Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Pierwszy raz...

... wystawiłam fakturę. Teraz #czekamnaprzelew.

Poza tym o poranku 4 stopnie celsjusza, których przez dłuższą chwilę nie rekompensują widoki świata błyszczącego mglistą poświatą w jesiennym słońcu. W biurze (uroki zabytku) kaloryfery lodowate, wszyscy w kurtkach, rozważam na jutro rękawiczki. Bardziej od herbaty rozgrzał mnie spacer na lancz do Pyrabaru i słońce grzejące w plecy na rynku Bernardyńskim. Foch, bo mieczyków już nie było. A chciałam. Za to codziennie wracamy po szkole z kieszenią kasztanów, dziś nawet rzucałam patykiem.

Uczulenie nie odpuszcza; dermatolog pokiwała trzy tygodnie temu głową i wyjaśniła, że przy ATZ to częste, że reakcja alergiczna na zmianę ujęcia wody. Odrestaurowałam nieco twarz, usta co półtora tygodnia pierzchną i pieką, plamy na szyi dalej w formie, natomiast ślad na podrapanej przez sen ręce sugeruje, że biłam się z kotem. Tyle dobrze, że antyhistaminy działają idealnie nasennie.

Przyszła piękna włóczka, przyszła kanapa, teraz już nie ma wymówki, dziecko potrzebuje szalika na jesień. Może zdążę przed listopadem.

Codziennie przedzieram się przez kryzysy służbowe, na dniach rozpoczynam kolejny remont. A przecież w skrzyneczce czekają cebulki na wyznaczenie im gustownej rabatki w ogrodzie. I hamak (chociaż, jak rany, nie przy 4 stopniach na termometrze; właśnie - gdzie kupić analogowy termometr za okno?).

Pierwszy raz październik. W tym roku.

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek październik 2, 2015

Link bezpośredni - Kategorie: Z głowy, czyli z niczego, SOA - - 6 komentarzy - Skomentuj


Pierwszy raz...

... wystawiłam fakturę. Teraz #czekamnaprzelew.

Poza tym o poranku 4 stopnie celsjusza, których przez dłuższą chwilę nie rekompensują widoki świata błyszczącego mglistą poświatą w jesiennym słońcu. W biurze (uroki zabytku) kaloryfery lodowate, wszyscy w kurtkach, rozważam na jutro rękawiczki. Bardziej od herbaty rozgrzał mnie spacer na lancz do Pyrabaru i słońce grzejące w plecy na rynku Bernardyńskim. Foch, bo mieczyków już nie było. A chciałam. Za to codziennie wracamy po szkole z kieszenią kasztanów, dziś nawet rzucałam patykiem.

Uczulenie nie odpuszcza; dermatolog pokiwała trzy tygodnie temu głową i wyjaśniła, że przy ATZ to częste, że reakcja alergiczna na zmianę ujęcia wody. Odrestaurowałam nieco twarz, usta co półtora tygodnia pierzchną i pieką, plamy na szyi dalej w formie, natomiast ślad na podrapanej przez sen ręce sugeruje, że biłam się z kotem. Tyle dobrze, że antyhistaminy działają idealnie nasennie.

Przyszła piękna włóczka, przyszła kanapa, teraz już nie ma wymówki, dziecko potrzebuje szalika na jesień. Może zdążę przed listopadem.

Codziennie przedzieram się przez kryzysy służbowe, na dniach rozpoczynam kolejny remont. A przecież w skrzyneczce czekają cebulki na wyznaczenie im gustownej rabatki w ogrodzie. I hamak (chociaż, jak rany, nie przy 4 stopniach na termometrze; właśnie - gdzie kupić analogowy termometr za okno?).

Pierwszy raz październik. W tym roku.

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek październik 2, 2015

Link bezpośredni - Kategorie: Z głowy, czyli z niczego, SOA - - 6 komentarzy - Skomentuj


Louie

Jak już macie dość gładkich seriali o ludziach pięknych, którym w życiu się ostatecznie zawsze układa mimo drobnych niepowodzeń i są skazani na sukces, to zawsze jest "Louie" - serial "komediowy" o 42-letnim rozwodniku, w dużej mierze autobiograficzny (chociaż, oczywiście, granica między rzeczywistością a scenariuszową kreacją jest rozmyta). Louie jest stand-uperem, opowiada na scenie przerażająco zabawne historie o tym, jak to jest być nieatrakcyjnym singlem bez specjalnych perspektyw w Nowym Jorku. W życiu tło tych historii już nie jest specjalnie zabawne, raczej gorzkie, nawet biorąc po uwagę komediowe przerysowanie - niechciany i przypadkowy seks, kontakty z dziećmi po rozwodzie, próby budowania kariery (kilkuodcinkowy cykl o udziale w "Late show" jest dość dramatyczny). Louie jest cyniczny i obserwuje świat bez optymizmu, ale to nie jest tak, że podejmuje same złe decyzje, zwyczajnie tak się składa. Na randce w ciemno jest zmuszony do seksu oralnego, podczas wizyty u zaprzyjaźnionego lekarza jest upokorzony i wyśmiany, jeździ z programem rozrywkowym w miejsca, gdzie niespecjalnie jest widownia. Współczucie miesza się z poczuciem żenady i podziwu, bo jednak rzadko kto jest w stanie się przyznać do masturbacji, spędzenia połowy życia w łóżku i braku celu.

Na boku bardzo podoba mi się kwestia, jak to Amerykanie ładnie określają, heritage aktora/twórcy. Louis C. K. jest z pochodzenia Węgrem, wychowywał się w Meksyku, a C. K. to sposób zrozumiałego dla Amerykanów zapisu nazwiska Szekely.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek wrzesień 28, 2015

Link bezpośredni - Kategorie: Oglądam, Seriale - - 0 komentarzy - Skomentuj


Louie

Jak już macie dość gładkich seriali o ludziach pięknych, którym w życiu się ostatecznie zawsze układa mimo drobnych niepowodzeń i są skazani na sukces, to zawsze jest "Louie" - serial "komediowy" o 42-letnim rozwodniku, w dużej mierze autobiograficzny (chociaż, oczywiście, granica między rzeczywistością a scenariuszową kreacją jest rozmyta). Louie jest stand-uperem, opowiada na scenie przerażająco zabawne historie o tym, jak to jest być nieatrakcyjnym singlem bez specjalnych perspektyw w Nowym Jorku. W życiu tło tych historii już nie jest specjalnie zabawne, raczej gorzkie, nawet biorąc po uwagę komediowe przerysowanie - niechciany i przypadkowy seks, kontakty z dziećmi po rozwodzie, próby budowania kariery (kilkuodcinkowy cykl o udziale w "Late show" jest dość dramatyczny). Louie jest cyniczny i obserwuje świat bez optymizmu, ale to nie jest tak, że podejmuje same złe decyzje, zwyczajnie tak się składa. Na randce w ciemno jest zmuszony do seksu oralnego, podczas wizyty u zaprzyjaźnionego lekarza jest upokorzony i wyśmiany, jeździ z programem rozrywkowym w miejsca, gdzie niespecjalnie jest widownia. Współczucie miesza się z poczuciem żenady i podziwu, bo jednak rzadko kto jest w stanie się przyznać do masturbacji, spędzenia połowy życia w łóżku i braku celu.

Na boku bardzo podoba mi się kwestia, jak to Amerykanie ładnie określają, heritage aktora/twórcy. Louis C. K. jest z pochodzenia Węgrem, wychowywał się w Meksyku, a C. K. to sposób zrozumiałego dla Amerykanów zapisu nazwiska Szekely.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek wrzesień 28, 2015

Link bezpośredni - Kategorie: Oglądam, Seriale - - 0 komentarzy - Skomentuj




Maryla Szymiczkowa - Tajemnica domu Helclów

Jest tak, że niektórych bohaterów lubi się od pierwszej kartki, nawet jeśli są palantami, fajtłapami albo złamasami. Tutaj odwrotnie - Zofię Szczupakiewiczową znienawidziłam od pierwszego dialogu. I jakbym nie miała świadomości, że książka jest zabawą formalną ze współudziałem Dehnela, pewnie bym ją cisnęła w e-kąt; ze świadomością jednak przeczytałam. Kraków, koniec XIX wieku, zamożne a aspirujące mieszczaństwo interesuje się przeważnie tym, co na obiad, a dodatkowo - jak się wkręcić w wyższe sfery. I tak profesorowa Szczupakiewiczowa, przy mężu, zabiega o fanty dla loterię dla chorych dzieci nie dlatego, żeby tym dzieciom pomóc, ale żeby o niej napisali w prasie (a kuzynka zżółkła z zazdrości). Przypadkiem trafia na panikę w Domu Helclów, placówce opiekuńczej dla starszych ludzi, ponieważ zaginęła jedna z pensjonariuszek. Z nudów zaczyna prowadzić śledztwo.

Inne tej autorki:

#82

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela wrzesień 27, 2015

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, 2015, kryminal - 0 komentarzy - Skomentuj


Maryla Szymiczkowa - Tajemnica domu Helclów

Jest tak, że niektórych bohaterów lubi się od pierwszej kartki, nawet jeśli są palantami, fajtłapami albo złamasami. Tutaj odwrotnie - Zofię Szczupakiewiczową znienawidziłam od pierwszego dialogu. I jakbym nie miała świadomości, że książka jest zabawą formalną ze współudziałem Dehnela, pewnie bym ją cisnęła w e-kąt; ze świadomością jednak przeczytałam. Kraków, koniec XIX wieku, zamożne a aspirujące mieszczaństwo interesuje się przeważnie tym, co na obiad, a dodatkowo - jak się wkręcić w wyższe sfery. I tak profesorowa Szczupakiewiczowa, przy mężu, zabiega o fanty dla loterię dla chorych dzieci nie dlatego, żeby tym dzieciom pomóc, ale żeby o niej napisali w prasie (a kuzynka zżółkła z zazdrości). Przypadkiem trafia na panikę w Domu Helclów, placówce opiekuńczej dla starszych ludzi, ponieważ zaginęła jedna z pensjonariuszek. Z nudów zaczyna prowadzić śledztwo.

Inne tej autorki:

#82

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela wrzesień 27, 2015

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, 2015, kryminal - 0 komentarzy - Skomentuj


Juliusz Ćwieluch, Krzysztof Kowalewski - Taka zabawna historia

W zasadzie to nie biografia, a wywiad-rzeka. Taki miły, grzeczny, sympatyczny wywiad, z którego nie można się niestety za wiele dowiedzieć. Sporo o dzieciństwie w okresie II wojny światowej, o matce, nieco mniej o początkach i szczycie kariery w PRL-u. Dużo ogólników o związkach, nie mówmy po nazwiskach, zjedzmy lepiej pysznego ciasta. Znaczną część książki (ok. 30%) zajmuje lista sztuk (również telewizyjnych), filmów, seriali i dubbingowanych mediów, co w epoce wikipedii jest stratą (e-)papieru.

#81

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek wrzesień 21, 2015

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, biografia, 2015 - 0 komentarzy - Skomentuj


Juliusz Ćwieluch, Krzysztof Kowalewski - Taka zabawna historia

W zasadzie to nie biografia, a wywiad-rzeka. Taki miły, grzeczny, sympatyczny wywiad, z którego nie można się niestety za wiele dowiedzieć. Sporo o dzieciństwie w okresie II wojny światowej, o matce, nieco mniej o początkach i szczycie kariery w PRL-u. Dużo ogólników o związkach, nie mówmy po nazwiskach, zjedzmy lepiej pysznego ciasta. Znaczną część książki (ok. 30%) zajmuje lista sztuk (również telewizyjnych), filmów, seriali i dubbingowanych mediów, co w epoce wikipedii jest stratą (e-)papieru.

#81

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek wrzesień 21, 2015

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, biografia, 2015 - 0 komentarzy - Skomentuj