Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Kamil Fejfer - Zawód. Opowieść o pracy w Polsce. To o nas

Wielką fanką ironiczno-depresyjnego profilu Magazynu Porażka na Facebooku będąc, nastawiłam się chyba na coś innego niż 10 felietonów o tym, że w zasadzie wszędzie w Polsce jest kijowo pracować. Owszem, jest coś złowrogo nie tak, że pracownik naukowy z dorobkiem zarabia mniej kasjerka w markecie (i równie złowrogie jest to, że za ciężką pracę kasjerki również nie ma sensownego wynagrodzenia, które pozwala zasypiać bez strachu i mieć oszczędności), że udawanie etatu przez umowę-zlecenie czy jednoosobowądziałanośćgospodarczą nie jest chronione prawem pracy (#BTDT, dwie niezapłacone faktury), a celem korporacji jest wyżęcie z pracownika wszystkiego, co wymagane, mamiąc go wizją awansu i kartą Benefit. No jest źle. Niestety, nie ma recepty na to (poza wyjazdem za granicę, gdzie z kolei nikt człowieka nie tytułuje kierownikiem i nie ma kolegów czy rodziny). Nie jest to lektura na depresję, na rosnący licznik odrzuconych (lub - gorzej - pozostawionych bez odpowiedzi) cefałek, niestety, nie jest to lektura na żaden stan ducha, tylko smutny signum temporis.

#10

Napisane przez Zuzanka w dniu środa luty 7, 2018

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, 2018, reportaz - 0 komentarzy - Skomentuj


Kamil Fejfer - Zawód. Opowieść o pracy w Polsce. To o nas

Wielką fanką ironiczno-depresyjnego profilu Magazynu Porażka na Facebooku będąc, nastawiłam się chyba na coś innego niż 10 felietonów o tym, że w zasadzie wszędzie w Polsce jest kijowo pracować. Owszem, jest coś złowrogo nie tak, że pracownik naukowy z dorobkiem zarabia mniej kasjerka w markecie (i równie złowrogie jest to, że za ciężką pracę kasjerki również nie ma sensownego wynagrodzenia, które pozwala zasypiać bez strachu i mieć oszczędności), że udawanie etatu przez umowę-zlecenie czy jednoosobowądziałanośćgospodarczą nie jest chronione prawem pracy (#BTDT, dwie niezapłacone faktury), a celem korporacji jest wyżęcie z pracownika wszystkiego, co wymagane, mamiąc go wizją awansu i kartą Benefit. No jest źle. Niestety, nie ma recepty na to (poza wyjazdem za granicę, gdzie z kolei nikt człowieka nie tytułuje kierownikiem i nie ma kolegów czy rodziny). Nie jest to lektura na depresję, na rosnący licznik odrzuconych (lub - gorzej - pozostawionych bez odpowiedzi) cefałek, niestety, nie jest to lektura na żaden stan ducha, tylko smutny signum temporis.

#10

Napisane przez Zuzanka w dniu środa luty 7, 2018

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, 2018, reportaz - 0 komentarzy - Skomentuj


Carl Zafon Ruiz - Więzień nieba

Przedświąteczny kryzys 1957 roku daje się we znaki w księgarni Sempere i Syn, co motywuje ojca do wstawienia na wystawę świątecznej szopki w celu przyciągnięcia klienteli. Efekt zostaje osiągnięty, aczkolwiek oprócz klientów właściwych pojawia się tajemniczy starzec bez ręki, który dokonuje zakupu nietypowego prezentu dla... Fermína Romero de Torres. Akcja rozdziela się na dwa tory: współcześnie Daniel Sempere, aktualnie młody ojciec, śledzi dziwnego mężczyznę, próbując zapobiec problemom w życiu przyjaciela, który właśnie się dowiedział, że będzie ojcem, a na dniach ma zostać młodym małżonkiem; jednocześnie Fermín rozpoczyna wreszcie swoją opowieść o przeszłości, której unikał od lat. Historia wydarzeń z 1939 roku, kiedy to Fermín został osadzony w więzieniu Montjuic i poznał Davida Martina (bohatera "Gry Anioła"), wyjaśnia tajemnicę nagłej śmierci matki Davida, Isabelle (asystentki Martina) oraz ujawnia trochę przeszłości samego Fermína.

Mimo mrocznej tematyki - więzienia w żadnym chyba systemie politycznym, a już zdecydowanie we frankistowskiej Hiszpanii, nie są tematem lekkim - książka to kopalnia pysznych dialogów (bo nie tylko Fermín jest człowiekiem złotoustym, bez względu na mizerię sytuacji); są szlachetni przestępcy i równie szlachetne damy negocjowalnego afektu, bandytami okazują się za to ludzie na stanowiskach. Epizodycznie pojawia się Cmentarz Zapomnianych Książek.

Niestety, ten tom ma kilka wad - absurdalnie największą z nich jest mikra objętość. Zanim akcja w ogóle zdążyła się rozkręcić - koniec (zgaduję, że to kamyk pod kolejną część, ale zdecydowanie dynamika na tym traci). Część wątków pozostaje nierozwiązana (np. dokąd Bea wybierała się, skoro nie na spotkanie z byłym narzeczonym), kolejne są skwitowane jednym prawie że zdaniem (co się stało z Martinem i jego wieloletnim prześladowcą). Irytację budzi przejście Davida i Bei ze stanu radosnego zakochania do siermiężności życia małżeńskiego, w którym ona dba o dom i dziecko, a on siedzi w pracy, wracając czasem nad ranem, bo akurat ma męskie sprawy przy alkoholu.

Inne tego autora.

#9

Napisane przez Zuzanka w dniu środa luty 7, 2018

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, beletrystyka, 2018 - 0 komentarzy - Skomentuj


Carl Zafon Ruiz - Więzień nieba

Przedświąteczny kryzys 1957 roku daje się we znaki w księgarni Sempere i Syn, co motywuje ojca do wstawienia na wystawę świątecznej szopki w celu przyciągnięcia klienteli. Efekt zostaje osiągnięty, aczkolwiek oprócz klientów właściwych pojawia się tajemniczy starzec bez ręki, który dokonuje zakupu nietypowego prezentu dla... Fermína Romero de Torres. Akcja rozdziela się na dwa tory: współcześnie Daniel Sempere, aktualnie młody ojciec, śledzi dziwnego mężczyznę, próbując zapobiec problemom w życiu przyjaciela, który właśnie się dowiedział, że będzie ojcem, a na dniach ma zostać młodym małżonkiem; jednocześnie Fermín rozpoczyna wreszcie swoją opowieść o przeszłości, której unikał od lat. Historia wydarzeń z 1939 roku, kiedy to Fermín został osadzony w więzieniu Montjuic i poznał Davida Martina (bohatera "Gry Anioła"), wyjaśnia tajemnicę nagłej śmierci matki Davida, Isabelle (asystentki Martina) oraz ujawnia trochę przeszłości samego Fermína.

Mimo mrocznej tematyki - więzienia w żadnym chyba systemie politycznym, a już zdecydowanie we frankistowskiej Hiszpanii, nie są tematem lekkim - książka to kopalnia pysznych dialogów (bo nie tylko Fermín jest człowiekiem złotoustym, bez względu na mizerię sytuacji); są szlachetni przestępcy i równie szlachetne damy negocjowalnego afektu, bandytami okazują się za to ludzie na stanowiskach. Epizodycznie pojawia się Cmentarz Zapomnianych Książek.

Niestety, ten tom ma kilka wad - absurdalnie największą z nich jest mikra objętość. Zanim akcja w ogóle zdążyła się rozkręcić - koniec (zgaduję, że to kamyk pod kolejną część, ale zdecydowanie dynamika na tym traci). Część wątków pozostaje nierozwiązana (np. dokąd Bea wybierała się, skoro nie na spotkanie z byłym narzeczonym), kolejne są skwitowane jednym prawie że zdaniem (co się stało z Martinem i jego wieloletnim prześladowcą). Irytację budzi przejście Davida i Bei ze stanu radosnego zakochania do siermiężności życia małżeńskiego, w którym ona dba o dom i dziecko, a on siedzi w pracy, wracając czasem nad ranem, bo akurat ma męskie sprawy przy alkoholu.

Inne tego autora.

#9

Napisane przez Zuzanka w dniu środa luty 7, 2018

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, beletrystyka, 2018 - 0 komentarzy - Skomentuj


Rita

Jeśli myślicie, że nie ma nudniejszego serialu niż obyczajówka o szkole, to setnie się mylicie. Przede wszystkim szkoła jest w Danii, gdzie niekoniecznie typowe rozwiązania pedagogiczne są w cenie, a ludzie - oczywiście dalece nie wszyscy - bywają dość nietradycyjni w swoich poglądach i zachowaniu. Rita jest nauczycielką i to całkiem niezłą - dobrze dogaduje się z dziećmi, nawet tymi problematycznymi. Jak sama mówi, wybrała bycie nauczycielką, żeby chronić dzieci przed niektórymi rodzicami (co w trakcie kolejnych sezonów, kiedy pojawia się jej matka i ojciec, niejako wszystko wyjaśnia). Absurdalnie, sama niespecjalnie dobrze dogaduje się ze swoimi dziećmi - najmłodszym Jeppe, który właśnie odkrywa, że jest homoseksualistą, średnią Molly, która na progu dorosłości nie jest w stanie zachowywać się jak dorosła czy wreszcie z najstarszym Rocco, w stabilnym związku, tuż przed założeniem rodziny. Rita postępuje zawsze po swojemu, ale ma przy okazji wiele deficytów, w czym nie pomaga rozwiązywanie problemów za pomocą alkoholu i przygodnego seksu[1].

Uwielbiałam pierwsze trzy sezony - skomplikowany związek między Ritą a dyrektorem szkoły Rasmusem, przerywany różnymi epizodami z innymi panami[2], walkę o trudnych uczniów, drugoplanowych nauczycieli (zwłaszcza Hjordis, która jest niesamowitym połączeniem szczeniaka i elfa, absolutnie przy tym nieirytującym). Czwarty sezon, mam wrażenie, został zaplanowany jako schyłkowy - Rita po zamknięciu szkoły, której poświęciła sporo swojego dorosłego życia, wraca do miasteczka, w którym się wychowywała, żeby tam podreperować lokalną szkołę. Niestety, jest to sezon najsłabszy, bo Rita głównie przemyka się po swoich śladach, kiedy miała 16 lat i próbuje naprawić to, co wtedy zaszło.

[1] Totalnie wierzę, że jak się ma prozopagnozję, to można wyrwać w pubie bwpn fjbwrw anwoneqmvrw ceboyrznglpmarw hpmraavpl.

[2] Wprawdzie kibicowałam bardzo dynamice duo Jonas-Rita, ale scenarzyści mniej (robiąc z tego pierwszego palanta zamiast erotomana), więc moim faworytem został Said.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek luty 6, 2018

Link bezpośredni - Kategorie: Oglądam, Seriale - - 0 komentarzy - Skomentuj


Rita

Jeśli myślicie, że nie ma nudniejszego serialu niż obyczajówka o szkole, to setnie się mylicie. Przede wszystkim szkoła jest w Danii, gdzie niekoniecznie typowe rozwiązania pedagogiczne są w cenie, a ludzie - oczywiście dalece nie wszyscy - bywają dość nietradycyjni w swoich poglądach i zachowaniu. Rita jest nauczycielką i to całkiem niezłą - dobrze dogaduje się z dziećmi, nawet tymi problematycznymi. Jak sama mówi, wybrała bycie nauczycielką, żeby chronić dzieci przed niektórymi rodzicami (co w trakcie kolejnych sezonów, kiedy pojawia się jej matka i ojciec, niejako wszystko wyjaśnia). Absurdalnie, sama niespecjalnie dobrze dogaduje się ze swoimi dziećmi - najmłodszym Jeppe, który właśnie odkrywa, że jest homoseksualistą, średnią Molly, która na progu dorosłości nie jest w stanie zachowywać się jak dorosła czy wreszcie z najstarszym Rocco, w stabilnym związku, tuż przed założeniem rodziny. Rita postępuje zawsze po swojemu, ale ma przy okazji wiele deficytów, w czym nie pomaga rozwiązywanie problemów za pomocą alkoholu i przygodnego seksu[1].

Uwielbiałam pierwsze trzy sezony - skomplikowany związek między Ritą a dyrektorem szkoły Rasmusem, przerywany różnymi epizodami z innymi panami[2], walkę o trudnych uczniów, drugoplanowych nauczycieli (zwłaszcza Hjordis, która jest niesamowitym połączeniem szczeniaka i elfa, absolutnie przy tym nieirytującym). Czwarty sezon, mam wrażenie, został zaplanowany jako schyłkowy - Rita po zamknięciu szkoły, której poświęciła sporo swojego dorosłego życia, wraca do miasteczka, w którym się wychowywała, żeby tam podreperować lokalną szkołę. Niestety, jest to sezon najsłabszy, bo Rita głównie przemyka się po swoich śladach, kiedy miała 16 lat i próbuje naprawić to, co wtedy zaszło.

[1] Totalnie wierzę, że jak się ma prozopagnozję, to można wyrwać w pubie bwpn fjbwrw anwoneqmvrw ceboyrznglpmarw hpmraavpl.

[2] Wprawdzie kibicowałam bardzo dynamice duo Jonas-Rita, ale scenarzyści mniej (robiąc z tego pierwszego palanta zamiast erotomana), więc moim faworytem został Said.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek luty 6, 2018

Link bezpośredni - Kategorie: Oglądam, Seriale - - 0 komentarzy - Skomentuj


Stanisław Lem - Kongres futurologiczny

Sama fabuła opowiadania nie jest skomplikowana - Ijon Tichy uczestniczy w Kongresie Futurologicznym na fikcyjnej Costaricanie; sytuacja świata jest dość ciężka ze względu na niepokoje społeczne, przeludnienie, zatrucie środowiska i zbrojenia, więc coś trzeba przedsięwziąć. Czas na to przychodzi szybko, bo już w trakcie pierwszego dnia obrad wybucha wojna domowa. Ci uczestnicy Kongresu, którzy przeżyli (a dalece nie wszyscy) ukrywają się w kanałach pod Hiltonem, ale nie są bezpieczni - dostały się do nich środki halucynogenne, rozproszone przez pacyfikujące zamieszki oddziały. Tichy zapada się w coraz głębszy ciąg urojeń, z którego nie jest w stanie wyjść - za każdym razem, kiedy się budzi, ma poczucie, że ciągle jest w świecie wirtualnym. Ucieka z kanałów, żeby obudzić się po wypadku w obcym ciele, potem zostaje zamrożony na kilkadziesiąt lat, bo jego psychoza narasta, wreszcie budzi się w świecie idealnym, gdzie za pomocą dobrze dobranej chemii są zaspokajane wszelkie potrzeby ludzkości. Niestety, nie wszystko się Tichemu i w tym świecie zgadza, usiłuje więc i tu dociec, czy środki psychotropowe, na które jest nieustająco narażony, nie maskują czegoś okropnego.

Jakkolwiek opowiadanie było dla mnie dość męczące pod względem językowym (co skądinąd doceniam, bo Lem był genialnym słowotwórcą, ale zabawa w wymyślanie określeń na środki chemiczne różnego autoramentu jednak nuży po kilku akapitach), tak porusza kilka przełomowych (zwłaszcza jak na czas powstania opowiadania) tematów, aktualnych również dziś - czy rzeczywistość wirtualna może być nieodróżnialna od realnej (i jak być pewnym, co się aktualnie postrzega[1]?); czy warto za wszelką cenę dążyć do poznania prawdy, nawet ze świadomością, że jest ukrywana dla naszej korzyści; dokąd zmierza cywilizacja (ze szczególnym uwzględnieniem nadawania rangi rzeczom wirtualnym, szczególnie aktualne w dobie cywilizacji wiecznej autoprezentacji w mediach cyfrowych).

[1] Patrz "Incepcja".

#8/#3

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek luty 6, 2018

Link bezpośredni - Kategorie: Czytam, Słucham (literatury) - Tagi: panowie, sf-f, 2018 - 0 komentarzy - Skomentuj


Stanisław Lem - Kongres futurologiczny

Sama fabuła opowiadania nie jest skomplikowana - Ijon Tichy uczestniczy w Kongresie Futurologicznym na fikcyjnej Costaricanie; sytuacja świata jest dość ciężka ze względu na niepokoje społeczne, przeludnienie, zatrucie środowiska i zbrojenia, więc coś trzeba przedsięwziąć. Czas na to przychodzi szybko, bo już w trakcie pierwszego dnia obrad wybucha wojna domowa. Ci uczestnicy Kongresu, którzy przeżyli (a dalece nie wszyscy) ukrywają się w kanałach pod Hiltonem, ale nie są bezpieczni - dostały się do nich środki halucynogenne, rozproszone przez pacyfikujące zamieszki oddziały. Tichy zapada się w coraz głębszy ciąg urojeń, z którego nie jest w stanie wyjść - za każdym razem, kiedy się budzi, ma poczucie, że ciągle jest w świecie wirtualnym. Ucieka z kanałów, żeby obudzić się po wypadku w obcym ciele, potem zostaje zamrożony na kilkadziesiąt lat, bo jego psychoza narasta, wreszcie budzi się w świecie idealnym, gdzie za pomocą dobrze dobranej chemii są zaspokajane wszelkie potrzeby ludzkości. Niestety, nie wszystko się Tichemu i w tym świecie zgadza, usiłuje więc i tu dociec, czy środki psychotropowe, na które jest nieustająco narażony, nie maskują czegoś okropnego.

Jakkolwiek opowiadanie było dla mnie dość męczące pod względem językowym (co skądinąd doceniam, bo Lem był genialnym słowotwórcą, ale zabawa w wymyślanie określeń na środki chemiczne różnego autoramentu jednak nuży po kilku akapitach), tak porusza kilka przełomowych (zwłaszcza jak na czas powstania opowiadania) tematów, aktualnych również dziś - czy rzeczywistość wirtualna może być nieodróżnialna od realnej (i jak być pewnym, co się aktualnie postrzega[1]?); czy warto za wszelką cenę dążyć do poznania prawdy, nawet ze świadomością, że jest ukrywana dla naszej korzyści; dokąd zmierza cywilizacja (ze szczególnym uwzględnieniem nadawania rangi rzeczom wirtualnym, szczególnie aktualne w dobie cywilizacji wiecznej autoprezentacji w mediach cyfrowych).

[1] Patrz "Incepcja".

#8/#3

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek luty 6, 2018

Link bezpośredni - Kategorie: Czytam, Słucham (literatury) - Tagi: panowie, sf-f, 2018 - 0 komentarzy - Skomentuj


Stephen King - Koniec warty

Trzecia część trylogii (czyli łatwo się domyślić pewnych finalnych rozwiązań fabularnych) o detektywie Billu Hodgesie i jego ekipie. Morderca z Mercedesa, Hartsfield, jest pacjentem Kliniki Traumatycznych Uszkodzeń Mózgu, ponieważ cios w czaszkę skarpetką wypełnioną kulkami z łożysk raczej nie robi nikomu dobrze; okazuje się jednak, że jego stan absurdalnie się poprawił - potrafi korzystając z nieuwagi albo zahipnotyzowania przejmować ciała swoich lekarzy i pielęgniarzy. Hodges, coraz bardziej wychudzony detektyw, odkrywa, że ma słabo rokującego raka trzustki. Nie jest to specjalnie dobra nowina w żadnej sytuacji, ale tym bardziej kiedy okazuje się, że Pan Mercedes planuje zmusić do samobójstwa wszystkich, których uważa za swoich wrogów, na szczycie listy umieszczając ekipę detektywa. Niestety, to najsłabsza książka i najmniej detektywistyczna, a najbardziej nadprzyrodzona. Do przejęcia umysłu wystarczy dać ofierze specjalnie spreparowaną konsolę do gier (wystarczy odrobina socjotechniki), a wgapiająca się w kolorowe rybki osoba staje się podatna na wpływ mordercy (bez względu na odległość). Dobrze się czyta, jakieś tam napięcie się buduje, ale miałam poczucie, że przeczytałam książkę napisaną według listy kroków "jak napisać bestseller".

Inne tego autora.

#7

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek luty 5, 2018

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, sf-f, 2018, kryminal - 0 komentarzy - Skomentuj


Stephen King - Koniec warty

Trzecia część trylogii (czyli łatwo się domyślić pewnych finalnych rozwiązań fabularnych) o detektywie Billu Hodgesie i jego ekipie. Morderca z Mercedesa, Hartsfield, jest pacjentem Kliniki Traumatycznych Uszkodzeń Mózgu, ponieważ cios w czaszkę skarpetką wypełnioną kulkami z łożysk raczej nie robi nikomu dobrze; okazuje się jednak, że jego stan absurdalnie się poprawił - potrafi korzystając z nieuwagi albo zahipnotyzowania przejmować ciała swoich lekarzy i pielęgniarzy. Hodges, coraz bardziej wychudzony detektyw, odkrywa, że ma słabo rokującego raka trzustki. Nie jest to specjalnie dobra nowina w żadnej sytuacji, ale tym bardziej kiedy okazuje się, że Pan Mercedes planuje zmusić do samobójstwa wszystkich, których uważa za swoich wrogów, na szczycie listy umieszczając ekipę detektywa. Niestety, to najsłabsza książka i najmniej detektywistyczna, a najbardziej nadprzyrodzona. Do przejęcia umysłu wystarczy dać ofierze specjalnie spreparowaną konsolę do gier (wystarczy odrobina socjotechniki), a wgapiająca się w kolorowe rybki osoba staje się podatna na wpływ mordercy (bez względu na odległość). Dobrze się czyta, jakieś tam napięcie się buduje, ale miałam poczucie, że przeczytałam książkę napisaną według listy kroków "jak napisać bestseller".

Inne tego autora.

#7

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek luty 5, 2018

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, sf-f, 2018, kryminal - 0 komentarzy - Skomentuj