Mam kilka takich pewniaków, które gwarantują, że we mgle będzie pięknie - kiedyś jeździłam po bułki przez Złotniki (albo tamże głaskać kudłate przez bramę), teraz wprawdzie mi tam nie po drodze, ale mam Poznań. Plac z dwoma krzyżami, potem Aleja Niepodległości, Aleja Wielkopolska, wreszcie Sołacz. Nie przeszkadza mi, że włażę w wilgotną o poranku trawę i przemaczam pantofelki. Powietrze pachnie dymem i kroplami deszczu, pod liściami na pewno są wszystkie możliwe ruchliwe wielonożne stwory, a ja ignoruję godzinę na zegarku. To chyba najbardziej takie tu i teraz, na jakie mnie stać. Krótkie, bo już zimno.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek październik 27, 2016
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto -
Tag:
solacz
- 4 komentarze
- Skomentuj
Mam kilka takich pewniaków, które gwarantują, że we mgle będzie pięknie - kiedyś jeździłam po bułki przez Złotniki (albo tamże głaskać kudłate przez bramę), teraz wprawdzie mi tam nie po drodze, ale mam Poznań. Plac z dwoma krzyżami, potem Aleja Niepodległości, Aleja Wielkopolska, wreszcie Sołacz. Nie przeszkadza mi, że włażę w wilgotną o poranku trawę i przemaczam pantofelki. Powietrze pachnie dymem i kroplami deszczu, pod liściami na pewno są wszystkie możliwe ruchliwe wielonożne stwory, a ja ignoruję godzinę na zegarku. To chyba najbardziej takie tu i teraz, na jakie mnie stać. Krótkie, bo już zimno.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek październik 27, 2016
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto -
Tag:
solacz
- 4 komentarze
- Skomentuj
Prawie współcześnie; Apple ma wypuścić nowy, rewolucyjny model iPhone'a. Konkurencyjna firma, Commspan, usiłuje znaleźć rozwiązanie równie rewolucyjne, a przynajmniej na tyle dobre, żeby zaistnieć na rynku. Pracująca w firmie Briddey, oprócz mnóstwa spotkań związanych ze strategią dla nowego produktu, ma na głowie skomplikowaną sprawę prywatną do przeprowadzenia - musi poinformować bardzo tradycyjną, irlandzką rodzinę, że jej narzeczony - Trent, rzutki menedżer z tej samej firmy, obiekt zazdrości wszystkich korporacyjnych plotkarek - zaproponował wspólne przejście przez procedurę EED jako preludium do zaręczyn. EED jest drobną, aczkolwiek wymagającą narkozy operacją mózgu, dzięki której której zakochani mogą czuć empatycznie swoje uczucia. Briddey jest zachwycona (rzadko który dżentelmen zgadza się na taki dowód miłości), ale też zaniepokojona, bo wie, że jej rodzina będzie przeciw. Okazuje się, że nie tylko rodzina - po piskach zachwyconych, rozplotkowanych korporacyjnych koleżanek, słyszy głos przeciw od biurowego nerda, C.B., świetnego specjalisty o dziwnych zwyczajach (chyba śpi w swoim laboratorium w piwnicy, a na pewno się nie czesze). Mimo silnej grupy zniechęcającej, w wielkiej tajemnicy (uniknąć plotkarek, uniknąć moralizującej rodziny) Briddey rzuca się głową naprzód w nowe perspektywy związku, tyle że kiedy budzi się z narkozy, okazuje się, że nie wszystko poszło jak trzeba. Zamiast czuć uczucia Trenta, słyszy w głowie głos C.B. Od tego momentu kończy się jej spokój - boi się, że Trent odbierze to jako zdradę, chociaż wcale z C.B. nic jej nie łączy; gorzej - do głosu C.B. zaczynają dołączać inne, więc nawet w swoim umyśle Briddey nie może być sama.
To nie jest tylko historia o skomplikowanym romansie (ale jakimż - Willis konstruuje niesamowity nastrój, zaraz zaczynam czytać ponownie wszystkie sceny w bibliotece!), a o prywatności. W epoce ciągłego bycia on-line trudno się ukryć i móc planować tylko w oparciu o swoje potrzeby. Ba, ukrywanie się oznacza dla wielu ściśle obserwujących, że ktoś ma kłopoty i jeszcze trudniej się od nich odgonić. Owszem, Briddey jest bezwolna jak owca - nie umie odłożyć dzwoniącego telefonu, nie umie nie reagować na kilkadziesiąt sms-ów i wiadomości na komunikatorach, nie umie zamknąć drzwi przed wpychającą się wszędzie rodziną, a Trentowi - który obiektywnie wcale nie zachowuje się jak nieprzytomnie zakochany, a raczej jak kontrolujący policjant - pozwala na zarządzanie jej czasem; nie zmienia to faktu, że to celna obserwacja nurtu społecznego epoki smartfonów.
To, co potencjalnie może przeszkadzać, to objętość książki, mocno nasycona powtarzającymi się motywami (kolejna ucieczka, nadopiekuńcza siostra naruszająca prywatność 9-letniej córki, setka przeszkadzających ludzi po drodze) - akcja raczej się wlecze, pewnie bez straty można by ją skoncentrować. Za to koniec jest nagły i taki... ale jak to. Na tle innych książek nazwałabym tę udanym crossoverem "Nie licząc psa", "Przejścia" i Przewodnika stada" (na szczęście z happy endem).
Inne tej autorki autorki.
#68
Napisane przez Zuzanka w dniu środa październik 26, 2016
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2016, panie, sf-f
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Prawie współcześnie; Apple ma wypuścić nowy, rewolucyjny model iPhone'a. Konkurencyjna firma, Commspan, usiłuje znaleźć rozwiązanie równie rewolucyjne, a przynajmniej na tyle dobre, żeby zaistnieć na rynku. Pracująca w firmie Briddey, oprócz mnóstwa spotkań związanych ze strategią dla nowego produktu, ma na głowie skomplikowaną sprawę prywatną do przeprowadzenia - musi poinformować bardzo tradycyjną, irlandzką rodzinę, że jej narzeczony - Trent, rzutki menedżer z tej samej firmy, obiekt zazdrości wszystkich korporacyjnych plotkarek - zaproponował wspólne przejście przez procedurę EED jako preludium do zaręczyn. EED jest drobną, aczkolwiek wymagającą narkozy operacją mózgu, dzięki której której zakochani mogą czuć empatycznie swoje uczucia. Briddey jest zachwycona (rzadko który dżentelmen zgadza się na taki dowód miłości), ale też zaniepokojona, bo wie, że jej rodzina będzie przeciw. Okazuje się, że nie tylko rodzina - po piskach zachwyconych, rozplotkowanych korporacyjnych koleżanek, słyszy głos przeciw od biurowego nerda, C.B., świetnego specjalisty o dziwnych zwyczajach (chyba śpi w swoim laboratorium w piwnicy, a na pewno się nie czesze). Mimo silnej grupy zniechęcającej, w wielkiej tajemnicy (uniknąć plotkarek, uniknąć moralizującej rodziny) Briddey rzuca się głową naprzód w nowe perspektywy związku, tyle że kiedy budzi się z narkozy, okazuje się, że nie wszystko poszło jak trzeba. Zamiast czuć uczucia Trenta, słyszy w głowie głos C.B. Od tego momentu kończy się jej spokój - boi się, że Trent odbierze to jako zdradę, chociaż wcale z C.B. nic jej nie łączy; gorzej - do głosu C.B. zaczynają dołączać inne, więc nawet w swoim umyśle Briddey nie może być sama.
To nie jest tylko historia o skomplikowanym romansie (ale jakimż - Willis konstruuje niesamowity nastrój, zaraz zaczynam czytać ponownie wszystkie sceny w bibliotece!), a o prywatności. W epoce ciągłego bycia on-line trudno się ukryć i móc planować tylko w oparciu o swoje potrzeby. Ba, ukrywanie się oznacza dla wielu ściśle obserwujących, że ktoś ma kłopoty i jeszcze trudniej się od nich odgonić. Owszem, Briddey jest bezwolna jak owca - nie umie odłożyć dzwoniącego telefonu, nie umie nie reagować na kilkadziesiąt sms-ów i wiadomości na komunikatorach, nie umie zamknąć drzwi przed wpychającą się wszędzie rodziną, a Trentowi - który obiektywnie wcale nie zachowuje się jak nieprzytomnie zakochany, a raczej jak kontrolujący policjant - pozwala na zarządzanie jej czasem; nie zmienia to faktu, że to celna obserwacja nurtu społecznego epoki smartfonów.
To, co potencjalnie może przeszkadzać, to objętość książki, mocno nasycona powtarzającymi się motywami (kolejna ucieczka, nadopiekuńcza siostra naruszająca prywatność 9-letniej córki, setka przeszkadzających ludzi po drodze) - akcja raczej się wlecze, pewnie bez straty można by ją skoncentrować. Za to koniec jest nagły i taki... ale jak to. Na tle innych książek nazwałabym tę udanym crossoverem "Nie licząc psa", "Przejścia" i Przewodnika stada" (na szczęście z happy endem).
Inne tej autorki autorki.
#68
Napisane przez Zuzanka w dniu środa październik 26, 2016
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2016, panie, sf-f
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Jakby tak połączyć "E.T.", "Goonies" i "Critters", zachowując sztafaż z lat 80., to właśnie byłoby "Stranger Things". Grupka 12-letnich chłopców gra w "Dungeons&Dragons", 17-latka się zakochuje w szkolnym Playboyu, a tuż obok z tajnego rządowego ośrodka badawczego ktoś ucieka. Chwilę potem w tajemniczych okolicznościach znika jeden z chłopców, Will, za to pojawia się dziwna dziewczynka w szpitalnej koszuli i z ogoloną głową, którą ścigają bezwzględni ludzie, nie wahający się strzelać do przypadkowych świadków. Matka zaginionego Willa wierzy, że jej syn wróci, wbrew temu, że wszyscy wokół nie dają szans; ma poczucie, że syn z nią rozmawia przez migotanie świateł, co nie zdejmuje jej (mimo współczucia) etykietki dziwoląga. Lokalny szef (obowiązkowo po przejściach) na początku jest sceptyczny, ale nie poddaje się, kiedy i jemu zaczynają się nie sklejać różne fakty.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek październik 24, 2016
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 2 komentarze
- Skomentuj
Jakby tak połączyć "E.T.", "Goonies" i "Critters", zachowując sztafaż z lat 80., to właśnie byłoby "Stranger Things". Grupka 12-letnich chłopców gra w "Dungeons&Dragons", 17-latka się zakochuje w szkolnym Playboyu, a tuż obok z tajnego rządowego ośrodka badawczego ktoś ucieka. Chwilę potem w tajemniczych okolicznościach znika jeden z chłopców, Will, za to pojawia się dziwna dziewczynka w szpitalnej koszuli i z ogoloną głową, którą ścigają bezwzględni ludzie, nie wahający się strzelać do przypadkowych świadków. Matka zaginionego Willa wierzy, że jej syn wróci, wbrew temu, że wszyscy wokół nie dają szans; ma poczucie, że syn z nią rozmawia przez migotanie świateł, co nie zdejmuje jej (mimo współczucia) etykietki dziwoląga. Lokalny szef (obowiązkowo po przejściach) na początku jest sceptyczny, ale nie poddaje się, kiedy i jemu zaczynają się nie sklejać różne fakty.
Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek październik 24, 2016
Link bezpośredni -
Kategorie:
Oglądam, Seriale -
- 2 komentarze
- Skomentuj
Wprawdzie nie wykopałam ubiegłorocznych tulipanów (bo wilki, bo zapomniałam, oraz przecież są i tak bezpieczne pod ziemią, a jak będą próbowały teraz kiełkować, to ich problem - maszeruj albo giń, wiadomo), ale wkopałam nowe. Wkopałam za pomocą TŻ, w miejsce po daliach i frezjach, przez co TŻ okazjonalnie informował podczas przekopywania, że przedziabał jakąś zapomnianą bulwę i czy to ok. Żebym się nie zdziwiła wiosną - w grunt poszła paczka czerwonych Rococo i mieszane bladoróżowe Angelique z Blue Diamond. Do tego kilkadziesiąt cebulek niespodzianek, wykopanych przez babcię I. z jej ogrodu. Wykopane bulwy dalii i cebulki mieczyków czekają na wiosnę.
Ścięte główki słoneczników zapewniają kotom interaktywną telewizję - mam pół ogrodu sikorek, pleszek, wróbli i srok, które skrupulatnie oskubują wyłożone dobra. Oraz koty na parapecie, z głośną acz pełną żalu emisją.
Rano, kiedy wstaję, już coraz czarniej; w zachmurzony dzień ciemno, prawie noc.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela październik 23, 2016
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, G is for Garden -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Wprawdzie nie wykopałam ubiegłorocznych tulipanów (bo wilki, bo zapomniałam, oraz przecież są i tak bezpieczne pod ziemią, a jak będą próbowały teraz kiełkować, to ich problem - maszeruj albo giń, wiadomo), ale wkopałam nowe. Wkopałam za pomocą TŻ, w miejsce po daliach i frezjach, przez co TŻ okazjonalnie informował podczas przekopywania, że przedziabał jakąś zapomnianą bulwę i czy to ok. Żebym się nie zdziwiła wiosną - w grunt poszła paczka czerwonych Rococo i mieszane bladoróżowe Angelique z Blue Diamond. Do tego kilkadziesiąt cebulek niespodzianek, wykopanych przez babcię I. z jej ogrodu. Wykopane bulwy dalii i cebulki mieczyków czekają na wiosnę.
Ścięte główki słoneczników zapewniają kotom interaktywną telewizję - mam pół ogrodu sikorek, pleszek, wróbli i srok, które skrupulatnie oskubują wyłożone dobra. Oraz koty na parapecie, z głośną acz pełną żalu emisją.
Rano, kiedy wstaję, już coraz czarniej; w zachmurzony dzień ciemno, prawie noc.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela październik 23, 2016
Link bezpośredni -
Kategorie:
Fotografia+, G is for Garden -
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Weronika, psycholożka, oderwana od kanapy w deszczową niedzielę, niechętnie jedzie na spotkanie z policją. Irytujący policjant prosi ją o ocenę poczytalności młodej kobiety, Edyty, którą pogotowie przywiozło do szpitala w trakcie ataku paniki - podobno (a badania lekarskie to potwierdziły) była w ciąży, ale już nie jest, a nie ma dziecka. Weronika jest niechętna, bo sytuacja nakłada się na jej prywatną traumę - rok wcześniej urodziła dziecko, które zmarło po kilku godzinach, ale - po różnych zwrotkach akcji - decyduje się Edycie (i jednocześnie policji, która podejrzewa dzieciobójstwo) pomóc. W dusznej atmosferze ciasnych poznańskich domów psycholożka i policjant nie tylko rozwiązują sprawę, ale i nawiązują bardziej bliskie kontakty.
W tle dokładny geograficznie Poznań - szpital na Polnej, szpital Raszei, kancelaria notarialna na Matejki, domek w podpoznańskiej Dąbrówce, Stare Miasto, plomby na Ogrodowej i Zwierzynieckiej. Nie spodobał mi się dziwny wątek kotki Weroniki, rodzącej kocięta, zapewne niebagatelny dla akcji, ale rozwiązany w sposób dla mnie nieprzyjemny. Klimat raczej mroczny, zdecydowanie nie na końcówkę ciąży i połóg.
Inne tej autorki tutaj.
#67
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota październik 22, 2016
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2016, panie, kryminal
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Weronika, psycholożka, oderwana od kanapy w deszczową niedzielę, niechętnie jedzie na spotkanie z policją. Irytujący policjant prosi ją o ocenę poczytalności młodej kobiety, Edyty, którą pogotowie przywiozło do szpitala w trakcie ataku paniki - podobno (a badania lekarskie to potwierdziły) była w ciąży, ale już nie jest, a nie ma dziecka. Weronika jest niechętna, bo sytuacja nakłada się na jej prywatną traumę - rok wcześniej urodziła dziecko, które zmarło po kilku godzinach, ale - po różnych zwrotkach akcji - decyduje się Edycie (i jednocześnie policji, która podejrzewa dzieciobójstwo) pomóc. W dusznej atmosferze ciasnych poznańskich domów psycholożka i policjant nie tylko rozwiązują sprawę, ale i nawiązują bardziej bliskie kontakty.
W tle dokładny geograficznie Poznań - szpital na Polnej, szpital Raszei, kancelaria notarialna na Matejki, domek w podpoznańskiej Dąbrówce, Stare Miasto, plomby na Ogrodowej i Zwierzynieckiej. Nie spodobał mi się dziwny wątek kotki Weroniki, rodzącej kocięta, zapewne niebagatelny dla akcji, ale rozwiązany w sposób dla mnie nieprzyjemny. Klimat raczej mroczny, zdecydowanie nie na końcówkę ciąży i połóg.
Inne tej autorki tutaj.
#67
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota październik 22, 2016
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2016, panie, kryminal
- 0 komentarzy
- Skomentuj