”To tylko wrażenie, że wyspiarze nigdy nie uwolnili się od swojej historii. Że nie mają wolnej woli. Albo że nie mają ochoty sobie na jakąkolwiek pozwolić”.
Tytułową “Czerwień kości” widać w wykopie archeologicznym na wyspie Whalsay, rodzinnej wyspie Sandy’ego Wilsona. Wykopaliska odbywają się na ziemi jego babki, Mimy, zażywnej staruszki w typie Niani Ogg, popijającej rześko procentowe napoje, wiecznej wdowy nie stroniącej - choć dyskretnej - od uciech cielesnych. Sandy na urlopie, nieco pijany po imprezie z kolegami z młodości, idzie do babki wytrzeźwieć, co udaje mu się niespodziewanie szybko, bo znajduje jej zwłoki, odziane w żółty płaszcz przeciwdeszczowy jednej z archeolożek. Wydaje się, że to wypadek - jego kuzyn Roland, również pod wpływem alkoholu, wyszedł postrzelać do królików i chociaż zaklina się, że nie strzelał w stronę chaty Mimy, to była mgła i poczuwa się do winy. Perez przybywa na wyspę, chociaż wszystko wygląda na nieszczęśliwy wypadek; do czasu aż jedna z archeolożek - wycofana i depresyjna Hattie - nie zostaje znaleziona martwa w wykopie.
”Błękit błyskawicy” oryginalnie miał być finałowym tomem kwartetu; to, że wyszły kolejne trzy tomy, to raczej nie było początkowym planem autorki.
W Centrum Turystyczno-Badawczym na Fair Isle, rodzinnej wyspie Pereza, odbywa się jego przyjęcie zaręczynowe z Fran. Impreza kończy się małą awanturą, kiedy Angela, ornitolożka-celebrytka, zarządzająca Centrum, zostaje oblana piwem przez pijaną pasierbicę. Następnego poranka Angela zostaje znaleziona martwa. Jako że nad wyspą przetacza się fala kiepskiej pogody, nie pływają promy ani nic nie lata, Perez jest zdany tylko na siebie, chociaż - jak się okazuje w trakcie śledztwa - zaangażowani mogą być również członkowie jego rodziny. Niedługo potem ginie Jane, zdolna i doskonale zorganizowana kucharka w Centrum, wreszcie w dramatycznym finale morderca uderza po raz trzeci.
J svanyr zbeqrepn mnovwn anemrpmbaą cbyvpwnagn, xgóen joerj bonjbz Crermn jłąpmlłn fvę j śyrqmgjb. Wn jvrz, żr cemlcnqxbjn śzvreć anemrpmbarw Crermn zvnłn olć gnxvz zbpalz chaxgrz an xbavrp, nyr gb ebmjvąmnavr nofbyhgavr avr snve. J frevnyh bjfmrz, Crerm wrfg mtbemxavnłl v fnzbgavr jfcółjlpubjhwr m ovbybtvpmalz bwprz whż anfgbyrgavą Pnffvr (j xfvążpr j zbzrapvr śzvrepv zngxv qmvrjpmlaxn zn 6 yng), nyr śzvreć Sena bqoljn fvę cemrq cvrejfmlz bqpvaxvrz. J xbyrwalpu gbznpu, xgóer whż cemrpmlgnłnz, Crerm cbjbyv cbqabfv fvę cb genhzvr.
Inne tej autorki tutaj.
#104-105
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota sierpień 22, 2020
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, kryminał, 2020
- 1 komentarz
- Skomentuj
”To tylko wrażenie, że wyspiarze nigdy nie uwolnili się od swojej historii. Że nie mają wolnej woli. Albo że nie mają ochoty sobie na jakąkolwiek pozwolić”.
Tytułową “Czerwień kości” widać w wykopie archeologicznym na wyspie Whalsay, rodzinnej wyspie Sandy’ego Wilsona. Wykopaliska odbywają się na ziemi jego babki, Mimy, zażywnej staruszki w typie Niani Ogg, popijającej rześko procentowe napoje, wiecznej wdowy nie stroniącej - choć dyskretnej - od uciech cielesnych. Sandy na urlopie, nieco pijany po imprezie z kolegami z młodości, idzie do babki wytrzeźwieć, co udaje mu się niespodziewanie szybko, bo znajduje jej zwłoki, odziane w żółty płaszcz przeciwdeszczowy jednej z archeolożek. Wydaje się, że to wypadek - jego kuzyn Roland, również pod wpływem alkoholu, wyszedł postrzelać do królików i chociaż zaklina się, że nie strzelał w stronę chaty Mimy, to była mgła i poczuwa się do winy. Perez przybywa na wyspę, chociaż wszystko wygląda na nieszczęśliwy wypadek; do czasu aż jedna z archeolożek - wycofana i depresyjna Hattie - nie zostaje znaleziona martwa w wykopie.
”Błękit błyskawicy” oryginalnie miał być finałowym tomem kwartetu; to, że wyszły kolejne trzy tomy, to raczej nie było początkowym planem autorki.
W Centrum Turystyczno-Badawczym na Fair Isle, rodzinnej wyspie Pereza, odbywa się jego przyjęcie zaręczynowe z Fran. Impreza kończy się małą awanturą, kiedy Angela, ornitolożka-celebrytka, zarządzająca Centrum, zostaje oblana piwem przez pijaną pasierbicę. Następnego poranka Angela zostaje znaleziona martwa. Jako że nad wyspą przetacza się fala kiepskiej pogody, nie pływają promy ani nic nie lata, Perez jest zdany tylko na siebie, chociaż - jak się okazuje w trakcie śledztwa - zaangażowani mogą być również członkowie jego rodziny. Niedługo potem ginie Jane, zdolna i doskonale zorganizowana kucharka w Centrum, wreszcie w dramatycznym finale morderca uderza po raz trzeci.
J svanyr zbeqrepn mnovwn anemrpmbaą cbyvpwnagn, xgóen joerj bonjbz Crermn jłąpmlłn fvę j śyrqmgjb. Wn jvrz, żr cemlcnqxbjn śzvreć anemrpmbarw Crermn zvnłn olć gnxvz zbpalz chaxgrz an xbavrp, nyr gb ebmjvąmnavr nofbyhgavr avr snve. J frevnyh bjfmrz, Crerm wrfg mtbemxavnłl v fnzbgavr jfcółjlpubjhwr m ovbybtvpmalz bwprz whż anfgbyrgavą Pnffvr (j xfvążpr j zbzrapvr śzvrepv zngxv qmvrjpmlaxn zn 6 yng), nyr śzvreć Sena bqoljn fvę cemrq cvrejfmlz bqpvaxvrz. J xbyrwalpu gbznpu, xgóer whż cemrpmlgnłnz, Crerm cbjbyv cbqabfv fvę cb genhzvr.
Inne tej autorki tutaj.
#104-105
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota sierpień 22, 2020
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, kryminał, 2020
- 1 komentarz
- Skomentuj
Inspektor Jimmy Perez, rodowity Szetlandczyk z Fair Isle, chociaż z hiszpańskich nazwiskiem, jest wzywany do wszelkich poważniejszych przestępstw w okolicy (co czasem oznacza pływanie promem z wyspy na wyspę). Uwielbia swoją pracę nie tylko dlatego, że pilnuje prawa, ale z etnologicznym zacięciem obserwuje ludzie sekrety i rzeczy, które zwykle ukrywają. Rozwiedziony, nie bardzo umie znaleźć równowagę między pracą a życiem prywatnym, ale nie aż tak jak współpracujący z nim inspektor Roy Taylor z Inverness, ambitny pracoholik bez bliskich. Poza epizodycznie pojawiającą się prokuratorką i ekipą techniczną, na posterunku pracuje też Sandy Wilson, pochodzący z wyspy Whalsay, jak to oględnie Perez stwierdził, “czasami wydawał się największym durniem w Szkocji”, ale za to świetnie ogarnia komputerowe technikalia.
"Czerń kruka"
Zima na Szetlandach. Fran, rozwiedziona artystka, znajduje odcinające się kolorem od płaszczyzny śniegu zwłoki nastolatki, Catherine. Ludzie wtem przypominają sobie o poprzedniej niewyjaśnionej zbrodni - kilkanaście lat wcześniej zniknęła mała Catriona, mieszkająca w tym samym domu co współcześnie Catherine. Wszystkie tropy wskazują na Magnusa, nieco opóźnionego i autystycznego starszego samotnego mężczyznę, mieszkającego po sąsiedzku. Obie dziewczyny bywały w jego domu, Catherine nawet w dniu śmierci. Jimmy Perez jednak nie do końca wierzy w łatwe rozwiązanie, nawet kiedy Fran przypadkiem odkrywa zwłoki Catriony niedaleko domu Magnusa, odsłonięte w wyniku osunięcia gruntu po burzy. Podejrzewa nauczyciela Catherine, który zainteresowanie dziewczyny potraktował dość osobiście; byłego męża Fran, lokalnego bogacza i bon-vivanta; młodego rybaka, obiekt westchnień wielu dziewczyn; ojca przyjaciółki Catherine, Sally, działacza ekologicznego, który znika wieczorami z domu. Tuż przed finałem, w trakcie hucznych obchodów lokalnego święta, znika Cassie, córka Fran (kolejna dziewczyna o imieniu na C).
"Biel nocy"
Lato na Szetlandach, słońce nie zachodzi całkowicie, ludzie są niewyspani i drażliwi. Na wernisażu prac lokalnej sławy, Belli i Fran (tu już partnerki Pereza) dochodzi do dziwnej sceny - obcy mężczyzna płacze przed jednym z obrazów, po czym informuje, że ma amnezję i ucieka przed Perezem na plażę. Następnego dnia zostaje znaleziony martwy, powieszony w rybackiej szopie opodal, z twarzą w masce klauna; odkrywa go Kenny, sąsiad Belli. Wernisaż nie tylko z tego powodu był porażką - mężczyzna przebrany za klauna rozdawał wcześniej ulotki z informacją, że impreza jest odwołana z powodu śmierci. Niedługo potem ginie siostrzeniec Belli, obiecujący młody muzyk. Przy okazji ekipa przeszukująca okolice klifu znajduje kości sprzed lat. Perez podejrzewa o wszystko pisarza, który przyjechał na Szetlandy dla klimatu, a do tego jest zainteresowany Fran; podejrzenia są tym bardziej sensowne, bo pisarz był już na wyspie przed laty, kiedy wyjechał brat Kenny’ego i nie dał potem znaku życia (pb wrfg ancenjqę gnx gbcbealz ebmjvąmnavrz snohynealz, żr nż obyv - avr cvfnł, ob bq xvyxhanfgh yng yrżnł znegjl cb hcnqxh m xyvsh).
W obu tomach rozegrany jest kontrast między sielskością otoczenia i pozornym poczuciem bezpieczeństwa mieszkańców małych wysp, gdzie wszyscy wszystkich znają, a zło może przyjść tylko z zewnątrz.
Jeśli coś Wam to przypomina, to tak - na podstawie książek powstał serial, kiedyś dostępny na Netflixie (przynajmniej sezony 1-3, teraz jest już 5).
Inne tej autorki tutaj.
#102-103
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek sierpień 14, 2020
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, kryminał, 2020
- 3 komentarze
- Skomentuj
Inspektor Jimmy Perez, rodowity Szetlandczyk z Fair Isle, chociaż z hiszpańskich nazwiskiem, jest wzywany do wszelkich poważniejszych przestępstw w okolicy (co czasem oznacza pływanie promem z wyspy na wyspę). Uwielbia swoją pracę nie tylko dlatego, że pilnuje prawa, ale z etnologicznym zacięciem obserwuje ludzie sekrety i rzeczy, które zwykle ukrywają. Rozwiedziony, nie bardzo umie znaleźć równowagę między pracą a życiem prywatnym, ale nie aż tak jak współpracujący z nim inspektor Roy Taylor z Inverness, ambitny pracoholik bez bliskich. Poza epizodycznie pojawiającą się prokuratorką i ekipą techniczną, na posterunku pracuje też Sandy Wilson, pochodzący z wyspy Whalsay, jak to oględnie Perez stwierdził, “czasami wydawał się największym durniem w Szkocji”, ale za to świetnie ogarnia komputerowe technikalia.
"Czerń kruka"
Zima na Szetlandach. Fran, rozwiedziona artystka, znajduje odcinające się kolorem od płaszczyzny śniegu zwłoki nastolatki, Catherine. Ludzie wtem przypominają sobie o poprzedniej niewyjaśnionej zbrodni - kilkanaście lat wcześniej zniknęła mała Catriona, mieszkająca w tym samym domu co współcześnie Catherine. Wszystkie tropy wskazują na Magnusa, nieco opóźnionego i autystycznego starszego samotnego mężczyznę, mieszkającego po sąsiedzku. Obie dziewczyny bywały w jego domu, Catherine nawet w dniu śmierci. Jimmy Perez jednak nie do końca wierzy w łatwe rozwiązanie, nawet kiedy Fran przypadkiem odkrywa zwłoki Catriony niedaleko domu Magnusa, odsłonięte w wyniku osunięcia gruntu po burzy. Podejrzewa nauczyciela Catherine, który zainteresowanie dziewczyny potraktował dość osobiście; byłego męża Fran, lokalnego bogacza i bon-vivanta; młodego rybaka, obiekt westchnień wielu dziewczyn; ojca przyjaciółki Catherine, Sally, działacza ekologicznego, który znika wieczorami z domu. Tuż przed finałem, w trakcie hucznych obchodów lokalnego święta, znika Cassie, córka Fran (kolejna dziewczyna o imieniu na C).
"Biel nocy"
Lato na Szetlandach, słońce nie zachodzi całkowicie, ludzie są niewyspani i drażliwi. Na wernisażu prac lokalnej sławy, Belli i Fran (tu już partnerki Pereza) dochodzi do dziwnej sceny - obcy mężczyzna płacze przed jednym z obrazów, po czym informuje, że ma amnezję i ucieka przed Perezem na plażę. Następnego dnia zostaje znaleziony martwy, powieszony w rybackiej szopie opodal, z twarzą w masce klauna; odkrywa go Kenny, sąsiad Belli. Wernisaż nie tylko z tego powodu był porażką - mężczyzna przebrany za klauna rozdawał wcześniej ulotki z informacją, że impreza jest odwołana z powodu śmierci. Niedługo potem ginie siostrzeniec Belli, obiecujący młody muzyk. Przy okazji ekipa przeszukująca okolice klifu znajduje kości sprzed lat. Perez podejrzewa o wszystko pisarza, który przyjechał na Szetlandy dla klimatu, a do tego jest zainteresowany Fran; podejrzenia są tym bardziej sensowne, bo pisarz był już na wyspie przed laty, kiedy wyjechał brat Kenny’ego i nie dał potem znaku życia (pb wrfg ancenjqę gnx gbcbealz ebmjvąmnavrz snohynealz, żr nż obyv - avr cvfnł, ob bq xvyxhanfgh yng yrżnł znegjl cb hcnqxh m xyvsh).
W obu tomach rozegrany jest kontrast między sielskością otoczenia i pozornym poczuciem bezpieczeństwa mieszkańców małych wysp, gdzie wszyscy wszystkich znają, a zło może przyjść tylko z zewnątrz.
Jeśli coś Wam to przypomina, to tak - na podstawie książek powstał serial, kiedyś dostępny na Netflixie (przynajmniej sezony 1-3, teraz jest już 5).
Inne tej autorki tutaj.
#102-103
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek sierpień 14, 2020
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, kryminał, 2020
- 3 komentarze
- Skomentuj
Louise Cantor, szwedzka archeolożka w średnim wieku, wraca z wykopalisk w Grecji na chwilę do rodzinnego miasta, żeby wygłosić odczyt naukowy. Cieszy się, bo to dobra okazja do spotkania z dorosłym, 25-letnim synem Henrym. Niestety, kiedy dociera do jego mieszkania, znajduje zwłoki. Szok, policja skłania się do teorii, że samobójstwo, na co Louise nie może się zgodzić. Rozpoczyna na własną rękę poszukiwanie prawdy i szybko odkrywa, że jej syn ukrywał przed nią mnóstwo rzeczy - mieszkanie w Barcelonie, liczne pobyty w Afryce, kochanki, straceńczą misję odkrycia prawdy o “hospicjach” dla chorych na AIDS w Mozambiku i wreszcie fakt, że był nosicielem wirusa HIV.
I jakkolwiek to dobrze napisana książka, śledztwo prowadzone przez Louise jest ciekawe i poruszające, tak modus operandi bohaterki jest, oględnie mówiąc, drażniący. Pani archeolog podejmuje decyzje spontanicznie - to rusza na Antypody, bo tam podobno ostatnio był jej były mąż, ojciec Henry’ego; tamże odpytuje losowe osoby, wszak wszyscy na pewno znają ekscentrycznego Szweda. Podobnie z wyprawą do Afryki - przeglądając w Barcelonie rzeczy syna, odkrywa informację o dziewczynie z Mozambiku, rusza więc ze zdjęciem syna rozpytywać przypadkowe osoby.
Finał jest mocno nieokreślony - bohaterka niby odkryła, że albo ktoś syna zabił lub zmusił do samobójstwa, niby otarła się o światowy spisek, mający na celu eliminację/osłabienie natywnych mieszkańców Afryki, ale na tym się opowieść kończy. Nie wiemy, czemu zniknął Aron i kto śledził każdy krok Louise. Warto, bo Mankell nie rozczarowuje jako pisarz, tematyka raczej z tych cięższych, ale jeśli szukacie czegoś, co zostawia z katharsis, to weźcie inną książkę tego autora.
Inne tego autora tutaj.
#101
Napisane przez Zuzanka w dniu środa sierpień 12, 2020
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, kryminał, 2020
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Louise Cantor, szwedzka archeolożka w średnim wieku, wraca z wykopalisk w Grecji na chwilę do rodzinnego miasta, żeby wygłosić odczyt naukowy. Cieszy się, bo to dobra okazja do spotkania z dorosłym, 25-letnim synem Henrym. Niestety, kiedy dociera do jego mieszkania, znajduje zwłoki. Szok, policja skłania się do teorii, że samobójstwo, na co Louise nie może się zgodzić. Rozpoczyna na własną rękę poszukiwanie prawdy i szybko odkrywa, że jej syn ukrywał przed nią mnóstwo rzeczy - mieszkanie w Barcelonie, liczne pobyty w Afryce, kochanki, straceńczą misję odkrycia prawdy o “hospicjach” dla chorych na AIDS w Mozambiku i wreszcie fakt, że był nosicielem wirusa HIV.
I jakkolwiek to dobrze napisana książka, śledztwo prowadzone przez Louise jest ciekawe i poruszające, tak modus operandi bohaterki jest, oględnie mówiąc, drażniący. Pani archeolog podejmuje decyzje spontanicznie - to rusza na Antypody, bo tam podobno ostatnio był jej były mąż, ojciec Henry’ego; tamże odpytuje losowe osoby, wszak wszyscy na pewno znają ekscentrycznego Szweda. Podobnie z wyprawą do Afryki - przeglądając w Barcelonie rzeczy syna, odkrywa informację o dziewczynie z Mozambiku, rusza więc ze zdjęciem syna rozpytywać przypadkowe osoby.
Finał jest mocno nieokreślony - bohaterka niby odkryła, że albo ktoś syna zabił lub zmusił do samobójstwa, niby otarła się o światowy spisek, mający na celu eliminację/osłabienie natywnych mieszkańców Afryki, ale na tym się opowieść kończy. Nie wiemy, czemu zniknął Aron i kto śledził każdy krok Louise. Warto, bo Mankell nie rozczarowuje jako pisarz, tematyka raczej z tych cięższych, ale jeśli szukacie czegoś, co zostawia z katharsis, to weźcie inną książkę tego autora.
Inne tego autora tutaj.
#101
Napisane przez Zuzanka w dniu środa sierpień 12, 2020
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, kryminał, 2020
- 0 komentarzy
- Skomentuj
1969. W dziwnych okolicznościach umarł Komeda, Warszawka jest pełna plotek; na pogrzebie spotykają się wszyscy, którzy się o Komedę otarli, w tym narrator - Tadeusz Janczar (ale nie ten aktor), kontrabasista z mroczną przeszłością. Zwykle grywa na pogrzebach, jeśli akurat nie gra jazzu w jakimś modnym klubie, tym razem nie. Po pogrzebie stypa, wspominki, jeden bar, kolejna knajpa, wódka, kolejna wódka, bo zdrowie nieboszczyka trzeba wypić. I tak toczy się akcja większość czasu - alkohol, rozmowy, muzyka, długie noce, przypadkowa podrywka, bo dziewczyny lecą na muzyków. Ale to powierzchnia. Pod spodem jest trudna, wojenna przeszłość narratora, który widział dużo śmierci, a niektóre - jako cyngiel AK - sam spowodował, wychodzą też powidoki po wydarzeniach z 1968. Teraz Tadeusz chce wyjaśnić, kto zabija dziewczęta na ulicach.
Mam mieszane uczucia po lekturze. Intryga jest zgrabna, nieprzewidywalna (lubię rozwiązania, kiedy moebqavr fą rsrxgrz qmvnłnń qjópu avrmnyrżalpu zbeqrepój - ghgnw wrqra wrfg mjlebyrz, n qehtv mjlpmnwavr pupr hxelć cemrfmłbść, jvęp ryvzvahwr śjvnqxój), realia oddane świetnie, czuć duch Tyrmanda i “Złego” unoszące się nad ulicami Warszawy Czubaja, a dodatkowo takie osadzenie w czasie ma sens fabularny. Nie złapałam jednak zupełnie motywu z “widzącym przyszłość” Quasimodo; użyteczność jego przepowiedni była mniej więcej na poziomie “Przistoynych i akuratnych profecyj” Agnes Nutter.
Inne tego autora.
#100 (wiem, wiem)
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek sierpień 10, 2020
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, kryminał, 2020
- 0 komentarzy
- Skomentuj
1969. W dziwnych okolicznościach umarł Komeda, Warszawka jest pełna plotek; na pogrzebie spotykają się wszyscy, którzy się o Komedę otarli, w tym narrator - Tadeusz Janczar (ale nie ten aktor), kontrabasista z mroczną przeszłością. Zwykle grywa na pogrzebach, jeśli akurat nie gra jazzu w jakimś modnym klubie, tym razem nie. Po pogrzebie stypa, wspominki, jeden bar, kolejna knajpa, wódka, kolejna wódka, bo zdrowie nieboszczyka trzeba wypić. I tak toczy się akcja większość czasu - alkohol, rozmowy, muzyka, długie noce, przypadkowa podrywka, bo dziewczyny lecą na muzyków. Ale to powierzchnia. Pod spodem jest trudna, wojenna przeszłość narratora, który widział dużo śmierci, a niektóre - jako cyngiel AK - sam spowodował, wychodzą też powidoki po wydarzeniach z 1968. Teraz Tadeusz chce wyjaśnić, kto zabija dziewczęta na ulicach.
Mam mieszane uczucia po lekturze. Intryga jest zgrabna, nieprzewidywalna (lubię rozwiązania, kiedy moebqavr fą rsrxgrz qmvnłnń qjópu avrmnyrżalpu zbeqrepój - ghgnw wrqra wrfg mjlebyrz, n qehtv mjlpmnwavr pupr hxelć cemrfmłbść, jvęp ryvzvahwr śjvnqxój), realia oddane świetnie, czuć duch Tyrmanda i “Złego” unoszące się nad ulicami Warszawy Czubaja, a dodatkowo takie osadzenie w czasie ma sens fabularny. Nie złapałam jednak zupełnie motywu z “widzącym przyszłość” Quasimodo; użyteczność jego przepowiedni była mniej więcej na poziomie “Przistoynych i akuratnych profecyj” Agnes Nutter.
Inne tego autora.
#100 (wiem, wiem)
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek sierpień 10, 2020
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, kryminał, 2020
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[22.07.2020]
Można prosto autostradą do Poznania, ale można też pokręcić się nieco po mniej uczęszczanych drogach. Do Świebodzina pojechaliśmy po okulary do pływania, bo młodzież się tak pakowała, że zapomniała (podobnie jak dolnych części garderoby, przez co miała jedną parę legginsów, przypadkiem mokrych oraz dresiwo, co to je zabraliśmy na wyprawę do bunkrów, nieco przyciepłe na letni dzień). Brakujące lżejsze gatki kupiłam młodzieży w najstarszym centrum handlowy (wiem, że stary żart, ale dalej mnie bawi) w cieniu żelbetonowego Króla Polski. I naprawdę nie czepiam się samego pomnika, bo jest estetyczny i starannie wykonany. Ale ten kontekst. Oraz rodzina nie pozwoliła mi na obejrzenie Sanktuarium Miłosierdzia Bożego, nad czym ubolewam, zachwycona zewnętrzem budynku.
Pałac w Gliśnie można obejrzeć z zewnątrz, w środku są biura Ośrodka Postępu Rolniczego; budynek jest w dobrym stanie, ale w takim stopniu pomiędzy zadbaniem i niezadbaniem jak pałac w Miłosławiu - nie ma przyciągać zwiedzających. A szkoda, bo to naprawdę ładne miejsce. Można też po parku, chociaż wszędzie straszą, że do piknikowiczów wyślą policję. Chciałam zatrzymać się też niedaleko, w Nowej Wsi, ale tu z kolei pałac był ściśle ogrodzony i niedostępny.
W drodze. Śmieszne nazwy miejscowości: Poźrzadło, Ledow, Niedźwiedź, Nietoperek, Pieski, Cibórz czy Rudgerzowice.
Wreszcie Międzyrzecz. Najlepsza restauracja wyjazdu - grecka "Zorbas" (Garncarska 2, zupełnie niewyględna okolica koło bazarku); nie mam zdjęć, bo zanim się ogarnęłam, to już wszystko zjadłam. Krótki spacer dookoła zamku, bez zwiedzania, bo tuż przed zamknięciem oraz zakatarzona młodzież miała wszystko za złe; park i posągi męczenników w parku.
Mural przy wjeździe
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela sierpień 9, 2020
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+, Maja -
Tagi:
polska, miedzyrzecz, glisno, swiebodzin, lubuskie
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[22.07.2020]
Można prosto autostradą do Poznania, ale można też pokręcić się nieco po mniej uczęszczanych drogach. Do Świebodzina pojechaliśmy po okulary do pływania, bo młodzież się tak pakowała, że zapomniała (podobnie jak dolnych części garderoby, przez co miała jedną parę legginsów, przypadkiem mokrych oraz dresiwo, co to je zabraliśmy na wyprawę do bunkrów, nieco przyciepłe na letni dzień). Brakujące lżejsze gatki kupiłam młodzieży w najstarszym centrum handlowy (wiem, że stary żart, ale dalej mnie bawi) w cieniu żelbetonowego Króla Polski. I naprawdę nie czepiam się samego pomnika, bo jest estetyczny i starannie wykonany. Ale ten kontekst. Oraz rodzina nie pozwoliła mi na obejrzenie Sanktuarium Miłosierdzia Bożego, nad czym ubolewam, zachwycona zewnętrzem budynku.
Pałac w Gliśnie można obejrzeć z zewnątrz, w środku są biura Ośrodka Postępu Rolniczego; budynek jest w dobrym stanie, ale w takim stopniu pomiędzy zadbaniem i niezadbaniem jak pałac w Miłosławiu - nie ma przyciągać zwiedzających. A szkoda, bo to naprawdę ładne miejsce. Można też po parku, chociaż wszędzie straszą, że do piknikowiczów wyślą policję. Chciałam zatrzymać się też niedaleko, w Nowej Wsi, ale tu z kolei pałac był ściśle ogrodzony i niedostępny.
W drodze. Śmieszne nazwy miejscowości: Poźrzadło, Ledow, Niedźwiedź, Nietoperek, Pieski, Cibórz czy Rudgerzowice.
Wreszcie Międzyrzecz. Najlepsza restauracja wyjazdu - grecka "Zorbas" (Garncarska 2, zupełnie niewyględna okolica koło bazarku); nie mam zdjęć, bo zanim się ogarnęłam, to już wszystko zjadłam. Krótki spacer dookoła zamku, bez zwiedzania, bo tuż przed zamknięciem oraz zakatarzona młodzież miała wszystko za złe; park i posągi męczenników w parku.
Mural przy wjeździe
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela sierpień 9, 2020
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+, Maja -
Tagi:
polska, miedzyrzecz, glisno, swiebodzin, lubuskie
- 0 komentarzy
- Skomentuj