Wiele lat przed właściwą akcją pewne przedsiębiorstwo podjęło ambitny plan przeprowadzenia kolei żelaznej przez wcześniej niezbadany (poza drogą powietrzną) kontynent. W tym celu ruszyła budowa torów i infrastruktury, w dużej mierze oparta na darmowej sile roboczej przetworzonych niewolników. Za koleją podążył tabor ludzi, którzy zarabiali na usługach, w tym markietanek. Wszystko szło dobrze dla projektu, nieco gorzej dla mieszkańców terenów niszczonych pod tory do momentu, kiedy zabrakło pieniędzy na pensje. Zbuntowana załoga i niewolnicy zdecydowali się na ucieczkę, tworząc pociąg-widmo, demontując tory za sobą, żeby położyć tory przed sobą. Renegaci nazwali się Żelazną Radą i po kilkudziesięciu latach byli w Nowym Crobuzon legendą. Legendą, która przydała się jako motywator podczas niepokojów i zamieszek spowodowanych wojną z Tesh. Właściwa akcja zaczyna się, gdy ścigana przez milicję ekipa udaje się na poszukiwanie Żelaznej Rady, licząc na to, że staną się przywódcami buntu.
Mam ochotę przyznać sobie order za przebrnięcie przez ostatni tom trylogii “Nowe Crobuzon”. Nie że to zła książka, ale jest zdecydowanie za długa jak na treść w środku, niespecjalnie zrozumiałam sens - poza celową kontrowersją - wprowadzenia niektórych wątków, chociażby upartego przywoływania homoseksualizmu Cuttera czy zrezygnowanego biseksualizmu Judasza. Przez mnogość wątków i niekoniecznie potrzebne przeskakiwanie w chronologii miałam wrażenie, że czytam kilka książek jednocześnie, które tylko przypadkiem w finale łączą się w całość. Oraz za każdym razem, gdy widziałam tłumaczenie “FReeMade” jako “liberosykret”, miałam ochotę wbić sobie widelec w oko.
W dalszym ciągu ogromnie podziwiam kreację świata z wielością ras, magią i filozofią Momentu. W dalszym ciągu nie rozumiem psychodelicznej idei przetwarzania przestępców w zwyrodniałe i nieefektywne twory, czasem będące skrzyżowaniem człowieka z maszyną, zasilaną na przykład spalinowo, czasem zwyczajnie krzyżówką człowieka ze zwierzęciem czy grupą ludzi (tak, human centipede przychodzi na myśl, gdzie moja szczotka do mózgu). W tym odcinku główną rolę odkrywa taumaturg, który tworzy golemy z dowolnej, również wirtualnej, materii, co buduje suspens i dość zaskakujące, niejednoznaczne zakończenie. Niestety, do tego tomu nie wrócę, do innych - może.
Inne tego autora.
#19
Napisane przez Zuzanka w dniu środa luty 16, 2022
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, sf-f, 2022
- 1 komentarz
- Skomentuj
Wiele lat przed właściwą akcją pewne przedsiębiorstwo podjęło ambitny plan przeprowadzenia kolei żelaznej przez wcześniej niezbadany (poza drogą powietrzną) kontynent. W tym celu ruszyła budowa torów i infrastruktury, w dużej mierze oparta na darmowej sile roboczej przetworzonych niewolników. Za koleją podążył tabor ludzi, którzy zarabiali na usługach, w tym markietanek. Wszystko szło dobrze dla projektu, nieco gorzej dla mieszkańców terenów niszczonych pod tory do momentu, kiedy zabrakło pieniędzy na pensje. Zbuntowana załoga i niewolnicy zdecydowali się na ucieczkę, tworząc pociąg-widmo, demontując tory za sobą, żeby położyć tory przed sobą. Renegaci nazwali się Żelazną Radą i po kilkudziesięciu latach byli w Nowym Crobuzon legendą. Legendą, która przydała się jako motywator podczas niepokojów i zamieszek spowodowanych wojną z Tesh. Właściwa akcja zaczyna się, gdy ścigana przez milicję ekipa udaje się na poszukiwanie Żelaznej Rady, licząc na to, że staną się przywódcami buntu.
Mam ochotę przyznać sobie order za przebrnięcie przez ostatni tom trylogii “Nowe Crobuzon”. Nie że to zła książka, ale jest zdecydowanie za długa jak na treść w środku, niespecjalnie zrozumiałam sens - poza celową kontrowersją - wprowadzenia niektórych wątków, chociażby upartego przywoływania homoseksualizmu Cuttera czy zrezygnowanego biseksualizmu Judasza. Przez mnogość wątków i niekoniecznie potrzebne przeskakiwanie w chronologii miałam wrażenie, że czytam kilka książek jednocześnie, które tylko przypadkiem w finale łączą się w całość. Oraz za każdym razem, gdy widziałam tłumaczenie “FReeMade” jako “liberosykret”, miałam ochotę wbić sobie widelec w oko.
W dalszym ciągu ogromnie podziwiam kreację świata z wielością ras, magią i filozofią Momentu. W dalszym ciągu nie rozumiem psychodelicznej idei przetwarzania przestępców w zwyrodniałe i nieefektywne twory, czasem będące skrzyżowaniem człowieka z maszyną, zasilaną na przykład spalinowo, czasem zwyczajnie krzyżówką człowieka ze zwierzęciem czy grupą ludzi (tak, human centipede przychodzi na myśl, gdzie moja szczotka do mózgu). W tym odcinku główną rolę odkrywa taumaturg, który tworzy golemy z dowolnej, również wirtualnej, materii, co buduje suspens i dość zaskakujące, niejednoznaczne zakończenie. Niestety, do tego tomu nie wrócę, do innych - może.
Inne tego autora.
#19
Napisane przez Zuzanka w dniu środa luty 16, 2022
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, sf-f, 2022
- 1 komentarz
- Skomentuj
Małe miasteczko Nowobory, z jednej strony pozbawione zalet wielkiego miasta, z drugiej - wystarczająco duże, żeby było samowystarczalne, oczywiście jak na warunki PRL: jest fabryka, szpital, komitet partii, kolej i autobus. Pewnego poranka wszystkimi wstrząsa niewyobrażalna tragedia - pijany dróżnik nie zamknął szlabanu i pod opóźniony pociąg wpada autobus PKS. Kilkanaście osób ginie, kilkadziesiąt jest ranne, na ratunek rzucają się solidarnie wszyscy: nie lubiący się wzajemnie pracownicy szpitala, lokalna prostytutka, sekretarz partii i poszukiwany przez prokuraturę chuligan, hochsztapler, prokurator, staruszka i nielubiany taksówkarz. Na czas akcji zawieszone są wszystkie konflikty, które jednak odżywają, kiedy sytuacja się uspokaja. Osią wydarzeń jest trójkąt, w który uwikłani są doktor Julian Donat - ordynator szpitala, doktor Łucja Bitmarowa - chirurżka i jego kochanka oraz adiunkt Irena Donatowa - archeolożka, żona ordynatora, która po długim okresie “robienia kariery” wreszcie zdecydowała się wrócić do męża[1]. Po wypadku Irena ma uszkodzony kręgosłup, Donat zmusza więc Bitmarową do ryzykownej operacji. Operacja się udaje, ale wtem Irena umiera, otruta cyjankiem, podejrzenie pada więc na chwilę wcześniej fetowaną za odwagę i wytrzymałość Bitmarową. Finał jego mocno gorzki, mimo że morderca trafił za kratki, ale ku pokrzepieniu serc autorka kończy książkę wspólną deklamacją Tuwima przez sekretarza partyjnego Żarnowca i ordynatora Donata, którzy zaprzyjaźnili się mimo dzielących ich różnic dialektycznych.
Co tu się dzieje społecznie! Polak o niemieckim nazwisku jest szykanowany przez ludzi, z którymi się przed wojną wychowywał (”Szkoda, że razem ze swoją szanowną rodzinką nie wywędrował do Vaterlandu. Nie musiałabym na tę jego ponurą gębę patrzeć. / - Co też ty, Milcia! - zawołała matka. - Nasłuchasz się głupstw i pleciesz. Taki sam on Polak, jak i my. Tyle że tutejszy. Widzisz, tamci pojechali, a on został. / - Kto tam wie, po co on tu został.”). Lekko podawana historia Franki Koralczyk - “naszej k… z trzeciego piętra” - jest przerażająca[2]. Żona majstra Kraski nie chce kolejnego, czwartego chyba dziecka, więc “psuje się” u znachorki, wdaje się sepsa i omal nie umiera (co oczywiście jest tylko jej odpowiedzialnością, a nie męża). Ktoś po pijanemu pobił żonę. Aresztowano pracownika magazynu, który nie
wytrzymał próby charakteru i przywłaszczył sobie tonę rurek o średnicy półtora cala - w celu podniesienia osobistej stopy życiowej. Wypadek autobusu spowodowany jest - oprócz pijaństwa dróżnika - niesprawnym starterem i zmęczeniem kierowcy, który dorabia, biorąc zastępstwo mimo nieprzespanej nocy. Działacz partyjny z uniesiem przypomina sobie wzruszenie, kiedy “Świerczewski przypinał mu order”. Sekretarz dzieli się ze szpitalem kawą z zapasów partyjnych. Doktor z przychodni wstydzi się swojej żony, córki badylarza. Wreszcie najtragiczniejsza bohaterka książki - doktor Bitmarowa: wyszła za mąż bez miłości za weterana-narkomana, od którego uciekła, aby ratować siebie[3], ale w efekcie straciła córkę Monikę, niezdolną do jakichkolwiek wyższych uczuć; na procesie dziewczyna z zawziętością zeznaje przeciwko matce.
Gender:
- Co się jej stało? - dziwi się profesor z Poznania.
- Nerwy, panie kolego, nerwy. Nie ma się co dziwić. I jeszcze w dodatku - kobieta! - odpowiada pół żartobliwie, pół ze wzruszeniem warszawski profesor.
Świadek Donat usiłował sugerować, iż ta nielogiczność wypływa z kobiecej niekonsekwencji.
Łucja jest bardzo niezrównoważona, miała ciężkie przejścia, prawda. Ale powiem szczerze: dużo w tym histerii.
Kobiety często bywają nieobliczalne, nie umieją przewidzieć skutków swoich czynów, mają słabo rozwiniętą wyobraźnię.
[1] „Irena musi zrozumieć. Wina jest obopólna. Tyle żon rezygnuje z własnej kariery, gdy wymaga tego sytuacja ich mężów. A tu, patrzcie państwo... Wschodząca sława polskiej
archeologii. Nareszcie raczyła przypomnieć sobie, że ma męża. Sprawy ułożyły się pomyślnie i oto pani adiunkt zechce uprzejmie zamieszkać na stałe ze swoim mężem. Ach, jak pięknie. Bardzo pięknie. A ja nie chcę. Ja już teraz tego nie chcę”.
[2]
Franka Koralczyk z początku bez celu deptała po piętach Kurzawie. Wreszcie znudziło mu się:
- Nie majówka dla szanownej panny - warknął - klienta tu nie złapiesz. Do roboty byś się wzięła.
Milczała. Do tego nie przywykł. Zazwyczaj odpowiadała stekiem wulgarnych słów. Ze wszystkich dziewczyn ulicznych w Nowoborach ta była chyba najgorsza. Taka wróciła z Niemiec
po wojnie. Mówili, że w, głowie jej się pomieszało, bo w obozie dziecko jej zabili fenolem, inni plotkowali, że dwa lata trzymano ją w żołnierskim burdelu.
[3]
Kiedyś Paweł zbił przy Monice Łucję do nieprzytomności. Przyglądała się tej scenie prawie obojętnie, z odrobiną podniecenia, niby walkom bokserskim na dodatku filmowym. Miała też odrobinę satysfakcji, widząc sponiewieraną Łucję. Przestała się jej bać, przestała ją szanować, nie okazywała już potulności.
Inne tej autorki, inne z tej serii.
#18
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela luty 13, 2022
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, kryminal, 2022, z-jamnikiem
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Małe miasteczko Nowobory, z jednej strony pozbawione zalet wielkiego miasta, z drugiej - wystarczająco duże, żeby było samowystarczalne, oczywiście jak na warunki PRL: jest fabryka, szpital, komitet partii, kolej i autobus. Pewnego poranka wszystkimi wstrząsa niewyobrażalna tragedia - pijany dróżnik nie zamknął szlabanu i pod opóźniony pociąg wpada autobus PKS. Kilkanaście osób ginie, kilkadziesiąt jest ranne, na ratunek rzucają się solidarnie wszyscy: nie lubiący się wzajemnie pracownicy szpitala, lokalna prostytutka, sekretarz partii i poszukiwany przez prokuraturę chuligan, hochsztapler, prokurator, staruszka i nielubiany taksówkarz. Na czas akcji zawieszone są wszystkie konflikty, które jednak odżywają, kiedy sytuacja się uspokaja. Osią wydarzeń jest trójkąt, w który uwikłani są doktor Julian Donat - ordynator szpitala, doktor Łucja Bitmarowa - chirurżka i jego kochanka oraz adiunkt Irena Donatowa - archeolożka, żona ordynatora, która po długim okresie “robienia kariery” wreszcie zdecydowała się wrócić do męża[1]. Po wypadku Irena ma uszkodzony kręgosłup, Donat zmusza więc Bitmarową do ryzykownej operacji. Operacja się udaje, ale wtem Irena umiera, otruta cyjankiem, podejrzenie pada więc na chwilę wcześniej fetowaną za odwagę i wytrzymałość Bitmarową. Finał jego mocno gorzki, mimo że morderca trafił za kratki, ale ku pokrzepieniu serc autorka kończy książkę wspólną deklamacją Tuwima przez sekretarza partyjnego Żarnowca i ordynatora Donata, którzy zaprzyjaźnili się mimo dzielących ich różnic dialektycznych.
Co tu się dzieje społecznie! Polak o niemieckim nazwisku jest szykanowany przez ludzi, z którymi się przed wojną wychowywał (”Szkoda, że razem ze swoją szanowną rodzinką nie wywędrował do Vaterlandu. Nie musiałabym na tę jego ponurą gębę patrzeć. / - Co też ty, Milcia! - zawołała matka. - Nasłuchasz się głupstw i pleciesz. Taki sam on Polak, jak i my. Tyle że tutejszy. Widzisz, tamci pojechali, a on został. / - Kto tam wie, po co on tu został.”). Lekko podawana historia Franki Koralczyk - “naszej k… z trzeciego piętra” - jest przerażająca[2]. Żona majstra Kraski nie chce kolejnego, czwartego chyba dziecka, więc “psuje się” u znachorki, wdaje się sepsa i omal nie umiera (co oczywiście jest tylko jej odpowiedzialnością, a nie męża). Ktoś po pijanemu pobił żonę. Aresztowano pracownika magazynu, który nie
wytrzymał próby charakteru i przywłaszczył sobie tonę rurek o średnicy półtora cala - w celu podniesienia osobistej stopy życiowej. Wypadek autobusu spowodowany jest - oprócz pijaństwa dróżnika - niesprawnym starterem i zmęczeniem kierowcy, który dorabia, biorąc zastępstwo mimo nieprzespanej nocy. Działacz partyjny z uniesiem przypomina sobie wzruszenie, kiedy “Świerczewski przypinał mu order”. Sekretarz dzieli się ze szpitalem kawą z zapasów partyjnych. Doktor z przychodni wstydzi się swojej żony, córki badylarza. Wreszcie najtragiczniejsza bohaterka książki - doktor Bitmarowa: wyszła za mąż bez miłości za weterana-narkomana, od którego uciekła, aby ratować siebie[3], ale w efekcie straciła córkę Monikę, niezdolną do jakichkolwiek wyższych uczuć; na procesie dziewczyna z zawziętością zeznaje przeciwko matce.
Gender:
- Co się jej stało? - dziwi się profesor z Poznania.
- Nerwy, panie kolego, nerwy. Nie ma się co dziwić. I jeszcze w dodatku - kobieta! - odpowiada pół żartobliwie, pół ze wzruszeniem warszawski profesor.
Świadek Donat usiłował sugerować, iż ta nielogiczność wypływa z kobiecej niekonsekwencji.
Łucja jest bardzo niezrównoważona, miała ciężkie przejścia, prawda. Ale powiem szczerze: dużo w tym histerii.
Kobiety często bywają nieobliczalne, nie umieją przewidzieć skutków swoich czynów, mają słabo rozwiniętą wyobraźnię.
[1] „Irena musi zrozumieć. Wina jest obopólna. Tyle żon rezygnuje z własnej kariery, gdy wymaga tego sytuacja ich mężów. A tu, patrzcie państwo... Wschodząca sława polskiej
archeologii. Nareszcie raczyła przypomnieć sobie, że ma męża. Sprawy ułożyły się pomyślnie i oto pani adiunkt zechce uprzejmie zamieszkać na stałe ze swoim mężem. Ach, jak pięknie. Bardzo pięknie. A ja nie chcę. Ja już teraz tego nie chcę”.
[2]
Franka Koralczyk z początku bez celu deptała po piętach Kurzawie. Wreszcie znudziło mu się:
- Nie majówka dla szanownej panny - warknął - klienta tu nie złapiesz. Do roboty byś się wzięła.
Milczała. Do tego nie przywykł. Zazwyczaj odpowiadała stekiem wulgarnych słów. Ze wszystkich dziewczyn ulicznych w Nowoborach ta była chyba najgorsza. Taka wróciła z Niemiec
po wojnie. Mówili, że w, głowie jej się pomieszało, bo w obozie dziecko jej zabili fenolem, inni plotkowali, że dwa lata trzymano ją w żołnierskim burdelu.
[3]
Kiedyś Paweł zbił przy Monice Łucję do nieprzytomności. Przyglądała się tej scenie prawie obojętnie, z odrobiną podniecenia, niby walkom bokserskim na dodatku filmowym. Miała też odrobinę satysfakcji, widząc sponiewieraną Łucję. Przestała się jej bać, przestała ją szanować, nie okazywała już potulności.
Inne tej autorki, inne z tej serii.
#18
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela luty 13, 2022
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, kryminal, 2022, z-jamnikiem
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[styczeń - czerwiec 2021]
Zakończyłam dziś trzytygodniowy okres kiśnięcia w domu, nie wymuszony izolacją czy chorobą, ale zewnętrzem. Bo zimno, ciągle mokro, po pracy, a i czasem w trakcie, ciemno. W tym czasie, dla podreperowania coraz bardziej podwiędniętej duszy, przeszukałam ubiegłoroczne wspomnienia z tych dni, kiedy wychodziłam z domu. Czasem odebrać nawynos, czasem zawieźć czy przywieźć młodzież ze szkoły na Jeżycach albo na lekcję gitary tamże, czasem na szczepienie, czasem typowo na spacer - żeby zobaczyć dywan kwietny w Parku Mickiewicza, mural czy na kawę z miłą osobą.
Dywan kwietny
Netflix się reklamuje / Szkoła na Słowackiego
Look down!
Zielona, podwórko
Zielona, podwórko
Nobel Tower / Niemen, co to już go nie ma
Kochanowskiego
Słowackiego, podwórze szkoły
Kwiatowa
Strzałowa, Bohdan Smoleń / Look up!
Jeżyce
Republika Rytmu, poddasze
Grunwaldzka
Razem w pandemii / Teatr Wielki w tulipanach
Znowu niebko
Łazarz
Jackowskiego
Jeżyce
Zielona, niebo nad podwórkiem
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota luty 12, 2022
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[styczeń - czerwiec 2021]
Zakończyłam dziś trzytygodniowy okres kiśnięcia w domu, nie wymuszony izolacją czy chorobą, ale zewnętrzem. Bo zimno, ciągle mokro, po pracy, a i czasem w trakcie, ciemno. W tym czasie, dla podreperowania coraz bardziej podwiędniętej duszy, przeszukałam ubiegłoroczne wspomnienia z tych dni, kiedy wychodziłam z domu. Czasem odebrać nawynos, czasem zawieźć czy przywieźć młodzież ze szkoły na Jeżycach albo na lekcję gitary tamże, czasem na szczepienie, czasem typowo na spacer - żeby zobaczyć dywan kwietny w Parku Mickiewicza, mural czy na kawę z miłą osobą.
Dywan kwietny
Netflix się reklamuje / Szkoła na Słowackiego
Look down!
Zielona, podwórko
Zielona, podwórko
Nobel Tower / Niemen, co to już go nie ma
Kochanowskiego
Słowackiego, podwórze szkoły
Kwiatowa
Strzałowa, Bohdan Smoleń / Look up!
Jeżyce
Republika Rytmu, poddasze
Grunwaldzka
Razem w pandemii / Teatr Wielki w tulipanach
Znowu niebko
Łazarz
Jackowskiego
Jeżyce
Zielona, niebo nad podwórkiem
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota luty 12, 2022
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Pozwoliłam sobie użyć oryginalnego tytułu, bo lepiej oddaje moje poczucie przeogromnego zdziwienia po obejrzeniu tego serialu. Poczucie zdziwienia i jednocześnie poczucie nabicia w marketingową butelkę, bo zmarnowałam ponad 3 godziny na oglądanie czegoś, co mogę nazwać tylko porażką[1]. Tak, wiem, że to pastisz tzw. thrillera kobiecego, gdzie przypadkowa kobieta po przejściach jest świadkiem czegoś niepokojącego, nikt jej nie wierzy, prowadzi prywatne śledztwo i okazuje się, że od początku miała rację. Problem w tym, że niewspółmiernie dużo wysiłku włożono w opowiedzenie absolutnie głupiej historii. Annę dotknęła życiowa tragedia - straciła dziecko, a mąż od niej odszedł. Spędza więc dni zapijając winem silne leki i siedząc przed oknem, za którym toczy się życie: ktoś się wprowadza do domu po drugiej stronie ulicy, a niedługo potem bohaterka obserwuje czyjąś śmierć. I kiedy już widz zainwestuje emocjonalnie, dostaje w twarz mokrą rybą kiepskiego żartu - córka Anny została zjedzona przez kanibala, gdy jej ojciec zabrał ją ze sobą do pracy do więzienia o zaostrzonym rygorze. Brakuje tylko śmiechu z puszki. Szkoda czasu, na komedię jest to zbyt poważne, na thriller zbyt idiotyczne. Niestety, promowane przez influencerów i przez Netflix, który planuje poeksploatować temat przez kilka sezonów. Notka dla pamięci: to, że influencer coś chwali, nie znaczy, że jest dobre.
[1] Podobne poczucie miałam z trzecim sezonem "Master of None". Zmarnowałam kilka godzin na śledzenie nudnej historii bez morału o związku dwóch przyjaciółek Deva (Ansariego). Nudnej w stylu "nic się nie dzieje" nudnej i w zasadzie bez większego związku z poprzednimi sezonami serialu.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek luty 11, 2022
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 2 komentarze
- Skomentuj
Pozwoliłam sobie użyć oryginalnego tytułu, bo lepiej oddaje moje poczucie przeogromnego zdziwienia po obejrzeniu tego serialu. Poczucie zdziwienia i jednocześnie poczucie nabicia w marketingową butelkę, bo zmarnowałam ponad 3 godziny na oglądanie czegoś, co mogę nazwać tylko porażką[1]. Tak, wiem, że to pastisz tzw. thrillera kobiecego, gdzie przypadkowa kobieta po przejściach jest świadkiem czegoś niepokojącego, nikt jej nie wierzy, prowadzi prywatne śledztwo i okazuje się, że od początku miała rację. Problem w tym, że niewspółmiernie dużo wysiłku włożono w opowiedzenie absolutnie głupiej historii. Annę dotknęła życiowa tragedia - straciła dziecko, a mąż od niej odszedł. Spędza więc dni zapijając winem silne leki i siedząc przed oknem, za którym toczy się życie: ktoś się wprowadza do domu po drugiej stronie ulicy, a niedługo potem bohaterka obserwuje czyjąś śmierć. I kiedy już widz zainwestuje emocjonalnie, dostaje w twarz mokrą rybą kiepskiego żartu - córka Anny została zjedzona przez kanibala, gdy jej ojciec zabrał ją ze sobą do pracy do więzienia o zaostrzonym rygorze. Brakuje tylko śmiechu z puszki. Szkoda czasu, na komedię jest to zbyt poważne, na thriller zbyt idiotyczne. Niestety, promowane przez influencerów i przez Netflix, który planuje poeksploatować temat przez kilka sezonów. Notka dla pamięci: to, że influencer coś chwali, nie znaczy, że jest dobre.
[1] Podobne poczucie miałam z trzecim sezonem "Master of None". Zmarnowałam kilka godzin na śledzenie nudnej historii bez morału o związku dwóch przyjaciółek Deva (Ansariego). Nudnej w stylu "nic się nie dzieje" nudnej i w zasadzie bez większego związku z poprzednimi sezonami serialu.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek luty 11, 2022
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 2 komentarze
- Skomentuj
W poprzednim tomie Rincewind wylądował na tajemniczym kontynencie zwanym Czteriks (albo XXXX), gdzie każde zwierzę - oprócz niektórych gatunków owiec - chce go zabić, a niby neutralny temat pogody (“dawno nie padało”) nie przysparza mu przyjaciół. Co ciekawe, mimo przeciwności geograficznych - a potem mimo aresztowania, nadużycia piwa czy uczestniczenia w grach hazardowych - jakoś wszystko się tak układa, że nieudany mag pozostaje przy życiu, a nawet spotyka się ze swoim magicznym kufrem. Tymczasem na Niewidocznym Uniwersytecie na dziwną chorobę zapada Bibliotekarz, który nie może pozostać w swoim kształcie, a jak się okazuje, tylko Rincewind może pamiętać prawdziwe imię chorego, więc jedynym sposobem na wyleczenie go jest odnalezienie zagubionego wędrowca. W tym celu władze Uniwersytetu (i Myślak Stibbons) trafiają na rajską wyspę, która dosłownie okazuje się być rajska, bo właśnie na niej bóg stwarza świat przed milionami lat. Po dłuższej i pełnej przygód wyprawie wszyscy docierają do czteriksowego analogu Niewidocznego Uniwersytetu, gdzie przeszłość łączy się z teraźniejszością i - spoiler alert - wreszcie spada deszcz.
Jakkolwiek miło się ten tom czytało, zwłaszcza szukając odniesień pop- i kulturowych typu “Mad Max”, “Priscilla, królowa pustyni”, marmite czy opera w Sydney (szczęśliwy kucharz, że miał uczcić Nellie Melbę, a nie damę o innym nazwisku), tak fabuła jest dość pretekstowa.
Inne tego autora.
#17
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek luty 8, 2022
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, sf-f, 2022
- 0 komentarzy
- Skomentuj
W poprzednim tomie Rincewind wylądował na tajemniczym kontynencie zwanym Czteriks (albo XXXX), gdzie każde zwierzę - oprócz niektórych gatunków owiec - chce go zabić, a niby neutralny temat pogody (“dawno nie padało”) nie przysparza mu przyjaciół. Co ciekawe, mimo przeciwności geograficznych - a potem mimo aresztowania, nadużycia piwa czy uczestniczenia w grach hazardowych - jakoś wszystko się tak układa, że nieudany mag pozostaje przy życiu, a nawet spotyka się ze swoim magicznym kufrem. Tymczasem na Niewidocznym Uniwersytecie na dziwną chorobę zapada Bibliotekarz, który nie może pozostać w swoim kształcie, a jak się okazuje, tylko Rincewind może pamiętać prawdziwe imię chorego, więc jedynym sposobem na wyleczenie go jest odnalezienie zagubionego wędrowca. W tym celu władze Uniwersytetu (i Myślak Stibbons) trafiają na rajską wyspę, która dosłownie okazuje się być rajska, bo właśnie na niej bóg stwarza świat przed milionami lat. Po dłuższej i pełnej przygód wyprawie wszyscy docierają do czteriksowego analogu Niewidocznego Uniwersytetu, gdzie przeszłość łączy się z teraźniejszością i - spoiler alert - wreszcie spada deszcz.
Jakkolwiek miło się ten tom czytało, zwłaszcza szukając odniesień pop- i kulturowych typu “Mad Max”, “Priscilla, królowa pustyni”, marmite czy opera w Sydney (szczęśliwy kucharz, że miał uczcić Nellie Melbę, a nie damę o innym nazwisku), tak fabuła jest dość pretekstowa.
Inne tego autora.
#17
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek luty 8, 2022
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, sf-f, 2022
- 0 komentarzy
- Skomentuj