Drugi tom przygód jakże zabawnych dam - Misi, Zuzy i Ryszardy (i towarzyszących im panów o dźwięcznych nazwiskach Igła i Marchewka, związanych ze służbami) - niestety jeszcze dotkliwiej pokazuje ubóstwo fabuły i konstrukcji bohaterów. Były mąż Misi i kochanek Ryszardy, Henryk zwany Hardym, odsiaduje wyrok, a Ryszarda zostaje wyrzucona z ich wspólnego mieszkania i - ponieważ jej ojciec był figurantem w firmie Hardego - ma do zapłacenia 300 tys. złotych zaległego ZUS-u. Gdzie ląduje więc biedna Rysia? Oczywiście w nowym domu Misi, stanowiącym kość niezgody między Misią a Igłą, który jest wkurzony, że jego kobieta (wzdech) kupiła dom sama, więc na wszelki wypadek odmawia wspólnego mieszkania. Marchewka też ma problemy z Zuzą, którą podejrzewa o kontakty intymne z każdym napotkanym mężczyzną (sąsiad restaurator pochodzenia francuskiego czy bogaty sąsiad, właściciel firmy "Excel"[1]), więc na wszelki wypadek się na nią wścieka i do niej nie odzywa. Dzięki temu panie wplątują się w intrygę z kupowaniem egzaminu na prawo jazdy i trupem, dodatkowo ktoś usiłuje je wypłoszyć z posesji, a policja obserwuje je z daleka i cieszy się, że ktoś za nich wykonuje głupią robotę (nie, nie jestem przekonana, że ktokolwiek pozwoliłby nawet niewinnym cywilom na kradzież zwłok, rewizję w domu denata, wożenie ciała w chłodziarce czy wreszcie dokonywanie na zwłokach bezczeszczenia za pomocą cynamonu). Akcję posuwa do przodu zakładanie przez Ryszardę pończoch uciskowych, usuwanie śladów aktywności z laptopa przez smyranie go piersiami (podczas której to aktywności jeden z panów zaspokaja się intymnie i zakochuje w smyrającej laptopa pani) oraz przemiana Ryszardy z lafiryndy w damę (ech)[2].
Niestety, coraz bardziej gryzą mnie podczas lektury powtarzalne, dowcipne sformułowania, używane tylko po to, żeby wywołać chichocik u czytającego (u mnie jakoś frazy typu "Co w ten sposób inseminujesz", "matko, córko i szwagierko" czy przynoszenie pompy, żeby się oświadczyć z pompą (?!) budzą zgrzytanie zębów, a nie radość), klimat się robi raczej jak w Familiadzie. Bohaterowie (zwłaszcza bohaterki) nie mają życia wewnętrznego, są za to śliczne (nie muszą znać Sokratesa ani rymów parzystych), noszą meliski[3] i suknie od Zienia, dzielą się przepisami na potrawy i domowe usprawnienia (smażą dżem morelowy, podają przepis na tonik z glistnika, a z puszek zebranych przez sklepikarkę konstruują alarm, o którym wszyscy wiedzą, bo robią to w biały dzień). Panowie Igła i Marchewka nad wyraz chętnie dzielą się szowinistycznymi żartami ("Umysł kobiety. Setka zakładek w Google, jednocześnie otwartych. A w każdej działa dźwięk. Znasz to? Igła zarechotał, atmosfera wytworzyła się przyjemna"). W trakcie wydarzeń pojawiają się cztery koty (w tym jeden bestialsko zamordowany, nie polecam). Podsumowując - ja przeczytałam, żebyście Wy nie musieli.
[1] Aaa, jakież to toporne rozwiązanie fabularne. Sklepikarka myli Excela z Wordem (a w zasadzie z WORD-em, w którym pracuje Zieliński), co - podejrzewam - i tak nie miałoby żadnego znaczenia dla rozsypanych jak paczka draży panien.
[2] Ryszarda jest, oględnie mówiąc, zwolenniczką połączenia stylu Dody i Majki Jeżowskiej oraz intelektualnie nie błyska. Kiedy spotyka się z dystyngowaną pół-Polką, pół-Francuzką, ta ostatnia - w trosce o dobre imię swojego syna - postanawia zrobić z niej damę za pomocą usunięcia różowości z garderoby i nauki nie odzywania się, żeby braki intelektu nie waliły po oczach.
[3] Brakuje tylko linków afiliacyjnych do sklepów. Bo nawet źródła artykułów z prasy kobiecej (o uważności) są podane.
Inne tej autorki tu.
#22
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek kwiecień 2, 2019
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, 2019, kryminal
- 3 komentarze
- Skomentuj
Drugi tom przygód jakże zabawnych dam - Misi, Zuzy i Ryszardy (i towarzyszących im panów o dźwięcznych nazwiskach Igła i Marchewka, związanych ze służbami) - niestety jeszcze dotkliwiej pokazuje ubóstwo fabuły i konstrukcji bohaterów. Były mąż Misi i kochanek Ryszardy, Henryk zwany Hardym, odsiaduje wyrok, a Ryszarda zostaje wyrzucona z ich wspólnego mieszkania i - ponieważ jej ojciec był figurantem w firmie Hardego - ma do zapłacenia 300 tys. złotych zaległego ZUS-u. Gdzie ląduje więc biedna Rysia? Oczywiście w nowym domu Misi, stanowiącym kość niezgody między Misią a Igłą, który jest wkurzony, że jego kobieta (wzdech) kupiła dom sama, więc na wszelki wypadek odmawia wspólnego mieszkania. Marchewka też ma problemy z Zuzą, którą podejrzewa o kontakty intymne z każdym napotkanym mężczyzną (sąsiad restaurator pochodzenia francuskiego czy bogaty sąsiad, właściciel firmy "Excel"[1]), więc na wszelki wypadek się na nią wścieka i do niej nie odzywa. Dzięki temu panie wplątują się w intrygę z kupowaniem egzaminu na prawo jazdy i trupem, dodatkowo ktoś usiłuje je wypłoszyć z posesji, a policja obserwuje je z daleka i cieszy się, że ktoś za nich wykonuje głupią robotę (nie, nie jestem przekonana, że ktokolwiek pozwoliłby nawet niewinnym cywilom na kradzież zwłok, rewizję w domu denata, wożenie ciała w chłodziarce czy wreszcie dokonywanie na zwłokach bezczeszczenia za pomocą cynamonu). Akcję posuwa do przodu zakładanie przez Ryszardę pończoch uciskowych, usuwanie śladów aktywności z laptopa przez smyranie go piersiami (podczas której to aktywności jeden z panów zaspokaja się intymnie i zakochuje w smyrającej laptopa pani) oraz przemiana Ryszardy z lafiryndy w damę (ech)[2].
Niestety, coraz bardziej gryzą mnie podczas lektury powtarzalne, dowcipne sformułowania, używane tylko po to, żeby wywołać chichocik u czytającego (u mnie jakoś frazy typu "Co w ten sposób inseminujesz", "matko, córko i szwagierko" czy przynoszenie pompy, żeby się oświadczyć z pompą (?!) budzą zgrzytanie zębów, a nie radość), klimat się robi raczej jak w Familiadzie. Bohaterowie (zwłaszcza bohaterki) nie mają życia wewnętrznego, są za to śliczne (nie muszą znać Sokratesa ani rymów parzystych), noszą meliski[3] i suknie od Zienia, dzielą się przepisami na potrawy i domowe usprawnienia (smażą dżem morelowy, podają przepis na tonik z glistnika, a z puszek zebranych przez sklepikarkę konstruują alarm, o którym wszyscy wiedzą, bo robią to w biały dzień). Panowie Igła i Marchewka nad wyraz chętnie dzielą się szowinistycznymi żartami ("Umysł kobiety. Setka zakładek w Google, jednocześnie otwartych. A w każdej działa dźwięk. Znasz to? Igła zarechotał, atmosfera wytworzyła się przyjemna"). W trakcie wydarzeń pojawiają się cztery koty (w tym jeden bestialsko zamordowany, nie polecam). Podsumowując - ja przeczytałam, żebyście Wy nie musieli.
[1] Aaa, jakież to toporne rozwiązanie fabularne. Sklepikarka myli Excela z Wordem (a w zasadzie z WORD-em, w którym pracuje Zieliński), co - podejrzewam - i tak nie miałoby żadnego znaczenia dla rozsypanych jak paczka draży panien.
[2] Ryszarda jest, oględnie mówiąc, zwolenniczką połączenia stylu Dody i Majki Jeżowskiej oraz intelektualnie nie błyska. Kiedy spotyka się z dystyngowaną pół-Polką, pół-Francuzką, ta ostatnia - w trosce o dobre imię swojego syna - postanawia zrobić z niej damę za pomocą usunięcia różowości z garderoby i nauki nie odzywania się, żeby braki intelektu nie waliły po oczach.
[3] Brakuje tylko linków afiliacyjnych do sklepów. Bo nawet źródła artykułów z prasy kobiecej (o uważności) są podane.
Inne tej autorki tu.
#22
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek kwiecień 2, 2019
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, 2019, kryminal
- 3 komentarze
- Skomentuj
Spodziewałam się nie wiem czemu fikcji, ale to biograficzna opowieść, podtytuł książki “O życiu, macierzyństwie i pisaniu” dokładnie oddaje treść. Co absolutnie nie przeszkadza, bo to szczera, mądra opowieść o życiu, zwyczajnym, czasem przypadkowym, pełnym codzienności i ludzi. Epizody z życia autorki - rodzice, którzy się rozstali, pierwsza miłość, pierwsze dziecko, praca, sielskie wspomnienia o dziadkach, drugi związek, dziecko, rozstanie czy wreszcie - związane z tytułem - przeprowadzki. Ale to nie fabuła (wszak czy życie ma fabułę) stanowi siłę tej książki, tylko szczerość i dystans w relacji ze swojego życia. Szczegółowa relacja z życia z dwiema różnymi córkami i różnymi partnerami, z rozwijania się jako matka i od pewnego momentu jako pisarka; wiele sytuacji przypominało mi te, na które napotkałam w swoim życiu.
Bardzo mi się spodobała, nie tylko jako portret kobiety współczesnej. W przeciwieństwie do książki kolejnej...
Inne tej autorki:
#21
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek kwiecień 2, 2019
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, beletrystyka, 2019
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Spodziewałam się nie wiem czemu fikcji, ale to biograficzna opowieść, podtytuł książki “O życiu, macierzyństwie i pisaniu” dokładnie oddaje treść. Co absolutnie nie przeszkadza, bo to szczera, mądra opowieść o życiu, zwyczajnym, czasem przypadkowym, pełnym codzienności i ludzi. Epizody z życia autorki - rodzice, którzy się rozstali, pierwsza miłość, pierwsze dziecko, praca, sielskie wspomnienia o dziadkach, drugi związek, dziecko, rozstanie czy wreszcie - związane z tytułem - przeprowadzki. Ale to nie fabuła (wszak czy życie ma fabułę) stanowi siłę tej książki, tylko szczerość i dystans w relacji ze swojego życia. Szczegółowa relacja z życia z dwiema różnymi córkami i różnymi partnerami, z rozwijania się jako matka i od pewnego momentu jako pisarka; wiele sytuacji przypominało mi te, na które napotkałam w swoim życiu.
Bardzo mi się spodobała, nie tylko jako portret kobiety współczesnej. W przeciwieństwie do książki kolejnej...
Inne tej autorki:
#21
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek kwiecień 2, 2019
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, beletrystyka, 2019
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Absolutnie zgadzam się z tezą, że każda (przynajmniej z tych przeczytanych przeze mnie) książka Harlana Cobena opiera się na podobnym szkielecie. Jest bohater, ma za sobą traumę z przeszłości, po czym nagle przeszłość powraca, wciąga bohatera w niebiezpieczny wir (obowiązkowo koniecznie z ucieczką przed policją/FBI), tajemnica się wyjaśnia, jest twist, tajemnica się wyjaśnia ponownie w zupełnie inny sposób. Tak jest i tutaj - Will Klein przyjeżdża na pogrzeb matki do rodzinnego miasteczka, na pogrzebie nie ma wielu osób ze względu na społeczny ostracyzm, bo kilkanaście lat wcześniej została zgwałcona i zamordowana Julie, sąsiadka Kleinów i była dziewczyna Willa, a podejrzany o to brat Willa, Ken, zniknął. Rodzina wierzyła w jego niewinność i uważała, że morderca Julie zabił też Kena. Tymczasem umierająca matka szepnęła, że Ken żyje, a w jej rzeczach Will znalazł zdjęcie brata sprzed dwóch lat. Niedługo potem znika i zostaje zamordowana aktualna dziewczyna Willa, Sheila, policja zaczyna zadawać pytania, niedwuznacznie sugerując, że Will jest w kontakcie z Kenem. To wszystko sprawia, że Will wraz z dość nietypowym przyjacielem Squaresem (trener jogi, nawrócony nazista) rozpoczynają własne śledztwo.
Przyznam, że rozwiązanie tej historii było dość męczące - mnóstwo dodatkowych postaci komplikowało wszystko, rozbicie finału na trzy rundy nie było już za drugim i trzecim razem zaskakujące. Niektórych rozwiązań się domyślałam (Xra mavxaął j cebtenzvr bpuebal śjvnqxój), niektóre były dość toporne (kto faktycznie zabił Julie, postać Ducha czy wreszcie hxeljnavr cemrq Jvyyrz snxgh, żr Whyvr hebqmvłn wrtb qmvrpxb).
Inne tego autora tu.
#20
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota marzec 30, 2019
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, 2019, kryminal
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Absolutnie zgadzam się z tezą, że każda (przynajmniej z tych przeczytanych przeze mnie) książka Harlana Cobena opiera się na podobnym szkielecie. Jest bohater, ma za sobą traumę z przeszłości, po czym nagle przeszłość powraca, wciąga bohatera w niebiezpieczny wir (obowiązkowo koniecznie z ucieczką przed policją/FBI), tajemnica się wyjaśnia, jest twist, tajemnica się wyjaśnia ponownie w zupełnie inny sposób. Tak jest i tutaj - Will Klein przyjeżdża na pogrzeb matki do rodzinnego miasteczka, na pogrzebie nie ma wielu osób ze względu na społeczny ostracyzm, bo kilkanaście lat wcześniej została zgwałcona i zamordowana Julie, sąsiadka Kleinów i była dziewczyna Willa, a podejrzany o to brat Willa, Ken, zniknął. Rodzina wierzyła w jego niewinność i uważała, że morderca Julie zabił też Kena. Tymczasem umierająca matka szepnęła, że Ken żyje, a w jej rzeczach Will znalazł zdjęcie brata sprzed dwóch lat. Niedługo potem znika i zostaje zamordowana aktualna dziewczyna Willa, Sheila, policja zaczyna zadawać pytania, niedwuznacznie sugerując, że Will jest w kontakcie z Kenem. To wszystko sprawia, że Will wraz z dość nietypowym przyjacielem Squaresem (trener jogi, nawrócony nazista) rozpoczynają własne śledztwo.
Przyznam, że rozwiązanie tej historii było dość męczące - mnóstwo dodatkowych postaci komplikowało wszystko, rozbicie finału na trzy rundy nie było już za drugim i trzecim razem zaskakujące. Niektórych rozwiązań się domyślałam (Xra mavxaął j cebtenzvr bpuebal śjvnqxój), niektóre były dość toporne (kto faktycznie zabił Julie, postać Ducha czy wreszcie hxeljnavr cemrq Jvyyrz snxgh, żr Whyvr hebqmvłn wrtb qmvrpxb).
Inne tego autora tu.
#20
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota marzec 30, 2019
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, 2019, kryminal
- 0 komentarzy
- Skomentuj
"Drugi najazd Marsjan"[1] to dziennik, pisany przez Apolla - emerytowanego prowincjonalnego nauczyciela. Mieszkający gdzieś w małym, nieznaczącym miasteczku, czekający na decyzję o przyznaniu renty, Apollo opisuje wydarzenia od lądowania obcych (określanego jako wielki pożar albo fajerwerki) przez powolne odkrywanie, że świat właśnie zostaje powoli skolonizowany do momentu, kiedy już jest za późno na walkę. Marsjanie nie pojawiają się w ogóle, wysyłają elegancko ubranych (i uzbrojonych) przedstawicieli. Nie zmieniają wiele - ot, jest zakazy picia alkoholu z ziemskich zbóż, zamiast tego są szybkorosnące zboża marsjańskie, z których też można pędzić procenty, nie ma niektórych lekarstw, a kilka osób znika bez śladu. I o wiele nie proszą - tylko o mało inwazyjne i odpłatne oddawanie kwasu żołądkowego. Mimo obdarzenia mieszkańców mitologicznymi greckimi imionami (Minotaur obsikujący posiadłość Laomedona nieustająco mnie bawi), wszystko jest tu bardzo radzieckie w duszy – począwszy od postawy władzy, skończywszy na sposobie myślenia i działania ludzi (na przykład Apolla, skupiającego się na moralnym prowadzeniu się córki czy kolekcji znaczków). Strugaccy zadają ciekawe pytania: co będzie, jeśli obcy nie przybędą na statkach kosmiczny z laserowym uzbrojeniem, a po prostu nas kupią? Jak zachowają się ludzie, jak wyglądać będzie ruch oporu, jak zmieni się życie zwykłego człowieka?
[1] Pierwszy był u Wellsa, gdzie statki kosmiczne i uzbrojeni obcy.
Inne tego autora tutaj.
#19
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota marzec 30, 2019
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, sf-f, 2019
- 0 komentarzy
- Skomentuj
"Drugi najazd Marsjan"[1] to dziennik, pisany przez Apolla - emerytowanego prowincjonalnego nauczyciela. Mieszkający gdzieś w małym, nieznaczącym miasteczku, czekający na decyzję o przyznaniu renty, Apollo opisuje wydarzenia od lądowania obcych (określanego jako wielki pożar albo fajerwerki) przez powolne odkrywanie, że świat właśnie zostaje powoli skolonizowany do momentu, kiedy już jest za późno na walkę. Marsjanie nie pojawiają się w ogóle, wysyłają elegancko ubranych (i uzbrojonych) przedstawicieli. Nie zmieniają wiele - ot, jest zakazy picia alkoholu z ziemskich zbóż, zamiast tego są szybkorosnące zboża marsjańskie, z których też można pędzić procenty, nie ma niektórych lekarstw, a kilka osób znika bez śladu. I o wiele nie proszą - tylko o mało inwazyjne i odpłatne oddawanie kwasu żołądkowego. Mimo obdarzenia mieszkańców mitologicznymi greckimi imionami (Minotaur obsikujący posiadłość Laomedona nieustająco mnie bawi), wszystko jest tu bardzo radzieckie w duszy – począwszy od postawy władzy, skończywszy na sposobie myślenia i działania ludzi (na przykład Apolla, skupiającego się na moralnym prowadzeniu się córki czy kolekcji znaczków). Strugaccy zadają ciekawe pytania: co będzie, jeśli obcy nie przybędą na statkach kosmiczny z laserowym uzbrojeniem, a po prostu nas kupią? Jak zachowają się ludzie, jak wyglądać będzie ruch oporu, jak zmieni się życie zwykłego człowieka?
[1] Pierwszy był u Wellsa, gdzie statki kosmiczne i uzbrojeni obcy.
Inne tego autora tutaj.
#19
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota marzec 30, 2019
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, sf-f, 2019
- 0 komentarzy
- Skomentuj
[25-29.03.2019]
Czasem jest tak, że wszystko się układa. Na przykład na służbowy wyjazd do Dublina ktoś przekręca pokrętło temperatury i kiedy ruszam z szarego Poznania, gdzie na lotnisku marzną mi paluszki, w Irlandii robi się tydzień Prawdziwej Wiosny. Słonko, bezwietrznie, kilkanaście stopni, kwiecie kwitnie, a i trawa zieleńsza. Owszem, raczej wzdychałam tęsknie zza biurowej szyby do świata na zewnątrz, ale pojeździłam sobie DART-em w jedną i w drugę stronę (mentalnie walcząc ze sobą, żeby wsiadać jednak na innym peronie niż podpowiadała mi prawostronna logika), przeszłam się molo w Dun Laoghaire (o wschodzie słońca![1]) i policzyłam kolorowe drzwi w niskich domkach pomiędzy DL i Sandycove, tęsknie spoglądając na Maritime Museum (i inne okolice). Z intensywnej wycieczki do Limerick zostały mi powidoki zielonych pól, na których wypasają się kudłate i mniej kudłate krówki, biegają radosne koniki oraz malowniczo rozsypują się owce.
Blackrock, widok na Dun Laoghaire
Latarnia na East Pier, Dun Laoghaire / Wschód słońca / Gazebo (tamże)
Blackrock, stacja DART (moja ulubiona)
Drzwi i puby
Drzwi, chyba gdzieś pod Sandycove
DART na zewnątrz / DART w środku
Wschód słońca, molo w Dun Laoghaire
Restauracja hotelowa / Śniadanie
Widok z molo na port, ta wieża to Muzeum Morskie (nie kościół)
Zachód słońca / Marina w Dun Laoghaire
Marina
Liffey po wschodzie słońca
Restauracje:
- Oliveto, 9-12 Haddington Terrace, Dún Laoghaire
- Finnegan's of Dalkey, 1 Sorrento Rd, Dalkey
- De Ville's, 25 Castle St, Dalkey
- Bella Italia - Castletroy, Dublin Rd, Newcastle, Castletroy, Co. Limerick
- Flash Harry's, 20 Temple Rd, Blackrock
[1] Nie było to AŻ takie wyrzeczenie, bo i tak źle sypiam na wyjazdach oraz w Irlandii jest o godzinę wcześniej, więc poranek o 6 rano tam to jak u nas o 7. Bez dramatu. I uniknęłam jetlaga, bo zaraz po powrocie była zmiana czasu.
GALERIA ZDJĘĆ. Poprzednio: o DART (chociaż według niektórych to nie metro) i Dun Laoghaire oraz kilka panoramek tamże.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek marzec 29, 2019
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
irlandia, metro, dublin, dun-laoghaire, blackrock
- 2 komentarze
- Skomentuj
[25-29.03.2019]
Czasem jest tak, że wszystko się układa. Na przykład na służbowy wyjazd do Dublina ktoś przekręca pokrętło temperatury i kiedy ruszam z szarego Poznania, gdzie na lotnisku marzną mi paluszki, w Irlandii robi się tydzień Prawdziwej Wiosny. Słonko, bezwietrznie, kilkanaście stopni, kwiecie kwitnie, a i trawa zieleńsza. Owszem, raczej wzdychałam tęsknie zza biurowej szyby do świata na zewnątrz, ale pojeździłam sobie DART-em w jedną i w drugę stronę (mentalnie walcząc ze sobą, żeby wsiadać jednak na innym peronie niż podpowiadała mi prawostronna logika), przeszłam się molo w Dun Laoghaire (o wschodzie słońca![1]) i policzyłam kolorowe drzwi w niskich domkach pomiędzy DL i Sandycove, tęsknie spoglądając na Maritime Museum (i inne okolice). Z intensywnej wycieczki do Limerick zostały mi powidoki zielonych pól, na których wypasają się kudłate i mniej kudłate krówki, biegają radosne koniki oraz malowniczo rozsypują się owce.
Blackrock, widok na Dun Laoghaire
Latarnia na East Pier, Dun Laoghaire / Wschód słońca / Gazebo (tamże)
Blackrock, stacja DART (moja ulubiona)
Drzwi i puby
Drzwi, chyba gdzieś pod Sandycove
DART na zewnątrz / DART w środku
Wschód słońca, molo w Dun Laoghaire
Restauracja hotelowa / Śniadanie
Widok z molo na port, ta wieża to Muzeum Morskie (nie kościół)
Zachód słońca / Marina w Dun Laoghaire
Marina
Liffey po wschodzie słońca
Restauracje:
- Oliveto, 9-12 Haddington Terrace, Dún Laoghaire
- Finnegan's of Dalkey, 1 Sorrento Rd, Dalkey
- De Ville's, 25 Castle St, Dalkey
- Bella Italia - Castletroy, Dublin Rd, Newcastle, Castletroy, Co. Limerick
- Flash Harry's, 20 Temple Rd, Blackrock
[1] Nie było to AŻ takie wyrzeczenie, bo i tak źle sypiam na wyjazdach oraz w Irlandii jest o godzinę wcześniej, więc poranek o 6 rano tam to jak u nas o 7. Bez dramatu. I uniknęłam jetlaga, bo zaraz po powrocie była zmiana czasu.
GALERIA ZDJĘĆ. Poprzednio: o DART (chociaż według niektórych to nie metro) i Dun Laoghaire oraz kilka panoramek tamże.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek marzec 29, 2019
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
irlandia, metro, dublin, dun-laoghaire, blackrock
- 2 komentarze
- Skomentuj