Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

John Ball - W upalną noc

Fabuła jest bardzo prosta: w letnią noc Sam Wood, funkcjonariusz patrolujący małe miasteczko Wells w Karolinie, znajduje zwłoki na autostradzie. Ktoś zamordował Enrico Mantoliego, znanego dyrygenta, który miał zorganizować w miasteczku prestiżowy festiwal. W ramach tzw. szybkiej akcji policja objeżdża okolicę i zapobiegawczo aresztuje podejrzanie wyglądającego obcego, który czeka na poranny pociąg na dworcu. Obcy okazuje się podróżującym policjantem z Kaliforni, który - w przeciwieństwie do lokalnych stróżów prawa - jest ekspertem od spraw zabójstw i w kilka dni rozwiązuje zagadkę. Tyle że teraz zaczyna się gęste - obcy, Virgil Tibbs[1], zostaje aresztowany tylko dlatego, że jest czarny. Gdyby nie fakt, że wylegitymował się jako policjant i jego zwierzchnik stanowczo zażądał wypuszczenia, zapewne gniłby w celi, oskarżony o zabójstwo, a prawdziwego mordercy nikt by nie szukał. W książce - zamiast festiwalu muzycznego - pojawia się festiwal rasizmu. Tibbs nazywany jest wielokrotnie smoluchem, czarnuchem czy pucybutem, przypisywane mu są cechy “właściwe” jego rasie - tępota umysłowa[2], brzydki zapach, ograniczenie (“- Chyba zdajesz sobie sprawę, że takim jak ty my tutaj nie pozwalamy bawić się w policjantów?”), a jego uczestnictwo w śledztwie i pracy na posterunku podlega szeregowi ograniczeń. W toalecie dla kolorowych nie ma mydła ani ręcznika (“- Może zamiast ręcznikiem wytrzeć ręce w skraj koszuli - odburknął Gillespie”), regularnie jest obrażany i pomiatany (“Bill Gillespie zwrócił się do Virgila Tibbsa: - Kto, do cholery, prosił, żebyś otwierał tę swoją wielką czarną gębę? Jeżeli będę chciał się czegoś od ciebie dowiedzieć, to cię zapytam.”), a lokalny szef policji pozwala mu zostać tylko dlatego, żeby w razie porażki można było na niego zwalić winę.

Oprócz wielu przezabawnych inaczej sytuacji, w których zwycięzcą, czasem nie tylko moralnym, jest Tibbs, pojawiają wątki bezpodstawnego oskarżenia funkcjonariusza o zmuszenie do pożycia intymnego przez młodą dziewczynę, która do końca nie wie, czy ma już 18 lat, czy nie, ale ponieważ obawia się, że jest w ciąży, szuka kogoś “porządnego”, żeby dał potencjalnemu dziecku nazwisko.

Co ciekawe, to jeden z kilkunastu tomów cyklu, a w wersji filmowej spokojnego i nadzwyczaj uważnego Tibbsa grał Sidney Poitier.

[1]

- Nawiasem mówiąc, Virgil to bardzo wymyślne imię dla takiego czarnego chłopca, jak ty. Jak cię wołają tam, skąd pochodzisz?
- Mówią do mnie: panie Tibbs - odpowiedział Virgil.

[2]
- Skończyłem uczelnię.
Na chwilę znów zapadło milczenie.
- Gdzie ci pozwolili studiować?
- W Kalifornii.
Oberst zmienił pozycję i podciągnął nogi na pryczę.
- Oni tam nie zastanawiają się nad tym, co robią.

Inne z tego cyklu.

#16

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek luty 7, 2022

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, kryminal, klub-srebrnego-klucza, 2022 - 0 komentarzy - Skomentuj


John Ball - W upalną noc

Fabuła jest bardzo prosta: w letnią noc Sam Wood, funkcjonariusz patrolujący małe miasteczko Wells w Karolinie, znajduje zwłoki na autostradzie. Ktoś zamordował Enrico Mantoliego, znanego dyrygenta, który miał zorganizować w miasteczku prestiżowy festiwal. W ramach tzw. szybkiej akcji policja objeżdża okolicę i zapobiegawczo aresztuje podejrzanie wyglądającego obcego, który czeka na poranny pociąg na dworcu. Obcy okazuje się podróżującym policjantem z Kaliforni, który - w przeciwieństwie do lokalnych stróżów prawa - jest ekspertem od spraw zabójstw i w kilka dni rozwiązuje zagadkę. Tyle że teraz zaczyna się gęste - obcy, Virgil Tibbs[1], zostaje aresztowany tylko dlatego, że jest czarny. Gdyby nie fakt, że wylegitymował się jako policjant i jego zwierzchnik stanowczo zażądał wypuszczenia, zapewne gniłby w celi, oskarżony o zabójstwo, a prawdziwego mordercy nikt by nie szukał. W książce - zamiast festiwalu muzycznego - pojawia się festiwal rasizmu. Tibbs nazywany jest wielokrotnie smoluchem, czarnuchem czy pucybutem, przypisywane mu są cechy “właściwe” jego rasie - tępota umysłowa[2], brzydki zapach, ograniczenie (“- Chyba zdajesz sobie sprawę, że takim jak ty my tutaj nie pozwalamy bawić się w policjantów?”), a jego uczestnictwo w śledztwie i pracy na posterunku podlega szeregowi ograniczeń. W toalecie dla kolorowych nie ma mydła ani ręcznika (“- Może zamiast ręcznikiem wytrzeć ręce w skraj koszuli - odburknął Gillespie”), regularnie jest obrażany i pomiatany (“Bill Gillespie zwrócił się do Virgila Tibbsa: - Kto, do cholery, prosił, żebyś otwierał tę swoją wielką czarną gębę? Jeżeli będę chciał się czegoś od ciebie dowiedzieć, to cię zapytam.”), a lokalny szef policji pozwala mu zostać tylko dlatego, żeby w razie porażki można było na niego zwalić winę.

Oprócz wielu przezabawnych inaczej sytuacji, w których zwycięzcą, czasem nie tylko moralnym, jest Tibbs, pojawiają wątki bezpodstawnego oskarżenia funkcjonariusza o zmuszenie do pożycia intymnego przez młodą dziewczynę, która do końca nie wie, czy ma już 18 lat, czy nie, ale ponieważ obawia się, że jest w ciąży, szuka kogoś “porządnego”, żeby dał potencjalnemu dziecku nazwisko.

Co ciekawe, to jeden z kilkunastu tomów cyklu, a w wersji filmowej spokojnego i nadzwyczaj uważnego Tibbsa grał Sidney Poitier.

[1]

- Nawiasem mówiąc, Virgil to bardzo wymyślne imię dla takiego czarnego chłopca, jak ty. Jak cię wołają tam, skąd pochodzisz?
- Mówią do mnie: panie Tibbs - odpowiedział Virgil.

[2]
- Skończyłem uczelnię.
Na chwilę znów zapadło milczenie.
- Gdzie ci pozwolili studiować?
- W Kalifornii.
Oberst zmienił pozycję i podciągnął nogi na pryczę.
- Oni tam nie zastanawiają się nad tym, co robią.

Inne z tego cyklu.

#16

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek luty 7, 2022

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, kryminal, klub-srebrnego-klucza, 2022 - 0 komentarzy - Skomentuj


Berlin - pandemia bez demonstracji

[14-16.01.2022]

Zanim mi ktoś wytknie, że jednak są w Berlinie demonstracje, również w styczniu, to tak, owszem, co poniedziałek przechodzi smętny pochód przeciwników segregacji sanitarnej, ale ponieważ spędziłam w Berlinie weekend, to nasze ścieżki się nie przecięły. Dygresyjnie, pracuję z Irlandczykami, rozmawiamy sobie ostatnio w ramach small talku o pogodzie i perspektywach, rozmówczyni wyraża radość, że właśnie zrezygnowano z większości obostrzeń z powodu wyszczepienia ponad 90% populacji - nie ma już godziny policyjnej o 20, nie trzeba okazywać paszportu covidowego... A jak w Polsce? Ciężko? Oczywiście, bardzo ciężko, z ograniczeń mamy maseczki, których większość nie nosi prawidłowo, a spora część wcale, nawet jak to wymagane. Wracając z dygresji do Berlina, pierwszego dnia właściciel ulicznego kebabu/currywurstowni z trzema stolikami wewnątrz wyraził zdegustowanie, że nie mamy szczepienia 3/3, tylko 2/2 i kazał szybciutko iść po trzecią dawkę. Od ulubionej ostatnio śniadaniowni w niedzielę odbiliśmy się, bo kelnerka grzecznie wyjaśniła, że skoro nie mamy boostera[1], to zaprasza na test opodal i z negatywnym wynikiem można wejść, a jak nie, to nie. Bez okazywania paszportu można zrobić zakupy w spożywczaku, ale w sklepie z kosmetykami nie ma opcji. Podobnie w Futurium czy muzeum. Można oczywiście spacerować po mieście, aczkolwiek styczniowa pogoda nie była rewelacyjna, tyle że nie padało. 16 tysięcy kroków w sobotę.

[1] Już mam 3/3, booster się przyjął elegancko.

Brama Brandenburska Willhelmstrasse Ambasada Brytyjska Unter den Linden / Pariser Platz Widok na Reichstag Ammpelmann / Słoń przy Ebertstrasse Paul Loebe Building Paul Loebe Building / Reichstag Paul Loebe Building Paul Loebe Building / Marie-Elisabeth-Lüders-Haus 3XN Cube Berlin Szprewa z widokiem na wieżę telewizyjną / Mall of Berlin Reichstag Taverna Athene

Adresy:

  • Hit Ulrich, Mohrenstraße 69 - spożywcze, pokażę następnym razem, co przywożę
  • Mall of Berlin, Leipziger Pl. 12 - Rituals, Idee, Lindt i inne
  • Taverna Athene, Tempelhofer Ufer 12 - restauracja grecka
  • Futurium, Alexanderufer 2
  • Neues Museum, Bodestraße 1-3
  • Breakfast Coffee, Wilhelmstraße 85

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela luty 6, 2022

Link bezpośredni - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Tagi: berlin, niemcy - 0 komentarzy - Skomentuj


Berlin - pandemia bez demonstracji

[14-16.01.2022]

Zanim mi ktoś wytknie, że jednak są w Berlinie demonstracje, również w styczniu, to tak, owszem, co poniedziałek przechodzi smętny pochód przeciwników segregacji sanitarnej, ale ponieważ spędziłam w Berlinie weekend, to nasze ścieżki się nie przecięły. Dygresyjnie, pracuję z Irlandczykami, rozmawiamy sobie ostatnio w ramach small talku o pogodzie i perspektywach, rozmówczyni wyraża radość, że właśnie zrezygnowano z większości obostrzeń z powodu wyszczepienia ponad 90% populacji - nie ma już godziny policyjnej o 20, nie trzeba okazywać paszportu covidowego... A jak w Polsce? Ciężko? Oczywiście, bardzo ciężko, z ograniczeń mamy maseczki, których większość nie nosi prawidłowo, a spora część wcale, nawet jak to wymagane. Wracając z dygresji do Berlina, pierwszego dnia właściciel ulicznego kebabu/currywurstowni z trzema stolikami wewnątrz wyraził zdegustowanie, że nie mamy szczepienia 3/3, tylko 2/2 i kazał szybciutko iść po trzecią dawkę. Od ulubionej ostatnio śniadaniowni w niedzielę odbiliśmy się, bo kelnerka grzecznie wyjaśniła, że skoro nie mamy boostera[1], to zaprasza na test opodal i z negatywnym wynikiem można wejść, a jak nie, to nie. Bez okazywania paszportu można zrobić zakupy w spożywczaku, ale w sklepie z kosmetykami nie ma opcji. Podobnie w Futurium czy muzeum. Można oczywiście spacerować po mieście, aczkolwiek styczniowa pogoda nie była rewelacyjna, tyle że nie padało. 16 tysięcy kroków w sobotę.

[1] Już mam 3/3, booster się przyjął elegancko.

Brama Brandenburska Willhelmstrasse Ambasada Brytyjska Unter den Linden / Pariser Platz Widok na Reichstag Ammpelmann / Słoń przy Ebertstrasse Paul Loebe Building Paul Loebe Building / Reichstag Paul Loebe Building Paul Loebe Building / Marie-Elisabeth-Lüders-Haus 3XN Cube Berlin Szprewa z widokiem na wieżę telewizyjną / Mall of Berlin Reichstag Taverna Athene

Adresy:

  • Hit Ulrich, Mohrenstraße 69 - spożywcze, pokażę następnym razem, co przywożę
  • Mall of Berlin, Leipziger Pl. 12 - Rituals, Idee, Lindt i inne
  • Taverna Athene, Tempelhofer Ufer 12 - restauracja grecka
  • Futurium, Alexanderufer 2
  • Neues Museum, Bodestraße 1-3
  • Breakfast Coffee, Wilhelmstraße 85

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela luty 6, 2022

Link bezpośredni - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Tagi: berlin, niemcy - 0 komentarzy - Skomentuj


Henning Mankell - Powrót nauczyciela tańca

Stefan, trzydziestoparoletni policjant z Boras, dowiaduje się jednocześnie dwóch rzeczy - że ma nowotwór języka i ma się szykować na inwazyjne leczenie oraz że jego dawny partner, Molin, został brutalnie zamordowany w prowincjonalnym miasteczku, do którego przeniósł się na emeryturze. Decyduje się - zamiast na wakacje na Majorkę (nawet mi nie mówcie) - na wyprawę do miejsca śmierci kolegi, żeby powiedzieć prowadzącym śledztwo, że Molin od zawsze się czegoś bał. Jak postanawia, tak robi, zostawiając w pół słowa swoją partnerkę, Helenę. Na miejscu zaprzyjaźnia się z Giuseppe, lokalnym śledczym i niejako po kumplowsku zaczyna prowadzić śledztwo. A to się włamuje do zamkniętego domu, a to przesłuchuje kogoś na nielegalu, czasem obrywa w głowę. Niedługo potem ginie sąsiad Molina, lokalna policja ma teorię, że to ten sam zbrodniarz, ale Stefan czuje, że morderców było dwóch. I rzeczywiście - w drugim wątku morderca Molina, jak się okazuje, argentyński Żyd, który przyjechał wymierzyć sprawiedliwość wojennemu zbrodniarzowi, również pozostaje w Szwecji, żeby nie spadło na niego odium podwójnego mordercy.

To nie jest przyjemna historia, bo odsłania ten kawałek historii, o którym się nie mówi - że Skandynawowie chętnie wspierali Hitlera i bynajmniej nie byli neutralni. Stefan dowiaduje się, że jego ojciec, miły człowiek, należał również do organizacji post-nazistowskiej, co kładzie się cieniem na jego życiu. Stefan nie jest też specjalnie przyjemnym człowiekiem, skupiony na sobie, nawet biorąc pod uwagę fakt, że właśnie musiał się z zmierzyć ze swoją śmiertelnością, ignoruje Helenę, zaabsorbowany swoimi sprawami. Autor też nie waha się go “uczłowieczyć”, informując czytelnika, że policjant lubi sikać na świeżym powietrzu, miewa ochotę na onanizm oraz na widok atrakcyjnej córki zamordowanego rozważa ściagnięcie z niej ubrań; Giuseppe z kolei zwierza się, że ma zatwardzenie. Książka ma już swoje lata, więc Internet jest postrzegany dość egzotycznie jako źródło pornografii i miejsce emitowania dziwnych poglądów. Pomijając to, jest to całkiem niezłe, skomplikowane śledztwo z nieoczywistymi rozwiązaniami.

Polskie akcenty: Helena jest z pochodzenia Polką, ma rodzinę w Krakowie.

Inne tego autora.

#15

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek luty 4, 2022

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, kryminal, 2022 - 0 komentarzy - Skomentuj


Henning Mankell - Powrót nauczyciela tańca

Stefan, trzydziestoparoletni policjant z Boras, dowiaduje się jednocześnie dwóch rzeczy - że ma nowotwór języka i ma się szykować na inwazyjne leczenie oraz że jego dawny partner, Molin, został brutalnie zamordowany w prowincjonalnym miasteczku, do którego przeniósł się na emeryturze. Decyduje się - zamiast na wakacje na Majorkę (nawet mi nie mówcie) - na wyprawę do miejsca śmierci kolegi, żeby powiedzieć prowadzącym śledztwo, że Molin od zawsze się czegoś bał. Jak postanawia, tak robi, zostawiając w pół słowa swoją partnerkę, Helenę. Na miejscu zaprzyjaźnia się z Giuseppe, lokalnym śledczym i niejako po kumplowsku zaczyna prowadzić śledztwo. A to się włamuje do zamkniętego domu, a to przesłuchuje kogoś na nielegalu, czasem obrywa w głowę. Niedługo potem ginie sąsiad Molina, lokalna policja ma teorię, że to ten sam zbrodniarz, ale Stefan czuje, że morderców było dwóch. I rzeczywiście - w drugim wątku morderca Molina, jak się okazuje, argentyński Żyd, który przyjechał wymierzyć sprawiedliwość wojennemu zbrodniarzowi, również pozostaje w Szwecji, żeby nie spadło na niego odium podwójnego mordercy.

To nie jest przyjemna historia, bo odsłania ten kawałek historii, o którym się nie mówi - że Skandynawowie chętnie wspierali Hitlera i bynajmniej nie byli neutralni. Stefan dowiaduje się, że jego ojciec, miły człowiek, należał również do organizacji post-nazistowskiej, co kładzie się cieniem na jego życiu. Stefan nie jest też specjalnie przyjemnym człowiekiem, skupiony na sobie, nawet biorąc pod uwagę fakt, że właśnie musiał się z zmierzyć ze swoją śmiertelnością, ignoruje Helenę, zaabsorbowany swoimi sprawami. Autor też nie waha się go “uczłowieczyć”, informując czytelnika, że policjant lubi sikać na świeżym powietrzu, miewa ochotę na onanizm oraz na widok atrakcyjnej córki zamordowanego rozważa ściagnięcie z niej ubrań; Giuseppe z kolei zwierza się, że ma zatwardzenie. Książka ma już swoje lata, więc Internet jest postrzegany dość egzotycznie jako źródło pornografii i miejsce emitowania dziwnych poglądów. Pomijając to, jest to całkiem niezłe, skomplikowane śledztwo z nieoczywistymi rozwiązaniami.

Polskie akcenty: Helena jest z pochodzenia Polką, ma rodzinę w Krakowie.

Inne tego autora.

#15

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek luty 4, 2022

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, kryminal, 2022 - 0 komentarzy - Skomentuj


The Watch

Zacznijmy od tego, czym “The Watch” nie jest. Otóż nie jest to ekranizacja żadnej z książek Pratchetta. Akcja pierwszego (i mam nadzieję, że ostatniego) sezonu to sklejka losowych wątków ze “Straż! Straż!” (Wonse chce władzy i w tym celu przywołuje smoka, żeby sterroryzować aktualnie rządzących, motyw z dziedzicem tronu) oraz “Nocnej straży” (Vimes ściga Carcera, jest zabawa ze światami równoległymi zamiast podróży w czasie, ale pojawia się epizod z początkami Vimesa w straży). Występujące postaci też są nieco wzorowane na tych opisanych przez autora, nieco, bo czasem są swoją własną karykaturą (pieczeniarz Vetinari, jak taka osoba ma w ogóle posłuch u Vimesa!), broni się chyba tylko Cudo Tyłeczek; dla jasności - złego słowa nie powiem o aktorach, bo naprawdę starali się grać tak, jak im kazali, były emocje, było budowanie postaci, była konsekwencja. Wreszcie to nie jest Świat Dysku. To jest jakiś zużyty wszechświat, w którym pojawiają się niespójne elementy, ale nie ma logiki. W każdej chwili może pojawić się deus ex machina, ktoś znika, ktoś się pojawia, magowie kradną wynalazki ze świata kuli, powstrzymajcie tę karuzelę śmiechu.

Niestety, nie jest to też dobry serial w ogóle. Próbowałam. Naprawdę. Starałam się wymazać z głowy te drobniejsze rzeczy, które nie były tak, jak je PTerry zaplanował - brak rzeki Ankh, Vimes z drażniącymi tikami, udający nędzną podróbkę pirata z Karaibów, domina Sybil Ramkin (i cały motyw zastąpienia schroniska dla smoków jakąś dziwną przymusową terapią dla upośledzonych społecznie), Angua wzrostu siedzącego psa i Cudo spoglądające na świat z wysokości rosłych 180 centymetrów, Detrytus postrzelony z łuku, kobieta-Dibbler handlująca narkotykami pożądająca władzy, kobieta-Vetinari czy nawet - tu było najtrudniej - scenografia będąca pomieszaniem całkiem zręcznej stylistyki Ankh-Morpork i losowych wnętrz biurowych, żywcem wyjętych z lat 70. Problem w tym, że nawet kiedy przymknie się na to oczy, to serial dalej się nie broni, bo jest zwyczajnie głupi. Bohaterowie nie postępują logicznie, kłócą się zamiast rozmawiać, Śmierć służy jako narzędzie ekspozycyjne, konflikt rozwiązujemy przez zaklęcie zmuszające ludzi do tańca z akompaniamentem Wham (tak, zaśmiałam się, ale na litość) bądź przebrania się w stroje glam i zaśpiewania piosenki. I jednocześnie uważam, że finał z koncertem zespołu “The What” był doskonały, co z tego, jak to była wisienka na torcie z błota i patyków.

Najsmutniejsze jest to, że teraz już nikt nie nakręci dobrej - i wcale nie wymagam, żeby wiernej, skoro da się wzorem “Strażników” czy “The Boys” zrobić coś w kontinuum, ale nowego - ekranizacji “Nocnej straży”, którą uważam za najlepszą powieść Pratchetta.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek luty 3, 2022

Link bezpośredni - Kategorie: Oglądam, Seriale - - 0 komentarzy - Skomentuj


The Watch

Zacznijmy od tego, czym “The Watch” nie jest. Otóż nie jest to ekranizacja żadnej z książek Pratchetta. Akcja pierwszego (i mam nadzieję, że ostatniego) sezonu to sklejka losowych wątków ze “Straż! Straż!” (Wonse chce władzy i w tym celu przywołuje smoka, żeby sterroryzować aktualnie rządzących, motyw z dziedzicem tronu) oraz “Nocnej straży” (Vimes ściga Carcera, jest zabawa ze światami równoległymi zamiast podróży w czasie, ale pojawia się epizod z początkami Vimesa w straży). Występujące postaci też są nieco wzorowane na tych opisanych przez autora, nieco, bo czasem są swoją własną karykaturą (pieczeniarz Vetinari, jak taka osoba ma w ogóle posłuch u Vimesa!), broni się chyba tylko Cudo Tyłeczek; dla jasności - złego słowa nie powiem o aktorach, bo naprawdę starali się grać tak, jak im kazali, były emocje, było budowanie postaci, była konsekwencja. Wreszcie to nie jest Świat Dysku. To jest jakiś zużyty wszechświat, w którym pojawiają się niespójne elementy, ale nie ma logiki. W każdej chwili może pojawić się deus ex machina, ktoś znika, ktoś się pojawia, magowie kradną wynalazki ze świata kuli, powstrzymajcie tę karuzelę śmiechu.

Niestety, nie jest to też dobry serial w ogóle. Próbowałam. Naprawdę. Starałam się wymazać z głowy te drobniejsze rzeczy, które nie były tak, jak je PTerry zaplanował - brak rzeki Ankh, Vimes z drażniącymi tikami, udający nędzną podróbkę pirata z Karaibów, domina Sybil Ramkin (i cały motyw zastąpienia schroniska dla smoków jakąś dziwną przymusową terapią dla upośledzonych społecznie), Angua wzrostu siedzącego psa i Cudo spoglądające na świat z wysokości rosłych 180 centymetrów, Detrytus postrzelony z łuku, kobieta-Dibbler handlująca narkotykami pożądająca władzy, kobieta-Vetinari czy nawet - tu było najtrudniej - scenografia będąca pomieszaniem całkiem zręcznej stylistyki Ankh-Morpork i losowych wnętrz biurowych, żywcem wyjętych z lat 70. Problem w tym, że nawet kiedy przymknie się na to oczy, to serial dalej się nie broni, bo jest zwyczajnie głupi. Bohaterowie nie postępują logicznie, kłócą się zamiast rozmawiać, Śmierć służy jako narzędzie ekspozycyjne, konflikt rozwiązujemy przez zaklęcie zmuszające ludzi do tańca z akompaniamentem Wham (tak, zaśmiałam się, ale na litość) bądź przebrania się w stroje glam i zaśpiewania piosenki. I jednocześnie uważam, że finał z koncertem zespołu “The What” był doskonały, co z tego, jak to była wisienka na torcie z błota i patyków.

Najsmutniejsze jest to, że teraz już nikt nie nakręci dobrej - i wcale nie wymagam, żeby wiernej, skoro da się wzorem “Strażników” czy “The Boys” zrobić coś w kontinuum, ale nowego - ekranizacji “Nocnej straży”, którą uważam za najlepszą powieść Pratchetta.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek luty 3, 2022

Link bezpośredni - Kategorie: Oglądam, Seriale - - 0 komentarzy - Skomentuj


Berlin - Neues Museum

[16.01.2022]

Mam mieszane uczucia co do gromadzenia i przechowywania w muzeach artefaktów, zwłaszcza jeśli należą do innych kultur i krajów (zostawiając na boku cały rys historyczny, że kiedyś była inna sytuacja, że można coś pozyskać nie- i etycznie). Zapobiegawczo więc chciałam skorzystać z faktu, że tuż za miedzą w Neues Museum leży sobie w gustownie zaaranżowanych salach połowa Egiptu, zanim rozpocznie się jakiś bardziej zorganizowany ruch, żeby sytuację uporządkować. Nastolatka współpracowała, chociaż ciężko skupić się na oglądanych artefaktach, kiedy ktoś co 30 sekund szarpie cię za rękaw, bo właśnie zobaczył szykielet, kotka albo innego ibisa. Popiersia Nefretete nie można fotografować, a szkoda, resztę można. Na równi z ekspozycją zwalają z nóg obłędne wnętrza i sklepik z pamiątkami (głównie ceny!). Bilety można przez internet, wymagane maseczki przez cały czas oraz okazanie certyfikatu zaszczepienia (wystarcza 2/2).

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa luty 2, 2022

Link bezpośredni - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Tagi: berlin, niemcy, sztuka - 0 komentarzy - Skomentuj


Berlin - Neues Museum

[16.01.2022]

Mam mieszane uczucia co do gromadzenia i przechowywania w muzeach artefaktów, zwłaszcza jeśli należą do innych kultur i krajów (zostawiając na boku cały rys historyczny, że kiedyś była inna sytuacja, że można coś pozyskać nie- i etycznie). Zapobiegawczo więc chciałam skorzystać z faktu, że tuż za miedzą w Neues Museum leży sobie w gustownie zaaranżowanych salach połowa Egiptu, zanim rozpocznie się jakiś bardziej zorganizowany ruch, żeby sytuację uporządkować. Nastolatka współpracowała, chociaż ciężko skupić się na oglądanych artefaktach, kiedy ktoś co 30 sekund szarpie cię za rękaw, bo właśnie zobaczył szykielet, kotka albo innego ibisa. Popiersia Nefretete nie można fotografować, a szkoda, resztę można. Na równi z ekspozycją zwalają z nóg obłędne wnętrza i sklepik z pamiątkami (głównie ceny!). Bilety można przez internet, wymagane maseczki przez cały czas oraz okazanie certyfikatu zaszczepienia (wystarcza 2/2).

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa luty 2, 2022

Link bezpośredni - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Tagi: berlin, niemcy, sztuka - 0 komentarzy - Skomentuj