Tag:
klub-srebrnego-klucza
Mieszkający na Florydzie Eddie Rico, najstarszy z braci, jest “księgowym” - pod przykrywką legalnego biznesu zbiera haracz z kontrolowanego przez mafię hazardu. Jednocześnie przychodzi list od matki z Nowego Jorku i niespodziewanie pojawia się u niego jeden z braci, Gino, który również oddaje usługi Organizacji - jest sprawnym zabójcą. Pół roku wcześniej razem z trzecim bratem - kierowcą Tonym - przeprowadzili udaną akcję zlikwidowania jednej z przeszkadzających osób. Z listu matki Eddie już wie, że Tony zniknął, a od brata dowiaduje się, że Organizacja podejrzewa go o przeciek i usiłuje go znaleźć. Gino odmawia zabicia brata i ucieka, Eddie zaś myśli, że rzecz go nie dotyczy. Ale jest w błędzie, bo dostaje zadanie odnalezienia Tony’ego i przeprowadzenia z nim rozmowy “naprawczej”. Eddie sam nie wie jeszcze, co wybierze - wierność rodzinie czy mafii, ale wie, że przy każdej opcji ma wiele do stracenia.
Nietypowo, to nie powieść detektywistyczna, a thriller moralnego niepokoju, do tego dziejący się w USA, a nie we Francji. Nie ma śledztwa ani tajemnicy, wszystko dzieje się w głowie protagonisty, który wie, że bez względu na to, co wybierze, będzie żałował, bo albo pogrąży brata, albo straci swoją żonę i dzieci oraz pozycję, na którą latami ofiarnie pracował.
Inne tego autora, inne z tego cyklu.
#126/#23
Napisane przez Zuzanka w dniu środa wrzesień 23, 2026
Link bezpośredni -
Tag:
klub-srebrnego-klucza
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Mężczyzna, zwany niegdyś “Dymitrem”, opowiada narratorowi historię sprzed kilkudziesięciu lat, z czasów świeżo po wojnie. Zostaje warunkowo zwolniony z więzienia, z aluzji można się domyślić, że za działalność w AK w czasie wojny i dostaje zadanie do wykonania. Ma pojechać do Bagnisk, miejsca rządzonego przez jego dawnego dowódcę z oddziału, Zygmunta, który był dla niego wzorem i ma potwierdzić teorię, iż dowódca jest zdrajcą, Złowrogim, który wydawał Polaków Niemcom. Przed nim był już w Bagniskach tajny agent, ale został zdekonspirowany i zabity. Zabiera jednego z współaresztowanych towarzyszy, stosik pieniędzy i jedzie, ale raczej żeby oczyścić imię Zygmunta z podejrzeń. Na miejscu znajduje piękną panią fryzjerkę, z którą tak zupełnie przy okazji wchodzi w bliższe stosunki, również kulinarne, oraz więcej znajomych z czasów okupacji. Sprawa rozwiązuje się podczas partii pokera w nocnym lokalu, a narrator zachwyca się pięknymi nogami dorosłej już córki “Dymitra”.
To dość nietypowy kryminał, mimo udziału milicji, taki bardziej rozliczeniowo-westernowy. Sporo czasu zajmują zachwyty damską anatomią i nocne dyskusje Polaków o pryncypiach. Jeden z bohaterów zastępuje frazą "batożę to" jeden z pospolitszych czasowników, trochę ubolewam, byłoby barwniej bez cenzury.
Się je: niedogotowany kapuśniak z chlebem, wiejską kiełbasę, pieczoną kurę, grzybki w occie, ogórki z beczki i sery rozmaite, jabłka z własnego ogródka, placki kartoflane, jajecznicę, zimne mięsa, sałatkę, pączka, bułkę z masłem, jajka po wiedeńsku.
Się nie je: sandacza pod beszamelem, śledzia po japońsku, rolmopsów, indyka w maladze, czerwonego kawioru astrachańskiego (bo nie ma).
Się pali: papierosy Triumf, gitany, “Magyara”.
Się pije: herbatę z termosu, samogon, starowin, wódkę, burgund, gdański gold-wasser, sok grapefruitowy, koniak, zbożową kawę, wodę borżomi (najlepszą na kaca), kawę z mlekiem.
Się leży: na rekamierce.
Inne z tej serii.
#114
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek wrzesień 4, 2026
Link bezpośredni -
Tag:
klub-srebrnego-klucza
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Major Downar w sile wieku, jak to u służb, dochrapał się wreszcie upragnionej emerytury. Dla uczczenia zmiany życiowej wybrał się na długo oczekiwaną wycieczkę objazdową do Włoch. Niestety, zamiast zachować planowane incognito, został wciągnięty w dziwne sprawy współtowarzyszy podróży - niesnaski małżeńskie[1], przygody ekscentrycznej babci, listy z pogróżkami, szyfry i rewolwer, postrzelenie jednego z uczestników wycieczki oraz dziwne, niespójne zachowanie drugiego. Nawet okazjonalna podrywka, piękna pani Anna, nie rozproszyła napięcia, zwłaszcza że wprost podziękowała za awanse. I, jak się okazało po powrocie, jego przyjaciel z komendy, Walczak, poprosił go o wsparcie po tym, jak zginął jeden z uczestników wycieczki, a wiadomości o obserwacje Downara oczywiście pomogły wyjaśnić nie jedną, a dwie zbrodnie.
W zasadzie pierwsza połowa książki to raczej relacja z wycieczki do Włoch - zachwyty Wenecją, opisy zwiedzania, jedzenie i picie ze sporą porcją obserwacji społecznych pt. Polak na wakacjach; pojawiają się kąśliwe stwierdzenia, że Amerykanie i Zachodni Niemcy zepsuli Włochów i wszystko jest drogie. Dopiero druga część to właściwe śledztwo, w którym Downar pełni rolę konsultanta, takiego Herculesa Poirota zza kulis.
Się je: owocowe cukierki w samolocie (jak w “Misiu”!), makaron z sosem pomidorowym z małymi kawałkami wołowiny, posypany parmezanem; makaron, kawałek wysuszonego mięsa z sałatką i winogrona; bułeczki, serki, dżemy; ze szwedzkiego stołu[2]; faszerowane bakłażany w sosie pomidorowym; placki ziemniaczane - ze śmietaną i konfiturami (u Walczaka); grzyby w śmietanie (na ostatni posiłek); domową szarlotkę, drobne ciasteczka, słone paluszki.
Się bywa dowcipnym: Ta opalenizna to raczej od wina, a nie od słońca; Downar usilnie pracował intelektem, żeby powiedzieć coś dowcipnego, ale poległ i zaproponował zamiast tego, żeby się czegoś napili.
Się nabywa okazyjnie: foteliki z importu z Jugosławii.
Się ma terroryzm: bo we Włoszech nie ma kary śmierci. I biedni turyści z Polski nie mogą zwiedzać Palermo w obawie o bezpieczeństwo.
Się ignoruje: konflikty blisko i dalekowschodnie, afrykańskie, niech się biją, jak mają ochotę.
Się pije: białe i czerwone wino, herbatę (do śniadania), amaro z lodem, lemoniadę, coca colę; koniak na przeziębienie, domową kawę, ekspresową holenderską herbatę, Remy Martin; wodę (na przesłuchaniu).
Się konsumuje literaturę: Sienkiewicza (według Downara każdy, kto nie uważa, że to genialny pisarz, to idiota); Kotarbińskiego - Traktat o dobrej robocie (powinien być obowiązkową lekturą w szkołach).
Się czeka na turystów: piękne włoskie dziewczyny, takie że palce lizać (sic!).
[1] Żona zgłasza się do kierownika wycieczki, że boi się zostać sama z mężem, bo ją zamorduje. Downar: nie sądzi pan, że to histeria?
[2] Dotychczas szwedzki stół był dla Downara pustym, pozbawionym jakiejkolwiek treści dźwiękiem. (...) Wszelkiego rodzaju sałatki z krabów, z ośmiornic, z ananasów, z bakłażanów, rozmaite gatunki ryb w pikantnych sosach, warzywa, oliwki, pomidory, kucharze w białych kitlach kroili smakowite mięsiwa, a ogromne plastry rostbefów, cielęciny i pieczony drób… Samoobsługa. Każdy brał talerz, a nawet dwa talerze. (...) Przybysze z Polski byli tak oszołomieni tym zaopatrzeniem, że w pierwszej chwili nie wiedzieli, co brać. (...) I bez żadnych ograniczeń! Pieczywo i wino, białe i czerwone. Ale i szwedzki stół po kilku dniach powszednieje.
Inne tego autora, inne z tej serii.
#95/#15
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek lipiec 30, 2026
Link bezpośredni -
Tag:
klub-srebrnego-klucza
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Major Downar w sile wieku, jak to u służb, dochrapał się wreszcie upragnionej emerytury. Dla uczczenia zmiany życiowej wybrał się na długo oczekiwaną wycieczkę objazdową do Włoch. Niestety, zamiast zachować planowane incognito, został wciągnięty w dziwne sprawy współtowarzyszy podróży - niesnaski małżeńskie[1], przygody ekscentrycznej babci, listy z pogróżkami, szyfry i rewolwer, postrzelenie jednego z uczestników wycieczki oraz dziwne, niespójne zachowanie drugiego. Nawet okazjonalna podrywka, piękna pani Anna, nie rozproszyła napięcia, zwłaszcza że wprost podziękowała za awanse. I, jak się okazało po powrocie, jego przyjaciel z komendy, Walczak, poprosił go o wsparcie po tym, jak zginął jeden z uczestników wycieczki, a wiadomości o obserwacje Downara oczywiście pomogły wyjaśnić nie jedną, a dwie zbrodnie.
W zasadzie pierwsza połowa książki to raczej relacja z wycieczki do Włoch - zachwyty Wenecją, opisy zwiedzania, jedzenie i picie ze sporą porcją obserwacji społecznych pt. Polak na wakacjach; pojawiają się kąśliwe stwierdzenia, że Amerykanie i Zachodni Niemcy zepsuli Włochów i wszystko jest drogie. Dopiero druga część to właściwe śledztwo, w którym Downar pełni rolę konsultanta, takiego Herculesa Poirota zza kulis.
Się je: owocowe cukierki w samolocie (jak w “Misiu”!), makaron z sosem pomidorowym z małymi kawałkami wołowiny, posypany parmezanem; makaron, kawałek wysuszonego mięsa z sałatką i winogrona; bułeczki, serki, dżemy; ze szwedzkiego stołu[2]; faszerowane bakłażany w sosie pomidorowym; placki ziemniaczane - ze śmietaną i konfiturami (u Walczaka); grzyby w śmietanie (na ostatni posiłek); domową szarlotkę, drobne ciasteczka, słone paluszki.
Się bywa dowcipnym: Ta opalenizna to raczej od wina, a nie od słońca; Downar usilnie pracował intelektem, żeby powiedzieć coś dowcipnego, ale poległ i zaproponował zamiast tego, żeby się czegoś napili.
Się nabywa okazyjnie: foteliki z importu z Jugosławii.
Się ma terroryzm: bo we Włoszech nie ma kary śmierci. I biedni turyści z Polski nie mogą zwiedzać Palermo w obawie o bezpieczeństwo.
Się ignoruje: konflikty blisko i dalekowschodnie, afrykańskie, niech się biją, jak mają ochotę.
Się pije: białe i czerwone wino, herbatę (do śniadania), amaro z lodem, lemoniadę, coca colę; koniak na przeziębienie, domową kawę, ekspresową holenderską herbatę, Remy Martin; wodę (na przesłuchaniu).
Się konsumuje literaturę: Sienkiewicza (według Downara każdy, kto nie uważa, że to genialny pisarz, to idiota); Kotarbińskiego - Traktat o dobrej robocie (powinien być obowiązkową lekturą w szkołach).
Się czeka na turystów: piękne włoskie dziewczyny, takie że palce lizać (sic!).
[1] Żona zgłasza się do kierownika wycieczki, że boi się zostać sama z mężem, bo ją zamorduje. Downar: nie sądzi pan, że to histeria?
[2] Dotychczas szwedzki stół był dla Downara pustym, pozbawionym jakiejkolwiek treści dźwiękiem. (...) Wszelkiego rodzaju sałatki z krabów, z ośmiornic, z ananasów, z bakłażanów, rozmaite gatunki ryb w pikantnych sosach, warzywa, oliwki, pomidory, kucharze w białych kitlach kroili smakowite mięsiwa, a ogromne plastry rostbefów, cielęciny i pieczony drób… Samoobsługa. Każdy brał talerz, a nawet dwa talerze. (...) Przybysze z Polski byli tak oszołomieni tym zaopatrzeniem, że w pierwszej chwili nie wiedzieli, co brać. (...) I bez żadnych ograniczeń! Pieczywo i wino, białe i czerwone. Ale i szwedzki stół po kilku dniach powszednieje.
Inne tego autora, inne z tej serii.
#95/#15
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek lipiec 30, 2026
Link bezpośredni -
Tag:
klub-srebrnego-klucza
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Sama akcja jest dość pretekstowa - inspektor Rogosz zostaje poproszony o odłożenie do archiwum sprawy sprzed 20 lat - napadu na konwój z pieniędzmi, podczas którego zginął jeden z milicjantów. Zgadza się niechętnie, ale już za chwilę wpada na trop - w różnych miejscach Polski zostały znalezione zwłoki potencjalnych samobójców, niby nic ich nie łączy, ale Rogosz ma PRZECZUCIE. I rzeczywiście, wyprasza ostatnią szansę i wykrywa grupę znajomych, którzy przed laty dokonali pechowego napadu, po czym się rozjechali po Polsce, a pieniędzy i tak nie zyskali, bo zostały odnalezione przez milicję. Za to ile tu detalu obyczajowego! Żona inspektora umarła w bliżej nieznanych okolicznościach, nie żeby wielka miłość wcześniej, ale trochę żal. Samotnie wychowuje nastoletniego syna, co powoduje liczne problemy logistyczne, bo Rogosz mało czasu spędza w domu, na szczęście młody jest bezproblemowy i zajmują się nim współpracownicy Rogosza, w tym zakochana w inspektorze sekretarka szefa. Do tego ma depresję - budzi się rankiem zmęczony i z zazdrością patrzy na pracowników Spółdzielni Inwalidów, którzy czerpią radość z pracy mimo że są “ciężko przez los doświadczeni”. Ociera się o środowisko waluciarzy i dam negocjowalnego afektu, oczywiście z poczuciem wyższości i niechęcią, za to zakochuje się w uczciwej żonie podejrzanego, z którą pracuje pod przykrywką. Niestety, w momencie aresztowania sprawcy sprawa się kończy, nie wiadomo, czy Rogosz spróbował z piękną panią Krystyną, czy finalnie wrócił do zakochanej w nim współpracowniczki.
Się je: kaszankę ze świniobicia, kanapki i jabłka (w trasie), obfite śniadania (twarożek, sery, płatki różowej szynki); mandarynki, banany i pomarańcze (jak się kupi przed świętami), rogale i solanki (kupowane poza kolejką, bo ekspedientka zna Rogosza), szarlotkę (od sąsiadki), sztukę mięsa i flaczki (na stołówce), lody “Ambrozja” (w Hortexie); rosół z makaronem, gotowane mięso z kartoflami i marchewką, na deser kompot z jabłek (ostatni posiłek denata), suche bułki z nadmiarem masła (Rogosz chciał śniadanie - jajecznicę, mleko i bułki, ale dowcipny kelner “w idealnie brudnym fartuchu” zaproponował bigos, śledzika i nóżki oraz setkę lub pięćdziesiątkę), wiedeńskie śniadanie (w hotelu); jajka na twardo owinięte w plastry szynki, rozmaite marynaty, pasztet domowy ozdobiony niby koroną białą rzepą (na domówce); szynkę (na święta, ale sznurkową, nie z puszki), konserwę rybną, czekoladę (dla syna); precelki, nadmuchaną kukurydzę, słone paluszki (można gościom).
Się pije: mocną herbatę, brazylijską kawę (od pacjenta z ambasady), “marago”, sok porzeczkowy (syn Rogosza), złocisty koniak (z kieliszków “tulipanków”), “Budafok”.
Się przynosi: bukiecik na biurko koleżance z pracy, goździk i kopertę (przy przejściu na emeryturę).
Się całuje: rączki paniom, obowiązkowo, nawet tym grubym, brzydkim i starszym (sic!).
Się nosi: levisy, haftowaną koszulę z “Juniora” (syn Rogosza).
Się nie nosi: kożucha z Cepelii, bo Rogosz był ponad załatwianiem takiego czegoś.
Się czyta: Agathę Christie, kryminały spod znaku „Srebrnego Klucza",
czy zabawne „Jamniczki”.
Się pali: dużo (zwłaszcza pan, nomen omen, Kopeć).
Bawiąc-uczyć: jak się pisze protokół zamknięcia sprawy.
Się nie ma: nadmiernego zaufania do techniki, może kiedyś komputery wytypują mordercę, ale Rogosz w to nie wierzy.
Się obwinia: oczywiście ofiarę. Jest takich opinii więcej, przy którejś już mnie zemdliło.
(...) Znowu przypadek dziewczyny, która poszła do obcego mieszkania z chłopcami poznanymi na przystanku autobusowym.
Rogosz zastanawiał się głośno:
- Czy w tego rodzaju przypadkach nie można by zadziałać prewencyjnie? Jeżeli te idiotki w końcu zrozumieją...
Chmura wzruszył ramionami.
- Co ty wiesz o dziewczętach? Każda jest teraz znakomicie uświadomiona i nawet te z zapadłej wsi czytały o gwałtach zbiorowych. Gubi je zarozumiałość, jak każdego człowieka - i tu nieprzypadkowo spojrzał na Kopcia. - Taka dziewczyna wie, że jej poprzedniczki zostały oszukane. Ale
w niej jednej facet zakochał się od pierwszego wejrzenia. I ryzykuje wizytę. Tylko nikt mi nie wmówi, że z naiwności.
Się jest przykładnym mężem: oddaje się prawie całą pensję i pije w sposób umiarkowany (Rogosz).
Inne tej autorki, inne z tej serii.
#86
Napisane przez Zuzanka w dniu środa lipiec 15, 2026
Link bezpośredni -
Tag:
klub-srebrnego-klucza
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Sama akcja jest dość pretekstowa - inspektor Rogosz zostaje poproszony o odłożenie do archiwum sprawy sprzed 20 lat - napadu na konwój z pieniędzmi, podczas którego zginął jeden z milicjantów. Zgadza się niechętnie, ale już za chwilę wpada na trop - w różnych miejscach Polski zostały znalezione zwłoki potencjalnych samobójców, niby nic ich nie łączy, ale Rogosz ma PRZECZUCIE. I rzeczywiście, wyprasza ostatnią szansę i wykrywa grupę znajomych, którzy przed laty dokonali pechowego napadu, po czym się rozjechali po Polsce, a pieniędzy i tak nie zyskali, bo zostały odnalezione przez milicję. Za to ile tu detalu obyczajowego! Żona inspektora umarła w bliżej nieznanych okolicznościach, nie żeby wielka miłość wcześniej, ale trochę żal. Samotnie wychowuje nastoletniego syna, co powoduje liczne problemy logistyczne, bo Rogosz mało czasu spędza w domu, na szczęście młody jest bezproblemowy i zajmują się nim współpracownicy Rogosza, w tym zakochana w inspektorze sekretarka szefa. Do tego ma depresję - budzi się rankiem zmęczony i z zazdrością patrzy na pracowników Spółdzielni Inwalidów, którzy czerpią radość z pracy mimo że są “ciężko przez los doświadczeni”. Ociera się o środowisko waluciarzy i dam negocjowalnego afektu, oczywiście z poczuciem wyższości i niechęcią, za to zakochuje się w uczciwej żonie podejrzanego, z którą pracuje pod przykrywką. Niestety, w momencie aresztowania sprawcy sprawa się kończy, nie wiadomo, czy Rogosz spróbował z piękną panią Krystyną, czy finalnie wrócił do zakochanej w nim współpracowniczki.
Się je: kaszankę ze świniobicia, kanapki i jabłka (w trasie), obfite śniadania (twarożek, sery, płatki różowej szynki); mandarynki, banany i pomarańcze (jak się kupi przed świętami), rogale i solanki (kupowane poza kolejką, bo ekspedientka zna Rogosza), szarlotkę (od sąsiadki), sztukę mięsa i flaczki (na stołówce), lody “Ambrozja” (w Hortexie); rosół z makaronem, gotowane mięso z kartoflami i marchewką, na deser kompot z jabłek (ostatni posiłek denata), suche bułki z nadmiarem masła (Rogosz chciał śniadanie - jajecznicę, mleko i bułki, ale dowcipny kelner “w idealnie brudnym fartuchu” zaproponował bigos, śledzika i nóżki oraz setkę lub pięćdziesiątkę), wiedeńskie śniadanie (w hotelu); jajka na twardo owinięte w plastry szynki, rozmaite marynaty, pasztet domowy ozdobiony niby koroną białą rzepą (na domówce); szynkę (na święta, ale sznurkową, nie z puszki), konserwę rybną, czekoladę (dla syna); precelki, nadmuchaną kukurydzę, słone paluszki (można gościom).
Się pije: mocną herbatę, brazylijską kawę (od pacjenta z ambasady), “marago”, sok porzeczkowy (syn Rogosza), złocisty koniak (z kieliszków “tulipanków”), “Budafok”.
Się przynosi: bukiecik na biurko koleżance z pracy, goździk i kopertę (przy przejściu na emeryturę).
Się całuje: rączki paniom, obowiązkowo, nawet tym grubym, brzydkim i starszym (sic!).
Się nosi: levisy, haftowaną koszulę z “Juniora” (syn Rogosza).
Się nie nosi: kożucha z Cepelii, bo Rogosz był ponad załatwianiem takiego czegoś.
Się czyta: Agathę Christie, kryminały spod znaku „Srebrnego Klucza",
czy zabawne „Jamniczki”.
Się pali: dużo (zwłaszcza pan, nomen omen, Kopeć).
Bawiąc-uczyć: jak się pisze protokół zamknięcia sprawy.
Się nie ma: nadmiernego zaufania do techniki, może kiedyś komputery wytypują mordercę, ale Rogosz w to nie wierzy.
Się obwinia: oczywiście ofiarę. Jest takich opinii więcej, przy którejś już mnie zemdliło.
(...) Znowu przypadek dziewczyny, która poszła do obcego mieszkania z chłopcami poznanymi na przystanku autobusowym.
Rogosz zastanawiał się głośno:
- Czy w tego rodzaju przypadkach nie można by zadziałać prewencyjnie? Jeżeli te idiotki w końcu zrozumieją...
Chmura wzruszył ramionami.
- Co ty wiesz o dziewczętach? Każda jest teraz znakomicie uświadomiona i nawet te z zapadłej wsi czytały o gwałtach zbiorowych. Gubi je zarozumiałość, jak każdego człowieka - i tu nieprzypadkowo spojrzał na Kopcia. - Taka dziewczyna wie, że jej poprzedniczki zostały oszukane. Ale
w niej jednej facet zakochał się od pierwszego wejrzenia. I ryzykuje wizytę. Tylko nikt mi nie wmówi, że z naiwności.
Się jest przykładnym mężem: oddaje się prawie całą pensję i pije w sposób umiarkowany (Rogosz).
Inne tej autorki, inne z tej serii.
#86
Napisane przez Zuzanka w dniu środa lipiec 15, 2026
Link bezpośredni -
Tag:
klub-srebrnego-klucza
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Wracają znajomi bohaterowie, chociaż drugoplanowo - pojawia się wyrozumiały, acz dociekliwy detektyw Trant oraz znani z innych książek Iris i Peter Duluthowie - ale narratorem jest Jake Duluth, brat Petera, skromny wydawca książek. Skromny, bo od lat żyje w cieniu przebojowego i zamożnego wspólnika, Ronny’ego. I wtem Ronny wraca ze swojej podróży po Europie, przywożąc młodziutką żonę, Jean, która mogłaby być jego córką, oraz jej rodzinę - egotystycznego pisarza Leightona, jego potulną żonę i opryskliwą muzę/kochankę. I wszystko poszłoby zgodnie z planem - wydawnictwo inwestuje w nowego genialnego literata, na rynku pojawiają się bestsellery, a młoda żona uszczęśliwia męża - tyle że Jean zakochuje się w synu Jake’a, Billu. I wtedy okazuje się, że Ronny - owszem, znany z gwałtowności i łatwego wpadania w gniew, ale też szybkiego powrotu do normalności - decyduje się podjąć zdecydowane kroki: zamknąć wydawnictwo, doprowadzając do ruiny Jake’a i przekreśli szansę debiutu Leightona. Tyle że zanim kontaktuje się ze swoim prawnikiem, ktoś go zabija, a jedyną osobą bez alibi jest Bill. Co gorsza, jego ojciec też nie jest na początku przekonany co do niewinności jedynaka, a mimo aresztowania w jego winę powątpiewa sam inspektor Trant.
Nie wiem, gdzie w tej książce znajduje się zapowiadany humor, to rzetelny thriller z twistem, zwłaszcza że rodzina Duluthów została kilka lat wcześniej dotknięta tragedią - żona Jake’a i matka Billa wypaliła ostatniego papierosa i skoczyła z parapetu okna ze skutkiem śmiertelnym. Teraz w dodatkowo trudne stosunki między mężem i synem, z których każdy obwinia się o śmierć żony i matki, weszła dodatkowa nieufność, najpierw na tle finansowym, potem - czy młody jednak nie jest winny. No chyba że zabawne są wstawki typu zaskakujący opis kobiety w spodniach, “nie wolno nosić serca na dłoni,
szczególnie jeśli się ma szerokie biodra” czy “zauważyłem, że jest rudy, ale poza tym nie zainteresowałem się nim”.
Inne tego autora, inne z tej serii.
#66
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek maj 26, 2026
Link bezpośredni -
Tag:
klub-srebrnego-klucza
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Wracają znajomi bohaterowie, chociaż drugoplanowo - pojawia się wyrozumiały, acz dociekliwy detektyw Trant oraz znani z innych książek Iris i Peter Duluthowie - ale narratorem jest Jake Duluth, brat Petera, skromny wydawca książek. Skromny, bo od lat żyje w cieniu przebojowego i zamożnego wspólnika, Ronny’ego. I wtem Ronny wraca ze swojej podróży po Europie, przywożąc młodziutką żonę, Jean, która mogłaby być jego córką, oraz jej rodzinę - egotystycznego pisarza Leightona, jego potulną żonę i opryskliwą muzę/kochankę. I wszystko poszłoby zgodnie z planem - wydawnictwo inwestuje w nowego genialnego literata, na rynku pojawiają się bestsellery, a młoda żona uszczęśliwia męża - tyle że Jean zakochuje się w synu Jake’a, Billu. I wtedy okazuje się, że Ronny - owszem, znany z gwałtowności i łatwego wpadania w gniew, ale też szybkiego powrotu do normalności - decyduje się podjąć zdecydowane kroki: zamknąć wydawnictwo, doprowadzając do ruiny Jake’a i przekreśli szansę debiutu Leightona. Tyle że zanim kontaktuje się ze swoim prawnikiem, ktoś go zabija, a jedyną osobą bez alibi jest Bill. Co gorsza, jego ojciec też nie jest na początku przekonany co do niewinności jedynaka, a mimo aresztowania w jego winę powątpiewa sam inspektor Trant.
Nie wiem, gdzie w tej książce znajduje się zapowiadany humor, to rzetelny thriller z twistem, zwłaszcza że rodzina Duluthów została kilka lat wcześniej dotknięta tragedią - żona Jake’a i matka Billa wypaliła ostatniego papierosa i skoczyła z parapetu okna ze skutkiem śmiertelnym. Teraz w dodatkowo trudne stosunki między mężem i synem, z których każdy obwinia się o śmierć żony i matki, weszła dodatkowa nieufność, najpierw na tle finansowym, potem - czy młody jednak nie jest winny. No chyba że zabawne są wstawki typu zaskakujący opis kobiety w spodniach, “nie wolno nosić serca na dłoni,
szczególnie jeśli się ma szerokie biodra” czy “zauważyłem, że jest rudy, ale poza tym nie zainteresowałem się nim”.
Inne tego autora, inne z tej serii.
#66
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek maj 26, 2026
Link bezpośredni -
Tag:
klub-srebrnego-klucza
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Pani Aniela Jaworska wraca od szwagra nieco pod wpływem śliwowicy, ale szybko trzeźwieje, kiedy do jej drzwi puka kuzynka nielubianej sąsiadki i pada martwa. Kuzynka, nie pani Aniela. Okazuje się, że ktoś zmyślnie zatruł pastę do zębów cyjankiem, za co oczywiście zostaje aresztowana kuzynka, salowa[1] Dorota Barańska. Sprawę wstępnie prowadzi kapitan Motycz[2], ale pechowo niebawem wpada pod samochód prowadzony przez pijanego kierowcę i ląduje w szpitalu. Dzięki temu śledztwo przejmuje porucznik Anna, na której presję wywiera mąż, lekarz ze szpitala, w którym Barańska pracuje, a do tego jej były kochanek. Barańskiej, nie Anny. Związek Anny i Pawła nie jest w najlepszym miejscu, on się irytuje o wszystko, bo w domu nienagotowane i nieposprzątane, a do tego Anna wraca późno i im parówki stygną. Anna zgadza się więc oczyścić Barańską z zarzutów, żeby zapunktować u męża. Okazuje się, że zamordowana kuzynka parała się szantażem, ale niedoszła ofiara szantażu decyduje się również na porcję cyjanku, żeby uniknąć blamażu. Wtedy pojawia się kolejny trop - hospitalizowany Motycz zaczyna opowiadać o cudotwórcy, który za drobną opłatą wysyła fluidy[3] w czasie operacji i jest większa szansa, że się uda. Okazuje się, że salowa Barańska była jedną z osób, które z dobrego serca łączyły potrzebujących z cudotwórcą, profesorem Mortinberem.
Się je: zimne parówki (na urodzinową kolację, były gorące, ale wystygły); bułki, twarożek, jajka na twardo, sałatę i szczypiorek (na śniadanie), kruche ciasteczka, kurczaka z rożna, pudełko sardynek i kawałek znakomitego keksu (w ramach “luksusowej” kolacji); najrozmaitsze przystawki, sardynki, łosoś, ryba w galarecie, pasztet z drobiu, potem pieczone i wędzone kurczęta z sałatą, na deser ciasta, kompoty, owoce (również na kolację, tym razem z okazji zakończenia śledztwa).
Się pije: wino, gorące mleko, herbatkę po angielsku i coca colę, śliwowicę, koniaczek “Hennessy” u hrabiny, białe wino, koniak gruziński.
Się ma toksyczny związek: “Moja cierpliwość ma swoje granice, doprowadzisz w końcu do tego, że cię pobiję”.
Się pali: na przykład “Sporty”, ogólnie się pali za dużo, również lekarze, ale się rzuca. W finale Anna wyrzuca symbolicznie paczkę “Winstonów” za okno.
[1] Wszyscy się dziwią, że jest tylko salową, wszak jest piękna, elegancka, a w domu ma srebrne łyżeczki i ciotkę-hrabinę, a do tego zaopatruje się we francuskie perfumy w Peweksie. Zagadnięta o źródła dochodu odpowiada arogancko, że może się kurwi.
[2]
Kapitan Władysław Motycz był z natury człowiekiem pogodnym i wesołym. Niezbyt pasował do Wydziału Zabójstw. Lubił muzykę, tańce, zabawę. Zawsze był w dobrym humorze, pamiętał masę najrozmaitszych kawałów, którymi przy lada okazji częstował swoich kolegów. W młodych latach uczył się śpiewu i podobno miał dobry głos. Złośliwi powiadali, że jest najlepszym śpiewakiem wśród detektywów i najlepszym detektywem wśród śpiewaków. Zrezygnował z kariery artystycznej, ponieważ miewał częste chrypki, co jest wprawdzie cenną zaletą u piosenkarzy jazzowych, ale wyraźnie przeszkadza w występach na scenach operowych, a Motycz miał właśnie takie operowe ambicje.
[3] Nawet w Związku Radzieckim zaczynają się naukowo zajmować telepatią.
Inne tego autora, inne z tej serii.
#63/#10
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela maj 17, 2026
Link bezpośredni -
Tag:
klub-srebrnego-klucza
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Pani Aniela Jaworska wraca od szwagra nieco pod wpływem śliwowicy, ale szybko trzeźwieje, kiedy do jej drzwi puka kuzynka nielubianej sąsiadki i pada martwa. Kuzynka, nie pani Aniela. Okazuje się, że ktoś zmyślnie zatruł pastę do zębów cyjankiem, za co oczywiście zostaje aresztowana kuzynka, salowa[1] Dorota Barańska. Sprawę wstępnie prowadzi kapitan Motycz[2], ale pechowo niebawem wpada pod samochód prowadzony przez pijanego kierowcę i ląduje w szpitalu. Dzięki temu śledztwo przejmuje porucznik Anna, na której presję wywiera mąż, lekarz ze szpitala, w którym Barańska pracuje, a do tego jej były kochanek. Barańskiej, nie Anny. Związek Anny i Pawła nie jest w najlepszym miejscu, on się irytuje o wszystko, bo w domu nienagotowane i nieposprzątane, a do tego Anna wraca późno i im parówki stygną. Anna zgadza się więc oczyścić Barańską z zarzutów, żeby zapunktować u męża. Okazuje się, że zamordowana kuzynka parała się szantażem, ale niedoszła ofiara szantażu decyduje się również na porcję cyjanku, żeby uniknąć blamażu. Wtedy pojawia się kolejny trop - hospitalizowany Motycz zaczyna opowiadać o cudotwórcy, który za drobną opłatą wysyła fluidy[3] w czasie operacji i jest większa szansa, że się uda. Okazuje się, że salowa Barańska była jedną z osób, które z dobrego serca łączyły potrzebujących z cudotwórcą, profesorem Mortinberem.
Się je: zimne parówki (na urodzinową kolację, były gorące, ale wystygły); bułki, twarożek, jajka na twardo, sałatę i szczypiorek (na śniadanie), kruche ciasteczka, kurczaka z rożna, pudełko sardynek i kawałek znakomitego keksu (w ramach “luksusowej” kolacji); najrozmaitsze przystawki, sardynki, łosoś, ryba w galarecie, pasztet z drobiu, potem pieczone i wędzone kurczęta z sałatą, na deser ciasta, kompoty, owoce (również na kolację, tym razem z okazji zakończenia śledztwa).
Się pije: wino, gorące mleko, herbatkę po angielsku i coca colę, śliwowicę, koniaczek “Hennessy” u hrabiny, białe wino, koniak gruziński.
Się ma toksyczny związek: “Moja cierpliwość ma swoje granice, doprowadzisz w końcu do tego, że cię pobiję”.
Się pali: na przykład “Sporty”, ogólnie się pali za dużo, również lekarze, ale się rzuca. W finale Anna wyrzuca symbolicznie paczkę “Winstonów” za okno.
[1] Wszyscy się dziwią, że jest tylko salową, wszak jest piękna, elegancka, a w domu ma srebrne łyżeczki i ciotkę-hrabinę, a do tego zaopatruje się we francuskie perfumy w Peweksie. Zagadnięta o źródła dochodu odpowiada arogancko, że może się kurwi.
[2]
Kapitan Władysław Motycz był z natury człowiekiem pogodnym i wesołym. Niezbyt pasował do Wydziału Zabójstw. Lubił muzykę, tańce, zabawę. Zawsze był w dobrym humorze, pamiętał masę najrozmaitszych kawałów, którymi przy lada okazji częstował swoich kolegów. W młodych latach uczył się śpiewu i podobno miał dobry głos. Złośliwi powiadali, że jest najlepszym śpiewakiem wśród detektywów i najlepszym detektywem wśród śpiewaków. Zrezygnował z kariery artystycznej, ponieważ miewał częste chrypki, co jest wprawdzie cenną zaletą u piosenkarzy jazzowych, ale wyraźnie przeszkadza w występach na scenach operowych, a Motycz miał właśnie takie operowe ambicje.
[3] Nawet w Związku Radzieckim zaczynają się naukowo zajmować telepatią.
Inne tego autora, inne z tej serii.
#63/#10
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela maj 17, 2026
Link bezpośredni -
Tag:
klub-srebrnego-klucza
- 0 komentarzy
- Skomentuj