (profilowanie rasistowskie, bogaci chłopcy z ekskluzywnej uczelni, pogrobowcy KGB, były hippis organizujący hobbystycznie egalitarne obozy dla młodzieży, amerykańskie prawo - odszkodowania i brak immunitetu dla prokuratora) oraz przenosić ją o kilkanaście lat (oryginał opisywał wydarzenia z 1986 i 2006) ze szkodą dla fabuły? Wiem, odpowiedź brzmi “dla sławy”. I nie ratuje tej książki niezły zespół aktorów (i zdecydowanie lepiej wypada młodzież niż starsi), świetna polska muzyka i całkiem zgrabne dialogi. Bo logika siada na każdym kroku - szantażowany prokurator nie wykonuje żadnej akcji w związku z tym, że ojciec podejrzanego wywiera na niego presję; przechodzi bez słowa nad tym, że ktoś wysłał mu prywatny intymny film z jego zasobów (w ogóle nadużywane jest magiczne słowo “w chmurze”); skąd się wziął “pamiętnik” dostarczony Laurze; badanie DNA znalezionego szkieletu zostaje zlecone trzy odcinki po wykopaniu, trochę na zasadzie olśnienia; dramatyczne i ciekawe śledztwo przed procesem o gwałt zostaje sprowadzone do “o, ktoś nagrywał filmik, to nam rozwiąże sprawę” (i znowu w sukurs przychodzi “w chmurze”).

Uprzedzając pytanie, czy warto - niekoniecznie. Lepiej książkę, a jak serial, to są lepsze polskie kryminalne. Chyba że ma się nostalgiczne wspomnienia z lat 90., to kawałki retrospektywne są nieźle odrobione. Albo jak się lubi Damięckiego, Grochowską, Jakubika czy Kolak (pani naczelnik świetna!).

EDIT: Ponieważ w wielu miejscach aż pulsuje od "świetny serial, ale to otwarte zakończenie i nierozwiązane wątki aż się proszą o drugi sezon", to tutaj jednak autorytatywnie stwierdzę, że otwarte wątki to niedoróbki scenariuszowe, a zakończenie jest raczej #zdupy, ale zamknięte.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa lipiec 15, 2020

Link bezpośredni - Kategorie: Oglądam, Seriale - - 3 komentarze - Skomentuj


W głębi lasu

Fabułę streszczałam przy okazji lektury książki, więc może nie będę szczegółowo powtarzać, bo główne wątki się zgadzają - 25 lat wcześniej zaginęła siostra głównego bohatera, aktualnie prokuratora, który do dziś usiłuje odkryć, co zaszło pewnej nocy w lasach. Dodatkowo jest wdowcem, samotnie wychowuje córkę, współpracuje ze szwagierką w fundacji prowadzonej wcześniej przez żonę, a aktualnie prowadzi trudną sprawę o gwałt. Problem tylko tkwi w szczegółach. Zadam to pytanie wprost - po co brać amerykańską do bólu książkę i tłumaczyć ją na polskie realia (profilowanie rasistowskie, bogaci chłopcy z ekskluzywnej uczelni, pogrobowcy KGB, były hippis organizujący hobbystycznie egalitarne obozy dla młodzieży, amerykańskie prawo - odszkodowania i brak immunitetu dla prokuratora) oraz przenosić ją o kilkanaście lat (oryginał opisywał wydarzenia z 1986 i 2006) ze szkodą dla fabuły? Wiem, odpowiedź brzmi “dla sławy”. I nie ratuje tej książki niezły zespół aktorów (i zdecydowanie lepiej wypada młodzież niż starsi), świetna polska muzyka i całkiem zgrabne dialogi. Bo logika siada na każdym kroku - szantażowany prokurator nie wykonuje żadnej akcji w związku z tym, że ojciec podejrzanego wywiera na niego presję; przechodzi bez słowa nad tym, że ktoś wysłał mu prywatny intymny film z jego zasobów (w ogóle nadużywane jest magiczne słowo “w chmurze”); skąd się wziął “pamiętnik” dostarczony Laurze; badanie DNA znalezionego szkieletu zostaje zlecone trzy odcinki po wykopaniu, trochę na zasadzie olśnienia; dramatyczne i ciekawe śledztwo przed procesem o gwałt zostaje sprowadzone do “o, ktoś nagrywał filmik, to nam rozwiąże sprawę” (i znowu w sukurs przychodzi “w chmurze”).

Uprzedzając pytanie, czy warto - niekoniecznie. Lepiej książkę, a jak serial, to są lepsze polskie kryminalne. Chyba że ma się nostalgiczne wspomnienia z lat 90., to kawałki retrospektywne są nieźle odrobione. Albo jak się lubi Damięckiego, Grochowską, Jakubika czy Kolak (pani naczelnik świetna!).

EDIT: Ponieważ w wielu miejscach aż pulsuje od "świetny serial, ale to otwarte zakończenie i nierozwiązane wątki aż się proszą o drugi sezon", to tutaj jednak autorytatywnie stwierdzę, że otwarte wątki to niedoróbki scenariuszowe, a zakończenie jest raczej #zdupy, ale zamknięte.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa lipiec 15, 2020

Link bezpośredni - Kategorie: Oglądam, Seriale - - 3 komentarze - Skomentuj


Helena Sekuła - Dziewczyna znikąd

Nieznany polski fotograf Radley[0] nagle wypływa na paryskich salonach; polska prasa jest oczywiście podzielona[1], ale skoro światowa sława, to na wernisażu fotografii w Warszawie zbiera się sama śmietanka towarzyska i artystyczna. Problem w tym, że wernisaż odwiedzają też kieszonkowcy. Portfel traci pułkownik Lis, chargé d'affaires ambasady francuskiej, znany pisarz, prokurator, minister, słynna aktorka, wpływowy prezes, korespondent zagraniczny „Paris Match”, attache prasowy ambasady Iranu, ambasador JKM królowej Holandii, wreszcie sam Radley, a nawet szef ochrony, porucznik Cieślik. Major Korosz dostaje więc do wyjaśnienia najpierw sprawę samych kradzieży, potem - po owocnym spotkaniu z doliniarskim półświatkiem u Dziadka Truciciela - dochodzą do tego kolejne sprawy pobić niepokornych kieszonkowców. W drugim wątku pojawia się postać Zuzanny, przerażonej 19-latki, odratowanej przez żyjących nieco poza społeczeństwem kamieniarzy. Dziewczyna trafia do Radleya jako asystentka, okazuje się mieć doskonałe oko do fotografii, nieco gorzej jej idzie na gruncie towarzyskim, co prowadzi do związania obu wątków demoniczną postacią Hrabiego Siekierek.

Jaki to jest pyszny kryminał. Milicja sobie kpinkuje[2] i amosfera ogólnie jest raczej wesoła. Major Korosz ma spore rozeznanie w środowisku doliniarzy, więc nie waha się nadać im sprawy honorowej i - absurdalnie - jego prośba jest respektowana. Kawałek akcji odbywa się w pociągu, gdzie pełen wersal[3]. Sprawa zostaje rozwiązania dzięki wystawianiu na wabia “ładnych dziewczyn (...) - zdecydował major. - Niech mieszkają w hotelach, jeżdżą samolotami i w ogóle: turystki. Niech obnoszą pierścionki, bransoletki i wszelkiego rodzaju świecidełka” i częstowaniu podejrzanego piwem w upał w celu zebrania odcisków. Major Korosz unika śmierci dzięki swojemu ukochanemu psu, Owieczce[4].

Się je: pieczoną gęś z jarzynami (u Dziadka Truciciela), międzynarodowe rarytasy na przyjęciu w ambasadzie: A stoły przedstawiały rzeczywiście pełne zbratanie narodów. Połyskliwe ziarnka ciemnego kawioru z Astrachania sąsiadowały z obłożonymi lodem półmiskami bladych małży z wybrzeża Atlantyku, portugalskie sardynki z produktem winnic Szampanii, a różowe płatki polędwicy i butelki polskiej Żubrówki stały w zgodzie z ciężkim winem hiszpańskim.
Się pije: eksportową, koniak z mlecznej drogi (martell z pięcioma gwiazdkami).
Odniesienia literaturowe: “Zły”, “Zbrodnia i kara”.
Bawiąc-uczyć: grypsera.
Czego się nie leczy wódką: zapalenia płuc.

[0] Czy to jest polskie nazwisko?

[1] Oczywiście sukcesy warszawskiego fotografika nie pozostały bez echa w kraju. Kilku poszukującym tematu krytykom stworzyły okazję do napisania ciętych artykułów, w których pognębili swoich kolegów po fachu, przypisując krytyce polskiej kompromitujący brak zainteresowania rodzimymi talentami, co - o hańbo! - robi za nią, jak zwykle, zagranica. Wielu poczuło się dotkniętych osobiście - mimo że w enuncjacjach nie wymieniono żadnego nazwiska - więc grupa recenzentów „dotkniętych" odpowiedziała natychmiast na napaść z temperamentem i swadą.

[2]

- Pieniądze przechowuj w PKO! - z namaszczeniem pouczył Korosz.

- Kiciu - zaczął miękko do dyżurnego. - Zbierz ten cały ogródek jordanowski, a szczególnie pierwszą zmianę i bądź uprzejmy zawiadomić ich, że... są wały, a nie tajna służba, paskudnie wystawione do wiatru przez dolinę…

- Zaleciłem funkcjonariuszom godną postawę do spokojnych obywateli i zdecydowaną do elementu przestępczego…
Pierś inspektora rozdarło ciężkie westchnienie, zrezygnowany wsparł głowę na ręku - kapral należał do typu milicjantów elokwentnych, będących postrachem zarówno spokojnych obywateli, jak i swych zwierzchników.

- Znów mnie major uwielbia? - skromnie zapytał Cieślik. - To bardzo dobrze. Ja mogę pracować tylko w atmosferze miłości i łagodnego traktowania.

- Widzicie, to dlatego, że ja nie mam serca do tego pomysłu.
- Ciekaw jestem, do czego macie serce?
- Tak w ogóle to do dziewczyn — zwierzył się porucznik.

[3] W ogólnym pośpiechu i nerwowości tylko bileterzy byli opanowani, spokojni. Wiedzieli, z jakiego toru odjeżdża jaki pociąg, gdzie stoi automat z biletami peronowymi, którędy się idzie do restauracji pierwszej klasy. Sprawdzając bilety, równocześnie informowali podróżnych chętnie i wyczerpująco.

[4] Major wychował tego czworonoga od szczeniaka — stał się jego właścicielem w trochę niecodziennych okolicznościach — bardzo się do niego przywiązał, twierdził, że jest to owczarek podhalański i rodowód ma starszy niż Bourboni. (...) Znajomi inspektora, znając jego słabość, pokpiwali, że pies jest przerasowany, ponieważ ma każdą łapę z innej rasy, tchórzliwy i posądzali go o brak psiego charakteru. Mimo że nosił dumne imię Tygrys, nadane mu przez majora, przezywali go Owieczką. Majora z początku trochę to gniewało, ale po pewnym czasie — ponieważ pies reagował również i na to zawołanie — sam przyzwyczaił się do nowego miana i też nazywał go Owieczką.

Inne tej autorki tutaj.

#89

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek lipiec 14, 2020

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, prl, 2020, kryminal, klub-srebrnego-klucza - 0 komentarzy - Skomentuj


Helena Sekuła - Dziewczyna znikąd

Nieznany polski fotograf Radley[0] nagle wypływa na paryskich salonach; polska prasa jest oczywiście podzielona[1], ale skoro światowa sława, to na wernisażu fotografii w Warszawie zbiera się sama śmietanka towarzyska i artystyczna. Problem w tym, że wernisaż odwiedzają też kieszonkowcy. Portfel traci pułkownik Lis, chargé d'affaires ambasady francuskiej, znany pisarz, prokurator, minister, słynna aktorka, wpływowy prezes, korespondent zagraniczny „Paris Match”, attache prasowy ambasady Iranu, ambasador JKM królowej Holandii, wreszcie sam Radley, a nawet szef ochrony, porucznik Cieślik. Major Korosz dostaje więc do wyjaśnienia najpierw sprawę samych kradzieży, potem - po owocnym spotkaniu z doliniarskim półświatkiem u Dziadka Truciciela - dochodzą do tego kolejne sprawy pobić niepokornych kieszonkowców. W drugim wątku pojawia się postać Zuzanny, przerażonej 19-latki, odratowanej przez żyjących nieco poza społeczeństwem kamieniarzy. Dziewczyna trafia do Radleya jako asystentka, okazuje się mieć doskonałe oko do fotografii, nieco gorzej jej idzie na gruncie towarzyskim, co prowadzi do związania obu wątków demoniczną postacią Hrabiego Siekierek.

Jaki to jest pyszny kryminał. Milicja sobie kpinkuje[2] i amosfera ogólnie jest raczej wesoła. Major Korosz ma spore rozeznanie w środowisku doliniarzy, więc nie waha się nadać im sprawy honorowej i - absurdalnie - jego prośba jest respektowana. Kawałek akcji odbywa się w pociągu, gdzie pełen wersal[3]. Sprawa zostaje rozwiązania dzięki wystawianiu na wabia “ładnych dziewczyn (...) - zdecydował major. - Niech mieszkają w hotelach, jeżdżą samolotami i w ogóle: turystki. Niech obnoszą pierścionki, bransoletki i wszelkiego rodzaju świecidełka” i częstowaniu podejrzanego piwem w upał w celu zebrania odcisków. Major Korosz unika śmierci dzięki swojemu ukochanemu psu, Owieczce[4].

Się je: pieczoną gęś z jarzynami (u Dziadka Truciciela), międzynarodowe rarytasy na przyjęciu w ambasadzie: A stoły przedstawiały rzeczywiście pełne zbratanie narodów. Połyskliwe ziarnka ciemnego kawioru z Astrachania sąsiadowały z obłożonymi lodem półmiskami bladych małży z wybrzeża Atlantyku, portugalskie sardynki z produktem winnic Szampanii, a różowe płatki polędwicy i butelki polskiej Żubrówki stały w zgodzie z ciężkim winem hiszpańskim.
Się pije: eksportową, koniak z mlecznej drogi (martell z pięcioma gwiazdkami).
Odniesienia literaturowe: “Zły”, “Zbrodnia i kara”.
Bawiąc-uczyć: grypsera.
Czego się nie leczy wódką: zapalenia płuc.

[0] Czy to jest polskie nazwisko?

[1] Oczywiście sukcesy warszawskiego fotografika nie pozostały bez echa w kraju. Kilku poszukującym tematu krytykom stworzyły okazję do napisania ciętych artykułów, w których pognębili swoich kolegów po fachu, przypisując krytyce polskiej kompromitujący brak zainteresowania rodzimymi talentami, co - o hańbo! - robi za nią, jak zwykle, zagranica. Wielu poczuło się dotkniętych osobiście - mimo że w enuncjacjach nie wymieniono żadnego nazwiska - więc grupa recenzentów „dotkniętych" odpowiedziała natychmiast na napaść z temperamentem i swadą.

[2]

- Pieniądze przechowuj w PKO! - z namaszczeniem pouczył Korosz.

- Kiciu - zaczął miękko do dyżurnego. - Zbierz ten cały ogródek jordanowski, a szczególnie pierwszą zmianę i bądź uprzejmy zawiadomić ich, że... są wały, a nie tajna służba, paskudnie wystawione do wiatru przez dolinę…

- Zaleciłem funkcjonariuszom godną postawę do spokojnych obywateli i zdecydowaną do elementu przestępczego…
Pierś inspektora rozdarło ciężkie westchnienie, zrezygnowany wsparł głowę na ręku - kapral należał do typu milicjantów elokwentnych, będących postrachem zarówno spokojnych obywateli, jak i swych zwierzchników.

- Znów mnie major uwielbia? - skromnie zapytał Cieślik. - To bardzo dobrze. Ja mogę pracować tylko w atmosferze miłości i łagodnego traktowania.

- Widzicie, to dlatego, że ja nie mam serca do tego pomysłu.
- Ciekaw jestem, do czego macie serce?
- Tak w ogóle to do dziewczyn — zwierzył się porucznik.

[3] W ogólnym pośpiechu i nerwowości tylko bileterzy byli opanowani, spokojni. Wiedzieli, z jakiego toru odjeżdża jaki pociąg, gdzie stoi automat z biletami peronowymi, którędy się idzie do restauracji pierwszej klasy. Sprawdzając bilety, równocześnie informowali podróżnych chętnie i wyczerpująco.

[4] Major wychował tego czworonoga od szczeniaka — stał się jego właścicielem w trochę niecodziennych okolicznościach — bardzo się do niego przywiązał, twierdził, że jest to owczarek podhalański i rodowód ma starszy niż Bourboni. (...) Znajomi inspektora, znając jego słabość, pokpiwali, że pies jest przerasowany, ponieważ ma każdą łapę z innej rasy, tchórzliwy i posądzali go o brak psiego charakteru. Mimo że nosił dumne imię Tygrys, nadane mu przez majora, przezywali go Owieczką. Majora z początku trochę to gniewało, ale po pewnym czasie — ponieważ pies reagował również i na to zawołanie — sam przyzwyczaił się do nowego miana i też nazywał go Owieczką.

Inne tej autorki tutaj.

#89

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek lipiec 14, 2020

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panie, prl, 2020, kryminal, klub-srebrnego-klucza - 0 komentarzy - Skomentuj


O alpakach i zbożu

[5.07.2020]

Na specjalne życzenie Majuta ponownie pojechaliśmy do Suchorzewa przespacerować się z Ptysiem i Primem przez łąki i pola. Niestety, Ptyśka na zdjęciach mało, bo prowadził go Majut, a Majut sobie nie życzy publikowania zdjęć. Z obserwacji - lubią kolczaste gałązki jeżyn, koniczynę i wchodzić w szkodę.

GALERIA ZDJĘĆ i ubiegłoroczny spacer. Jeśli chcecie na spacer z alpaką, umawiacie się przez FB.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek lipiec 13, 2020

Link bezpośredni - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+, Wielkopolska w weekend - Tag: suchorzew - 0 komentarzy - Skomentuj


O alpakach i zbożu

[5.07.2020]

Na specjalne życzenie Majuta ponownie pojechaliśmy do Suchorzewa przespacerować się z Ptysiem i Primem przez łąki i pola. Niestety, Ptyśka na zdjęciach mało, bo prowadził go Majut, a Majut sobie nie życzy publikowania zdjęć. Z obserwacji - lubią kolczaste gałązki jeżyn, koniczynę i wchodzić w szkodę.

GALERIA ZDJĘĆ i ubiegłoroczny spacer. Jeśli chcecie na spacer z alpaką, umawiacie się przez FB.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek lipiec 13, 2020

Link bezpośredni - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+, Wielkopolska w weekend - Tag: suchorzew - 0 komentarzy - Skomentuj


Co robimy w ukryciu

Po pełnometrażowym filmie o tym, co współczesne wampiry robią w ukryciu, Taika Waititi i Jemaine Clement zaprosili ekipę filmującą do nieco zaniedbanego domu na Staten Island. Mieszkają tu cztery wampiry - Nandor, Nadja, Laszlo i Colin Robinson; pierwsze trzy są kilkusetletnimi klasycznymi wampirami, zaś Colin to nowszy rodzaj - wampir energetyczny. Jedyną chyba osobą, która dalej uważa, że wampiry są romantyczne i chciałby bardzo zostać wampirem, jest Guillermo, familiar Nandora; niestety trudno nie zauważyć, że z upływem czasu dawni władcy nocy przypominają raczej żenujących starszych krewnych, którzy na siłę chcą być nowocześni. Jeśli jesteście na serio wielbicielami “Zmierzchu”, to raczej nie jest to serial dla Was (i serio, co Wy tu robicie?).

Jaki to jest pyszny serial - nieoczekiwanie zabawny, groteskowy i absurdalny, z wieloma świetnymi aktorami w rolach epizodycznych (Mark Hamill, Tilda Swinton, Wesley Snipes). Poza wampirami pojawiają się wiedźmy (i niesławny wiedźmi kapelusz ze skrawków skóry), wilkołaki (pojedynek na dachu!), wampir emocjonalny czy kolejna inkarnacja byłego kochanka Nadji. Moim ulubionym bohaterem jest Guillermo, wprawdzie niezbyt szanowany przez swojego pana, ale z niespodziewanym pochodzeniem.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela lipiec 12, 2020

Link bezpośredni - Kategorie: Oglądam, Seriale - - 1 komentarz - Skomentuj


Co robimy w ukryciu

Po pełnometrażowym filmie o tym, co współczesne wampiry robią w ukryciu, Taika Waititi i Jemaine Clement zaprosili ekipę filmującą do nieco zaniedbanego domu na Staten Island. Mieszkają tu cztery wampiry - Nandor, Nadja, Laszlo i Colin Robinson; pierwsze trzy są kilkusetletnimi klasycznymi wampirami, zaś Colin to nowszy rodzaj - wampir energetyczny. Jedyną chyba osobą, która dalej uważa, że wampiry są romantyczne i chciałby bardzo zostać wampirem, jest Guillermo, familiar Nandora; niestety trudno nie zauważyć, że z upływem czasu dawni władcy nocy przypominają raczej żenujących starszych krewnych, którzy na siłę chcą być nowocześni. Jeśli jesteście na serio wielbicielami “Zmierzchu”, to raczej nie jest to serial dla Was (i serio, co Wy tu robicie?).

Jaki to jest pyszny serial - nieoczekiwanie zabawny, groteskowy i absurdalny, z wieloma świetnymi aktorami w rolach epizodycznych (Mark Hamill, Tilda Swinton, Wesley Snipes). Poza wampirami pojawiają się wiedźmy (i niesławny wiedźmi kapelusz ze skrawków skóry), wilkołaki (pojedynek na dachu!), wampir emocjonalny czy kolejna inkarnacja byłego kochanka Nadji. Moim ulubionym bohaterem jest Guillermo, wprawdzie niezbyt szanowany przez swojego pana, ale z niespodziewanym pochodzeniem.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela lipiec 12, 2020

Link bezpośredni - Kategorie: Oglądam, Seriale - - 1 komentarz - Skomentuj