Główną bohaterką jest Linda, córka Wallandera. Po nieudanej próbie pozostania aktorką i tapicerem zdecydowała się pójść w ślady ojca, skończyła szkołę policyjną i teraz ma ostatni tydzień “wolnego” przed rozpoczęciem pracy na posterunku ojca (ku niechęci tego ostatniego). Przypadkiem uczestniczy w początku śledztwa dotyczącego płonących zwierząt, potem przykleja się do ojca, nieustająco wtrącając się do prowadzonego przez niego śledztwa w sprawie zamordowanej i rozczłonkowanej kobiety. Jednocześnie znika jej dawna przyjaciółka ze szkoły, Anna; Linda zaczyna więc samodzielne amatorskie śledztwo, włamując się do domu Anny, przeglądając jej pamiętnik i znajdując powiązania z prowadzoną przez ojca sprawą. W toku śledztwa łamie wiele przepisów, kilkukrotnie doznaje uszkodzenia fizycznego (wpada we wnyki i obrywa w głowę), przesłuchuje samodzielnie świadków, szermując argumentem, że już za tydzień będzie w prewencji, zataja informacje przed resztą ekipy śledczej. Trochę usprawiedliwia ją to, że wszyscy traktują ją jak natrętnego insekta i - dość niekonsekwetnie - odsuwają ją od śledztwa, co tylko motywuje ją do samodzielnego węszenia. Sama intryga kryminalna jest dość dziwna i przypadkowa - Anna widzi swojego ojca, który odszedł 24 lata wcześniej i okazuje się, że właśnie on jest spiritus movens bestialskich podpaleń zwierząt i zabójstw.
To zupełnie inne oblicze Wallandera - oschłego i kontrolującego furiata, wiecznie zirytowanego (ale nie powiem, że nie bez powodu, bo patrz wyżej) zachowaniem córki, małostkowego i niechętnie rozmawiającego o czymkolwiek (co też nie pomaga ani w śledztwie, ale w kontaktach rodzinnych). W tle wychodzą różne niefajne sceny z przeszłości - Wallander uderzający żonę w twarz i zarzucający jej kradzież pieniędzy, wieczne awantury nie tylko na tle pracy (z karkołomnym wyjaśnieniem, że dopiero teraz Linda zrozumiała, że ojciec miał tyle na głowie służbowo, że już nie miał miejsca na żonę i dziecko) czy próby samobójcze Lindy.
Inne tego autora tutaj.
#47 + ponownie przeczytane #48 Prawda i #49 Upiorny regiment.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek lipiec 12, 2019
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, 2019, kryminal
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Główną bohaterką jest Linda, córka Wallandera. Po nieudanej próbie pozostania aktorką i tapicerem zdecydowała się pójść w ślady ojca, skończyła szkołę policyjną i teraz ma ostatni tydzień “wolnego” przed rozpoczęciem pracy na posterunku ojca (ku niechęci tego ostatniego). Przypadkiem uczestniczy w początku śledztwa dotyczącego płonących zwierząt, potem przykleja się do ojca, nieustająco wtrącając się do prowadzonego przez niego śledztwa w sprawie zamordowanej i rozczłonkowanej kobiety. Jednocześnie znika jej dawna przyjaciółka ze szkoły, Anna; Linda zaczyna więc samodzielne amatorskie śledztwo, włamując się do domu Anny, przeglądając jej pamiętnik i znajdując powiązania z prowadzoną przez ojca sprawą. W toku śledztwa łamie wiele przepisów, kilkukrotnie doznaje uszkodzenia fizycznego (wpada we wnyki i obrywa w głowę), przesłuchuje samodzielnie świadków, szermując argumentem, że już za tydzień będzie w prewencji, zataja informacje przed resztą ekipy śledczej. Trochę usprawiedliwia ją to, że wszyscy traktują ją jak natrętnego insekta i - dość niekonsekwetnie - odsuwają ją od śledztwa, co tylko motywuje ją do samodzielnego węszenia. Sama intryga kryminalna jest dość dziwna i przypadkowa - Anna widzi swojego ojca, który odszedł 24 lata wcześniej i okazuje się, że właśnie on jest spiritus movens bestialskich podpaleń zwierząt i zabójstw.
To zupełnie inne oblicze Wallandera - oschłego i kontrolującego furiata, wiecznie zirytowanego (ale nie powiem, że nie bez powodu, bo patrz wyżej) zachowaniem córki, małostkowego i niechętnie rozmawiającego o czymkolwiek (co też nie pomaga ani w śledztwie, ale w kontaktach rodzinnych). W tle wychodzą różne niefajne sceny z przeszłości - Wallander uderzający żonę w twarz i zarzucający jej kradzież pieniędzy, wieczne awantury nie tylko na tle pracy (z karkołomnym wyjaśnieniem, że dopiero teraz Linda zrozumiała, że ojciec miał tyle na głowie służbowo, że już nie miał miejsca na żonę i dziecko) czy próby samobójcze Lindy.
Inne tego autora tutaj.
#47 + ponownie przeczytane #48 Prawda i #49 Upiorny regiment.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek lipiec 12, 2019
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, 2019, kryminal
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Podobno 13 tysięcy ludzi przeszło ulicami Poznania pod tęczową flagą, uśmiechając się i emitując dobry vibe. Cały przekrój - nastolatki, młodzi ludzie, rodzice z dziećmi, czasem ktoś z psem, starsi (szczególnie wzruszały mnie panie z transparentami “Chodź, mama przytuli”, absolutnie nie wyobrażam sobie, że można nie chcieć tulić własnego dziecka za to, co czuje i jakie jest). Przyszłam z mężem i dzieckiem, bez strachu, chociaż paradę otaczała policja, a raczej właśnie dlatego, bo to nie w kolorowym tłumie była agresja, a na zewnątrz, co policja swoją obecnością stopowała.
Poza pozytywnymi wrażeniami, wróciłam też z garścią obserwacji socjologicznych i pytań, a zdziwienie wzrosło mi jeszcze po krótkiej lekturze komentarzy pod kolorowymi zdjęciami, na których nie było genitaliów i obscenicznych gestów[1]. Kieruję je niejako w przestrzeń, bo nie spodziewam się, że czytają mnie odpowiedni odbiorcy. Panowie, bo wśród przeciwników marszu widziałam głownie panów 20-30, umundurowanych w granat (w tym barwy klubowe), czerń i szarość, czasem zamaskowanych, czy możecie mi wyjaśnić…
... skąd w Was taka agresja w stosunku do ludzi, z którymi w większości przypadków nie macie szans się zetknąć? Nie zabierają Wam najczęściej pracy, nie współzawodniczycie o kobiety, ba, nie wierzę też, że realnie macie poczucie zagrożenia, że ktoś się z Wami zbytnio spoufali erotycznie. Czemu drażni Was, co inni robią ze swoim życiem, skoro absolutnie to Was nie dotyczy[2]?
... skąd ten ton fałszywej troski (“trochę mi was żal”), fałszywej, bo nie wierzę w nią, widząc w Waszych rękach petardy, jajka i butelki lub zaciśnięte pięści? Nie nawrócicie nikogo biciem na jedyną słuszną drogę “Chłopak i dziewczyna normalna rodzina”. Nie wierzę w Waszą troskę o biedne dzieci, wystawione na #złygender, który - zapewne nie uwierzycie - daje im narzędzia pozwalające na zbudowanie silnej osobowości i ochronę przed przemocą, falą i prześladowaniem ze względu na potencjalną inność.
... kto Was tak srodze oszukał, wciskając bzdurne dane, którymi się podpieracie, zrównując homoseksualizm z pedofilią i inny parafiliami?
... czemu, jak dzielny ziomek już nie pracujący w Ikei, wybieracie z pism swoich proroków tylko te wyimki, które mówią o krwi, zemście i karze? Czemu nie wczytacie się w ewangelie, kochaj swego bliźniego i nastaw drugi policzek?
... naprawdę nie drży Wam serce, kiedy zamykacie drzwi przed swoim dzieckiem, bo zachowuje się inaczej niż przewiduje w zasadzie niezdefiniowany kanon? Bo sąsiedzi? Bo Watykan odległy o ponad 1000 kilometrów? Bo jak twardą miłością przywołacie do porządku, to ich będzie królestwo niebieskie?
Serio, nie znam odpowiedzi.
GALERIA ZDJĘĆ.
[1] Tak, mogę być niemiarodajna, bo absolutnie nie boli mnie w estetykę mężczyzna w szpilkach (najwyżej współczuję, bo chodzenie po bruku to nie lada wyzwanie i buty się niszczą), w pełnym makijażu czy z włosami widocznymi na dekolcie sukienki. Jeśli ktoś ma traumę na widok kogoś tak ubranego (jak ta anegdotyczna kuzynka, co zobaczyła mężczyznę w rajstopach i od soboty się modli), to jednak świadczy o braku wewnątrzsterowności. A z tym ciężko się żyje.
[2] W drodze na Paradę minął mnie starszy pan na rowerze, jadący w przeciwną stronę niż kolorowy marsz, nagrzany wkurzeniem i krzyczący do przechodniów “Tam już się zaczynają gwałcić!”. Otóż nie. Ani nikt panu gwałtem nie groził, ani nie odbywały się żadne rzeczy, których ludzie hetero nie robią bez zgorszenia na mieście (całują się, trzymają za ręce, obejmują). Skłaniam się ku wnioskowi, że są ludzie z zaburzeniami postrzegania i tylko specjalista może tu pomóc.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek lipiec 8, 2019
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto -
- 3 komentarze
- Skomentuj
Podobno 13 tysięcy ludzi przeszło ulicami Poznania pod tęczową flagą, uśmiechając się i emitując dobry vibe. Cały przekrój - nastolatki, młodzi ludzie, rodzice z dziećmi, czasem ktoś z psem, starsi (szczególnie wzruszały mnie panie z transparentami “Chodź, mama przytuli”, absolutnie nie wyobrażam sobie, że można nie chcieć tulić własnego dziecka za to, co czuje i jakie jest). Przyszłam z mężem i dzieckiem, bez strachu, chociaż paradę otaczała policja, a raczej właśnie dlatego, bo to nie w kolorowym tłumie była agresja, a na zewnątrz, co policja swoją obecnością stopowała.
Poza pozytywnymi wrażeniami, wróciłam też z garścią obserwacji socjologicznych i pytań, a zdziwienie wzrosło mi jeszcze po krótkiej lekturze komentarzy pod kolorowymi zdjęciami, na których nie było genitaliów i obscenicznych gestów[1]. Kieruję je niejako w przestrzeń, bo nie spodziewam się, że czytają mnie odpowiedni odbiorcy. Panowie, bo wśród przeciwników marszu widziałam głownie panów 20-30, umundurowanych w granat (w tym barwy klubowe), czerń i szarość, czasem zamaskowanych, czy możecie mi wyjaśnić…
... skąd w Was taka agresja w stosunku do ludzi, z którymi w większości przypadków nie macie szans się zetknąć? Nie zabierają Wam najczęściej pracy, nie współzawodniczycie o kobiety, ba, nie wierzę też, że realnie macie poczucie zagrożenia, że ktoś się z Wami zbytnio spoufali erotycznie. Czemu drażni Was, co inni robią ze swoim życiem, skoro absolutnie to Was nie dotyczy[2]?
... skąd ten ton fałszywej troski (“trochę mi was żal”), fałszywej, bo nie wierzę w nią, widząc w Waszych rękach petardy, jajka i butelki lub zaciśnięte pięści? Nie nawrócicie nikogo biciem na jedyną słuszną drogę “Chłopak i dziewczyna normalna rodzina”. Nie wierzę w Waszą troskę o biedne dzieci, wystawione na #złygender, który - zapewne nie uwierzycie - daje im narzędzia pozwalające na zbudowanie silnej osobowości i ochronę przed przemocą, falą i prześladowaniem ze względu na potencjalną inność.
... kto Was tak srodze oszukał, wciskając bzdurne dane, którymi się podpieracie, zrównując homoseksualizm z pedofilią i inny parafiliami?
... czemu, jak dzielny ziomek już nie pracujący w Ikei, wybieracie z pism swoich proroków tylko te wyimki, które mówią o krwi, zemście i karze? Czemu nie wczytacie się w ewangelie, kochaj swego bliźniego i nastaw drugi policzek?
... naprawdę nie drży Wam serce, kiedy zamykacie drzwi przed swoim dzieckiem, bo zachowuje się inaczej niż przewiduje w zasadzie niezdefiniowany kanon? Bo sąsiedzi? Bo Watykan odległy o ponad 1000 kilometrów? Bo jak twardą miłością przywołacie do porządku, to ich będzie królestwo niebieskie?
Serio, nie znam odpowiedzi.
GALERIA ZDJĘĆ.
[1] Tak, mogę być niemiarodajna, bo absolutnie nie boli mnie w estetykę mężczyzna w szpilkach (najwyżej współczuję, bo chodzenie po bruku to nie lada wyzwanie i buty się niszczą), w pełnym makijażu czy z włosami widocznymi na dekolcie sukienki. Jeśli ktoś ma traumę na widok kogoś tak ubranego (jak ta anegdotyczna kuzynka, co zobaczyła mężczyznę w rajstopach i od soboty się modli), to jednak świadczy o braku wewnątrzsterowności. A z tym ciężko się żyje.
[2] W drodze na Paradę minął mnie starszy pan na rowerze, jadący w przeciwną stronę niż kolorowy marsz, nagrzany wkurzeniem i krzyczący do przechodniów “Tam już się zaczynają gwałcić!”. Otóż nie. Ani nikt panu gwałtem nie groził, ani nie odbywały się żadne rzeczy, których ludzie hetero nie robią bez zgorszenia na mieście (całują się, trzymają za ręce, obejmują). Skłaniam się ku wnioskowi, że są ludzie z zaburzeniami postrzegania i tylko specjalista może tu pomóc.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek lipiec 8, 2019
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto -
- 3 komentarze
- Skomentuj
Ona (Rosamund Pyke) zdradziła. On (Chris O'Dowd) ma poczucie krzywdy i bywa przykry. Próbują jednak walczyć o swój wieloletni związek i raz w tygodniu spotykają się u terapeutki małżeńskiej. Krótkie (10-minutowe) etiudki, dziejące się zwykle w pubie opodal gabinetu terapeuty, to urywki ich życia i rozmowy (od flirtu po kłótnie), powoli wyjaśniające, czemu ze sobą byli i czemu i im się posypało (oraz że jego terapia strasznie irytuje, a ona uważa ją za cenną). Cały czas czują coś do siebie, ale nie jest łatwo przejść do porządku nad tym, co się między nimi stało. W tle przewijają się czasem inne pary tej samej terapeutki, zwykle z efektem komicznym. Serial współtworzył Nick Hornby, który doskonale rozumie pokręcone damsko-męskie sytuacje i umie w dialogi.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek lipiec 5, 2019
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Ona (Rosamund Pyke) zdradziła. On (Chris O'Dowd) ma poczucie krzywdy i bywa przykry. Próbują jednak walczyć o swój wieloletni związek i raz w tygodniu spotykają się u terapeutki małżeńskiej. Krótkie (10-minutowe) etiudki, dziejące się zwykle w pubie opodal gabinetu terapeuty, to urywki ich życia i rozmowy (od flirtu po kłótnie), powoli wyjaśniające, czemu ze sobą byli i czemu i im się posypało (oraz że jego terapia strasznie irytuje, a ona uważa ją za cenną). Cały czas czują coś do siebie, ale nie jest łatwo przejść do porządku nad tym, co się między nimi stało. W tle przewijają się czasem inne pary tej samej terapeutki, zwykle z efektem komicznym. Serial współtworzył Nick Hornby, który doskonale rozumie pokręcone damsko-męskie sytuacje i umie w dialogi.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek lipiec 5, 2019
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Andy (Gervais) i Maggie (Jensen) są statystami, częścią tego bezimiennego tłumu, który jest gdzieś w kadrze za głównymi bohaterami filmu, serialu czy sztuki. Nie traktowani jako pełnowartościowi aktorzy, mają poczucie bycia tymi gorszymi mimo (a może z powodu) ocierania się o wielkie nazwiska. Andy, ambitny i inteligentny, usiłuje użebrać jakąkolwiek rolę mówioną, w czym wybitnie nie pomaga mu jego agent (Merchant), mający problemy z odbieraniem telefonu np. z powodu zafascynowania długopisem z gołą kobietą. Maggie, jak to oględnie mówią Brytyjczycy, nie jest the sharpest knife in the drawer, wystarcza jej, że zarabia na czynsz i że Andy się z nią przyjaźni. Wielki przełom w życiu Andy’ego następuje, kiedy jego scenariusz sitcomu dzięki Patrickowi Stewartowi trafia do BBC; niestety w wyniku kompromisów nie tworzy tego, co chciał, tylko nędzną parodię. Gra, ale w głupiej peruce i nieustająco powtarza tę samą kwestię (zdobywając popularność ludzi o niezbyt wyrafinowanym guście i dzieci; nie cieszy go 6-milionowa widownia co tydzień). Jednocześnie rozsypuje się “kariera” Maggie, która mimo swojej niebłyskotliwości ma ogromną wrażliwość i kolejna obelga i zepchnięcie jej do jeszcze bardziej podrzędnej roli (“a może obrzucimy ją łajnem? Idźcie po łajno!”), rzuca statystowanie, bo już lepiej czyścić toalety. Rozsypuje się także jej przyjaźń z Andym, który przedkłada sławę nad wszystko i udaje się do Domu Wielkiego Brata dla Celebrytów.
Co mnie bawi do łez, to że właśnie wielkie nazwiska (m.in. Patrick Stewart, Kate Winslet, Orlando Bloom, Clive Owen, David Bowie, Daniel Radcliffe czy George Michael, jak jeszcze żył) są statystami w serialu, czasem w doskonałych rolach samych siebie, tylko przejaskrawionych (uwielbiam odcinek z Orlando i z nastoletnim Radcliffem). Gervais, który jest współautorem (wraz z Merchantem) scenariusza, doskonale parodiuje manieryzm i klasizm środowiska aktorskiego, nie wahając się szydzić również z siebie. Całość, włącznie z pełnometrażowym odcinkiem specjalnym zamiast sezonu 3, bawiła mnie do łez.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek lipiec 2, 2019
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Andy (Gervais) i Maggie (Jensen) są statystami, częścią tego bezimiennego tłumu, który jest gdzieś w kadrze za głównymi bohaterami filmu, serialu czy sztuki. Nie traktowani jako pełnowartościowi aktorzy, mają poczucie bycia tymi gorszymi mimo (a może z powodu) ocierania się o wielkie nazwiska. Andy, ambitny i inteligentny, usiłuje użebrać jakąkolwiek rolę mówioną, w czym wybitnie nie pomaga mu jego agent (Merchant), mający problemy z odbieraniem telefonu np. z powodu zafascynowania długopisem z gołą kobietą. Maggie, jak to oględnie mówią Brytyjczycy, nie jest the sharpest knife in the drawer, wystarcza jej, że zarabia na czynsz i że Andy się z nią przyjaźni. Wielki przełom w życiu Andy’ego następuje, kiedy jego scenariusz sitcomu dzięki Patrickowi Stewartowi trafia do BBC; niestety w wyniku kompromisów nie tworzy tego, co chciał, tylko nędzną parodię. Gra, ale w głupiej peruce i nieustająco powtarza tę samą kwestię (zdobywając popularność ludzi o niezbyt wyrafinowanym guście i dzieci; nie cieszy go 6-milionowa widownia co tydzień). Jednocześnie rozsypuje się “kariera” Maggie, która mimo swojej niebłyskotliwości ma ogromną wrażliwość i kolejna obelga i zepchnięcie jej do jeszcze bardziej podrzędnej roli (“a może obrzucimy ją łajnem? Idźcie po łajno!”), rzuca statystowanie, bo już lepiej czyścić toalety. Rozsypuje się także jej przyjaźń z Andym, który przedkłada sławę nad wszystko i udaje się do Domu Wielkiego Brata dla Celebrytów.
Co mnie bawi do łez, to że właśnie wielkie nazwiska (m.in. Patrick Stewart, Kate Winslet, Orlando Bloom, Clive Owen, David Bowie, Daniel Radcliffe czy George Michael, jak jeszcze żył) są statystami w serialu, czasem w doskonałych rolach samych siebie, tylko przejaskrawionych (uwielbiam odcinek z Orlando i z nastoletnim Radcliffem). Gervais, który jest współautorem (wraz z Merchantem) scenariusza, doskonale parodiuje manieryzm i klasizm środowiska aktorskiego, nie wahając się szydzić również z siebie. Całość, włącznie z pełnometrażowym odcinkiem specjalnym zamiast sezonu 3, bawiła mnie do łez.
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek lipiec 2, 2019
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Nazneen, nastolatka z bengalskiej wioski, zostaje przez ojca wydana za mąż za starszego o dwadzieścia lat mężczyznę, żyjącego w Londynie. Mimo że nie zna angielskiego, jedzie do Londynu i w zasadzie zostaje zamknięta w domu, bo to mąż zarabia, a jej nie wypada samej wychodzić. Tęskni za Hasiną, siostrą, która wybrała ucieczkę i wyjście za mąż z miłości, narażając się na rodzinny ostracyzm. Narracja nieszczęśliwego londyńskiego życia Nazneen i jej stopniowego dojrzewania przeplatana jest niegramatycznymi listami od Hasiny, w których ta druga odbija w lustrze optymistyczne opowieści siostry (“żeby się nie martwiła”) oraz opowiada o życiu “wolnej kobiety” w Bangladeszu. Chani, mąż Nazneen, jest dość niechlujnym grubasem, z wyższym wykształceniem, na każdym kroku wygłasza pouczające przemowy i czuje się poniżany koniecznością pracy z ludźmi gorszymi od siebie. Całe życie podporządkowuje powrotowi do Bangladeszu, który jest w jego wspomnieniach krainą o wiele piękniejszą od Anglii i miejscem, gdzie byłby o wiele bardziej doceniony. Mimo początkowej niechęci Nazneen, która szczerze mężem pogardza za jego niezdarność i pyszałkowatość, związek między nimi trwa przez lata mimo tragedii, która ich spotyka i wielu przeszkód (również spowodowanych przez samą Nazneen).
Historia jest dwupłaszczyznowa - współczesne (lata 90.) życie emigrantów w Londynie kontrastowane jest ze światem bengalskiej prowincji ze wspomnień Nazneen. Początkowy różnica między strasznym, nieprzyjaznym, nieznanym światem zimnych londyńskich ulic (ograniczonych do dzielnicy muzułmańskich ekspatów), szarych i niebezpiecznych a zielonymi, bezpiecznymi żyznymi ziemiami dookoła wioski, z czasem zaczyna być coraz mniejsza. W redukcji kontrastu pomagają listy od siostry, która zwierza się z biedy, trudności niskopłatnej pracy szwaczki, doświadczanej przemocy (również seksualnej) czy wreszcie rzuca światło na trudne losy matki obu kobiet. Na doświadczenia wyrwanej i przesiedlonej Nazneen nakładają się już całkiem przeciwne odczucia jej córek, zmuszanych przez ojca do kultywowania obcych im zwyczajów i w pewnym momencie stających przed koniecznością “powrotu” do rodzinnego kraju.
#43 + ponownie przeczytane #44 Piąty elefant i #45 Straż nocna.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek lipiec 1, 2019
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, beletrystyka, 2019
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Nazneen, nastolatka z bengalskiej wioski, zostaje przez ojca wydana za mąż za starszego o dwadzieścia lat mężczyznę, żyjącego w Londynie. Mimo że nie zna angielskiego, jedzie do Londynu i w zasadzie zostaje zamknięta w domu, bo to mąż zarabia, a jej nie wypada samej wychodzić. Tęskni za Hasiną, siostrą, która wybrała ucieczkę i wyjście za mąż z miłości, narażając się na rodzinny ostracyzm. Narracja nieszczęśliwego londyńskiego życia Nazneen i jej stopniowego dojrzewania przeplatana jest niegramatycznymi listami od Hasiny, w których ta druga odbija w lustrze optymistyczne opowieści siostry (“żeby się nie martwiła”) oraz opowiada o życiu “wolnej kobiety” w Bangladeszu. Chani, mąż Nazneen, jest dość niechlujnym grubasem, z wyższym wykształceniem, na każdym kroku wygłasza pouczające przemowy i czuje się poniżany koniecznością pracy z ludźmi gorszymi od siebie. Całe życie podporządkowuje powrotowi do Bangladeszu, który jest w jego wspomnieniach krainą o wiele piękniejszą od Anglii i miejscem, gdzie byłby o wiele bardziej doceniony. Mimo początkowej niechęci Nazneen, która szczerze mężem pogardza za jego niezdarność i pyszałkowatość, związek między nimi trwa przez lata mimo tragedii, która ich spotyka i wielu przeszkód (również spowodowanych przez samą Nazneen).
Historia jest dwupłaszczyznowa - współczesne (lata 90.) życie emigrantów w Londynie kontrastowane jest ze światem bengalskiej prowincji ze wspomnień Nazneen. Początkowy różnica między strasznym, nieprzyjaznym, nieznanym światem zimnych londyńskich ulic (ograniczonych do dzielnicy muzułmańskich ekspatów), szarych i niebezpiecznych a zielonymi, bezpiecznymi żyznymi ziemiami dookoła wioski, z czasem zaczyna być coraz mniejsza. W redukcji kontrastu pomagają listy od siostry, która zwierza się z biedy, trudności niskopłatnej pracy szwaczki, doświadczanej przemocy (również seksualnej) czy wreszcie rzuca światło na trudne losy matki obu kobiet. Na doświadczenia wyrwanej i przesiedlonej Nazneen nakładają się już całkiem przeciwne odczucia jej córek, zmuszanych przez ojca do kultywowania obcych im zwyczajów i w pewnym momencie stających przed koniecznością “powrotu” do rodzinnego kraju.
#43 + ponownie przeczytane #44 Piąty elefant i #45 Straż nocna.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek lipiec 1, 2019
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, beletrystyka, 2019
- 0 komentarzy
- Skomentuj