Małe francuskie miasteczko w Wogezach, Villefranche, bociany zawracają, odizolowane od świata, wcale nie jest sielską okolicą. Mieszkańcy żyją w ciągłym strachu przed mistycznym lasem, niektórzy ciągle oddają cześć starym bogom (por. Hern, Leszy), kraczą czarne ptaki, a wskaźnik przestępstw jest najwyższy w kraju. Mimo wysiłków major Lauren Weiss, przywódczyni trzyosobowego zespołu żandarmów, co chwila coś się dzieje - porwanie dziecka, zaginiona kobieta w jaskiniach, zemsta gangu, pedofil, zamordowany szantażysta, śmierć nastolatka w lesie podczas rytuału przejścia. Nawet przysłany z większego miasta prokurator Siriani, skądinąd urocza postać, nie jest w stanie wyjaśnić tego nagromadzenia zbrodni. Inna sprawa, że głównie mu zależy na oskarżeniu mera miasteczka, który - wraz z ojcem - prowadzi ciemne interesy na szkodę społeczności. Podobny cel ma lokalna bojówka ekoterrystyczna. Ten wątek i dwa inne śledztwa - sprawa zaginionej Marion, 16-letniej córki mera oraz poszukiwania miejsca i sprawcy traumatycznego porwania Lauren przed 20 laty - spajają poszczególne, częściowo niezależne epizody.
Nie wiem, naprawdę nie wiem, jakim cudem “Zone blanche” (w serialu oznaczająca miejsce bez zasięgu telefonów, niezbadane) stała się “czarnym punktem”, ale pomijając kwestię nietrafionego tłumaczenia, to wyjątkowo wciągający serial. Dramatyczne śledztwa są kontrapunktowane komizmem postaci - Siriani ma cały bagaż alergii i zachowań kompulsywnych, Misiek - asystent Lauren - to uroczy brodacz o skrywanym życiu uczuciowym, Hermann - najstarszy na posterunku, taki modelowy wesoły wujek z wąsami - wolałby spędzać czas łowiąc ryby, starsza pani obserwująca ulicę z parapetu okazuje się mieć prawie że komandoskie doświadczenie z bronią. Do tego mroczne, piękne górskie pejzaże plus świetna muzyka.
Tajemnica zaginięcia Marion wyjaśnia się w pierwszym sezonie, tajemnica porwania Lauren - w pewnym sensie w drugim, ale zakończenie sezonu jest otwarte. Myślę, że i sezon trzeci mógłby być ciekawy, jeśli jeszcze ktoś im został w miasteczku żywy.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota sierpień 8, 2020
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 2 komentarze
- Skomentuj
Małe francuskie miasteczko w Wogezach, Villefranche, bociany zawracają, odizolowane od świata, wcale nie jest sielską okolicą. Mieszkańcy żyją w ciągłym strachu przed mistycznym lasem, niektórzy ciągle oddają cześć starym bogom (por. Hern, Leszy), kraczą czarne ptaki, a wskaźnik przestępstw jest najwyższy w kraju. Mimo wysiłków major Lauren Weiss, przywódczyni trzyosobowego zespołu żandarmów, co chwila coś się dzieje - porwanie dziecka, zaginiona kobieta w jaskiniach, zemsta gangu, pedofil, zamordowany szantażysta, śmierć nastolatka w lesie podczas rytuału przejścia. Nawet przysłany z większego miasta prokurator Siriani, skądinąd urocza postać, nie jest w stanie wyjaśnić tego nagromadzenia zbrodni. Inna sprawa, że głównie mu zależy na oskarżeniu mera miasteczka, który - wraz z ojcem - prowadzi ciemne interesy na szkodę społeczności. Podobny cel ma lokalna bojówka ekoterrystyczna. Ten wątek i dwa inne śledztwa - sprawa zaginionej Marion, 16-letniej córki mera oraz poszukiwania miejsca i sprawcy traumatycznego porwania Lauren przed 20 laty - spajają poszczególne, częściowo niezależne epizody.
Nie wiem, naprawdę nie wiem, jakim cudem “Zone blanche” (w serialu oznaczająca miejsce bez zasięgu telefonów, niezbadane) stała się “czarnym punktem”, ale pomijając kwestię nietrafionego tłumaczenia, to wyjątkowo wciągający serial. Dramatyczne śledztwa są kontrapunktowane komizmem postaci - Siriani ma cały bagaż alergii i zachowań kompulsywnych, Misiek - asystent Lauren - to uroczy brodacz o skrywanym życiu uczuciowym, Hermann - najstarszy na posterunku, taki modelowy wesoły wujek z wąsami - wolałby spędzać czas łowiąc ryby, starsza pani obserwująca ulicę z parapetu okazuje się mieć prawie że komandoskie doświadczenie z bronią. Do tego mroczne, piękne górskie pejzaże plus świetna muzyka.
Tajemnica zaginięcia Marion wyjaśnia się w pierwszym sezonie, tajemnica porwania Lauren - w pewnym sensie w drugim, ale zakończenie sezonu jest otwarte. Myślę, że i sezon trzeci mógłby być ciekawy, jeśli jeszcze ktoś im został w miasteczku żywy.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota sierpień 8, 2020
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 2 komentarze
- Skomentuj
[18.07.2020]
To absolutnie fascynujące, zwłaszcza patrząc na kolejne biurowce i ciasno stłoczone przedsięwzięcia deweloperskie, że w samym centrum Poznania, koło Starego Browaru, jest ogromna, nieuczęszczana łąka. To - jak się można domyślić z tytułu notki - nieużywany stadion z lat 30. XX wieku. Z bogatą historią i licznymi przebudowami, zniknął z mapy Poznania w transformacyjnych latach 90. Podarowany przez miasto klubowi sportowemu w dzierżawę, przekazany prywatnej firmie z kapitałem zagranicznym, wreszcie z powrotem na łonie miasta, zarasta zielenią i powoli się rozsypuje. Z dawnej korony jest piękny widok na panoramy Poznania. Zieleń bujna, po pas, wszystko brzęczy, bzyczy i szumi; resztki trybun wyglądają na nagrobki, farba na bramkach się malowniczo łuszczy. Aktualnie bardziej dociekliwy przechodzień ogarnie, jak wejść (nie zawsze w sposób łatwy i bezpieczny); fajniej by było, gdyby można było tak zwyczajnie, jak do parku.
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek sierpień 6, 2020
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto -
Tagi:
photowalk, zbudowane, sarp
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[18.07.2020]
To absolutnie fascynujące, zwłaszcza patrząc na kolejne biurowce i ciasno stłoczone przedsięwzięcia deweloperskie, że w samym centrum Poznania, koło Starego Browaru, jest ogromna, nieuczęszczana łąka. To - jak się można domyślić z tytułu notki - nieużywany stadion z lat 30. XX wieku. Z bogatą historią i licznymi przebudowami, zniknął z mapy Poznania w transformacyjnych latach 90. Podarowany przez miasto klubowi sportowemu w dzierżawę, przekazany prywatnej firmie z kapitałem zagranicznym, wreszcie z powrotem na łonie miasta, zarasta zielenią i powoli się rozsypuje. Z dawnej korony jest piękny widok na panoramy Poznania. Zieleń bujna, po pas, wszystko brzęczy, bzyczy i szumi; resztki trybun wyglądają na nagrobki, farba na bramkach się malowniczo łuszczy. Aktualnie bardziej dociekliwy przechodzień ogarnie, jak wejść (nie zawsze w sposób łatwy i bezpieczny); fajniej by było, gdyby można było tak zwyczajnie, jak do parku.
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek sierpień 6, 2020
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto -
Tagi:
photowalk, zbudowane, sarp
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Z pewnym wstydem wyznam, że wcale nieduży tomik przeczytałam dopiero za trzecim podejściem; możliwe, że znęcona tytułem zaczęłam go czytać w 2015, kiedy przenosiłam się z Suchego Lasu na Dębiec, nie wypieram się. A warto, bo to zgrabne historie o przeprowadzce w nieco szerszym sensie - o Niemcach, którzy mieszkali przed i w czasie i po wojnie w okolicach Gdańska. O zmianach w ich życiu, rzeczach, które zostawili, a ich aktualni właściciele mają poczucie, że i tak po nie wrócą, więc nie należą do nich. Różne opowieści, różne narracje - wyprawa w poszukiwaniu stołu, który zastąpi kiwający się poniemiecki; Frau Hoffmann, złośliwie zwana dziedziczką, grająca na pianinie w rozgrabionej przez kwaterunek willi i matka, nienawidząca każdej nuty “niemieckiej muzyki”; wyrzucony ze stoczni inżynier, szukający z synem ślimaków, żeby zarobić na życie; wizyta dziadka, który dla odmiany przyleciał samolotem; wreszcie wyprawa na narty z wujem Henrykiem i zagubiona w czasie i przestrzeni wioska, gdzie konflikty rozwiązywała walka kogutów. Zapach, kolor, światło - to wszystko Huelle umie wtłoczyć w litery, nawet jeśli opisuje tylko drobny epizod większej historii.
Inne tego autora tu.
#99
Napisane przez Zuzanka w dniu środa sierpień 5, 2020
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, beletrystyka, 2020
- 3 komentarze
- Skomentuj
Z pewnym wstydem wyznam, że wcale nieduży tomik przeczytałam dopiero za trzecim podejściem; możliwe, że znęcona tytułem zaczęłam go czytać w 2015, kiedy przenosiłam się z Suchego Lasu na Dębiec, nie wypieram się. A warto, bo to zgrabne historie o przeprowadzce w nieco szerszym sensie - o Niemcach, którzy mieszkali przed i w czasie i po wojnie w okolicach Gdańska. O zmianach w ich życiu, rzeczach, które zostawili, a ich aktualni właściciele mają poczucie, że i tak po nie wrócą, więc nie należą do nich. Różne opowieści, różne narracje - wyprawa w poszukiwaniu stołu, który zastąpi kiwający się poniemiecki; Frau Hoffmann, złośliwie zwana dziedziczką, grająca na pianinie w rozgrabionej przez kwaterunek willi i matka, nienawidząca każdej nuty “niemieckiej muzyki”; wyrzucony ze stoczni inżynier, szukający z synem ślimaków, żeby zarobić na życie; wizyta dziadka, który dla odmiany przyleciał samolotem; wreszcie wyprawa na narty z wujem Henrykiem i zagubiona w czasie i przestrzeni wioska, gdzie konflikty rozwiązywała walka kogutów. Zapach, kolor, światło - to wszystko Huelle umie wtłoczyć w litery, nawet jeśli opisuje tylko drobny epizod większej historii.
Inne tego autora tu.
#99
Napisane przez Zuzanka w dniu środa sierpień 5, 2020
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, beletrystyka, 2020
- 3 komentarze
- Skomentuj
Andrzej K. Bogusławski - Sprawa, której nie było #77
Spis osób:
- Józef Meier, ps. Szef - antykwariusz, łysawy staruszek
- Edward Molenda, ps. Mały - potężny osiłek o twarzy dziecka
- Zbigniew Targowski, ps. Gładki - szczupły mężczyzna o pustych oczach, niegdyś aktor
- kapitan Zakrzeński - 10 lat po ślubie, a z żoną nie dorobili się dziecka
- pułkownik Wilk - siwe włosy i zadziwiająco młoda twarz, co prowokuje do nieregulaminowych poufałości
- porucznik Staszek Knapik - powolny, ale pracowity i niesamowicie dokładny
- sierżant Walny - wszelkie formalności są mu obce, zwłaszcza podczas akcji
- plutonowy Golik - patroluje pod ambasadami
- Mariola Załęska - studentka anglistyki, 170 cm, długie jasne włosy
- Jerzy Cielecki - denat spod lodu, przeciętniak, ale taki miły i dobry człowiek
- inżynier Władysław Huziński - delegowany pracownik centrali Handlu Zagranicznego, wiecznie zaaferowany
- Leokadia Góralczyk - ajentka kawiarni “Stokrotka”, przyszywana ciocia Marioli
- docent Tołłoczko - opiekun roku Załęskiej
- Żelazkowa - można u niej niekrępująco przenocować i kupić pół litra
- Jan Dudziński[1] - podobno dyrektor kombinatu przemysłowego, współpasażer Marioli na statku z Londynu[2]
- Irena - straumatyzowana ofiara napaści[3]
- Ewa Małkowska - również ofiara napaści
- Franek - szczupły niepozorny blondynek, wywiadowca
- Amelia Kołodziej - głuchoniema i upośledzona siostrzenica sąsiadki Molendów
- sierżant Barbara - wygląda na licealistkę, ale fachowo zajmuje się ochroną świadków
Kapitan Zakrzeński łączy ze sobą dwie niezwiązane spray - denatkę w śniegu (umarła na atak serca, ale wcześniej ktoś ją chciał udusić) i denata spod lodu (z dziwną karteczką zaciśniętą w dłoni). Połączenie jest nieco karkołomne - przy obu ofiarach znaleziono plastik[4], ale szef się zgadza. Po ponad roku od śmierci mężczyzny zgłasza się studentka anglistyki, Mariola, twierdząc, że to jej były chłopak. Dzięki temu śledztwo rusza, odkrywając przemyt i demonicznego zbrodniarza[5], który nie waha się użyć ograniczonego intelektualnie chłopaka do mordowania niewygodnych świadków.
Się jeździ: do Londynu, ale nie warto: ”Wielkie mecyje ten cały Londyn. Jak nie strajk poczty, kolei czy prasy, to zamachy bombowe”.
Gender na co dzień:
[Sąsiedzi nic nie słyszeli, bo w telewizji był angielski serial historyczny o Henryku VIII].
A kobiety?
Nie wszystkie mają czas na telewizję, nawet wieczorem.
[1] Ale tak naprawdę Teofil Myrdal (sic!), skromny urzędnik w instytucji powiatowej.
[2] Ach, te podróże. Mariola wraca z Londynu do Gdyni statkiem, a jeden ze świadków będzie już za tydzień, bo właśnie zaokrętował się na statek PLO.
[3]
… Nim zdążyłam się odwrócić, chwycił mnie obiema dłońmi od tyłu…
- Za gardło? - Knapik starał się wyobrazić sobie opisywaną scenę.
- Nie. Za biust. Aż do bólu - wyjaśniła spokojnie. (...) Nie zgłaszałam, bo to było straszne przeżycie, wstydziłam się.
[4] Bawiąc-uczyć: co to jest metakrylan metylu (pleksiglas).
[5] Zlecający zbrodnie okazuje się być oczywiście ukrywającym się od wojny Niemcem.
Aleksander Mag - Podwójna gra #78
Spis osób:
- Kapitan SB - anonimowy, ale zaangażowany
- Szaman, Wilk, Cichy, Rogacz, Orkan, Halny, Korek, Łasica, Kuna, Sokół, Jeleń, Roland, Kmicic, Wilk, Synek - członkowie Podziemnej Armii Niepodległościowców, absolutnie pozbawieni cech indywidualnych
- Szarotka - niebieskooka, piękna dziewczyna, o dwu wspaniałych, jasnych warkoczach, była flama Łuki
- Janosik, Orlik, Mańkut, Urban - licealiści zwerbowani do Armii
- Stanisław “Ewir” - dowódca Armii, jego pochwała znaczy wiele, tyle że to psychopata
- Łuka - zwany “Dynią” kolega kapitana, poproszony o przeszpiegi w Armii
- Jędrek - szemrany gość, załatwia panienki i dolary
- komendant - słowacki milicjant z Preszowa
- Janko, Martin - preszowscy przedstawiciele władzy
- Karol - słowacki łącznik z Armią
- Małej - SB
1948. “Podziemna Armia Niepodległościowców”, w dużej mierze zbudowana z byłych wojskowych (ale werbują i licealistów), zbiera fundusze za pomocą napadów i morderstw; tu oskubią sklep, tam punkt skupu. Wszystko to oczywiście w imię walki z bolszewikami i odbudowy Prawdziwego Państwa Polskiego. Kapitan SB namawia kolegę z wojska, Łukę, na przyłączenie się do bandy “Ewira”, którego Łuka znał w czasie wojny, żeby rozbić bandę od środka. Po początkowych wahaniach, Łuka zgadza się, obserwując bandytyzm podczas napadów Armii, tym bardziej, że łączniczką z Armią okazuje się jego była miłość[1] i sprawa jest osobista. Udaje się mu namówić “Ewira” na transfer na Zachód przez Słowację (która wtedy nie istniała), co jest pieczołowicie przygotowane przez współpracujących milicjantów z obu krajów. Jest i podstawiony przewodnik, zaprawione środkiem nasennym piwo w “bezpiecznym” zajeździe, wreszcie niby liniowy autobus, wiozący robotników leśnych. Na końcu dramatyczny finał z wieloma wystrzałami.
[1] Co jest o tyle dziwne, że Szarotka ma podobno 18 lat, więc kilka lat wcześniej Łuka się chyba angażował z nieletnią.
Inne z tego cyklu tutaj.
#98 (przeczytałam też po raz kolejny EW076)
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek sierpień 4, 2020
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, prl, kryminał, 2020
- 3 komentarze
- Skomentuj
Andrzej K. Bogusławski - Sprawa, której nie było #77
Spis osób:
- Józef Meier, ps. Szef - antykwariusz, łysawy staruszek
- Edward Molenda, ps. Mały - potężny osiłek o twarzy dziecka
- Zbigniew Targowski, ps. Gładki - szczupły mężczyzna o pustych oczach, niegdyś aktor
- kapitan Zakrzeński - 10 lat po ślubie, a z żoną nie dorobili się dziecka
- pułkownik Wilk - siwe włosy i zadziwiająco młoda twarz, co prowokuje do nieregulaminowych poufałości
- porucznik Staszek Knapik - powolny, ale pracowity i niesamowicie dokładny
- sierżant Walny - wszelkie formalności są mu obce, zwłaszcza podczas akcji
- plutonowy Golik - patroluje pod ambasadami
- Mariola Załęska - studentka anglistyki, 170 cm, długie jasne włosy
- Jerzy Cielecki - denat spod lodu, przeciętniak, ale taki miły i dobry człowiek
- inżynier Władysław Huziński - delegowany pracownik centrali Handlu Zagranicznego, wiecznie zaaferowany
- Leokadia Góralczyk - ajentka kawiarni “Stokrotka”, przyszywana ciocia Marioli
- docent Tołłoczko - opiekun roku Załęskiej
- Żelazkowa - można u niej niekrępująco przenocować i kupić pół litra
- Jan Dudziński[1] - podobno dyrektor kombinatu przemysłowego, współpasażer Marioli na statku z Londynu[2]
- Irena - straumatyzowana ofiara napaści[3]
- Ewa Małkowska - również ofiara napaści
- Franek - szczupły niepozorny blondynek, wywiadowca
- Amelia Kołodziej - głuchoniema i upośledzona siostrzenica sąsiadki Molendów
- sierżant Barbara - wygląda na licealistkę, ale fachowo zajmuje się ochroną świadków
Kapitan Zakrzeński łączy ze sobą dwie niezwiązane spray - denatkę w śniegu (umarła na atak serca, ale wcześniej ktoś ją chciał udusić) i denata spod lodu (z dziwną karteczką zaciśniętą w dłoni). Połączenie jest nieco karkołomne - przy obu ofiarach znaleziono plastik[4], ale szef się zgadza. Po ponad roku od śmierci mężczyzny zgłasza się studentka anglistyki, Mariola, twierdząc, że to jej były chłopak. Dzięki temu śledztwo rusza, odkrywając przemyt i demonicznego zbrodniarza[5], który nie waha się użyć ograniczonego intelektualnie chłopaka do mordowania niewygodnych świadków.
Się jeździ: do Londynu, ale nie warto: ”Wielkie mecyje ten cały Londyn. Jak nie strajk poczty, kolei czy prasy, to zamachy bombowe”.
Gender na co dzień:
[Sąsiedzi nic nie słyszeli, bo w telewizji był angielski serial historyczny o Henryku VIII].
A kobiety?
Nie wszystkie mają czas na telewizję, nawet wieczorem.
[1] Ale tak naprawdę Teofil Myrdal (sic!), skromny urzędnik w instytucji powiatowej.
[2] Ach, te podróże. Mariola wraca z Londynu do Gdyni statkiem, a jeden ze świadków będzie już za tydzień, bo właśnie zaokrętował się na statek PLO.
[3]
… Nim zdążyłam się odwrócić, chwycił mnie obiema dłońmi od tyłu…
- Za gardło? - Knapik starał się wyobrazić sobie opisywaną scenę.
- Nie. Za biust. Aż do bólu - wyjaśniła spokojnie. (...) Nie zgłaszałam, bo to było straszne przeżycie, wstydziłam się.
[4] Bawiąc-uczyć: co to jest metakrylan metylu (pleksiglas).
[5] Zlecający zbrodnie okazuje się być oczywiście ukrywającym się od wojny Niemcem.
Aleksander Mag - Podwójna gra #78
Spis osób:
- Kapitan SB - anonimowy, ale zaangażowany
- Szaman, Wilk, Cichy, Rogacz, Orkan, Halny, Korek, Łasica, Kuna, Sokół, Jeleń, Roland, Kmicic, Wilk, Synek - członkowie Podziemnej Armii Niepodległościowców, absolutnie pozbawieni cech indywidualnych
- Szarotka - niebieskooka, piękna dziewczyna, o dwu wspaniałych, jasnych warkoczach, była flama Łuki
- Janosik, Orlik, Mańkut, Urban - licealiści zwerbowani do Armii
- Stanisław “Ewir” - dowódca Armii, jego pochwała znaczy wiele, tyle że to psychopata
- Łuka - zwany “Dynią” kolega kapitana, poproszony o przeszpiegi w Armii
- Jędrek - szemrany gość, załatwia panienki i dolary
- komendant - słowacki milicjant z Preszowa
- Janko, Martin - preszowscy przedstawiciele władzy
- Karol - słowacki łącznik z Armią
- Małej - SB
1948. “Podziemna Armia Niepodległościowców”, w dużej mierze zbudowana z byłych wojskowych (ale werbują i licealistów), zbiera fundusze za pomocą napadów i morderstw; tu oskubią sklep, tam punkt skupu. Wszystko to oczywiście w imię walki z bolszewikami i odbudowy Prawdziwego Państwa Polskiego. Kapitan SB namawia kolegę z wojska, Łukę, na przyłączenie się do bandy “Ewira”, którego Łuka znał w czasie wojny, żeby rozbić bandę od środka. Po początkowych wahaniach, Łuka zgadza się, obserwując bandytyzm podczas napadów Armii, tym bardziej, że łączniczką z Armią okazuje się jego była miłość[1] i sprawa jest osobista. Udaje się mu namówić “Ewira” na transfer na Zachód przez Słowację (która wtedy nie istniała), co jest pieczołowicie przygotowane przez współpracujących milicjantów z obu krajów. Jest i podstawiony przewodnik, zaprawione środkiem nasennym piwo w “bezpiecznym” zajeździe, wreszcie niby liniowy autobus, wiozący robotników leśnych. Na końcu dramatyczny finał z wieloma wystrzałami.
[1] Co jest o tyle dziwne, że Szarotka ma podobno 18 lat, więc kilka lat wcześniej Łuka się chyba angażował z nieletnią.
Inne z tego cyklu tutaj.
#98 (przeczytałam też po raz kolejny EW076)
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek sierpień 4, 2020
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, prl, kryminał, 2020
- 3 komentarze
- Skomentuj
[11.07.2020]
Jestem z siebie dość dumna, bo udało mi się zrobić prawie identyczny zestaw zdjęć co trzy lata temu. Historia wieży widokowej jest ciekawa - umieszczona w 1942 przez Niemców w najwyższym punkcie Pojezierza Gnieźnieńskiego, na Wale Wydartowskim, miała 70 metrów. Wytrzymała do uderzenia pioruna w 1956 roku, wtedy została zastąpiona wieżą 50-metrową, a potem 25-metrową, rozebraną w latach sześćdziesiątych. Aktualna wieża widokowa ma 13 metrów i to jest już całkiem sporo schodów do wspinania, nie wyobrażam sobie wchodzenia na wysokość 70 metrów (zwłaszcza że w kość mi dała raptem 24-metrowa wieża w zamku w Łagowie).
GALERIA ZDJĘĆ.
PS Padły pytania o pantofle, bo już któryś raz są na moich zdjęciach - to baleriny firmy Jana, kolor chili, były dostępne na Zalando.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek sierpień 3, 2020
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+, Wielkopolska w weekend -
Tagi:
polska, duszno
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[11.07.2020]
Jestem z siebie dość dumna, bo udało mi się zrobić prawie identyczny zestaw zdjęć co trzy lata temu. Historia wieży widokowej jest ciekawa - umieszczona w 1942 przez Niemców w najwyższym punkcie Pojezierza Gnieźnieńskiego, na Wale Wydartowskim, miała 70 metrów. Wytrzymała do uderzenia pioruna w 1956 roku, wtedy została zastąpiona wieżą 50-metrową, a potem 25-metrową, rozebraną w latach sześćdziesiątych. Aktualna wieża widokowa ma 13 metrów i to jest już całkiem sporo schodów do wspinania, nie wyobrażam sobie wchodzenia na wysokość 70 metrów (zwłaszcza że w kość mi dała raptem 24-metrowa wieża w zamku w Łagowie).
GALERIA ZDJĘĆ.
PS Padły pytania o pantofle, bo już któryś raz są na moich zdjęciach - to baleriny firmy Jana, kolor chili, były dostępne na Zalando.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek sierpień 3, 2020
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+, Wielkopolska w weekend -
Tagi:
polska, duszno
- 0 komentarzy
- Skomentuj