[21-22.09.2019]
Celebrując piękne wrześniowe weekendy, zabrałam rodzinę na zachód. Celem właściwym na sobotę było niemieckie przygraniczne, ale o tym niebawem; w drodze - żeby rozprostować nogi - zatrzymaliśmy się w Jeziorach Wysokich, gdzie z wieży widokowej można obserwować i Polskę, i Niemcy. Nie zdradzę tajemnicy, jak powiem, że niewiele się różnią. Wieża widokowa jest bliźniaczą wieżą z podpoznańskiej Dziewiczej Góry, ma również 172 stopnie i galeryjkę na górze. Po bilety (groszowe - 3 i 1,5 zł, ale trzeba mieć gotówkę) trzeba się pofatygować kawałeczek dalej, do biura Ośrodka Edukacji Przyrodniczo-Leśnej, gdzie sympatyczny pan leśnik opowiada o okolicy i o tym, co można w ośrodku. Sporo można, więc jak macie blisko, to jedźcie, póki ciepło.
Zielona Góra zdecydowanie zyskuje po sezonie, poprzednim razem podczas Winobrania były tłumy, tym razem w słoneczną niedzielę łatwiej było zjeść w Palmiarni lody oraz poszukać Bachusków. Zwiedzanie z motywem przewodnim doskonale się u nas sprawdza, młodzież ma motywację i nie jojczy, że daleko jeszcze i czy możemy już wracać do domu. Znaleźliśmy 26 (na chyba 52 z listy, którą znalazłam); trzeba patrzeć w dół, rzadko w górę, czasem są ukryte tak (na przykład Śpioch pod szybą przy ratuszu), że widać je dopiero po zmroku.
Adresy:
- Jazzgot Cafe & Restaurant, aleja Niepodległości 25 - całkiem niezłe śniadanie ze sporym wyborem, tuż przy deptaku, więc dobre miejsce na zaczęcie dnia
- My Secret Place, Konstytucji 3 Maja 5/3 - prześliczny mikro apartament w centrum, acz w dość surowym otoczeniu, na jedną noc idealny, na dłuższy pobyt może być nieco niekomfortowy
Palmiarnia
Krzesełko obok Klema Felchnerowskiego / Kupiecka
Panorama miasta z Palmiarni
Pl. Bohaterów / Niepodległości
Panorama miasta z Palmiarni
Palmiarnia
Mural w jednej z bocznych uliczek przy Niepodległości
Obserwatikus Młodzieńczy / Skrybikus Młodszy / Rzepikus Rogalikus
Questina
Winolubikus / Syndromus Downus / Partnerus Turisticus
Odpadek
W Górzykowie (koło miejscowości o dźwięcznej nazwie Cigacice, skąd pochodzi Kamol z "Potemów") odbywały się dwie imprezy, ale winnicę, schodzącą uroczo po zboczu góry można było obejść i kupić lokalne wino. Widok z tarasu widokowego na dolinkę zdecydowanie eksportowy. Strona hotelu i restauracji tutaj.
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela wrzesień 22, 2019
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
polska, zielona-gora, gorzykowo, jeziory-wysokie
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[21-22.09.2019]
Celebrując piękne wrześniowe weekendy, zabrałam rodzinę na zachód. Celem właściwym na sobotę było niemieckie przygraniczne, ale o tym niebawem; w drodze - żeby rozprostować nogi - zatrzymaliśmy się w Jeziorach Wysokich, gdzie z wieży widokowej można obserwować i Polskę, i Niemcy. Nie zdradzę tajemnicy, jak powiem, że niewiele się różnią. Wieża widokowa jest bliźniaczą wieżą z podpoznańskiej Dziewiczej Góry, ma również 172 stopnie i galeryjkę na górze. Po bilety (groszowe - 3 i 1,5 zł, ale trzeba mieć gotówkę) trzeba się pofatygować kawałeczek dalej, do biura Ośrodka Edukacji Przyrodniczo-Leśnej, gdzie sympatyczny pan leśnik opowiada o okolicy i o tym, co można w ośrodku. Sporo można, więc jak macie blisko, to jedźcie, póki ciepło.
Zielona Góra zdecydowanie zyskuje po sezonie, poprzednim razem podczas Winobrania były tłumy, tym razem w słoneczną niedzielę łatwiej było zjeść w Palmiarni lody oraz poszukać Bachusków. Zwiedzanie z motywem przewodnim doskonale się u nas sprawdza, młodzież ma motywację i nie jojczy, że daleko jeszcze i czy możemy już wracać do domu. Znaleźliśmy 26 (na chyba 52 z listy, którą znalazłam); trzeba patrzeć w dół, rzadko w górę, czasem są ukryte tak (na przykład Śpioch pod szybą przy ratuszu), że widać je dopiero po zmroku.
Adresy:
- Jazzgot Cafe & Restaurant, aleja Niepodległości 25 - całkiem niezłe śniadanie ze sporym wyborem, tuż przy deptaku, więc dobre miejsce na zaczęcie dnia
- My Secret Place, Konstytucji 3 Maja 5/3 - prześliczny mikro apartament w centrum, acz w dość surowym otoczeniu, na jedną noc idealny, na dłuższy pobyt może być nieco niekomfortowy
Palmiarnia
Krzesełko obok Klema Felchnerowskiego / Kupiecka
Panorama miasta z Palmiarni
Pl. Bohaterów / Niepodległości
Panorama miasta z Palmiarni
Palmiarnia
Mural w jednej z bocznych uliczek przy Niepodległości
Obserwatikus Młodzieńczy / Skrybikus Młodszy / Rzepikus Rogalikus
Questina
Winolubikus / Syndromus Downus / Partnerus Turisticus
Odpadek
W Górzykowie (koło miejscowości o dźwięcznej nazwie Cigacice, skąd pochodzi Kamol z "Potemów") odbywały się dwie imprezy, ale winnicę, schodzącą uroczo po zboczu góry można było obejść i kupić lokalne wino. Widok z tarasu widokowego na dolinkę zdecydowanie eksportowy. Strona hotelu i restauracji tutaj.
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela wrzesień 22, 2019
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
polska, zielona-gora, gorzykowo, jeziory-wysokie
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[21.09.2019]
O tym, którędy dojechałam i wróciłam na niemieckie przygranicze było tutaj. Do Forst pojechałam w czerwcu na Festiwal Róż, ale równie pięknie - jak się okazało - jest we wrześniu. Bez szaleństwa motyli i pszczół, ale równie kolorowo i nie tak gorąco. Młodzież utknęła na świetnie zrobionym placu zabaw, ja - w daliach i różach.
Obiad w Gut Neu Sacro, jak poprzednio. Po raz pierwszy piłam Federweißer, strasznie mi się podobało (aczkolwiek nie wiem, czy nie przysłużył mi się do migreny-giganta na równi z okularami do dali). Pierwszy raz też karmiłam zwierzynę płową (nie podejmuję się oceniać, czy tylko daniele, czy też inne gatunki) marchwią. Ją marchew jak złe i wyrażają uznanie pochrząkiwaniem.
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota wrzesień 21, 2019
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
niemcy, ogrod-botaniczny, forst, forstlausitz, neu-sacro
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[21.09.2019]
O tym, którędy dojechałam i wróciłam na niemieckie przygranicze było tutaj. Do Forst pojechałam w czerwcu na Festiwal Róż, ale równie pięknie - jak się okazało - jest we wrześniu. Bez szaleństwa motyli i pszczół, ale równie kolorowo i nie tak gorąco. Młodzież utknęła na świetnie zrobionym placu zabaw, ja - w daliach i różach.
Obiad w Gut Neu Sacro, jak poprzednio. Po raz pierwszy piłam Federweißer, strasznie mi się podobało (aczkolwiek nie wiem, czy nie przysłużył mi się do migreny-giganta na równi z okularami do dali). Pierwszy raz też karmiłam zwierzynę płową (nie podejmuję się oceniać, czy tylko daniele, czy też inne gatunki) marchwią. Ją marchew jak złe i wyrażają uznanie pochrząkiwaniem.
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota wrzesień 21, 2019
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
niemcy, ogrod-botaniczny, forst, forstlausitz, neu-sacro
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Henryk Gaworski Fotografia mówi prawdę #013
Spis osób:
- inżynierowa Irena Biernacka - dobrze zakonserwowana 40-latka
- inżynier Władysław Biernacki - solenizant, dyrektor i zwierzchnik gości
- Staszek Biernacki - syn gospodarzy, 20-latek, jest na czym oko zawiesić
- Henryk Suchocki - się spóźnia na imprezę, ale ma aparat fotograficzny
- inżynier Roman Berwid - obiecujący pracownik, entuzjasta polowań
- inżynier Danuta Kawecka - fioletowa blondynka o obłędnej figurze
- inżynier Fadler - taki trochę mąż przy żonie, chociaż niezbyt wierny
- Zofia Fadlerowa - z domu Klemmer, wujenka Suchockiego
- Stefania Olszewska - korpulentna, lubi kwiatowe wzory i nie jest inżynierem ani żoną inżyniera
- inżynier Rawicz - zarządza karniaki dla spóźnialskich, nie pali
- kapitan Grot - niby nie traktuje spraw poważnie, ale zaskakuje celnymi uwagami, do tego elegancki
- porucznik Rybacki - nie jest zachwycony fachowością zwierzchnika, ale zmienia zdanie
- sierżant Gniotek - dowodzi ekipą poszukiwawczą
Po mocno zakrapianej imprezie u inż. Biernackiego znika Suchocki, urzędnik pocztowy, miłośnik polowań. Milicja przesłuchuje uczestników imprezy i nie jest zaskoczona, że u jednego z gości znajduje zakrwawioną koszulę i aparat fotograficzny zaginionego. Jednak mimo aresztowania, podejrzany zostaje wypuszczony, bo nie ma zwłok ani dowodu, że wyekspediował Suchockiego na tamten świat. Porucznik Rybacki jest zirytowany swoim szefem, bo to jego pierwsza poważna sprawa, a kapitan Grot sobie lekko z niego drwi i wydaje dziwne polecenia, które zaskakująco okazują się mieć sens. Sprawa wyjaśnia się dzięki tytułowemu zdjęciu, absolutnemu przypadkowi (młody Biernacki dwukrotnie obserwuje bardzo dziwne sytuacje) oraz spotkaniu pięknej inżynier Kaweckiej i kapitana Grota. To ostatnie w finale opowieści prowadzi do spotkania prawie wszystkich obecnych na imieninach Biernackiego, gdzie kapitan prawie że w stylu Poirota wyjaśnia, na czym polegało przestępstwo oraz zapowiada ślub z panią inżynier.
Rybacki aż gwizdnął z przejęcia.
- Cholera (...)
- Przekleństwa nie powinny raczej wchodzić w zasób słów używanych przez milicję - skarcił go kapitan.
Się je: śledzika (podkład pod wódeczkę), sałatkę, schab na zimno, rybę, jajko, pomidory, sarninę.
Się pije: piwo żywieckie (w kawiarence pod komisariatem), wermut (u znajomego komendanta w Kazimierzu), likier (u Kaweckiej, a atmosfera taka intymna).
Inne tego autora:
Helena Turbacz - Świecznik Maurów #014
Spis osób:
- profesor Antoni Watmar - historyk sztuki, mieszka w bliźniaku należącym do konkubiny
- Bożena Watmarowa - żona Watmara, bezczelna herod-baba, naukowiec
- Pułkownik Henryk Bator - znany ze skąpstwa, ale dba o dobro śledztwa
- Major Andrzej Ruban - wpada na błyskotliwe pomysły, choć czasem groteskowe
- Dorota Swarożyc - konkubina Watmara, filigranowa i z oczyskami[1], ale też z przeszłością
- Porucznik Wilczek - kierownik stołecznego oddziału wywiadowców, brzydzi się wodą, bo od tego organizm rdzewieje
- Doktor Bolesław Swarożyc - lekarz w “psychiatryku”, brat Doroty
- bezimienny szwagier Watmarowej - kierownik apteki
- Michał Sykstus - rzeczoznawca-numizmatyk, sąsiad Swarożyców
- Ryszard Żeruski - fotograf, znajomy i współpracownik Watmara, oldboj
- Maria - sympatia Żeruskiego, określana przez złośliwe kumy jako rudy koczkodan
Profesor Watmar traci przytomność na pokładzie samolotu Warszawa-Paryż, którym udawał się na konferencję. Po awaryjnym lądowaniu zostaje, wraz z żoną, przewieziony do szpitala w Poznaniu, ale nie udaje się go uratować; lekarze stwierdzają przedawkowanie skopolaminy. Żona okazuje się być w separacji i bardziej jest zainteresowana bagażem byłego męża i kontynuacją podróży. Konkubina profesora, ekspedientka z Desy, jest dla odmiany załamana, a dodatkowo boi się, bo po raz kolejny ma wrażenie, że ktoś w domu szpera i czegoś szuka. Kluczowy jest zabytkowy świecznik z Cordoby, a konkretnie jego kopia, którą profesor przewoził w bagażu. Jak się okazuje, w świeczniku był sprytny schowek na numizmaty. Milicja wpada na pomysł, żeby ustalić, jakie to były monety za pomocą pobrania mikro-próbek z najcenniejszych monet na rynku, rozsianych oczywiście po kolekcjonerach. ”Jak to sobie major wyobraża - skrytykował pomysł inspektora Wilczek. - Panie, daj pan trochę potrzeć tego Wespazjana, bo ja jestem hobbysta pocieracz!”. Zbrodnia - jak się wyjaśnia w toku śledztwa - to efekt chciwości.
Bawiąc-uczyć: starożytne numizmaty (już wiem, co to jest anepigraf).
Się lata: Air France
Się je: na bajecznie kolorowych tackach [stewardesa] roznosiła porcje nadziewanego kurczęcia w przejrzystej galarecie garnirowanej owocami, sardynki, koreczki z kaparami, mikroskopijne kanapeczki z kawiorem.
Się pije: armagnac.
Się czyta: Egipcjanina Sinuhe Waltariego (major).
[1] (“niezła (...) ale z takich, co to najpierw ślub, a później te rzeczy…”).
Inne tej autorki tutaj.
Artur Morena - Umrzesz o północy #015
Spis osób:
- Marcin Koriol - prezes spółdzielni INTERPOLEX
- Artur Morena - narrator, były porucznik milicji, aktualnie pisuje powieści sensacyjne
- Beata - piękna sekretarka, żona Marcina
- Robert Koriol - brat Marcina
- Arkadiusz Koriol - ojciec Marcina
- Paulina Koriol - żona Roberta, kobieta niemłoda, ale interesująca
- Franio Glindas - cwaniaczek, ma wyśledzić, kto straszy Marcina anonimami
- Inspektor Anioł - organizuje wraz z kapralem kocioł w domu Koriolów
- kapral Ludwik Filipek - sprawny funkcjonariusz, choć młody wiekiem
- Cyprian Ursyn - agent ubezpieczeniowy
14 maja, godzina 14. Ktoś zaprasza Morenę - jak się okazuje - dawnego znajomego sekretarki Beaty, do siedziby firmy jej - jak się okazuje - męża. Ktoś grozi mu (mężowi, nie Morenie), że zginie tego dnia o północy. Mimo niechęci Koriola do przyjęcia jakiejkolwiek pomocy, wyjaśnia się, że to prawdopodobnie efekt jakiegoś zajścia właśnie z dnia 14 maja w Madrycie przed kilkoma laty. Oczywiście Koriol nie pomaga w żaden sposób, odmawiając odpowiadania na pytania, zamiast tego wraz z Beatą popadając z jednej teorii spiskowej w drugą. Proponuje jednak Morenie, że jeśli przeżyje potencjalny zamach o północy, Morena dostanie brylant o wartości 10 tys. dolarów. Jednocześnie do willi Koriolów wjeżdża milicja, prowadząc podobno śledztwo w sprawie lewej platyny i oznajmia, że nikt nie opuści budynku (również Marcin i Morena). W zamkniętym domu, w pokoju bez okien, Koriol ginie, a zbrodniarz - choć wykryty w ciągu 24 godzin od wprowadzenia Moreny do akcji - uchodzi karze.
Rozwiązanie zagadki jest nieco pretensjonalne: vtłl m gehpvmaą, hzvrfmpmbar j tłójpr ynfxv bsvnel, hehpunzvnar zrpunavmzrz j wrtb jłnfalz mnolgxbjlz mrtnexh - bovr emrpml zbeqrepn cemltbgbjnł mnjpmnfh v mqbłnł cbqzvravć whż j mnzxavęgrw jvyyv.
Dygresyjnie (czytaj: dla wypełnienia stron), Morena opowiada pani Beacie o swoich powodach odejścia/zwolnienia z milicji.
Amatorska psychologia:
Czy przypuszczasz - tak mówił kapitan Anioł - że innych oficerów czy podoficerów milicji nie wzruszają tragiczne niekiedy losy przestępców? Kradzież bochenka chleba popełniona z głodu? Sytuacja najuczciwszego pod słońcem człowieka, który z zazdrości i z szaleństwa do jakiego może doprowadzić miłość, zabija w porywie gniewu zwykłą dziwkę, którą naprawdę kochał, dziwkę wielokrotnie u nas notowaną?
Szowinizm powszechny:
- Kobiety są predestynowane do popełniania głupstw. Jednak od mężczyzn wymagam charakteru i działania z pełną świadomością i odpowiedzialnością. Zabiłbym tego człowieka, już panu powiedziałem. Wtedy Beata wróciłaby do mnie. Ukarałbym ją i byłaby… Czy chciał powiedzieć „szczęśliwa”?
Niektóre kobiety pozbawione są wyobraźni. Może nawet większość kobiet, kiedy myślą lub mówią o mężu.
- Po co jej wyobraźnia - stwierdził lakonicznie kapral - jeżeli ma takie ciało. Z takim ciałem kobieta dalej zajdzie niż z wyobraźnią i inteligencją.
Inne tego autora:
Inne z tego cyklu tutaj.
#72
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek wrzesień 19, 2019
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, panowie, 2019, kryminal
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Henryk Gaworski Fotografia mówi prawdę #013
Spis osób:
- inżynierowa Irena Biernacka - dobrze zakonserwowana 40-latka
- inżynier Władysław Biernacki - solenizant, dyrektor i zwierzchnik gości
- Staszek Biernacki - syn gospodarzy, 20-latek, jest na czym oko zawiesić
- Henryk Suchocki - się spóźnia na imprezę, ale ma aparat fotograficzny
- inżynier Roman Berwid - obiecujący pracownik, entuzjasta polowań
- inżynier Danuta Kawecka - fioletowa blondynka o obłędnej figurze
- inżynier Fadler - taki trochę mąż przy żonie, chociaż niezbyt wierny
- Zofia Fadlerowa - z domu Klemmer, wujenka Suchockiego
- Stefania Olszewska - korpulentna, lubi kwiatowe wzory i nie jest inżynierem ani żoną inżyniera
- inżynier Rawicz - zarządza karniaki dla spóźnialskich, nie pali
- kapitan Grot - niby nie traktuje spraw poważnie, ale zaskakuje celnymi uwagami, do tego elegancki
- porucznik Rybacki - nie jest zachwycony fachowością zwierzchnika, ale zmienia zdanie
- sierżant Gniotek - dowodzi ekipą poszukiwawczą
Po mocno zakrapianej imprezie u inż. Biernackiego znika Suchocki, urzędnik pocztowy, miłośnik polowań. Milicja przesłuchuje uczestników imprezy i nie jest zaskoczona, że u jednego z gości znajduje zakrwawioną koszulę i aparat fotograficzny zaginionego. Jednak mimo aresztowania, podejrzany zostaje wypuszczony, bo nie ma zwłok ani dowodu, że wyekspediował Suchockiego na tamten świat. Porucznik Rybacki jest zirytowany swoim szefem, bo to jego pierwsza poważna sprawa, a kapitan Grot sobie lekko z niego drwi i wydaje dziwne polecenia, które zaskakująco okazują się mieć sens. Sprawa wyjaśnia się dzięki tytułowemu zdjęciu, absolutnemu przypadkowi (młody Biernacki dwukrotnie obserwuje bardzo dziwne sytuacje) oraz spotkaniu pięknej inżynier Kaweckiej i kapitana Grota. To ostatnie w finale opowieści prowadzi do spotkania prawie wszystkich obecnych na imieninach Biernackiego, gdzie kapitan prawie że w stylu Poirota wyjaśnia, na czym polegało przestępstwo oraz zapowiada ślub z panią inżynier.
Rybacki aż gwizdnął z przejęcia.
- Cholera (...)
- Przekleństwa nie powinny raczej wchodzić w zasób słów używanych przez milicję - skarcił go kapitan.
Się je: śledzika (podkład pod wódeczkę), sałatkę, schab na zimno, rybę, jajko, pomidory, sarninę.
Się pije: piwo żywieckie (w kawiarence pod komisariatem), wermut (u znajomego komendanta w Kazimierzu), likier (u Kaweckiej, a atmosfera taka intymna).
Inne tego autora:
Helena Turbacz - Świecznik Maurów #014
Spis osób:
- profesor Antoni Watmar - historyk sztuki, mieszka w bliźniaku należącym do konkubiny
- Bożena Watmarowa - żona Watmara, bezczelna herod-baba, naukowiec
- Pułkownik Henryk Bator - znany ze skąpstwa, ale dba o dobro śledztwa
- Major Andrzej Ruban - wpada na błyskotliwe pomysły, choć czasem groteskowe
- Dorota Swarożyc - konkubina Watmara, filigranowa i z oczyskami[1], ale też z przeszłością
- Porucznik Wilczek - kierownik stołecznego oddziału wywiadowców, brzydzi się wodą, bo od tego organizm rdzewieje
- Doktor Bolesław Swarożyc - lekarz w “psychiatryku”, brat Doroty
- bezimienny szwagier Watmarowej - kierownik apteki
- Michał Sykstus - rzeczoznawca-numizmatyk, sąsiad Swarożyców
- Ryszard Żeruski - fotograf, znajomy i współpracownik Watmara, oldboj
- Maria - sympatia Żeruskiego, określana przez złośliwe kumy jako rudy koczkodan
Profesor Watmar traci przytomność na pokładzie samolotu Warszawa-Paryż, którym udawał się na konferencję. Po awaryjnym lądowaniu zostaje, wraz z żoną, przewieziony do szpitala w Poznaniu, ale nie udaje się go uratować; lekarze stwierdzają przedawkowanie skopolaminy. Żona okazuje się być w separacji i bardziej jest zainteresowana bagażem byłego męża i kontynuacją podróży. Konkubina profesora, ekspedientka z Desy, jest dla odmiany załamana, a dodatkowo boi się, bo po raz kolejny ma wrażenie, że ktoś w domu szpera i czegoś szuka. Kluczowy jest zabytkowy świecznik z Cordoby, a konkretnie jego kopia, którą profesor przewoził w bagażu. Jak się okazuje, w świeczniku był sprytny schowek na numizmaty. Milicja wpada na pomysł, żeby ustalić, jakie to były monety za pomocą pobrania mikro-próbek z najcenniejszych monet na rynku, rozsianych oczywiście po kolekcjonerach. ”Jak to sobie major wyobraża - skrytykował pomysł inspektora Wilczek. - Panie, daj pan trochę potrzeć tego Wespazjana, bo ja jestem hobbysta pocieracz!”. Zbrodnia - jak się wyjaśnia w toku śledztwa - to efekt chciwości.
Bawiąc-uczyć: starożytne numizmaty (już wiem, co to jest anepigraf).
Się lata: Air France
Się je: na bajecznie kolorowych tackach [stewardesa] roznosiła porcje nadziewanego kurczęcia w przejrzystej galarecie garnirowanej owocami, sardynki, koreczki z kaparami, mikroskopijne kanapeczki z kawiorem.
Się pije: armagnac.
Się czyta: Egipcjanina Sinuhe Waltariego (major).
[1] (“niezła (...) ale z takich, co to najpierw ślub, a później te rzeczy…”).
Inne tej autorki tutaj.
Artur Morena - Umrzesz o północy #015
Spis osób:
- Marcin Koriol - prezes spółdzielni INTERPOLEX
- Artur Morena - narrator, były porucznik milicji, aktualnie pisuje powieści sensacyjne
- Beata - piękna sekretarka, żona Marcina
- Robert Koriol - brat Marcina
- Arkadiusz Koriol - ojciec Marcina
- Paulina Koriol - żona Roberta, kobieta niemłoda, ale interesująca
- Franio Glindas - cwaniaczek, ma wyśledzić, kto straszy Marcina anonimami
- Inspektor Anioł - organizuje wraz z kapralem kocioł w domu Koriolów
- kapral Ludwik Filipek - sprawny funkcjonariusz, choć młody wiekiem
- Cyprian Ursyn - agent ubezpieczeniowy
14 maja, godzina 14. Ktoś zaprasza Morenę - jak się okazuje - dawnego znajomego sekretarki Beaty, do siedziby firmy jej - jak się okazuje - męża. Ktoś grozi mu (mężowi, nie Morenie), że zginie tego dnia o północy. Mimo niechęci Koriola do przyjęcia jakiejkolwiek pomocy, wyjaśnia się, że to prawdopodobnie efekt jakiegoś zajścia właśnie z dnia 14 maja w Madrycie przed kilkoma laty. Oczywiście Koriol nie pomaga w żaden sposób, odmawiając odpowiadania na pytania, zamiast tego wraz z Beatą popadając z jednej teorii spiskowej w drugą. Proponuje jednak Morenie, że jeśli przeżyje potencjalny zamach o północy, Morena dostanie brylant o wartości 10 tys. dolarów. Jednocześnie do willi Koriolów wjeżdża milicja, prowadząc podobno śledztwo w sprawie lewej platyny i oznajmia, że nikt nie opuści budynku (również Marcin i Morena). W zamkniętym domu, w pokoju bez okien, Koriol ginie, a zbrodniarz - choć wykryty w ciągu 24 godzin od wprowadzenia Moreny do akcji - uchodzi karze.
Rozwiązanie zagadki jest nieco pretensjonalne: vtłl m gehpvmaą, hzvrfmpmbar j tłójpr ynfxv bsvnel, hehpunzvnar zrpunavmzrz j wrtb jłnfalz mnolgxbjlz mrtnexh - bovr emrpml zbeqrepn cemltbgbjnł mnjpmnfh v mqbłnł cbqzvravć whż j mnzxavęgrw jvyyv.
Dygresyjnie (czytaj: dla wypełnienia stron), Morena opowiada pani Beacie o swoich powodach odejścia/zwolnienia z milicji.
Amatorska psychologia:
Czy przypuszczasz - tak mówił kapitan Anioł - że innych oficerów czy podoficerów milicji nie wzruszają tragiczne niekiedy losy przestępców? Kradzież bochenka chleba popełniona z głodu? Sytuacja najuczciwszego pod słońcem człowieka, który z zazdrości i z szaleństwa do jakiego może doprowadzić miłość, zabija w porywie gniewu zwykłą dziwkę, którą naprawdę kochał, dziwkę wielokrotnie u nas notowaną?
Szowinizm powszechny:
- Kobiety są predestynowane do popełniania głupstw. Jednak od mężczyzn wymagam charakteru i działania z pełną świadomością i odpowiedzialnością. Zabiłbym tego człowieka, już panu powiedziałem. Wtedy Beata wróciłaby do mnie. Ukarałbym ją i byłaby… Czy chciał powiedzieć „szczęśliwa”?
Niektóre kobiety pozbawione są wyobraźni. Może nawet większość kobiet, kiedy myślą lub mówią o mężu.
- Po co jej wyobraźnia - stwierdził lakonicznie kapral - jeżeli ma takie ciało. Z takim ciałem kobieta dalej zajdzie niż z wyobraźnią i inteligencją.
Inne tego autora:
Inne z tego cyklu tutaj.
#72
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek wrzesień 19, 2019
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, panowie, 2019, kryminal
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Nastawiłam się na samo dobro: mądrą opowieść o dojrzałych kobietach dla dojrzałych kobiety, w pięknych okolicznościach przyrody (Napa) i jeszcze do tego zabawny (Poehler, Fey, Dratch). Tym bardziej mi szkoda, bo film okazał się - owszem - ładny wizualnie, ale miałki, nudnawy, pełen klisz i nie prowadzący do żadnego katharsis. 6 zaawansowanych wiekowo pań, których jedyną wspólną cechą było to, że 20+ lat temu pracowały jako kelnerki w pizzerii, zjeżdża do pięknej hacjendy w Napa, żeby przez weekendową popijawę uczcić 50. urodziny jednej z nich. Mimo wielu wzniosłych słów o pięknie tak długo utrzymanej przyjaźni (czytaj: rozmawiającymi ze sobą przez telefon i spotykającymi się okazjonalnie) i mówieniu-sobie-wszystkiego, szybko okazuje się, że połowa z pań bynajmniej nie dzieli się swoimi problemami z innymi (jedna straciła pracę i wstydzi się do tego przyznać, druga żyje w fasadowym związku i 50. urodziny są dla niej momentem dramatycznie przykrym, trzecia boi się odebrać telefonu od lekarza, bo obawia się diagnozy nowotworu), a te, które się nimi dzielą, nie trafiają na podatny grunt do rozmowy (pracoholiczka, której koleżanki nie pozwalają mówić o jej karierze, lesbijka, której opowieści o podbojach są zwyczajnie ignorowane czy ostatnia z przyjaciółek, dla której wszystko poza domem jest wyjściem ze strefy komfortu, co stanowi głównie powód do kpin i irytacji). Problem w tym, że wiadomo o tym od samego początku, nie trzeba było angażowania jasnowidzki, która za pomocą kart tarota sprzedaje paniom “złe wróżby” czy wprowadzania Tammy, bezpośredniej właścicielki domu, stanowiącej głos rozsądku. Do tego sama akcja wlecze się, jest przerywana często nie pasującymi gagami albo piosenkami, śpiewanymi przez bohaterki. Nie wiem, po co jest wprowadzona postać Devona, kucharza-dozorcy-kierowcy, który przez dwa dni gotuje paellę i jest na każdym kroku uciszany przez panie (chyba że chodzi o sprzedanie one-linera “he comes with the house”).
Co na plus - naprawdę piękne pejzaże, dobre aktorki (choć w średnich rolach), całkiem zabawna kpina z tradycji weekendowego wyjazdu na siłę czy artystowskich porywów (wernisaż dzieł ku czci Fran Drescher, jadalne mydełka czy ekologiczna winnica). Ale to trochę mało, żeby nie mieć poczucia zmarnowanego wieczoru.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek wrzesień 16, 2019
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Nastawiłam się na samo dobro: mądrą opowieść o dojrzałych kobietach dla dojrzałych kobiety, w pięknych okolicznościach przyrody (Napa) i jeszcze do tego zabawny (Poehler, Fey, Dratch). Tym bardziej mi szkoda, bo film okazał się - owszem - ładny wizualnie, ale miałki, nudnawy, pełen klisz i nie prowadzący do żadnego katharsis. 6 zaawansowanych wiekowo pań, których jedyną wspólną cechą było to, że 20+ lat temu pracowały jako kelnerki w pizzerii, zjeżdża do pięknej hacjendy w Napa, żeby przez weekendową popijawę uczcić 50. urodziny jednej z nich. Mimo wielu wzniosłych słów o pięknie tak długo utrzymanej przyjaźni (czytaj: rozmawiającymi ze sobą przez telefon i spotykającymi się okazjonalnie) i mówieniu-sobie-wszystkiego, szybko okazuje się, że połowa z pań bynajmniej nie dzieli się swoimi problemami z innymi (jedna straciła pracę i wstydzi się do tego przyznać, druga żyje w fasadowym związku i 50. urodziny są dla niej momentem dramatycznie przykrym, trzecia boi się odebrać telefonu od lekarza, bo obawia się diagnozy nowotworu), a te, które się nimi dzielą, nie trafiają na podatny grunt do rozmowy (pracoholiczka, której koleżanki nie pozwalają mówić o jej karierze, lesbijka, której opowieści o podbojach są zwyczajnie ignorowane czy ostatnia z przyjaciółek, dla której wszystko poza domem jest wyjściem ze strefy komfortu, co stanowi głównie powód do kpin i irytacji). Problem w tym, że wiadomo o tym od samego początku, nie trzeba było angażowania jasnowidzki, która za pomocą kart tarota sprzedaje paniom “złe wróżby” czy wprowadzania Tammy, bezpośredniej właścicielki domu, stanowiącej głos rozsądku. Do tego sama akcja wlecze się, jest przerywana często nie pasującymi gagami albo piosenkami, śpiewanymi przez bohaterki. Nie wiem, po co jest wprowadzona postać Devona, kucharza-dozorcy-kierowcy, który przez dwa dni gotuje paellę i jest na każdym kroku uciszany przez panie (chyba że chodzi o sprzedanie one-linera “he comes with the house”).
Co na plus - naprawdę piękne pejzaże, dobre aktorki (choć w średnich rolach), całkiem zabawna kpina z tradycji weekendowego wyjazdu na siłę czy artystowskich porywów (wernisaż dzieł ku czci Fran Drescher, jadalne mydełka czy ekologiczna winnica). Ale to trochę mało, żeby nie mieć poczucia zmarnowanego wieczoru.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek wrzesień 16, 2019
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[15.09.2019]
Żeby nie trzymać Was w niepewności, alpaki mają kopytka miękkie jak psia łapa, zupełnie nie zrogowaciałe, za to - tak jak psy - z pazurami, które trzeba przycinać. Co za tym idzie, zwierzę łatwo sobie może kończynę zranić albo sparzyć o gorący asfalt. Dlatego na spacer z alpaką z “Przytul alpakę” można umówić się późnym popołudniem (w moim przypadku o 17), kiedy już nawet w upalny dzień temperatura spada do akceptowalnych wartości. Może i alpaki nie są specjalnie towarzyskimi zwierzętami (nie kładą się na kolanach, nie merdają ogonem, nie mruczą), ale są absolutnie mięciutkie i cieplutkie, ładnie pachną, pozwalają się przytulić i nawet zbytnio nie brykają podczas spaceru, chyba że znajdą coś soczystego do skubnięcia na poboczu. Aktualnie na spacery wychodzą dwa samczyki - Primek i Ptysiek, samiczki podobno są humorzaste, bo hormon. Poza alpakami, które mają miękkie pyszczki i śliczne rzęsy, w hodowli są dwa małe koty (takie w wersji “weź na ręce, a ja włączę moduł mruczący”) oraz właściciel, który opowiada o alpakach wszystko. I wydaje marchewkę do karmienia.
Na spacer z alpakami można umawiać się jeszcze przez jakiś czas w tym roku, potem dopiero na wiosnę. Adres: Kowalewska 30, Suchorzew, facebook.
GALERIA ZDJĘĆ (niewiele, bo emocji mnóstwo). A o tym, co robiłam do 17, niebawem.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela wrzesień 15, 2019
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+, Wielkopolska w weekend -
Tag:
suchorzew
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[15.09.2019]
Ponieważ musiałam zagospodarować czas do 17, żeby nie marnować jednego z, jak na razie, ostatnich pięknych dni lata, dodatkowo odwiedziliśmy Witaszyce i Dobrzycę, a już w drodze powrotnej zahaczyliśmy o punkt widokowy w Szwajcarii Żerkowskiej.
Do Witaszyc chciałam pojechać już dawno, od kiedy dowiedziałam się, że mieści się tam Muzeum Dwóch Imperiów - Gwiezdnych Wojen i Wojen Napoleońskich. W samym neobarokowym pałacu mieści się hotel i restauracja[1], muzea zaś w dworku w przypałacowym ogrodzie. Ze względu na brak zainteresowań historycznych u młodzieży, ograniczyliśmy się do zbierania kasztanów w parku, trampoliny i Gwiezdnych Wojen. Dla fanów może być to miejsce kultowe, dla nie-fanów warte jednorazowej wizyty. Majut się nieco strachał, bo piwnica.
Jak za czasów Napoleona / Wtem w ogrodzie
Sala balowa / Trooper z Maryjką (chyba)
[1] Restauracja przyzwoita, z polską kuchnią domową, dodatkowo można zjeść w sali balowej, bo akurat było miejsce.
Angielski park w Dobrzycy określany jest jako Wielkopolskie Łazienki. W klasycystycznym pałacu można zwiedzić muzeum ziemiaństwa, ale ponieważ wyklepałam się/młodzież zgadła, że jedziemy do alpak, przebiegliśmy przez park, zatrzymując się w oranżerii (makieta kolejki), przy monopterze (już wiem, co to jest monopter!) i przy klatce z pawiami (najdłużej, albowiem dziecko mnie mobilizowało, żebym patykiem pozyskała pióro zza podwójnej siatki; da się, że wymaga manipulowania i nadludzkiej zręczności). Zdjęć pawi nie ma.
Oranżeria
Pałac / Pomnik otwieracza?!
Rzutem na taśmę wbiłam na punkt widokowy między Żerkowem a Śmiełowem. Punkt widokowy to mocne określenie na niewielką drewnianą ambonę z kilkoma schodkami, ale widok na krainę nazwaną nie bez powodu “Szwajcarią Żerkowską” jest zdecydowanie wart zatrzymania się. Może nie już po zachodzie słońca i z czymś lepszym optycznie niż telefon. Z niewielkiego wzniesienia widać dolinę trzech rzek (Warty, Prosny i Lutyni) z małym miasteczkiem, znak szczególny - biały kościół z wieżą.
Adresy:
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela wrzesień 15, 2019
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+, Wielkopolska w weekend, Maja -
Tagi:
witaszyce, zerkow, szwajcaria-zerkowska, dobrzyca
- 0 komentarzy
- Skomentuj