Frederick, emerytowany doktor budzi się w trakcie pożaru - płonie jego dom na wysepce. Dom, w którym żyli jego dziadkowie, rodzice i on chciał też doczekać końca swoich dni. Po wygaszeniu ognia okazuje się, że spłonęło wszystko, co miał, a dodatkowo ślady wskazują na podpalenie, więc zamiast odbudowywać swoje życie, musi stawić czoła przesłuchaniom i podejrzeniom, że sam podpalił dom w celu wyłudzenia odszkodowania. Wprowadza się do przyczepy, którą zostawiła jego dorosła córka (poznana całkiem niedawno, we "Włoskich butach") i próbuje uporządkować życie. Wkurza go fakt, że próbując odkupić sobie odzież, trafia tylko na rzeczy made in China; próbą powrotu do normalności mają być tytułowe szwedzkie kalosze[1]. Nagle przyjeżdża córka, nie dogadują się ze sobą, po wyspie kręcą się śledczy i czterdziestoparoletnia dziennikarka, która robi reportaż o podpaleniach, ale bardzo mu się podoba.
Nie jest to ani stricte powieść kryminalna, chociaż Frederick poszukuje sprawcy podpaleń (nie tylko jego dom spłonął) oraz usiłuje wyjaśnić, czemu Polka, pod której domem parkował samochód w porcie, była przerażona i co spowodowało jej nagłą śmierć[2]. Poprzedni tom był rozliczeniem z niezakończonym związkiem miłosnym, tutaj to uporządkowanie bycia ojcem (i - zepsuję niespodziankę - dziadkiem). Niespecjalnie polubiłam bohatera, jest nieprzyjemny, celowo niegrzeczny, łamie normy społeczne (po wproszeniu się na nocleg do domu znajomej, grzebie w jej prywatnych rzeczach i kłamie) i ewidentnie czuć u niego starczą niechęć do wszystkiego co inne, nowe i nieznane.
[1] I do końca książki ich nie dostaje. Nie jest zresztą jedyny zawieszony wątek, nie wyjaśnia się sprawa skradzionego samochodu zmarłej Polki, ani [2] jej w zasadzie naturalnej (wylew) śmierci.
Inne tego autora.
#38
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela czerwiec 11, 2017
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, beletrystyka, 2017
- 1 komentarz
- Skomentuj
Frederick, emerytowany doktor budzi się w trakcie pożaru - płonie jego dom na wysepce. Dom, w którym żyli jego dziadkowie, rodzice i on chciał też doczekać końca swoich dni. Po wygaszeniu ognia okazuje się, że spłonęło wszystko, co miał, a dodatkowo ślady wskazują na podpalenie, więc zamiast odbudowywać swoje życie, musi stawić czoła przesłuchaniom i podejrzeniom, że sam podpalił dom w celu wyłudzenia odszkodowania. Wprowadza się do przyczepy, którą zostawiła jego dorosła córka (poznana całkiem niedawno, we "Włoskich butach") i próbuje uporządkować życie. Wkurza go fakt, że próbując odkupić sobie odzież, trafia tylko na rzeczy made in China; próbą powrotu do normalności mają być tytułowe szwedzkie kalosze[1]. Nagle przyjeżdża córka, nie dogadują się ze sobą, po wyspie kręcą się śledczy i czterdziestoparoletnia dziennikarka, która robi reportaż o podpaleniach, ale bardzo mu się podoba.
Nie jest to ani stricte powieść kryminalna, chociaż Frederick poszukuje sprawcy podpaleń (nie tylko jego dom spłonął) oraz usiłuje wyjaśnić, czemu Polka, pod której domem parkował samochód w porcie, była przerażona i co spowodowało jej nagłą śmierć[2]. Poprzedni tom był rozliczeniem z niezakończonym związkiem miłosnym, tutaj to uporządkowanie bycia ojcem (i - zepsuję niespodziankę - dziadkiem). Niespecjalnie polubiłam bohatera, jest nieprzyjemny, celowo niegrzeczny, łamie normy społeczne (po wproszeniu się na nocleg do domu znajomej, grzebie w jej prywatnych rzeczach i kłamie) i ewidentnie czuć u niego starczą niechęć do wszystkiego co inne, nowe i nieznane.
[1] I do końca książki ich nie dostaje. Nie jest zresztą jedyny zawieszony wątek, nie wyjaśnia się sprawa skradzionego samochodu zmarłej Polki, ani [2] jej w zasadzie naturalnej (wylew) śmierci.
Inne tego autora.
#38
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela czerwiec 11, 2017
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, beletrystyka, 2017
- 1 komentarz
- Skomentuj
Zaproszeni w roli opiekunów dwóch 7-latek+, z ogromną przyjemnością ignorowaliśmy nasze dzieci (z przerwą na popilnowanie kapelusza, dostarczenie wody, uratowanie świata, kiedy pękł sznurek od naszyjnika itp.) przez pół pięknej, upalnej soboty, popijając aromatyczną kawę, nasiąkając zapachem ogniska i wchodząc w tzw. szkodę (konkretnie ja). Ale czy można się oprzeć wejściu do rozwalającej się stodoły w czerwcowy, jasny dzień?
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota czerwiec 10, 2017
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Wielkopolska w weekend -
Tagi:
polska, swidwowiec
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Zaproszeni w roli opiekunów dwóch 7-latek+, z ogromną przyjemnością ignorowaliśmy nasze dzieci (z przerwą na popilnowanie kapelusza, dostarczenie wody, uratowanie świata, kiedy pękł sznurek od naszyjnika itp.) przez pół pięknej, upalnej soboty, popijając aromatyczną kawę, nasiąkając zapachem ogniska i wchodząc w tzw. szkodę (konkretnie ja). Ale czy można się oprzeć wejściu do rozwalającej się stodoły w czerwcowy, jasny dzień?
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota czerwiec 10, 2017
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Wielkopolska w weekend -
Tagi:
polska, swidwowiec
- 0 komentarzy
- Skomentuj
1914. Walijka Nel chwilę po ślubie z Tomem, szczęśliwa na pikniku ze wspólnymi przyjaciółmi i kuzynką, dowiaduje się, że Anglia jest na progu wojny. W 1918 jest już wdową, z 4-letnim synkiem, Benbowem i żyje na łasce swoich wiecznie niezadowolonych teściów, którzy korzystają z niej jak z darmowej służącej, na każdym kroku wymagając posłuszeństwa. Przez przypadek wychodzi na jaw, że jest zakochana w jednym z przyjaciół swojego zmarłego męża i chwilę po ogłoszeniu zakończenia wojny, ku zgorszeniu teściów i reszty rodziny zmarłego męża, wychodzi ponownie za mąż. Wprawdzie miewa chwile, kiedy czuje, że jest szczęśliwa, ale nauczona stawiania siebie na ostatnim miejscu, podejmuje kolejne życiowe wybory, które wpychają ją w niekorzystne dla niej sytuacje.
To mniej znana książka Malpassa, może dlatego, że prawie zupełnie pozbawiona elementów humorystycznych (mimo 4-letniego chłopca, którego poczynania są osią akcji). Losy niezamożnej rodziny kupieckiej Dormanów, srodze doświadczonej przez los przez dwie wojny światowe, są bogato obudowane rozmyślaniami o istocie wojny, nieumiejętnościach przewidywania wielkiej polityki i obserwacjami ludzkiej małostkowości, mierności i złośliwości. To wszechstronnie ponura książka, dość przestarzała w wymowie, dodatkowo niespójna kompozycyjnie. Końcówka książki, dziejąca się w 1978 roku, po przejściu 60-letniego już Benbowa na emeryturę i jego traumatyczna wyprawa do Berlina Wschodniego, opisanego jak mentalne więzienie w kontraście do radosnej, wolnej Anglii, wygląda na należącą do zupełnie innej książki.
Inne tego autora.
#37/#8
Napisane przez Zuzanka w dniu środa czerwiec 7, 2017
Link bezpośredni -
Kategorie:
Czytam, Słucham (literatury) -
Tagi:
panowie, beletrystyka, 2017
- 0 komentarzy
- Skomentuj
1914. Walijka Nel chwilę po ślubie z Tomem, szczęśliwa na pikniku ze wspólnymi przyjaciółmi i kuzynką, dowiaduje się, że Anglia jest na progu wojny. W 1918 jest już wdową, z 4-letnim synkiem, Benbowem i żyje na łasce swoich wiecznie niezadowolonych teściów, którzy korzystają z niej jak z darmowej służącej, na każdym kroku wymagając posłuszeństwa. Przez przypadek wychodzi na jaw, że jest zakochana w jednym z przyjaciół swojego zmarłego męża i chwilę po ogłoszeniu zakończenia wojny, ku zgorszeniu teściów i reszty rodziny zmarłego męża, wychodzi ponownie za mąż. Wprawdzie miewa chwile, kiedy czuje, że jest szczęśliwa, ale nauczona stawiania siebie na ostatnim miejscu, podejmuje kolejne życiowe wybory, które wpychają ją w niekorzystne dla niej sytuacje.
To mniej znana książka Malpassa, może dlatego, że prawie zupełnie pozbawiona elementów humorystycznych (mimo 4-letniego chłopca, którego poczynania są osią akcji). Losy niezamożnej rodziny kupieckiej Dormanów, srodze doświadczonej przez los przez dwie wojny światowe, są bogato obudowane rozmyślaniami o istocie wojny, nieumiejętnościach przewidywania wielkiej polityki i obserwacjami ludzkiej małostkowości, mierności i złośliwości. To wszechstronnie ponura książka, dość przestarzała w wymowie, dodatkowo niespójna kompozycyjnie. Końcówka książki, dziejąca się w 1978 roku, po przejściu 60-letniego już Benbowa na emeryturę i jego traumatyczna wyprawa do Berlina Wschodniego, opisanego jak mentalne więzienie w kontraście do radosnej, wolnej Anglii, wygląda na należącą do zupełnie innej książki.
Inne tego autora.
#37/#8
Napisane przez Zuzanka w dniu środa czerwiec 7, 2017
Link bezpośredni -
Kategorie:
Czytam, Słucham (literatury) -
Tagi:
panowie, beletrystyka, 2017
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Praga, Czechy. Praskie metro jest stosunkowo nowe - otwarte w 1974 roku. Dla wielbicieli ruchomych schodów - zjeżdża się czasem głęboko pod ziemię oraz - dla mnie - każda stacja ma inne paski (przynajmniej te kilka, na których byłam). Trzy linie, odkrywczo nazwane A (zielona), B (żółta) i C (czerwona); czwarta dopiero w planach. W przeciwieństwie do ulic, w metrze jest płasko, a nie pod górkę.







Dotychczas: Berlin * Budapeszt * Buenos Aires * Dublin * Praga * Lizbona * Porto * Wiedeń * Saloniki * Amsterdam.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek czerwiec 5, 2017
Link bezpośredni -
Kategoria:
Listy spod róży -
Tagi:
metro, 2017, czechy, praga, majowka2017
- 1 komentarz
- Skomentuj
Praga, Czechy. Praskie metro jest stosunkowo nowe - otwarte w 1974 roku. Dla wielbicieli ruchomych schodów - zjeżdża się czasem głęboko pod ziemię oraz - dla mnie - każda stacja ma inne paski (przynajmniej te kilka, na których byłam). Trzy linie, odkrywczo nazwane A (zielona), B (żółta) i C (czerwona); czwarta dopiero w planach. W przeciwieństwie do ulic, w metrze jest płasko, a nie pod górkę.







Dotychczas: Berlin * Budapeszt * Buenos Aires * Dublin * Praga * Lizbona * Porto * Wiedeń * Saloniki * Amsterdam.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek czerwiec 5, 2017
Link bezpośredni -
Kategoria:
Listy spod róży -
Tagi:
metro, 2017, czechy, praga, majowka2017
- 1 komentarz
- Skomentuj
Rok 1917. Młody pomocnik, David Martin, redakcyjny z ambicjami pisarskimi dostaje szansę na publikację w gazecie. O dziwo mu wychodzi, dostaje stałą kolumnę za sprawą swojego protektora, właściciela gazety Pedra Vidala, budząc przy tym nienawiść całej redakcji. Kiedy już ma dość, odchodzi, wynajmuje przedziwnie zapuszczony dom, remontuje go[1] i zaczyna pisać popularną literaturę pod pseudonimem, marząc o wydaniu czegoś pod własnym nazwiskiem. Otrzymuje nagle intratną propozycję[2] od tajemniczego nieznajomego, który za sporym wynagrodzeniem chce napisania dzieła o nowym porządku religijnym[3], które porwie tłumy. Przeszkody znikają - wiążący go kontraktem wydawcy giną w tajemniczym pożarze, ukochana Christina decyduje się wyjść za mąż za bogatego Vidala, książka napisana pod własnym nazwiskiem nie przynosi mu sławy, w zasadzie nie ma powodu, żeby nie wziąć łatwych pieniędzy za rok pracy. Tylko Davida nagle ogarnia strach (nie wspominając o dramatycznej depresji po stracie ukochanej), bo sporo wydarzeń jest trudno wytłumaczalnych. Podobnie jak w "Cieniu wiatru", David zbiera drużynę - sprytną i ironiczną asystentkę Isabellę, księgarza Sempere (dziadka Daniela) wraz z przyjacielem donem Gustavo i emerytowanego policjanta po przejściach. Niestety, tuż za nim jest nieufna policja, tym bardziej podejrzewająca Davida, im więcej się trupów ściele dookoła.
Tutaj rzeczywiście pojawia się w jakimś stopniu realizm magiczny - niektórych wydarzeń nie da się wyjaśnić na gruncie logiki, sam bohater ma tak ogromne poczucie nierealności, że nie potrafi oddzielić czasem jawy od snu. Wiem, że to książka o książkach, o czytaniu i pisaniu, ułudzie, ale czasem to trochę przeszkadza, bo jednak po pierwszym tomie chciałam zgrabnego, logicznego wyjaśnienia intrygi, które jednak nie do końca zostaje zaserwowane. Zamiast tego jest alegoria, a ja słaba w alegorie jestem.
[1] Na litość, jak Wam ekipa budowlana, z miarką w oku i w garści dla pewności, mówi, że jest coś nie tak z wymiarami, bo pomieszczenie powinno być dwa razy większe niż jest, to naprawdę warto się nad tym pochylić, a nie zastanawiać się latami nad smrodkiem wionącym ze stojącej przy ścianie szafy.
[2] Oraz operację usuwającą guza na mózgu oraz inicjację erotyczną w prezencie, kto by się nie oparł.
[3] Nie wiem, jak Wy, ale ja się w zasadzie od razu domyśliłam, co z tego wyjdzie (Zrva Xnzcs).
Inne tego autora.
#36
Napisane przez Zuzanka w dniu środa maj 31, 2017
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, beletrystyka, 2017
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Rok 1917. Młody pomocnik, David Martin, redakcyjny z ambicjami pisarskimi dostaje szansę na publikację w gazecie. O dziwo mu wychodzi, dostaje stałą kolumnę za sprawą swojego protektora, właściciela gazety Pedra Vidala, budząc przy tym nienawiść całej redakcji. Kiedy już ma dość, odchodzi, wynajmuje przedziwnie zapuszczony dom, remontuje go[1] i zaczyna pisać popularną literaturę pod pseudonimem, marząc o wydaniu czegoś pod własnym nazwiskiem. Otrzymuje nagle intratną propozycję[2] od tajemniczego nieznajomego, który za sporym wynagrodzeniem chce napisania dzieła o nowym porządku religijnym[3], które porwie tłumy. Przeszkody znikają - wiążący go kontraktem wydawcy giną w tajemniczym pożarze, ukochana Christina decyduje się wyjść za mąż za bogatego Vidala, książka napisana pod własnym nazwiskiem nie przynosi mu sławy, w zasadzie nie ma powodu, żeby nie wziąć łatwych pieniędzy za rok pracy. Tylko Davida nagle ogarnia strach (nie wspominając o dramatycznej depresji po stracie ukochanej), bo sporo wydarzeń jest trudno wytłumaczalnych. Podobnie jak w "Cieniu wiatru", David zbiera drużynę - sprytną i ironiczną asystentkę Isabellę, księgarza Sempere (dziadka Daniela) wraz z przyjacielem donem Gustavo i emerytowanego policjanta po przejściach. Niestety, tuż za nim jest nieufna policja, tym bardziej podejrzewająca Davida, im więcej się trupów ściele dookoła.
Tutaj rzeczywiście pojawia się w jakimś stopniu realizm magiczny - niektórych wydarzeń nie da się wyjaśnić na gruncie logiki, sam bohater ma tak ogromne poczucie nierealności, że nie potrafi oddzielić czasem jawy od snu. Wiem, że to książka o książkach, o czytaniu i pisaniu, ułudzie, ale czasem to trochę przeszkadza, bo jednak po pierwszym tomie chciałam zgrabnego, logicznego wyjaśnienia intrygi, które jednak nie do końca zostaje zaserwowane. Zamiast tego jest alegoria, a ja słaba w alegorie jestem.
[1] Na litość, jak Wam ekipa budowlana, z miarką w oku i w garści dla pewności, mówi, że jest coś nie tak z wymiarami, bo pomieszczenie powinno być dwa razy większe niż jest, to naprawdę warto się nad tym pochylić, a nie zastanawiać się latami nad smrodkiem wionącym ze stojącej przy ścianie szafy.
[2] Oraz operację usuwającą guza na mózgu oraz inicjację erotyczną w prezencie, kto by się nie oparł.
[3] Nie wiem, jak Wy, ale ja się w zasadzie od razu domyśliłam, co z tego wyjdzie (Zrva Xnzcs).
Inne tego autora.
#36
Napisane przez Zuzanka w dniu środa maj 31, 2017
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, beletrystyka, 2017
- 0 komentarzy
- Skomentuj