Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Wiktor Hagen - Długi weekend

Ponieważ zbliża się długi weekend, ktoś musi zostać na dyżurze w warszawskiej policji, pada na Roberta Nemhausera. Okazuje się, że Robert ma dyżur potrójny - jego żona wyjeżdża na kilkudniową "rekrutację" w zagranicznej korporacji, więc musi się zająć kilkuletnimi synami-bliźniakami (obdarzonymi dźwięcznymi imionami Cyryl i Metody, naprawdę?) oraz - ponieważ z pensją policjanta szału nie ma - będzie pracował w znajomej restauracji z powodu problemów wizowych ukraińskich kucharek. Wszystkie trzy wątki - śledztwo w sprawie zabójstwa znanego medialnie ekologa i chwilę potem równie znanego profesora archeologii, opieka nad dwójką nieletnich oraz awaryjne gotowanie dla kilkudziesięciu klientów w restauracji - są świetne, ale w sumie wzajemnie się nieco wytłumiają, czasem ze stratą dla logiki (np. kiedy Robert odkrywa, że za pół godziny musi odebrać synów z przedszkola, po czym przesłuchuje jeszcze dwie osoby w różnych miejscach Warszawy, po czym zdąża po dzieci[1]). Co jest cenne, to odmitologizowanie śledztwa jako ciągu olśnień, które uzyskuje się siedząc z fajeczką w wygodnym fotelu - Nemhauser najpierw sam, potem ze ściągniętym w trybie pilnym z urlopu współpracownikiem Mariem, objeżdża mozolnie mnóstwo świadków[2], natyka się na problemy natury politycznej, bo w grę wchodzi sponsorowany przez ministra kontrakt na grube miliony (oraz los autostrady na Euro 2012). Jest nacjonalistyczna organizacja z niezbyt błyskotliwym przywódcą, przekręty w polskim szkolnictwie wyższym, naiwny właściciel warsztatu, któremu z poczucia czynienia dobra zgniły pieniądze w słoikach, kilkanaście pochodów paraliżujących Warszawę, a na samym końcu to mordercy trzeba współczuć.

W fabule zostało trochę niewystrzelonych strzelb - słabo rozwinął się wątek żony na dziwnym, prawie że maratonowym konkursie na stanowisko menadżerskie (Amsterdam, suknie wieczorowe, zawiązywanie sojuszów, dziwna, wiecznie skrzywiona sojuszniczka, brakuje tylko paintballu), nie wspominając o żadnej reakcji na sposób zajmowania się dziećmi - Robert się boi, że bliźniaki wypaplają o jajku niespodziance, ignorując temat braku czystej odzieży[3], dzieci niemytych przez kilka dni i podrzucanych babci, sąsiadce bądź koledze z pracy.

Suspensu pewnie nie zepsuję, jak powiem, że nazwisko na okładce to pseudonim, a autor jest znany skądinąd (ma również - jak główny bohater - dwójkę dzieci, choć nie bliźniaków).

[1] Sam wątek przedszkola z pasywno-agresywną Ciocią Jadzią, która terroryzuje policjanta na tyle, że z własnej woli rezygnuje z zostawienia dzieci w pracujący dzień 2. maja ("tylko pana synowie będą w przedszkolu", haha) jest przeuroczy.

[2] To nie te czasy, kiedy milicja wysyłała wezwania, a świadkowie karnie tłoczyli się w poczekalni komendy; sprawę utrudnia to, że podejrzana o jedną ze zbrodni jest jego studencka sympatia, żona zamordowanego archeologa.

[3] Nie mogąc znaleźć czystych koszulek, Robert zakłada synom odzież tyłem na przód, dzięki czemu nie widać plam z keczupu. Srsly?

Inne tego autora:

#119

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek listopad 17, 2014

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, 2014, kryminal - 0 komentarzy - Skomentuj


Wiktor Hagen - Długi weekend

Ponieważ zbliża się długi weekend, ktoś musi zostać na dyżurze w warszawskiej policji, pada na Roberta Nemhausera. Okazuje się, że Robert ma dyżur potrójny - jego żona wyjeżdża na kilkudniową "rekrutację" w zagranicznej korporacji, więc musi się zająć kilkuletnimi synami-bliźniakami (obdarzonymi dźwięcznymi imionami Cyryl i Metody, naprawdę?) oraz - ponieważ z pensją policjanta szału nie ma - będzie pracował w znajomej restauracji z powodu problemów wizowych ukraińskich kucharek. Wszystkie trzy wątki - śledztwo w sprawie zabójstwa znanego medialnie ekologa i chwilę potem równie znanego profesora archeologii, opieka nad dwójką nieletnich oraz awaryjne gotowanie dla kilkudziesięciu klientów w restauracji - są świetne, ale w sumie wzajemnie się nieco wytłumiają, czasem ze stratą dla logiki (np. kiedy Robert odkrywa, że za pół godziny musi odebrać synów z przedszkola, po czym przesłuchuje jeszcze dwie osoby w różnych miejscach Warszawy, po czym zdąża po dzieci[1]). Co jest cenne, to odmitologizowanie śledztwa jako ciągu olśnień, które uzyskuje się siedząc z fajeczką w wygodnym fotelu - Nemhauser najpierw sam, potem ze ściągniętym w trybie pilnym z urlopu współpracownikiem Mariem, objeżdża mozolnie mnóstwo świadków[2], natyka się na problemy natury politycznej, bo w grę wchodzi sponsorowany przez ministra kontrakt na grube miliony (oraz los autostrady na Euro 2012). Jest nacjonalistyczna organizacja z niezbyt błyskotliwym przywódcą, przekręty w polskim szkolnictwie wyższym, naiwny właściciel warsztatu, któremu z poczucia czynienia dobra zgniły pieniądze w słoikach, kilkanaście pochodów paraliżujących Warszawę, a na samym końcu to mordercy trzeba współczuć.

W fabule zostało trochę niewystrzelonych strzelb - słabo rozwinął się wątek żony na dziwnym, prawie że maratonowym konkursie na stanowisko menadżerskie (Amsterdam, suknie wieczorowe, zawiązywanie sojuszów, dziwna, wiecznie skrzywiona sojuszniczka, brakuje tylko paintballu), nie wspominając o żadnej reakcji na sposób zajmowania się dziećmi - Robert się boi, że bliźniaki wypaplają o jajku niespodziance, ignorując temat braku czystej odzieży[3], dzieci niemytych przez kilka dni i podrzucanych babci, sąsiadce bądź koledze z pracy.

Suspensu pewnie nie zepsuję, jak powiem, że nazwisko na okładce to pseudonim, a autor jest znany skądinąd (ma również - jak główny bohater - dwójkę dzieci, choć nie bliźniaków).

[1] Sam wątek przedszkola z pasywno-agresywną Ciocią Jadzią, która terroryzuje policjanta na tyle, że z własnej woli rezygnuje z zostawienia dzieci w pracujący dzień 2. maja ("tylko pana synowie będą w przedszkolu", haha) jest przeuroczy.

[2] To nie te czasy, kiedy milicja wysyłała wezwania, a świadkowie karnie tłoczyli się w poczekalni komendy; sprawę utrudnia to, że podejrzana o jedną ze zbrodni jest jego studencka sympatia, żona zamordowanego archeologa.

[3] Nie mogąc znaleźć czystych koszulek, Robert zakłada synom odzież tyłem na przód, dzięki czemu nie widać plam z keczupu. Srsly?

Inne tego autora:

#119

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek listopad 17, 2014

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, 2014, kryminal - 0 komentarzy - Skomentuj


John Steinbeck - Tortilla Flat

Tortilla Flat to mała przybrzeżna miejscowość koło Monterey, w Kalifornii. Steinbeck umieścił tam ekipę paisanos, sowizdrzałów i lekkoduchów, na wiecznym rauszu, którzy wesoło przepędzają dni, kradnąc tu i ówdzie, plotkując o paniach nietrudnego dostępu oraz prowadząc filozoficzne dysputy. Naiwny Pirat ze swoim stadem psów, serdeczny i uczynny Jezus Maria, Danny, właściciel najpierw dwóch, potem jednego rozsypującego się domu (po dziadku), Pilon czy Wielki Joe, bywalec aresztów, żyją sobie, raz lepiej, raz gorzej, czasem ponosząc karę za swoje czyny, czasem spędzając wieczór przy galonie wina.

Co mnie szczególnie zachwyciło, to sposób, w jaki Steinbeck opisuje swój świat - pełen kolorów, zapachów, światła. Dawno nie czytałam tak plastycznej książki, pełnej życia. To nie spisany rachunek z Ikei jak u Larssona, który - owszem - tworzy wiarygodny natłok szczegółów, ale świat składający się w mojej głowie podczas czytania w coś realnego.

Inne tego autora:

#118

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek listopad 13, 2014

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, beletrystyka, 2014 - 11 komentarzy - Skomentuj


John Steinbeck - Tortilla Flat

Tortilla Flat to mała przybrzeżna miejscowość koło Monterey, w Kalifornii. Steinbeck umieścił tam ekipę paisanos, sowizdrzałów i lekkoduchów, na wiecznym rauszu, którzy wesoło przepędzają dni, kradnąc tu i ówdzie, plotkując o paniach nietrudnego dostępu oraz prowadząc filozoficzne dysputy. Naiwny Pirat ze swoim stadem psów, serdeczny i uczynny Jezus Maria, Danny, właściciel najpierw dwóch, potem jednego rozsypującego się domu (po dziadku), Pilon czy Wielki Joe, bywalec aresztów, żyją sobie, raz lepiej, raz gorzej, czasem ponosząc karę za swoje czyny, czasem spędzając wieczór przy galonie wina.

Co mnie szczególnie zachwyciło, to sposób, w jaki Steinbeck opisuje swój świat - pełen kolorów, zapachów, światła. Dawno nie czytałam tak plastycznej książki, pełnej życia. To nie spisany rachunek z Ikei jak u Larssona, który - owszem - tworzy wiarygodny natłok szczegółów, ale świat składający się w mojej głowie podczas czytania w coś realnego.

Inne tego autora:

#118

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek listopad 13, 2014

Link bezpośredni - Kategoria: Czytam - Tagi: panowie, beletrystyka, 2014 - 11 komentarzy - Skomentuj


Kobiety na skraju załamania nerwowego (Almodovar: 7)

To chyba mój ulubiony film (albo jeden z ulubionych). Ponownie jest rozchwiana kobieta (Carmen Maura, z której można zrobić i luksusową transwestytkę, i zahukaną gospodynię domową, i - tutaj - dojrzałą elegancką damę), która usiłuje spotkać się z chyba już byłym (bo jej unika) ukochanym na poważną rozmowę. Alkohol, środki usypiające, frustracja, awantura, przypadkowe podpalenie łóżka, telefon wyrwany ze ściany, omdlenia i ataki paniki, wszystkie fazy radzenia sobie z utratą doprowadzają bohaterkę do konstatacji, że ma wszystko gdzieś. Daje ogłoszenie o wynajęciu swojego pięknego loftu zaopatrzonego w taras, pakuje walizkę niewiernego, przygotowuje sowicie zaprawione barbituranami gazpaczo, po czym nagle zostaje wplątana w cały tłum zdarzeń. A to koleżanka-modelka niechcący ma romans z szyickim terrorystą, a to śledzi ją chwilowo wypuszczona z psychiatryka była żona ukochanego, a to pojawia się syn tegoż (Banderas z loczkami i w okularkach, młody intelektualista) z narzeczoną o nienachalnej urodzie. Narzeczona zapada w sen po gazpaczo, które samowolnie pobiera sobie z lodówki, syn - wzorem ojca - nawiązuje od pierwszego wejrzenia romans z modelką, w mieszkaniu pojawia się prawie jednocześnie policja (bo terroryści), monter telefoniczny i była żona. Akcja przenosi się na lotnisko (za pomocą porwanego motocykla i taksówkarza w stylu mambo; w tej roli wdzięcznie pojawia się Almodovar), gdzie niewierny kochanek ma odlecieć do Sztokholmu lotem potencjalnie narażonym na atak terrorystów.

Inne filmy Almodovara.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa listopad 12, 2014

Link bezpośredni - Kategoria: Oglądam - - 0 komentarzy - Skomentuj


Kobiety na skraju załamania nerwowego (Almodovar: 7)

To chyba mój ulubiony film (albo jeden z ulubionych). Ponownie jest rozchwiana kobieta (Carmen Maura, z której można zrobić i luksusową transwestytkę, i zahukaną gospodynię domową, i - tutaj - dojrzałą elegancką damę), która usiłuje spotkać się z chyba już byłym (bo jej unika) ukochanym na poważną rozmowę. Alkohol, środki usypiające, frustracja, awantura, przypadkowe podpalenie łóżka, telefon wyrwany ze ściany, omdlenia i ataki paniki, wszystkie fazy radzenia sobie z utratą doprowadzają bohaterkę do konstatacji, że ma wszystko gdzieś. Daje ogłoszenie o wynajęciu swojego pięknego loftu zaopatrzonego w taras, pakuje walizkę niewiernego, przygotowuje sowicie zaprawione barbituranami gazpaczo, po czym nagle zostaje wplątana w cały tłum zdarzeń. A to koleżanka-modelka niechcący ma romans z szyickim terrorystą, a to śledzi ją chwilowo wypuszczona z psychiatryka była żona ukochanego, a to pojawia się syn tegoż (Banderas z loczkami i w okularkach, młody intelektualista) z narzeczoną o nienachalnej urodzie. Narzeczona zapada w sen po gazpaczo, które samowolnie pobiera sobie z lodówki, syn - wzorem ojca - nawiązuje od pierwszego wejrzenia romans z modelką, w mieszkaniu pojawia się prawie jednocześnie policja (bo terroryści), monter telefoniczny i była żona. Akcja przenosi się na lotnisko (za pomocą porwanego motocykla i taksówkarza w stylu mambo; w tej roli wdzięcznie pojawia się Almodovar), gdzie niewierny kochanek ma odlecieć do Sztokholmu lotem potencjalnie narażonym na atak terrorystów.

Inne filmy Almodovara.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa listopad 12, 2014

Link bezpośredni - Kategoria: Oglądam - - 0 komentarzy - Skomentuj


Posesja w rzucie

Cztery pokoje, w tym jeden z wykuszem. Chytry plan jest, żeby przekuć się z kuchni (8) do salonu (1), najwyżej zabezpieczając ścianę jakąś belką (ale bez łuczków!). 90 metrów kwadratowych do wyłożenia deską. Łazienka od nowa. Kuchnia od nowa. Cały świat od nowa.


(większe po kliknięciu)

PS Uwielbiam plany mieszkań. Dzięki wywieszonemu w witrynie dewelopera planowi mieszkania kupiłam aktualne, bo przechodziłam kilkukrotnie i wzdychałam do niego (planu, nie dewelopera; deweloper potem zbankrutował).

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek listopad 10, 2014

Link bezpośredni - Kategorie: Fotografia+, P jak Posesja - - 12 komentarzy - Skomentuj


Posesja w rzucie

Cztery pokoje, w tym jeden z wykuszem. Chytry plan jest, żeby przekuć się z kuchni (8) do salonu (1), najwyżej zabezpieczając ścianę jakąś belką (ale bez łuczków!). 90 metrów kwadratowych do wyłożenia deską. Łazienka od nowa. Kuchnia od nowa. Cały świat od nowa.


(większe po kliknięciu)

PS Uwielbiam plany mieszkań. Dzięki wywieszonemu w witrynie dewelopera planowi mieszkania kupiłam aktualne, bo przechodziłam kilkukrotnie i wzdychałam do niego (planu, nie dewelopera; deweloper potem zbankrutował).

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek listopad 10, 2014

Link bezpośredni - Kategorie: Fotografia+, P jak Posesja - - 12 komentarzy - Skomentuj


O "Lego" w Pestce

Jeśli jutro nie macie (poza pójściem na Świętomarcińską Paradę, wiadomo) co robić, to za umiarkowaną (14 zł/osoby) można zobaczyć w CH Pestka wystawę budowli z klocków Lego. Jest WSZYSTKO - volkswagen "Beetle", Pałac Kultury, Taj Mahal, wieża Eiffla, smoki atakujące zamek, scenki z Duplo, Heartlake City, pożar w szpitalu, 11-metrowy Tytanik i inne dobra. Ciężko się fotografuje, bo wszystko za plastikiem, ale czasem można interaktywnie plastiku dotknąć (Majuta zachwyciła atakująca żmija) albo uruchomić to i owo przyciskiem. Wystawa w Poznaniu jest do 7.12, potem - od 13.12 - w Warszawie.


(zdjęcia z najlepszego aparatu, który miałam - z telefonu)

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek listopad 10, 2014

Link bezpośredni - Kategorie: Fotografia+, Moje miasto - - 5 komentarzy - Skomentuj


O "Lego" w Pestce

Jeśli jutro nie macie (poza pójściem na Świętomarcińską Paradę, wiadomo) co robić, to za umiarkowaną (14 zł/osoby) można zobaczyć w CH Pestka wystawę budowli z klocków Lego. Jest WSZYSTKO - volkswagen "Beetle", Pałac Kultury, Taj Mahal, wieża Eiffla, smoki atakujące zamek, scenki z Duplo, Heartlake City, pożar w szpitalu, 11-metrowy Tytanik i inne dobra. Ciężko się fotografuje, bo wszystko za plastikiem, ale czasem można interaktywnie plastiku dotknąć (Majuta zachwyciła atakująca żmija) albo uruchomić to i owo przyciskiem. Wystawa w Poznaniu jest do 7.12, potem - od 13.12 - w Warszawie.


(zdjęcia z najlepszego aparatu, który miałam - z telefonu)

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek listopad 10, 2014

Link bezpośredni - Kategorie: Fotografia+, Moje miasto - - 5 komentarzy - Skomentuj