Jeśli podobał Wam się cykl o Panu Mercedesie, to nie będziecie rozczarowane serialem. Świetna obsada, doskonałe zdjęcia i muzyka, kameralny, ale z rozmachem. Po fabułę można zerknąć do książek, ja już też nie do końca - poza ogólnym zarysem - pamiętałam. Są pewne odstępstwa od oryginału - zamieniona została kolejność - najbardziej mistyczny ”Koniec warty” stał się bardzo mocnym drugim sezonem, zaś środkowe ”Znalezione niekradzione”, ostatnim i najsłabszym; trochę szkoda, bo mnie się akurat bardzo podobał, a w serialu miałam poczucie, że pojawił się na doczepkę, wprowadzając klimat jak z “Fargo”. Wprowadzono trochę nowych wątków (Alma, Lou), trochę zniknęło (wycofywanie się Hodgesa w ostatnim tomie i jego choroba, szersze wykorzystanie urządzeń pozwalających na wprowadzanie ludzi w trans), ale całość mi się bardzo podobała.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek maj 28, 2026
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Jeśli podobał Wam się cykl o Panu Mercedesie, to nie będziecie rozczarowane serialem. Świetna obsada, doskonałe zdjęcia i muzyka, kameralny, ale z rozmachem. Po fabułę można zerknąć do książek, ja już też nie do końca - poza ogólnym zarysem - pamiętałam. Są pewne odstępstwa od oryginału - zamieniona została kolejność - najbardziej mistyczny ”Koniec warty” stał się bardzo mocnym drugim sezonem, zaś środkowe ”Znalezione niekradzione”, ostatnim i najsłabszym; trochę szkoda, bo mnie się akurat bardzo podobał, a w serialu miałam poczucie, że pojawił się na doczepkę, wprowadzając klimat jak z “Fargo”. Wprowadzono trochę nowych wątków (Alma, Lou), trochę zniknęło (wycofywanie się Hodgesa w ostatnim tomie i jego choroba, szersze wykorzystanie urządzeń pozwalających na wprowadzanie ludzi w trans), ale całość mi się bardzo podobała.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek maj 28, 2026
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Powieść to w zasadzie 6 mini-powieści, ułożonych w łańcuszek. XIX wiek; Ewing, amerykański notariusz, spisuje dziennik swojej podróży przez pacyficzne wyspy. Część tego dziennika w latach 30. XX wieku czyta muzyk Frobisher, który jest sekretarzem znanego, choć bardzo starego muzyka; opisuje wszystko swojemu ukochanemu, fizykowi Sixsmithowi. Kilkadziesiąt lat później, już w latach 80., Sixsmith próbuje zapobiec awarii źle skonstruowanej amerykańskiej elektrowni atomowej, ale zostaje zamordowany. Sprawę próbuje wyjaśnić dziennikarka, Rey, która oprócz dokumentów demaskujących zarząd elektrowni dostaje listy Frobishera. Mija kolejne kilkadziesiąt lat, wydawca Cavendish musi ukrywać się przed rodziną klienta-przestępcy, trafia niespodziewanie do domu spokojnej starości, skąd usiłuje uciec; pozbawiony pracy przegląda nieopublikowane manuskrypty i trafia na 1. część pamiętnika Rey. Daleko w przyszłości, sklonowana robotnica Sonmi-451 (ukłon w stronę Bradbury’ego?) jakimś sposobem zyskuje inteligencję i jej marzeniem staje się obejrzenie w całości filmu na podstawie losów Cavendisha. Wreszcie w ostatniej odsłonie, Zachariasz, cylwizowany członek jednego z plemion na Hawajach, które uchowały się po apokalipsie i nie zostały (jeszcze!) krwawo stłumione przez inne, pomaga Profetce Meronym, należącej do nielicznej grupy ocalałych naukowców, w dotarciu do teleskopu w opuszczonym obserwatorium; luźny związek z powoli zapomnianą przeszłością utrzymuje przez wiarę w boginię Sonmi. Każda historia, oprócz ostatniej, jest przerwana w połowie i dopiero teraz palindromicznie każda z nich dostaje zakończenie.
Nie wiem, co mi nie podeszło przy pierwszym i chyba drugim czytaniu, bo kilka prób podejmowałam. Jak już przeskoczyłam do drugiego epizodu, zaczęło mi się podobać, a jak dotarłam do przyszłości i historii “fabrykantki”, nie mogłam się oderwać. Nie upieram się, że związki między historiami są wyraźne, raczej absolutnie pretekstowe; pamiętam, że to było dla mnie problemem podczas oglądania ekranizacji, która składała się z tych samych aktorów obsadzonych w coraz dziwniejszych sztafażach. Książka jest bardziej składna i coraz bardziej wciągająca, im dalej w akcję. Czy zaliczyłabym ją do top 100 najlepszych książek sf? Niekoniecznie.
#67
Napisane przez Zuzanka w dniu środa maj 27, 2026
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, sf-f, 2026
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Powieść to w zasadzie 6 mini-powieści, ułożonych w łańcuszek. XIX wiek; Ewing, amerykański notariusz, spisuje dziennik swojej podróży przez pacyficzne wyspy. Część tego dziennika w latach 30. XX wieku czyta muzyk Frobisher, który jest sekretarzem znanego, choć bardzo starego muzyka; opisuje wszystko swojemu ukochanemu, fizykowi Sixsmithowi. Kilkadziesiąt lat później, już w latach 80., Sixsmith próbuje zapobiec awarii źle skonstruowanej amerykańskiej elektrowni atomowej, ale zostaje zamordowany. Sprawę próbuje wyjaśnić dziennikarka, Rey, która oprócz dokumentów demaskujących zarząd elektrowni dostaje listy Frobishera. Mija kolejne kilkadziesiąt lat, wydawca Cavendish musi ukrywać się przed rodziną klienta-przestępcy, trafia niespodziewanie do domu spokojnej starości, skąd usiłuje uciec; pozbawiony pracy przegląda nieopublikowane manuskrypty i trafia na 1. część pamiętnika Rey. Daleko w przyszłości, sklonowana robotnica Sonmi-451 (ukłon w stronę Bradbury’ego?) jakimś sposobem zyskuje inteligencję i jej marzeniem staje się obejrzenie w całości filmu na podstawie losów Cavendisha. Wreszcie w ostatniej odsłonie, Zachariasz, cylwizowany członek jednego z plemion na Hawajach, które uchowały się po apokalipsie i nie zostały (jeszcze!) krwawo stłumione przez inne, pomaga Profetce Meronym, należącej do nielicznej grupy ocalałych naukowców, w dotarciu do teleskopu w opuszczonym obserwatorium; luźny związek z powoli zapomnianą przeszłością utrzymuje przez wiarę w boginię Sonmi. Każda historia, oprócz ostatniej, jest przerwana w połowie i dopiero teraz palindromicznie każda z nich dostaje zakończenie.
Nie wiem, co mi nie podeszło przy pierwszym i chyba drugim czytaniu, bo kilka prób podejmowałam. Jak już przeskoczyłam do drugiego epizodu, zaczęło mi się podobać, a jak dotarłam do przyszłości i historii “fabrykantki”, nie mogłam się oderwać. Nie upieram się, że związki między historiami są wyraźne, raczej absolutnie pretekstowe; pamiętam, że to było dla mnie problemem podczas oglądania ekranizacji, która składała się z tych samych aktorów obsadzonych w coraz dziwniejszych sztafażach. Książka jest bardziej składna i coraz bardziej wciągająca, im dalej w akcję. Czy zaliczyłabym ją do top 100 najlepszych książek sf? Niekoniecznie.
#67
Napisane przez Zuzanka w dniu środa maj 27, 2026
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, sf-f, 2026
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Wracają znajomi bohaterowie, chociaż drugoplanowo - pojawia się wyrozumiały, acz dociekliwy detektyw Trant oraz znani z innych książek Iris i Peter Duluthowie - ale narratorem jest Jake Duluth, brat Petera, skromny wydawca książek. Skromny, bo od lat żyje w cieniu przebojowego i zamożnego wspólnika, Ronny’ego. I wtem Ronny wraca ze swojej podróży po Europie, przywożąc młodziutką żonę, Jean, która mogłaby być jego córką, oraz jej rodzinę - egotystycznego pisarza Leightona, jego potulną żonę i opryskliwą muzę/kochankę. I wszystko poszłoby zgodnie z planem - wydawnictwo inwestuje w nowego genialnego literata, na rynku pojawiają się bestsellery, a młoda żona uszczęśliwia męża - tyle że Jean zakochuje się w synu Jake’a, Billu. I wtedy okazuje się, że Ronny - owszem, znany z gwałtowności i łatwego wpadania w gniew, ale też szybkiego powrotu do normalności - decyduje się podjąć zdecydowane kroki: zamknąć wydawnictwo, doprowadzając do ruiny Jake’a i przekreśli szansę debiutu Leightona. Tyle że zanim kontaktuje się ze swoim prawnikiem, ktoś go zabija, a jedyną osobą bez alibi jest Bill. Co gorsza, jego ojciec też nie jest na początku przekonany co do niewinności jedynaka, a mimo aresztowania w jego winę powątpiewa sam inspektor Trant.
Nie wiem, gdzie w tej książce znajduje się zapowiadany humor, to rzetelny thriller z twistem, zwłaszcza że rodzina Duluthów została kilka lat wcześniej dotknięta tragedią - żona Jake’a i matka Billa wypaliła ostatniego papierosa i skoczyła z parapetu okna ze skutkiem śmiertelnym. Teraz w dodatkowo trudne stosunki między mężem i synem, z których każdy obwinia się o śmierć żony i matki, weszła dodatkowa nieufność, najpierw na tle finansowym, potem - czy młody jednak nie jest winny. No chyba że zabawne są wstawki typu zaskakujący opis kobiety w spodniach, “nie wolno nosić serca na dłoni,
szczególnie jeśli się ma szerokie biodra” czy “zauważyłem, że jest rudy, ale poza tym nie zainteresowałem się nim”.
Inne tego autora, inne z tej serii.
#66
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek maj 26, 2026
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, kryminal, klub-srebrnego-klucza
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Wracają znajomi bohaterowie, chociaż drugoplanowo - pojawia się wyrozumiały, acz dociekliwy detektyw Trant oraz znani z innych książek Iris i Peter Duluthowie - ale narratorem jest Jake Duluth, brat Petera, skromny wydawca książek. Skromny, bo od lat żyje w cieniu przebojowego i zamożnego wspólnika, Ronny’ego. I wtem Ronny wraca ze swojej podróży po Europie, przywożąc młodziutką żonę, Jean, która mogłaby być jego córką, oraz jej rodzinę - egotystycznego pisarza Leightona, jego potulną żonę i opryskliwą muzę/kochankę. I wszystko poszłoby zgodnie z planem - wydawnictwo inwestuje w nowego genialnego literata, na rynku pojawiają się bestsellery, a młoda żona uszczęśliwia męża - tyle że Jean zakochuje się w synu Jake’a, Billu. I wtedy okazuje się, że Ronny - owszem, znany z gwałtowności i łatwego wpadania w gniew, ale też szybkiego powrotu do normalności - decyduje się podjąć zdecydowane kroki: zamknąć wydawnictwo, doprowadzając do ruiny Jake’a i przekreśli szansę debiutu Leightona. Tyle że zanim kontaktuje się ze swoim prawnikiem, ktoś go zabija, a jedyną osobą bez alibi jest Bill. Co gorsza, jego ojciec też nie jest na początku przekonany co do niewinności jedynaka, a mimo aresztowania w jego winę powątpiewa sam inspektor Trant.
Nie wiem, gdzie w tej książce znajduje się zapowiadany humor, to rzetelny thriller z twistem, zwłaszcza że rodzina Duluthów została kilka lat wcześniej dotknięta tragedią - żona Jake’a i matka Billa wypaliła ostatniego papierosa i skoczyła z parapetu okna ze skutkiem śmiertelnym. Teraz w dodatkowo trudne stosunki między mężem i synem, z których każdy obwinia się o śmierć żony i matki, weszła dodatkowa nieufność, najpierw na tle finansowym, potem - czy młody jednak nie jest winny. No chyba że zabawne są wstawki typu zaskakujący opis kobiety w spodniach, “nie wolno nosić serca na dłoni,
szczególnie jeśli się ma szerokie biodra” czy “zauważyłem, że jest rudy, ale poza tym nie zainteresowałem się nim”.
Inne tego autora, inne z tej serii.
#66
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek maj 26, 2026
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, kryminal, klub-srebrnego-klucza
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[6.05.2026]
Ledwo zdążyłam wrócić z Lipska, a udało mi się wejść razem z grupą @Igerspoznan_ do Pałacu Działyńskich, gdzie nigdy nie byłam. A mogłam, bo w środku jest ogólnodostępna filia Biblioteki Kórnickiej, a do tego odbywają się różne imprezy kulturalne i dodatkowo tylko w środy mieści się Konsulat Republiki Turcji, jakby ktoś potrzebował. To, co na Starym Rynku 78/79 jest dziś, to rekonstrukcja - oryginalny budynek z XIX wieku spłonął w 1945 roku, ale w większości został odtworzony, poza - za Wikipedią - skrzydłem zachodniego i ogrodem francuskim, które były wyrazem „kaprysu możnego właściciela” stanowiącego „wsteczny układ urbanistyczny”. Ogród jako taki pozostał, ale nie jest dostępny dla zwiedzających, ale w całości można go oglądać z terenu Wzgórza Przemysła albo przez okna biblioteki.
GALERIA ZDJĘĆ i zdjęcia innych uczestników.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek maj 25, 2026
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto -
Tag:
photowalk
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[6.05.2026]
Ledwo zdążyłam wrócić z Lipska, a udało mi się wejść razem z grupą @Igerspoznan_ do Pałacu Działyńskich, gdzie nigdy nie byłam. A mogłam, bo w środku jest ogólnodostępna filia Biblioteki Kórnickiej, a do tego odbywają się różne imprezy kulturalne i dodatkowo tylko w środy mieści się Konsulat Republiki Turcji, jakby ktoś potrzebował. To, co na Starym Rynku 78/79 jest dziś, to rekonstrukcja - oryginalny budynek z XIX wieku spłonął w 1945 roku, ale w większości został odtworzony, poza - za Wikipedią - skrzydłem zachodniego i ogrodem francuskim, które były wyrazem „kaprysu możnego właściciela” stanowiącego „wsteczny układ urbanistyczny”. Ogród jako taki pozostał, ale nie jest dostępny dla zwiedzających, ale w całości można go oglądać z terenu Wzgórza Przemysła albo przez okna biblioteki.
GALERIA ZDJĘĆ i zdjęcia innych uczestników.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek maj 25, 2026
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto -
Tag:
photowalk
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Zacznijmy od tego, że po coś ten kodeks karny został stworzony, bo jednak zbrodnie nie są ogólnie zabawne. W książeczce jest kilka opowiadań z nieco przewrotnymi finałami, każde z innej beczki, niektóre bardziej humorystyczne (ale to humor z gatunku absurdu i groteski), inne mniej. Jest historia zabicia łaciny, będąca w zasadzie wspomnieniem dorastania w międzywojniu. “Dzieci” to mroczna historia o Bohaterze i bandzie bachorów, które wszystko niszczą, ale na koniec autor jednak wchodzi w postmodernizm, unikając odpowiedzialności. Najbardziej przyziemna jest historia o działkowcach, pani i panu Rukwielach, którzy raz do roku organizują spotkanie przy domowym porzeczkowym winie i nie do końca rozsądnie drażnią się z bogatym, acz tępym Zabiełkiem. Kolejne opowiadania to metafory rozliczeń zbrodniarzy wojennym w nieco kabaretowym sztafażu, następne o ojcu i synu, który zamiast studiów wybiera karierę u prywaciarza. Wreszcie finałowe o tapu, uosobieniu (chociaż czy postać żaby to uosobienie?) pradawnego bóstwa, którego celem było zatrzymanie wolnej woli, bo więcej z niej szkody niż pożytku. Czemu czytam, skoro takie dziwne? Bo Ulman świetnie pisze, nawet jeśli to groteska.
Inne tego autora.
#65
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek maj 21, 2026
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, beletrystyka, opowiadania, 2026
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Zacznijmy od tego, że po coś ten kodeks karny został stworzony, bo jednak zbrodnie nie są ogólnie zabawne. W książeczce jest kilka opowiadań z nieco przewrotnymi finałami, każde z innej beczki, niektóre bardziej humorystyczne (ale to humor z gatunku absurdu i groteski), inne mniej. Jest historia zabicia łaciny, będąca w zasadzie wspomnieniem dorastania w międzywojniu. “Dzieci” to mroczna historia o Bohaterze i bandzie bachorów, które wszystko niszczą, ale na koniec autor jednak wchodzi w postmodernizm, unikając odpowiedzialności. Najbardziej przyziemna jest historia o działkowcach, pani i panu Rukwielach, którzy raz do roku organizują spotkanie przy domowym porzeczkowym winie i nie do końca rozsądnie drażnią się z bogatym, acz tępym Zabiełkiem. Kolejne opowiadania to metafory rozliczeń zbrodniarzy wojennym w nieco kabaretowym sztafażu, następne o ojcu i synu, który zamiast studiów wybiera karierę u prywaciarza. Wreszcie finałowe o tapu, uosobieniu (chociaż czy postać żaby to uosobienie?) pradawnego bóstwa, którego celem było zatrzymanie wolnej woli, bo więcej z niej szkody niż pożytku. Czemu czytam, skoro takie dziwne? Bo Ulman świetnie pisze, nawet jeśli to groteska.
Inne tego autora.
#65
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek maj 21, 2026
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, beletrystyka, opowiadania, 2026
- 0 komentarzy
- Skomentuj