Kategoria:
soa
Miałam dylematy, co zrobić, jak wybierze mnie firma, która niechętna jest całemu etatowi. Firma dylemat rozwiązała prosto, wysyłając mi zakończony kropką nienawiści email z rekruterskim bullshitem: Po etapie rozmów kwalifikacyjnych z przykrością informujemy, że niestety nie możemy zaprosić Pani do dalszego etapu rekrutacji. Pani dane pozostaną jednak w naszej bazie i pozwolimy sobie kontaktować się z Panią w sprawie podobnych stanowisk. Było nam niezmiernie miło spotkać się z Panią i życzymy Pani sukcesów w rozwoju kariery zawodowej.
Z wrodzoną gracją pominę komentarz o zabawie w ciuciubabkę z wynagrodzeniem; jakby wisiały widełki w ogłoszeniu, nie marnowałabym czasu.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa listopad 19, 2014
Link bezpośredni -
Kategoria:
SOA -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Miałam dylematy, co zrobić, jak wybierze mnie firma, która niechętna jest całemu etatowi. Firma dylemat rozwiązała prosto, wysyłając mi zakończony kropką nienawiści email z rekruterskim bullshitem: Po etapie rozmów kwalifikacyjnych z przykrością informujemy, że niestety nie możemy zaprosić Pani do dalszego etapu rekrutacji. Pani dane pozostaną jednak w naszej bazie i pozwolimy sobie kontaktować się z Panią w sprawie podobnych stanowisk. Było nam niezmiernie miło spotkać się z Panią i życzymy Pani sukcesów w rozwoju kariery zawodowej.
Z wrodzoną gracją pominę komentarz o zabawie w ciuciubabkę z wynagrodzeniem; jakby wisiały widełki w ogłoszeniu, nie marnowałabym czasu.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa listopad 19, 2014
Link bezpośredni -
Kategoria:
SOA -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
... soczysta plotka z Fabryki. Mój następca, który przejął po moim zespole produkty informatyczne i miał je rozwijać z nowym zespołem (niekoniecznie w taki sposób, jaki planowałam, ale naprawdę to już nie moja sprawa), złożył wymówienie, albowiem dostał ofertę skądinąd. Wprawdzie i tak spodziewałam się, że zrezygnuje z rozwijania tych produktów maksymalnie w ciągu 6 miesięcy, ale i tak czuję się należycie przewidująca.
Sypią się zręby, kruszą podwaliny.
Nie ma ludzi niezastępowalnych. Nawet kilkakrotnie.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek marzec 6, 2014
Link bezpośredni -
Kategoria:
SOA -
- 3 komentarze
- Skomentuj
... soczysta plotka z Fabryki. Mój następca, który przejął po moim zespole produkty informatyczne i miał je rozwijać z nowym zespołem (niekoniecznie w taki sposób, jaki planowałam, ale naprawdę to już nie moja sprawa), złożył wymówienie, albowiem dostał ofertę skądinąd. Wprawdzie i tak spodziewałam się, że zrezygnuje z rozwijania tych produktów maksymalnie w ciągu 6 miesięcy, ale i tak czuję się należycie przewidująca.
Sypią się zręby, kruszą podwaliny.
Nie ma ludzi niezastępowalnych. Nawet kilkakrotnie.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek marzec 6, 2014
Link bezpośredni -
Kategoria:
SOA -
- 3 komentarze
- Skomentuj
Wyniosłam z zakładu dwie skrzynki badziewia, którego nazbierałam przez lata (to i tak ułamek tego, bo dużą część wyniosłam wcześniej). Oddałam laptop, telefon nabiurkowy, monitor i przesiedziałam dwa kwadranse, czekając aż wyjaśni się kwestia drugiej stacji dokującej, którą podobno miałam. Wyjaśniła się.
Zabawnie jest obserwować podświadome zdziwienie ludzi, kiedy idę korytarzem. Niby wszystko ok, bo mój widok to niby rzecz normalna, ale gdzieś już coś im świta, że nie do końca. Czasem mija kilka chwil, zanim informacja usłyszana/przeczytana w kuluarach wypłynie do świadomości. Zwykle mówią, że zazdroszczą. I że też by chcieli. Złota klatka.
Na obiegówce mam jeszcze do odkreślenia jakieś biblioteki, podpisy zwierzchnika o oddaniu wszystkiego, dostępach i ostatecznym końcu. Kolejna kartka papieru w dobie elektroniki, mam nie zgubić.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek marzec 4, 2014
Link bezpośredni -
Kategoria:
SOA -
- 6 komentarzy
- Skomentuj
Wyniosłam z zakładu dwie skrzynki badziewia, którego nazbierałam przez lata (to i tak ułamek tego, bo dużą część wyniosłam wcześniej). Oddałam laptop, telefon nabiurkowy, monitor i przesiedziałam dwa kwadranse, czekając aż wyjaśni się kwestia drugiej stacji dokującej, którą podobno miałam. Wyjaśniła się.
Zabawnie jest obserwować podświadome zdziwienie ludzi, kiedy idę korytarzem. Niby wszystko ok, bo mój widok to niby rzecz normalna, ale gdzieś już coś im świta, że nie do końca. Czasem mija kilka chwil, zanim informacja usłyszana/przeczytana w kuluarach wypłynie do świadomości. Zwykle mówią, że zazdroszczą. I że też by chcieli. Złota klatka.
Na obiegówce mam jeszcze do odkreślenia jakieś biblioteki, podpisy zwierzchnika o oddaniu wszystkiego, dostępach i ostatecznym końcu. Kolejna kartka papieru w dobie elektroniki, mam nie zgubić.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek marzec 4, 2014
Link bezpośredni -
Kategoria:
SOA -
- 6 komentarzy
- Skomentuj
... ciekawe, jak długo. Czytam więc sobie, co fabryka przynosi, po części dlatego, że obiecałam w ramach gentelman's agreement wsparcie mojemu następcy, po części, że czytałam pocztę służbową przez 13 lat i 2 miesiące, trudno ten nawyk u siebie wyplenić.
A w poczcie cuda. Mój następca wybrał politykę quick winów, w wyniku której ogłosił wszem wobec, że jeden produkt przekazuje dalej, drugi - bierze pod swoje skrzydła, ale z niskim priorytetem, a trzeci - który miał być zamknięty i usunięty - zamierza zostawić nierozwijany, bo usuwanie kosztuje. Przekazanie pierwszego produktu było moim pomysłem, bo niespecjalnie wymaga rozwoju, a jedynie administracji. Wzięcie drugiego to ruch czysto platoniczny, bo wszystkie requesty o zmianę wylądują w miejscu zwanym "na święty nigdy", ale pierś gotowa na wyzwania jest. Trzeci produkt jest drażliwy, bo to nie jest tak, że da się go trzymać nierozwijanego. A to dlatego, że wymaga łatania. A to dlatego, że występuje w kilku wersjach, a w wersji w miarę ogarniętej tylko dla jednego kraju i usunięcie pozostałych krajów przy niemożliwości przemigrowania danych do wersji ogarniętej jest maksymalnie niepolityczne. A to dlatego, że kiedy zapadła decyzja o usunięciu produktu, tymi rękoma usunęłam wszystkie bugi i zadania rozwojowe, również zadanie zlecone przez dział prawny, którego niezrobienie skutkuje konsekwencjami. I teraz siedzę jak ten piłujący pazury kocur i myślę, czy wyjaśnić mojemu następcy (który na ten przykład zapomniał napisać chociaż raz "dziękuję" za kilometrowe opracowanie statusu prac dla każdego produktu, czemu się w zasadzie nie dziwię, w końcu to był mój psi obowiązek), czy poczekać, aż ten jego populistyczny quick win (bo usunięcie drażliwe i wzburzyło kilka grup w Fabryce, więc decyzja o pozostawieniu stawia ładnie na piedestale złotego chłopca dobrodzieja) wybuchnie mu w nos.
Dalej wieczorem czuję ucisk w brzuchu, mimo że nie idę do pracy następnego dnia.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek luty 27, 2014
Link bezpośredni -
Kategoria:
SOA -
- 1 komentarz
- Skomentuj
... ciekawe, jak długo. Czytam więc sobie, co fabryka przynosi, po części dlatego, że obiecałam w ramach gentelman's agreement wsparcie mojemu następcy, po części, że czytałam pocztę służbową przez 13 lat i 2 miesiące, trudno ten nawyk u siebie wyplenić.
A w poczcie cuda. Mój następca wybrał politykę quick winów, w wyniku której ogłosił wszem wobec, że jeden produkt przekazuje dalej, drugi - bierze pod swoje skrzydła, ale z niskim priorytetem, a trzeci - który miał być zamknięty i usunięty - zamierza zostawić nierozwijany, bo usuwanie kosztuje. Przekazanie pierwszego produktu było moim pomysłem, bo niespecjalnie wymaga rozwoju, a jedynie administracji. Wzięcie drugiego to ruch czysto platoniczny, bo wszystkie requesty o zmianę wylądują w miejscu zwanym "na święty nigdy", ale pierś gotowa na wyzwania jest. Trzeci produkt jest drażliwy, bo to nie jest tak, że da się go trzymać nierozwijanego. A to dlatego, że wymaga łatania. A to dlatego, że występuje w kilku wersjach, a w wersji w miarę ogarniętej tylko dla jednego kraju i usunięcie pozostałych krajów przy niemożliwości przemigrowania danych do wersji ogarniętej jest maksymalnie niepolityczne. A to dlatego, że kiedy zapadła decyzja o usunięciu produktu, tymi rękoma usunęłam wszystkie bugi i zadania rozwojowe, również zadanie zlecone przez dział prawny, którego niezrobienie skutkuje konsekwencjami. I teraz siedzę jak ten piłujący pazury kocur i myślę, czy wyjaśnić mojemu następcy (który na ten przykład zapomniał napisać chociaż raz "dziękuję" za kilometrowe opracowanie statusu prac dla każdego produktu, czemu się w zasadzie nie dziwię, w końcu to był mój psi obowiązek), czy poczekać, aż ten jego populistyczny quick win (bo usunięcie drażliwe i wzburzyło kilka grup w Fabryce, więc decyzja o pozostawieniu stawia ładnie na piedestale złotego chłopca dobrodzieja) wybuchnie mu w nos.
Dalej wieczorem czuję ucisk w brzuchu, mimo że nie idę do pracy następnego dnia.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek luty 27, 2014
Link bezpośredni -
Kategoria:
SOA -
- 1 komentarz
- Skomentuj
Dzień, w którym budzę się w środku nocy bez oddechu, bo śnił mi się przerażająco realistyczny sen, że uciekam, a ONI mnie gonią. Las, klatka schodowa, piwnica, opuszczone mieszkania, zakamarki. Ale bez względu na to, gdzie się schowam, są zaraz za mną. Nie znajdują mnie, bo się budzę. Useless trivia - podobno we śnie nie można policzyć palców ani sprawdzić, która godzina. Challenge accepted?
TŻ ustawia budzik na 6:00 zamiast na 6:30 i mija dosłownie minuta, kiedy budzik dzwoni ponownie.
Ogrzewanie w samochodzie. Przesiądź się nagle z marzenia o natychmiastowo działającej klimatyzacji na ciepłe powietrze, bo o poranku jest rześkie 13 stopni.
300 maili w inboksie. Skasuj, przenieś, zaznacz na potem, plotka, zwolnienie, awans, zmiana. Cztery "nie zrobione, bo byłaś na urlopie, więc odłożyłem/am do twojego powrotu". Bardzo śmieszne.
(...)
Zostawiłam telefon w pracy z tego wszystkiego.
A to przecież nie ja poszłam do szkoły, do jasnej.
Za to pierwszy dzień Maja w przedszkolu po wakacjach to nieustające pasmo sukcesów. Nie ma dużego Franka, co zabierał rzeczy i wyzywał od maluchów (bo on mówi, ze ja mam dwa lata tylko, a ja mam pseciez ctely!), nowa szczoteczka do zębów (Helutka: Ja też mam nową szczoteczkę!), a ja do tego dostałam pyszną kanapkę z żytniego chleba z pastą marchewkową i sałatą. Serio, w życiu bym nie przypuszczała, że pasta marchewkowa może być taka doskonała.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek wrzesień 3, 2013
Link bezpośredni -
Kategoria:
SOA -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Dzień, w którym budzę się w środku nocy bez oddechu, bo śnił mi się przerażająco realistyczny sen, że uciekam, a ONI mnie gonią. Las, klatka schodowa, piwnica, opuszczone mieszkania, zakamarki. Ale bez względu na to, gdzie się schowam, są zaraz za mną. Nie znajdują mnie, bo się budzę. Useless trivia - podobno we śnie nie można policzyć palców ani sprawdzić, która godzina. Challenge accepted?
TŻ ustawia budzik na 6:00 zamiast na 6:30 i mija dosłownie minuta, kiedy budzik dzwoni ponownie.
Ogrzewanie w samochodzie. Przesiądź się nagle z marzenia o natychmiastowo działającej klimatyzacji na ciepłe powietrze, bo o poranku jest rześkie 13 stopni.
300 maili w inboksie. Skasuj, przenieś, zaznacz na potem, plotka, zwolnienie, awans, zmiana. Cztery "nie zrobione, bo byłaś na urlopie, więc odłożyłem/am do twojego powrotu". Bardzo śmieszne.
(...)
Zostawiłam telefon w pracy z tego wszystkiego.
A to przecież nie ja poszłam do szkoły, do jasnej.
Za to pierwszy dzień Maja w przedszkolu po wakacjach to nieustające pasmo sukcesów. Nie ma dużego Franka, co zabierał rzeczy i wyzywał od maluchów (bo on mówi, ze ja mam dwa lata tylko, a ja mam pseciez ctely!), nowa szczoteczka do zębów (Helutka: Ja też mam nową szczoteczkę!), a ja do tego dostałam pyszną kanapkę z żytniego chleba z pastą marchewkową i sałatą. Serio, w życiu bym nie przypuszczała, że pasta marchewkowa może być taka doskonała.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek wrzesień 3, 2013
Link bezpośredni -
Kategoria:
SOA -
- 0 komentarzy
- Skomentuj