Śremska policja zostaje wezwana telefonem do potencjalnego samobójcy. Na miejscu, w pięknym, dużym domu, w zamkniętym gabinecie, znajdują starszego pana zastrzelonego z broni leżącej tuż obok. Z listem samobójczym. Tyle że coś nie pasuje. Chwilę później przestaje pasować jeszcze bardziej, bo w lokalnego notariusza zjawia się 5 pań, każda z nich nazywa się tak samo jak denat, a wszystkie mają na imię Natalia. I są przyrodnimi siostrami. Rozbuchany matrymonialnie acz zapobiegliwy ojciec zostawił im po milionie na konto[1] oraz dom pod Śremem, wraz z ruchomościami. Najstarsza obdziela pozostałe środkami uspokajającymi[2], a potem wszystkie jadą do zapisanej posiadłości. Szybko okazuje się, że wszystkie mogą z łatwością rzucić dotychczasowe życie - najstarsza, Natalia Anna, pracę w banku (bo i tak jej nie lubiła), Natalia dwojga nazwisk i matka dwójki dzieci zostawia męża, bo i tak się z nią rozwodził, Natalia-dziennikarka pracę w redakcji, Natalia Magda ma akurat koniec semestru na studiach, a najmłodsza Natalia Anastazja - właśnie zdała maturę i nie ma zobowiązań. Rzucić i rozpocząć nowe - slapstikową komedię pomyłek podczas poszukiwania skarbu w posiadłości, z ciągłą obecnością jakże uprzejmej i wyjątkowo przystojnej policji na karku. Jest wykuwanie dziur w podłodze, tajemnicze tunele, praca śledcza polegająca na uwodzeniu przystojnego acz cynicznego antykwariusza z Poznania, łapaniu włamywaczy i szukaniu skrytek.
Wiem, #jestemstaraimamzazłe. Ale proszę - jeśli spotyka się pięć pań, nazywających się Natalia Sucharska, to dowcip sytuacyjny polegający na tym, że na pytanie "Czy mogę rozmawiać z panią Natalią Sucharską?" chór odpowiada "A z którą?" jest śmieszny raz. A nie kilkanaście. Niestety, humor oscyluje nieustająco wokół tego, że pań jest pięć, że wszystkie są piękne i w większości dobrze wyposażone przez naturę, oraz pyskate i się nieustająco kłócą, czasem o pierdoły. Ponieważ większość czasu ukrywają coś przed policją, trzeba sporo stron, żeby całą tajemnicę wyjaśnić. 20 lat temu spodobałoby mi się na równi ze wczesną Chmielewską. Teraz parę razy drgnął mi ust nadobnych kącik, ale raczej odczuwałam irytację i chęć postawienia każdej z osobna do pionu.
[1] Kwestią podatku od spadku "zajmie się" notariusz. Wiem, wiem, się nie płaci, ale trzeba złożyć oświadczenie w US.
[2] Recepturowe, tak na oko. Łykają po kilka, bez popijania.
Inne tej autorki.
#26
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela marzec 15, 2015
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, 2015, kryminal
- 4 komentarze
- Skomentuj
Śremska policja zostaje wezwana telefonem do potencjalnego samobójcy. Na miejscu, w pięknym, dużym domu, w zamkniętym gabinecie, znajdują starszego pana zastrzelonego z broni leżącej tuż obok. Z listem samobójczym. Tyle że coś nie pasuje. Chwilę później przestaje pasować jeszcze bardziej, bo w lokalnego notariusza zjawia się 5 pań, każda z nich nazywa się tak samo jak denat, a wszystkie mają na imię Natalia. I są przyrodnimi siostrami. Rozbuchany matrymonialnie acz zapobiegliwy ojciec zostawił im po milionie na konto[1] oraz dom pod Śremem, wraz z ruchomościami. Najstarsza obdziela pozostałe środkami uspokajającymi[2], a potem wszystkie jadą do zapisanej posiadłości. Szybko okazuje się, że wszystkie mogą z łatwością rzucić dotychczasowe życie - najstarsza, Natalia Anna, pracę w banku (bo i tak jej nie lubiła), Natalia dwojga nazwisk i matka dwójki dzieci zostawia męża, bo i tak się z nią rozwodził, Natalia-dziennikarka pracę w redakcji, Natalia Magda ma akurat koniec semestru na studiach, a najmłodsza Natalia Anastazja - właśnie zdała maturę i nie ma zobowiązań. Rzucić i rozpocząć nowe - slapstikową komedię pomyłek podczas poszukiwania skarbu w posiadłości, z ciągłą obecnością jakże uprzejmej i wyjątkowo przystojnej policji na karku. Jest wykuwanie dziur w podłodze, tajemnicze tunele, praca śledcza polegająca na uwodzeniu przystojnego acz cynicznego antykwariusza z Poznania, łapaniu włamywaczy i szukaniu skrytek.
Wiem, #jestemstaraimamzazłe. Ale proszę - jeśli spotyka się pięć pań, nazywających się Natalia Sucharska, to dowcip sytuacyjny polegający na tym, że na pytanie "Czy mogę rozmawiać z panią Natalią Sucharską?" chór odpowiada "A z którą?" jest śmieszny raz. A nie kilkanaście. Niestety, humor oscyluje nieustająco wokół tego, że pań jest pięć, że wszystkie są piękne i w większości dobrze wyposażone przez naturę, oraz pyskate i się nieustająco kłócą, czasem o pierdoły. Ponieważ większość czasu ukrywają coś przed policją, trzeba sporo stron, żeby całą tajemnicę wyjaśnić. 20 lat temu spodobałoby mi się na równi ze wczesną Chmielewską. Teraz parę razy drgnął mi ust nadobnych kącik, ale raczej odczuwałam irytację i chęć postawienia każdej z osobna do pionu.
[1] Kwestią podatku od spadku "zajmie się" notariusz. Wiem, wiem, się nie płaci, ale trzeba złożyć oświadczenie w US.
[2] Recepturowe, tak na oko. Łykają po kilka, bez popijania.
Inne tej autorki.
#26
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela marzec 15, 2015
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, 2015, kryminal
- 4 komentarze
- Skomentuj
On wychodzi rano w piątą rocznicę ślubu, chwilę siedzi na plaży i myśli, idzie do baru swojej siostry, wypija - jak to Amerykanin o poranku - szklaneczkę procentów, po czym wraca do domu. Zamiast żony zastaje potłuczony stolik i pewien nieład. Policja na początku nieco oporna, bo w zasadzie wyjaśnień jest wiele, zaczyna prowadzić błyskawiczne śledztwo, kiedy dowiaduje się, że zaginiona żona to córka autorki serii książek dla dziewczynek, pierwowzór postaci Dzielnej Amy, znanej całemu pokoleniu. Natychmiast pojawia się obfity media coverage, dziennikarze prześcigają się w domysłach, czy za zaginięciem nie stoi aby mąż; teorię zdają się potwierdzać kolejne odkrycia tajemnic związku. Mąż, grany przez nieco drewnianego Afflecka (wyjątkowo dobrze dobranego do emploi), prowadzi swoje śledztwo wraz z siostrą i zatrudnionym cudownym (i drogim adwokatem). W tle słychać muzykę napisaną częściowo przez Trenta Reznora, świetnie współgra z akcją.
Starałam się ominąć wzrokiem wszelkie recenzje czy informacje o fabule, bo miał być thriller z twistem albo kilkoma. Mimo to, kiedy w pewnym momencie TŻ stwierdził, że odkrywając kolejne tajemnice trudno powiedzieć, kto jest gorszy w tym związku - mąż czy żona, jakoś od początku miałam wrażenie, że wszystkie zmyłki są dość toporne i wyjaśnienie jest jedno. Mimo to film jest bardzo przyzwoity, chociaż nie nazwałabym go rewelacyjnym.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa marzec 11, 2015
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 1 komentarz
- Skomentuj
On wychodzi rano w piątą rocznicę ślubu, chwilę siedzi na plaży i myśli, idzie do baru swojej siostry, wypija - jak to Amerykanin o poranku - szklaneczkę procentów, po czym wraca do domu. Zamiast żony zastaje potłuczony stolik i pewien nieład. Policja na początku nieco oporna, bo w zasadzie wyjaśnień jest wiele, zaczyna prowadzić błyskawiczne śledztwo, kiedy dowiaduje się, że zaginiona żona to córka autorki serii książek dla dziewczynek, pierwowzór postaci Dzielnej Amy, znanej całemu pokoleniu. Natychmiast pojawia się obfity media coverage, dziennikarze prześcigają się w domysłach, czy za zaginięciem nie stoi aby mąż; teorię zdają się potwierdzać kolejne odkrycia tajemnic związku. Mąż, grany przez nieco drewnianego Afflecka (wyjątkowo dobrze dobranego do emploi), prowadzi swoje śledztwo wraz z siostrą i zatrudnionym cudownym (i drogim adwokatem). W tle słychać muzykę napisaną częściowo przez Trenta Reznora, świetnie współgra z akcją.
Starałam się ominąć wzrokiem wszelkie recenzje czy informacje o fabule, bo miał być thriller z twistem albo kilkoma. Mimo to, kiedy w pewnym momencie TŻ stwierdził, że odkrywając kolejne tajemnice trudno powiedzieć, kto jest gorszy w tym związku - mąż czy żona, jakoś od początku miałam wrażenie, że wszystkie zmyłki są dość toporne i wyjaśnienie jest jedno. Mimo to film jest bardzo przyzwoity, chociaż nie nazwałabym go rewelacyjnym.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa marzec 11, 2015
Link bezpośredni -
Kategoria:
Oglądam -
- 1 komentarz
- Skomentuj
Co roku trwa wyścig - czy da się trafić na szczyt kwitnienia śnieżyc w Śnieżycowym Jarze zanim wojsko pozamyka teren w celu rozsiania po okolicznych lasach nabojów i robienia hałasu. W tym roku może odrobinę (pun intended) przestrzeliłam, bo największy rozkwit ma mieć miejsce w ten (14-15.03) weekend, ale i tak było pięknie. 6 km spaceru przez nieco zabłocony las, rojące się mrowiska, motylki cytrynki rysujące w powietrzu koronkowe arabeski, śpiew ptaków i tłumy ludzi, często ze zwierzyną i przychówkiem. I mnóstwo drobnych kwiatków, wychylających się spod pojesiennych liści.
Zdaje się, że nie pokazywałam zdjęć z ubiegłego roku, bo mi padła płyta w komputerze, ale tak wyglądało w Jarze w 2009 roku (jakoś zaskakująco aktywna w ciąży byłam).
Jak trafić: myśmy jechali od strony wsi Starczanowo (tej koło Murowanej Gośliny), bezpośrednio przed wejściem do rezerwatu jest parking na polu (4 zł/auto). Można też podjechać od Uchorowa, ale nie jechałam tamtędy, więc nie wiem. Dla młodzieży mały plac zabaw (aczkolwiek ciężko przeforsować opcję, że najpierw spacer, potem plac, co poddaję pod rozwagę) oraz tuż obok młody wesoły koń, chętnie robiący za lokalnego gwiazdora, nawet bez zakąski.
Na facebookowej stronie Rezerwatu pojawiają się informacje o terminach i stanie zaawansowania kwiatostanu. I jeśli planujecie, tak jak my, że po spacerze fajnie byłoby udać się do Murowanej Gośliny na pizzę, to raczej zarezerwujcie miejsce, bo na taki pomysł wpada zapewne 1/3 odwiedzających.
GALERIA ZDJĘĆ.
PS Maciej, mam wrażenie, że Cię widziałam, ale minąłeś mnie w przelocie.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela marzec 8, 2015
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+, Wielkopolska w weekend -
Tagi:
2015, polska, śnieżycowy-jar
- 2 komentarze
- Skomentuj
Co roku trwa wyścig - czy da się trafić na szczyt kwitnienia śnieżyc w Śnieżycowym Jarze zanim wojsko pozamyka teren w celu rozsiania po okolicznych lasach nabojów i robienia hałasu. W tym roku może odrobinę (pun intended) przestrzeliłam, bo największy rozkwit ma mieć miejsce w ten (14-15.03) weekend, ale i tak było pięknie. 6 km spaceru przez nieco zabłocony las, rojące się mrowiska, motylki cytrynki rysujące w powietrzu koronkowe arabeski, śpiew ptaków i tłumy ludzi, często ze zwierzyną i przychówkiem. I mnóstwo drobnych kwiatków, wychylających się spod pojesiennych liści.
Zdaje się, że nie pokazywałam zdjęć z ubiegłego roku, bo mi padła płyta w komputerze, ale tak wyglądało w Jarze w 2009 roku (jakoś zaskakująco aktywna w ciąży byłam).
Jak trafić: myśmy jechali od strony wsi Starczanowo (tej koło Murowanej Gośliny), bezpośrednio przed wejściem do rezerwatu jest parking na polu (4 zł/auto). Można też podjechać od Uchorowa, ale nie jechałam tamtędy, więc nie wiem. Dla młodzieży mały plac zabaw (aczkolwiek ciężko przeforsować opcję, że najpierw spacer, potem plac, co poddaję pod rozwagę) oraz tuż obok młody wesoły koń, chętnie robiący za lokalnego gwiazdora, nawet bez zakąski.
Na facebookowej stronie Rezerwatu pojawiają się informacje o terminach i stanie zaawansowania kwiatostanu. I jeśli planujecie, tak jak my, że po spacerze fajnie byłoby udać się do Murowanej Gośliny na pizzę, to raczej zarezerwujcie miejsce, bo na taki pomysł wpada zapewne 1/3 odwiedzających.
GALERIA ZDJĘĆ.
PS Maciej, mam wrażenie, że Cię widziałam, ale minąłeś mnie w przelocie.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela marzec 8, 2015
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+, Wielkopolska w weekend -
Tagi:
2015, polska, śnieżycowy-jar
- 2 komentarze
- Skomentuj
#51 Ewa wzywa 07
Spis osób:
- porucznik Stanisław Cieślak - obrywa wyzwiskami, a jest niewinny
- mecenas Miecio Baczyński - mężczyzna o okazałej tuszy i oku do kolorów
- sierżant Krawczyk - kiedyś biegał na 5 kilometrów
- major Stefan Downar - szpakowaty, ale ciągle może się podobać
- doktor Ziemba - patolog
- Zbigniew Pawelski - właściciel tytułowej koszulki, żyje z poezji
- Roman Godlewski - pożycza bieliznę od Pawelskiego, aktor
- Anna Godlewska - była żona Romana, druga ofiara nożownika
- Paulina Jankowska - sąsiadka Godlewskiego, czasem korzysta z mleka sąsiada
- Zenon Baranowski - zięć Jankowskiej, dentysta
- Teresa Baranowska - córka Pauliny, przy mężu, nałogowo pali, co odbija się na atrakcyjności
- porucznik Olszewski - wykonuje czynności śledcze
- sierżant Pakuła - lubi kwiaty
- Mariola Mokrzycka - przyjaciółka Godlewskiego, obiekt podrywu Downara/Kalickiego
- Lilka Brzozowska - przyjaciółka Godlewskiego, występuje tylko na zdjęciu
- Magda Kroczyńska - przyjaciółka Godlewskiego, występuje tylko na zdjęciu
- pułkownik Leśniewski - zwierzchnik Downara
- Ryszard Kalicki - alter ego Downara, playboy w mercedesie
- Major Władek Borowiak - kolega Downara z Gdańska
- Krystyna Mokrzycka - jak się okazuje, pierwsza ofiara nożownika i siostra Marioli, stewardesa
- wdowa Kwapiszewska - wynajmuje pokoje nad morzem, niedrogo
- Franciszek Aleksander Kwapiszewski - nieżyjący już mąż p. Kwapiszewskiej, miał łóżko bez pluskiew
- Bogdan Wawrzecki - narzeczony Krystyny, oficer marynarki handlowej
- Marian Wojtecki - chętnie pożycza kolegom swoje ferrari
- Karol Łabędzki - znajomy Wawrzeckiego, ostatni adorator pani Godlewskiej
- Samuel Hatkins - mętny typ z Londynu
- Kacper Szymoniak - przedwojenny taksówkarz z poczuciem obywatelskiego obowiązku
- Maria Białecka - była gosposia Godlewskich
- Adamska - odnajmuje letnikom pokoje w Kazimierzu
- Pawelska - kobieta niezwykle urodziwa, pełne, interesująco zarysowane kształty, świadczące o tym, że nie hołdowała modzie odchudzania się
Gorący letni dzień. Porucznik Cieślak i wyjątkowo występujący w cywilu Miecio Baczyński, siedzą sobie na komendzie, kiedy wtem wchodzi elegancka dama.
- Młoda.
- A ładna? - zainteresował się Baczyński, jak przystało na słomianego wdowca. Sierżant uśmiechnął się.
- Niczego sobie. Taka więcej... tego...
- Wprowadźcie interesantkę - powiedział urzędowym tonera Cieślak.
Dziewczyna była rzeczywiście „niczego sobie”. Wysoka, smukła, świetnie zbudowana, miała duże, ciemne oczy, efektowny biust i kasztanowate włosy luźno spadające na ramiona. Jasnobeżowe spodnie i biała bluzeczka, oblamowana żółtą tasiemką podkreślały złotawą opaleniznę. Baczyński w ostatniej chwili powstrzymał się, żeby nie gwizdnąć przeciągle (...).
I wtedy stała się rzecz zupełnie niespodziewana. Ta piękna dziewczyna o subtelnie zarysowanym owalu twarzy i ruchach dobrze wychowanej panienki oparła się o poręcz krzesła i, pochylona w kierunku Cieślaka, bluznęła najstraszniejszymi wymysłami.
Panna została błyskawicznie odwieziona na konsultację psychiatryczną, ale sprawa się skomplikowała, bo zanim udało się wyciągnąć z niej, o co chodziło z wyzwaniem porucznika Cieślaka od różnych, ktoś ją załatwił ostatecznie za pomocą noża sprężynowego[1]. Niedługo potem w trakcie śledztwa milicja natknęła się na kolejne zwłoki, zabite w podobny sposób. Na miejscu zbrodni znaleziono serię zdjęć pięknych blondynek, nie dziwmy się więc Downarowi, że - mając oko do pięknych pań - rozpoznaje jedną z nich w samolocie na wybrzeże i postanawia pozyskać informacje metodą "na podryw". Na początku niezbyt sprawnie:
Downar wyjął z kieszeni płaszcza „Perspektywy” i śmiało podszedł do swej „ofiary”.
- Bardzo przepraszam, czy pani nie zostawiła w samolocie „Perspektyw”?
Spojrzała na niego tak, jak się spogląda na stary, dziurawy kapeć. Potrząsnęła głową.
- Nie, proszę pana, ja bardzo dbam o to, żeby moje perspektywy nie znalazły się w obcych rękach. To nie są moje „Perspektywy”.
... potem jednak się rozkręca, pożycza z lokalnej komendy cywilnego mercedesa (pogardziwszy fiatem), wynajmuje pokój w Grand Hotelu. Panna leci na wypchany portfel, mimo że poza urodą nie ma wiele do zaoferowania (Czasem coś przetłumaczę, czasem pilotuję zagranicznych gości(...) - A czy można wiedzieć z jakiego języka pani tłumaczy? - Z niemieckiego. - Tak się składa, że ja także znam niemiecki - powiedział z zadowoleniem Downar. - Moglibyśmy... - O, ja tak dobrze nie mówię po niemiecku - zastrzegła się pośpiesznie. - Trochę...). Kiedy jego incognito może zostać naruszone, ujawnia się, a na noc przenosi na kwaterę do niejakiej wdowy Kwapiszewskiej, u której nie ma pluskiew. W ogóle podczas tego śledztwa ma szczęście do urodziwych pań:
„Piękna pani” była rzeczywiście kobieta niezwykle urodziwą i w zupełności zasługiwała na to określenie. Wysoka, świetnie zbudowana, miała pełne, interesująco zarysowane kształty, świadczące o tym. te nie hołdowała modzie odchudzania się. Bujne, ciemonoblond włosy upinała w misterny kok. przypominający dawno minione lata i kontrastujący jaskrawo ze współczesną moda swobodnie rozczochranych loków.
Oprócz dwóch morderstw w grę wchodzą narkotyki - biały proszek, czyli heroina(!) oraz przemyt młodych kobiet w celu stręczenia. Tajemnica wyjaśnia się oczywiście przez tytułową koszulkę, praną w mieszczącej się na Hożej, w bramie zaraz za księgarnią, spółdzielni pralniczej „Praca Kobiet”[2] (sic!) oraz - dość nowocześnie - dzięki śladom błota i wzorowi podeszew na miejscu zbrodni.
Się pije: panowie - dżyn i wermut, panie - dżyn z sokiem pomarańczowym bądź jałowcówkę, a milicja z okazji rozwiązania sprawy - wino i żytniówkę. Downar od dwóch lat nie pali, ssie więc dropsy.
A sierżant Pakuła lubił kwiaty, zwłaszcza róże. Ale nie jest znawcą win, więc to dla niego ta żytniówka powyżej.
[1]
- Dlaczego przypuszczacie, że zbrodni dokonał mężczyzna?
- Bo nóż to męska rzecz. Nie znam przypadku, żeby kobieta majchrem się posłużyła. Brzytwa to się jeszcze zdarza, ostatecznie żyletka, ale nóż...
- Babka najchętniej coś do zupki dosypie - wtrącił Baczyński.
[2] Z okazji Dnia Kobiet - miłej pracy!
Inne tego autora.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela marzec 8, 2015
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, prl, 2015, kryminal
- 1 komentarz
- Skomentuj
#51 Ewa wzywa 07
Spis osób:
- porucznik Stanisław Cieślak - obrywa wyzwiskami, a jest niewinny
- mecenas Miecio Baczyński - mężczyzna o okazałej tuszy i oku do kolorów
- sierżant Krawczyk - kiedyś biegał na 5 kilometrów
- major Stefan Downar - szpakowaty, ale ciągle może się podobać
- doktor Ziemba - patolog
- Zbigniew Pawelski - właściciel tytułowej koszulki, żyje z poezji
- Roman Godlewski - pożycza bieliznę od Pawelskiego, aktor
- Anna Godlewska - była żona Romana, druga ofiara nożownika
- Paulina Jankowska - sąsiadka Godlewskiego, czasem korzysta z mleka sąsiada
- Zenon Baranowski - zięć Jankowskiej, dentysta
- Teresa Baranowska - córka Pauliny, przy mężu, nałogowo pali, co odbija się na atrakcyjności
- porucznik Olszewski - wykonuje czynności śledcze
- sierżant Pakuła - lubi kwiaty
- Mariola Mokrzycka - przyjaciółka Godlewskiego, obiekt podrywu Downara/Kalickiego
- Lilka Brzozowska - przyjaciółka Godlewskiego, występuje tylko na zdjęciu
- Magda Kroczyńska - przyjaciółka Godlewskiego, występuje tylko na zdjęciu
- pułkownik Leśniewski - zwierzchnik Downara
- Ryszard Kalicki - alter ego Downara, playboy w mercedesie
- Major Władek Borowiak - kolega Downara z Gdańska
- Krystyna Mokrzycka - jak się okazuje, pierwsza ofiara nożownika i siostra Marioli, stewardesa
- wdowa Kwapiszewska - wynajmuje pokoje nad morzem, niedrogo
- Franciszek Aleksander Kwapiszewski - nieżyjący już mąż p. Kwapiszewskiej, miał łóżko bez pluskiew
- Bogdan Wawrzecki - narzeczony Krystyny, oficer marynarki handlowej
- Marian Wojtecki - chętnie pożycza kolegom swoje ferrari
- Karol Łabędzki - znajomy Wawrzeckiego, ostatni adorator pani Godlewskiej
- Samuel Hatkins - mętny typ z Londynu
- Kacper Szymoniak - przedwojenny taksówkarz z poczuciem obywatelskiego obowiązku
- Maria Białecka - była gosposia Godlewskich
- Adamska - odnajmuje letnikom pokoje w Kazimierzu
- Pawelska - kobieta niezwykle urodziwa, pełne, interesująco zarysowane kształty, świadczące o tym, że nie hołdowała modzie odchudzania się
Gorący letni dzień. Porucznik Cieślak i wyjątkowo występujący w cywilu Miecio Baczyński, siedzą sobie na komendzie, kiedy wtem wchodzi elegancka dama.
- Młoda.
- A ładna? - zainteresował się Baczyński, jak przystało na słomianego wdowca. Sierżant uśmiechnął się.
- Niczego sobie. Taka więcej... tego...
- Wprowadźcie interesantkę - powiedział urzędowym tonera Cieślak.
Dziewczyna była rzeczywiście „niczego sobie”. Wysoka, smukła, świetnie zbudowana, miała duże, ciemne oczy, efektowny biust i kasztanowate włosy luźno spadające na ramiona. Jasnobeżowe spodnie i biała bluzeczka, oblamowana żółtą tasiemką podkreślały złotawą opaleniznę. Baczyński w ostatniej chwili powstrzymał się, żeby nie gwizdnąć przeciągle (...).
I wtedy stała się rzecz zupełnie niespodziewana. Ta piękna dziewczyna o subtelnie zarysowanym owalu twarzy i ruchach dobrze wychowanej panienki oparła się o poręcz krzesła i, pochylona w kierunku Cieślaka, bluznęła najstraszniejszymi wymysłami.
Panna została błyskawicznie odwieziona na konsultację psychiatryczną, ale sprawa się skomplikowała, bo zanim udało się wyciągnąć z niej, o co chodziło z wyzwaniem porucznika Cieślaka od różnych, ktoś ją załatwił ostatecznie za pomocą noża sprężynowego[1]. Niedługo potem w trakcie śledztwa milicja natknęła się na kolejne zwłoki, zabite w podobny sposób. Na miejscu zbrodni znaleziono serię zdjęć pięknych blondynek, nie dziwmy się więc Downarowi, że - mając oko do pięknych pań - rozpoznaje jedną z nich w samolocie na wybrzeże i postanawia pozyskać informacje metodą "na podryw". Na początku niezbyt sprawnie:
Downar wyjął z kieszeni płaszcza „Perspektywy” i śmiało podszedł do swej „ofiary”.
- Bardzo przepraszam, czy pani nie zostawiła w samolocie „Perspektyw”?
Spojrzała na niego tak, jak się spogląda na stary, dziurawy kapeć. Potrząsnęła głową.
- Nie, proszę pana, ja bardzo dbam o to, żeby moje perspektywy nie znalazły się w obcych rękach. To nie są moje „Perspektywy”.
... potem jednak się rozkręca, pożycza z lokalnej komendy cywilnego mercedesa (pogardziwszy fiatem), wynajmuje pokój w Grand Hotelu. Panna leci na wypchany portfel, mimo że poza urodą nie ma wiele do zaoferowania (Czasem coś przetłumaczę, czasem pilotuję zagranicznych gości(...) - A czy można wiedzieć z jakiego języka pani tłumaczy? - Z niemieckiego. - Tak się składa, że ja także znam niemiecki - powiedział z zadowoleniem Downar. - Moglibyśmy... - O, ja tak dobrze nie mówię po niemiecku - zastrzegła się pośpiesznie. - Trochę...). Kiedy jego incognito może zostać naruszone, ujawnia się, a na noc przenosi na kwaterę do niejakiej wdowy Kwapiszewskiej, u której nie ma pluskiew. W ogóle podczas tego śledztwa ma szczęście do urodziwych pań:
„Piękna pani” była rzeczywiście kobieta niezwykle urodziwą i w zupełności zasługiwała na to określenie. Wysoka, świetnie zbudowana, miała pełne, interesująco zarysowane kształty, świadczące o tym. te nie hołdowała modzie odchudzania się. Bujne, ciemonoblond włosy upinała w misterny kok. przypominający dawno minione lata i kontrastujący jaskrawo ze współczesną moda swobodnie rozczochranych loków.
Oprócz dwóch morderstw w grę wchodzą narkotyki - biały proszek, czyli heroina(!) oraz przemyt młodych kobiet w celu stręczenia. Tajemnica wyjaśnia się oczywiście przez tytułową koszulkę, praną w mieszczącej się na Hożej, w bramie zaraz za księgarnią, spółdzielni pralniczej „Praca Kobiet”[2] (sic!) oraz - dość nowocześnie - dzięki śladom błota i wzorowi podeszew na miejscu zbrodni.
Się pije: panowie - dżyn i wermut, panie - dżyn z sokiem pomarańczowym bądź jałowcówkę, a milicja z okazji rozwiązania sprawy - wino i żytniówkę. Downar od dwóch lat nie pali, ssie więc dropsy.
A sierżant Pakuła lubił kwiaty, zwłaszcza róże. Ale nie jest znawcą win, więc to dla niego ta żytniówka powyżej.
[1]
- Dlaczego przypuszczacie, że zbrodni dokonał mężczyzna?
- Bo nóż to męska rzecz. Nie znam przypadku, żeby kobieta majchrem się posłużyła. Brzytwa to się jeszcze zdarza, ostatecznie żyletka, ale nóż...
- Babka najchętniej coś do zupki dosypie - wtrącił Baczyński.
[2] Z okazji Dnia Kobiet - miłej pracy!
Inne tego autora.
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela marzec 8, 2015
Link bezpośredni -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panowie, prl, 2015, kryminal
- 1 komentarz
- Skomentuj
Budapeszt. Miasto po dwóch stronach Dunaju, co - jak się okazuje - wcale nie przeszkadza w tym, żeby wykopać pod ziemią drugie najstarsze metro na świecie (1896!). Zważywszy na egzotyczność języka, w którym taka "policja" to "rendőrség", to naprawdę zaskakujące, że metro nazywa się tak zwyczajnie - "metró". Podejrzanie oczywiste. W Budapeszcie metro jest zdecydowanie fajniejsze niż jeżdżenie samochodem, albowiem wiele ulic jest jednokierunkowych i czasem trzeba przejechać dwa razy przez Dunaj, jak się źle skręci. BTDTGTT (jako pasażer, bo nie miałam jeszcze prawa jazdy).



(2005, 2006)
I tak jak berlińską linię U2 rozsławił pewien dubliński zespół, tak budapesztańskie metro występuje jako pełnoprawny bohater w filmie "Kontrolerzy".
Dotychczas: Berlin * Budapeszt * Buenos Aires * Dublin * Praga * Lizbona * Porto * Wiedeń * Saloniki * Amsterdam.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek marzec 6, 2015
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
metro, budapeszt, wegry
- 0 komentarzy
- Skomentuj
Budapeszt. Miasto po dwóch stronach Dunaju, co - jak się okazuje - wcale nie przeszkadza w tym, żeby wykopać pod ziemią drugie najstarsze metro na świecie (1896!). Zważywszy na egzotyczność języka, w którym taka "policja" to "rendőrség", to naprawdę zaskakujące, że metro nazywa się tak zwyczajnie - "metró". Podejrzanie oczywiste. W Budapeszcie metro jest zdecydowanie fajniejsze niż jeżdżenie samochodem, albowiem wiele ulic jest jednokierunkowych i czasem trzeba przejechać dwa razy przez Dunaj, jak się źle skręci. BTDTGTT (jako pasażer, bo nie miałam jeszcze prawa jazdy).



(2005, 2006)
I tak jak berlińską linię U2 rozsławił pewien dubliński zespół, tak budapesztańskie metro występuje jako pełnoprawny bohater w filmie "Kontrolerzy".
Dotychczas: Berlin * Budapeszt * Buenos Aires * Dublin * Praga * Lizbona * Porto * Wiedeń * Saloniki * Amsterdam.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek marzec 6, 2015
Link bezpośredni -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
metro, budapeszt, wegry
- 0 komentarzy
- Skomentuj