Ewa Moreno jedzie na urlop do swojego chłopaka. Problem w tym, że szef, korzystając z jej wakacyjnej destynacji, zleca jej na pierwszy dzień urlopu dodatkową sprawę - przesłuchanie przestępcy, który twierdzi, że ma ważne informacje i chce je przehandlować w zamian za obniżenie wyroku. Nie może przekazać sprawy komu innemu, bo przestępca domaga się policjanta płci żeńskiej. Ewa się oczywiście zgadza, bo kto by wybrał dawno zaplanowany urlop nad pracę (jest to wątek, który pojawia się zaskakująco często u Nessera). W pociągu spotyka 18-letnią Mikaelę, która jedzie do kliniki psychiatrycznej, żeby poznać swojego biologicznego ojca, o którym się dowiedziała kilka dni temu. Ewa początkowo dzieli czas między swojego chłopaka (chętnie) i rozmowę z cwanym delikwentem (niechętnie), ale kiedy okazuje się, że poznana w pociągu Mikaela zniknęła, włącza się w śledztwo ze szkodą dla stosunków z chłopakiem. Kolejne zwłoki (mężczyzna zmordowany ciosem w oczodół, fachowa robota) na plaży, nikt nie chce rozmawiać o wydarzeniach sprzed 16 lat, które doprowadziły ojca Mikaeli do psychiatryka, wreszcie kolejne zaginięcie - tym razem ojca; wszystko to sprawia, że Ewa - w przeciwieństwie do lokalnego szefa policji, który jakoś nie wspiera śledztwa - czuje się jak u siebie. Niestety na koniec przesłuchiwany przestępca spuszcza na nią bombę - ma dowody na to, że jeden z policjantów z Maardam jest pedofilem.
Prywatnie: Ewa ma biseksualnego brata w Rzymie oraz siostrę-narkomankę/prostytutkę, lokalizacja nieznana. Z obojgiem nie ma kontaktu. W zasadzie z nikim nie ma kontaktu, bo i z chłopakiem się nie dogaduje.
Się je: ratatouille z curry, indyjskim kminkiem i gęstą śmietaną, czerwone włoskie wino, ser malevoli z plastrami gruszki (też często pojawia się u autora, chyba lubi to zestawienie).
Inne tego autora.
#13
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela luty 18, 2018
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, 2018, kryminal
- 2 komentarze
- Skomentuj
Ewa Moreno jedzie na urlop do swojego chłopaka. Problem w tym, że szef, korzystając z jej wakacyjnej destynacji, zleca jej na pierwszy dzień urlopu dodatkową sprawę - przesłuchanie przestępcy, który twierdzi, że ma ważne informacje i chce je przehandlować w zamian za obniżenie wyroku. Nie może przekazać sprawy komu innemu, bo przestępca domaga się policjanta płci żeńskiej. Ewa się oczywiście zgadza, bo kto by wybrał dawno zaplanowany urlop nad pracę (jest to wątek, który pojawia się zaskakująco często u Nessera). W pociągu spotyka 18-letnią Mikaelę, która jedzie do kliniki psychiatrycznej, żeby poznać swojego biologicznego ojca, o którym się dowiedziała kilka dni temu. Ewa początkowo dzieli czas między swojego chłopaka (chętnie) i rozmowę z cwanym delikwentem (niechętnie), ale kiedy okazuje się, że poznana w pociągu Mikaela zniknęła, włącza się w śledztwo ze szkodą dla stosunków z chłopakiem. Kolejne zwłoki (mężczyzna zmordowany ciosem w oczodół, fachowa robota) na plaży, nikt nie chce rozmawiać o wydarzeniach sprzed 16 lat, które doprowadziły ojca Mikaeli do psychiatryka, wreszcie kolejne zaginięcie - tym razem ojca; wszystko to sprawia, że Ewa - w przeciwieństwie do lokalnego szefa policji, który jakoś nie wspiera śledztwa - czuje się jak u siebie. Niestety na koniec przesłuchiwany przestępca spuszcza na nią bombę - ma dowody na to, że jeden z policjantów z Maardam jest pedofilem.
Prywatnie: Ewa ma biseksualnego brata w Rzymie oraz siostrę-narkomankę/prostytutkę, lokalizacja nieznana. Z obojgiem nie ma kontaktu. W zasadzie z nikim nie ma kontaktu, bo i z chłopakiem się nie dogaduje.
Się je: ratatouille z curry, indyjskim kminkiem i gęstą śmietaną, czerwone włoskie wino, ser malevoli z plastrami gruszki (też często pojawia się u autora, chyba lubi to zestawienie).
Inne tego autora.
#13
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela luty 18, 2018
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, 2018, kryminal
- 2 komentarze
- Skomentuj
Na podrzędnej drodze pod małym miasteczkiem ginie zgwałcona nastolatka. Jej matka, Mildred, (McDormand), rozczarowana brakiem postępu w śledztwie, wystawia trzy billboardy z imiennym zapytaniem do szeryfa, kiedy doczeka się ujęcia sprawcy. Co ciekawe, to nie brutalne przestępstwo, a wytknięcie braku aktywności szeryfowi (Harrelson), który - nie ma wątpliwości, uczciwie pracuje, ale wyczerpał możliwości - budzi w miasteczku wściekłość, tym bardziej, że szeryf jest śmiertelnie chory. Absurdalnie niezaangażowani ludzie (dentysta, agresywny weteran przejazdem w mieście, młodzież szkolna) i tacy bardziej zaangażowani - współpracownik szeryfa, oficer Dixon (który, umówmy się, nie jest najostrzejszym nożem w szufladzie) czy były mąż Mildred (oskarżający ją o doprowadzenie do śmierci córki), zaogniają konflikt. Momentem przełomowym jest śmierć szeryfa; po tym miasteczko wrze, mimo że szeryf pozostawił dość jasny przekaz po swojej śmierci, że to nie efekt ostatnich wydarzeń, a stan jego zdrowia zmusił go do tego kroku.
Brzmi absolutnie dramatycznie, ale to film genialnie zaplanowany - każda sytuacja, po której sztywnieje gardło, a łzy lecą z oczu, jest kontrapunktowana celną drwiną, zabawnym (i mam tu na myśli naprawdę zabawny, inteligentny humor) dialogiem czy wreszcie takim pokazywaniem bohaterów, że określenie ich po pierwszej scenie jako kretyna, bydlaka, tępaka bywa zupełnie błędne wraz z rozwojem akcji. Aktorzy - niesamowici (jak będę duża, chcę być jak Mildred), przy minimum środków wyciskają wszystko ze scen, wiarygodność 10. W tle piękne pejzaże, rasizm, lekka drwina z amerykańskiego systemu prawnego. Jak na razie to dla mniej najlepszy film ubiegłego roku.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek luty 16, 2018
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Na podrzędnej drodze pod małym miasteczkiem ginie zgwałcona nastolatka. Jej matka, Mildred, (McDormand), rozczarowana brakiem postępu w śledztwie, wystawia trzy billboardy z imiennym zapytaniem do szeryfa, kiedy doczeka się ujęcia sprawcy. Co ciekawe, to nie brutalne przestępstwo, a wytknięcie braku aktywności szeryfowi (Harrelson), który - nie ma wątpliwości, uczciwie pracuje, ale wyczerpał możliwości - budzi w miasteczku wściekłość, tym bardziej, że szeryf jest śmiertelnie chory. Absurdalnie niezaangażowani ludzie (dentysta, agresywny weteran przejazdem w mieście, młodzież szkolna) i tacy bardziej zaangażowani - współpracownik szeryfa, oficer Dixon (który, umówmy się, nie jest najostrzejszym nożem w szufladzie) czy były mąż Mildred (oskarżający ją o doprowadzenie do śmierci córki), zaogniają konflikt. Momentem przełomowym jest śmierć szeryfa; po tym miasteczko wrze, mimo że szeryf pozostawił dość jasny przekaz po swojej śmierci, że to nie efekt ostatnich wydarzeń, a stan jego zdrowia zmusił go do tego kroku.
Brzmi absolutnie dramatycznie, ale to film genialnie zaplanowany - każda sytuacja, po której sztywnieje gardło, a łzy lecą z oczu, jest kontrapunktowana celną drwiną, zabawnym (i mam tu na myśli naprawdę zabawny, inteligentny humor) dialogiem czy wreszcie takim pokazywaniem bohaterów, że określenie ich po pierwszej scenie jako kretyna, bydlaka, tępaka bywa zupełnie błędne wraz z rozwojem akcji. Aktorzy - niesamowici (jak będę duża, chcę być jak Mildred), przy minimum środków wyciskają wszystko ze scen, wiarygodność 10. W tle piękne pejzaże, rasizm, lekka drwina z amerykańskiego systemu prawnego. Jak na razie to dla mniej najlepszy film ubiegłego roku.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek luty 16, 2018
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Z przykrością muszę stwierdzić, że nie jestem w stanie streścić fabuły tego "odcinka", bo trudno tę książczynę nazwać częścią cyklu (57 minut czasu lektury na kindlu). W środku opisane są wakacje 1997, podczas których w zamku Kostka: Maria udziela wywiadu plotkarskiej gazecie po głodówce, prozaku i orzechówce, ale wywiad się nie ukazuje, bo książę Szwarzenberg zakochał się w striptizerce, senior Kostka nie płaci nikomu pensji, bo chce mieć pieniądze dla siebie, pojawia się sklerotyczna babcia Kostka, umiera księżna Diana, więc matka Marii jest w żałobie. Trafiłam gdzieś na określenie "sitcom" i to chyba dobrze oddaje jakość wydawnictwa - powtarzalne gagi, sytuacja od początku do końca fabuły nie ulega zmianie, codziennie rano nowy odcinek, w którym bohaterowie wymazali zdarzenia dnia poprzedniego, brakuje tylko śmiechu w tle.
Inne tego autora.
#12
Napisane przez Zuzanka w dniu środa luty 14, 2018
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, beletrystyka, 2018
- 2 komentarze
- Skomentuj
Z przykrością muszę stwierdzić, że nie jestem w stanie streścić fabuły tego "odcinka", bo trudno tę książczynę nazwać częścią cyklu (57 minut czasu lektury na kindlu). W środku opisane są wakacje 1997, podczas których w zamku Kostka: Maria udziela wywiadu plotkarskiej gazecie po głodówce, prozaku i orzechówce, ale wywiad się nie ukazuje, bo książę Szwarzenberg zakochał się w striptizerce, senior Kostka nie płaci nikomu pensji, bo chce mieć pieniądze dla siebie, pojawia się sklerotyczna babcia Kostka, umiera księżna Diana, więc matka Marii jest w żałobie. Trafiłam gdzieś na określenie "sitcom" i to chyba dobrze oddaje jakość wydawnictwa - powtarzalne gagi, sytuacja od początku do końca fabuły nie ulega zmianie, codziennie rano nowy odcinek, w którym bohaterowie wymazali zdarzenia dnia poprzedniego, brakuje tylko śmiechu w tle.
Inne tego autora.
#12
Napisane przez Zuzanka w dniu środa luty 14, 2018
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, beletrystyka, 2018
- 2 komentarze
- Skomentuj
Jacek jest człowiekiem kulturalnym, obeznanym ze sztuką, małomównym, ale dużo myślącym. Budzi zaufanie, a to się przydaje w jego fachu - trzeba mieć zaufanie do dilera narkotyków dobrej jakości. Dzień pracy rozpoczyna się wieczorem, bo wtedy rusza ta prawdziwa Warszawa: celebryci rozpoczynają imprezy, kreatywni z wielkich agencji oddychają po kolejnym dniu i muszą rozładować napięcie, znudzone bogate panie domu potrzebują chwili wytchnienia od swojego pustego życia. A Jacek tylko przejeżdża swoim anonimowym, dyskretnym samochodem, nie ocenia, czasem pójdzie na rękę i pozwoli na mały kredyt. Tak się buduje markę. I do pewnego momentu ten cały układ działa - bezpieczna anonimowość, brak innych związków niż handlowe, wsparcie narkotykowej mafii i rosnące zapasy gotówki, która pozwala na opuszczenie tego pustego świata w chwili, kiedy się już praca znudzi. Jacek planuje kilka tygodni w Argentynie, zamierza jeszcze tylko załatwić kilka interesów, zanim wskoczy na pokład samolotu, bo czas przed Bożym Narodzeniem to czas owocny w tym biznesie. Problem w tym, że sytuacja się komplikuje, nagle pojawia się była dziewczyna, która - mimo że okazała się suką - jednak ciągle coś dla Jacka znaczy. Nagle jeden z biznesów nie idzie tak jak trzeba, a krnąbrny dłużnik nie ulega perswazji tak jak powinien.
6 dni, podczas których wpadasz w coraz głębszą studnię, grzęźniesz razem z bohaterem, zaczyna do Ciebie docierać, że Jacek może do końca nie jest tym dżentelmenem-detalistą, za jakiego się podaje; brak snu, coraz większe problemy, zaczynasz się zastanawiać, czy dowieziesz bohatera na lotnisko. Mocna, gęsta proza na gorączkę (doskonale wchodzi przy ponad 38°C). Może irytować maniera wkładania w prozę faz deliryczno-onirycznych, ale - jak wspomniałam - człowiek z podwyższoną temperaturą jakoś to akceptuje; znacznie mniej akceptuje obraz świata, brudnego, bez wyjścia, gdzie można tylko zejść na dno, gdzie każdy jest bandytą lub dziwką. Najgorsze w tym wszystkim jest miasto - gnijące, aktywujące się nocą, nie do opanowania. W warstwie językowej - świetna książka, pół internetu obsiane jest cytatami; podziwiasz bohatera, doceniasz jego erudycję, tyle że w pewnym momencie łapiesz się na tym, że to wszystko lukier, a pod spodem pozostaje sam brutalizm mafijnych porachunków, o którym autor wie zaskakująco wiarygodnie dużo.
Inne tego autora:
#11
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota luty 10, 2018
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, beletrystyka, 2018
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Jacek jest człowiekiem kulturalnym, obeznanym ze sztuką, małomównym, ale dużo myślącym. Budzi zaufanie, a to się przydaje w jego fachu - trzeba mieć zaufanie do dilera narkotyków dobrej jakości. Dzień pracy rozpoczyna się wieczorem, bo wtedy rusza ta prawdziwa Warszawa: celebryci rozpoczynają imprezy, kreatywni z wielkich agencji oddychają po kolejnym dniu i muszą rozładować napięcie, znudzone bogate panie domu potrzebują chwili wytchnienia od swojego pustego życia. A Jacek tylko przejeżdża swoim anonimowym, dyskretnym samochodem, nie ocenia, czasem pójdzie na rękę i pozwoli na mały kredyt. Tak się buduje markę. I do pewnego momentu ten cały układ działa - bezpieczna anonimowość, brak innych związków niż handlowe, wsparcie narkotykowej mafii i rosnące zapasy gotówki, która pozwala na opuszczenie tego pustego świata w chwili, kiedy się już praca znudzi. Jacek planuje kilka tygodni w Argentynie, zamierza jeszcze tylko załatwić kilka interesów, zanim wskoczy na pokład samolotu, bo czas przed Bożym Narodzeniem to czas owocny w tym biznesie. Problem w tym, że sytuacja się komplikuje, nagle pojawia się była dziewczyna, która - mimo że okazała się suką - jednak ciągle coś dla Jacka znaczy. Nagle jeden z biznesów nie idzie tak jak trzeba, a krnąbrny dłużnik nie ulega perswazji tak jak powinien.
6 dni, podczas których wpadasz w coraz głębszą studnię, grzęźniesz razem z bohaterem, zaczyna do Ciebie docierać, że Jacek może do końca nie jest tym dżentelmenem-detalistą, za jakiego się podaje; brak snu, coraz większe problemy, zaczynasz się zastanawiać, czy dowieziesz bohatera na lotnisko. Mocna, gęsta proza na gorączkę (doskonale wchodzi przy ponad 38°C). Może irytować maniera wkładania w prozę faz deliryczno-onirycznych, ale - jak wspomniałam - człowiek z podwyższoną temperaturą jakoś to akceptuje; znacznie mniej akceptuje obraz świata, brudnego, bez wyjścia, gdzie można tylko zejść na dno, gdzie każdy jest bandytą lub dziwką. Najgorsze w tym wszystkim jest miasto - gnijące, aktywujące się nocą, nie do opanowania. W warstwie językowej - świetna książka, pół internetu obsiane jest cytatami; podziwiasz bohatera, doceniasz jego erudycję, tyle że w pewnym momencie łapiesz się na tym, że to wszystko lukier, a pod spodem pozostaje sam brutalizm mafijnych porachunków, o którym autor wie zaskakująco wiarygodnie dużo.
Inne tego autora:
#11
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota luty 10, 2018
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, beletrystyka, 2018
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Silene, uciekającą właśnie przed policją po nieudanym skoku, zatrzymuje na ulicy sympatycznie wyglądający mężczyzna w okularach i proponuje jej udział w unikatowym napadzie. Decyzję nie jest trudno podjąć, bo alternatywą jest powrót do rodzinnego domu, gdzie policja już zastawiła na nią pułapkę przy współudziale jej rodziców. Mężczyzna w okularach, Profesor, zbiera 8 specjalistów i planuje kradzież ponad 2 miliardów euro w nienamierzalnych odcinkach. Ba, nawet wygląda na to, że podczas kradzieży nikt nie ucierpi. Szybko się okazuje, że mimo przepracowania każdego szczegółu, zawsze jest jakiś element, który może zawieść (ze szczególnym uwzględnieniem elementu ludzkiego), stąd grube emocje. Ba, często widz jest wprowadzany w błąd, żeby w kolejnym odcinku przekonać się, czy rzeczywiście sytuacja wymknęła się Profesorowi spod kontroli.
Narratorką jest specjalistka od napadów, Silene, aktualnie nosząca pseudonim Tokio. W zaatakowanej przez drużynę Mennicy Narodowej w Madrycie poza nią jest ekspert od zabezpieczeń (Rio), znawca materiałów wybuchowych i drążenia tuneli (Moskwa) z synem-mięśniakiem (Denver), ekspertka od fałszowania pieniędzy (Nairobi), dwóch silnych i milczących mężczyzn o etnicznym pochodzeniu, obeznanych z bronią (Helsinki i Oslo) oraz psychopatyczny znawca ludzkich zachowań (Berlin). A, i zakładnicy - pracownicy banku oraz przypadkowa grupka uczniów, odwiedzających Muzeum Pieniądza, nieprzypadkowo w skład której weszła córka ambasadora Wielkiej Brytanii, 67 osób. Profesor obstawia całość z zewnątrz i z gracją wkręca się w bliską okolicę prowadzącej negocjacje specjalistki, Raquel (w czym pomaga wydatnie fakt, że matka Raquel ma Alzheimera, a sama policjantka wiele problemów ze sobą).
Wiadomo, przy takiej skali przedsięwzięcia czasem trzeba zawiesić niewiarę na kołku (serio - opieranie akcji na tym, że uda się założyć w okularach policjantowi podsłuch to jednak za dużo nawet dla mnie; ale może są ludzie, którzy nie zwrócą uwagi na taki drobiazg jak metalowy krążek o pół centymetra średnicy wspawany w zausznik, nie wiem, nie oceniam) i nie zadawać pytań np. w jaki sposób wyżywić przez ładne kilka dni ponad 70 osób. Z takimi założeniami to bardzo smaczny serial, zwłaszcza że nieamerykański i z ciekawymi rozwiązaniami fabularnymi.
Absolutnie czekam na drugi sezon.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek luty 8, 2018
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 1 komentarz
- Skomentuj
Silene, uciekającą właśnie przed policją po nieudanym skoku, zatrzymuje na ulicy sympatycznie wyglądający mężczyzna w okularach i proponuje jej udział w unikatowym napadzie. Decyzję nie jest trudno podjąć, bo alternatywą jest powrót do rodzinnego domu, gdzie policja już zastawiła na nią pułapkę przy współudziale jej rodziców. Mężczyzna w okularach, Profesor, zbiera 8 specjalistów i planuje kradzież ponad 2 miliardów euro w nienamierzalnych odcinkach. Ba, nawet wygląda na to, że podczas kradzieży nikt nie ucierpi. Szybko się okazuje, że mimo przepracowania każdego szczegółu, zawsze jest jakiś element, który może zawieść (ze szczególnym uwzględnieniem elementu ludzkiego), stąd grube emocje. Ba, często widz jest wprowadzany w błąd, żeby w kolejnym odcinku przekonać się, czy rzeczywiście sytuacja wymknęła się Profesorowi spod kontroli.
Narratorką jest specjalistka od napadów, Silene, aktualnie nosząca pseudonim Tokio. W zaatakowanej przez drużynę Mennicy Narodowej w Madrycie poza nią jest ekspert od zabezpieczeń (Rio), znawca materiałów wybuchowych i drążenia tuneli (Moskwa) z synem-mięśniakiem (Denver), ekspertka od fałszowania pieniędzy (Nairobi), dwóch silnych i milczących mężczyzn o etnicznym pochodzeniu, obeznanych z bronią (Helsinki i Oslo) oraz psychopatyczny znawca ludzkich zachowań (Berlin). A, i zakładnicy - pracownicy banku oraz przypadkowa grupka uczniów, odwiedzających Muzeum Pieniądza, nieprzypadkowo w skład której weszła córka ambasadora Wielkiej Brytanii, 67 osób. Profesor obstawia całość z zewnątrz i z gracją wkręca się w bliską okolicę prowadzącej negocjacje specjalistki, Raquel (w czym pomaga wydatnie fakt, że matka Raquel ma Alzheimera, a sama policjantka wiele problemów ze sobą).
Wiadomo, przy takiej skali przedsięwzięcia czasem trzeba zawiesić niewiarę na kołku (serio - opieranie akcji na tym, że uda się założyć w okularach policjantowi podsłuch to jednak za dużo nawet dla mnie; ale może są ludzie, którzy nie zwrócą uwagi na taki drobiazg jak metalowy krążek o pół centymetra średnicy wspawany w zausznik, nie wiem, nie oceniam) i nie zadawać pytań np. w jaki sposób wyżywić przez ładne kilka dni ponad 70 osób. Z takimi założeniami to bardzo smaczny serial, zwłaszcza że nieamerykański i z ciekawymi rozwiązaniami fabularnymi.
Absolutnie czekam na drugi sezon.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek luty 8, 2018
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 1 komentarz
- Skomentuj